Armagedon
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.31 / 5.00
liczba ocen: 356
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
30.00 złpremium: 18.00 zł
-30% 21.00 zł
24.00 zł
25.10 zł
25.50 zł
Pozostałe księgarnie
25.47 zł
25.49 zł
26.70 zł
26.70 zł
27.00 zł
27.00 zł
30.00 zł
30.00 zł
Opis:

Prezydent Stanów Zjednoczonych nagle traci wzrok. W tym samym czasie ślepną piloci boeinga 747 lecącego nad Górami Skalistymi. Ta sama przypadłość dotyka kierowców samochodów - na autostradach dochodzi do koszmarnych katastrof. Spadają samoloty, pod kołami pojazdów giną piesi. Setki tysięcy ludzi w Ameryce ślepną z nieznanych przyczyn. Przestaje działać telekomunikacja, radio i telewizja. W ciągu jednego dnia Stany Zjednoczone cofają się w rozwoju o dwieście lat. To Misquamacus, legendarny indiański szaman, powrócił z zaświatów, by dokonać ostatecznej zemsty na kolonizatorach, którzy odebrali ziemię rdzennym Amerykanom. Tylko jasnowidz-wróżbita Harry Erskine i jego przyjaciółka Amelia Carlsson mają dostateczną wiedzę i doświadczenie, by pokonać demona. Zanim odkryją, jak tego dokonać, muszą dowiedzieć się, kim są Zabójcy Oczu, oraz zgłębić tajemnice indiańskiej magii. Czeka ich morderczy pościg przez całą Amerykę...

Jeden z najoryginalniejszych autorów, który wie, jak napędzić stracha.
Peter James, autor horroru Dom na wzgórzu.

Recenzje blogerów
Kiedyś w końcu przychodzi czas, gdy twój ulubiony autor napisze coś, co kompletnie do niego nie pasuje i długo zastanawiasz się, czy to na pewno wyszło spod jego pióra. Dlaczego tak mówię? A to dlatego, że to chyba najsłabsza pozycja Grahama Mastertona jaką do tej pory czytałam. Nie mówię, że jest to totalna klapa, bo jest tutaj kilka plusów, ale poziom do jakiego mnie on przyzwyczaił powoduje, że czuję się rozczarowana. No ale przejdźmy do konkretów.

Może zacznijmy od pozytywów. Na pewno nie można powiedzieć, że autor nie ma wyobraźni, bo pomysł na fabułę jest genialny, a wykorzystanie legend rdzennych mieszkańców Ameryki jest strzałem w dziesiątkę. Z pewnością jest wiele książek, w których pojawiają się te legendy i są ich podstawą, ale ja osobiście nigdy nie spotykałam się z tym w horrorach, więc w tym gatunku jest to powiew świeżości i oryginalności. Kolejne co mnie zaskoczyło to zakończenie, które trzyma poziom i jest to to, czego bym się spodziewała po tym pisarzu. Koniec na 100% wyszedł spod jego ręki.

Teraz przejdźmy do tej gorszej części, chociaż nie wszystko będzie całkowicie złe. Sięgając po Armagedon, czytelnikowi obiecuje się horror, więc od razu nastawiamy się, że podczas lektury będziemy się bać. No i właśnie to mnie najbardziej zawiodło. Ani razu nie poczułam strachu, a uwierzcie, że po innych powieściach tego autora, miałam problem z zaśnięciem. Kolejnym minusem, chociaż nie do końca, jest akcja, która ciągnie się niemiłosiernie, ale z drugiej strony jest niezwykle ciekawa. Więc mimo ślimaczego tępa, dzielnie czytałam i czekałam na kolejny przełom, który zawsze mnie zaskakiwały, przez co prędkość wydarzeń przestała mi aż tak przeszkadzać. To jednak powoduje, że tę pozycję poleciłabym tylko wytrwałym czytelnikom, bo męczyłam ją dość długo.

Jeśli szukacie dobrego horroru, który wzbudzi w Was strach, to wtedy nie polecam. Lecz jak będziecie szukać książki z ciekawą fabułą, niezbyt wartką akcją, dobrze wykreowanymi bohaterami, wątkami paranormalnymi to jak najbardziej, bo to wszystko właśnie tam znajdziecie.

Ocena: 4/6
©Czytam w pociągu
Cykl o Manitou to najsłynniejszy cykl horrorów Grahama Mastertona. A ja wciąż nie mogę wyjść z podziwu, że choć pomimo powtarzającego się w każdej z jego części schematu, chce się to czytać. Armagedon to piąty tom tej serii, w moim odczuciu chyba najsłabszy, ale mimo wszystko nie żałuję, że po niego sięgnęłam. Książki Mastertona są trochę jak sinusoida – raz lepsze, raz gorsze, ale właściwie skoro mam już za sobą poprzednie cztery części, to jednak wypadałoby już ten cykl dokończyć. Może w tym finałowym schemat zostanie przełamany?

Misqamacus znowu powrócił. To jest po prostu nie do uwierzenia i nie wiem, czy aż tak świadczy o jego sile i dążeniu do celu, jakim jest zniszczenie Ameryki, czy jednak o czymś innym? Bo zastanówmy się przez chwilę logicznie – za każdym razem Harry Erskine oraz jego dawna miłość są w stanie się go pozbyć. I właściwie przestaje to się już robić zaskakujące i efektywne. W tym przypadku było to już przewidywalne i oczywiste… Więc skoro duch Indianina wcale nie jest na tyle wytrzymały, żeby się utrzymać na Ziemi, choć na każdym kroku podkreślana jest jego wielkość i siła, to jakim cudem zawsze powraca? Trochę brak mi tutaj pewnej konsekwencji w działaniu, bowiem niby na zakończenie każdego tomu Harry twierdzi, że pozbył się go już na dobre, a potem on powraca. Zabili go i uciekł…

Tym razem Misqamacus zsyła na ludzi ślepotę. Wciąż pragnie oczyszczenia ziemi swoich przodków z białych ludzi. Nie może wybaczyć im tego, co stało się z kulturą i wierzeniami Indian, ale postanawia dać im szansę na odkupienie. Zwraca się z tym do prezydenta Stanów Zjednoczonych, który stał się pierwszą ofiarą zesłanej przez niego ślepoty. Ten jednak całkowicie nie rozumie, co się dzieje. Nagła ślepota dotyka kolejnych Amerykanów, co z kolei wywołuje katastrofę za katastrofą. Samoloty spadają z nieba, giną kolejni ludzie, a Misqamacus ani myśli przestać. I wtedy do akcji ponownie wkracza Erskine… Schemat goni schemat, a mimo wszystko czyta się to naprawdę lekko i przyjemnie.

Myślę, że tym, co mnie najbardziej trzyma przy tym cyklu jest fascynacja kulturą Indian. Choć nie ma jej tutaj zbyt dużo, to jednak wciąż pojawia się zły manitou oraz Śpiewająca Skała, a wydaje mi się, że od tego typu postaci zawsze bije taki swoisty indiański klimat. W przypadku Misqamacusa widoczna jest chęć zemsty, to taki typowy zły Indianin, który najchętniej każdego by oskalpował, ale właściwie rozumiem, co nim kieruje. I chwali mu się, że się nie poddaje tak łatwo, choć jest okrutny i właściwie postrzeganie go w takich aspektach chyba nie jest do końca słuszne. Ale mądrość i spokój bijące od Śpiewającej Skały są naprawdę świetne.

I muszę przyznać, że lubię Harry’ego Erskine’a, choć mimo wszystko mu współczuję. Ten człowiek całe życie musi się mierzyć ze złym manitou. Tak naprawdę akcja tego cyklu rozgrywa się na przestrzeni wielu lat, więc nawet wtedy, kiedy Erskine już zaczyna układać sobie spokojne życie, zły Indianin powraca i niesie ze sobą zagładę. To trochę tak jak Ripley za każdym razem mierzyła się z Obcym – niby wiadomo było, że znowu to samo i że w końcu go pokona, ale jednak zawsze pojawiały się nowe aspekty tej historii. Tutaj jest trochę podobnie. Erskine to taka Ripley, która ciągle szuka nowych rozwiązań pozbycia się ksenomorfa (w tym przypadku Misqamacusa). I choć niby możemy przewidzieć ogólny zarys historii, to jednak czasami Graham Masterton potrafi zaskoczyć, aczkolwiek mam wrażenie, że akurat ta część cyklu była pisana nieco na siłę i nie jest tak przemyślana, jak chociażby dwie poprzednie.

Choć Armagedon wypada najsłabiej z całego cyklu, to i tak niebawem sięgnę po ostatni tom, aby przekonać się, jak ostatecznie zakończy się wojna toczona przez głównego bohatera i manitou. Nie wypadałoby już nie dokończyć serii, prawda?

Ocena: 4/6
©BookeaterReality
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć