Mayflower: Opowieść o początkach Ameryki
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.86 / 5.00
liczba ocen: 30257
Ilość stron (szacowana): 448
Papwerwhite 4#amazon
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
47.90 złpremium: 28.74 zł
-39% 28.80 zł
38.32 zł
40.07 zł
40.72 zł
Pozostałe księgarnie
36.88 zł
38.30 zł
38.32 zł
38.32 zł
40.36 zł
43.11 zł
47.90 zł
47.90 zł
Opis:
Finalistka Nagrody Pulitzera. Wyjątkowa i niezwykle wciągająca książka o odwadze, wspólnocie i walce. Daleko w niej od utartych stereotypów kształtowania się Stanów Zjednoczonych, a poplątane losy głównych bohaterów dramatu: Williama Branforda – pierwszego gubernatora kolonii, Benjamina Churcha – walecznego pogromcy tubylców, Massasoita i Króla Filipa – nieszczęsnych wodzów Indian, są tego najlepszym dowodem.
 

„Żywy i niezwykle świeży ... Philbrick przekształcił Pielgrzymów na wieki” – „The New York Times Book Review”

W roku 1620 purytańscy osadnicy na statku Mayflower pożeglowali ku Nowemu Światu, uciekając przed religijnymi prześladowaniami w rodzimej Anglii. Wylądowali pod Plymouth Rock w Massachusetts. Pomimo głodu i wyczerpania los im sprzyjał – zaprzyjaźnieni Indianie nauczyli ich wysiewu zbóż i pomogli uczcić pierwsze Święto Dziękczynienia. Z tego obiecującego zalążka rozwinęły się Stany Zjednoczone. Taki mityczny przekaz jest utrwalony w powszechnym odbiorze.
W rzeczywistości Indianie i angielscy koloniści nie żyli w tak idyllicznym stanie wzajemnej pomocy. Pierwsze półwiecze kontaktów wypełniały rywalizacja i kompromisy. W kolejnym pokoleniu ten kruchy pokój przerodził się w jedną z najkrwawszych wojen stoczonych na amerykańskiej ziemi, dając początek trwającej dwa wieki eksterminacji rdzennej ludności. Marzenia o stworzeniu idealnego świata szybko zderzyły się z brutalną rzeczywistością, a po nieudanej próbie zniewolenia Indian sięgnięto po niewolników z Afryki.

Recenzje blogerów
Nathaniel Philbrick rozprawia się z mitami. Na okładce przeczytamy, że jego styl jest brawurowy i chyba rzeczywiście można go tak określić. Czyta się tę książkę nie jak pozycję historyczną, a bardziej jak sensacyjną powieść. Autor przeprowadza nas przez pierwsze lata kolonizacji Nowej Anglii – wyjaśnia, skąd właściwie wzięli się tam Anglicy, dlaczego akurat tam się osiedlili, kim byli. Opisuje, jak wyglądały ich pierwsze zmagania z amerykańską ziemią, te większe i poważniejsze, ale też te codzienne. Kiedy myśli się o pionierach, można ich podziwiać, szanować za odwagę (bo żeby wsiąść na statek i popłynąć w całkowicie nieznane to jednak trzeba być odważnym). Ale to wszystko hasła, które nie pokazują, z czym musieli się mierzyć. Philbrick za to pokazuje to doskonale – czytając Mayflower można się poczuć jak Pielgrzym, który wysiadł ze statku na którym płynął na dwa miesiące. Wysiadł na ląd, na którym nie było nic – ja sobie nawet nie wyobrażam, jak to jest zaczynać od takiego zera!

Ale to opowieść nie tylko o Pielgrzymach. Napisałam wcześniej, że Philbrick rozprawia się z mitami. W opowieściach o powstawaniu Stanów trudno znaleźć równowagę. Bo z jednej strony nie można odmówić odwagi i słuszności ludziom, którzy szukali dla siebie miejsca, zaczynali od niczego, potem i krwią budowali osady, a wszystko po to, by żyć, tak jak chcieli. Z drugiej strony, Philbrick głośno mówi stop! Trzeba spojrzeć na to od drugiej strony. Bo może chcieli dobrze, ale wyszło jak zawsze. Kiedy tylko pomoc Indian była im już niepotrzebna, zaczęli ich mordować. Kiedy widmo głodu zniknęło, zaczęli się rozglądać, jak tu się wzbogacić i skąd kupić więcej ziemi. A w ogóle to pierwsze kontakty z Indianami rozpoczęli od kradzieży ich jedzenia. Kiedy czytałam Mayflower ciśnienie mi się podnosiło raz za razem. Część historyczna jest rzetelna i warto przeczytać książkę ze względu na wiedzę, jak to wszystko się odbyło. Ale to ta część ludzka, emocjonalna niszczy czytelnika i wzbudza świadomość, wiele myśli, które zostają na dłużej.

Bo ludzie odgrywają tutaj najważniejszą rolę. Są aktorzy pierwszoplanowi, Ci, od których zależały wydarzenia i rozwój sytuacji, jak William Branford, Benjamin Church, Massasoit czy król Filip. Ale jest też całe mnóstwo aktorów drugoplanowych – ludzie, którzy porzucili całe swoje życie, by popłynąć w nieznane, żony, które poszły za mężami, pozostawione dzieci i rozdarte rodziny, Indianie, nie wiedzący, czego mogą się spodziewać. Tłem dla ich istnienia są wielkie wydarzenia historyczne, ale też ogromnie ważne, jednostkowe przeżycia – śmierć najbliższych, choroby, wyzwania takie jak budowa domu czy przeżycie zimy, organizacja współistnienia, sympatie i antypatie, podejmowane decyzje. Na każdej stronie tej książki czuć napięcie – my wiemy, jak to wszystko się skończy, ale oni jeszcze nie. I chciałoby się zmienić bieg wydarzeń, powstrzymać niektórych, zmusić do działania innych. Rzadko mam podczas lektury ochotę obrażać ludzi, o których czytam, ale tutaj kilku się oberwało. Więc z jednej strony odwaga, z drugiej głupota. Z jednej pionierstwo, z drugiej nie poparte niczym wyobrażenie o własnej wielkości i byciu lepszym. Kolonizacja Ameryki to jeszcze jeden rozdział w historii ludzkości, którego powinniśmy się wstydzić. Albo czerpać z niego naukę, choć nie wiem dlaczego, ale jestem przekonana, że nawet gdybyśmy cofnęli czas i mieli taką wiedzę, jaką mamy dzisiaj, historia potoczyłaby się podobnie.

Ocena: 6/6
©Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć