Teatr pod Białym Latawcem
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.88 / 5.00
liczba ocen: 76
Ilość stron (szacowana): 480
KURSGA#Google Analytics
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
31.90 złpremium: 19.14 zł
19.90 zł
23.93 zł
27.12 zł
31.89 zł
Pozostałe księgarnie
-23% 20.74 zł
23.60 zł
24.22 zł
26.80 zł
27.12 zł
28.71 zł
29.00 zł
31.90 zł
31.90 zł
31.90 zł
Opis:

Mocna i zaskakująca powieść o trudnych relacjach międzyludzkich, wzajemnym zaufaniu i godzeniu się z przeszłością. Daje nadzieję na to, że zawsze jest dobry moment, by próbować odnaleźć własne szczęście.

Zuzanna Widawska, do niedawna dziennikarka największego dziennika w kraju, z dnia na dzień traci pracę. Przez kilka miesięcy tuła się po tanich hotelach i szuka zajęcia, aż trafia do redakcji pisma „Kobieta Taka jak Ty” i zamieszkuje w kamienicy na warszawskiej Woli. Szefowa z piekła rodem stawia przed nią wyzwanie, dzięki któremu odwiedza fundację, organizującą Festiwal Magicznych Nut dla osób z różnymi typami niepełnosprawności.
W wolskim teatrze poznaje Elenę Nilsen, aktorkę teatralną i filmową z czasów PRL-u, która dni sławy ma dawno za sobą. Teraz pracuje z dziećmi ze swojej kamienicy, angażując je w projekt organizowania „teatrów podwórkowych”, jest także wolontariuszką w Fundacji Złotych Serc. Zuza i Elena nie wiedzą, że Jakub Bilewicz, znany i bardzo zamożny warszawski biznesmen, z powodów osobistych uznaje stary wolski teatr za miejsce przeklęte i że przysiągł zetrzeć je z powierzchni ziemi.
Czy Zuzannie uda się odwieść Bilewicza od katastrofalnej decyzji? Czy podoła wyzwaniu, które ten jej rzuci? Czy muszą wyjść na jaw tajemnice z przeszłości? I jaką rolę ma w tym wszystkim odegrać pewien biały latawiec?

CYTATY:
Bo tylko dziecko potrafi cieszyć się bez powodu, ciągle jest czymś zajęte i bezustannie umie domagać się tego, na czym mu bardzo zależy.
Nie ma w życiu niczego cenniejszego niż czas. To jak podarowanie cząstki swojego życia, której już nigdy nie odzyskasz. Czyjaś obecność jest bezcenna.
Co też miłość potrafi zrobić z kobietą? Jeden facet może tak przemeblować życie, że nawet trudno to racjonalnie opisać. Czyżby miłość odbierała również rozum?
Recenzje blogerów
Najnowsza książka Ilony Gołębiewskiej to największe zaskoczenie. Na plus. Podchodziłam do niej trochę jak do jeża, coś mi nie grało, okładka, opis? Z jednej strony miałam ochotę poznać twórczość autorki, z drugiej jakoś mnie nie ciągnęło. Ale jak już przeczytałam, to żałuję jednego - że zrobiłam to tak późno. Jestem zachwycona. Książkę czytałam w tamtym miesiącu, ze względu na urodziny bloga dopiero piszę recenzję, ale moje emocje związane z tą powieścią nadal są w moim sercu. A to najlepsza rekomendacja. Nie jest to książka, którą po przeczytaniu odkładasz na półkę, ale opowieść, która nadal żyje w mojej pamięci.

Zuzanna Widawska, główna bohaterka książki, to kobieta, którą polubiłam od pierwszych zdań książki. Redaktorka największego dziennika w kraju, z powodu ciętego języka, zostaje zwolniona z pracy z dnia na dzień. Nowy początek nie jest łatwy, gdyż szef zamknął jej drogę do konkurencji. Zuza musi zacząć wszystko od nowa. Udaje jej się zatrudnić w redakcji czasopisma dla pań, co jest pracą stanowczo poniżej jej kwalifikacji. Kobieta musi spłacić byłego szefa, dlatego sprzedaje mieszkanie w apartamentowcu i przenosi się do małej klitki w kamienicy na Woli. Tam poznaje ekscentryczną sąsiadkę Elenę, której najpierw nie znosi, a dzięki której potem zmieni się cały jej świat.

Bardzo ważnym wydarzeniem, który przewija się wciąż na kartach powieści, jest wypadek samochodowy z dnia 6 grudnia 2013 r. W wyniku tego nieszczęśliwego zdarzenia ginie kobieta, a jej syn zostaje inwalidą do końca życia. Wdowiec Jakub to szanowany biznesmen warszawski, który próbuje sobie poradzić z żałobą, a przede wszystkim nie spocznie zanim nie znajdzie osoby, która spowodowała wypadek i uciekła z miejsca przestępstwa....Autorka w bardzo przemyślany sposób dawkuje nam życie rodziny, to co dzieje się z nią teraz po kilku latach od tego strasznego dnia.

Bardzo ucieszyłam się, jak odkryłam, że książka dotyka także czasów Wojny. I właśnie w tym momencie zaczyna się mowa o teatrze. Co działo się z teatrem w czasie okupacji? Czy odbywały się spektakle? Nie jestem fanką teatru, a mimo to książka mnie zafascynowała, co świadczy o kunszcie autorki.

Po chwili zapalono światła. Kurtyna powoli poszła w górę. [...] Eleonora napotkała wzrok matki i uśmiechnęła się do niej najpiękniej, jak tylko umiała. Wtedy jeszcze ani ona, ani jej rodzice nie wiedzieli, że wystarczy jedna chwila, by ich piękne życie zamieniło się w wojenny koszmar.

Teatr na kartach powieści to nie jest zwykły budynek, w którym odbywają się spektakle, to niesamowite miejsce opiekujące się niepełnosprawnymi dziećmi. Rozdziały, które opisywały to, co zyskiwały te dzieci dzięki temu miejscu, poruszą nawet najbardziej skostniałe serca. Autorka z własnego doświadczenia opisała jak wyglądają zajęcia dla takich osób, jak takie dzieci cieszą się z każdej chwili życia, czego my po prostu nie doceniamy na co dzień w pędzie życia.

Niestety Teatr na Woli nie zarabia na siebie, a wręcz przynosi straty i miasto postanawia więcej w niego inwestować. Miejsce zostaje sprzedane i już wkrótce może przestać istnieć. Co dalej z dziećmi? Czy znajdą swoje miejsce na ziemi? Co ma wspólnego sąsiadka Zuzy z teatrem? I czemu biznesmen Jakub, który kupił teatr, uważa to miejsce za przeklęte?

Na te pytania wam nie odpowiem, ale mogę Was zachęcić. Książka ta na pewno znajdzie się na mojej liście zaskoczeń 2018. Uwielbiam takie perełki, które z opisu nie sugerują aż takiej uczty literackiej. Mogłam przy tej książce się wzruszyć, rozpłakać, pośmiać, a przede wszystkim razem z Zuzanną próbować rozwiązać zagadkę...

Autorka bardzo mnie zaskoczyła dobrze skonstruowaną historią, odwlekałam moment zakończenia powieści. Wszystko ma swój sens, cel, nawet ten biały latawiec zawarty w tytule i na okładce. Czytając książkę wiele kobiet może nabrać większej odwagi do zmiany swojego życia, warto zawsze coś w nim zmienić i dać szansę na szczęście. Książka wzbudziła we mnie też melancholię, jakie to nasze życie jest kruche, kilka sekund i zmienia się wszystko. Można także zastanowić się ile my dajemy dla innych od siebie. Jedna książka, a tyle rozważań, pozytywnych myśli.

Gwarantuję, że fani powieści obyczajowych będą zachwyceni. Powieść chwyta za serce tak, że jestem pewna, że nie zapomnę tej historii. Jest to niezwykle przejmująca słodko-gorzka opowieść o przyjaźni, pasji, miłości do drugiego człowieka, docenianiu życia tu i teraz. Książka ma tak wiele przejmujących zdań, że trudno je by było wszystkie spisać.

Życie to żywa scena, po której przechadzają się różni aktorzy i grają w różnych sztukach. Czasami wbrew własnej woli, zaskoczeni przez spot sytuacji.

Moje refleksje: nie oceniaj książki po okładce. Nie sądziłam, że ta książka aż tak głęboko wejdzie we mnie, że trudno mi nawet zabrać się było za napisanie recenzji. To pierwsze spotkanie z panią Iloną uważam za bardzo udane. A was zostawiam z mądrym cytatem z książki:

Tańcz, śmiej się, korzystaj z życia. W życiu nie ma prób tak jak w teatrze. Od razu jest premiera, co oznacza, że każda sekunda naszego życia jest bezcenna.

Ocena: 5+/6
©Matka książkoholiczka
Choć znanych sobie pisarzy cenię i z chęcią sięgam po coraz nowe tytuły, które wychodzą spod ich pióra, to zawsze gdzieś w środku zostaje pewna niewiadoma, czy tym razem będzie równie udanie. Czy historia mnie wciągnie, bohaterowie będą barwni i ciekawi, a język będzie trzymał poziom? Również przy początku lektury tej książki byłam pewna obaw, choć dość szybko się ich pozbyłam. Błyskawicznie wciągnęłam się w ten tytuł i równie szybko go przeczytałam. O czym opowiada i czy warto poznać tę historię?

Zuza spadła z wysoka - wysokie stanowisko dziennikarskie, wyciąganie brudów i szukanie afer, skończyło się skandalem, od którego gazeta odcięła się pogrążając swoją dziennikarkę zarówno finansowo jak i medialnie. Obecnie pracuje dla niezbyt ciekawego kobiecego tytułu, mieszka w obskurnej kamienicy na warszawskiej Woli i coraz częściej alkohol koi ją do snu.
Jakub od lat zmaga się z tragedią, która dotknęła jego rodzinę. Tragiczny wypadek, śmierć żony i niepełnoprawność syna spędzają mu sen z powiek. Nadzieja na znalezienie sprawcy wypadku daje mężczyźnie cel w życiu.
Teatr Stary na Woli - miejsce coraz bardziej upadające, a jednocześnie magiczne, zrzeszające ludzi dobrej woli, którzy swoje życie poświęcają pasji i tym bardziej potrzebującym. To miejsce zmieniło już wiele historii, czy będzie miejscem odnowy dla pogubionych dusz?

Po raz kolejny muszę stwierdzić, że każdą powieść stworzoną przez autorkę, czyta mi się z przyjemnością. Tworzy ona coraz barwniejsze historie, łączy losy ludzi o różnej przeszłości, charakterze i planach na przyszłość. Potrafi ich skonfrontować i stworzyć bardzo prawdziwe sytuacje, które są często punktem zwrotnym w ich życiu. A to wszystko okraszone jest ogromną dawką emocji, które biją z kart powieści.

Choć postaci jest naprawdę dużo, to jednak na pierwszy plan wybija się Zuza. Początkowo wydaje się kobietą bardzo ostrą, momentami nieczułą i nastawioną jedynie na karierę, to z czasem można poznać ją z innych stron. Bardzo mocny upadek - finansowy, zawodowy, ale również odwrócenie się przez wszystkich, którzy wydawali jej się bliscy, mocno odcisnęły się na kobiecie. Nie potrafi odnaleźć się w obecnej sytuacji, równia pochyła trwa, a bohaterka spada po niej coraz niżej. Dopiero temat, który ma przygotować do świątecznego wydania gazety sprawia, że poznaje ludzi bezinteresownych i pięknych w swoich dążeniach, z wielką dozą sympatii i ogromnym sercem. Punkt zwrotny w życiu kobiety pozwala jej się otworzyć na świat i ludzi.

Teatr Stary na Woli stał osią wydarzeń, miejscem, w którym ludzie mogą liczyć na lepszą przyszłość. To miejsce pełne pasji, historii i emocji. A jednocześnie azyl dla dzieci z niepełnosprawnością, zarówno fizyczną jak i psychiczną, które dzięki fundacji, która tam istnieje, mogą rozwijać się, spędzać wspaniałe chwile i cieszyć się drobnymi radościami. To tam Zuza odkrywa radość z życia, otwiera się na innych. To tam również Jakub w końcu odkrywa, że życie się nie skończyło, choć dla niego przez długie lata teatr był symbolem cierpienia i tragedii, która się wydarzyła.

Codziennie z całych sił próbujemy poderwać się do lotu, by wzbić się jak najwyżej, dotknąć błękitnego nieba, pierzastych chmur, poczuć ciepłe promienie słońca (…) Jednak życie pisze własne scenariusze i nie zawsze pyta nas o zdanie. Tak jak wystarczy pociągnąć mocniej za sznurek, by latawiec utracił obrany kurs i spadł na ziemię, tak niekiedy jedna chwila, dramatyczne zdarzenie, choroba, zła wola innych ludzi lub zwyczajny pech decydują o tym, że człowiek doświadcza mocnego upadku. Niekiedy nawet uporczywie trzyma się myśli, że już nigdy się nie podniesie, a jego życie będzie przypominało mrok…

Tytułowe latawce stają się symbolem życia, które w jednej chwili może całkowicie się zmienić. Rozwijamy skrzydła, łapiemy wiatr i szybujemy w przestworzach do chmur, jednak wystarczy drobna zmiana, powodowana przez drugiego człowieka, czy samo życie, żeby spaść na ziemię. Nie każdy potrafi się podnieść, jednak autorka pokazuje, że dzięki innym jesteśmy w stanie nauczyć się żyć na nowo.

Teatr Pod Białym Latawcem to historia pełna emocji i nadziei na lepsze jutro, pokazuje że życie zawsze daje nam drugą szansę, drugi człowiek może pokazać nam lepszą drogę. Pomoc innym jest istotnym elementem naszego życia i zawsze musimy pamiętać, że życie przynosi wiele niespodzianek, zarówno dobrych jak i gorzkich chwil.

Ocena: 4+/6
©Książkowe Wyliczanki
Zuzanna Widawska jeszcze niedawno wiodła prawe luksusowe życie, pozbawione większych obaw czy problemów. Jeden błąd sprawił, że dotychczas znana i ceniona, przebiegła dziennikarka z dnia na dzień straciła dosłownie wszystko. Co gorsza, nie sposób tego odzyskać, gdyż zdruzgotany, mściwy szef wyrobił jej bardzo złą opinię nawet u konkurencji. Załamana, pozbawiona funduszy, przyjaciół, a nawet chłopaka, wie, że musi skulić głowę, schować dumę i znaleźć jakąkolwiek pracę. Po długich poszukiwaniach zostaje zatrudniona w redakcji babskiego czasopisma. Nie jest to zadanie ambitne, a przełożona na każdym kroku wypomina nowej pracownicy jej sytuację na rynku, lecz chwilowo Zuzanna nie ma innego wyjścia, jak tylko grzecznie wykonywać polecenia szefowej i słuchać jej ciągłych przytyków. Niestety, z każdym kolejnym dniem dostrzega, że coraz mniej rzeczy ją cieszy, żyje zmartwiona, zestresowana, nie docenia, jak wiele posiada, jak piękny jest świat.

Czy Widawska ma jeszcze szansę zaznać prawdziwego szczęścia? Czy jej życie już zawsze będzie pozbawione najważniejszych wartości? A może spotka kogoś, kto ją wyrwie z tej emocjonalnej śpiączki?

A gdyby tak... zacząć się cieszyć życiem Żyć chwilą, nie zamartwiać się, dostrzegać szczęście w drobnostkach?

Wszystko odmienia się, gdy Zuzanna dostaje od szefowej nietypowe zadanie, w efekcie którego ląduje w teatrze, gdzie członkowie Fundacji Złotych Serc organizują Festiwal Magicznych Nut dla osób niepełnosprawnych. Spotyka tam też swoją ekscentryczną sąsiadkę, która uwielbia wystawiać sztuki w domu, wraz z dziećmi z podwórka. Początkowa niechęć do staruszki szybko zamienia się w czystą sympatię, gdyż na jaw wychodzi, iż jest to Zuzy ukochana aktorka z dzieciństwa. Kobieta nie tylko jest niesłychanie ciepłą osobą, ale i błyskawicznie kruszy serce dziennikarki, otacza ją opieką i troską jak prawdziwa babcia. Artykuł, jaki ma napisać, umożliwia jej poznanie niepełnosprawnych z zupełnie innej perspektywy. Na próbach w teatrze nie widzi cierpienia czy użalania się, ale czystą, niczym nieskrępowaną radość i miłość do świata. W końcu zaczyna dostrzegać swoje błędy, pomału docenia, jak wiele ma, chce w życiu uczynić coś wyjątkowego. Niestety, radość nie trwa zbyt długo, bo wkrótce okazuje się, że teatr musi zostać sprzedany, a kupcem okazuje się Jakub Bilewicz, mężczyzna, który nienawidzi tego miejsca, gdyż przypomina mu ono o wypadku, w jakim stracił żonę, a z jego syna uczynił niepełnosprawnego. Zuzanna doskonale pamięta, że całe szczęście może zniknąć przez nieodpowiednią decyzję jednego człowieka i pragnie za wszelką cenę uratować piękny teatr.

Czy dobroć i miłość okażą się silniejsze niż wszystko inne? Jakie demony przeszłości ukrywają się od lat w teatrze? I jak wiele wspólnego mają ze sobą ludzie i latawce?

Nie ma w życiu niczego cenniejszego niż czas. To jak podarowanie cząstki swojego życia, której już nigdy nie odzyskasz. Nasza obecność jest bezcenna.

To dopiero początek mojej przygody z twórczością Ilony Gołębiewskiej, ale przyznam, że okazał się niezwykle przyjemny i obiecujący. Autorka wyróżnia się niesłychanie lekkim, plastycznym i wiarygodnym piórem, dlatego lektura staje się intensywnym przeżyciem, które wpływa zarówno na myślenie, jak i postępowanie czytelnika. Pod postacią subtelniej historii przekazuje treści niełatwe, o jakich czasem wstydzimy się rozmawiać, obnaża ludzi z wszelkich wad czy błędów, nie po to, by im zaszkodzić, lecz aby stać się swoistym drogowskazem ułatwiającym kroczenie po tej zawiłej, nieprzewidywalnej, często niesprawiedliwej ścieżce, zwanej życiem.

Teatr pod Białym Latawcem to powieść o przemijaniu, pasji, przyjaźni, wierze we własne siły i docenianiu życia. Droga na szczyt nigdy nie jest łatwa, a jednak, jeśli coś kochamy całym sercem, jesteśmy w stanie dopiąć swego i spełnić każde marzenie. Nie zapominajmy jednak, że nie sam cel się liczy, ale życie to przede wszystkim ludzie, którzy nas wspierają, kochają, są przy nas zawsze, na dobre i na złe. Egzystencja nie jest czymś łatwym czy sprawiedliwym, lecz nienawiścią i ucieczką nie sprawimy, że problemy znikną a świat będzie lepszy. Sztuką jest cieszyć się każdą chwilą, nawet jeśli dawniej serce zostało mocno pokiereszowane. Być może nie jest to łatwe zadanie, lecz nie zapominajmy, jak wiele osób jest od nas zależnych, możemy im pomóc, wystarczy tylko chcieć.

Raczej liczy się codzienność. To, jak traktujesz ludzi, jaka dla nich jesteś, co możesz dla nich zrobić. Ludzi trzeba kochać. Odwdzięczą się tym samym.

To książka również o prawdzie, która niesie wyzwolenie. Nie da się normalnie funkcjonować żyjąc w kłamstwie, to prędzej czy później wyniszczy każdego, nawet dobre uczynki nie będą w stanie tego zatuszować przed czujnym okiem ludzkiego sumienia.

Każdy człowiek potrzebuje wolności jak powietrza.

Bazą tej powieści są nietuzinkowi, posiadający ciężki bagaż doświadczeń bohaterowie, którzy wzbudzają istną lawinę emocji. Wszyscy przeszli przez coś, co zmieniło ich na zawsze, tylko nie każde z nich wybrało odpowiedni kierunek. Jesteśmy świadkami jak zżera ich strach, żal, poczucie niesprawiedliwości. Z jednej strony pragną odciąć się od przeszłości i spróbować żyć w szczęściu, z drugiej negatywne uczucia i wszelkie demony są karmione bezustannie, dlatego nie sposób od nich uciec. Czy znajdą klucz do właściwych drzwi i pozwolą sobie na spełnienie? Czy spotkają kogoś, przy kim poczują się lepszymi osobami?

Nikt z nas nie potrzebuje skrzydeł, by latać, tylko ludzi, dzięki którym nigdy nie upadnie. To dzięki nim łatwiej jest postawić pierwszy krok, poskromić strach, wypełnić miłością pustkę, która powstaje wskutek złych wyborów, życiowych upadków, niespełnionych nadziei.

Najbardziej urzekło mnie zachowanie niepełnosprawnych ćwiczących w teatrze, a także ich opiekunki. Wielu z nas mogłoby się od nich uczuć radości, łapania chwili, nieprzejmowania się zbędnymi głupotami. Tak to już bywa, że osoby najbardziej pokrzywdzone przez los, bardziej doceniają życie, są pogodniejsze, zarażają miłością i dobrocią. Dlaczego my, codziennie pochłonięci przez wir obowiązków, nie potrafimy już uśmiechać się do siebie bezinteresownie? Dlaczego nie cieszy nas wszystko, czego doznajemy każdego dnia? Czyżbyśmy mieli za dużo i pochłonął nas zwykły konsumpcjonizm? Chyba najwyższy czas się zatrzymać, albo wzbić się w górę niczym wolny, nieskażony gniewem czy zazdrością latawiec i upajać się tym niezwykłym lotem, na jaki pozwala nam w danej chwili ów nieobliczalny los.

Tańcz, śmiej się, korzystaj z życia. W życiu nie ma prób tak jak w teatrze. Od razu jest premiera, co oznacza, że każda sekunda naszego życia jest bezcenna.

Teatr pod Białym Latawcem jest niezwykle wartościową, przejmującą, słodko-gorzką, nadzwyczaj angażującą powieścią, która nie tylko bezgranicznie pochłania, ale też uwrażliwia i otwiera oczy na wiele kwestii, o których w codziennym życiowym wyścigu często zapominamy. To piękna, jak najbardziej przemawiająca historia o pasji, miłości, prawdzie, wsparciu i szczęściu, jakie są przecież najważniejszymi wartościami. Gwarantuję, że ta nieprzewidywalna opowieść skradnie wasze serca, wywoła lawinę niepojętych, obezwładniających emocji, których nie ugasi nawet koniec lektury i udowodni, że każdy teatr jest magicznym miejscem, w jakim nawet nieosiągalne staje się możliwe. Przygotujcie się na niespotykane doświadczenie, lecz także podróż w głąb samego siebie, gdyż wielogodzinne refleksje są po prostu nieuniknione. To jedna z tych pozycji, które przeżywa się wszystkimi zmysłami i zostają w sercu już na zawsze! Polecam gorąco!

Ocena: 5+/6
©Z fascynacją o książkach
Zaczynając od okładki muszę przyznać, że jak dla mnie jest naprawdę przemyślana. Widzimy w oddali budynek, który śmiało możemy nazwać naszym tytułowym Teatrem. Widzimy również troje dzieci, którzy biegną przed siebie trzymając w dłoni biały latawiec. Bardzo mi się ta szata graficzna podobna, kolory są delikatne, nie jaskrawe, przyjemnie się na nią patrzy.

Nie wiedziałam, co przyniesie mi spotkanie z Iloną Gołębiewską. Kojarzę jej powieści, ba, nawet jedna leży na półce, którą dostałam w prezencie urodzinowym, ale jakoś nie miałam przekonania, żeby po nią sięgnąć. Aż w końcu nadarzyła się okazja, by przeczytać coś nowego, świeżego i co więcej - bardzo interesującego. Mimo iż obiecałam sobie nie brać więcej lektur do recenzji, nie mogłam odmówić. I nie żałuję.
Zaczynając czytać tę lekturę, nie sądziłam, że pióro jakim posługuje się autorka, tak bardzo mnie wciągnie. Owszem, robiłam sobie przerwy w lekturze, ale tylko dlatego, żeby pobyć z tą historią dłużej niż kilka godzin.
Można się zaczytać i przepaść - nie wiedząc kiedy. Pani Ilona ma w swoim piórze coś, co pozwala czytelnikowi utonąć w tym, co wymyśliła. Pozwala na spokojną wędrówkę u boku książkowych bohaterów. Jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na tę książkę, dzięki czemu przeżyłam kilka przyjemnych chwil, z nową jak dla mnie pisarką, do której z pewnością wrócę.
Reasumując moja pierwsza przygoda z Gołębiewską wypadła bardzo dobrze i jestem skłonna dać jej szansę nie raz.

Co chciałam pierw napisać, by później nie zapomnieć, to sposób podziału tej książki. Owszem, są rozdziały i podrozdziały, ale nie takie zwyczajne. Każdy zaczyna się tytułem, który na osobnej stronie jest wypisany, np. Rozdział I - i kilka tytułów podrozdziałów. Dla mnie to było coś nowego, coś zaskakującego i przyjemnego. Miła odmiana od sztandarowych rozdziałów zawsze wyjdzie na plus. :) Mogliśmy się również dzięki temu spodziewać co wydarzy się w tym rozdziale. ;)
Z kolei przechodząc już do bohaterów, których mamy tu sporo, na początek chciałabym wyznać Wam, że bardzo ich polubiłam. Nie spodziewałam się, że obdarzę ich sympatią i to praktycznie wszystkich. Ostatnio zrobiłam się dosyć wybredna, jednak Pani Gołębiewska skradła moje serce i powoli rozkrajała je oddając bohaterom.
Zuza, główna bohaterka - z początku wzbudzała we mnie mieszane uczucia. Gdy ją poznawałam - irytowała mnie. Jej zachowanie było jakby nieco nieodpowiedzialne i pomyślałam sobie, że jak ma być tak do końca to ja dziękuję... Całe szczęście zaczęła się zmieniać na lepsze i tym samym zaczęła zdobywać moją sympatię. Dziewczyna lekko nie miała, ale częściowo z własnej winy. Jak sobie pościeliła, tak się wyspała - jak to mówią.
Nie chcę Wam za dużo zdradzać, bo same postacie są same w sobie interesujące, różnią się od siebie i dają nam wiele do myślenia. Tak samo przykład jednej z ważnych bohaterek - Eleny Nilsen czy samego Jakuba Bilewicza. To postacie, przez które autorka chciała nam dać do myślenia. Za tą taką przenośną metaforę - jak dla mnie pisarka zyskała naprawdę dużo. Dlatego jestem w stanie jej zaufać i sięgnąć po kolejne pozycje z jej dorobku.
Myślę, że i Wam kreacje postaci przypadną do gustu. Są żywi, można by rzec, że wycięci z prawdziwego życia. Może każdego dnia mijamy takich ludzi i nawet o tym nie wiemy? Całkiem możliwe. Każdego może spotkać tragedia taka czy inna. Uważam, że bohaterowie są dużym plusem dla całości.

Akcja może nie gnała przed siebie w tempie iście szalonym, ale miała swój rytm, czasami wolniejszy, czasem ciut szybszy... Ale nie martwcie się! Na pewno nie lekturze nie uśniecie. Jest tu wiele zwrotów akcji, przez co wszystko stanie się jeszcze bardziej ciekawsze, interesujące, że naprawdę trudno będzie się wam oderwać od czytania. Bo właśnie miałam tak ja. Nie raz walczyłam z tym, żeby jednak odłożyć ją na bok i przemyśleć kilka rzeczy.
Bo to nie taka zwykła powieść.
Jak dla mnie, ma ona drugie, głębsze dno. Częściowo bohaterowie przez to, co przeżyli i jak zachowują się teraz próbują do nas dotrzeć. Drugi punkt, który skłania nas do refleksji to sama praca głównej bohaterki - Zuzy. Najpierw szczyt kariery a następnie wielki upadek, który być może okaże się szansą na jeszcze lepsze życie i ogólnie przewartościowanie go.
Został zawarty tutaj wątek osób niepełnosprawnych w większym lub mniejszym stopniu, co jak dla mnie jest tematem ciężkim. Przeżywając wszystko z Zuzą w miejscu z młodymi osobami, którzy mimo choroby czy niepełnosprawności żyją każdą chwilą, każdym dniem i cieszą się nim dawało ogromną nadzieję. I właśnie na te tory skierowałabym przekaz tej powieści. Która daje NADZIEJĘ na lepsze jutro. Zawsze trzeba wierzyć i mimo wszystko się nie poddawać. Czas, w jakim przyszło mi czytać tę książkę był dla mnie ogromnie trudny i nadal jest, to ta lektura nieco podniosła mnie na duchu. Sprawiła, że zaczęłam wierzyć, że wszystko się ułoży i będzie dobrze, mimo trudnych momentów, momentów zwątpienia...
Dlatego jak najbardziej uważam, że możecie sięgnąć po tę lekturę, ponieważ przemawia przez nie ogrom trudnych spraw, które tyczyć mogą się każdego. Pisarka podejmuje się tematu niepełnosprawności, na którą niestety większość społeczeństwa odwraca głowę, co jest ogromnie przykre...

Przez tematykę zawartą w powieści, cała treść jest przesiąknięta emocjami. Nie czułam ich od samego początku, ale im dalej brnęłam, tak pojawiało się ich coraz więcej. Emocje obejmowały mnie niczym meduza swoimi mackami i przyznam się, że w pewnych chwilach było mi niezwykle trudno po prostu się nie rozpłakać...
Trudno jest mi mówić o uczuciach, jak jest ich dużo, a tutaj w pewnym momencie jak jesteśmy w stanie je poczuć, to czujemy do samego końca.
Co ważna, książka ta posiada wiele zdań, które warto sobie zanotować, zapamiętać... Trzy z nich, te, które najbardziej mi się spodobały są oznaczone jako cytaty w tej recenzji. Jest ich o wiele więcej, ale nie chodzi tutaj o przepisywanie całej powieści. Tutaj chodzi o głębię, którą warto poznać.
Dlatego też reasumując, z całego serca polecam Teatr pod Białym Latawcem. To jedna z tych historii, o których szybko się nie zapomina. Nie tylko nasycona emocjami, wartościami, którymi warto w życiu się kierować, to dodatkowo dzięki bohaterom to wszystko jest tak bardzo prawdziwe. Pióro autorki jest lekkie i przyjemne, wciągające i jestem pewna, że niejednego z Was zachwyci.
Nie wiem, czy mieliście do czynienia z powieściami tej autorki czy tak jak ja - nie, to polecam z całego serca. Lepszego początku niż z tą pozycją chyba nie mogłam mieć.
Jestem zadowolona i nadal żyję tą historią - tak mocno przypadła mi do gustu. Po prostu musicie po nią sięgnąć. I już.

Ocena: 5/6
©Tylko magia słowa
Wydaje się, że Zuzanna Widawska ma wszystko – pracę, pozycję w środowisku, luksusowe mieszkanie i ukochanego u boku. Artykuł, który miał się stać przepustką do kolejnego szczebla kariery, stał się gwoździem do trumny. Znana dziennikarka jednego dnia traci to pozorne wszystko – zwolniona musi zapłacić gigantyczne odszkodowanie. Apartament zamienia na ciasne mieszkanko na Woli z dziwną sąsiadką w pakiecie, a partner odwraca się od niej w chwili, gdy najbardziej go potrzebuje. Zostaje sama. Wilczy bilet sprawia, że cudem dostaje posadę w czasopiśmie, po które nigdy by nie sięgnęła. Uważa, że praca w prasie dla kobiet jest poniżej jej talentu i umiejętności. By żyć, zagryza zęby. By podlizać się humorzastej szefowej i zyskać święty spokój na kilka tygodni, znajduje wyjątkowy temat do świątecznego numeru. Losy powojennej aktorki, fundacji opiekującą się osobami niepełnosprawnymi i upadający teatr stają się początkiem nowego życia zagubionej dziennikarki.

Człowiek bez wiary we własne siły i możliwości jest jak latawiec pozbawiony wiatru, który by go niósł w przestworza i pozwolił lecieć jak najdalej.

Teatr Stary na Woli i Fundacja Złotych Serc tworzą nierozerwalny, wydaje się, duet. Dyrektorzy tych instytucji wzajemnie się wspierają. Niestety, Teatr nie przynosi miastu zysków i władze stolicy decydują się na jego zamknięcie. To właśnie wtedy w Fundacji i Teatrze pojawiają się Zuza i Jakub – każde z innego powodu. Dla biznesmena Teatr stał się źródłem najgorszych wspomnień i początkiem rodzinnej tragedii oraz żałoby. Celem jego życia staje się zemsta. Jakie konsekwencje dla Teatru i Fundacji będą mieć decyzje Bilewicza? Jedyną osobą, która może zapobiec tragedii, wydaje się Zuza. Czy podoła powierzonym zadaniom?

W swojej najnowszej powieści jedna z moich ulubionych polskich autorek, Ilona Gołębiewska, połączyła trzy bliskie memu sercu światy – świat teatru, świat ogarnięty wojną w latach czterdziestych XX wieku i świat osób z różnymi typami niepełnosprawności. Teatr kocham i staram się kilka razy do roku zanurzyć w świecie kreowanym przez artystów na skrzypiących deskach. Tematyką wojenną interesuję się od kilku lat. Z chęcią czytam książki historyczne lub powieści fabularno-historyczne. Trzeci świat… Cóż, niepełnosprawna jestem od urodzenia, więc to właściwie moja codzienność. Rozpoczynając lekturę, postawiłam więc Autorce bardzo wysoką poprzeczkę. Czy sprostała moim oczekiwaniom? Tak! I podzielam opinię wielu Czytelniczek, że Teatr pod Białym Latawcem to, póki co, Jej najlepsza powieść.

[…] podopieczni Fundacji Złotych Serc sami są jak latawce.

Jak już wspomniałam, podopiecznymi Fundacji, a zarazem bohaterami świątecznego artykułu Zuzy, są osoby niepełnosprawne. Zajęcia muzyczne, teatralne czy z terapeutami są dla nich szansą na odkrywanie i pielęgnowanie pasji, kontakt z drugim człowiekiem. Są przede wszystkim źródłem radości i szczęścia. Niepełnosprawni jak nikt inny potrafią cieszyć się z małych rzeczy. Raduje ich gest, uśmiech, prosta czynność… Bo często ta prosta dla zdrowego człowieka czynność, dla nich okazuje się być zdobycie szczytu K2. Dzięki temu Ilona Gołębiewska udziela swoim Czytelnikom lekcji empatii, tolerancji, akceptacji i zrozumienia – tego, czego na co dzień brakuje niepełnoprawnym i ich bliskim.

Do tego świata - świata ufności, prostoty i prawdziwych uczuć oraz emocji trafia Zuza – kobieta poszarpana przez życie. Zdradzona, oszukana, osamotniona. Choć nie okazuje słabości, głęboko w sercu nadal pozostała Zuzią. Kobietą pragnącą miłości, czułości, bezpieczeństwa i uwagi. W towarzystwie niepełnosprawnych, pewnej wiekowej aktorki i pracowników Fundacji odkrywa nieznany jej dotąd świat i wyrusza w wędrówkę w głąb siebie.

Długo by można było jeszcze pisać o fabule i bohaterach. O aktorce Elenie, o jej przeszłości, o Bilewiczu czy dyrektorze Teatru. Ale tu chcę zakończyć tę część recenzji, by nie zepsuć Wam uczty. By nie zepsuć spotkania z tak wyjątkowymi postaciami i ich środowiskami. Z tymi emocjami i tragicznymi losami. Jestem pewna, że jeśli należycie do grona miłośniczek powieści obyczajowych, lektura wyciśnie z Was niejedną łzę i wywoła niejeden uśmiech.

Pisząc o książce Ilony, nie sposób nie wspomnieć o jej charakterystycznym już stylu. Kto czytał inne powieści tej autorki, to wie, że ona to prostu TO ma. Myślę, że poznałabym go bez patrzenia na okładkę czy notę wydawniczą. Co wyróżnia styl Ilony? Oprócz bogatego zasobu słownictwa, opisów poruszających wyobraźnię i serce, fragmenty nasycone życiowymi refleksjami, mądrościami czy radami. W zabieganej codzienności rzadko pytamy się o sens życia, definicję miłości czy przepis na szczęście. Narrator w powieści Ilony daje nam wiele drogowskazów. Momentami aż za dużo jak dla mnie. Było kilka takich chwil, gdy cichutko wzdychałam, ponieważ takie „wstawki” niepotrzebnie, w moim odczuciu, przeciągały akcję czy przerywały dialog. Wiem jednak, że są potrzebne i kilka fragmentów z pewnością trafi do Waszych notatników z wartościowymi cytatami.

Wojna, która brutalnie, z dnia na dzień, zabrała nam piękny świat teatru, niepełnosprawni, teatr. Te trzy składniki, tak pięknie połączone, stworzyły przejmującą powieść. Dającą ukojenie i nadzieję na to, że nigdy nie jest za późno, by odnaleźć szczęście i spełnić marzenia. Ja się nie zawiodłam. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia po ten tytuł. A Tobie Ilonko, dziękuję, że w swej prozie „przemyciłaś” niepełnosprawnych. My jesteśmy. Istniejemy. Funkcjonujemy. Żyjemy. A mam wrażenie, że dla świata filmu, książki i teatru właśnie wciąż jesteśmy tematem tabu… Jesteśmy jak te latawce, które choć unoszą się nad ziemią, są widoczne tylko dla tych, którzy podnoszą głowę.

Ocena: 5/6
©Recenzje Dropsa Książkowego
Człowiek bez wiary we własne siły i możliwości
jest jak latawiec pozbawiony wiatru,
który by go niósł w przestworza
i pozwolił lecieć jak najdalej.

Znów muszę Wam się przyznać, że zwróciłam uwagę na tę książkę ze względu na okładkę. Urzekły mnie wykorzystane kolory i lekkość zaprezentowanej na niej scenki. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłam, pomyślałam, że wprawdzie nie znam jeszcze autorki, ale chętnie przeczytałabym tę powieść. I tak się właśnie stało, że miałam ku temu okazję. Czy mi się podobała? Poniżej postaram się odpowiedzieć na to pytanie.

Najnowsza powieść Ilony Gołębiewskiej to historia trójki osób, których ścieżki krzyżują się i splatają. Zuzanna Widawska, do niedawna dziennikarka poczytnej gazety, której bezpardonowych zagrań bali się wszyscy, przez jeden błąd traci wszystko, co udało jej się zdobyć ciężką pracą. Z dnia na dzień kobieta ląduje w zapyziałej kawalerce mieszczącej się w starej kamienicy, gdzie ładna jest tylko nazwa ulicy, przy której stoi budynek - Magiczna. Podejmuje pracę w jednym z kolorowych czasopism dla kobiet, gdzie szczytem elokwencji jest wysmażenie artykułu o tym, jak poderwać piękną kobietę. Nie ma innego wyjścia, ponieważ w środowisku dziennikarskim jest spalona i nikt inny nie chce jej zatrudnić. Do tego wszystkiego sąsiadką Zuzy jest zwariowana staruszka, w której mieszkaniu wciąż przesiadują tabuny dzieci z najbliższej okolicy. Nikt chyba nie chciałby znaleźć się w takiej sytuacji. Stracić dosłownie wszystko, bo oprócz pracy, dobrej sławy, mieszkania i pieniędzy kobieta musiała pogodzić się również z odejściem narzeczonego i brakiem wsparcia ze strony matki. Nic dziwnego, że Zuzannie nie chce się żyć...

Drugą główną bohaterką jest Elena Nilsen, znana niegdyś aktorka, którą można było zobaczyć na najbardziej prestiżowych scenach. Kobieta ma już za sobą lata świetności, a jej całym światem są teraz dzieci, które uczy aktorstwa organizując im teatr podwórkowy. To właśnie ona jest nową sąsiadką Zuzanny. Na co dzień starsza pani wspiera też działania Fundacji Złotych Serc, która organizuje w teatrze na warszawskiej Woli coroczny Festiwal Magicznych Nut dla osób niepełnosprawnych. Mimo trudnego życia, którego lata dziecinne wypadły podczas wojennej zawieruchy i powojennego wracania do względnej normalności, kobieta ma więcej energii i chęci życia niż niejedna młodsza od niej osoba, a do tego roztacza wokół siebie niesamowity czar...

I wreszcie trzecia postać - niezwykle bogaty biznesmen, Jakub Bilski. Jego życie również nie rozpieszczało. Kilka lat wcześniej żona i syn mężczyzny mieli wypadek samochodowy. Kobieta zginęła na miejscu, natomiast chłopiec, wtedy kilkulatek zapowiadający się na wirtuoza skrzypiec, odniósł obrażenia, które uczyniły go niepełnosprawnym. Jakub żyje więc tylko dla syna, którym bardzo troskliwie się opiekuje. Chroni go do tego stopnia, że nastolatek nie ma kontaktu z rówieśnikami, jedynie z pomagającą jego ojcu opiekunką, Ludmiłą. Bilski cierpi, ponieważ nie potrafi uwolnić się od przeszłości i trudnych wspomnień, a także nie chce pogodzić się z tym, że sprawca wypadku, który zniszczył mu życie, wciąż pozostaje nieznany. Wolski teatr, obok którego zginęła jego żona, stał się dla mężczyzny miejscem przeklętym...

Przyznacie, że już tych troje bohaterów gwarantuje sporo emocji, a to jeszcze nie wszystkie postaci, które napotkacie na kartach powieści. Autorka zafundowała nam bowiem sporo wątków, powiązanych ze sobą na różne sposoby. Dużą przyjemność sprawiło mi śledzenie ich losów, choć muszę przyznać, że fabuła jest tutaj dość przewidywalna. Mniej więcej w połowie lektury udało mi się odkryć wszystkie karty. To jednak nie stanowiło dla mnie problemu.
Autorka operuje prostym językiem, bez niepotrzebnego patosu. Gra na naszych emocjach, jak na dobrze nastrojonych skrzypcach. Świetnie skonstruowani bohaterowie sprawiają, że stają nam się szybko bliscy, jak znajomi czy sąsiedzi. Klimat powieści jest ciepły i serdeczny, a obserwowanie przemian wewnętrznych zachodzących w Zuzannie i Jakubie to prawdziwa szkoła uczuć. Nie spodziewajcie się jednak dynamicznej akcji czy nagłych jej zwrotów. Pisarka snuje swoją opowieść w tempie dostosowanym do rytmu mijających w powieści dni.

Ilona Gołębiewska poruszyła w swojej powieści sporo trudnych tematów. Przede wszystkim zwróciła uwagę na osoby niepełnosprawne i ich potrzebę realizowania pasji mimo posiadanych ograniczeń. Dzięki powiązaniom poszczególnych postaci możemy obserwować relacje międzyludzkie, gdzie wachlarz uczuć oscyluje niejednokrotnie od nienawiści do miłości, nie pomijając przyjaźni czy stosunków dobrosąsiedzkich, ale także problemu oszustwa czy braku zaufania. Jak w życiu, gdzie skomplikowane sytuacje są na porządku dziennym. Dlatego uważam, że ta książka jest prawdziwa, życiowa.

Splot zdarzeń w książce pozwoli Wam zagłębić się zarówno w problemy uczuciowe par występujących w powieści, jak i poznać kłopoty fundacji i teatru, który z dnia na dzień ma zostać zamknięty. Co wyniknie z działań, które podejmą wspólnie Elena i Zuzanna? Jak zareaguje na całą sytuację Jakub? Kim jest Tomek i dlaczego Piotr tak bardzo przeżywa niebezpieczeństwo likwidacji teatru? Odpowiedzi na te i znacznie więcej pytań znajdziecie na kartach powieści. Polecam tę lekturę na długie, chłodne, jesienne wieczory.

Ocena: 5/6
©Bibliotecznie
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć