ebook Wybacz mi
3.13 / 5.00 (liczba ocen: 74)

Wybacz mi
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
E-book - polecana oferta: 23.74
Audiobook - najniższa cena: 21.53
wciąż za drogo?
23.74 złpremium: 15.32 zł Lub 15.32 zł
25.53 zł
25.53 zł Lub 22.98 zł
29.90 zł
22.98 zł
23.02 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (4)
Inne proponowane

Pierwsza część cyklu „Bieszczadzka Rapsodia”. Emilia nie może pogodzić się ze swoją przeszłością. Porzucona przez matkę, nosi w sercu głęboką ranę. Gdy otrzymuje zaproszenie na spotkanie, nie robi sobie żadnych nadziei na odczarowanie wspomnień. Wkrótce jednak okaże się, że Bieszczady skrywają więcej wspomnień, niż Emilia mogła przypuszczać…

W dniu urodzin Emilia otrzymuje zagadkowy list od swojej matki. Kobieta porzuciła córkę, gdy ta miała niespełna dwa latka. Od tego czasu dziewczyna żyje w przeświadczeniu, że była niekochana. Ciężar, jaki nosi w sercu, wypalił głębokie piętno.
Gdy otrzymuje prośbę o spotkanie, nie waha się, by rozliczyć matkę, która zabrała jej to, co najcenniejsze – poczucie miłości. Bieszczady jednak skrywają więcej tajemnic, niż Emilia mogła przypuszczać. Okazuje się, że nic nie jest oczywiste. 
Czy będzie w stanie wybaczyć mamie oraz… sobie?

Wybacz mi od Karolina Klimkiewicz możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją pierwszej części z trylogii Bieszczadzka Rapsodia autorki Karoliny Klimkiewicz. Nie wiedziałam, czy to będzie dobra książka, czy zła. Zbierała niezłe recenzje, ale czy napisała powieść niemal tak dobrze jak swój debiut, który miałam przyjemność jakiś czas temu czytać? Nie wiedziałam, ale zaryzykowałam. Miło wspominając debiut pisarki, postawiłam podjąć się lektury Wybacz mi. Jakie są moje wrażenia?

Okładka tej książki nie jest jakaś wybitnie piękna. Zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu szata graficzna Jeśli tylko..., czyli debiutu autorki. Widzimy dwie osoby, być może matkę i córkę w objęciach, przynajmniej tak nam się wydaje. U dołu mamy przedstawiony krajobraz, jakie pola, pagórki, zieleń... Sam cykl nazywa się Bieszczadzka rapsodia - co wiele nam tłumaczy. Nie

Przechodząc stopniowo do autorki, muszę przyznać, że książkę czyta się bardzo szybko i lekko. Przyjemne pióro zachęca do zapoznania się z każdą kolejną stroną tej historii. Na plus wyszło Karolinie Klimkiewicz to, że przez plastyczne opisy w późniejszym czasie i interesującym wydarzeniom, jakie następowały po sobie, z trudem odkładało się powieść na bok. Życie życiem, mamy obowiązki, więc nie mogłam ot tak rzucić wszystkiego dla Wybacz mi. Jednak uwierzcie, że chwilę się zastanawiałam, czy by faktycznie nie rzucić wszystkiego i przeczytać jeszcze jeden rozdział... Jednak następnego dnia jak się z rana chwyciłam, tak odłożyłam po doczytaniu ostatniej kropki. I wiecie co? Ta historia naprawdę była dobra.
Z wielkim zainteresowaniem śledziłam losy naszej głównej bohaterki, ale również tego, co działo się dużo wcześniej. Otóż pisarka nie napisała lektury tylko w czasie teraźniejszym, ale i również przeszłym. A co więcej dodała formę listów, jako przekaz dla Emilki - czym mnie zaskoczyła. Jest to dobry zabieg, moim zdaniem to strzał w dziesiątkę. Forma treści jest na tyle urozmaicona, że czytelnik z trudem musi oddalić książkę od siebie, by wykonać to, co musi w swoim prawdziwym życiu. Jestem pozytywnie zaskoczona i pewna tego, że sięgnę po kolejne dwa tomy, jakie wyjdą z tego cyklu. Czyta się lekko, szybko, przyjemnie i bez jakichkolwiek blokad.

Emilka, główna bohaterka nie ma lekko. Matka ją porzuciła gdy była małą dziewczynką i ma do niej niewyobrażalnie ogromny żal. Jednak w dniu swoich urodzin dostaje list od matki z zaproszeniem do Tarnawy Wyżnej, do pensjonatu. Nie waha się ponieważ chce poznać tę, która ją opuściła. Ta, która powinna ją kochać i być przy niej, ale tak nie było. Gdy jest już na miejscu, wszystko okazuje się być dla niej jednym, wielkim szokiem. W swojej głowie wyobrażała sobie całkiem co innego. Przebywając w pensjonacie musi wybaczyć nie tylko matce, ale i sobie, co będzie niełatwym zadaniem. Jak myślicie, jak mogła się czuć? Czy to wszystko było dla niej lekkie i łatwe? Otóż nie. Chwilami mi się wydawało, że mi serce pęknie, tak było mi szkoda naszej bohaterki. Mimo iż nie jest wzorem do naśladowania, to jednak nikomu nie życzyłabym postawienia w takiej sytuacji, w jakiej znajduje się Emilka.
Oczywiście jest wielu innych bohaterów tej lektury, na przykład przyrodnia siostra Łucja, Sebastian, Jakub, Ola, Dymitr... Jednak nie chcę zbyt wiele zdradzać, by wam nie zaspoilerować.
Bohaterowie są z krwi i kości, jakby wyciągnięci z prawdziwego życia. Każdy z nich jest inny, więc nie możemy zarzucić autorce tego, że wszystkie postacie są neutralne, płaskie i bez wyrazu. Większość z nich polubiłam, jednych mniej, drugich bardziej, ale na pewno i Wy zapałacie do kogoś sympatią.

Chciałabym wspomnieć o zakończeniu książki, które dosłownie wbija w fotel, w łóżko, stołek... w cokolwiek na czym siedzicie podczas czytania. Nie tego się spodziewałam i zostałam ogromnie zaskoczona. Teraz niestety muszę czekać na kontynuację, mam nadzieję, że niezbyt długo, bo ciekawość chyba mnie pożre. :P Tak się nie robi, chociaż daje to chęć i obietnicę przeczytania drugiego tomu Bieszczadzkiej rapsodii.
Poza tym dawno nie czytałam książki, w której pozaznaczałabym więcej niż jeden/dwa cytaty. Tutaj wybrałam cztery takie, które wydawały mi się najważniejsze, które warto przedstawić Wam w recenzji. Dlatego częstujcie się i sami pomyślcie, czyż nie są trafne?

Czytając tę lekturę odniosłam wrażenie, że jest bardzo życiowa. To wszystko, o czym pisała Karolina Klimkiewicz wydawało się trudne, bolesne, ale i jednocześnie bardzo prawdziwe. Cieszę się, że dostałam wcale niełatwą w odbiorze powieść, której nie wystarczy przeczytać. Należy ją również zrozumieć.
Miałam tę przyjemność i podczas czytania czułam to, co bohaterka, Emilia. Chwilami łamało mi się serce, bo tak było mi jej żal. Chciałam dziewczynie pomóc, ale nie byłam w stanie. Dlatego ode mnie wielki plus za to, że czuć te emocje, które czują bohaterowie.
Drugi wielki plus za prawdę, jaką niesie ta lektura i to wcale nie jedną, a wiele. Pod tym względem jest to cudowna historia, którą warto przeczytać. Warto poświęcić swój czas na jej lekturę, uwierzcie mi. I już czuję, że jeżeli dwa kolejne tomy będą utrzymane w tym samym stylu, na pewno będą tak rewelacyjne jak ta pierwsza część.

Akcja ma swoje, odpowiednie tempo dzięki któremu wszystko płynie spokojnie, powoli do przodu. Następują zwroty akcji, które znacznie ją pośpieszają, ale nie czujemy się przez całość jakbyśmy byli na wyścigach. Pożądana jest właśnie taka akcja, która raz płynie w swoim tempie, a raz przyśpiesza. Więc z nudów nie uśniecie, a zadyszki również nie złapiecie. Cieszy mnie to, że kilkukrotnie autorka zaskakuje nas "newsami", które zmieniają diametralnie akcje. Które wprowadzają chaos, zamieszanie... To jest dobry zabieg, bo odżywia daną sytuację, nabiera ona wtedy kolorów.

Reasumując, jestem zadowolona z tego, co dostałam. Powiem więcej, nie spodziewałam się tak dobrej książki. Autorka zaskoczyła mnie swoim wciągającym piórem, ale i wieloma wartościami zawartymi w tej historii. Dodatkowo te emocje, które czułam, wzruszenie i nawet ból - jest tym, czego jak wiecie pożądam w czytanych przeze mnie lekturach. Cieszę się, że pisarka zaufała mi i powierzyła swoje papierowe dziecko. Już drugi raz i mam nadzieję, że nie ostatni. Myślę, że kolejne tomy jeśli będą w tym samym stylu prowadzone, będą również cudowne.
A więc ja polecam! Warto poświęcić tej lekturze kilka chwil, a następnie pomyśleć o tym, co się przeczytało.

Ocena: 5+/6
©Tylko magia słowa
Ponad rok temu pisałam Wam o powieści Jeśli tylko..., która była debiutem autorki Karoliny Klimkiewicz. Tym razem przyszło mi się zmierzyć z jej kolejną powieścią, której klimat jest wprost magiczny.

Główną bohaterką jest dwudziestopięcioletnia Emilia, która mieszka razem z ojcem oraz jego partnerką, Darią i jej córą Łucją. Dziewczyna przez te wszystkie lata żyła z przekonaniem, że matka porzuciła ją, ponieważ jej nie kochała. Już samo to jest po prostu straszne. Nadal zadziwia mnie to, jak rodzice potrafią zranić swoje dziecko po prostu je porzucając. Kiedy się o tym dowiedziałam, zaczęłam gorąco współczuć Emilii i przyznam się, że również byłam zła na Matyldę.

Pomijając jednak już sytuację z jej mamą. Emilia jest kobietą sympatyczną, choć odrobinę zagubioną w tym wielkim świecie. Oprócz tego jest dosyć porywcza, a także bardzo wrażliwa. Mimo współczucia i tego wszystkiego, nie polubiłam tej bohaterki za bardzo.

Chciałabym wspomnieć również o matce głównej bohaterki, czyli o Matyldzie. Jest to kobieta pełna życia, energiczna oraz pragnąca nieść pomoc. Mimo tego bólu, jakiego doświadczyła, nadal zaraża wszystkich pozytywną energią oraz żyje z dnia na dzień, nie planując nic naprzód. Jest to zdecydowanie jedna z bardziej pozytywnych bohaterek książkowych, choć zarobiła już u mnie ogromny minus za porzucenie rodziny.

Autorka wykreowała historię, która wzrusza i przynosi pociechę. Magiczny klimat Bieszczad mnie wręcz uzależnił i naprawdę nie mogłam oderwać się od czytania tej powieści. Choć chwilami miałam wrażenie, że ta historia jest troszeczkę zbyt wyidealizowana, to jednak nie przeszkadzało mi to w pochłanianiu kolejnych stron.

Powieść została napisana w pierwszej osobie, a narratorzy zmieniali się w kolejnych rozdziałach. Oczywiście, Emilia jest główną bohaterką, ale podczas lektury miałam okazję zapoznać się z punktem widzenia między innymi.: Matyldy, Łucji oraz pewnego sympatycznego chłopaka, ale o tym to powinniście się już sami przekonać.

Uważam, że jest to piękna opowieść o przebaczeniu, utracie, bólu, ale i sile, jaką może nam dać rodzina. Idealna na długie, zimowe wieczory. Gorąco polecam.

Ocena: 5/6
©Inthefuturelondon
Jestem sierotą porzuconą przez obojga rodziców.

Niezaprzeczalnym faktem jest, że dla każdej dziewczynki, nastolatki i młodej kobiety wkraczającej w dorosłe życie, to matka jest osobą, która pokazuje córce świat, wspiera, służy radą i pociesza. Jest przy swoim dziecku, kiedy to przeżywa swoje sukcesy, porażki, pierwsze miłości i rozczarowania. Niestety nie każdemu dziecku jest dane dorastać, czując rodzicielskie ciepło.

Emilia Grzegorzewska, główna bohaterka powieści Karoliny Klimkiewicz „Wybacz mi" nie zna swojej biologicznej matki. Dwudziestopięcioletnia dziś kobieta przez całe życie dorastała w poczuciu odrzucenia i samotności wychowywana przez ojca i jego drugą partnerkę. Młoda kobieta porzucona przez matkę jako dziecko nigdy nie poznała prawdy o tym, dlaczego ta ją zostawiła. Od ojca niestety się tego nie dowie, ponieważ dla niego osoba Matyldy i wszystko, co jej dotyczy, jest tematem tabu. Nie trudno się domyślić, że w głowie dziewczyny kłębią się miliony pytań bez odpowiedzi oraz trawiące serce i duszę przeświadczenie, że kobieta nigdy jej nie kochała i dlatego odeszła. Poczucie osamotnienia i odrzucenia potęguje dodatkowo zdystansowanie i oziębłość ze strony ojca.

Mama mnie porzuciła, ale przynajmniej czułam jej obecność. Ojciec był, ale tak jakbym nigdy go nie miała. To było najgorsze. Czułam się niczym sierota zostawiona przez obojga rodziców.

Jeden dzień 25-tych urodzin Emilii szykuje dla dziewczyny niezwykłą niespodziankę. Otrzymuje od matki list, w którym ta po latach prosi córkę o spotkanie. Przepełniona nadzieją na to, że wreszcie pozna matkę, która przez tak wiele lat była tylko wytworem jej wyobrażeń i pozna prawdę o przeszłości swojej rodziny, a także zada jej jedno najważniejsze dla niej pytanie „Dlaczego"? - Emilia, bez wahania wyrusza na drugi koniec Polski w Bieszczady.
Prawda, z jaką musi się zmierzyć, odkrywając tajemnice, jest tak szokująca i trudna, że Emilia czuje się zagubiona i przytłoczona.
Oczywiście nie zdradzę Wam, w czym rzecz, ale będzie musiała wiele przemyśleć, skonfrontować się z własnym cierpieniem i rozpaczą.

Kreując postać i perypetie głównej bohaterki swojej najnowszej książki, autorka szczególny nacisk kładzie na to, jak ogromne piętno na życie dorosłego człowieka ma dorastanie bez rodzicielskiej miłości.

Kiedy Emilia zjawia się w pensjonacie „Odskocznia" w Bieszczadach, los daje jej szansę na to, by wreszcie poczuć się docenianą, podziwianą i kochaną. Niestety dziewczyna nie potrafi uwierzyć w trwałość i piękno tego uczucia. Odtrącona w dzieciństwie przez tych, którzy powinni ją kochać i chronić jest pełna obaw, że kiedy tylko pierwsze zauroczenie przeminie i hormony przestaną dawać o sobie znać, po raz kolejny zostanie odtrącona i pogrąży się w samotności.

Dla naszej bohaterki ta daleka podróż będzie również niezwykłą lekcją życia. W zaledwie kilka tygodni będzie musiała dokonać bardzo trudnych wyborów i zawalczyć o siebie. Odbędzie przyspieszoną naukę bezcennych wartości życiowych, których w bardzo poruszający i chwytający za serce sposób udzieli jej, ktoś dla niej wyjątkowy.

Choć naprawdę współczułam bohaterce tego, co przeżyła oraz sytuacji, w której się znalazła, zdaję sobie sprawę, że nie u każdego czytelnika jej postać wzbudzi sympatię. Choć mamy dwudziesty pierwszy wiek, to Emilia zachowuje się jak zagubiona dobrze ułożona panienka, która podporządkowuje się nieustannie woli innych, nie ma własnego zdania i zawsze stara się być grzeczna i miła dla wszystkich. Z biegiem czasu, kiedy poznajemy powody, które ukształtowały dziewczynę tak, a nie inaczej w pewnym stopniu staramy się ją rozumieć i tłumaczyć, jednak ja sama, uważam, że nawet tak bolesne doświadczenia życiowe nie usprawiedliwiają wszystkich zachowań bohaterki.

Wybacz mi to poruszająca i refleksyjna historia o życiu, które często wymaga od nas poświęceń w imię dobra wyższego. To także opowieść o miłości i wybaczaniu. Na jej kartach czytelnik odnajduje obraz miłości w różnych jej aspektach. Miłość matki do dziecka, miłość kobiety do mężczyzny, miłość niespełnioną.

Autorka uświadamia nam, że dopóki nie rozliczymy się z przeszłością i nie zaakceptujemy jej, wybaczając nie tylko innym, ale również sobie, nie będziemy gotowi na to, by rozpocząć nowy etap w naszym życiu. Niestety musimy być świadomi tego, że często jest to bardzo trudne i wymaga czasu.

Jak powszechnie wiadomo, każdy medal ma dwie strony. Tak samo każda historia nie będzie w pełni opowiedziana, jeśli nie poznamy jej z punktu widzenia osób, których ona dotyczy. Wspominam o tym, dlatego że za bardzo istotny atut tej książki uznaję zastosowany przez autorkę zabieg podzielenia fabuły na rozdziały, w których najbardziej zaangażowane w wydarzenia opisane na kartach powieści osoby opowiadają o nich z własnej perspektywy, dzieląc się jednocześnie z czytelnikiem odczuciami, jakie one w nich wywołały.

Ponadto fabuła podzielona jest również na dwie perspektywy czasowe. Czasy współczesne oraz okres, kiedy matka Emilii była młodą dziewczyną. Połączenie tych elementów układanki tworzy wciągającą historię, którą czytałam z ogromną ciekawością.

Karolina Klimkiewicz oddała w ręce swoich czytelników książkę, którą czyta się niezwykle lekko i przyjemnie, ale na pewno jeszcze na długo po jej przeczytaniu nie będziecie w stanie przestać o niej myśleć. Tym bardziej że zakończenie książki sprawia, że chce się więcej, aby jak najszybciej dowiedzieć się, co jeszcze autorka przygotuje dla Emilii i pozostałych bohaterów swojej książki. Na szczęście, wszystko wskazuje na to, że będzie kolejna część, na którą ja czekam z niecierpliwością.

Ocena: 4/6
©Kocie czytanie
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć