Królestwo
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.83 / 5.00
liczba ocen: 1258
najlepsza cena! w ostatnich prawie 2 miesiącach
EMPIKGO#Empik GO
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
20.90 zł
34.90 złpremium: 20.94 zł
27.22 zł
27.92 zł
29.67 zł
Pozostałe księgarnie
-10% 21.18 zł
25.99 zł
27.61 zł
28.27 zł
29.31 zł
29.67 zł
29.67 zł
31.41 zł
31.50 zł
34.90 zł
Opis:

Żydzi, Polacy i Niemcy. I to najtrudniejsze wyzwanie… pozostać człowiekiem. Jedna z największych literackich niespodzianek 2018 roku! Zaskakująca kontynuacja kultowego już „Króla” Szczepana Twardocha. Chwytająca za gardło opowieść o wojnie. Niesie ze sobą bezkompromisowe spojrzenie na oprawców i ich ofiary.

Ryfka ma jeden cel – przetrwać. W swojej kryjówce pielęgnuje na wpół przytomnego Jakuba Szapirę, który niczym nie przypomina niegdysiejszego postrachu stolicy. Kobieta nocami wychodzi na gruzowisko, którym po polskim powstaniu stała się Warszawa. Zdobywa pożywienie, obmyśla plan dalszej ucieczki, pieniądze wymienia na coś znacznie cenniejszego – broń. Jej oczy widzą upadek dawnego „królestwa” Szapiry, jej nozdrza rozpoznają zapach porzuconych resztek jedzenia, jak i trupi odór, do jej uszu dochodzą coraz to nowe pogłoski. Podobno pod ruinami byłego getta żyje nieomal mityczny Ares, krwią podpisujący swoje nazistowskie ofiary…
Dawid, syn Szapiry, przeżył wywózkę z Umschlagplatz. O losie ojca niewiele wie, bo też mało go on obchodzi. W ukryciu wspomina dawne czasy i przedwojenną potęgę Jakuba. Spotkał w życiu wielu złych ludzi, ale nikt nie jawi mu się gorszym niż Jakub Szapiro…

CYTATY:
Sprawiedliwość jest najśmieszniejszą ze wszystkich fikcji, w jakie ludzie pragną wierzyć.
Recenzje blogerów
Muszę przyznać, że gdy czytałam Króla, nie spodziewałam się kontynuacji. Szczepan Twardoch przyzwyczaił nas do pojedynczych historii, zamkniętych całości, do których potem już nie wracał. A tu proszę, oto ono: Królestwo, które opowiada dalsze losy Jakuba Szapiry, żydowskiego boksera. Czy ta książka była nam potrzebna? Wszak dobrze wiedzieliśmy, jak to wszystko się skończy: był rok 1937, Warszawa, Polska, Europa. Nad tym miejscem unosił się już Litani, wielki wieloryb, który pożerał po kolei całe miasto. Nad tym miejscem snuł się już odór trupów, pylisty zapach rozsypanych w ruinę budynków, smród krematoryjnych dymów już kręcił w nosie i powodował wymioty. A jednak Szczepan Twardoch zdecydował się opowiedzieć nam i tę historię. Historię o pewnym końcu świata.

Wojna. Głód. Śmierć. Ruina. W kryjówce, gdzieś wśród zgliszczy, Ryfka pielęgnuje strzęp człowieka. Ten strzęp to Jakub Szapiro, bokser, kobieciarz, gangster, który kiedyś miał całe miasto u stóp. Teraz to złamany, ledwie przytomny człowiek, który bez Ryfki nigdy by nie przeżył. Bez tej Żydówki, prostytutki, jedynej osoby, która do końca będzie go kochać i która nigdy go nie porzuci (na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie). Jego dawna kochanka jest jak nocne zwierzę: po zmroku krąży po ruinach, zdobywając pożywienie i ciepłą odzież, a pieniądze wymieniając na broń. Ma tylko jeden cel – przetrwać. I chronić Szapirę. Szapirę, który kiedyś przechadzał się dumnie po mieście, które należało do niego. Dziś już nie ma tej Warszawy, nie ma jej lśniących latarniami ulic, eleganckich restauracji, sklepów z najlepszą odzieżą. Jakub Szapiro, zdetronizowany król, egzystuje w ruinach.

Z gniewu i nienawiści utkana jest moja wola życia, gniew i nienawiść są ciężkie i niesie się je bardzo trudno, ale nieść je trzeba, bo bez nich za wcześnie kończy się tam, gdzie wszyscy i tak skończą.

Lecz zanim nastanie nieuniknione, zanim wielu Żydów i Polaków pochłonie wojna, zeżre ich żarłocznie jak kaszalot Litani, Dawid, syn Szapiry, przejmuje rolę ojca i próbuje chronić porzuconą przez niego rodzinę. Dawid robi wszystko, by jego brat Daniel i jego matka Emilia przeżyli piekło, którego przeżyć nie sposób. Dawida i Ryfkę łączy jedno: nie mogą liczyć na nikogo, jedynie na siebie. Na pewno nie mogą liczyć na Polaków.

Sprawiedliwość jest najśmieszniejszą ze wszystkich fikcji, w jakie ludzie pragną wierzyć.

Szczepan Twardoch wciąż próbuje rozprawić się z tematem, którego my, Polacy, Europejczycy, chyba nigdy nie będziemy w stanie przepracować: to temat drugiej wojny światowej i tego, jak zachowywali się w jej trakcie Polacy. To nie jest tak do końca książka o wojnie, nie ma tu bowiem opisów walk, a powstanie warszawskie jest ledwo wzmiankowane. To powieść pokazująca Warszawę po końcu świata, w czasie gdy śmierć objęła ją we władanie. To historia o byciu nieludzkim, a może właśnie najbardziej ludzkim, jak pewnie powiedziałby Twardoch, jest to bowiem historia o tym, jak podły i niski może być człowiek. Znajdziemy tu Polaków cieszących się z wygnania „żydków”, Niemców przejmujących ich majątki, a potem wysyłających mężczyzn, kobiety i dzieci na śmierć, a także Żydów walczących o przetrwanie, takich, którzy są gotowi zastrzelić każdego, zanim ten zastrzeli ich oraz takich, którzy już dawno się poddali i pojechali transportem do Treblinki, Majdanka czy Auschwitz. Mamy tu też żołnierza niemieckiej armii, Ślązaka Jorga Konopkę, który dezerteruje, bo nie chce zabijać Żydów – więcej Żydów. O jedną jedyną żydowską zastrzeloną kobietę mu za daleko. I mamy też Aresa, na wpół legendarną postać, Żyda, który przemyka przez wymarłe miasto, zabija Niemców, a ich krwią wypisuje na murach swoje imię.

Tak jak pisałam o Królu, tak mogę napisać i o Królestwie: czytelnik wie, że tu nie będzie happy endów. Ryfka unosi się w jakimś niedookreślonym „wteraz”, wiedząc już wszystko i wszystko rozumiejąc, co bynajmniej nie przynosi jej ulgi, Jakub Szapiro jeszcze oddycha gdzieś głęboko w trzewiach miasta, które kiedyś było jego, a jego rodzina przestaje istnieć, nieważne czy jest żywa, czy też martwa. Wszystko rozsypuje się w proch, w pył, a jeśli ktoś jeszcze oczekuje końca świata, jeśli to mu nie wystarcza, to musi zrozumieć, że innego końca świata nie będzie.

To, czy kto dobry, czy zły, to nie jest zawsze to samo. Inaczej się jest dobrym w salonie, inaczej w Treblinkach. Ale czasy są takie, że już się nic nie liczy z rzeczy, które się godzą albo nie. Wszystko się godzi i nic się nie godzi.

Szczepan Twardoch nie napisał odkrywczej powieści, nie napisał też przecież nic nowego, czego byśmy już o wojnie nie wiedzieli, szczęśliwie tylko z książek i z relacji świadków (może członków naszej rodziny?), ale nie z autopsji. Czy to jednak jest ważne? Jestem zdania, że o okrucieństwach wojny książek nigdy nie jest dość, bowiem każda historia, choć jednocześnie bliźniaczo podobna do reszty, jest kompletnie inna. Każda opowiada o kolejnym człowieku, kolejnym cierpieniu i kolejnej hańbie, o której nigdy nie powinniśmy zapomnieć. Równocześnie muszę przyznać, że Królestwo poruszyło mnie mniej niż Król, w jakiś sposób mniejsze wrażenie zrobił na mnie moment upadku Szapiry niż tego upadku przeczucie w Królu. Tam śmierć i zagłada wisiały w powietrzu, tu już się dokonały. Szczepan Twardoch dał nam opowieść o martwym mieście, abyśmy pamiętali, że tam, w Warszawie, jak nigdzie indziej depczemy po trupach. Bolesne przypomnienie, a jednak ważne.

Ocena: 5-/6
©tanayah czyta
Bohatera Jakuba Szapiro czytelnicy doskonale znają z Króla – opowieści o Warszawie Polaków i Żydów, Warszawie o dwóch obliczach, Warszawie podzielonej, cichej, smutnej i pięknej, nad którą po cichu przepływał Litani, wieloryb, raz po raz chowający się w chmurach po to tylko, by za chwilę się wynurzyć i swoim bacznym spojrzeniem obdarzyć miasto polskie i miasto żydowskie.
To właśnie tam w zakończeniu Szapiro zdobywa się na decydujący krok – każe pilotowi zawrócić samolot. Król nie chce opuszczać swojego królestwa. Wierzy, że jeszcze odzyska swoją straconą koronę. Niszcząc szansę rodziny na ucieczkę do Palestyny, Szapiro powraca na „stare śmieci”, jednak czasy jego panowania bezpowrotnie minęły. Przekonanie się o tym będzie dla bohatera bolesną próbą.

Kontynuacje mają to do siebie, że często znanych i lubianych bohaterów pokazują nam w zupełnie innym świetle. I o ile Trzech Muszkieterów po dwudziestu latach trochę się zestarzało, nie stracili wigoru, werwy i sprytu, który pozwoli im przechytrzyć każdego, jeśli tylko są razem. Ale inaczej jest już w innej kultowej klasycznej powieści – mam tutaj na myśli Hrabiego Monte Christo Dumasa. W początkowej opowieści hrabia jawi nam się jako osobliwe monstrum, które tajemnicę chce odkryć każdy. O jego towarzystwo ubiegają się wszystkie najznamienitsze persony ówczesnego świata, chcąc poczuć blask promieni, które go otaczają. W Martwej ręce czytamy jednak o upadku tej legendy, która pada ofiarą własnej niepohamowanej żądzy zemsty. Hrabia ostatecznie zostaje bez niczego, wraca do swojego stanu pierwotnego – na powrót staje się żebrakiem.
Podobną sytuację mamy w Królestwie. Bardzo mocno wierzę, że każde dobro do nas wraca, tak samo, jak i każde zło, które wyrządziliśmy drugiej osobie po jakimś czasie atakuje nas ze zdwojoną siłą. Szapiro w przedwojennej Warszawie czuł się jak król – nie było mu równych. Ale wystarczyło parę lat, by to swoje panowanie nad światem zatracił. W momencie kiedy gruby Polak pod eskortą niemieckiego żandarma wchodzi do domu, do którego przeprowadził się z rodziną po śmierci Kaplicy, do Jakuba dociera fakt, że już nigdy nie będzie jak wcześniej. I chociaż stoi naprzeciw niego pełen gniewu, z napiętymi mięśniami i zaciśniętą piersią wie, że za chwilę za prośbą żony potulnie odda klucze i wyjdzie z domu, nie zabierając ze sobą niczego. To będzie pierwsza walka, którą Szapiro przegra.

Narratorów powieści jest dwóch. Są nimi Ryfka i Dawid. Ta pierwsza swoją opowieść snuje z perspektywy nor, w których to po nocach ukrywała się z Jakubem niczym szczur, zastawiając pułapki na podążających za nią Niemców i szukając w opuszczonych domach czegokolwiek, co nadawałoby się do zjedzenia. Ma jeden cel: zachować przy życiu Jakuba. Za wszelką cenę. Teraz w końcu jest tylko jej.

Styl opowieści Dawida jest zupełnie inny – on opowiada jak zraniony syn, który nigdy w pełni nie odczuł obecności ojca w rodzinie. Niewiele wie, ale wiele pamięta. Ojciec niewiele go obchodzi. Żaden zły człowiek, którego spotkał nie może równać się z tym, kim był Jakub Szapiro. Życia nauczyła go ulica, przetrwania – przyjaciele. W przeciwieństwie do Ryfki Dawid wcale nie chce, by ojciec tę wojnę przeżył. Jest gotów przyłożyć rękę do jego ostatecznej klęski.

Tak samo jak i Król nie jest dłużej Królem, tak i jego Królestwo nie przypomina Królestwa. Warszawa to już nie pałac, po którym przechadza się Szapiro, to gruzowisko, cmentarzysko, miejsce, które nie da spokoju sumieniu. W bohaterskim geście Szapiro postanowił wstąpić do wojska – wszak nie zamierzał bronić ani żydowskości, ani polskości, lecz jej jedynej – Warszawy. Przeczytawszy obie książki można dojść do wniosku, że to tylko ją kochał, tylko względem tego miasta był w stanie zdobyć się na okazanie jakichś uczyć. On, Szapiro, który był w stanie zamordować swoje kochanki, poszedłby na śmierć dla Warszawy.

Przeczytanie Królestwa wzbudziło we mieszane uczucia. Zastanawiałam się nad tym, czy kontynuacja wnosi coś ciekawego i ekscytującego do wrażeń, które pozostawiła we mnie lektura Króla. Czy jednak bardziej ekscytował mnie silny Szapiro, będący postrachem Warszawy, czy upadek tego bohatera i uwydatnienie jego ludzkich wad i strachów? Do końca nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Wiem jednak, że gdybym miała wybrać z tych dwóch książkę, do której chcę ponownie wrócić, to byłby nią właśnie Król, a nie jego kontynuacja. Choć czyta się ją sprawnie, czytelnik przyzwyczajony do wartkiej akcji, którą napędzał bohater Szapiro, z pewnością w pewnym stopniu dozna rozczarowania.
Po raz kolejny przy twórczości Twardocha (wcześniej takiego stanu doznałam już przy Balladzie o pewnej panience) zadaję sobie pytanie co było główną motywacją do napisania tej powieści. Głęboko wierzę, że nie były to nadzieje autora, na znów wysoką ilościowo sprzedaż.

Ocena: 3+/6
©Jej Wysokość Literatura
Kochałam złego człowieka – początku swej opowieści mówi Ryfka, kochanka Jakuba Szapiro. Jakub Szapiro, którego znamy z powieści Król był złym człowiekiem. Ale też poprzedni tom opowieścią o jego dziejach był głównie powieścią gangsterską. Historią o półświatku Warszawy. Teraz zaś poznajemy inną stronę tej historii. Ona również kończy się po wojnie, ale jakże inaczej.

Jakub Szapiro nie wyjechał z Polski choć nie czuł się Polakiem. Nie wyjechał do Palestyny, bo nie czuł się Żydem. Poszedł na wojnę, bo czuł się warszawiakiem. Po przegranej kampanii wrześniowej królestwo Szapiry upada tak, jak upada Polska. Jakub traci wpływy, dom, aż wreszcie rodzinę w getcie. Po raz pierwszy przestaje panować nad czymkolwiek, a to odbiera mu chęć do życia. Czytamy więc historię jego powolnej śmierci i historię bezwzględnej walki Ryfki, by go zachować przy życiu.

Królestwo to okrutna opowieść o nieludzkiej wojnie i o ludziach, którzy przestali być ludźmi. Przeplatające się monologi Ryfki i Dawida pokazują jednak jak złożone były losy ludzi w czasie wojny. Dawid wreszcie trafia do Palestyny, gdzie w swym długim życiu będzie musiał stoczyć niejedną wojnę. Do Palestyny, do której miał trafić wiele lat wcześniej jego ojciec. Ten, który wybrał Warszawę.

Łyżka dziegciu na koniec. Ostatni rozdział to narracja Emilii – żony Jakuba. To słowa Emilii – która nie żyje – skierowane do drugiego z synów podczas drogi do komory gazowej. To bardzo szlachetny fragment mówiący o miłości matki, ale kompletnie nie przystaje do reszty powieści. I brzmi sztucznie. Twardoch nie jest dobry w romantyzmy.

Ocena: 6/6
©Autorski przewodnik kulturalny
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Poprzednią część słuchałem w formie audiobook’a , a w tym wypadku skusiłem się na ebook’a odnajdując znanych bohaterów w kompletnie innych realiach.

    Książka niemal do samego końca trzyma w napięciu, ciężko ją odłożyć na półkę. Po przeczytaniu mam jednak minimalny niedosyt w sprawie zakończenia, ale widocznie autor miał taką, a nie inną wizje. Reasumując nie żałuje żadnej chwili spędzonej na lekturze tej książki. Polecam!

Inne proponowane
Warto zerknąć