Uniesienie
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.16 / 5.00
liczba ocen: 1507
Ilość stron (szacowana): 176
SMARTIDEAS#Google Analytics
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
27.00 złpremium: 16.20 zł
21.82 zł
22.95 zł
27.00 zł
27.00 zł
Pozostałe księgarnie
21.87 zł
22.41 zł
22.67 zł
22.68 zł
22.94 zł
24.03 zł
24.30 zł
24.50 zł
27.00 zł
Opis:

Tajemnicza przypadłość i zwykły człowiek, który w słynnym Castle Rock wywoła rewolucję – zjednoczy ludzi, których dzieli wszystko. Czy odważysz się wejść do tego upiornego miasteczka? Czy podejmiesz wyzwanie, które rzuca Ci sam Stephen King – mistrz grozy i horroru?

WITAJCIE W CASTLE ROCK!

Scott Carey wciąż traci na wadze. Świetna wiadomość dla kogoś, kto zawsze miał lekki problem z otyłością! Tylko że on wygląda wciąż tak samo. Nikt z jego otoczenia nie uwierzyłby, że waga, na którą codziennie wchodzi, za każdym razem pokazuje mniej kilogramów. Niezależnie od tego, ile Scott zje i co na siebie włoży. Nawet hantle, które w momencie ważenia trzyma w rękach, nie mają na nią żadnego wpływu. Jak gdyby otaczał go kokon nieważkości.
Scott podchodzi do całej sprawy ze stoickim spokojem, bo, o dziwo, czuje się wspaniale, jakby jego przedziwna przypadłość wyzwalała w nim wszystko, co najlepsze. Nawet kiedy zdaje sobie sprawę, że tajemniczy proces przyśpiesza i Godzina Zero być może nadejdzie znacznie szybciej, niż przewidywał. Ale zanim to nastąpi...

CYTATY:
Przeszłość to historia, przyszłość to tajemnica.
Grawitacja jest kotwicą, która wciąga nas do grobu.
Recenzje blogerów
To, że King świetnie sobie radzi w krótszych formach literackich, wiadomo nie od wczoraj. A to, że tak wiele świetnych minipowieści napisał implikuje logiczny wniosek, że te grubaśne kobyły, które wychodzą spod jego ręki, swoją objętość zawdzięczają zamysłowi a nie przypadkowi. To każe mi jeszcze bardziej skupiać się na pozornie przegadanych fragmentach pełnowymiarowych powieści Kinga, bo można w nich znaleźć więcej ciekawych informacji, niż pozornie się wydaje. Uniesienie jest natomiast skondensowane i z pewnością motyw w którym bohater w sposób ciągły traci na wadze, a wszystko czego się dotknie jednocześnie przyjmuje masę równą zeru, można wykorzystać na tysiąc różnych sposobów, ale w przypadku tej noweli chyba nie o to chodziło.

W mojej ocenie Uniesienie jest historią społeczno-polityczną, mocno nakierowaną na krytykę nie tylko małych, lokalnych społeczności, ale na współczesne niezrozumienie pojęcia tolerancja. W czasach, gdy każdy środek masowego przekazu zasypuje nas słowami o tolerancji, walce z homofobią, o tym jak bardzo otwarci i empatyczni musimy być, aby świat w ogóle miał szanse przetrwać, wszystko co się dzieje poza oczami telewizorów, uszami stacji radiowych i mackami Internetu, świadczy o tym, że ludzie działają zupełnie odwrotnie. To spostrzeżenie z kolei, kładzie mi na końcu języka myśl, że im bardziej media i osoby publiczne będą nas zmuszać do bycia tzw. tolerancyjnymi, tym większy opór społeczeństwa się odezwie. I od razu uprzedzę zarzut jakoby, wniosek z tego był taki, że należy medialnie nawoływać do nienawiści, bo to z automatu wywoła miłość do bliźniego. Nie, to co napisałem wyżej to tylko moje przemyślenia po lekturze Uniesienia. Tylko moje. A to moja strona, więc mogę sobie pisać co chcę.

życie jest tym, co z niego zrobimy, a akceptacja jest kluczem do wszystkich naszych problemów.

Jeszcze się “czepnę” zakończenia. Było dobre moim zdaniem. Najlepsze jakie można było napisać.

Uniesienie jest dobre, krótkie, treściwie. Lektura na jeden wieczór, warta tych kilku chwil.

Ocena: 5+/6
©Blog PanCzyta.pl
Wymyślone przez Stephena Kinga amerykańskie miasteczko Castle Rock raczej nie jest miejscem, w którym chciałoby się zamieszkać. Jest w nim coś takiego, co przyciąga złe siły: dość powiedzieć, że to tu działał słynny sklepik z marzeniami, na Schodach Samobójców pewna dziewczynka spotkała mężczyznę w czarnym kapeluszu, a ulicami przemieszczał się groźny pies Cujo. Teraz Castle Rock dostaje swoją szansę na odkupienie. Mieszkańcy mogą zachować się po ludzku i przepłoszyć zalegającą tu duszną, nieprzyjazną atmosferę. A wszystko to zacznie się za sprawą Scotta Careya, który pewnego dnia odkrywa, że cierpi na dziwną przypadłość… Tak zaczyna się najnowsza powieść Stephena Kinga Uniesienie.

Scott pewnego dnia zauważa, że sporo stracił na wadze, choć nie włożył w to żadnego wysiłku – ani nie przeszedł na dietę, ani nie ćwiczy więcej niż zwykle. Właściwie to, że traci kilogramy to dobra wiadomość, bowiem mężczyzna ma problem z nadwagą, ale niepokojące jest to, że ciało Careya wygląda, jakby nic się nie zmieniło, a w dodatku czy jest on w ubraniu czy bez, czy w momencie ważenia trzyma w ręce hantle czy też nie, języczek wagi wskazuje ten sam wynik. Z dnia na dzień mężczyzna waży coraz mniej. Utraty kilogramów nie da się powstrzymać. A co, gdy waga wskaże 50, 30, 10 kilo? O dziwo, Scott podchodzi do sprawy ze stoickim spokojem: czuje się wspaniale, a nowa, nietypowa sytuacja wyzwala w nim wszystko, co najlepsze i pozwala spojrzeć na różne sprawy z innego punktu widzenia. Carey zachowuje się jak osoba, która wie, że zostało jej już niewiele czasu i nie chce go marnować na błahostki i spory. On chce, żeby w Castle Rock działo się dobrze i postanawia o to zawalczyć.

Czas jest niewidzialny. W przeciwieństwie do wagi.

Zanim nadejdzie dla niego Dzień Zero, Scott Carey będzie próbował uzdrowić miasto. Za cel wziął sobie to, by mieszkańcy skończyli z uprzedzeniami w stosunku do swoich nowych sąsiadek, dwóch lesbijek. Kobiety otworzyły w Castle Rock świetną knajpę, jednak z powodu nieuzasadnionej antypatii mieszkańców prawdopodobnie będą musiały niebawem zwinąć interes. Nikt tu ich nie lubi, ludzie z nimi nie rozmawiają, szepcząc za ich plecami i wytykając kobiety palcami. Sam Scott prowadzi z sąsiadkami wojnę pojazdową, próbując wykazać, że ich pies notorycznie załatwia się na jego trawniku, a kobiety nie sprzątają jego odchodów. Odkąd jednak zaczęła się rozwijać jego dziwna przypadłość, Scott chce się za wszelką cenę pogodzić z Missy i Deirdre, co więcej: chce do nich przekonać resztę mieszkańców. Czy mu się uda?

Uniesienie to kolejna krótka historyjka w dorobku Kinga. Podobnie jak w przypadku Pudełka z guzikami Gwendy wskakujemy na chwilę do Castle Rock, by się przekonać, co dzieje się w okrytym złą sławą mieście. Tym razem King postawił na dobro i przebaczenie, jakby chcąc pokazać, że zło w ostateczności zawsze przegra, nawet w takim miejscu. Scott Carey, przeczuwając, że jego życie niebawem się zakończy, przyjmuje na siebie szlachetną misję uzdrowienia miasteczka, i przychodzi mu to nadspodziewanie łatwo… To spory zgrzyt w tej historii, która wydała mi się w swym głównym przesłaniu zbyt prosta i cukierkowa. Aż dziw, że wyszła ona spod pióra Króla Horroru. Czyżby i pisarz, niemłody już przecież, chciał zadośćuczynić w końcu biednemu Castle Rock, na które zesłał tyle zła?

Efekt jest niestety taki, że fabuła Uniesienia jawi się jako dość naiwna, choć nie odbiera to przyjemności z lektury. Pióro ma Stephen King wciąż lekkie, za to ostrość jego stalówki zdaje się być w ostatnim czasie wątpliwa. Wśród tytułów wydanych w ostatnich latach mało który ma już taki zadzior, jaki miały chociażby Cmętarz zwieżąt czy To, jakby Król łagodniał. Pomyłką jest też klasyfikacja Uniesienia jako horroru, jest to bowiem raczej historia obyczajowa z nutką grozy i elementami fantastyki.

Nie był to jednak dla mnie czas stracony, bowiem dobrze było powrócić do Castle Rock i jeszcze raz popatrzeć na przeklęte miasteczko w stanie Maine. King silnie osadził w czytelniczej wyobraźni to miejsce, a ono stało się dla niektórych tak realne, jakby było prawdziwe. Nie wierzę w to, że zło będzie teraz omijać Castle Rock cudownie odmienione przez Scotta Careya. Na pewno gdzieś ciemną nocą snuje się Cujo, gdzieś włóczy się znów Wędrowiec, Mroczny Mężczyzna o wielu imionach i twarzach, a mieszkańcy po raz kolejny mogą ulec swoim pragnieniom i przekroczyć próg tego czy innego sklepiku z marzeniami…

Ocena: 4-/6
©tanayah czyta
Pewnych rzeczy nie zauważamy, chociaż czasem patrzymy na nie codziennie. Jednak one mają miejsce niezależnie od naszego zainteresowania nimi, bywa, że dopiero kiedy dotkną nas osobiście zaczynamy się nimi interesować. Jednak może być już za późno.

Kto by się nie cieszył z utraty wagi w sytuacji gdy do tej pory wciąż była na zbyt duża?
A jeśli człowiek się jeszcze nie odchudza to już w ogóle pełnia szczęścia … chwilowo.
Scott Carey najpierw był zadowolony, lecz szybko go coś zaniepokoiło i to nie na żarty, chudnięcie to jedno, ale towarzyszące okoliczności każą mu się zastanowić nad tym co faktycznie się dzieje. Wygląd zewnętrzny nie zmienia się, natomiast waga spada i spada, do czego to może doprowadzić? Istotne do tej sprawy zmieniają priorytet, nie od razu, jednak w jakimś momencie zaczyna postrzegać swoje otoczenie z nowego punktu widzenia. Nikt z znajomych nie widzi co się z nim dzieje, tak samo jak i prawdziwego oblicza Castle Rock, dalekiego od sielankowego obrazu jaki do tej pory był pewnością. Czy ważna jest odpowiedź dlaczego waga Scotta zmniejsza się, a on wciąż pozostaje taki sam? Nieuchronnie zbliża się coś nieznanego, ale nim to nastąpi trzeba żyć i to nie tak po prostu, zwłaszcza kiedy jeszcze tyle jest do zrobienia, a czas nieubłaganie ucieka i nie da się go zatrzymać…

Spokojne miasteczko z zadbanymi trawnikami, białymi płotkami oraz domami jak z uroczej pocztówki, przedstawiającej amerykańskich przedmieść, zamieszkanych przez klasę średnią. Czy w takim entourage`u może wydarzyć się coś niesamowitego? Oczywiście, zwłaszcza kiedy Stephen King bierze taki krajobraz na celownik. Uniesienie może w pierwszej chwili wydawać się zbyt spokojną historią jak na mistrza grozy, lecz jest to cisza nie przed burzą, jak można by się spodziewać, ale przynosząca z sobą niepokój, o którym nie da się zapomnieć. Tym razem Castle Rock staje się kulisami dla kameralnej historii, nie toczącej się z zawrotną prędkością, jednak właśnie to nieśpieszne tempo jest jedynie iluzją. Czytelnicy wraz z głównym bohaterem z każdą stroną czują presję czasu, nieubłaganie biegnącego i nie dającego się zatrzymać czy cofnąć. Nieuchronność wisi w powietrzu, wtapiając się w tło i jednocześnie splatając się z codziennością, okazującą się coraz mniej zwyczajną. Gdzieś pomiędzy zaintrygowaniem jak potoczy się dalej historia i zwykłą egzystencją pozostałych mieszkańców, nieświadomych tego co dzieje się na ich oczach odkrywana jest kolejna warstwa Uniesienia, której istotą jest człowiek. Na nim właśnie skupił się Stephen King, a dokładniej to co robi ze swoim życiem, co jest dla niego ważne, czego nie dostrzega oraz jakie mogą zajść w nim zmiany kiedy zejdzie z utartej ścieżki. Jeśli do tego dodać klimat nieodwołalności oraz niewypowiedzianą grozą możliwych scenariuszy rozwoju fabuły to otrzymujemy opowieść, w której zakończenia nie jest się pewnym do ostatnich zdań.

Ocena: 6/6
©Taki jest świat
Scott Carey chudnie. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że waga wciąż maleje a hodowany od lat "bebzon", boczki, obtłuszczone piersi nie znikają... 120 kg topnieje do 70 kg przy braku jakiejkolwiek zmiany w wyglądzie Scotta. Mało tego, w grę wchodzi także kwestia ubrań, monet, sztangi i wszystkiego, z czym wchodzi na wagę...

Nie potrzeba medycznego portalu, by wiedzieć, że ta sprawa z ubraniami jest więcej niż dziwna, to cholerne kuriozum.

Sęk w tym, że wraz z "ubytkiem wagi" główny bohater niejako pozbywa się przyciskających do ziemi trosk i obciążających serce, umysł, myśli przyziemnych spraw. Scott dostrzega to, co do niedawno przysłonięte było mgłą obojętności. Że miasteczko Castle Rock przesączone jest mieszanką uprzedzań, konserwatywnych poglądów oraz wygodnictwa. Małomiasteczkowość i pseudo-tolerancja (bo jestem tolerancyjny, ale pod warunkiem...) w pełnej krasie.

Dziwaczna przypadłość Scotta, będąca "najlepszym programem odchudzającym" może mieć tylko jedno zakończenie... Ale zanim nastąpi Godzina Zero Scott ma szansę naprawić nie tylko własne błędy...

Nie drugi oddech, nawet nie haj, tylko uniesienie. Poczucie, że przekroczyłeś swoje ograniczenia i możesz sięgnąć jeszcze dalej.

Przepiękna historia dotykającą fałszu, dwulicowości i szeregu uprzedzeń, które niejednokrotnie przejmują kontrolę nad naszym życiem, wypierając empatię i dobro. King, w typowym dla siebie gawędziarskim stylu, uwypukla problem, jakim jest ocenianie człowieka przez pryzmat jego orientacji seksualnej.

Może w nich jest coś więcej niż tylko orientacja seksualna.

Urzeka nas prostota tej historii i potężny ładunek emocjonalny ukryty za zwykłymi zdaniami. King nie ucieka się do patetycznych haseł, ale chowa prawdziwy sens tej opowieści gdzieś w tle.
Uniesienie to nie tylko opowieść o akceptacji odmienności, ale także hołd dla przyjaźni, dla konsekwencji w dążeniu do celu oraz świadomego odchodzenia, żegnania się z najbliższymi. Niezmiennie wzrusza mnie także wątek przyjaźni ze zwierzęciem oraz subtelne nawiązanie, swego rodzaju mini-łącznik z inną książką autorstwa Kinga (zawalenie się schodów znanych z Pudełka Gwendy).

Uniesienie jest smutne. Tę melancholię czuć od pierwszych stron, a jednak nie brak pozytywnego wydźwięku. Bo każda chwila jest dobra dla zmiany na lepsze.

"Ugłaskany King"? "King bez pazura"?. "King dziadzieje"? Phi! Myślcie sobie, co tam chcecie, King był, jest i będzie mistrzem warstwy obyczajowej, wnikliwym obserwatorem ludzkich umysłów, pragnień, zachowań oraz kreacji psychologicznej swoich bohaterów. Kwintesencję tego wszystkiego dostaniemy w Uniesieniu – piękna, wzruszająca historia z wyrazistymi postaciami.

Ocena: 5+/6
©Tylko skończę rozdział
Stereotypy i uprzedzenia są powszechnym zjawiskiem społecznym, dotykającym wielu, którzy niczym nie zasłużyli sobie na taki sposób traktowania. Powodów takiego zachowania jest mnóstwo, jednak najczęściej oscyluje ono wokół orientacji seksualnej, poglądów, kolorów skóry, czy wyznania. Oceniając jakieś zjawisko, nie bierzemy pod uwagę wszystkich składowych, ale patrzymy przez pryzmat tego, co usłyszeliśmy – nie koniecznie zgodnego z prawdą.

Scott Carey jest mieszkańcem Castle Rock. Pewnego dnia mężczyzna odkrywa, że systematycznie traci na wadze i choćby opychał się jedzeniem, czy intensywnie ćwiczył – proces się nie zatrzymuje. Anomalia ta jest o tyle niepokojąca, iż wagi mężczyzny nie zmieniają nawet wypchane kieszenie, pełne ciężkich przedmiotów – jakby wszystko wokół Scotta traciło nagle swoją masę. Mężczyzna uświadamia sobie, że kiedyś nadejdzie „dzień zero”. Perspektywa końca wpływa na Scotta w sposób, który zmienia jego światopogląd, zachęcając go przy tym, do wzięcia pewnych spraw w swoje ręce.

(…) życie jest tym, co z niego zrobimy, a akceptacja jest kluczem do wszystkich naszych problemów.

Ta lekka i minimalistyczna powieść przenosi czytelnika to małomiasteczkowej społeczności. Unosi się nad nią widmo ciężaru, ale i potężnego ładunku emocjonalnego, czekającego na odpowiedni moment eksplozji. Już sam klimat jest zachwycający: enigmatyczny, podszyty wątkiem fantastycznym. Stephen King znany jest z obszernych opisów, jednakże ta powieść jest od nich wolna. Pod podszewką prostych słów, czy zwrotów, kryje się prawdziwa kwintesencja tej krótkiej nowelki – wątek obyczajowy wiedzie tutaj prym.

W powieści nie zabrakło, tak charakterystycznych dla Kinga, solidnie zarysowanych postaci. Pomimo tego, iż książka liczy nieco ponad 170 stron, bohaterowie są bardzo wyraziści i barwni. Protagonista jest osobowością, która od początku wszystko miała zaplanowane i poukładane. Gdy nagle wszystko runęło w dół, zaczął przechodzić swoistą mentalną przemianę. Dostrzegł otaczającą go rzeczywistość, która diametralnie różniła się od jego wyobrażenia; osaczające go zewsząd fałsz i zakłamanie. Każde nowe doświadczenie kształtowało go od nowa, czyniąc z niego postać bardziej pragmatyczną. Nie da się nie zauważyć, że im bohater jest bardziej świadomy tego, co dzieje się w jego otoczeniu; im szerzej otwiera oczy – tym szybciej traci na wadze. Wydawać by się mogło, że ciężar codzienności zaczął z niego po prostu uchodzić.

Zawsze mówił, że to, na co zasługujesz, nie ma nic wspólnego z tym, co dostajesz.

Uniesienie jest nowelą w której nie brak zastanowienia nad fałszem czy hipokryzją, podłą naturą człowieka i brakiem empatii. Jednakże powieść jest też przepełniona smutkiem – nie dosłownie, lecz można odczuć go pod fasadą wersów. Stephen King w mistrzowski sposób podkreśla, jak często patrzymy na drugiego człowieka przez pryzmat stereotypów czy odmienności. Refleksja ta, dociera do czytelnika powoli, zmuszając go przy tym do przeanalizowania swojego własnego sposobu przeżywania codzienności.

Ocena: 4/6
©Bookmoment
Castle Rock, niewielkie, prowincjonalne, położone w stanie Maine miasteczko nie wydaje się być wymarzonym miejscem do życia. To tutaj siał postrach Cujo, działał sklep, w którym można było kupić wszystko, czego tylko człowiek zapragnie, a niektórym mieszkańcom udało się odkryć mroczną połowę swojej duszy. Stephenowi Kingowi niewątpliwie udało stworzyć się niezwykłe, wywołujące ciarki na plecach miejsce, które za sprawą jego ostatniej noweli Uniesienie otrzymało szansę na odkupienie swoich win.

Mieszkający w Castle Rock Scott Carey odkrywa, że sporo stracił na wadze. Jednak problem polega na tym, że cały czas wygląda, jakby nic się nie zmieniło. Nieważne co na siebie włoży i czym wypcha kieszenie, waga wciąż pokazuje tyle samo, tak jak gdyby Scotta i wszystko czego dotknie otaczał kokon nieważkości. Scott mimo postępującej utraty wagi czuje się fantastycznie, dziwna przypadłość wyzwala w nim wszystko co najlepsze, pozwalając spojrzeć na to co dzieje się Castle Rock z innego punktu widzenia. Scotta ubywa, a on podskórnie czuje, że zbliża się godzina zero, która będzie oznaczała jego koniec. Mężczyzna chce wykorzystać pozostały mu czas, by zostawić po sobie coś dobrego i trwałego.

Życie jest tym, co z niego zrobimy, a akceptacja jest kluczem do wszystkich naszych problemów.

Stephen King napisał niewielką nowelę o zwykłym człowieku w niezwykłym stanie nieważkości, jednak tajemnicze zaburzenie, na które cierpi główny bohater powieści, dla autora stało się pretekstem do opowiedzenia historii o uprzedzeniach, akceptacji, przyjaźni i tolerancji.
Mieszkańcy miasteczka Castle Rock są nieufni, ograniczeni, niechętni wszystkiemu co jest nowe i odmienne, co szczególnie widoczne jest, gdy do miasta wprowadza się małżeństwo lesbijek, które boryka się z kłopotami finansowymi, gdyż mieszkańcy ze względu na swoje uprzedzenia nie chcą odwiedzać prowadzonej przez kobiety restauracji. Scott Carey nie tylko unosi się nad ziemią, utrata wagi pozwala mu wzbić się ponad unoszącą się nad Castle Rock hipokryzję i zawiść. Próbuje wpłynąć na lokalną społeczność, pomóc jej pozbyć się negatywnych emocji, stać się lepszym dla innych ludzi i zjednoczyć ją. Tylko co takie "oczyszczenie" oznacza dla samego Scotta?

Uniesienie w całej swojej lekkości to bardzo satysfakcjonująca opowieść, oferująca ciekawą historię, krytykę amerykańskiego społeczeństwa i pośrednio prezydentury Trumpa, jak i medytację nad tym, w jaki sposób nasze doświadczenia kształtują nas samych, jak istotna jest jedność, abyśmy mogli stać się lepszymi ludźmi, pozbawionymi uprzedzeń, wrogości i niechęci.
Bardzo przyjemna, podnosząca na duchu lektura.

Ocena: 4/6

©Cuddle up with a good book
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Nie jestem w stanie pochwalić się, że przeczytałem wszystkie książki Stephena Kinga. Mogę jednak stwierdzić, że były takie, które są moimi perełkami (Dallas'63) i takie, które przysporzyły mi męki przeogromnej podczas lektury (To!). Nie jestem nawet w stanie zliczyć ile razy wzdychałem z nudów, irytacji i nie wiem czego jeszcze gorszego.

    W prawdzie podczas lektury Uniesienia odruch głębszego nabierania oddechu (czy t z nudów czy ze strachu) nie nastąpił, ale w żadnym wypadku nie mogę zaliczyć tego opowiadania do udanych spotkań z mistrzem. Mam wrażenie, że King wpadł na pomysł tej opowiastki w trakcie mycia zębów a potem napisał go w przerwie pomiędzy wspomniana czynnością, a drugim śniadaniem.

    Zawsze wiedziałem, że Stephen King jest świetnym obserwatorem i jeszcze lepszym opisywaczem tego co nas otacza. udowodnił mi to wiele razy. Jednak miałkość jaką zaprezentował w Uniesieniu zadziwiła mnie. Zabrakło mi w tej opowiastce prawdziwego kingowego pazurka. Dostałem poprawną politycznie nudnawą historyjkę o ludzkiej tolerancji lub jej braku.

    W mojej literackiej podroży były już okresy kiedy na Kinga się mocno gniewałem. W prawdzie, teraz może i się nie gniewam, ale jestem zawiedziony, zmieszany.

    Ocena: 3/6

  • Awatar

    To nie jest horror. To jest powieść obyczajowa. Trochę o przyjaźni, trochę o tolerancji, trochę o przemijaniu. O życiu i o tym, co w życiu ważne. Trup się nie ściele, psychopaci zrobili sobie przerwę, a potwory nie wychodzą z ukrycia. Owszem, mamy tu nutkę paranormalności, ale w końcu King to King, nawet w bardziej "ludzkiej" odsłonie. Świetna, momentami wzruszająca historia o przesympatycznym człowieku. Nie tylko dla wiernych fanów Króla.

Inne proponowane
Warto zerknąć