Hashtag
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.06 / 5.00
liczba ocen: 1267
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
22.33 złpremium: 13.40 zł
17.90 zł
22.33 zł
25.12 zł
27.12 zł
Pozostałe księgarnie
-8% 17.55 zł
19.14 zł
19.43 zł
19.87 zł
21.99 zł
25.52 zł
28.71 zł
30.29 zł
31.90 zł
Opis:
Jedna przesyłka zmieniła jej życie. Gdy Tesa na nowo odkrywa swoją przeszłość, przez media społecznościowe przetacza się nowy trend. Kolejni internauci zamieszczają wpisy z hashtagiem #apsyda. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że osoby te od lat uznawane są za zaginione…
 

„Twoja paczka już na ciebie czeka!” – brzmiała wiadomość, która wydawała się zwykłą pomyłką. Tesa nie spodziewała się żadnej przesyłki, niczego nie zamawiała w sieci – a nawet gdyby to zrobiła, z pewnością nie wybrałaby dostawy do paczkomatu. Jeśli nie musiała, nie wychodziła z domu.
Postanowiła jednak sprawdzić tajemniczą przesyłkę – i okazało się to największym błędem, jaki kiedykolwiek popełniła. Wpadła bowiem w spiralę zdarzeń, które miały zupełnie odmienić jej życie…

CYTATY:
Ludzie się nie zmieniają jedynie ich maski niszczeją i zaczynają prześwitywać.
Recenzje blogerów
Kolejna powieść Remigiusza Mroza, głośno zapowiadana i z rozmachem promowana, niestety okazuje się w mojej opinii klapą. Wątek główny, choć niepozbawiony wad, mógłby się bronić, ale już błędy merytoryczne, natrętne lokowanie marek i traktowanie czytelnika protekcjonalnie i z góry – niekoniecznie. Wśród trzydziestu książek Remigiusza, które czytałem, Hashtag na pewno nie plasuje się w czołówce. A szkoda, bo mogło być dobrze…



Ocena: 2/6
©Kto czyta, żyje podwójnie
Wokół tej książki kontrowersje narosły jeszcze zanim trafiła na rynek. Przez media przetacza się co i rusz kolejna fala krytyki, gdy Remigiuszowi Mrozowi zarzuca się pisanie taśmowo, chęć zostania współczesnym Kraszewskim, słaby research i tym podobne. Druga strona pisze o świetnej rozrywce, nieodkładalnych thrillerach i zaskakujących zwrotach akcji. Gdzie ja w tym wszystkim jestem? Gdzieś pośrodku. Bo Remigiusz Mróz, chcąc nie chcąc, stał się już pewnym produktem: a jest to produkt, który świetnie się w tej chwili sprzedaje. Afery nakręcają jedynie hype i sprzedaż, wydawnictwa, w których są wydawane jego powieści zacierają ręce, a sam Mróz po prostu jest na fali. Mało kto by nie skorzystał z sytuacji. Jednak nie da się ukryć, że kiedy tyle się wydaje, to pewne pozycje muszą być słabsze, a zasada ta nie ominęła i najpopularniejszego obecnie polskiego pisarza. Z tego też powodu do lektury Hashtagu podchodziłam z pewną obawą. Czy słusznie?

Tesa ma szereg problemów: kobieta walczy z obżarstwem i wynikłą z niego otyłością, ma trudności w kontaktach z ludźmi i za wszelką cenę unika wychodzenia z domu. Właściwie całkiem dobrze jej się żyje zamkniętej w swoim rodzinnym gniazdku wraz z mężem, Igorem. Względny spokój zostaje jednak zażegnany, gdy któregoś dnia Tesa otrzymuje SMS-a informującego, że ma do odebrania paczkę w pobliskim Paczkomacie. Tesa nic ostatnio nie zamawiała, jednak dochodzi do wniosku, że sprawdzi w czym rzecz. Podjeżdża po tajemniczą przesyłkę i… wpada w spiralę zdarzeń, która zupełnie odmienia jej życie. W paczce znajduje się zrobiona z alabastru czaszka i tajemnicza wiadomość: „Jesteś pierwszą z wielu… #apsyda”. Wkrótce Twitter zaroi się od postów z tajemniczym hashtagiem… Będzie to tym dziwniejsze, że każda z tych osób zaginęła przed laty i nigdy później nie dała już znaku życia.

Nie ufaj mu, a jeszcze bardziej nie ufaj sobie.

W tym momencie Tesa zostanie zmuszona do opuszczenia bezpiecznych czterech ścian i znanego, stworzonego z Igorem świata. Para próbuje rozwikłać, o co chodzi z tweetami, w których co i rusz pojawia się #apsyda – dość szybko odkrywają, że osoby, na których kontach pojawiły się wiadomości, w przeszłości mocniej lub słabiej przecięły drogę życiową kobiety. Czy to dlatego psychopata, szybko ochrzczony przez Igora Architektem, wybrał właśnie Tesę na adresatkę pierwszej wiadomości? Rzecz jasna nie byłoby dobrego thrillera, gdyby Igor i Tesa postanowili po prostu zgłosić sprawę na policję: nie, oni zaczynają działać na własną rękę. I tu pojawiają się poważne kłopoty, bo Architekt dopiero się rozkręca i zdaje się obserwować dwójkę bohaterów.

Remigiusz Mróz stworzył z jednej strony typową dla siebie historię, a z drugiej – coś nieco innego. Zacznę od głównej bohaterki: Tesa to nie jest postać, która zaludnia zazwyczaj powieści tego autora. Dość powiedzieć, że większość jego głównych bohaterów to świetnie sobie radzący w życiu, wyszczekani, odrobinę bezczelni ludzie, tacy jak Joanna Chyłka czy Wiktor Forst. Tesa natomiast jest otyła, wycofana, ma problemy psychiczne, myśli o samobójstwie, ciągle się poci i szarpie skórki przy paznokciach. Uczynienie z niej najważniejszej postaci w książce jest posunięciem dość ryzykownym, ale ciekawym. Jedynym bohaterem Mroza, który w pewien sposób z nią konweniuje jest Gerard Edling z „Behawiorysty”. Mężczyzna, w przeciwieństwie do Tesy, ma co prawda dobrze działające życie zawodowe, ale posiada też masę dziwactw, które nie zjednują mu sympatii otoczenia ani czytelników. Tesa taka, jaka jest, była Mrozowi potrzebna do stworzenia tej historii: przez jej rozchwianie psychiczne i emocjonalne czytelnik nie wie, co jest prawdą, a co nałożonym na jej mózg wspomnieniem, mającym jakoś pozwolić jej żyć.

Narracja pierwszoosobowa Tesy przeplata się tu z narratorem trzecioosobowym, który opowiada wydarzenia z czasu, gdy Tesa i Igor studiowali na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Oczywiście te dwie nitki, początkowo biegnące dość daleko od siebie, w końcu się przetną. Jednak uważny czytelnik już wcześniej dostrzeże, co łączy oba wątki i kim jest tajemniczy Architekt. Nie będzie tylko pewne, czemu wybrał sobie właśnie Tesę i za co – i na kim? – się mści.

Czasem, kiedy myślałam o odebraniu sobie życia, odnosiłam wrażenie, że jest już za późno. Że nie żyję. Nie istnieję. Znajduję się w czyśćcu, przeżywając wydarzenia, które tak naprawdę nie miały miejsca.

Remigiusz Mróz jak zwykle zwodzi czytelnika i stawia sobie za cel takie zamotanie fabuły, żeby ten jak najdłużej nie zorientował się, gdzie pisarz go prowadzi. Nie wiem, czy to kwestia tego, że znam już tak wiele historii Maestra Książkowych Suspensów, czy też w Hashtagu pewne elementy były słabiej dopracowane, fakt jest jednak taki, że w miarę szybko, to znaczy około połowy książki, domyśliłam się, o co w tym mniej więcej chodzi. Później autor zaskoczył mnie już tylko paroma szczegółami, ale nie główną osią akcji. Najnowsza powieść Mroza ma też nierówne tempo, przez co początkowe sto stron nieco mi się dłużyło, a znów końcówka chwilami wpadała w przesadny pęd.

Jednak tym, co irytowało mnie w Hashtagu najbardziej było szastanie na prawo i lewo nazwami marek, sławnymi postaciami, tytułami seriali, filmów i programów telewizyjnych. Rozumiem dbanie o realizm i szczegółowość tła, rozumiem trzymanie ręki na pulsie, fajnie, że wiemy, że Tesa jeździ Toyotą Yaris, a w chwili słabości podjada lody firmy Grycan, ale jak już przeczytałam, że jej telefon to „Motorola RAZR V3 z wyświetlaczem TFT” to przewróciłam oczami. Wygląda to wszystko jak niekończąca się lista rzeczy służąca lokowaniu produktu przewidzianego pod przyszłą (ewentualną?) ekranizację Hashtagu.

Podsumowując: czy podobał mi się Hashtag Remigiusza Mroza? Odpowiem ostrożnie: tak, to dobra książka, ale nie rewelacyjna. Ma swoje minusy i z tego powodu nie zaliczę jej do mojej topki powieści tego autora. Jednocześnie to dynamiczna powieść o dość nietypowej, jak na tego pisarza, głównej bohaterce i fabule pełnej zwrotów akcji. Tym razem nie miałam na końcu wrażenia, że to, co się stało jest kompletnie niewiarygodne, a parę razy tak się już autorowi podwinęła noga (chociażby przy Czarnej Madonnie czy Nieodnalezionej). Jest więc Hashtag porządnym, trzymającym w napięciu thrillerem ze środkowej stawki: jeśli szukacie ciekawej lektury na wakacje to najnowsza powieść Remigiusza Mroza na pewno świetnie się sprawdzi.

Ocena: 4/6
©tanayah czyta
Ci, którzy mnie znają, dobrze wiedzą, że ostrożnie podchodzę do twórczości Remigiusza Mroza. Nie chodzi nawet o ilość wydawanych przez niego książek (choć może to razić, można się zastanawiać nad "rzetelnością" tak napisanych/wydanych książek, ale nie można autorowi zarzucać, że wykorzystuje to, iż jest na topie, każdy z nas by to zapewne zrobił - wszystko zależy od perspektywy), lecz o mętne tłumaczenie się fikcją literacką, gdy zarzucane mu są błędy logiczne czy niezgodność z rzeczywistością pewnych faktów (wielokrotnie wspominałam choćby o mrozowych aplikantach w todze czy oskarżonym jako świadku). I o ile nie przeczytałam Nieodnalezionej, czy Czarnej Madonny, to myślę, że z dużą dozą prawdopodobieństwa negatywne (ale uargumentowane) komentarze na temat tych książek mogą mieć pokrycie w rzeczywistości. Jeśli chodzi o Chyłkę - zatrzymałam się na Inwigilacji i raczej nie sięgnę po kolejne części z uwagi na moje zboczenie zawodowe i niechęć do czytania kolejnych głupot procesowych (na które jednak przeciętny czytelnik nie zwróci uwagi). Przyznać musicie, że nie dziwi już zupełnie kolejna informacja o nowej książce Mroza - ja jednak, gdy usłyszałam, że autor próbuje sił w thrillerze psychologicznym, postanowiłam bliżej przyjrzeć się jego nowemu "dziełu", żeby móc zabrać głos w dyskusji, która zapewne rozgorzeje po premierze.

Po lekturze Hashtagu moja refleksja jest taka - autor zagrał mi, jako czytelnikowi, na nosie (spodziewałam się bowiem błędów logicznych, których jednak nie wyłapałam) i świetnie przygotował się na ewentualny atak ze strony "hejterów" (pamiętajmy, że dobrze uargumentowany negatywny komentarz pod ten trend nie podpada) - Hashtag został napisany tak, że właściwie każde ewentualne niedociągnięcie można bardzo prosto wytłumaczyć. Nie, nie napiszę jak, bo zdradziłabym cloue fabuły, niemniej przyznać trzeba, że Remigiusz Mróz dobrze odrobił swoją lekcję, choćby w ten (sprytny moim zdaniem) sposób właśnie.

Zacznę może od tego, że narracja została poprowadzona dwutorowo - narratorką pierwszoosobową jest Tesa, zakompleksiona kobieta ze znaczną otyłością, mająca problemy z funkcjonowaniem w społeczeństwie, lecz wbrew pozorom kochana i kochająca żona Igora, którego poznała na studiach - wspólnie uczęszczali na koło naukowe, prowadzone przez jednego z wykładowców, Krystiana Strachowskiego. To on jest kolejnym głównym bohaterem tej książki i to z jego punktu widzenia prowadzona jest ta druga narracja - tutaj pojawia się w formie trzecioosobowej, wszechwiedzącej. Początkowo czytelnik musi rozstrzygnąć, w jakich relacjach czasowych pozostają te dwa punkty widzenia, jednak szybko można się zorientować, co i jak. Krystian pojawia się także na etapie późniejszym w relacji Tesy - okazuje się, że bohaterowie mają za sobą bliżej nieokreślony związek, nie tylko na poziomie wykładowca-student. Przez całą książkę tak naprawdę nie wiadomo, co do końca łączyło tych dwoje, gdyż z różnych fragmentów czytelnik może wyciągać różne wnioski, a często informacje (i nie tylko co do relacji tej dwójki) są ze sobą w sprzeczności, jak również niedomówione. Jednak zostało to podane w taki sposób, że czytelnik zdaje sobie sprawę, że autor zrobił to po prostu specjalnie i że to część drogi do poznania rozwiązania zagadki tajemniczej apsydy.

No właśnie - od tego zaczyna się książka. Tesa otrzymuje smsa, że czeka na nią paczka. Sytuacja wydaje się nie być w ogóle podejrzana, ale sęk w tym, że dziewczyna niczego nie zamawiała, a z racji fobii społecznej, jeśli już - zamówiłaby z dostawą do domu, nie paczkomatu. W paczce znajduje się kartka z jej imieniem i hashtagiem "apsyda" oraz figurka czaszki. Tesa, wraz ze swoim mężem Igorem, zaczyna śledztwo, sprawdza znaczenie tego słowa i trafia do ojczyzny hashtagów - Twittera. Jej odkrycie przyprawia o gęsią skórkę, bowiem znajduje pod tym # zdjęcie osoby (wrzucone tego samego dnia), która... wiele lat temu zaginęła. Z biegiem czasu pojawiają się kolejne zdjęcia pod #apsyda, należące do osób, które albo są zaginione, albo... nie żyją. Historia zaczyna jeszcze bardziej mrozić krew w żyłach, gdy znika sam Igor, a Tesa otrzymuje przesyłkę z informacją, że jej mąż jest pierwszym z wielu...

Bohaterka postanawia odezwać się do Krystiana, by ten pomógł jej rozwikłać zagadkę #apsydy - nie trzeba chyba wyjaśniać, że ostatnia przesyłka ma tragiczne przesłanie, a być może to od Tesy zależy życie wielu osób. Dziewczyna otrzymuje wiele sprzecznych sygnałów i tajemniczych wiadomości, do tego dochodzą jej problemy psychiczne (chyba zapomniałam wspomnieć, że Tesa wielokrotnie próbowała targnąć się na swoje życie) i fobie społeczne -Tesie zaczyna najzwyczajniej w świecie mieszać się w głowie, nie wie, co jest prawdą, a co być może wytworem jej wyobraźni. Co więcej - czytelnik także tego nie wie. Autor sprawnie wyprowadza w pole (może nie w tak "spektakularny" sposób, jak w dotychczas przeczytanych przeze mnie jego książkach, lecz tak jakby... subtelniej, nie śmiejąc się z inteligencji czytelnika, dość "logicznie", na ile logiczny może być Hashtag). Pisałam wyżej, że informacje z punktu widzenia każdego z bohaterów często były ze sobą sprzeczne - wyszłam z założenia więc, że to do narracji Tesy (jako pierwszoosobowej!) należy podejść ostrożnie (czytałam ostatnio Nie ufaj nikomu, podejrzewałam podobny zabieg), że to ona ma zaburzone poczucie rzeczywistości. I co? Nie odpowiem na to pytanie... inaczej odebrałabym Wam całą przyjemność z czytania tej książki. Zgrzytało mi ponadto to, jaki obraz Tesy wyłaniał się z jej opowieści, a jaki z narracji trzecioosobowej - miałam wrażenie, że czytam o dwóch różnych osobach (podobnie w przypadku Krystiana) i myślałam, że tutaj autor się mocno potknął, ale... no właśnie. Odnoszę wrażenie, że Remigiusz Mróz nigdzie się nie wyłożył. Autor podrzuca czytelnikowi tropy, już ma się wrażenie, że wiadomo, o co chodzi (choć dalej budzi to niedowierzanie), a potem następuje charakterystyczne dla autora zakończenie historii.

Nic nie jest takie, jakim się wydaje, a książkę zamyka się z wielkim znakiem zapytaniem w głowie. Co się tutaj tak właściwie stało?

Przeplatane relacje - z punktu widzenia Tesy i Krystiana - mają pomóc czytelnikowi w rozwikłaniu zagadki tajemniczej #apsydy. Kto za tym wszystkim stoi? Dlaczego akurat Tesa? Czytelnikowi ma się wydawać, że powoli dochodzi prawdy, jednak co rusz następują kolejne zwroty akcji, które całkowicie wywracają przyjętą dotychczas (już i tak kilka razy zmienianą) koncepcję. Przez to nie można właściwie oderwać się od lektury, a książka zdecydowanie wpisuje się w klimat gatunku.

Co do bohaterów - portret Tesy został nakreślony bardzo wyraźnie i jest inny od dotychczas poznanych przeze mnie mrozowych kobiecych kreacji. Dziewczyna mnie nie irytowała, a wręcz przeciwnie - mocno jej kibicowałam, by odkryła wreszcie swoją rolę w tym całym przedstawieniu. W ogóle poprawcie mnie, jeśli się mylę (nie czytałam wszystkich książek autora), ale to chyba pierwsza kobieca narracja pierwszoosobowa w twórczości Mroza? W moim odczuciu wypadła całkiem zgrabnie (i nie chodzi mi o tuszę głównej bohaterki oczywiście). Co do Krystiana... tutaj jest mi znacznie ciężej odnieść się do jego postaci, a wszystkiemu winne jest zakończenie właśnie, a spoilerować zwyczajnie nie wypada. Ale zdradzić chyba mogę, że przez całą książkę byłam wobec niego podejrzliwa, ale takie odczucie autor zdecydowanie chciał osiągnąć.

W książce pojawia się dużo filozoficznego i psychologicznego "bełkotu", jak to się mówi, oraz teorii postrzegania świata. Jest to niezbędne nie tylko po to, by poznać motywy sprawcy i spróbować je zrozumieć, ale także, by namieszać czytelnikowi w głowie co do racjonalności i poczytalności Tesy. To zupełnie nie moja działka, dlatego o wiele lepiej czytało mi się tę książkę, niż jakąkolwiek z serii o Chyłce. Jedno z pojęć pamiętałam ze studiów, inne sprawdziłam w Internecie i myślę, że autor całkiem zgrabnie je wykorzystał w swojej książce, czyniąc z niego jakby podwaliny do powątpiewania w racjonalność Tesy.

Co do stylu pisania autora - tutaj nigdy nie miałam zastrzeżeń i nie inaczej jest w przypadku Hashtagu. Przez lekturę płynie się lekko i z zaciekawieniem, nie tylko z uwagi na historię przedstawioną w książce, ale także dzięki lekkiemu piórowi Mroza.

Książce właściwie nie mam nic do zarzucenia. Tak, jak pisałam na początku - wszelkie sprzeczności i niedomówienia wyjaśnia zakończenie i to takie, za które biję brawo autorowi, bo nie pozostaje mi robić nic innego. Jestem pod wrażeniem tej historii, a przede wszystkim jej konstrukcji - nie spotkałam jeszcze w żadnej książce takiego zabiegu, jaki zdecydował się zastosować autor. I dał mi tym pstryczka w nos, bo byłam nastawiona na skrytykowanie tej pozycji - pstryczka w nos wszystkim krytykującym jego tempo pisania i częstotliwość wydawania książek w kontekście robionego przez niego researchu. Jeśli przeczytacie tę książkę, to dowiecie się, dlaczego tak podkreślam to ostatnie. Mam nadzieję, że Remigiusz Mróz będzie się tego trzymał, bo lekcję ewidentnie wyciągnął.

Ocena: 5/6
©Zakątek czytelniczy
Nie jestem najwierniejszą fanką Remigiusza Mroza, nie rzucam się na jego książki z obłędem w oczach. Po pierwszych częściach serii z Chyłką i Behawioryście przestałam nadążać za wydawniczą machiną i coraz częściej kręciłam nosem. Na Hashtag jednak dałam się namówić. I wiecie co? Wcale nie żałuję!

Tesa to otyła, zakompleksiona i aspołeczna młoda kobieta. Wraz z mężem uwiła bezpieczne gniazdko, które opuszcza bardzo niechętnie. Pewnego dnia jednak zostaje do tego zmuszona, ponieważ do paczkomatu dostarczono dla niej tajemniczą przesyłkę opatrzoną hashtagiem apsyda. Wkrótce po jej odebraniu Tesa odkrywa, że ten sam hashtag zamieszczają w mediach społecznościowych inne osoby. Problem jednak w tym, że są to ludzie od dawna uznani za zaginionych, a niektórzy nawet – za zmarłych. Czy to jakaś perfidna gra, czy faktycznie osoby te żyją i próbują skontaktować się ze światem? Zanim Tesa odkryje prawdę, będzie musiała zmierzyć się z bolesnymi wydarzeniami z przeszłości…

Od jakiegoś czasu czytelniczy światek bardzo wyraźnie dzieli się na entuzjastów Remigiusza Mroza, którzy zachwycają się każdą jego książką, oraz maruderów, którzy do jego powieści mają stosunek lekceważący (choć niektórzy z nich wcześniej źle ich nie oceniali). Ci ostatni zazwyczaj wytykają autorowi zabójcze tempo pisania, które ich zdaniem zdecydowanie negatywnie wpływa na jakość kolejnych pozycji. Czego by o Mrozie nie mówić, jedno uczciwie wszyscy muszą przyznać: zawsze ustawiają się do niego kilometrowe kolejki, co mnie akurat ogromnie cieszy, bo to znak, że Polacy jednak czytają (i to wcale niemało, biorąc pod uwagę liczbę wydanych przez Remigiusza Mroza powieści). Poza tym to naprawdę bardzo sympatyczny człowiek, który do każdego czytelnika, nawet tego marudzącego, zwraca się z ogromnym szacunkiem. I z takim właśnie szacunkiem oraz bez uprzedzeń postanowiłam i ja podejść do jego najnowszej powieści. Na jej korzyść przemawiał fakt, że od dawna żadnej książki autora nie miałam w rękach, nie byłam zatem przesiąknięta jego frazą i sposobem budowania napięcia.

Hashtag okazał się bardzo miłym zaskoczeniem i absolutnie nie żałuję, że się na niego skusiłam. Prosty, ale dość wyrazisty język oraz dynamiczne (z małymi wyjątkami) tempo sprawiają, że czyta się go błyskawicznie. Fabuła jest mocno zakręcona i pełno w niej pułapek, w które bez problemu wpadamy, dając się nabrać jak dziecko – i w tym właśnie cały jej urok! Lekturze towarzyszy spore napięcie i przede wszystkim ogromna ciekawość, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Finał jest mocno zaskakujący, z efektem „wow!” na czele i dosyć pogmatwanymi, dla mnie nie końca przekonującymi, motywami głównego winowajcy. Nie zmienia to jednak faktu, że całość trzyma się kupy i jest naprawdę wciągającą, intrygującą zagadką.

Bardzo ciekawą postacią jest główna bohaterka, czyli Tesa. To właśnie z jej perspektywy śledzimy część wydarzeń. Zastosowana przez Mroza pierwszoosobowa narracja sprawdziła się tu idealnie, choć na pewno była dla autora nie lada wyzwaniem. Bez problemu jednak, a co najważniejsze − bardzo wiarygodnie, udało mu się przeniknąć umysł młodej, sfrustrowanej i zakompleksionej kobiety, która z dnia na dzień popada w coraz większy obłęd i sama już nie wie, co jest prawdą, a co tylko wymysłem jej wyobraźni. Podobnie zresztą czuje się czytelnik co rusz zaskakiwany nowymi niespodziankami.

Hashtag to przyjemnie i szybko czytający się thriller psychologiczny – idealny na wakacyjny relaks (no, chyba że nie lubicie się bać). Kibicuję autorowi, a wszystkich maruderów zapewniam – to prawda, że warto czasem dać drugą szansę!

Aha, jeszcze jedno – podczas lektury raczej nie korzystajcie z Twittera.

Ocena: 4/6
©SieCzyta
Codziennie użytkownicy Twittera wysyłają około pięciuset milionów tweedów. Gdyby nawet kilka z nich pochodziło od osób zaginionych, nigdy byśmy ich nie dostrzegli.

Hashtag, twister i #apsyda to słowa klucze tej książki.

Główną bohaterką jest Tesa (skrót od nielubianego imienia Teresa), studentka uczelni Koźmińskiego, dziewczyna z mocną nadwagą (ok. 120 kg). Tesa zmaga się z wieloma kompleksami i to nie związanymi tylko z wagą. Dziewczyna nie lubi wychodzić z domu i robi to tylko w wyjątkowych sytuacjach. Pewnego dnia dostaje sms „Twoja przesyłka już na ciebie czeka!”. Dziewczyna, która nie czeka na żadną paczkę, z ciekawością, ale i strachem wychodzi z domu do paczkomatu. W środku paczki znajduje kartkę A4, na której ktoś grubym czarnym flamastrem napisał „TESA”, a pod spodem znacznik „#apsyda”. Słowo nawiązujące do architektury? W kartonie oprócz kartki była także ciemna figurka dekoracyjna w kształcie czaszki. Tesa, wraz z mężem, szukają w Internecie odpowiedzi na pytanie czym jest apsyda. W pewnym momencie okazuje się, że na Twitterze co chwilę pokazują się nowe wpisy z hashtagiem #apsyda, wszystko byłoby w porządku, ale wpisy są na profilach osób, które uznane są za zaginione albo martwe od wielu lat….

Zaciekawieni? Więcej znajdziecie na moim blogu KLIK

Ocena: 4+/6
©Matka książkoholiczka
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć