W żywe oczy
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.66 / 5.00
liczba ocen: 3736
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
Pozostałe księgarnie
22.49 zł
Opis:

Nawiąż rozmowę z wyznaczonym mężczyzną.

Nie bądź za szybko bezpośrednia.

To on musi złożyć propozycję, a nie na odwrót.

Zarejestruj całą rozmowę.

 

Claire kłamie zawodowo. Wydaje się, że jest stworzona do roli, w którą się wcieli. Na zlecenie firmy prawniczej specjalizującej się w sprawach rozwodowych ma demaskować niewiernych mężów i dostarczać niezbite dowody ich zdrady. To ona ma dyktować reguły gry. Gdy „klientem” Claire zostaje interesujący profesor Patrick Fogler, stawka gwałtownie rośnie.

W grze gęstej od mrocznego uwodzenia, manipulacji i niedopowiedzeń role zaczynają się niebezpiecznie odwracać...

W żywe oczy od JP Delaney możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
CYTATY:
Gram działania jest wart kilograma słów.
Recenzje blogerów
JP Delaney wywołał w zeszłym roku swoją powieścią - Lokatorką spore zamieszanie i to zarówno wśród wielbicieli gatunku, jak i osób które thrillery czytają sporadycznie. a choć sama nie podzielałam entuzjazmu większości książkoholików - - przeszkadzało mi zwłaszcza mocne oderwanie fabuły od rzeczywistości - byłam wystarczająco usatysfakcjonowana by dać autorowi jeszcze jedną szansę. Nie ukrywam, że zaintrygowały mnie sprzeczne opinie innych czytelników - W żywe oczy jednych zachwyca a innych odrzuca do tego stopnia, że decydują się na nieskończenie lektury. I jak to często bywa, jestem w stanie w pewnym zakresie każdą ze stron.

Claire marzy o wielkiej, aktorskiej karierze, ale brak zielonej karty sprawia, że zmuszona jest spełniać się zawodowo w inny sposób. Kobieta zarabia na życie jako tzw. testerka wierności dla firmy prawniczej - ma demaskować niewiernych małżonków i dostarczać dowodów ich zdrady. Patrick Fogler różni się jednak od typowych „klientów” Claire. Zresztą, samo zlecenie ma w sobie coś nieco tajemniczego i niepokojącego.Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w hotelowym pokoju znalezione zostają zwłoki żony Patricka. Claire musi wcielić się w jedną z najtrudniejszych ról w swoim życiu.

JP Delaney potrafi tworzyć fascynujące i niesamowicie wciągające historie. Podobnie jak Lokatorka, tak i W żywe oczy ma w sobie coś takiego, co sprawia, że czytelnik od pierwszych stron czuje się wessany w historie. Sam koncept fabularny i przybliżenie „zawodu” testerki wierności jest fascynujący, nawet jeśli dosyć mocno „nagina naszą rzeczywistość” - istnieje raczej znikome prawdopodobieństwo by w prawdziwym życiu, policja zawierzyła powodzenie śledztwa w rękach podrzędnej aktorki czy jakiegokolwiek cywila. JP Delaney porywa, zaskakuje i tworzy taką duszną, niepokojącą atmosferę m. in. przez nawiązania do poezji Baudelaire’a. Nie dziwi mnie to, że może w ten sposób kogoś zachwycać.

Problem polega jednak na tym, że autor na tym nie poprzestaje - coraz bardziej zapętla fabułę i czyni ją jeszcze bardziej absurdalną. To prawda, następuje pewien plot twist, którego nie przewidziałam, ale od tego punktu powieść niejako się rozsypuje. Fragment powieści tuż po tym zwrocie akcji różni się charakterem, klimatem, a nawet tempem. I część mnie zastanawia się czy jest to „sekcja”, w której autor wprowadził najwięcej zmian - nie wiem czy wiecie, ale W żywe oczy zostało pierwotnie wydane w innej formie; po sukcesie Lokatorki (jakiś siedemnastu latach od wydania oryginału) JP Delaney napisał jednak historię na nowo, zmieniając pewne elementy w tym (podobno) zakończenie.

Mam mieszane uczucia odnośnie tej historii, bo dostrzegałam w niej ogromny potencjał, a i sam początek sporo obiecywał. Jeżeli chodzi o zakończenie, w moim odczuciu ma ono nieco zbyt filmowy, absurdalny charakter. Na dodatek nie do końca odpowiada mi to, że JP Delaney zbudował cały efekt zaskoczenia na figurze narratora, któremu nie możemy do końca ufać, bo tym samym powielił „narzędzie” użyte w Lokatorce. No i niestety nie rozumiem koncepcji przedstawienia niektórych dialogów w formie scenariusza filmowego/dramatu - jest to pewne nawiązanie do „wykształcenia” Claire i coś co wyróżnia W żywe oczy na tle innych thrillerów, ale zabrakło konsekwencji, albo wytłumaczenia dlaczego inne partie dialogowe mają tradycyjną formę.

To nie jest najgorszy thriller jaki czytałam i rozumiem, że może się on podobać; sama zresztą początkowo byłam zachwycona lekturą. Ale w moim odczuciu JP Delaney nie obronił po prostu swojego pomysłu do końca. Sprawdza się jako lektura na dwa, trzy wieczory i nie zniechęcam Was do zapoznania się z nim. Ale daleka jestem od opinii, że to najlepszy tytuł w swoim gatunku tego roku.

Ocena: 3+/6
©Złodziejka książek
Lokatorki, czyli pierwszej powieści JP Delaney, nie czytałam i przyznam szczerze, że w pewnym momencie czytać już nie chciałam. Książka wyskakiwała mi prawie z lodówki, co wreszcie zrobiło się upierdliwe, bo przecież ta nie mogła być tak dobra, jak mówiła większość, i nie mogła zasługiwać na takie wyróżnienie. Cieszę się, że W żywe oczy mogłam przeczytać przed premierą i przed znaczną większością zainteresowanych czytelników, bo gdyby nie to, sytuacja by się powtórzyła. Obie książki leżałyby w oczekiwaniu na lepsze czasy, które za szybko by nie nadeszły.

Podejrzewam, że większość z was też tak ma, że kiedy książka zaczyna pojawiać się wszędzie, szybko się przejada. Niby gatunek pasuje, niby intryguje, ale jednak nie dajemy jej szansy. Dla własnego dobra – nie ignorujcie W żywe oczy, nie odkładajcie na później.

W żywe oczy to thriller mocno psychologiczny z elementami kryminału. Pewnie wiecie, że nie przepadam za rozbudowywaniem postaci pod względem ich przeszłości, przeżyć, doświadczeń, które ostatecznie kształtują ich na tych, kim są na kartach powieści, ale to co zrobił Delaney było tak doskonałe, że aż niemożliwe. Prawie wszystko, co zostało powiedziane i pomyślane przez bohaterów, miało swoją wyraźną przyczynę i widoczne konsekwencje. Od samego początku, kiedy poznajemy Claire, która zawodowo zajmuje się kłamaniem, ma się wrażenie, że wchodzimy na widownię, a cała wykreowana przez autora fabuła jest przedstawieniem. Raz, że wszystko pięknie się wizualizuje, dwa, że jest niesamowicie intrygująco, a trzy, że do samego końca trzyma w napięciu i zaskakuje.

Chyba zawsze miałam słabość do starszych mężczyzn, do interesujących postaci sprawujących władzę, które mogłyby nauczyć mnie czegoś o świecie.

Rolę pierwszoplanową gra wspomniana wcześniej Clair, której zadaniem zawodowym jest manipulowanie mężczyznami posądzanymi o zdradę do takiego momentu, aż zarzuty postawione przez ich życiowe partnerki stają się rzeczywistością, a one zdobywają dowód w sprawie niewierności. Współpracując z firmą prawniczą ma możliwość doszkalania się na własną rękę z aktorstwa, które tak bardzo ją fascynuje. Jest jedną z tych postaci książkowych, które momentami aż irytują przerysowanymi, przesyconymi emocjami zachowaniami. Jest niesamowicie sztuczna, a jej manieryzm był tak wyczuwalny, że aż miało się ochotę zwrócić jej uwagę, żeby wreszcie przestała gwiazdorzyć. Wszystko to jednak ma znaczenie w tej powieści, a autor dokładnie tego chciał, żeby czytelnik w taki, a nie inny sposób podchodził do tej bohaterki. Jej zachowania i sposób postrzegania świata tworzą nieco oniryczny klimat, w którym czytelnik zaczyna się gubić i zastanawiać - czy to się dzieje naprawdę, czy to odbywa się tylko w jej głowie. W pewnym momencie do gry wchodzi Patrick Fogler, który staje się dla Clair wyzwaniem, który zachowuje się zupełnie inaczej niż wszyscy, którego niedostępność i zainteresowania wzniecają w niej pragnienie zdobycia go, co równa się z wygraną. Wtedy też zaczyna się prawdziwa gra na śmierć i życie.

Może i żałuję, że nie ma we mnie więcej empatii, współczucia czy czego tam, ale prawda wygląda tak, że po prostu jestem inaczej skonstruowana. Możesz zrzucić winę na to, że byłam dzieckiem, którego nikt nie chciał, albo na to, że mam pewne cechy osobowości borderline czy jak to się tam, cholera, nazywa, ale nie jestem taka jak inni ludzie. Po prostu nie jestem.

Całe piękno tej powieści tkwi w rozbudowaniu wymyślonej przez autora mrocznej i tragicznej powieści na fundamencie prawdy. Mowa o Charlesie Baudelaire, którego poezja i sama postać stały się ważnym elementem życia bohaterów, które na dobrą sprawę kierowały ich życiem, a dla czytelnika były drogowskazem, dokąd prowadzi konkretna sytuacja. Fragmenty wierszy są elementem, który wymaga od czytelnika skupienia, szybkiej analizy i głębszego wejścia w życie bohaterów, żeby to cała farsa zaskoczyła, żeby wszystko stało się zrozumiałe.

Już dawno nie czytałam tak ciekawej, fascynującej i intrygującej książki, która samym zakończeniem wyprowadziła mnie z równowagi. Nie wiem z jakiej strony Delaney pokazał się w Lokatorce, ale W żywe oczy sprawiły, że mam ochotę przekonać się o tym na własnej skórze. Myślę, że to powieść poniekąd idealna – nadaje się zarówno dla czytelników zaczynających z gatunkiem, ale prawdziwą ucztą będzie też dla tych bardziej spostrzegawczych i nieufnych, regularnie czytających kryminały.

Ocena: 5/6
©Rude recenzuje
Tym razem nie będzie żadnych wstępów. Od razu przejdę do sedna i postaram się opowiedzieć o książce W żywe oczy JP Delaney’ego

Claire Wright

Bohaterką W żywe oczy jest Claire Wright, 25 letnia studentka aktorstwa w Nowym Jorku, która chcąc dorobić sobie do stypendium pracuje dla agencji prawniczej. Na czym polega jej praca? Na zlecenie żon stara się umówić z ich mężami i zobaczyć jak daleko się posuną. Wszystko nagrywa na kamerkę, co potem zostaje wykorzystane jako dowód w sprawach rozwodowych itp. Jako przyszła aktorka z wielkim talentem doskonale kłamie i manipuluje ludźmi. Wszystko idzie wspaniale do momentu, kiedy dostaje zlecenie na poderwanie Patricka Foglera, wykładowcę literatury i wielkiego miłośnika Paula Baudleira. Zaraz po spotkaniu żona Patricka, Stella, zostaje zamordowana, a podejrzenie pada na męża. Wtedy sprawy się komplikują. Claire zostaje wplątana w bardzo niebezpieczną grę. A zakończenie jest bardzo zaskakujące.

Prawda czy kłamstwo?

Ale czy to Claire jest tu ofiarą? Szczerze mówiąc trudno się zorientować. Claire kłamie tak doskonale, że często nie wiedziałam co jest prawdą, a co kłamstwem. Potrafi robić to tak przekonująco, że kiedy już myślę, że wiem co się stanie, dzieje się zupełnie odwrotnie. Jako bohaterka, Claire nie jest osobą, którą da się polubić. Oczywiście, można zrzucić wszystko na jej ciężkie dzieciństwo, na pobyty w rodzinach zastępczych, ale niczego jej to nie uczy. Kłamie nie tylko w pracy, ale również w życiu. Oszukuje wszystkich wokół. Ma zaburzenia psychiczne, które w jakiś sposób mogą usprawiedliwiać jej zachowanie. Potrzeba akceptacji, nadinterpretacja ludzkich zachowań, manipulowanie ludźmi, aby osiągnąć korzyści. To wszystko sprawia, że jest postacią antypatyczną.

Dobra robota

Autorowi udała się doskonała sztuka. Potrafił tak namieszać, że nie wiedziałam już kto jest dobrym, a kto złym bohaterem. Rzadko się zdarza, że nie umiem przewidzieć zakończenia, a tutaj tak właśnie było. Zaskoczenie goni zaskoczenie. Świetnym pomysłem jest również wykorzystanie scenariusza teatralnego w konstrukcji książki. Didaskalia, dialogi bohaterów, to jest coś czego jeszcze nie spotkałam w zwykłej powieści. Dzięki temu możemy odróżnić kiedy Claire sobie coś wyobraża, a kiedy (być może) coś dzieje się naprawdę. Ponadto Delaney odpowiednio wykorzystał wiersze Baudleira, aby stworzyć nastrój i wyjaśnić zachowania bohaterów. Książka jest pełna dynamicznej akcji, bohaterowie są niejednoznaczni, skomplikowani. W żywe oczy to jedna z ciekawszych powieści jakie ostatnio czytałam. Wywarła na mnie duże wrażenie i zostawiła z kilkoma pytaniami, na które będę chciała sobie odpowiedzieć.

Ocena: 5/6
©Czytanie na śniadanie
Nie czytałam Lokatorki, popularnego jakiś czas temu thrillera psychologicznego autorstwa JP Delaney'a. Wprawdzie miałam na to ochotę, ale zabrakło sprzyjających okoliczności. Kiedy pojawiła się okazja, żeby przeczytać powieść W żywe oczy, wspomnianego autora, zdecydowałam, że sama przekonam się, skąd wzięła się popularność jego książek. Być może sięgnę jeszcze kiedyś po Lokatorkę, ponieważ styl pisania JP Delaney'a przypadł mi do gustu. Jest oryginalny, nieszablonowy i wciągający.

Na początek, kilka słów na temat fabuły powieści. Brytyjska aktorka, Claire Wright, przyjeżdża do USA. Nie ma zielonej karty, w związku z tym nie znajduje pracy w wymarzonym zawodzie. W zamian wykonuje zlecenia pewnego prawnika, którego zadaniem jest dostarczać dowody żonom na niewierność ich mężów. Claire udaje więc prostytutkę, która uwodzi wiarołomnych mężczyzn. Dziewczyna zarabia na czynsz we wspólnym mieszkaniu, i wciąż marzy o pracy na deskach najlepszych teatrów. Jedno ze zleceń, które wykonuje, kończy się tajemniczą śmiercią zleceniodawcy - kobieta oskarżająca męża o zdradę zostaje znaleziona w pokoju hotelowym. Sprawa jest skomplikowana. Podejrzany jest mąż bogatej klientki, tym bardziej że zginęła znaczna suma pieniędzy. Problemy z udowodnieniem niewinności ma również Claire. Po kilku miesiącach śledztwa, policja decyduje się przeprowadzić dopracowaną w szczegółach prowokację, która ma złapać w sidła zabójcę - wszystko wskazuje na to, że jest nim wyjątkowo sprytny, elokwentny i ujmujący mąż denatki.

Powieść W żywe oczy została ciekawie skonstruowana. Przede wszystkim posługuje się formą scenariusza i to w przeważającej części powieści. Nie każdemu czytelnikowi może się to podobać, ale wprowadza dużo świeżości, uwydatnia prowadzoną w powieści psychologiczną grę, pozwala spojrzeć na przedstawione wydarzenia w bardziej dynamiczny sposób. JP Delaney serwuje czytelnikowi po równo: tajemnice, zdrady, kłamstwa, zwroty akcji i odpowiednią dozę napięcia. Duży plus dla autora za umiejętność dezorientowania czytelnika. Jeśli w którymś momencie lektury poczujecie, że być może to wszystko jest jedynie aktorską grą, to w zasadzie będziecie mieli rację. Pod tym względem powieść podobała mi się, jestem nawet w stanie wybaczyć jej niektóre niemożliwie naciągane fragmenty fabuły. Ot choćby to, że owa fabuła zaczęła gubić się w zawiłych detalach scen BDSM, okraszonych niezmiennie fragmentami twórczości Baudelaire'a. To mroczna poezja, która pasuje do tematyki powieści, ale właściwie mogłoby jej tu w ogóle nie być. Bez niej motywy, którymi kierował się morderca, również byłyby czytelne.

Według mnie, najważniejszym atutem powieści jest kreacja postaci głównej bohaterki. Jest ona odpowiednio złożona pod względem psychologicznym, ma swoje ciemne strony, i energię, której mogłaby jej pozazdrościć niejedna aktorka żyjąca w realnym świecie.

Przeczytałam W żywe oczy jakiś tydzień temu. Spędziłam z tą książką dobre dwa wieczory. Było ciekawie, tajemniczo i podstępnie zaskakująco. Sprawdźcie sami.

Ocena: 4+/6
©Wasilka - Słowa jak marzenia
GRA W ŻYCIE

Clare to niezwykle utalentowana studentka nowojorskiej szkoły aktorskiej. Trudne dzieciństwo i dorastanie nauczyło ją bezbłędnie wcielać się w przeróżne role, kłamać w żywe oczy i udawać nawet przed samą sobą. Swoje umiejętności wykorzystuje pracując na zlecenie kancelarii prawniczej zajmującej się głównie rozwodami. Tym razem jednak z pozoru zwyczajna sprawa przybiera zupełnie niezapowiedziany obrót, a wraz z nią całe życie Claire.

Lokatorka to dla mnie jedna z lepszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Majstersztyk, prawdziwe cudo, które uzależniło mnie od siebie o wyjątkowej atmosferze i przytłaczającym napięciu. Nic więc dziwnego, że nie mogłam się doczekać premiery „W żywe oczy” i nie jestem pewna, czy nie podeszłam do tej powieści ze zbyt wysokimi oczekiwaniami.

Na scenie coś się dzieje – coś, czego nikt nie potrafi wyjaśnić. Na kilka chwil stajesz się kimś innym. To najlepsze uczucie na świecie.

W W żywe oczy najbardziej spodobał mi się motyw zacierania się granicy między tym, kiedy mamy do czynienia z prawdziwą Claire, a kiedy z odgrywaną przez nią postacią. Kiedy z grą, a kiedy z rzeczywistością. Kiedy z prawda, a kiedy z umiejętnie kamuflowanym fałszem. Główna bohaterka to osoba o wielu twarzach i wielu maskach. Trochę zazdrościłam jej umiejętności gry, umiejętności „edytowania” świata wedle własnych potrzeb. Polubiłam ją jako osobę, chociaż nie zawsze rozumiałam jej zachowanie. W tej powieści nie spodobały mi się również moim zdaniem zbyt szybkie „przejścia”, zwroty akcji, które wydały mi się nieco „naciągane”, dopisane na siłę i niepasujące. Odniosłam wrażenie, że do połowy książki wszystko się „zgadzało”, a chwilę później na tyle się skomplikowało, że sama już nie wiedziałam, po której stronie jest nasza bohaterka. Może i taki był zamysł pisarza, ale ja nie czuję się przekonana. Tak czy tak, mogę powiedzieć, że powieść trzyma wysoki poziom. A, że nie tak wysoki jak Lokatorka, to już inna sprawa.

W żywe oczy to ciekawa i dla mnie zupełnie nieprzewidywalna powieść JP Delaney. Szybka do przeczytania i myślę, że warta uwagi.

Ocena: 4+/6
©Caroline Livre
Delaney przygotował przedstawienie z prologiem, który szeroko otwiera oczy i już do końca lektury każe trzymać się na baczności. W żywe oczy to nie tylko zgłębianie sztuki aktorskiej i przekazu poezji Baudelaire'a, wykraczającego daleko poza podprogowy, ale przede wszystkim studium psychik tak popapranych, że nadawałyby się na temat niejednej pracy naukowej. W tym thrillerze nic nie jest jasne, a słowa, które padają, pozostawiają taką samą niepewność jak to, co między nimi, ba, celowo przemilczane. W dodatku nie można być pewnym, w jakim stopniu postacie ogrywają określone role, a kiedy są sobą. Przy czym bycie sobą wcale nie wyklucza prowadzenia gierek, a dwójka głównych bohaterów - choć każde z innych pobudek - jest mistrzami wiarygodnego zachowania. Pretendentów do miana winnego jest tylu, że ledwo zdecyduje się na którąś opcję, to akcja skręca, wytrącając z rytmu. Książka zdaje się kręcić wokół pytania, komu zaufać? A zaufanie może się okazać kwestią życia i śmierci... Jako że autor podtrzymuje raz nadane tempo, udzielające się uczucie niepewności i napięcie, czytelnik angażuje się aż do samego końca.

Kto znalazł coś ciekawego w Lokatorce, znajdzie jeszcze więcej w drugim thrillerze Delaney. Polecam, bez mydlenia oczu - showtime!

Recenzja: W żywe oczy

Ocena: 6/6

©paratexterka
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć