Skaza
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.50 / 5.00
liczba ocen: 4
Papwerwhite 4#amazon
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
29.90 złpremium: 17.94 zł
18.00 zł
19.43 zł
23.92 zł
25.02 zł
Pozostałe księgarnie
17.94 zł
23.92 zł
24.22 zł
25.05 zł
25.06 zł
25.42 zł
26.91 zł
29.90 zł
Opis:
Są ciała, nie ma zbrodni. Tylko krzyk z przeszłości domaga się prawdy... Mocny, mroczny kryminał. Nowa mistrzowska seria Roberta Małeckiego, autora bestsellerowego cyklu z Markiem Benerem.
 

Zimą 2018 roku ze skutego lodem jeziora obok Chełmży zostają wyciągnięte zwłoki nastolatka. Patolog jest pewien, że śmierć chłopca nastąpiła w wyniku utonięcia. Znamion przestępstwa nie nosi też ciało starszego, bezdomnego mężczyzny o nieustalonej tożsamości. Oba zgony łączy tylko mroźna noc. To jednak za mało, by rozpocząć śledztwo.
Zdaniem komisarza Bernarda Grossa pytań w obu sprawach jest zdecydowanie więcej niż odpowiedzi. Kiedy zaczyna je zadawać, mieszkańcy niewielkiego miasteczka nabierają wody w usta. Gross wie, że ich milczenie to mur, za którym czają się duchy przeszłości. Jeśli zdoła go przeskoczyć, dowie się, że kluczem do odkrycia prawdy jest wyjaśnienie starej sprawy tajemniczego zaginięcia małżeństwa niejakich Tarasewiczów…

CYTATY:
Milczenie to skarb z ukrytą tajemnicą.
Recenzje blogerów
W moim odczuciu, Skaza to bardzo dobry kryminał policyjny, w którym wprawdzie nie znajdzie czytelnik nagłych zwrotów akcji i tętniących sensacją scen, natomiast zderzy się z duchami przeszłości i mozolnymi próbami ukrycia prawdy, nadającymi całości powieści niepowtarzalny, mroczny klimat małej miejscowości, tarzającej się w nieczystych sprawkach swoich mieszkańców.

Z wielką niecierpliwością będę oczekiwać drugiego tomu z komisarzem Grossem w roli głównej, ponieważ autor zadbał o to, aby zarzucić na odbiorcę sieć delikatnie zarysowanych wątków, otwierających drogę do kontynuacji. Z jakimi demonami przyjdzie się jeszcze zmierzyć głównej postaci i jakie śledztwo "na prowincji" przyjdzie mu prowadzić, o tym przekonamy się za jakiś czas.

Cała opinia dostępna jest na moim blogu: Skaza

Ocena: 6/6
©Domi Czyta
Są tacy autorzy, których książek polecać mi nie trzeba. Jednym z nich bez wątpienia jest Robert Małecki. Cykl książek z Markiem Benerem został dobrze przyjęty przez czytelników, w tym również przeze mnie. 5 września 2018 roku, ukazała się kolejna powieść autora, zatytułowana Skaza. Książka ta jest odrębnym bytem i rozpoczyna nowy cykl.

Skaza wciągnęła mnie od pierwszych stron. Nie przesadzę, jak napiszę, że z góry czułam, że książka będzie dobra. Znam twórczość autora, dlatego też wiedziałam czego mogę spodziewać się po tej powieści.

Robert Małecki postawił na dwutorową akcję. Wydarzenia bieżące, przeplatają rozdziały, które opowiadają o zdarzeniach sprzed dekady. Dzięki tym retrospekcjom możemy poznać nie tylko zależności, które łączą obie ofiary, ale także prywatną tragedię, jaka dotknęła głównego bohatera. Autor nie oszczędził Bernarda Grossa. Sytuacja, która miała miejsce dziesięć lat temu, na zawsze zmieniła życie komisarza, a także doprowadziła do rozpadu jego rodziny.

To, co bardzo mi się podobało w Skazie to również połączenie wątku kryminalnego z tłem obyczajowym. Bohaterowie książki nie pozostają anonimowi, poznajemy ich losy w większym, lub mniejszym stopniu. Poza tragedią Grossa, autor pokusił się o wplecenie niemoralnego romansu Skalskiej i Otręby - dwójki policjantów, przyjaciół głównego bohatera.

Robert Małecki zdecydowanie należy do czołówki polskich pisarzy. Jego kryminały mają niepowtarzalny klimat, a opisy miejsc zbrodni, choć nie są zbyt drastyczne, idealnie oddają charakter książki. Nie łudźcie się, że akcja będzie pędzić tu na złamanie karku. Śledztwo rozkręca się pomału, za to z rosnącym napięciem, a tym samym naszą ciekawością. Nie ukrywam, że z żalem czytałam ostatnie strony powieści. Polubiłam się z Bernardem Grossem - ambitnym, dobrym, aczkolwiek skrzywdzonym przez życie człowiekiem. Z autentycznym mężczyzną, wyposażonym przez autora w intelekt i broń, a nie super moce.

Z niecierpliwością oczekuję kolejnej części losów komisarza. A Wam szczerzę polecam! Nie może być inaczej.

Ocena: 6/6
©Kasia i Książki
Roberta Małeckiego, toruńskiego twórcę kryminałów, obwołałam moim literackim objawieniem ostatnich lat. Małecki, choć debiutował dopiero 2 lata temu, zdążył wyrobić sobie pewną renomę swoimi mrocznymi, dopracowanymi powieściami z serii z dziennikarzem Markiem Benerem. Kiedy więc na rynku pojawił się pierwszy tom nowego cyklu, tym razem z policjantem Bernardem Grossem, aż zacierałam ręce z radości, ciesząc się na kolejne świetne książki. Akcja Skazy toczy się niedaleko Torunia (terenu Benera), w niewielkiej Chełmży. Czytelnicy kryminałów dobrze wiedzą, jak wdzięcznym tłem są takie małe miasteczka, w których niby każdy o każdym wszystko wie, ale jak przychodzi co do czego to okazuje się, że skrywają niejedną tajemnicę. Czy Robert Małecki wykorzystał tkwiący w Chełmży potencjał?

Zimą 2018 roku spod lodu skuwającego Jezioro Chełmżyńskie zostają wyciągnięte zwłoki nastolatka. Patolog stwierdza, że był to nieszczęśliwy wypadek, i chłopak utonął. O przestępstwie wydaje się nie być mowy również w przypadku starszego, bezdomnego mężczyzny NN, który zostaje znaleziony martwy na łódce uwięzionej w lodzie tego samego jeziora. Zgony łączy pozornie tylko ta jedna mroźna noc: noc, kiedy oba ciała zostały odnalezione. A jednak komisarz Bernard Gross, na przekór kolegom z policji, uważa, że te sprawy nie są tak oczywiste i generują więcej pytań niż odpowiedzi. Zaczyna więc żmudne śledztwo, którego nie ułatwiają mu mieszkańcy Chełmży, nabierając wody w usta. Okazuje się, że chełmżanie ukrywają sekrety z przeszłości… I to w niej trzeba będzie szukać rozwiązania.

Psem nie zostajesz wtedy, gdy zakładasz mundur. Psem zostajesz, nasiąkając złością na wyrządzane zło, gdy w dobrym człowieku wyczuwasz skazę. Gdy po pracy widzisz, jak wyrostek rzuca w przystanek autobusowy kubłem na śmieci, jak mąż przystawia żonie nóż do gardła, jak pedofil zastawia sidła na dziecko. Psem zostajesz wtedy, gdy reagujesz. Nie odwracasz się, nie uciekasz, tylko instynktownie działasz. Zwalczasz zło bez względu na sytuację.

Takim bezkompromisowym gliną jest Bernard Gross. Dziesięć lat temu ktoś włamał się do jego mieszkania i zaatakował znajdującą się tam żonę mężczyzny. Po napaści Agnieszka Gross znajduje się w bardzo ciężkim stanie: nie ma z nią kontaktu, chociaż jest przytomna. Kobieta jest pacjentką toruńskiego zakładu opiekuńczo-leczniczego fundacji „Światło”, i choć Gross pewnie nigdy nie wypowie tego na głos, po tylu latach przestał już liczyć na cud. Mimo to odwiedza wciąż żonę, czyta jej książki i poprawia jej ciało na poduszkach. Komisarz żyje z poczuciem winy od lat – uważa, że napad na jego żonę był aktem zemsty kogoś, komu jako stróż prawa nadepnął na odcisk. Tego jednego dnia, dziesięć lat temu, wszystko się dla niego skończyło. Żona niby jest, ale odeszła, rodzina się rozpadła, syn się załamał i odsunął od ojca… Gross został sam. I jedyne, co trzyma go w ryzach to praca.

Taki bohater nie cofnie się przed niczym, bo i nie ma nic do stracenia. Dlatego komisarz jest gliną nieustępliwym, upartym, a może nawet – jak mogliby stwierdzić jego przełożeni – upierdliwym. Jeśli jakiś element śledztwa nie daje mu spokoju, to będzie drążyć tak długo aż dojdzie do sedna. Widać, że Małecki lubi tak konstruować swoich bohaterów: to twardzi mężczyźni silni swoją rozpaczą. To ona pcha ich do brawurowych, a czasem wręcz niebezpiecznych czynów, co pozwala im być tak dobrymi śledczymi. Gross dość mocno przypomina Benera: obaj stracili w pewnym sensie żony (Benera zaginęła, a Grossa została poszkodowana tak mocno, że popadła w stupor, w którym tkwi już dziesięć lat), obaj są zdeterminowani, by odkryć prawdę, i wreszcie obaj są dość nieprzystępni i zamknięci w sobie. Jeśli coś miałabym zarzucić Skazie to właśnie to, że autor „powielił” niejako głównego bohatera, za główną różnicę czyniąc to, że Gross jest gliną, nie zaś dziennikarzem.

Do śledztwa natomiast nie mogę się przyczepić, bowiem formalnie wszystko jest w porządku. Zagadki mające swe korzenie w przeszłości są dość wdzięczne i dają duże pole do popisu: nie inaczej było w przypadku najnowszej książki Roberta Małeckiego. To brudne sprawki małych miasteczek: tu w grę nie wchodzą wielkie układy, szychy stojące na czele polityki czy biznesu, ani fortuny do przejęcia. W Chełmży, jak chyba w każdym małym mieście, zbrodnie też są „małe”, co nie znaczy, że mniej brudne. O nie, ma się wrażenie, że niskie pobudki bohaterów Skazy przez swą małość są jeszcze bardziej okrutne. Zdrady, rodzinne kłótnie, dzieci o nieustalonym ojcostwie… Włosy stają dęba, gdy czytelnik sobie uświadomi z jakich powodów, czasem bardzo błahych, jeden człowiek jest w stanie zabić drugiego człowieka.

Jednakże dla mnie ciekawszy niż główne śledztwo jest wątek napadu na dom i żonę komisarza Grossa. Znając Roberta Małeckiego jestem pewna, że w drugim tomie zdradzi więcej na temat tego, z jakiego powodu ktoś zaatakował Agnieszkę Gross. Komisarz będzie zapewne drążył i dociekał, a ja będę znów gryźć palce, chcąc się dowiedzieć, co zaszło przed laty. W nizaniu nitek takich złożonych intryg Małecki jest mistrzem! W związku z tym czekam niecierpliwie na tom drugi cyklu. I choć póki co nie przywiązałam się do Grossa tak, jak do Benera to jestem pewna, że autor nakreśli nam dopiero dokładniej jego portret, cieniując go i dodając kolejne szczegóły, by czytelnik z tomu na tom znał go i rozumiał coraz lepiej. Czuję, że mogę być o to spokojna i że Małecki mnie nie zawiedzie.

Ocena: 5-/6
©tanayah czyta
Robert Małecki – autor trylogii kryminalnej o przygodach dziennikarza Marka Benera – oddaje w nasze ręce nową powieść. Tym razem bohaterem jest komisarz policji Bernard Gross, który po tragicznych przeżyciach rodzinnych przeniósł się do niewielkiego miasta niedaleko Torunia. Cały poprzedni cykl Małeckiego rozgrywał się w Toruniu i jego okolicach, teraz też miejscem akcji jest województwo kujawsko-pomorskie. Co się może dziać w małym mieście? Praca policjanta może być nudna i sprowadzać się do tropienia drobnych złodziejaszków. Tym razem jednak są dwie ofiary. Młody chłopak być może wpadł do jeziora i utonął, zaś starszy mężczyzna zamarzł na łódce. Przypadek?

Komisarz Bernard Gross jest już o krok od zamknięcia sprawy, ale coś jednak mu nie daje spokoju. Intuicja go nie zawodzi. To nie były przypadkowe zgony, a przyczyn należy szukać wiele lat wstecz. Czytelnik nie tylko z zainteresowaniem może śledzić intrygującą historię kryminalną, ale poznaje też życie prywatne bohatera. Skaza to kryminał wciągający i pełen zagadkowych zwrotów akcji. Małecki nie opublikował tyle powieści, co Remigiusz Mróz, którego można nazwać Kraszewskim polskiego kryminału. Jednak wydaje się, że może zagrozić dominacji “mistrza”.

Podobnie jak w debiutanckim cyklu pisarza, tu też mamy zasadniczą akcję oraz wątek dodatkowy, uboczny, ale prawdopodobnie będący spoiwem cyklu. Komisarz Bernard Gross był w przeszłości celem ataku niezidentyfikowanych bandytów. W napadzie ucierpiała jego żona, która od lat jest w stanie wegetatywnym. Policjant zranił jednego z napastników. W tej powieści nie dowiemy się nic więcej, ale jestem dziwnie pewny, że autor wróci jeszcze do tej sprawy w kolejnych tomach.

Ocena: 5/6
©Autorski przewodnik kulturalny
Wielbicielom kryminałów Robert Małecki dał się poznać z jak najlepszej strony. Toruńska trylogia o dziennikarzu Marku Benerze skradła serca czytelników, a niektórym nawet (patrz: mnie) odebrała spokojny sen. Czy nowy cykl z komisarzem Bernardem Grossem i klimatyczną Chełmżą w tle powtórzy sukces poprzednich powieści?

Psem nie zostajesz wtedy, gdy zakładasz mundur. Psem zostajesz, nasiąkając złością na wyrządzone zło, gdy w dobrym człowieku wyczuwasz skazę.

Pod skutą lodem taflą chełmżyńskiego jeziora zostają ujawnione zwłoki nastolatka. Jak się okazuje, to nie jedyny trup w okolicy. Nieopodal miejsca zdarzenia, w przymarzniętej do jeziora łódce, żywot zakończył bezdomny. Choć te dwa zgony na pierwszy rzut oka w żaden sposób się ze sobą nie łączą i według patologów wyglądają na nieszczęśliwy wypadek, intuicja komisarza Bernarda Grossa mówi co innego. To on właśnie, pomimo zmowy milczenia mieszkańców miasteczka i własnych rodzinnych problemów, będzie próbował rozwikłać tajemniczą zagadkę. Czego się dowie? Co odkryje? Czy odnajdzie skazę na życiorysach denatów?

Na nowy cykl kryminalny Roberta Małeckiego czekałam z ogromną niecierpliwością, ale też z niepokojem. Tak bardzo zżyłam się z Markiem Benerem i jego perypetiami (Najgorsze dopiero nadejdzie, Porzuć swój strach, Koszmary zasną ostatnie), że trudno mi było wyobrazić sobie, że ktoś inny nagle zajmuje jego miejsce. Tymczasem już po pierwszych stronach Skazy przepadłam na dobre i jestem w stu procentach pewna, że to nie jest tylko chwilowe zauroczenie. Wykreowany przez autora komisarz Bernard Gross jest bowiem tak dociekliwy, tak profesjonalny i − mimo mrocznej natury − wzbudzający zaufanie, że trudno go od razu nie polubić. Przygotujcie się zatem na same „ochy” i „achy”, bo w tej recenzji nie będę ich szczędzić.

To, co sprawia, że Skazę czyta się jednym tchem, to przede wszystkim tajemniczy, podszyty niepokojem klimat, który udało się stworzyć Małeckiemu. Duszna, przysypana śniegiem i osnuta mgłą Chełmża, dwa podejrzane zgony, niewyjaśnione zaginięcie sprzed lat i bardzo szczegółowe, zaplątane do kwadratu śledztwo, które sukcesywnie odkrywa przed czytelnikiem niechlubne sekrety mieszkańców miasteczka. Wszystko to, w połączeniu z traumatyczną przeszłością komisarza Grossa, tworzy przeszywający, poruszający, wielowymiarowy obraz, który klatka po klatce przesuwa się w naszej głowie jeszcze długo po lekturze. Autor do perfekcji opanował umiejętność stopniowego budowania napięcia za pomocą pozornie mało znaczących zdarzeń i okoliczności. Doskonale także, skupiając się na detalach, rozpracował swoich bohaterów pod względem psychologicznym. Dzięki temu Skaza to prawdziwa czytelnicza uczta dla tych wielbicieli kryminałów, którzy w tego typu powieściach szukają czegoś więcej niż tylko odpowiedzi na pytanie, kto zabił.

I tym razem Małecki sięgnął po sprawdzoną już formę dwutorowej narracji. Niemal jednocześnie jesteśmy świadkami prowadzonego współcześnie śledztwa w sprawie śmierci nastolatka oraz bezdomnego, a także śledzimy okoliczności zaginięcia małżeństwa Tarasewiczów, które miało miejsce dziesięć lat wstecz. Wspólny mianownik dla obu wątków wcale nie jest łatwy do przewidzenia. Co prawda autor dostarcza paru cennych wskazówek, które pozwalają nam odnaleźć się w tej skomplikowanej zależności, ale też serwuje kilka solidnych zmyłek, żeby skutecznie utrudnić nam zadanie. Toniemy zatem w domysłach, kluczymy, zawracamy z obranej już ścieżki, nie dowierzamy − a im bliżej finału (w którym naprawdę sporo się dzieje!), tym większą frajdę nam to sprawia.

Nie chcę za bardzo porównywać Skazy z toruńskim cyklem o Marku Benerze, bo to dwa zupełnie różne, choć stworzone tą samą ręką organizmy. Każdy z nich niewątpliwie ma swój niepowtarzalny urok i nawet najbardziej wybrednych kryminalnych czytaczy przyciąga jak magnes. To, co warto podkreślić, to fakt, iż w pierwszym tomie chełmżyńskiej serii bardzo wyraźnie widać, że Małecki z powieści na powieść jeszcze więcej pracuje nad swoim pisarskim warsztatem. Jego proza staje się coraz bardziej dojrzała, coraz lepiej dopracowana, coraz więcej skupiona na emocjach i rozterkach egzystencjalnych. W Skazie znajdujemy nie tylko wciągającą intrygę kryminalną, lecz także świetnie nakreślony obraz społeczeństwa, a przede wszystkim jednostki, która boksuje się z życiem, zmaga z demonami przeszłości i próbuje być szczęśliwa na swój własny sposób. Dotyczy to zarówno komisarza Bernarda Grossa, jak i innych, drugo- i trzecioplanowych bohaterów. Tu każdy nosi w sobie jakąś zadrę, skazę, z którą musi się zmierzyć. Każdy szuka miłości, sprawiedliwości i zadośćuczynienia – a ile postaci, tyle wyobrażeń na ten temat.

Skaza to doskonałe rozpoczęcie nowego cyklu kryminalnego, który – coś czuję – będzie jednym z moich ulubionych. Fani Roberta Małeckiego i tym razem się nie zawiodą, a ci, którzy go jeszcze nie znają – będą mieli okazję poznać go od najlepszej strony. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy i już zaczynam tęsknić za Bernardem!

Ocena: 6/6
©SieCzyta
Robert Małecki dał się poznać czytelnikom jako autor świetnej, kryminalnej serii, której głównym bohaterem jest toruński dziennikarz Marek Bener. Tym razem autor rzucił nas na szeroką wodę, a raczej zaprosił na przejażdżkę nad jezioro w Chełmży. Czy otwarcie nowego cyklu jest udane? Czy nowy bohater zyska grono entuzjastów?

Zima. Jezioro skute lodem, a na nim przymarznięta czerwona łódka i dwóch nieboszczyków – starszy mężczyzna o nieznanej tożsamości i chłopiec w wieku szkolnym, mieszkaniec pobliskiego miasteczka. Kim jest mężczyzna? Co łączy zmarłe osoby? Dlaczego znaleźli się w jednym miejscu o tym samym czasie?
Do sprawy wyjaśnienia zgonów zostaje przydzielony Bernard Gross. Człowiek z traumatyczną przeszłością, z rodzinnymi problemami, ciekawym hobby, ale też profesjonalnym podejściem do obowiązków i oddany swojej pracy. Błyskotliwy umysł prowadzi go krętymi ścieżkami do celu, jakim jest odpowiedź na piętrzące się pytania i wątpliwości.

W Skazie Robert Małecki dał mi to, co bardzo lubię, czyli dwutorową akcję, która rozgrywa się w 2018 roku oraz dziesięć lat wcześniej. Przeplatane wydarzenia mające miejsce w teraźniejszości i przeszłości doskonale się uzupełniają i dają znakomicie zazębiające się dwie historie. Akcja nie pędzi, nie ma fajerwerków, chociaż są momenty zaskakujące. Ani przez chwilę nie wieje nudą, dlatego że fabuła jest rzetelnie i z pomysłem zbudowana. Atmosfera stopniowo zagęszcza się a my przedzieramy się przez przez zawiłości śledztwa.
Nowy bohater nie odkrywa wszystkich kart. Ciągnie się za nim cień tajemnicy, który daje nadzieję na kolejne historie z jego udziałem. Bohaterowie drugoplanowi również są ciekawi, charakterystyczni i z zadziorem.

Wróżę nowej serii dużą popularność, bo naprawdę jest to kawał dobrego, polskiego kryminału. Ja w każdym razie już czekam na kolejne części! Polecam serdecznie fanom gatunku i entuzjastom powieści kryminalnych bez rozlewu krwi i epatowania okrucieństwem.

Ocena: 5+/6
©Na czytniku
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Jeśli w trakcie lektury czuję ucisk w brzuchu, którym objawiają się u ludzi strach, emocje, to znaczy, że z czytana książka jest na wysokim poziomie.
    Jeśli w trakcie lektury przeżywam los bohatera i zaczynam zastanawiać się nad swoimi osiągnięciami życiowymi, to znaczy, że autor doskonale zbudował swoje postaci i umiejętnie wplótł je w zbudowaną miastenie intrygę.

    Co tu dużo mówić? Skaza to najlepsza książka Małeckiego, najbardziej dojrzała i wzbudzająca (przynajmniej we mnie) duże zainteresowanie. I nie przeszkadza mi właściwie fakt, że autor trochę jakby przekalkował Benera tworząc Grossa. Być może to tylko ja odniosłem takie wrażenie, inni wcale nie będą tak uważać? Polubiłem tego policjanta i się z nim identyfikowałem. I tak po ludzku, na prawdę szkoda mi go. Autor mocno go poturbował i pewnie jeszcze nieraz go znokautuje. Czekam bardzo na kolejny tom.

    Ps. Bardzo podoba mi się hobby Grossa.

    Ocena: 5/6

Inne proponowane
Warto zerknąć