ebook Wiatraki
3.63 / 5.00 (liczba ocen: 285)

Wiatraki
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 20.73
wciąż za drogo?
UpolujEbooka.pl #Instagram
UpolujEbooka.pl #Instagram
31.90 złpremium: 19.14 zł Lub 19.14 zł
20.73 zł Lub 18.66 zł
25.20 zł 10 zł na konto
25.53 zł Lub 22.98 zł
31.90 zł
22.90 zł
23.93 zł
25.51 zł
25.52 zł
25.64 zł
27.12 zł
27.43 zł
29.00 zł
31.90 zł
Inne proponowane
Brudna przeszłość i nie mniej mroczna teraźniejszość – najlepsi inspektorzy krakowskiej policji, Krzycki i Bałyś, mierzą się z makabrycznymi zbrodniami na Pomorzu. Efektowny początek kolejnej kryminalnej trylogii Krzysztofa A. Zajasa.
 

Duet krakowskich policjantów tym razem prowadzi dochodzenie na Pomorzu. Podkomisarz Lucek Bałyś, wysłany na pozornie niewinną konferencję, zostaje wmieszany w porachunki miejscowej gangsterki. Z początku uznaje to za szczęśliwy traf – po kłopotach w małżeństwie porządna dawka adrenaliny na pewno dobrze mu zrobi. Zdarzenia nabierają jednak szalonego tempa, zwłaszcza że szefem gangu jest dawny szef tamtejszej komendy, w dodatku były przyjaciel inspektora Krzyckiego.
Krzycki i Bałyś wplątują się w lokalne układy, przy okazji wywołując cienie ponurej przeszłości tamtych ziem. Co było dawno i wydawało się nieważne, dzieje się również dzisiaj i okazuje się najważniejsze dla rozwiązania kryminalnej zagadki. A właściwie kilku okropnych zagadek, zasnuwających serię brutalnych morderstw jak pomorska mgła. Bo ktoś w sposób bezwzględny i krwawy morduje trzech miejscowych mężczyzn.
Krzyckiego ściga również brudna przeszłość własna. Lucka – brudna teraźniejszość, która każe mu wreszcie wydorośleć. A nad tym wszystkim niesie się upiorny szum skrzydeł pomorskich wiatraków...
KRZYSZTOF A. ZAJAS, autor znakomitej „Trylogii Grobiańskiej”, niezwykle efektownie wraca do swych ulubionych bohaterów, rozpoczynając „Trylogię Pomorską” od szeregu zaskoczeń.

Wiatraki od Krzysztof A. Zajas możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Kiedy czarne skrzydło śmierci zdmuchnie kogoś tuż obok ciebie, tracisz poczucie sensu najprostszych działań. Jesteś bez reszty zaprzątnięty elementarną frazą: był i go nie ma. Śmierć nie jest absurdem, tylko generatorem absurdu.
To, co ukrywasz, wcale nie znika, tylko cię potem prześladuje. Człowiek żyje z brzemieniem niewypowiedzianych słów.
Krzysztof A. Zajas zadebiutował Ludźmi w nienawiści, kryminałem, który dał początek tak zwanej trylogii grobiańskiej. Chociaż czytałam ten tytuł trzy lata temu, wciąż pamiętam wrażenia, jakie mi towarzyszyły przy lekturze. W głowie utkwiła mi również wyrazista postać komisarza Krzyckiego, niby momentami zahaczająca o schemat, a jednak równocześnie się z niego wyłamująca, poprzez przemyślenia i emocje wkładane mu do głowy przez autora. Mrukliwy Krzycki dostał niebawem za partnera postać absolutnie nietuzinkową: Lucka Bałysia, szczupłego, ale niezwykle zwinnego młodego mężczyznę, który i chochlą w garnku zamiesza, i bez problemu znokautuje przeciwnika w bezpośrednim starciu. Dynamika powieści budowanej na przeciwieństwach charakterologicznych zwykle się sprawdza – tak też było w tym przypadku. Po zakończeniu mojej przygody z policyjnym duetem (co zajęło mi ledwie trzy miesiące), poczułam żal. Cieszę się, że teraz miałam okazję sięgnąć po kolejną serię z tymi bohaterami – trylogię pomorską, zainicjowaną przez powieść Wiatraki.

Po kilku krakowskich śledztwach Krzycki i Bałyś są nie tylko świetnymi partnerami w pracy, ale również przyjaciółmi w życiu prywatnym. Gdy starszy gliniarz, który w międzyczasie nie tylko awansował na inspektora, ale również zdobył uznanie i pewną sławę wśród mundurowych, dostaje zaproszenie na konferencję na Pomorzu, zamiast siebie wysyła tam podkomisarza Bałysia. Krzyckiemu nie chce się spędzać czasu w dusznej sali i wygłaszać mów – nie są to okoliczności, w których dobrze się czuje. Co innego młody, on sobie świetnie poradzi. Bałyś rzeczywiście przyciąga zainteresowanie słuchaczy: niestety uwagę zwraca na niego także miejscowy gangster, który ma stare porachunki z Andrzejem Krzyckim. Młody policjant początkowo ochoczo miesza się w tę sytuację, bo potrzebuje akcji i kopniaka adrenaliny. Jednak sprawa szybko wymyka się spod kontroli… Inspektor Krzycki rusza w ślad za swoim partnerem, by mu pomóc i zamknąć definitywnie dawne sprawy.

To, co ukrywasz, wcale nie znika, tylko cię potem prześladuje. Człowiek żyje z brzemieniem niewypowiedzianych słów.

Śledztwo, w które wmieszał się Lucjan Bałyś, jest trudne, a morderca brutalny. Wiesza on swoje ofiary na wiatrakach, których pełno w okolicach Słupska. Trzech mężczyzn w bliskim odstępie czasu traci życie w tym samym miejscu i w podobnych okolicznościach, nie może więc być mowy o przypadku, a makabryczny sposób zadania śmierci sugeruje zemstę za jakieś wielkie krzywdy. Co widział upośledzony chłopak, który lubi spędzać czas na polach i kim są postacie z jego rysunków? Co wspólnego ma ze sprawą starsza Niemka, która po latach powróciła w rodzinne strony i rozpytuje mieszkańców o grunty na sprzedaż? No i wreszcie: gdzie zniknął Lucjan Bałyś i czy Andrzejowi Krzyckiemu uda się dotrzeć do niego na czas?

Wiatraki trzymają w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, a to za sprawą kilku płaszczyzn fabularnych: mamy tu więc po pierwsze sprawy z przeszłości inspektora Krzyckiego, po drugie śledztwo związane ze śmiercią na wiatrakach, a po trzecie próbę, jaką przechodzi przyjaźń dwóch krakowskich policjantów. Wszystkie wątki Krzysztof Zajas zmyślnie splótł w jedną całość. To już czwarta książka z tymi bohaterami, świetnie więc, że autor pogłębił i pocieniował ich charaktery. Nie ma nic gorszego niż postaci, które nie zmieniają się przez kolejne tomy, są papierowe i płaskie. W Wiatrakach obserwujemy bolesną, lecz fenomenalnie rozpisaną przemianę Lucjana Bałysia, który z sympatycznego młodego mężczyzny z ideałami przeobraża się w walczącego ze złem tego świata cynikiem. Śledztwo, w jakie ten się, niewiele myśląc, angażuje, będzie o wiele trudniejsze i złożone, niż się spodziewał. Krzycki, ruszający mu na ratunek, to nie niezłomny superbohater, a niesiony gniewem i rozpaczą glina w średnim wieku, z przypisanymi mu słabościami i uprzedzeniami. Nie jest kryształowy, ale kto lubi kryształowych bohaterów? Z tego też powodu niechlubne wątki z jego przeszłości może nie przysparzają mu sympatii wśród czytelników, ale niewątpliwie dobrze budują jego postać, przez co lepiej go rozumiemy i widzimy, że Krzycki jest tylko człowiekiem, z jego zaletami i wadami.

Krzysztof Zajas to akademik, literaturo- i kulturoznawca i moim zdaniem to widać w jego języku i sposobie konstruowania powieści. Jednocześnie zaś jego ulubionym pisarzem jest Stephen King, i podobnie jak on uważa, że książka ma być do czytania. Daje to bardzo dobrą mieszankę: to kryminały, które mają swoje warstwy pod spodem jak lodowiec, a dzięki temu oferują coś poza szybką akcją i wymyślnymi opisami śmierci. Chyba właśnie dlatego kolejne powieści Zajasa zawsze na długo pozostają w mojej głowie.

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
Policyjna przyjaźń

Pierwsza część trylogii pomorskiej Krzysztofa A. Zajasa poniosła mnie na skrzydłach pociągającej fabuły, która sprawiła, że wsiąkłem w nią niczym woda w gąbkę. Gęsta atmosfera oraz wyjątkowy klimat sprawiły, iż historia podkomisarza Lucjana Bałysia i inspektora Andrzeja Krzyckiego pozostawiła w mej pamięci trwały ślad. Nie sposób jej zapomnieć, gdyż sprawa trzech tajemniczych morderstw na farmie elektrowni wiatrowych na Pomorzu przykuwa naszą uwagę nie rozwiewając się w odmętach świadomości. Wiatraki to moja pierwsza przygoda z twórczością Pana Krzysztofa. I nie ostatnia, gdyż Autor umiejętnie rozegrał fabułę, ukazując pracę policji w tak realny sposób, sprawiając wrażenie jakoby sam pracował w służbach mundurowych. Jest to zapewne zasługą doskonale przeprowadzonego researchu, a także genialnego poprowadzenia akcji. Główni bohaterowie, o których wspomniałem, to prawdziwi gliniarze z krwi i kości. Nie ma dla nich zadania nie do wykonania. Nieugięci, nieustraszeni, często działający na granicy prawa. A wszystko to, by znaleźć finał prowadzonych czynności mających na celu wskazanie winnego dokonanych zbrodni. Lucjan Bałyś udaje się na konferencję do Słupska. Tutaj wplątany zostaje w mafijne porachunki, w wyniku czego ślad po nim urywa się. Andrzej Krzycki, który zostaje odesłany na przymusowy urlop, postanawia odnaleźć podkomisarza. Wplątuje się w sieć intryg, z których wydostać może się nie kto inny, jak tylko policjant o charyzmie Krzyckiego. By odnaleźć i uratować przyjaciela zmuszony jest działać na granic policyjnej logiki.

Czy inspektor zdoła uratować przyjaciela? Z jak trudną przeszłością będzie musiał zmierzyć się Krzycki? Krzysztof A. Zajas nie tylko ujął mnie inteligentnie poprowadzoną fabułą, lecz sposób jej ukazania powoduje, iż płyniemy przez tę historię niesieni wiatrem. Wiatraki to porywający kryminał, który wzniesie nas na wyżyny. To również niezwykły kryminał, który nie tylko gwarantuje udział w rozstrzyganiu morderczej zagadki, lecz jest genialną i inteligentnie poprowadzoną książką, która wśród miłośników gatunku zasługuje na szczególne uznanie. To także kryminał o policyjnej przyjaźń, w której jeden glina jest w stanie rzucić się w ogień za swym przyjacielem. I choć charakterologicznie są skrajnie różni, to każdy z nich wie, że polegać mogą na sobie jak na Zawiszy. Wiatraki to pierwszy tom trylogii pomorskiej. Niebawem sięgnę po drugą część bowiem Skowyt Nocy.

Ocena: 6/6
©Czyt-NIK
Małe miasteczka mają swój urok. Najczęściej kojarzą mi się z tajemnicą. Niejednokrotnie, gdy stoję na ryneczku niewielkiej mieściny, moja wyobraźnia zaczyna pracować na najwyższych obrotach i podpowiada różnego rodzaju sceny, które dałoby się opisać w książce. Spacerując ulicami takiego miasteczka, mam wrażenie, że ciągle ktoś na mnie patrzy, a wchodząc do pobliskiej kawiarni, czuję się jak przybysz z innej planety. Wówczas zawsze myślę o tym, że zostanie częścią takiej społeczności jest sztuką i wyzwaniem. To właśnie w niewielkiej pomorskiej miejscowości akcję swojej książki – Wiatraki – postanowił osadzić Krzysztof A. Zajas.

Podkomisarz Lucjan Bałyś, połówka wręcz legendarnego duetu Bałyś-Krzycki, wplątuje się w sprawę tajemniczych oraz niezwykle – nie bójmy się użyć tego słowa – widowiskowych morderstw i znika. Jego partner, Andrzej Krzycki, rozpoczyna swoje własne śledztwo mające na celu nie tylko zdemaskowanie mordercy, ale przede wszystkim odnalezienie przyjaciela. Wyścig z czasem, obezwładniający strach i coraz bardziej zapętlająca się historia napędzają tę powieść tak, jak wiatr napędza turbiny wiatrowe. Powiało mocno… świeżością, bowiem Wiatraki okazały się rasowym kryminałem, który czyta się bardzo szybko. Nie wiem dlaczego, ale podczas lektury miałam cały czas wrażenie niezwykłej gęstości słów. Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć, ale gdzieś z tyłu mojej głowy majaczyła ciągle myśl, że to taka… mięsista książka. I choć szybko się ją czyta, to nie da się zwyczajnie po jej stronach „przelatywać”. Zdecydowanie wymaga skupienia, ponieważ jest tak bardzo naszpikowana szczegółami, że pominięcie choćby jednego powoduje brak zrozumienia dalszego ciągu. Zaskakujące jest to, że pomimo nagromadzenia naprawdę wielu wątków i jeszcze większej liczby bohaterów, wszystko jest ze sobą bardzo kompatybilne. Muszę przyznać, że duet dwóch „policjantów z miasta” wyszedł Zajasowi na piątkę z plusem. Z jednej strony Krzycki – stworzony na modłę brudnego Harry’ego, nieprzewidywalny i działający pod wpływem emocji policjant, wymierzający sprawiedliwość według swojego własnego kodeksu. Z drugiej strony Bałyś – pomieszanie żółwia ninja z genialnym śledczym o doskonałym poczuciu humoru i cherubinkowej urodzie. Dla mnie bomba. (Szczerze mówiąc, bardzo żałowałam, że ten drugi nie pojawia się częściej). Oprócz wspomnianej dwójki spotkamy tutaj całą plejadę postaci – od policjantów, przez urzędników po tak zwanych typów spod ciemnej gwiazdy. I w tym przypadku tak naprawdę nie wiadomo, kto jest kim, bo właściwie wszystkich można wrzucić do jednego worka. Oj, zamieszał Zajas, zamieszał.

Chciałabym również zwrócić uwagę na sam klimat tej powieści. Miasteczko miasteczkiem, ale autor poszedł dalej i nasycił swoją książkę obrazami niczym z horroru: szumiące wiatraki, grzmoty, ulewy, dziwna postać w żółtej kurtce pojawiająca się i znikająca wśród pól. Choć nie lubię tego gatunku, to nieprzyjemny dreszcz, który towarzyszył niektórym fragmentom, wcale mnie nie zniechęcał do lektury. Wręcz przeciwnie – podkręcał zainteresowanie. Mankamenty? Tak, jeden. W niektórych momentach wyobraźnia poniosła pisarza zbyt daleko. Mam tu na myśli jedną, konkretną rzecz, a mianowicie przypisywanie przekombinowanych umiejętności niektórym bohaterom. Szczególnie tyczy się to mordercy, który naprawdę w nieco nieprawdopodobny sposób popełnia swoje zbrodnie. Mimo wszystko ten kryminał ma tyle zalet, że na sporadyczne wpadki można przymknąć oko. Mam nadzieję, że i Wy podejdziecie do niego w ten sposób.

Ocena: 5+/6
©Spadło mi z regała
Wiatraki Krzysztofa A. Zajasa, to swoista pamiątka z Pomorza w postaci obrazu, który jest stworzony przez kalejdoskop wrażeń. Jego solidne ramy tworzy wątek kryminalny. Naprężone i zagruntowane płótno, to zatargi gangstersko-policyjne i animozje, które mocno przebijają i rzutują na charakter i odbiór bieżących wydarzeń. Na tak przygotowanym materiale autor mocnymi pociągnięciami pędzla namalował głównych bohaterów, którzy są wyraziści, nietuzinkowi, momentami zaskakujący i skomplikowani. Gdy chcemy ocenić ich barwę, to wcale taka oczywista nie jest. Dodatkowo autor w niektórych miejscach namalował grube, wypukłe fragmenty. To przeszłość, która upomina się o uwagę i krzyczy o sprawiedliwość. A żeby było jeszcze bardziej ekscytująco, to obraz … nie jest dokończony!

Krakowski duet policjantów Bałyś-Krzycki jest wzorem dla wielu specjalistów w branży. Ich praca jest doceniana i podziwiana i niejeden chciałby mieć takie wyniki w policyjnych statystykach. Inspektor Krzycki zostaje zaproszony na Pomorze, aby aktywnie uczestniczyć w konferencji. Wysyła podkomisarza Bałysia, który nie dość, że wplątuje się w lokalne, gangsterskie porachunki, to znika... Krzycki wyrusza na poszukiwanie przyjaciela i żeby stawić czoła przeznaczeniu.

Małe miejscowości, tajemnicze zabójstwa, wojenki o gangsterskie wypływy, wiatraki, które doskonale wpisują się w krajobraz krainy, przekładają się na wielobarwne, wielowątkowe elementy tworzące bardzo ciekawy kryminał.

Bardzo się cieszę, że Wiatraki są początkiem nowej trylogii na kryminalnym rynku. Duet policjantów mnie uwiódł, chociaż niejednokrotnie byłabym w kontrze do ich poglądów i zachowań. Klimat książki przyprawiał momentami o dreszcze, co oznacza, że autor zadbał o czytelnika. Jedynie, co nie zyskało mojego uznania, to sensacyjne sceny, które może i nieźle sprawdziłyby się na szklanym ekranie, jednak na kartach powieści nie bardzo mi pasowały. Ten sensacyjny sznyt mógłby zostać ograniczony.
Podsumowując, to co wymyślił i stworzył Zajas bardzo dobrze się kręci, jak tytułowe wiatraki przed wkroczeniem zabójcy.

Ocena: 5/6
©Na czytniku
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    W moim przypadku z czytaniem to jest tak, że ja lubię jak wszystko w książce jest realne, przedstawione w taki sposób, że nie muszę patrzeć w kartkę z rozdziawioną gębą i zastanawiać się co autorowi strzeliło do głowy, aby wymyślić taki przebieg akcji. Takie wrażenie jeszcze bardziej potęguje się przy lekturach kryminałów, thrillerów. Ważny dla mnie jest sposób opisywania pracy policji, przeprowadzania przez nich akcji, rozwiązywania spraw. Nie lubię w tym temacie lipy, udawania, że autor cos tam wie. Uważam, że są dwa rozwiązania: albo pisarz wie i przygotował się do napisania swojej książki, albo nie ma pojęcia i wymyśla bajki dla grzecznych dziewczynek.

    Z Krzysztofem A. Zajasem spotykałem się przy okazji każdej jego książki. Wiem, że popełnił kilka thrillerów i powieść grozy. Gdybym miał zastanawiać się, w którym z tych gatunków wyszło mu lepiej, rzekłbym, że chyba jednak najbardziej podszedł mi Oszpicyn. W gatunku literackim jakim jest horror można popuścić wodze fantazji i wtedy czytelnikowi aż tak bardzo to nie wadzi (przynajmniej nie powinno). Oczywiście, w horrorze też trzeba zachować odpowiedni poziom bajdurzenia, aby nie wyszła niechcący z tego smutna komedia.

    Zajas w Wiatrakach podejmuje się opisania spraw ważnych, powiedziałbym nawet bardzo ważnych. Jednak robi to w taki sposób, że te bardzo ważne tematy, podane w lekko komediowej i podszytej bajdurzeniem otoczce, stają się w moim przekonaniu błahe. W takim przypadku czytelnik nawet chyba nie próbuje się zastanawiać nad rozterkami moralnymi bohaterów, choć te z założenia mają nim właściwie wstrząsnąć. Bo one są takie trochę ukazane w krzywym zwierciadle i przechodzi się nad nimi do porządku dziennego. Spowodowane jest to także tym, że właściwie sam protagonista się nimi nie przejmuje, gdyż większość czasu zastanawia się czy na skutek odniesionych ran powinien umrzeć już, czy zbić jeszcze kilka osób i dopiero wtedy zacząć powoli myśleć o odchodzeniu z tego padłu łez.

    Niestety, pomimo że Wiatraki czyta się dobrze. Lekkość jaką Zajas nadaje swoi tekstom, nie rekompensuje tego, że swoimi pomysłami, lub brakiem wiedzy psuje to, co misternie próbował utkać i podać czytelnikowi na tych kilkuset stronach. W dzisiejszych czasach właściwie ciężko jest się tłumaczyć brakiem wiedzy, jest ona szeroko dostępna w Internecie. A czego znaleźć nie można, należy skonsultować, o ile chce się być autorem poważnym. Nie chcę wskazywać konkretnych przypadków z fabuły, od których szczypią oczy. Autor zapewne sam wie, co tam udało mu się wspaniale schrzanić. Musiałbym też wprowadzać do tekstu spoilery, a to samej opinii dobrze nie wróży.

    Ciężko jest mi powiedzieć czy jeszcze sięgnę po dalsze tomy przygód Bałysia i Krzyckiego. Terminatora właściwie mogę obejrzeć na szklanym ekranie, więc nie muszę szukać jego kopii na stronach książek. Zdaje sobie sprawę, ze taki styl Zajas sobie stworzył, i obmyślił, że w najlepszy sposób będzie bawił on czytelników. Przeglądając opinie o Wiatrakach, widzę, że właściwie spełnia się on w jak najlepszym razie, jednak niestety mnie nie bawi. ( o ile thriller w swoim założeniu ma bawić?)

    Ocena: 3+/6

Warto zerknąć