ebook Skaza
3.86 / 5.00 (liczba ocen: 14)

Skaza
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - polecana oferta: 16.45
Audiobook - najniższa cena: 20.30
16.45 zł Lub 14.81 zł
16.50 zł
17.93 zł Lub 16.14 zł
29.90 złpremium: 17.94 zł Lub 17.94 zł
14.95 zł
16.45 zł
22.37 zł
22.67 zł
25.41 zł
25.42 zł
25.42 zł
29.90 zł
29.90 zł
Inne proponowane
Są ciała, nie ma zbrodni. Tylko krzyk z przeszłości domaga się prawdy... Mocny, mroczny kryminał. Nowa mistrzowska seria Roberta Małeckiego, autora bestsellerowego cyklu z Markiem Benerem.
 

Zimą 2018 roku ze skutego lodem jeziora obok Chełmży zostają wyciągnięte zwłoki nastolatka. Patolog jest pewien, że śmierć chłopca nastąpiła w wyniku utonięcia. Znamion przestępstwa nie nosi też ciało starszego, bezdomnego mężczyzny o nieustalonej tożsamości. Oba zgony łączy tylko mroźna noc. To jednak za mało, by rozpocząć śledztwo.
Zdaniem komisarza Bernarda Grossa pytań w obu sprawach jest zdecydowanie więcej niż odpowiedzi. Kiedy zaczyna je zadawać, mieszkańcy niewielkiego miasteczka nabierają wody w usta. Gross wie, że ich milczenie to mur, za którym czają się duchy przeszłości. Jeśli zdoła go przeskoczyć, dowie się, że kluczem do odkrycia prawdy jest wyjaśnienie starej sprawy tajemniczego zaginięcia małżeństwa niejakich Tarasewiczów…

Skaza od Robert Małecki możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Czasami wcale nie to, co mamy, czyni nas nieszczęśliwymi, ale to, czego nam brakuje.
Najłatwiej jest się poddać a najtrudniej walczyć.
Milczenie to skarb z ukrytą tajemnicą.
Aż wstyd się przyznać, jednak Skaza to moje pierwsze spotkanie z twórczością Roberta Małeckiego. Zupełnie nie wiem, czemu wcześniej książki tego autora nie trafiły w moje skromne czytelnicze ręce. Jednak jak to mówią lepiej późno niż wcale. Tak więc i ja zachęcona pozytywnymi opiniami postanowiłam w końcu sprawdzić o co tyle hałasu. Ogromnie się cieszę, że to zrobiłam. Skaza bowiem, to jedna z tych powieści, których lektura zrobiła na mnie na tyle ogromne wrażenie, że byłam dla niej w stanie zarwać noc. A nie często się to zdarza.

Skaza to pierwsza część nowego cyklu, którego głównym bohaterem jest Bernard Gross. Zimą komisarz na skutym lodem jeziorze trafia na zamarznięte zwłoki nastolatka. W tym samym miejscu zostaje też odnalezione ciało starszego mężczyzny, o nieustalonej tożsamości. Oba zgony właściwie nic ze sobą nie łączy, poza tym, że wydarzyły się w tym samym czasie i w tym samym miejscu. Bernard Gross nie wierzy jednak w przypadek, zaczyna rozpytywać mieszkańców i szukać powiązań między tymi śmierciami. Szybko okazuje się jednak, że miejscowi nie są szczególnie chętni do rozmów. Mimo to, coraz więcej tropów prowadzi komisarza do sprawy tajemniczego zaginięcia małżeństwa, której od dziesięciu lat nie udało się rozwikłać. Czy możliwe, że te sprawy coś łączy?

Skaza to dla mnie jednocześnie spotkanie z nowym autorem, ale i nadrabianie czytelniczych zaległości. Przede wszystkim jednak, jest to powieść, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Już od pierwszych stron autorowi udało się zawładnąć moim czytelniczym umysłem i przyznam się Wam szczerze, że podczas tej lektury, towarzyszyło mi poczucie, że ta książka to kawał dobrej, świetnie napisanej literatury. Autor misternie utkał całą akcję, do tego stworzył niezwykle ciekawych, wyrazistych i intrygujących bohaterów. Fabuła wciąga niemal od pierwszej strony i trzyma w napięciu po sam finał. To co najbardziej jednak urzekło mnie w tej powieści to jej mroczny i klaustrofobiczny klimat prowincji. Trochę ta sceneria kojarzyła mi się z moją małą miejscowością, gdzie właśnie wszyscy się znają i wiedzą o siebie wszystko. To co zasługuje na szczególną uwagę, to moim zdaniem stylistyka tej książki, jej język. Czytanie tej książki naprawdę sprawia dużą czytelniczą przyjemność.

Jak już Wam wspomniałam Skaza to moje pierwsze spotkanie z twórczością Roberta Małeckiego i już wiem, że nie będzie to spotkanie ostatnie. Szczególnie, że na nocnym stoliku czeka już na mnie kolejna część serii o Bernardzie Grossie Wada.

Jeśli jakimś cudem, tak jak ja, zgapiliście się i nie czytaliście Skazy serdecznie i mocno zachęcam Was do nadrobienia tych zaległości. Zaręczam Wam, że zdecydowanie warto.

Ja osobiście Skazę dołączam do mojej listy najlepszych z najlepszych: KLIK i powiem Wam, że gdy trafiają w moje ręce takie książki polskich autorów, to autentycznie czuję patriotyczną dumę, że My Polacy potrafimy tak pisać. No dobra, przynajmniej Robert Małecki umie.

Ocena: 6/6
©Kocham Cię, moje życie
Kiedyś przeczytałam Najgorsze dopiero nadejdzie i nie zachwyciło mnie. Co gorsza, przez to nie mogłam przekonać się do autora, i chociaż spróbować innej jego książki.

A należało!

Szum wokół Skazy jest całkowicie zasłużony! Nie mogłam się oderwać!

Dwutorowo prowadzona narracja odkrywa przed nami zagadkę tajemniczego (podwójnego, a nawet potrójnego) zaginięcia sprzed dziesięciu lat i nie mniej tajemniczego podwójnego wypadku z teraźniejszości.

Co może łączyć śmierć bezdomnego z wychłodzenia z utonięciem pod lodem nastolatka?

Niby nic, ale gdy wydarza się to w tym samym miejscu, tego samego dnia, w niewielkim mieście, to aż prosi się o doszukiwanie związku.

I tych powiązań szuka komisarz Bernard Gross. Doświadczony gliniarz z dramatyczną historią prywatną. Mieszka w Chełmży niedługo, przeniósł się tu w poszukiwaniu spokoju i dobrego zakładu opieki dla chorej żony.

Tropy prowadzą do sprawy sprzed lat. Zaginęło małżeństwo, a w kilka dni po nim, ich bliska znajoma.

Bernard szuka i wnika, wspierają go młodsi policjanci, Otremba i Skałka, którym na pracę rzutują nieco sprawy prywatne. Pracę policjantów nadzoruje rozsądna pani komendant i sensowna prokurator.

A w tle rozwiązywanej sprawy, nieustająco męczy Bernarda jego prywatne życie i niewyjaśniony atak na jego rodzinę, który nieodwracalnie zburzył jego normalne życie.

Sposób opowiedzenia tej historii przez autora, nie pozwala się od niej oderwać. Ostatnie dwa dni kosztowały mnie wiele nerwów, a przegapiane przystanki tramwajowe stały się normą.

Świetna tajemnica, niezwykłe acz wiarygodne rozwiązanie obydwu spraw. I prywatne życie Bernarda.

Skaza zasługuje na wszelkie zachwyty i nagrody, które zbiera!

Przyłączam się do rzesz oczarowanych czytelników!

Natychmiast kupuję Wadę!

Ocena: 5+/6
©CzytAśka
W połowie maja odbędzie się premiera kolejnej książki Roberta Małeckiego - Wada. Jest to druga część serii o komisarzu Bernardzie Grossie, zatem wręcz niezbędnym było, by przed tą premierą sięgnąć po pierwszy tom, czyli Skazę. Jak wypadło to spotkanie? Przyznam, że nad wyraz dobrze.

Bernard Gross jest komisarzem w chełmżyńskiej Policji. Zimą 2018 roku, po kolejnej mroźnej nocy, ze skutego lodem jeziora zostaje wyłowione ciało nastolatka. Na tym samym jeziorze w tym samym czasie komisarz odnajduje na łódce zwłoki bezdomnego. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że śmierć tych dwojga nie jest ze sobą powiązana i że w żadnej z nich nie brały udziału osoby trzecie. Bernard Gross posiada jednak dość dobrze rozwinięty szósty zmysł, który mu podpowiada, że coś jest na rzeczy. Szybko wpada na trop pewnego głośnego zaginięcia znanego biznesmena i jego żony sprzed dziesięciu laty i próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy te dwie kwestie nie są ze sobą powiązane.

To jest jeden z torów, jakim podąża akcja Skazy. Drugim są wydarzenia sprzed dziesięciu laty, przed wspomnianym już zaginięciem - o ile perspektywę Grossa poznajemy w teraźniejszości, tak przeszłość oglądamy z punktu widzenia zaginionego później biznesmena.

Autor ma dość charakterystyczny styl pisania. Wprawdzie narrator jest wszechwiedzący (i dość skrupulatny, co czasem może irytować), jednak nie podaje nam na tacy wniosków i przemyśleń Grossa co do przebiegu czynności i możliwych hipotez. Czytelnik otrzymuje te same informacje, co komisarz i może sam próbować dokonywać ich analizy - tropy co do możliwego rozwiązania zagadki są podrzucane przez autora subtelnie i po prostu tak, jak należy, bez zbytniego zwracania na nie uwagi lub ich bagatelizowania (by potem dostać pięścią w brzuch i otrzymać znienacka absurdalne wyjaśnienie). Zawiązanie akcji też jest takie, jak trzeba, choć czasem autor przeciągał strunę, przeskakując w czasie kilka godzin, by dopiero potem czynić retrospekcje co do ważnych kwestii, np. rozmów z ważnymi świadkami... No ale po pewnym czasie już się do tego przyzwyczaiłam, że nie dostanę tu i teraz odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.

Skaza jest dobrym kryminałem, z dobrze rozwiniętym wątkiem kryminalnym (i przede wszystkim - ciekawie poprowadzonym), jednak trzeba tutaj zwrócić także uwagę na dobrze zarysowany wątek obyczajowy, dotyczący samego Grossa. Chodzi o jego życie, przeszłość, demony, z którymi musi się zmierzać. Autor jest oszczędny w opisach uczuć, właściwie nie ma ich tutaj wcale, lecz nie zmienia to faktu, że poprzez zachowanie komisarza są one świetnie oddane. Nic nie jest wymowniejsze od konkretnej reakcji na konkretną sytuację. Drugie skrzypce tego tła obyczajowego grają współpracownicy Grossa - Skałka i Otremba. Autor dobrze oddaje studium ludzkiej psychiki i nasze motywacje do pewnych działań. I robi to wszystko za pośrednictwem swoich bohaterów, nie nierealnymi opisami. Zwłaszcza wątek samego Otremby jest... ciężki. Przynajmniej dla mnie był.

Książkę zaczęłam czytać przed świętami i skończyłam po świętach dopiero - nie, żeby tak topornie to szło właśnie, lecz biesiadowanie z rodziną rządzi się swoimi prawami. Skazę, jak już się ją czyta, czyta się szybko i płynnie (poza momentami, w których narrator opisuje każdą możliwą czynność bohaterów, wiecie, typu - wstawił wodę w czajniku, poszedł na szybki prysznic, potem wrócił, wrzucił liptona do szklanki, wsypał łyżeczkę cukru, woda zdążyła się zagotować, zalał herbatę i zamieszał). Cieszę się, że już za chwileczkę będę mogła poznać dalsze losy Bernarda Grossa, zwłaszcza, że jestem bardzo ciekawa, jak rozwinie się jego sytuacja osobista. Na szczęście Wada jest już u mnie i grzecznie czeka na swoją kolej.

Ocena: 4+/6
©Zakątek czytelniczy
Największą przyjemność czerpię z obcowania z literacką twórczością tych, którzy z książki na książkę piszą lepiej. I nie to, że pierwsza była zła, druga tylko ciut lepsza, a trzecia dobra, choć nie bez błędów. Gdyby pierwsza była zła, nigdy nie sięgnęłabym po kolejną! Najciekawiej jest bowiem obserwować, jak z dobrego robi się lepsze. Jak coś, co już było niezłe, kiełkuje i obrasta pączkami, które rozwijają się w piękny kwiat. To jak ze storczykiem – zaczyna się od przyciętego badyla. Potrzeba naprawdę wiele czasu, żeby cokolwiek się na nim pojawiło. Ale potem jest już z górki. Malutkie pączki, które przez długi czas robią się coraz okrąglejsze, pewnego dnia pokazują płatki.

Do takich pisarzy niewątpliwie należy Robert Małecki, którego poczynania obserwuję od momentu, gdy wydał pierwszą część cyklu o Marku Benerze. Nie było to mistrzostwo świata. Było nieźle. Następna część okazała się już dobra, a trzecia bardzo dobra. Po niesamowicie emocjonującym zakończeniu serii ciekawa byłam, co autor zrobi dalej i czy utrzyma poziom. To nie jest łatwe – przyzwyczaić czytelników do bohatera, a potem zacząć wszystko od początku. Nowy bohater, nowa historia, nowy cykl. Nie wszyscy dają radę. Małecki dał – i to jak!

Skaza to pierwsza część cyklu o Bernardzie Grossie – introwertycznym policjancie, wiodącym niełatwe życie człowieka złamanego przez niesprawiedliwy los. W książce mamy do czynienia z tajemniczą sprawą zamarzniętych zwłok chłopca i bezdomnego mężczyzny, odnalezionych przez głównego bohatera. Rzecz dzieje się w małym miasteczku, w którym wszyscy się znają, każdy z każdym chodził do szkoły i każdy o każdym wszystko wie. O ile nastolatek zostaje szybko zidentyfikowany, o tyle bezdomny staje się wielką zagadką, którą Gross skrupulatnie, choć nie bez problemów, zaczyna rozwiązywać. Łącząc denata z głośną sprawą sprzed dziesięciu lat, próbuje dowiedzieć się, co stało się nad jeziorem i co wspólnego miał z tym wszystkim chłopiec.

Moim zdaniem Małecki wspiął się na wyżyny, jeśli chodzi o mylenie tropów i balansowanie między kłamstwem a prawdą. Szczerze mówiąc, kilkakrotnie zastanawiałam się, jak wielki nieporządek trzeba mieć w głowie, żeby wymyślić taką fabułę (to komplement!), a jednocześnie jak wielką dyscyplinę trzeba sobie narzucić, by tak doskonale połączyć wszystkie tropy i wyprowadzić z tego sensowny finał. Nie wiem, co zakładał autor, tworząc tę historię. Nie wiem, jak bardzo pewny był sukcesu i czy w ogóle. Moim zdaniem skonstruował rewelacyjny kryminał, który przyćmiewa jego poprzednie (również dobre) książki. Oczywiście mogłabym się nieco przyczepić do głównego bohatera, bo to zawsze musi być ktoś sterany życiem, wiodący prym w kwestiach zawodowych, a kompletnie nieradzący sobie prywatnie, co lekko mnie nudzi i przestaje zaskakiwać, ale fabuła wszystko mi rekompensuje. Szczególnie że można w niej dostrzec coś więcej niż śledztwo. Pod jego powłoką kryje się dramat człowieka – tutaj każdy bohater toczy ze sobą swoistą walkę. Każdy jest naznaczony, każdy ma jakąś skazę – niektórzy jako tako sobie z tym radzą, inni nie radzą sobie w ogóle.

Niewątpliwie najnowsza książka Małeckiego jest czymś więcej niż kryminałem. Na pozór prosta, a jednak niebanalna. Pokazująca, że kryminał to nie tylko gatunek dla tych, którzy chcą sięgnąć po coś lżejszego na wieczór. Tutaj naprawdę znajdziecie coś więcej.

Ocena: 5+/6
©Spadło mi z regała
Zacnej grubości tomiszcze z intrygującą okładką przyciągnęło mój wzrok, kiedy tylko książka ta pojawiła się wśród nowości Czwartej Strony. Chociaż nie czytałam wcześniejszych powieści Roberta Małeckiego, postanowiłam zaryzykować i sięgnąć po tę lekturę. Czy się zawiodłam? No cóż, może zacznę od tego, że to będzie kolejna recenzja, w której ocena będzie podwójna i obejmie osobno pomysł na fabułę, intrygę i bohaterów oraz względy techniczne. Jeśli czytacie moje recenzje wiecie, że zwracam na to uwagę. Może to czepianie się, może marudzenie, ale nic na to nie poradzę, że tak już mam. Kiedy czytam książkę, jest dla mnie ważna nie tylko historia, którą opisuje autor, ale także to, czy zadbano o piękny język czy choćby brak literówek, o innych błędach już nie wspomnę :)

Skaza nie jest typowym kryminałem. Nie spodziewajcie się hektolitrów krwi czy flaków na wierzchu. To zagadka z mnóstwem pytań bez jasnych odpowiedzi i obyczajowym tłem. Czyli to, co Bibliotecznie lubi najbardziej. Podobny klimat znajdziecie, na przykład, u Pani Kasi Puzyńskiej. Nie każdemu jednak może się to podobać, bo wątek prezentujący życie codzienne bohaterów i ich problemy może się komuś wydać przegadany i nudnawy. Ja lubię obserwować opisywane w powieści zmagania z życiem. Warstwa obyczajowa jest dla mnie dopełnieniem wątku kryminalnego. W ten sposób lepiej poznaję stworzone przez pisarza postacie. Bohaterowie stają mi się przez to bliżsi.

Bernard Gross to policjant, dla którego podejmowane sprawy nie są tylko numerami akt. Za każdą z nich stoją ludzie i ich dramaty. Dlatego komisarz angażuje się w dochodzenia całym sobą i analizuje każdy najdrobniejszy ślad. Możliwe jest też, iż taki sposób pracy związany jest z tym, z czym zmaga się mężczyzna w życiu osobistym. Żona komisarza od lat przebywa w ośrodku dla "śpiochów", czyli osób znajdujących się w śpiączce. Kobieta została zaatakowana we własnym domu przez nieznanego sprawcę. Gross nie zdołał zapobiec tragedii. Napastnik zbiegł, a jego żona zatrzymała się na etapie wegetacji. Syn pary nie poradził sobie z tą sytuacją, więc Bernard dźwiga na swoich barkach również ten problem. Obwinia siebie za wszystko, co spotkało jego rodzinę, i wciąż poszukuje człowieka, który tamtego feralnego dnia uciekł mu sprzed nosa.


Akcja Skazy rozpoczyna się w chwili, kiedy w skutym lodem jeziorze pewna dziewczynka dostrzega zwłoki. Topielcem okazuje się być nastolatek, mieszkaniec niewielkiej Chełmży. W unieruchomionej przez lód na jeziorze łódce Gross odkrywa drugie ciało, tym razem starszego mężczyzny, wyglądającego na bezdomnego. Na pierwszy rzut oka zbrodni nie ma. Obie śmierci wyglądają na nieszczęśliwe wypadki. Ale czy na pewno? W dodatku nikt nie rozpoznaje staruszka, a jego wygląd nie do końca pasuje do stereotypowego wizerunku osób bezdomnych. Gross rozpoczyna śledztwo.

Autor po mistrzowsku przedstawił Chełmżę. To małe miasteczko i jego mieszkańcy zaserwują czytelnikowi prawdziwy koktajl tajemnic i niejasności. Nie obejdzie się też bez kłamstw i kłamstewek różnego kalibru. Do tego dojdą obyczajowe smaczki, zdrady, pobicia, nieporozumienia i wzajemne oskarżenia. Dla wielbiciela obyczajowych kryminałów to prawdziwa gratka! Wszystkie nitki będzie próbował powiązać Gross. Czy mu się to uda? Zadanie jest naprawdę trudne.

Powieść prowadzona jest dwoma torami. Obserwujemy wydarzenia rozgrywające się współcześnie, ale równocześnie uczestniczymy w innych, sprzed dziesięciu lat, które doprowadziły do zaginięcia trojga ludzi. Czy sprawa sprzed lat, zniknięcia małżeństwa Tarasewiczów i Elżbiety Jaworskiej, łączy się ze śledztwem dotyczącym odnalezionych na jeziorze ciał?

Jeśli chodzi o teksty z okładki, to muszę przyznać, że wspomniany tam mrok dostrzegłam głównie w samym bohaterze, Bernardzie, który zmaga się z samym sobą i przytłaczającą go przeszłością. Można tu dodać również jego kolegów po fachu, Otrembę i Skałkę, którzy hodują własne demony, nad którymi usiłują zapanować. Narastające problemy, zmęczenie i permanentny brak snu nie pomagają w działaniach operacyjnych. Czy policjanci zdołają poznać tożsamość człowieka z łódki? Kim był człowiek, który zaatakował Agnieszkę Gross i czy jest w jakiś sposób powiązany z obecnymi sprawami?

Ocena: 5/6
©Bibliotecznie
W moim odczuciu, Skaza to bardzo dobry kryminał policyjny, w którym wprawdzie nie znajdzie czytelnik nagłych zwrotów akcji i tętniących sensacją scen, natomiast zderzy się z duchami przeszłości i mozolnymi próbami ukrycia prawdy, nadającymi całości powieści niepowtarzalny, mroczny klimat małej miejscowości, tarzającej się w nieczystych sprawkach swoich mieszkańców.

Z wielką niecierpliwością będę oczekiwać drugiego tomu z komisarzem Grossem w roli głównej, ponieważ autor zadbał o to, aby zarzucić na odbiorcę sieć delikatnie zarysowanych wątków, otwierających drogę do kontynuacji. Z jakimi demonami przyjdzie się jeszcze zmierzyć głównej postaci i jakie śledztwo "na prowincji" przyjdzie mu prowadzić, o tym przekonamy się za jakiś czas.

Cała opinia dostępna jest na moim blogu: Skaza

Ocena: 6/6
©Domi Czyta
Są tacy autorzy, których książek polecać mi nie trzeba. Jednym z nich bez wątpienia jest Robert Małecki. Cykl książek z Markiem Benerem został dobrze przyjęty przez czytelników, w tym również przeze mnie. 5 września 2018 roku, ukazała się kolejna powieść autora, zatytułowana Skaza. Książka ta jest odrębnym bytem i rozpoczyna nowy cykl.

Skaza wciągnęła mnie od pierwszych stron. Nie przesadzę, jak napiszę, że z góry czułam, że książka będzie dobra. Znam twórczość autora, dlatego też wiedziałam czego mogę spodziewać się po tej powieści.

Robert Małecki postawił na dwutorową akcję. Wydarzenia bieżące, przeplatają rozdziały, które opowiadają o zdarzeniach sprzed dekady. Dzięki tym retrospekcjom możemy poznać nie tylko zależności, które łączą obie ofiary, ale także prywatną tragedię, jaka dotknęła głównego bohatera. Autor nie oszczędził Bernarda Grossa. Sytuacja, która miała miejsce dziesięć lat temu, na zawsze zmieniła życie komisarza, a także doprowadziła do rozpadu jego rodziny.

To, co bardzo mi się podobało w Skazie to również połączenie wątku kryminalnego z tłem obyczajowym. Bohaterowie książki nie pozostają anonimowi, poznajemy ich losy w większym, lub mniejszym stopniu. Poza tragedią Grossa, autor pokusił się o wplecenie niemoralnego romansu Skalskiej i Otręby - dwójki policjantów, przyjaciół głównego bohatera.

Robert Małecki zdecydowanie należy do czołówki polskich pisarzy. Jego kryminały mają niepowtarzalny klimat, a opisy miejsc zbrodni, choć nie są zbyt drastyczne, idealnie oddają charakter książki. Nie łudźcie się, że akcja będzie pędzić tu na złamanie karku. Śledztwo rozkręca się pomału, za to z rosnącym napięciem, a tym samym naszą ciekawością. Nie ukrywam, że z żalem czytałam ostatnie strony powieści. Polubiłam się z Bernardem Grossem - ambitnym, dobrym, aczkolwiek skrzywdzonym przez życie człowiekiem. Z autentycznym mężczyzną, wyposażonym przez autora w intelekt i broń, a nie super moce.

Z niecierpliwością oczekuję kolejnej części losów komisarza. A Wam szczerzę polecam! Nie może być inaczej.

Ocena: 6/6
©Kasia i Książki
Roberta Małeckiego, toruńskiego twórcę kryminałów, obwołałam moim literackim objawieniem ostatnich lat. Małecki, choć debiutował dopiero 2 lata temu, zdążył wyrobić sobie pewną renomę swoimi mrocznymi, dopracowanymi powieściami z serii z dziennikarzem Markiem Benerem. Kiedy więc na rynku pojawił się pierwszy tom nowego cyklu, tym razem z policjantem Bernardem Grossem, aż zacierałam ręce z radości, ciesząc się na kolejne świetne książki. Akcja Skazy toczy się niedaleko Torunia (terenu Benera), w niewielkiej Chełmży. Czytelnicy kryminałów dobrze wiedzą, jak wdzięcznym tłem są takie małe miasteczka, w których niby każdy o każdym wszystko wie, ale jak przychodzi co do czego to okazuje się, że skrywają niejedną tajemnicę. Czy Robert Małecki wykorzystał tkwiący w Chełmży potencjał?

Zimą 2018 roku spod lodu skuwającego Jezioro Chełmżyńskie zostają wyciągnięte zwłoki nastolatka. Patolog stwierdza, że był to nieszczęśliwy wypadek, i chłopak utonął. O przestępstwie wydaje się nie być mowy również w przypadku starszego, bezdomnego mężczyzny NN, który zostaje znaleziony martwy na łódce uwięzionej w lodzie tego samego jeziora. Zgony łączy pozornie tylko ta jedna mroźna noc: noc, kiedy oba ciała zostały odnalezione. A jednak komisarz Bernard Gross, na przekór kolegom z policji, uważa, że te sprawy nie są tak oczywiste i generują więcej pytań niż odpowiedzi. Zaczyna więc żmudne śledztwo, którego nie ułatwiają mu mieszkańcy Chełmży, nabierając wody w usta. Okazuje się, że chełmżanie ukrywają sekrety z przeszłości… I to w niej trzeba będzie szukać rozwiązania.

Psem nie zostajesz wtedy, gdy zakładasz mundur. Psem zostajesz, nasiąkając złością na wyrządzane zło, gdy w dobrym człowieku wyczuwasz skazę. Gdy po pracy widzisz, jak wyrostek rzuca w przystanek autobusowy kubłem na śmieci, jak mąż przystawia żonie nóż do gardła, jak pedofil zastawia sidła na dziecko. Psem zostajesz wtedy, gdy reagujesz. Nie odwracasz się, nie uciekasz, tylko instynktownie działasz. Zwalczasz zło bez względu na sytuację.

Takim bezkompromisowym gliną jest Bernard Gross. Dziesięć lat temu ktoś włamał się do jego mieszkania i zaatakował znajdującą się tam żonę mężczyzny. Po napaści Agnieszka Gross znajduje się w bardzo ciężkim stanie: nie ma z nią kontaktu, chociaż jest przytomna. Kobieta jest pacjentką toruńskiego zakładu opiekuńczo-leczniczego fundacji „Światło”, i choć Gross pewnie nigdy nie wypowie tego na głos, po tylu latach przestał już liczyć na cud. Mimo to odwiedza wciąż żonę, czyta jej książki i poprawia jej ciało na poduszkach. Komisarz żyje z poczuciem winy od lat – uważa, że napad na jego żonę był aktem zemsty kogoś, komu jako stróż prawa nadepnął na odcisk. Tego jednego dnia, dziesięć lat temu, wszystko się dla niego skończyło. Żona niby jest, ale odeszła, rodzina się rozpadła, syn się załamał i odsunął od ojca… Gross został sam. I jedyne, co trzyma go w ryzach to praca.

Taki bohater nie cofnie się przed niczym, bo i nie ma nic do stracenia. Dlatego komisarz jest gliną nieustępliwym, upartym, a może nawet – jak mogliby stwierdzić jego przełożeni – upierdliwym. Jeśli jakiś element śledztwa nie daje mu spokoju, to będzie drążyć tak długo aż dojdzie do sedna. Widać, że Małecki lubi tak konstruować swoich bohaterów: to twardzi mężczyźni silni swoją rozpaczą. To ona pcha ich do brawurowych, a czasem wręcz niebezpiecznych czynów, co pozwala im być tak dobrymi śledczymi. Gross dość mocno przypomina Benera: obaj stracili w pewnym sensie żony (Benera zaginęła, a Grossa została poszkodowana tak mocno, że popadła w stupor, w którym tkwi już dziesięć lat), obaj są zdeterminowani, by odkryć prawdę, i wreszcie obaj są dość nieprzystępni i zamknięci w sobie. Jeśli coś miałabym zarzucić Skazie to właśnie to, że autor „powielił” niejako głównego bohatera, za główną różnicę czyniąc to, że Gross jest gliną, nie zaś dziennikarzem.

Do śledztwa natomiast nie mogę się przyczepić, bowiem formalnie wszystko jest w porządku. Zagadki mające swe korzenie w przeszłości są dość wdzięczne i dają duże pole do popisu: nie inaczej było w przypadku najnowszej książki Roberta Małeckiego. To brudne sprawki małych miasteczek: tu w grę nie wchodzą wielkie układy, szychy stojące na czele polityki czy biznesu, ani fortuny do przejęcia. W Chełmży, jak chyba w każdym małym mieście, zbrodnie też są „małe”, co nie znaczy, że mniej brudne. O nie, ma się wrażenie, że niskie pobudki bohaterów Skazy przez swą małość są jeszcze bardziej okrutne. Zdrady, rodzinne kłótnie, dzieci o nieustalonym ojcostwie… Włosy stają dęba, gdy czytelnik sobie uświadomi z jakich powodów, czasem bardzo błahych, jeden człowiek jest w stanie zabić drugiego człowieka.

Jednakże dla mnie ciekawszy niż główne śledztwo jest wątek napadu na dom i żonę komisarza Grossa. Znając Roberta Małeckiego jestem pewna, że w drugim tomie zdradzi więcej na temat tego, z jakiego powodu ktoś zaatakował Agnieszkę Gross. Komisarz będzie zapewne drążył i dociekał, a ja będę znów gryźć palce, chcąc się dowiedzieć, co zaszło przed laty. W nizaniu nitek takich złożonych intryg Małecki jest mistrzem! W związku z tym czekam niecierpliwie na tom drugi cyklu. I choć póki co nie przywiązałam się do Grossa tak, jak do Benera to jestem pewna, że autor nakreśli nam dopiero dokładniej jego portret, cieniując go i dodając kolejne szczegóły, by czytelnik z tomu na tom znał go i rozumiał coraz lepiej. Czuję, że mogę być o to spokojna i że Małecki mnie nie zawiedzie.

Ocena: 5-/6
©tanayah czyta
Robert Małecki – autor trylogii kryminalnej o przygodach dziennikarza Marka Benera – oddaje w nasze ręce nową powieść. Tym razem bohaterem jest komisarz policji Bernard Gross, który po tragicznych przeżyciach rodzinnych przeniósł się do niewielkiego miasta niedaleko Torunia. Cały poprzedni cykl Małeckiego rozgrywał się w Toruniu i jego okolicach, teraz też miejscem akcji jest województwo kujawsko-pomorskie. Co się może dziać w małym mieście? Praca policjanta może być nudna i sprowadzać się do tropienia drobnych złodziejaszków. Tym razem jednak są dwie ofiary. Młody chłopak być może wpadł do jeziora i utonął, zaś starszy mężczyzna zamarzł na łódce. Przypadek?

Komisarz Bernard Gross jest już o krok od zamknięcia sprawy, ale coś jednak mu nie daje spokoju. Intuicja go nie zawodzi. To nie były przypadkowe zgony, a przyczyn należy szukać wiele lat wstecz. Czytelnik nie tylko z zainteresowaniem może śledzić intrygującą historię kryminalną, ale poznaje też życie prywatne bohatera. Skaza to kryminał wciągający i pełen zagadkowych zwrotów akcji. Małecki nie opublikował tyle powieści, co Remigiusz Mróz, którego można nazwać Kraszewskim polskiego kryminału. Jednak wydaje się, że może zagrozić dominacji “mistrza”.

Podobnie jak w debiutanckim cyklu pisarza, tu też mamy zasadniczą akcję oraz wątek dodatkowy, uboczny, ale prawdopodobnie będący spoiwem cyklu. Komisarz Bernard Gross był w przeszłości celem ataku niezidentyfikowanych bandytów. W napadzie ucierpiała jego żona, która od lat jest w stanie wegetatywnym. Policjant zranił jednego z napastników. W tej powieści nie dowiemy się nic więcej, ale jestem dziwnie pewny, że autor wróci jeszcze do tej sprawy w kolejnych tomach.

Ocena: 5/6
©Autorski przewodnik kulturalny
Wielbicielom kryminałów Robert Małecki dał się poznać z jak najlepszej strony. Toruńska trylogia o dziennikarzu Marku Benerze skradła serca czytelników, a niektórym nawet (patrz: mnie) odebrała spokojny sen. Czy nowy cykl z komisarzem Bernardem Grossem i klimatyczną Chełmżą w tle powtórzy sukces poprzednich powieści?

Psem nie zostajesz wtedy, gdy zakładasz mundur. Psem zostajesz, nasiąkając złością na wyrządzone zło, gdy w dobrym człowieku wyczuwasz skazę.

Pod skutą lodem taflą chełmżyńskiego jeziora zostają ujawnione zwłoki nastolatka. Jak się okazuje, to nie jedyny trup w okolicy. Nieopodal miejsca zdarzenia, w przymarzniętej do jeziora łódce, żywot zakończył bezdomny. Choć te dwa zgony na pierwszy rzut oka w żaden sposób się ze sobą nie łączą i według patologów wyglądają na nieszczęśliwy wypadek, intuicja komisarza Bernarda Grossa mówi co innego. To on właśnie, pomimo zmowy milczenia mieszkańców miasteczka i własnych rodzinnych problemów, będzie próbował rozwikłać tajemniczą zagadkę. Czego się dowie? Co odkryje? Czy odnajdzie skazę na życiorysach denatów?

Na nowy cykl kryminalny Roberta Małeckiego czekałam z ogromną niecierpliwością, ale też z niepokojem. Tak bardzo zżyłam się z Markiem Benerem i jego perypetiami (Najgorsze dopiero nadejdzie, Porzuć swój strach, Koszmary zasną ostatnie), że trudno mi było wyobrazić sobie, że ktoś inny nagle zajmuje jego miejsce. Tymczasem już po pierwszych stronach Skazy przepadłam na dobre i jestem w stu procentach pewna, że to nie jest tylko chwilowe zauroczenie. Wykreowany przez autora komisarz Bernard Gross jest bowiem tak dociekliwy, tak profesjonalny i − mimo mrocznej natury − wzbudzający zaufanie, że trudno go od razu nie polubić. Przygotujcie się zatem na same „ochy” i „achy”, bo w tej recenzji nie będę ich szczędzić.

To, co sprawia, że Skazę czyta się jednym tchem, to przede wszystkim tajemniczy, podszyty niepokojem klimat, który udało się stworzyć Małeckiemu. Duszna, przysypana śniegiem i osnuta mgłą Chełmża, dwa podejrzane zgony, niewyjaśnione zaginięcie sprzed lat i bardzo szczegółowe, zaplątane do kwadratu śledztwo, które sukcesywnie odkrywa przed czytelnikiem niechlubne sekrety mieszkańców miasteczka. Wszystko to, w połączeniu z traumatyczną przeszłością komisarza Grossa, tworzy przeszywający, poruszający, wielowymiarowy obraz, który klatka po klatce przesuwa się w naszej głowie jeszcze długo po lekturze. Autor do perfekcji opanował umiejętność stopniowego budowania napięcia za pomocą pozornie mało znaczących zdarzeń i okoliczności. Doskonale także, skupiając się na detalach, rozpracował swoich bohaterów pod względem psychologicznym. Dzięki temu Skaza to prawdziwa czytelnicza uczta dla tych wielbicieli kryminałów, którzy w tego typu powieściach szukają czegoś więcej niż tylko odpowiedzi na pytanie, kto zabił.

I tym razem Małecki sięgnął po sprawdzoną już formę dwutorowej narracji. Niemal jednocześnie jesteśmy świadkami prowadzonego współcześnie śledztwa w sprawie śmierci nastolatka oraz bezdomnego, a także śledzimy okoliczności zaginięcia małżeństwa Tarasewiczów, które miało miejsce dziesięć lat wstecz. Wspólny mianownik dla obu wątków wcale nie jest łatwy do przewidzenia. Co prawda autor dostarcza paru cennych wskazówek, które pozwalają nam odnaleźć się w tej skomplikowanej zależności, ale też serwuje kilka solidnych zmyłek, żeby skutecznie utrudnić nam zadanie. Toniemy zatem w domysłach, kluczymy, zawracamy z obranej już ścieżki, nie dowierzamy − a im bliżej finału (w którym naprawdę sporo się dzieje!), tym większą frajdę nam to sprawia.

Nie chcę za bardzo porównywać Skazy z toruńskim cyklem o Marku Benerze, bo to dwa zupełnie różne, choć stworzone tą samą ręką organizmy. Każdy z nich niewątpliwie ma swój niepowtarzalny urok i nawet najbardziej wybrednych kryminalnych czytaczy przyciąga jak magnes. To, co warto podkreślić, to fakt, iż w pierwszym tomie chełmżyńskiej serii bardzo wyraźnie widać, że Małecki z powieści na powieść jeszcze więcej pracuje nad swoim pisarskim warsztatem. Jego proza staje się coraz bardziej dojrzała, coraz lepiej dopracowana, coraz więcej skupiona na emocjach i rozterkach egzystencjalnych. W Skazie znajdujemy nie tylko wciągającą intrygę kryminalną, lecz także świetnie nakreślony obraz społeczeństwa, a przede wszystkim jednostki, która boksuje się z życiem, zmaga z demonami przeszłości i próbuje być szczęśliwa na swój własny sposób. Dotyczy to zarówno komisarza Bernarda Grossa, jak i innych, drugo- i trzecioplanowych bohaterów. Tu każdy nosi w sobie jakąś zadrę, skazę, z którą musi się zmierzyć. Każdy szuka miłości, sprawiedliwości i zadośćuczynienia – a ile postaci, tyle wyobrażeń na ten temat.

Skaza to doskonałe rozpoczęcie nowego cyklu kryminalnego, który – coś czuję – będzie jednym z moich ulubionych. Fani Roberta Małeckiego i tym razem się nie zawiodą, a ci, którzy go jeszcze nie znają – będą mieli okazję poznać go od najlepszej strony. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy i już zaczynam tęsknić za Bernardem!

Ocena: 6/6
©SieCzyta
Robert Małecki dał się poznać czytelnikom jako autor świetnej, kryminalnej serii, której głównym bohaterem jest toruński dziennikarz Marek Bener. Tym razem autor rzucił nas na szeroką wodę, a raczej zaprosił na przejażdżkę nad jezioro w Chełmży. Czy otwarcie nowego cyklu jest udane? Czy nowy bohater zyska grono entuzjastów?

Zima. Jezioro skute lodem, a na nim przymarznięta czerwona łódka i dwóch nieboszczyków – starszy mężczyzna o nieznanej tożsamości i chłopiec w wieku szkolnym, mieszkaniec pobliskiego miasteczka. Kim jest mężczyzna? Co łączy zmarłe osoby? Dlaczego znaleźli się w jednym miejscu o tym samym czasie?
Do sprawy wyjaśnienia zgonów zostaje przydzielony Bernard Gross. Człowiek z traumatyczną przeszłością, z rodzinnymi problemami, ciekawym hobby, ale też profesjonalnym podejściem do obowiązków i oddany swojej pracy. Błyskotliwy umysł prowadzi go krętymi ścieżkami do celu, jakim jest odpowiedź na piętrzące się pytania i wątpliwości.

W Skazie Robert Małecki dał mi to, co bardzo lubię, czyli dwutorową akcję, która rozgrywa się w 2018 roku oraz dziesięć lat wcześniej. Przeplatane wydarzenia mające miejsce w teraźniejszości i przeszłości doskonale się uzupełniają i dają znakomicie zazębiające się dwie historie. Akcja nie pędzi, nie ma fajerwerków, chociaż są momenty zaskakujące. Ani przez chwilę nie wieje nudą, dlatego że fabuła jest rzetelnie i z pomysłem zbudowana. Atmosfera stopniowo zagęszcza się a my przedzieramy się przez przez zawiłości śledztwa.
Nowy bohater nie odkrywa wszystkich kart. Ciągnie się za nim cień tajemnicy, który daje nadzieję na kolejne historie z jego udziałem. Bohaterowie drugoplanowi również są ciekawi, charakterystyczni i z zadziorem.

Wróżę nowej serii dużą popularność, bo naprawdę jest to kawał dobrego, polskiego kryminału. Ja w każdym razie już czekam na kolejne części! Polecam serdecznie fanom gatunku i entuzjastom powieści kryminalnych bez rozlewu krwi i epatowania okrucieństwem.

Ocena: 5+/6
©Na czytniku
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Jeśli w trakcie lektury czuję ucisk w brzuchu, którym objawiają się u ludzi strach, emocje, to znaczy, że z czytana książka jest na wysokim poziomie.
    Jeśli w trakcie lektury przeżywam los bohatera i zaczynam zastanawiać się nad swoimi osiągnięciami życiowymi, to znaczy, że autor doskonale zbudował swoje postaci i umiejętnie wplótł je w zbudowaną miastenie intrygę.

    Co tu dużo mówić? Skaza to najlepsza książka Małeckiego, najbardziej dojrzała i wzbudzająca (przynajmniej we mnie) duże zainteresowanie. I nie przeszkadza mi właściwie fakt, że autor trochę jakby przekalkował Benera tworząc Grossa. Być może to tylko ja odniosłem takie wrażenie, inni wcale nie będą tak uważać? Polubiłem tego policjanta i się z nim identyfikowałem. I tak po ludzku, na prawdę szkoda mi go. Autor mocno go poturbował i pewnie jeszcze nieraz go znokautuje. Czekam bardzo na kolejny tom.

    Ps. Bardzo podoba mi się hobby Grossa.

    Ocena: 5/6

Warto zerknąć