Rok we mgle
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.45 / 5.00
liczba ocen: 14580
KURSGA#Google Analytics
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
Pozostałe księgarnie
29.99 zł
Opis:

W gęstej mgle? W falach Pacyfiku? Na parkingu? W ciężarówce nieznajomego? Gdzie zniknęłaś?

Abigail i Jake wkrótce zamierzają się pobrać. Abigail jest młodą fotografką, która po tragicznej śmierci partnera układa sobie życie na nowo. Jake rozstał się z żoną. Samotnie wychowuje sześcioletnią córeczkę Emmę. Pewnego dnia Abigail wybiera się z dziewczynką na plażę. Kiedy robi zdjęcia, traci Emmę z oczu na kilkanaście sekund. Kilkanaście sekund, które zmieni się w najgorszy rok jej życia…

Co byłabyś w stanie zrobić, by odnaleźć ukochane dziecko?

Recenzje blogerów
Plaża w gęstej mgle. Dziewczynka i kobieta spacerują plażą. To taki ich rytuał. Dziewczynka zbiera muszle. Kobieta trzyma się na tyle blisko, aby nie stracić z pola widzenia dziewczynki. Dziewczynka nie jest jej córką. Kobieta jest partnerką jej ojca. Kobietę rozprasza coś co leży na plaży. Na sekundę, może dwie. Tyle wystarczy, aby dziewczynka zniknęła we mgle. Moment, w którym całe życie kobiety przestaje być takim, jakie było do tej pory.

Podobała mi się ta książka. Z początku myślałem, że spacer w takich okolicznościach to czyste szaleństwo, ale z drugiej strony być w takim “mleku”, gdzie jedynym bodźcem jest przytłumiony szum fal, jest perspektywą dość pociągającą – przynajmniej dla mnie. Fabuła nieśpieszna i utrzymana w koszmarnie dusznym klimacie. Ktoś kto szuka wartkiej akcji, nie powinien po nią sięgnąć. W tej historii wielokrotnie, wraz z bohaterką będziemy wracać do tych kluczowych w jej życiu sekund. Czy uda się odnaleźć dziewczynkę? Czy ona żyje? Nie, jeśli wierzyć lokalnej policji, ale… nic nie jest pewne w tej historii. Nic poza tym, że czytelnik widzi w danej chwili tylko tyle, ile mgła pozwala.

Czas jest ciągłością, bez końca rozwijającą się w przód i w tył.

Rok we mgle to solidnie napisana historia o wielkiej determinacji w sytuacji, w której nikt już nie słucha co bohaterka ma do powiedzenia. W tej beznadziejnej sytuacji, w której nikt poza nią już nie wierzy. Wreszcie o poświęceniu i głębokiej miłości do – bądź co bądź – nie swojego dziecka.

Książka zbiera różne oceny. Ja należę do grupy może niezbyt wielkich fanów, ale z pewnością tych, którzy z czystym sumieniem tę książkę polecą innym. Co niniejszym czynię

Ocena: 5/6
©Blog PanCzyta.pl
Są takie powieści, które bardzo trudno jednoznacznie przypisać do konkretnego gatunku literackiego i przekonałam się o tym kilkakrotnie na przestrzeni ostatnich kilku tygodni. Błędne określenie gatunku, albo nawet nieodpowiednie porównanie do jakiegoś popularnego tytułu może z kolei przyciągnąć nieadekwatną do treści grupę odbiorców i zapewnić falę negatywnych opinii. Taka sytuacja miała miejsce za granicą w przypadku Rozstania Katie Katimury, a w pewnym stopniu także u nas w odniesieniu do Roku we mgle Michelle Richmond. Zdecydowanie nie jest to bowiem klasyczny thriller.

Abigail znajduje się u progu całkiem nowego życia - wkrótce ma zostać nie tylko żoną Jake’a, ale też matką dla jego sześcioletniej córeczki Emmy. Wystarcza jednak kilka sekund by zniszczyć wizję ich przyszłego życia. Abigail traci z oczu dziewczynkę dosłownie na chwilę potrzebną do wykonania fotografii - tyle jednak wystarcza by Emma zniknęła bez śladu z plaży. Rozpoczynają się poszukiwania, a równocześnie kobieta rozpaczliwie stara się odtworzyć ostatnie chwile z Emmą, coś co ułatwiłoby jej znalezienie. Co wydarzyło się na plaży?

Punktem wyjścia dla fabuły rzeczywiście jest motyw zaginięcia dziecka, a więc temat, który często przewija się w thrillerach. Ale tak jak wspominałam na wstępie - nie jest to klasyczny przedstawiciel gatunku. Tajemnica zaginięcia Emmy stanowi zaledwie niewielki fragment fabuły, a sporo scen z nią związanych odgrywa się niejako „poza sceną”. Historia jaką opowiada Michelle Richmond jest wyraźnie ukierunkowana na postać narratorki - Abigail. Sporą część powieści stanowią rozwlekłe opisy i to nie tylko takie dotyczące otaczającej kobietę rzeczywistości, ale także rozważań na temat fotografii, pamięci a niekiedy nawet matematyki.

Zaproponowana przez Michelle Richmond narracja jest bardzo specyficzna i ja sama potrzebowałam chwili by do niej przywyknąć - do tego, że bardzo rzadko obserwujemy wydarzenia „bezpośrednio”; że Abigail wspomina tylko pewne wydarzenia i wzbogaca je dziwnymi, czasami nieco nie na miejscu rozważaniami np. obliczając na podstawie wzorów matematycznych w jakim rejonie może znajdować się Emma, biorąc pod uwagę czas od jej zaginięcia i sposób podróżowania potencjalnego porywacza. Trochę przeciwnie niż w przypadku powieści JP Delaney’a, gdzie podobał mi się początek powieści, a rozczarowało zakończenie, zaczęłam jednak doceniać prozę Michelle Richmond.

Na początku rozdziałów często pojawia się wzmianka ile czasu upłynęło od chwili zaginięcia Emmy, co w pewnym sensie zwraca uwagę czytelnika na subtelne zmiany w życiu Abigail i społeczności zaangażowanej w pewnym zakresie w proces poszukiwania. Michelle Richmond pisze o tym w jaki sposób ów wydarzenie wpłynęło na życie kobiety - podkreśla poczucie winy, rozpaczliwe próby odtworzenia feralnego dnia (czasami powodując u czytelnika poczucie wtórności) i powolny rozpad więzi Abigail i Jake’a. I radzi sobie w tym temacie bardzo dobrze. A chociaż wiem, że niektórzy zarzucają autorce „filmowe zakończenie”, jest w nim raczej słodko-gorzki posmak i sama nie chciałabym innego finału.

Nie do końca tego spodziewałam się po lekturze Roku we mgle, ale też i nie traktowałbym tego w kategorii wad. To przekonujące i emocjonalne studium kobiety pogrążonej w rozpacz i poczuciu winy. Dobry wybór dla czytelników lubujących się w powieściach obyczajowych z elementem tajemnicy. Ja jestem ciekawa co jeszcze skrywa autorka?

Ocena: 3+/6
©Złodziejka książek
Lubie thrillery i motyw zaginięcia bez śladu, więc bez większego zastanowienia sięgnęłam po książkę Michelle Richmond. Kilka słów o niej już za chwilkę.

CHWILA NIEUWAGI

Abigail to młoda pani fotograf, która w najbliższej przyszłości planuje ślub z Jake’m. On po rozwodzie samotnie wychowuje córkę, ona – próbuje ułożyć sobie życie po stracie chłopaka. I wszystko byłoby pięknie, może nawet trochę zbyt pięknie. Bo pewnego dnia kobieta zabiera malutką Emmę na plażę. Próbując uchwycić piękno nadmorskiej przygody, traci dziewczynkę z oczu. Dosłownie na chwilę. Bardzo istotną chwilę. Bo na chwilę za długo.

Rok we mgle to kolejna książka autorki bestesellerowego I że cię nie opuszczę, a dla mnie pierwsze spotkanie z twórczością Michelle Richmond. Jak huczy w Internecie wszem i wobec, POWINNO być naprawdę nieźle, więc moje oczekiwania również były całkiem niezłe.

Z czasem kontrast na fotografii słabnie, kolory płowieją, kontury są mniej wyraźne, a drobne szczegóły zamazane. Robimy zdjęcia, by zachować pamięć, a naturą zdjęć jest zapominanie.

Warto zacząć od tego, że zarówno po okładce, jak i po opisie, spodziewałam się thrillera. Zapierającej dech w piersiach opowieści pełnej mocno odczuwalnego napięcia z dreszczykiem strachu i innymi smaczkami. Problem w tym, że tej książki zupełnie nie mogę zaliczyć do tej kategorii. Prędzej widziałabym ją w obyczajówkach. I nie, wcale nie żartuję. Bo w Roku we mgle próżno szukać napięcia, próżno szukać pędzącej akcji i zaskakujących zwrotów akcji, które wbiłyby mnie mocno w fotel. Ba, nie czułam nawet strachu. Ani o życie zaginionej Emmy, ani tym bardziej głównej bohaterki. Co do Abigail, to wydawała mi się bardzo neutralna. Niektóre jej cechy mnie irytowały, inne – jak choćby determinacja i upór – podobały mi się. Za to Jake zupełnie nie zyskał mojej sympatii, może dlatego, że zabrakło mu moim zdaniem tej odrobiny męskości, odwagi i wyrozumiałości. Najbardziej w powieści podobały mi się wtrącenia dotyczące fotografii i fotografowania, a także przemyślenia z tym związane… I wiecie, naprawdę lubię motyw zaginionego dziecka, motyw ludzi znikających zupełnie bez śladu. Dlatego szkoda mi, że w tej opowieści nie został on odpowiednio zrealizowany..

Rok we mgle to według Washington Post książka mocno trzymająca w napięciu. Chyba niekoniecznie się zgadzamy, bo według mnie to po prostu ciekawa obyczajówka, którą całkiem szybko można przeczytać.

Ocena: 3+/6
©Caroline Livre
Zdarzają się powieści o barwnych opisach, zapowiadające książki trzymające w napięciu od początku do końca, które ostatecznie nie zawsze zgrywają się z fabułą. Czasami w tych opisach więcej jest obietnic bez pokrycia, a czasami czytelnik sam sobie dopowiada to, o czym chciałby przeczytać.

Mam to szczęście, że przed zabraniem się za Rok we mgle Michelle Richmond przeczytałam jej opis i klasyfikację gatunkową podaną na stronie wydawcy. Mam wrażenie, że w dużej mierze to uratowało mnie od totalnego książkowego zawodu. Po opisie można spodziewać się trzymającego w napięciu thrillera, a jednak książka więcej wspólnego ma z powieścią psychologiczną. Powiedziałabym nawet że to powieść psychologiczna z elementami thrillera.

Abigail, Jake i Emma stanowią zgrane trio i pomimo przykrych doświadczeń w poprzednich związkach próbują wspólnie stworzyć szczęśliwą rodzinę. Wszystko idzie w dobrym kierunku aż do dnia, w którym Abigail zabiera Emmę, córkę Jake’a, na plażę. Kobieta na krótką chwilę traci dziewczynkę z oczu, a kiedy się odwraca nigdzie jej już nie ma.
Dla mnie książka Richmond jest bardzo nierówna, chociaż po przeczytaniu opinii o jej poprzedniej powieści myślę, że obie napisane zostały w podobny sposób, a autorka zrobiła to z premedytacją. Rok we mgle w pierwszych rozdziałach zapowiada się naprawdę dobrze, pierwsze kilkadziesiąt stron ma więcej wspólnego z thrillerem niż psychologicznym przedstawianiem sytuacji. Fabuła do momentu zaginięcia dziewczynki bardzo mnie zaangażowała i wzbudziła moje zainteresowanie. Myślę, że na tyle, że gdyby część psychologiczna skrajnie mnie nudziła, przeskoczyłabym po prostu do samego zakończenia, żeby poznać finał tej tragedii.

W związku z tym, że spodziewałam się rozbudowanej płaszczyzny emocjonalnej bohaterów, ta środkowa część książki nie przeraziła mnie. Mam wrażenie, że była momentami mocno przegadana i nudnawa – niewiele wnosiła do historii, nie wpływała też na odbiór bohaterów. Jednak z drugiej strony robiło to też robotę, budowało klimat, sprawiało, że sama wchodziłam w ten zamęt ciągłych myśli bohaterów.

W tej powieści wyraźnie widać jak niespodziewane tragedie czają się na zwykłych śmiertelników za każdym rogiem i wyskakują w najmniej oczekiwanych momentach. Mam wrażenie, że Abigail w tej sytuacji boryka się z największą ilością problemów i emocji, dlatego autorka zdecydowała się na postawienie jej na pierwszym planie. Z jednej strony wchodzi w jako tako ustabilizowane życie ojca i córki, próbuje spełniać się jako zastępcza matka, stara się tworzyć stabilny związek i nagle wszystko wali jej się na głowę. Pojawiają się wyrzuty sumienia, inni bombardują ją oskarżeniami, a on staje na głowie, żeby posunąć śledztwo do przodu nawet wtedy, kiedy inni pogodzili się ze stratą i próbują iść ze swoim życiem do przodu. Dochodzi nawet do tego, że spotyka się ze specjalistą, który pomaga jej odzyskać ze wspomnień elementy, które pozornie wymazała już z pamięci. Wpada w psychiczny dołek i próbuje szukać pocieszenia wszędzie, bo Jake odcina się jakby od wszystkiego. To właśnie jego postać wydała mi się najbardziej nijaka, mam wrażenie, że za sprawą niedopracowania. Nie jestem w stanie zrozumieć jego zachowania.

Ona żyje. Wiem to. Jak możemy ją znaleźć, skoro nie wierzysz, że jest jeszcze jakiś powód, by jej szukać?

Zakończenie, na które tak bardzo czekałam od samego początku powieści, niestety bardzo mnie zawiodło. Było banalne, jakby zupełnie bez pomysłu i odrobiny kreatywności. Mimo że to powieść psychologiczna, autorka mogła odrobinę bardziej się wysilić.

To powieść, która bardzo szczegółowo opisuje tragedię zaginięcia dziecka. Jako lekturę polecam szczególnie osobom, które lubią zagłębiać się w szczegóły i zakamarki ludzkiej psychiki. Poszukującym w tej książce thrillera zdecydowanie odradzam. Przyjemność z tej powieści w dużej mierze zależy od nastawiania na to, co skrywa na kartach.

Ocena: 3+/6
©Rude recenzuje
Choć pierwsza powieść Michelle Richmond, z jaką miałam okazję się zapoznać - I że cię nie opuszczę - nie wywarła na mnie zbyt wielkiego efektu, to postanowiłam nie zniechęcać się zbyt mocno do jej twórczości i sięgnąć po inną z jej książek, Rok we mgle. Wiecie, czasami pierwsze spotkanie bywa nie do końca udane, a potem okazuje się, że po prostu sięgnęło się po jedną z tych słabszych opowieści autora, które akurat powstały wtedy, gdy miał gorszy okres – to się zdarza każdemu, a zwłaszcza pisarzom! Wena to bardzo kapryśne stworzonko… Czy zatem moja opinia na temat twórczości Richmond uległa poprawie?

Chyba nie do końca… Możemy to teraz rozpatrywać w dwóch płaszczyznach. Rok we mgle to powieść, którą odbieram identycznie jak I że cię nie opuszczę. Zatem może to sugerować, że autorka przynajmniej utrzymuje stały poziom swojej twórczości, ma jasno określone cele, trzyma się tego, co bezpieczne i po prostu ma swój styl i wizję. Po części jest to prawda, aczkolwiek trzeba też napisać o tym, że w jej powieściach po prostu czegoś mi brakuje. Ogółem staram się unikać porównań jednej książki do drugiej, ale w tym przypadku będzie to ciężkie do zrobienia, gdyż podczas lektury tej powieści przypadły mi do gustu dokładnie te same elementy, co w przypadku pierwszego spotkania z twórczością autorki. Richmond ma dobry styl, dzięki czemu książkę czyta się naprawdę bardzo szybko, a wyobraźnia jest w pewien sposób poruszona – ponownie miałam wrażenie, że po prostu przed moimi oczami rozgrywa się film. Zatem co jest nie tak?

Przede wszystkim powtarzalność, brak budowania napięcia i lepszego tempa akcji. Zacznijmy od tego, że Richmond ponownie wzięła na tapetę dosyć oklepany temat, tym razem nie motyw sekty, a zaginięcia dziecka. Fabuła jest do bólu przewidywalna, bowiem z łatwością można dojść do tego, jak historia się potoczy i jaki będzie jej finał (swoją drogą raczej mało porywający finał, zdecydowanie nie jest to coś, co wbije czytelnika w fotel i zabierze mu dech w piersi). Tempo akcji? Bardzo kiepskie, można wręcz odczuć wrażenie, że jest do granic możliwości rozwleczona, a my snujemy się za główną bohaterką. I choć stale towarzyszyło mi to uczucie „oglądania filmu” (że tak polecę skrótem myślowym, który chyba jednak każdy książkoholik zrozumie), to jednak obawiam się, że gdybym faktycznie oglądała tego typu film, to niejednokrotnie ucięłabym sobie drzemkę – niechcący. Tutaj przy życiu trzymały mnie chyba jedynie krótkie rozdziały i po prostu przyjemny język, bo zdecydowanie nie mogę napisać, że była to kwestia porywającej fabuły.

Mimo wszystko historia sama w sobie jest logiczna i sensowna, aczkolwiek bardzo oklepana i przewidywalna. Rok we mgle o tyle wygrywa z książką I że cię nie opuszczę, że nie jest absurdalny. To taka życiowa opowieść, choć nie pojawia się w niej nic zaskakującego. Niestety, muszę ze smutkiem stwierdzić, że jak na tego typu tematykę, jest tutaj zbyt mało emocji – niby są tam jakieś zaczątki pewnych uczuć, takich jak tęsknota, miłość, oddanie, smutek, radość, rozpacz… Ale to wszystko jest takie płytkie, pozbawione głębi i realizmu. Właściwie wszystko w tej powieści jest bardzo jednolite i w tym przypadku nie jest to zaleta…

Sami bohaterowie są dosyć trudni do określenia. Jake, ojciec zaginionej dziewczynki, ma bardzo dziwne podejście do całej sprawy. Najpierw porusza niebo i ziemię, aby odnaleźć córkę, ale bardzo szybko się poddaje i właściwie ciężko jest stwierdzić, czego pragnie od życia. Z kolei Abigail, jego narzeczona, obwinia się za to, że Emma zaginęła, aczkolwiek ma w sobie znacznie więcej determinacji niż Jake, choć nie jest matką dziewczynki i zna ją zaledwie od roku. Dobrą rzeczą było to, że faktycznie dało się zauważyć zmiany, jakie zachodziły w jej zachowaniu – początkowo była pełna rozpaczy i obwiniała się na każdym możliwym kroku, ale potem uparcie trzymała się nadziei, że Emma się odnajdzie. Jednak te emocje nie były zbyt mocno nakreślone, bardziej wynikało to z faktu, że padały po prostu tego typu sformułowania, bowiem gdybym miała faktycznie poczuć to, co główna bohaterka, to raczej nic by mi się nie udzieliło.

I niby jest tutaj to, co być powinno, ale zdecydowanie po zakończeniu lektury (a nawet i w trakcie) odnosi się wrażenie, że to wszystko dało się napisać lepiej. Wciąż czegoś brakuje, takiej finezji, klimatu, emocji – niby język autorki jest bardzo płynny i plastyczny, a jednak wszystko wydaje się być takie sztywne. Chwilami bywa nużąco, całość jest przewidywalna, aczkolwiek książka ta sprawdzi się w przypadku czytelnika poszukującego chwili wytchnienia od mocniejszych lektur, który z przymrużeniem oka podejdzie do słowa „bestseller” i nie będzie miał zbyt wielkich oczekiwań.

Ocena: 3/6
©BookeaterReality
Richmond napisała książkę, w której czas jednocześnie ucieka i dłuży się w nieskończoność. Pamięć jest plastyczna, a wspomnienia sprawiają wrażenie - zupełnie jak fotografie. Moment, który daje się interpretować w zależności od obserwatora. Kilka sekund nieuwagi głównej bohaterki Roku we mgle zamienia lekturę w mozolną podróż czytelnika, przepełnioną poczuciem winy, poszukiwaniami spisywanymi na straty przez statystyki, pogłębiającym się dystansem między postaciami i nadzieją, której często niezwykle trudno się trzymać. Celowe działanie autorki ujawnia się po dziesiątkach, a może dopiero po stekach stron. Najpóźniej wtedy czytelnik będzie musiał dokonać wyboru: wytrwać do końca, czy zrezygnować? Zupełnie jak główni bohaterowie... Richmond udało się odwzorować atmosferę panującą w powieści, choć nie każdy to zniesie. Domniemania i dezorientacja rządzące fabułą wymagają wytrwałości, ponadprzeciętnej empatii lub po prostu cierpliwości. Nagrodą jest niebanalne zakończenie, ale każdy sam musi zdecydować, czy gra jest warta świeczki. Rok we mgle igra z determinacją, nie trzymającym w napięciu łączeniem faktów, przy czym odliczając czas, może podświadomie zmusić do liczenia stron.

Recenzja: Rok we mgle

Ocena: 3/6
©paratexterka
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć