Góry. Stan umysłu
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.08 / 5.00
liczba ocen: 1605
KURSGA#Google Analytics
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
31.90 złpremium: 19.14 zł
19.90 zł
25.53 zł
27.12 zł
31.89 zł
Pozostałe księgarnie
25.10 zł
25.12 zł
25.51 zł
25.52 zł
26.56 zł
27.11 zł
28.71 zł
29.00 zł
31.90 zł
31.90 zł
31.90 zł
Opis:

Robert Macfarlane, autor słynnych już „Szklaków”, po raz drugi sprawi ogromną radość wielbicielom literatura drogi, natury i przygody. Tym razem znakomity brytyjski pisarz i podróżnik poszukuje źródeł osobliwej, nieracjonalnej i intrygującej miłości do wspinaczki wysokogórskiej.

Chodzenie w góry jest od dwudziestu lat jedną z najszybciej upowszechniających się form spędzania czasu wolnego – tym, co wyróżnia ją na tle innych, jest nieodłącznie związane z nią ryzyko śmierci.
Ryzykowanie życia, by wspiąć się na jakąś górę, jeszcze trzy wieki temu uznano by za dowód szaleństwa. Dziki krajobraz nie był pociągający; atrakcyjne było to, co człowiek uporządkował. Poza tym przebywanie w górach wiązało się z niebezpieczeństwami: uważano, że lawinę potrafi wywołać nawet kaszlnięcie lub muśnięcie skrzydła ptaka, przelatującego nisko nad ośnieżonym zboczem. Można było wpaść w szczelinę; lodowce czasami po latach „wypluwały” zesztywniałe zwłoki. 
Dopiero w 2. połowie XVIII wieku ludzie zaczęli podróżować w góry nie tylko z konieczności i uznawać wspaniałość górskiego krajobrazu. Góry zaczęły wywierać ogromny, często tragiczny w skutkach wpływ na ludzkie umysły. W 1865 roku człowiek po raz pierwszy stanął na szczycie Matterhornu; w czasie zejścia czterech ze zdobywców zginęło, spadając w przepaść. 
Do końca wieku zdobyto wszystkie szczyty Alp i sporządzono mapy niemal wszystkich alpejskich przełęczy. Tym samym dobiegła końca tak zwana złota era wspinaczki. Wielu zwróciło swoją uwagę na wielkie pasma górskie; zaczęto zdobywać szczyty Kaukazu, Andów i Himalajów. Na przełomie XIX i XX wieku często stawały się one obiektami obsesji.
Uczucia i postawy, które popychały do działania pierwszych wspinaczy, do dziś pozostają żywe w wyobraźni Zachodu. Respekt odczuwany przed górami wydaje nam się naturalny. Strzeliste, srogie, oblodzone – wszystkie tego typu formy krajobrazu cieszą się naszym uwielbieniem; wydajemy się coraz bardziej spragnieni choćby zapośredniczonego kontaktu z „dzikością”. 
Robert Macfarlane rzetelnie opisuje fenomen radykalnej zmiany: co stało się na przełomie kilku stuleci, że cechy gór, które budziły wcześniej odrazę – stromizna, odosobnienie, śmiertelne niebezpieczeństwa – zaczęto zaliczać do ich największych zalet. 

„Ta zadziwiająca książka pomaga nam wspiąć się na nowe wyżyny intelektualne, jeśli chodzi o zgłębianie ludzkiej obsesji na punkcie zawrotnych wysokości. Jest w niej coś, co zadowoli każdego” – THE SUNDAY TIMES

Recenzje blogerów
Pamiętacie, jak pisałam o Szlakach? Robert Macfarlane to zdecydowanie odkrycie dla mnie – nie dość, że pisze o ciekawych rzeczach w sposób bardzo erudycyjny i rozległy, do tego jeszcze pisze pięknie! To taka literatura, którą można się delektować i w niej zanurzyć, a jednocześnie uczyć się z niej i dowiadywać nowych rzeczy. Dla mnie literatura idealna. Możecie więc sobie wyobrazić moją szaloną radość, kiedy okazało się, że jeszcze w tym roku pojawi się kolejna jego książka – i to o górach!

Góry. Stan umysłu to wspaniała książka, którą powinien przeczytać każdy, kto choć raz powiedział, że nie rozumie po co oni tam chodzą. Wspinaczka wysokogórska nie jest fanaberią, wymysłem czy zachcianką. Jest naturalną czynnością człowieka, rozwojem jego zainteresowań, czymś co jest wpisane w jego naturę odkrywcy. Dzisiejsza komercjalizacja jest kolejnym etapem tego samego procesu. Robert Macfarlane pokazuje to doskonale. Na samym początku pisze, że jego książka nie jest to historią wspinaczki, ale historią wyobraźni. To wspaniała książka górska, ale zupełnie inna niż jesteśmy przyzwyczajeni.

Bo Macfarlane nie pisze o wspinaczce jako takiej, nie zajmuje się wyprawami, szczegółami technicznymi, nie prowadzi statystyk, nie śledzi wyścigów na najwyższe szczyty. On pisze o tym, jak powstawała relacja człowiek-góry i jak się zmieniała. Pisze o momencie, kiedy ludzie zaczęli góry w ogóle zauważać, pokazuje, co w postrzeganiu gór zmieniło udowodnienie przez teologów wieku Ziemi. Zaskoczyło mnie to, jak wiele jest tutaj o geologii – a przecież zupełnie nie powinno! To świetnie pokazuje jak bardzo jesteśmy dzisiaj nauczeni myślenia o górach tylko w kategoriach wspinaczki!

Nawet niewielka wiedza z zakresu geologii wyposaża człowieka w specjalne okulary przez które może patrzeć na krajobraz. Pozwalają one sięgać wzrokiem do czasów, kiedy skały topniały, a morza zastygały w kamień, kiedy granit rozlewał się jak owsianka, bazalt bulgotał niczym potrawka, a warstwy wapienia składały się tak łatwo jak pościel. (…) Choć kamieniowi przypisujemy moc powstrzymywania upływu czasu, przeciwstawiania się jego zapędom, jest to prawda tylko w zestawieniu z naszą własną zmiennością. Z szerszej geologicznej perspektywy skała jest w równym stopniu narażona na zmiany jak wszystkie inne substancje.

Nigdy nie myślałam o geologii, że tyle może! Że tak zmienia patrzenie i myślenie – o świecie, o planecie, ale też o własnym życiu, że tworzy fajny dystans. Kto z Was wiedział, że to geologia była siłą napędową wspinaczki do XX wieku? Jaka to radość czytanie o szaleństwie geologicznym w XIX wieku i momencie, kiedy odkryto, że strach może sprawiać człowiekowi przyjemność. Wiecie, że przebłyski zainteresowania górami pojawiają się dopiero w XVII wieku? Wcześniej krajobraz w ogóle nie funkcjonował w kategoriach piękna. Macfarlane pisze też o tym, dlaczego romantycy tak ukochali górski krajobraz, o odkryciach geograficznych i białych plamach na mapach, o tym, jak wyglądało mapowanie terenów. Wymienia mnóstwo cytatów, powołuje się na wielkie (i te mniejsze) dzieła literatury, przytacza wspomnienia i fragmenty listów, opisuje dzieła sztuki. To kolejna bardzo erudycyjna książka, dzięki której zanurzymy się w bardzo wiele różnych tematów, czasami pozornie odległych od gór.

Do tego dorzuca jeszcze szczyptę własnych doświadczeń. Wspomina swoje wędrówki po górach, wspinaczki, swoje przeżycia, doświadczenia i emocje związane z górami. Płynnie przechodzi między tymi opowieściami – jego doświadczenia mają być jedynie przykładem opisywanych procesów. Ostatni rozdział natomiast poświęca na szczegółową opowieść o George’u Mallorym i jego relacjom z Mount Everestem. Mallory wystąpił tu jako przykład osoby, która była w stanie poświęcić wszystko dla góry, osoby owładniętej jedną ideą i robiącą wszystko, bo ją zrealizować, bez względu na koszty.

Owszem, człowiek okazuje się zaledwie mignięciem w większych projektach wszechświata, zostaje jednak nagrodzony świadomością, że – choć wydaje się to zupełnie nieprawdopodobne – jednak istnieje.

Czy Macfarlane odpowiada na pytanie, dlaczego i po co ludzie się wspinają? Moim zdaniem tak. Odpowiada też na wiele innych pytań, pokazuje proces kształtowania się wiedzy o górach, co z kolei wpływało na różne ludzkie zachowania. Jeśli wiemy, kiedy ludzie zaczęli dostrzegać góry, dlaczego zaczęli zwracać na nie uwagę – zaczniemy rozumieć dlaczego zaczęli na nie wchodzić. Od tego już niedaleka droga do zrozumienia, dlaczego ciągle się wspinają dzisiaj.

Jest takie jedno zdanie w tej książce, które zapadło mi najbardziej w pamięć. Najwyższa góra Ziemi była kiedyś dnem oceanu. Jak bardzo trudno i ciężko to sobie wyobrazić! Kiedy zdajemy sobie sprawę z takich rzeczy, z tego, że żyjemy na planecie, która ma miliardy lat, wśród skał i drzew, których wiek można liczyć w miliardach i milionach, naprawdę łapiemy odpowiednią perspektywę. Więc jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się dlaczego i po co – Robert Macfarlane Wam na to odpowie!

Ocena: 6/6
©Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć