Małe Licho i tajemnica Niebożątka
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.16 / 5.00
liczba ocen: 212
Papwerwhite 4#amazon
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
27.99 złpremium: 16.79 zł
20.57 zł
23.79 zł
23.79 zł
27.99 zł
Pozostałe księgarnie
22.39 zł
23.79 zł
25.19 zł
26.59 zł
27.99 zł
27.99 zł
Opis:
W pewnym starym, niesamowitym domu na uboczu, za wysokim ogrodzeniem mieszka chłopiec imieniem Bożek, zwany też Niebożątkiem, który nigdy nie jest sam. Bo oprócz starej skrzyni ze skarbami i najfajniejszej mamy pod słońcem ma też najprawdziwszego anioła stróża... a pod jego łóżkiem mieszka potwór, który ciągle podkrada mu kapcie…
 

Nadchodzi jednak dzień, kiedy Bożek musi wreszcie opuścić swój niezwykły dom i poznać lepiej świat po drugiej stronie ogrodzenia – świat bez szumu anielskich skrzydeł i uścisku potwornych macek. Tylko czy jest na to gotowy? I czy sam świat również jest gotowy na Bożka oraz wielką tajemnicę, jaką skrywa chłopiec?
„Małe Licho i tajemnica Niebożątka” to trochę zabawna, a trochę straszna historia o tym, że bycie innym wcale nie jest takie złe, jak może się z początku wydawać, oraz o tym, że najważniejsze jest zawsze bycie sobą.
Opowieść dla wszystkich fanek i fanów Marty Kisiel i dla tych, którzy jeszcze jej nie znają!

Recenzje blogerów
Jak potworniasta gromadka Niebożątko piastowała

Małe Licho i tajemnica Niebożątka to najnowsza książka dowcipnej Marty Kisiel, napisana jak zwykle w klimatach fantastycznych, tym razem skierowana zaś do najmłodszych czytelników. Jednak ze względu na pomysłowość pisarki dobrze bawić się przy niej mogą także starsi.

Głównym bohaterem powieści jest około dziewięcioletni Bożydar Antoni Jakiełłek, zwany pieszczotliwie Bożkiem, najmłodszy mieszkaniec niezwykłego domu pełnego nadprzyrodzonych stworzeń: aniołów, duchów, mackowatych potworów, utopców oraz równie nietypowych ludzi: mamy i dwóch wujków – przypominającego wikinga Turu, a także sarkastycznego właściciela posesji Konrada. Chłopiec prowadzi beztroskie życie do momentu, gdy dorośli uradzają, że musi pójść do normalnej szkoły. A stanowi to pewien problem ze względu na jego bardzo specyficzną Przypadłość. I póki znajduje się na posesji, pod czułą opieką swojego anioła stróża, czyli dobrze znanego z twórczości Ałtorki Licha, nikt nie dowie się, na czym polega jego Wielka Tajemnica.

W szkole pojawiają się pewne problemy – bo Bożek nie wie, co to jest FIFA, nie dostaje kanapek z pasztetem jak inni uczniowie i zaczyna zdecydowanie nadużywać zwrotu Wcale że nie! I przede wszystkim chłopiec chce dowiedzieć się jak najwięcej o swoim tacie, co wcale nie jest takie proste, a wszystko to razem wzięte prowadzi do emocjonującego finału... Ku mojej uciesze Ałtorka zgrabnie wplotła w fabułę balladę J. W. Goethego Król elfów oraz sporo cytatów z innych romantycznych dzieł, choć nieco złagodziła słownictwo Turu, ale tak powinno być w książce dla dzieci. Całości świetnie dopełniają zaś zabawne ilustracje Pauliny Wyrt, idealnie oddające lekki chaos panujący w życiu postaci. Co więcej, jest też sporo dyskretnie podanych elementów dydaktycznych. I oczywiście nie brakuje charakterystycznego stylu Marty Kisiel, choć w porównaniu do jej innych utworów jest nieco mniej sarkastyczny: Cukier buzował w żyłach, balony pękały z hukiem, trzaskał naelektryzowany poliester.

Małe Licho i tajemnica Niebożątka to pełna humoru, fantazji i rodzinnego ciepła książka, która uczy dorosłych, jak postępować z dziećmi, jak i pociechy, jak lepiej zrozumieć starszych. To również niezwykła, obfitująca w nadprzyrodzone istoty opowieść o dorastaniu i radzeniu sobie z emocjami, a także akceptowaniu swojej inności. Czy miłośnicy fantastyki muszą przejmować się pierwszymi dwoma cyframi swojego PESEL-u? Wcale nie!

Ocena: 4+/6
©Głodna Wyobraźnia
Kto zna historię willi Lichotki i jej mieszkańców, nie może przejść obojętnie obok tej książeczki. Co ja gadam, nawet jeśli nie wiecie, co to Lichotka, koniecznie przeczytajcie Małe Licho! I nieważne, czy macie lat siedem, czy siedemdziesiąt siedem - Małe Licho poznać musicie!

Niebożątko to główny bohater tej opowieści. Dziewięcioletni Bożek, do tej pory zwany często Niebożątkiem, staje przed nowym wyzwaniem, które w ogóle mu się nie podoba. Nadszedł bowiem dzień, w którym wujek Konrad oznajmił reszcie mieszkańców pewnego domu pełnego magii i różnych dziwnych stworzeń, że Bożek powinien wreszcie wyjść do ludzi, w tym konkretnym wypadku - pójść do szkoły... Do tej pory bowiem chłopiec mieszkał sobie bezpiecznie w starym, tajemniczym domu, będącym własnością wspomnianego wujka Konrada. Towarzyszami jego zabaw byli mały potwór Gucio, anioł stróż w puchatych bamboszkach hand made, Licho, oraz stado różowych królików. Smakowite posiłki gotował Krakers, potwór znacznie większy od Gucia, zamieszkujący podziemia domu, a ogarnianiem życia zajmował się anioł Tsadkiel. Do tego towarzystwa zaliczyć należy także wujaszka Turu i mamy właściwie komplet, bo mama Bożka i wujek Konrad raczej do tej wesołej ferajny się nie zaliczają. Mama, bo jest po prostu mamą, a wujek Konrad, bo przez większość roku kalendarzowego jest smutny i ponury. Teraz jednak wszystko ulegnie zmianie. Bożek jest przerażony nową perspektywą i nieznanym, które go czeka. Nowa szkoła, nauczyciele, koledzy, nauka... Dlaczego nie może zostać tak, jak do tej pory? Tyle czasu uczył się sam w domu i wszyscy byli zadowoleni! Po co wujek Konrad zmusza go do czegoś, czego Bożek nie chce?! Emocje aż buzują w sercu chłopca, który sam do końca nie wie, co z tym fantem zrobić. Wyjścia nie ma, więc chłopiec rusza do szkoły 1 września i robi co może, by poradzić sobie w tej nowej sytuacji. Łatwo nie jest, bo nowi koledzy uważają go za dziwaka, stroją sobie z niego żarty... Bo kto to widział, żeby nie wiedzieć na przykład, co to jest FIFA? Jak chłopiec wybrnie z tego impasu? Po co wujaszek Turu uszyje strój anioła? Co wyniknie z kpin kolegów? I kto ruszy na ratunek, kiedy sytuacja wymknie się spod kontroli?

Ta opowieść idealnie nadaje się do biblioterapii. Znajdziecie tutaj lęki, które ktoś stara się oswoić, złe emocje, wściekłość i rozczarowanie, nad którym ktoś musi nauczyć się panować, otuchę i wsparcie w każdej ilości, a także życzliwość i przyjaźń, bez których ciężko radzić sobie z trudnościami. A wszystko to zostało podlane sosem upichconym z miłości, ze szczyptą przytulania sympatycznymi mackami i kubkiem ciepłego kakao. Czyż nie jest to idealna lektura na każdą porę dnia i nocy? I dla każdego, kto akurat potrzebuje natychmiastowej poprawy nastroju? JEST!

Styl Ałtorki jest niepowtarzalny. Marta Kisiel pisze z humorem i lekko, a jej powieści czyta się tak, jakby człowiek leżał sobie wygodnie na pachnącej kwieciem wszelakim łące i oglądał płynące po niebie baranki, ewentualnie tęczowe bańki mydlane lub piórka anielskie. Czyż to nie genialna perspektywa? Czysta beztroska i dobry humor.

Jeśli nie czytaliście jeszcze Dożywocia ani Siły niższej, to również polecam, a może nawet warto przeczytać je przed lekturą Małego Licha i tajemnicy Niebożątka. Wtedy dodatkową przyjemność stanowi wiedza o przygodach bohaterów tej historii, pochodząca z wymienionych tomów.

Ocena: 6/6
©Bibliotecznie
Kisiel – mniam mniam

Co wspólnego ma kisiel z Martą? A to, że tak samo przepadam za deserem i Ałtorką. Z każdą książką coraz bardziej. Małe Licho i tajemnica Niebożątka to trzecia, którą przeczytałam. Nie znałam wcześniej Dożywocia ani Siły niższej, więc wszyscy bohaterowie byli dla mnie całkiem nowi. A jak przebiegło to spotkanie? Sprawdźcie.

Kto? Gdzie? Dlaczego?

W starym, dziwnym, ale przytulnym i ciepłym domu mieszkają bardzo nietypowe postaci. Mamy więc Bożka, jego mamę, wujka Konrada i wujka Turu, dwa anioły – Licho i Tsadkiela, potwory i jeszcze inne istoty z tamtego świata. Żyją sobie w harmonii, chociaż w pewnym momencie coś w tym instrumencie zaczyna nie grać. Do tej pory uporządkowane życie Bożka się zmienia – musi iść do szkoły. Dla dziewięciolatka, który do tej pory znał swoje otoczenie, ludzi wkoło siebie (no może nie tylko ludzi) jest to wielki szok. Boi się nieznanego, boi się tego, że będzie odrzucony. No bo kto inny ma swojego anioła stróża, z którym może się bawić, komu pradawny potwór robi kakao i smaży racuchy? Nadchodzi Wielki Dzień i Bożek idzie do szkoły. Niestety jest tak jak się spodziewał. Jest traktowany jak odmieniec, jak dziwadło, bo się wyróżnia. Wszystko to prowadzi do Wielkiej Katastrofy. Pewnego dnia Bożek znika.

W domu wybucha panika, dlatego, że wszyscy doskonale wiedzą gdzie Bożek jest, a muszą zdążyć i sprowadzić go do domu zanim jego mama wróci z delegacji. Na odsiecz w Zaświaty wyrusza wujek Konrad, który jakby się mogło wydawać najmniej się do tego nadaje. Bo Licho jest za mały i za dobry, wujek Turu jest za gruby, a reszta, no cóż, reszta się po prostu nie sprawdzi. Co zdarzyło się dalej? Czy Bożek zostanie uratowany? Jaka jest tajemnica Niebożątka i co czeka na niego w Zaświatach? Nie chcę Wam zdradzać całej treści książki, bo naprawdę powinniście przeczytać.

Prosto w sedno

Ałtorka ma niesamowity talent do przedstawienia tematów bardzo WAŻNYCH poprzez pozornie lekką opowieść dla dzieci. Bo Małe Licho i tajemnica Niebożątka mogą przeczytać dzieci, chociaż polecam rodzicom przeczytanie go wcześniej, żeby umieć odpowiadać na trudne pytania, które na pewno się pojawią. Ale mogą, a nawet powinni przeczytać ją także dorośli. Dlatego, że mam wrażenie, że w całym naszym codziennym zabieganiu zapominamy o tym co się naprawdę liczy. Książka uświadamia nam również, że bycie innym jest fajne. To, że się wyróżniamy, a ktoś nie potrafi tego zaakceptować jest właściwie problemem tego kogoś, nie naszym.

Nie wiem czy świadomie, czy nie, ale Ałtorce udało się wprowadzić takie elementy grozy jakie znajduję u Gaimana. Książka czasem przypominała mi Nigdziebądź, a czasem Koralinę. Wyszło jej to wspaniale. Jestem pod wielkim wrażeniem tego jak Ałtorka potrafi rozczulać, by za chwilę człowiek trząsł się ze strachu. Całości dopełniają uroczo-straszne ilustracje Pauliny Wyrt. Dziękuję za wspaniałe chwile spędzone z książką i już z niecierpliwością czekam na kolejną.

Ocena: 6/6
©Czytanie na śniadanie
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć