365 dni
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 2.46 / 5.00
liczba ocen: 1291
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
27.90 złpremium: 16.74 zł
-19% 22.40 zł
23.68 zł
23.71 zł
23.72 zł
Pozostałe księgarnie
16.74 zł
23.36 zł
23.65 zł
23.72 zł
24.83 zł
25.11 zł
25.11 zł
27.90 zł
Opis:
Powieść obrzydliwie romantyczna, skrajnie prawdziwa i inspirująca.... „Ojciec chrzestny” w połączeniu z „Pięćdziesięcioma twarzami Greya”.
 

Laura wraz ze swoim chłopakiem Martinem i dwójką przyjaciół, wyjeżdżają na wakacje na Sycylię. Drugiego dnia pobytu – w swoje dwudzieste dziewiąte urodziny, dziewczyna zostaje porwana. Porywaczem okazuje się głowa sycylijskiej rodziny mafijnej, szalenie przystojny, młody Don – Massimo Toricelli. Mężczyzna kilka lat wcześniej przeżył zamach na swoje życie. Postrzelony kilka razy prawie umarł – a kiedy jego serce przestało bić, przed oczami zobaczył dziewczynę, a dokładnie Laurę Biel. Gdy przywrócono go do życia, obiecał sobie, że odnajdzie kobietę, którą zobaczył.
Massimo daje dziewczynie 365 dni na to, by go pokochała i została z nim…

Recenzje blogerów
Długo zbierałam się za napisanie tej recenzji. Książkę przeczytałam już jakiś czas temu i sama do końca nie wiem, co mam o niej sądzić?

Czy mi się podobała? – hmm nie wiem.

Czy bym ją poleciła? – nie wiem.

Czy chciałabym wiedzieć, co będzie dalej? – (o dziwo!) zdecydowanie tak.

Przyznam się szczerze, bez bicia, że miałam również opory, żeby ją dać do przeczytania mojej babci, ale że moja babcia jest książkoholiczką do potęgi entej i czyta po prostu wszystko, podsunęłam ją jej. Wrażenie, ku mojemu zdziwieniu, ma podobne.

A co mnie podkusiło do jej posiadania? No cóż, wiele osób na pewnej facebookowej grupie jej poszukiwało z uporem maniaka i chyba dlatego zwróciłam na nią swoją uwagę. Opinie na jej temat w całym internecie są tak bardzo podzielone. Albo się bardzo podoba, albo wręcz uważana jest za gniot. Ba nawet czytałam, że jest to GNIOT 2018 roku.

Sam pomysł z porwaniem dziewczyny przez mafiosa do złudzenia przypomina mi historię opisaną w Kryształowym sercu Augusty Docher (swoją drogą – uwielbiam tę historię) Główna bohaterka „dostaje” od Massima tytułowe 365 dni, aby się w nim zakochać. Oczywiście może robić wszystko, na co ma ochotę, oprócz ograniczonej wolności i zawsze w asyście ochrony. Ale czy na prawdę można zakochać się w kimś na siłę i w kimś kto grozi Twojej rodzinie śmiercią? Jak się okazuje – można.

Massimo to głowa sycylijskiej mafii. Bardzo przystojny i nieprzyzwoicie bogaty mężczyzna. Do tego, a może przede wszystkim bezwzględny morderca, niemający szacunku zwłaszcza do kobiet. A mimo tego zakochał się szaleńczo w kobiecie ze swoich snów. Wiem, wiem jak to brzmi, ale tak właśnie jest. Wręcz przejawia obsesję na punkcie swojej Pani. Niesamowity traf sprawia, że spotyka swoją wymyśloną oblubienicę w postaci dwudziestodziewięcioletniej polki – Laury.

Natomiast sama Laura mimo osiągniętego zawodowego sukcesu, czuje się wypalona i porzuca pracę. Wyjeżdża ze swoim chłopakiem i znajomymi na wymarzone wakacje do Włoch. Nie spodziewa się, że jej życie od tego wyjazdu przewróci się do góry nogami. Mimo swojej choroby i licznych zapaściach, korzysta z życia i nie odmawia sobie ulubionego szampana i różnych form imprezowego życia. W moim osobistym odczuciu jest dość powierzchowna i szybko „radzi sobie” z porwaniem w obcym kraju przez nie ukrywajmy tego – mordercę. A jak to „radzenie sobie” wygląda, nie będę Wam tego opowiadać ????

Cóż, 365 dni przeczytałam do samego końca. Wbrew pozorom czyta się zaskakująco szybko. Okładka stanowi dodatkowy plus i mnie zaintrygowała. Ale czy bym ją poleciła? To już trudniejsza sprawa. Raczej skłaniam się ku temu, aby każdy wedle swojego uznania wyrobił sobie o niej zdanie.

Ocena: 1+/6
©Książka w autobusie
2. Słownie: dwa. Tyle rozdziałów przeczytałam, kiedy moja wewnętrzna bogini fiknęła koziołka i krzyknęła piskliwym głosem: VETO!!!.

Dwa to także ilość plusów jakie odszukałam w czeluściach 365 dni. Pierwszy: okładka. Drugi: książka się kończy – dla mnie ciut wcześniej niż dla innych, dzielnych graczy, którzy w pocie czoła brną do końca.

Pokuszę się o nikły zarys fabuły. Laura wraz z chłopakiem i przyjaciółmi lecą na wakacje na Sycylię. Tam dziewczyna zostaje uprowadzona. Porywaczem okazuje się przystojny i niebezpieczny Don Massimo – głowa sycylijskiej rodziny mafijnej. Mężczyzna kilka lat wcześniej przeżył zamach na swoje życie i w, zdawałoby się, ostatnich chwilach egzystencji na tym ziemskim padole objawiła mu się postać dziewczyny. Po powrocie do zdrowia postanowił odnaleźć tajemniczą piękność... którą okazała się Laura. 365 – tyle dni będzie przytrzymywał Laurę w swojej willi i ponoć zrobi wszystko, aby dobrowolnie nigdy nie chciała go opuścić.

Książka nijak nie wpasowuje się tematyką w moje literackie upodobania. Więc co mnie skłoniło do sięgnięcia po tę książkę? Prośba koleżanki, abym obczaiła czy naprawdę jest tak źle jak ona myśli. Moim zdaniem jest źle.

Te dwa rozdziały pozwoliły mi na wgląd w styl, język, kreację postaci oraz sposób prowadzenia akcji. Po trosze także w charakterystykę aktów seksualnych. Generalnie, jak sama autorka podkreśla, książka ma misję. 365 dni ma za zadanie podreperować nudne seksualne życie Polaków i nauczyć ludzi mówić głośno o seksie, potrzebach, erotycznych fantazjach. Przyznam, że misja ciekawa i ważna. Bo seks jest naprawdę istotnym aspektem szczęśliwego życia. Ale co, jeśli sama hipoteza jest błędna? "Uświadomienie Polakom, że mają nudne życie erotyczne i nauczenie ich większej otwartości". Nic na to nie poradzę, ale mam przed oczami taką scenę:

Na rodzinnym obiedzie między rosołem a schabowym:
– Wiecie co, ale wczoraj mieliśmy z mężem zajebisty seks!" – mówi rozentuzjazmowana Dżesika.
Na co ciocia Krycha:
– Ech, zazdroszczę, my ze Zdzichem to ostatnio tylko krótki lodzik i spać. No bo wiecie, te moje migreny... – westchnęła ciocia Krysia i wysiąkała nos w kraciastą chustkę
– Ależ ciociu – włącza się w rozmowę Martyna – nie przesadzaj! Jak ja bym chciała prowadzić takie bogate życie erotyczne jak wy! Macie po osiemdziesiąt lat a tacy jesteście żwawi i dziarscy. A mój to tylko anal i anal. Nawet na trójkąty nie ma ostatnio ochoty – Martyna posmutniała i wydęła wydatne wargi. Spojrzała ukradkiem na Stefana, który zdawał się nie reagować na ten subtelny, słowny pstryczek w męskie ego.

To, że ludzie o czymś nie rozmawiają nie oznacza, że nie mówią o tym w ogóle, albo że nie rozmawiają na temat seksu ze swoim partnerem. Seks to temat bardzo osobisty. To, że nie mówię o nim moim koleżankom z pracy, pani w mięsnym i sąsiadce nie znaczy, że bzykam się w pantalonach, skarpetkach, TYLKO na misjonarza i koniecznie przy zgaszonym świetle! Poza tym naprawdę nie każdy musi wiedzieć i przypuszczam, że nie każdego interesuje jaką pozycję lubię najbardziej, ile razy dziennie, częściej rano czy wieczorem. Są takie tematy, o których rozmawiać a i owszem – można, warto, ba! nawet trzeba, ale nie ze wszystkimi i nie o każdej porze.

Niemniej – jeśli historia przedstawiona w powieści pomoże komuś bardzo skrytemu otworzyć się na nowe doznania – super. Naprawdę super. (EDIT: 365 dni ma zatem trzeciego plusa). Wspomnę mimochodem, że McEwan napisał przepiękną powieść o braku komunikacji w związku – Na plaży Chesil. O tym, jak wielką krzywdę w życiu seksualnym może wyrządzić milczenie. I, o dziwo, w powieści nie ma ani jednego opisu stosunku płciowego. Ta powieść w niezwykle sugestywny sposób przekona ludzi wstydliwych do podjęcia walki o udane życie seksualne. Gwarantuję.

Wracając do fabuły: dla mnie nuda. Główna bohaterka leci na Sycylię. Laura jest ubrana tak i tak, umalowana tak i tak, z makijażem permanentnym ust, brwi, rzęs chla. Non stop chla. Potem przebiera się w ubrania takie i takie, maluje, zakłada okulary, strzela focha chłopakowi, dalej chla. Potem strzela focha giganta, spierdziela z własnej imprezy urodzinowej i budzi się w willi Dona Massimo. Czarny (nie mylić z Szarym) jest despotyczny, przystojny, brutalny, szarmancki, uwodzicielski i szaleńczo zakochany. Aha i ma wielką chuć, którą w sposób bardzo wyrazisty prezentuje w pierwszym rozdziale. Kreacja postaci, jak widać, niezbyt i ciekawa, i oryginalna, i wyrazista. Nie da się ich nawet lubić. W powieści jest także mnóstwo wulgarności. Brutalne sceny, rynsztokowy język, prymitywne dialogi. Akcja jest na tyle mało pochłaniająca, że nie zostawia mnie z ziejącą pustką i rozpaczliwym, desperackim pytaniem: "Co się stało dalej?!?! Jak to się skończyło?!?!".

I przewidywalna: obstawiam, że Laura jeszcze raz, góra dwa razy będzie próbowała uciec albo przekonać Massimo, że nie chce być więźniem. Ale powoli zaczyna się w nim zadurzać. Najpierw fascynuje ją jego władczość granicząca z tyranią. Później odkryje w nim czułego i pragnącego czułości mężczyznę. Później będą się bzykać, bzykać i bzykać. W międzyczasie strzeli mu focha kilkanaście razy, on ją przywiezie jachtem /bryczką /własnym trolejbusem. Laura kupi sobie ładną torebkę, nowe buty, zrobi tonę zabiegów spa i zakocha się w Massimo. Ale 364 dnia się pokłócą i ona wróci do Polski. Koniec ????

Żarcik. Nie mam pojęcia jak to się skończy. I naprawdę, zupełnie szczerze – nie chcę wiedzieć. Ale obawiam się, że statystyki sprzedaży w Empiku odbiją się echem i powstanie druga część...

Aha. Jeszcze jedna kwestia. O ile namawianie czytelniczek/czytelników do większej swobody seksualnej (w związku, nie ze wszystkimi z naszego otoczenia) jest naprawdę dobrym pomysłem i namawianie do rozmowy o własnych pragnieniach i marzeniach erotycznych (także w związku, z partnerem tudzież bliskimi nam osobami, nie ze wszystkimi z naszego otoczenia) także jest czymś dobrym, o tyle scena gwałtu już na pierwszych kilkunastu stronach powieści jest czymś przesadzonym i mijającym się z celem. Generalnie tak brutalne sceny stanowiące li tylko tło do powieści są, w mojej ocenie, niedopuszczalne.

Nie wspomnę o Ojcu chrzestnym na okładce...

Reasumując: powieść tylko dla osób lubiących pikantne romanse ewentualnie dla osób, które mają wewnętrzne blokady przed rozmową z partnerem o życiu seksualnym (chociaż, jak wspomniałam, w tym przypadku Na plaży Chesil jest lepszym rozwiązaniem). 365 dni to przerywnik, lektura wakacyjna, niewymagająca wytężonej komunikacji między synapsami. Absolutnie nie dla mnie.

Ocena: 1/6
©Tylko skończę rozdział
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Dostałam dokładnie to czego oczekiwałam, więc jestem zadowolona. Co prawda mam kilka zastrzeżeń, głównie do głównej bohaterki, ale nie są one na tyle poważne, by nie sięgnąć po kontynuacje. Mam tylko nadzieje, że kolejny tom powstanie - jestem przeciwnikiem wydawaniem kilkutomowych powieści przez debiutującego autora, nigdy nie mam pewności, że kolejna część postanie - już raz miałam sytuację, że nie doczekałam się drugiego tomu po pierwszym tomie, który był debiutem i zakończenie było typowym cliffhangerem. Liczę, że tutaj tak nie będzie :)

Inne proponowane
Warto zerknąć