ebook Kroniki portowe
3.84 / 5.00 (liczba ocen: 110228) Ilość stron (szacowana): 424

Kroniki portowe
ebook: epub (ipad), mobi (kindle)

Kategoria:  /
E-book - najniższa cena: 14.90
Audiobook - najniższa cena: 19.90
wciąż za drogo?
-53% 14.90 zł
-40% 19.13 zł Lub 17.22 zł
29.67 złpremium: 19.14 zł Lub 19.14 zł
25.52 zł Lub 22.97 zł
23.64 zł
24.24 zł 20% rabatu
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (8)
Inne proponowane
Kultowa powieść w nowym przekładzie! Rozgrywająca się na surowych, mroźnych wybrzeżach Nowej Fundlandii historia o tym, że do odwrócenia kolei losu nie zawsze trzeba wielkich rewolucji, wystarczy dać się ponieść sprzyjającym nurtom.
 

„Kroniki portowe” to opowieść o człowieku, który na zapomnianej wyspie odnajduje swoją tożsamość i odzyskuje utracone w dzieciństwie poczucie własnej wartości.

„Wszystkim, którzy sięgają po tę powieść po raz pierwszy, zazdroszczę. Bo «Kroniki portowe» przypominają, czym jest przyjemność lektury w najczystszej postaci. To literatura dla uważnych, ale oferująca czytelnikowi czas niezwykły. Proszę się więc wyciszyć, wyłączyć komputer, odłożyć telefon i na kilka wieczorów skryć się przed światem. Proza Annie Proulx na to zasługuje” – Wojciech Szot, Kurzojady

„Żywa, dowcipna… ukazuje surrealistyczne poczucie humoru pani Proulx oraz jej entuzjazm dla osobliwych słabostek ludzkości” – Howard Norman, „The New York Times Book Review”

„Oszałamiająco wielkoduszne «Kroniki portowe» Annie Proulx topią zamarznięte żywoty bohaterów i ogrzewają życie czytelników” – Roz Spafford, „San Francisco Examiner & Chronicle”

Kroniki portowe od Annie Proulx możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Kroniki portowe to jedna z tych książek, które warto czytać, gdy ma się doła. Niesamowicie ciepła opowieść, która choć nie tryska entuzjazmem zewsząd, potrafi podnieść na duchu.

Quoyle – bohater, którego ciężko od razu polubić

Quoyle jest bohaterem, którego nie łatwo od początku polubić – niezdarny grubas, któremu w życiu dosłownie nic nie wychodzi. Co więcej – niezwykle naiwny, wierzący w ideały, których w dzisiejszym świecie już nie ma, a przynajmniej nie w Ameryce. Ma złe stosunki z ojcem i braćmi, którzy zawsze uważali się za lepszych, a Quoyle'a traktowali jak bękarta, który do ich idealnej rodziny zdecydowanie nie pasował. Jest po uszy zakochany w kobiecie, która choć jest matką dwójki jego dzieci, zdecydowanie bardziej woli przebywać poza „domem” i korzystać z uroków życia i cielesności. Tak, jak w relacjach z innymi Quoyle nie za bardzo daje sobie radę, tak i w pracy. Ledwo wiąże koniec z końcem, pozwalając żonie balować, za resztę tego, co zostanie po opłaceniu rachunków i napełnieniu lodówki.

Kroniki portowe - świat, który się wali

Po kilkudziesięciu stronach książki, podczas których zdecydowanie ciężko jest nam się zżyć z bohaterem – trzeba jednak przyznać, że mamy w stosunku do niego jakieś uczucia: litość – staje on przed ogromnym wyzwaniem… Jak poskładać świat po katastrofie? Gdy całe jego życie się wali Quoyle musi podjąć decyzję, która zapisze się nie tylko w jego życiorysie, lecz przede wszystkim w życiu córeczek. Jak mężczyzna musi wziąć ciężar odpowiedzialności i ryzyka na swoje barki i zmienić wszystko, by uratować dwie maleńkie istoty i siebie. Z pomocą przybywa ostatnia osoba, na którą Quoyle może liczyć – stara, nigdy nie poznana ciotka.

Życie w zielonym domu

Diametralnie zmieniając swoje życie Quoyle postanawia wyjechać w rodzinne strony. Wie, że pozostając na miejscu nigdy nie zdoła z powrotem powstać na nogi. Ameryka nie jest już dla niego. Podejmuje ciężką decyzję i postanawia wrócić w rodzinne strony – surowy, zimny rejon Nowej Fundlandii, gdzie będzie musiał zbudować swój świat na nowo, począwszy od budowy domu. To właśnie tam Quoyle uczy się, czym naprawdę jest życie. Jak ono wygląda i ile smutków, a także radości można z niego wyciągnąć? Czy maleńki człowiek jest w stanie zwyciężyć z ogromnym żywiołem, jakim jest zimne morze? Czy można przezwyciężyć swoje słabości i strachy, które towarzyszą nam aż od dzieciństwa? Jak stawić czoła prawdzie o swoich korzeniach?

Powieść na poprawę humoru

Znam kilka takich powieści, do których idealnie pasuje określenie „ciepłe”. To takie książki, które działają jak balsam na duszę, gdy jest Ci źle. Jedną z takich właśnie powieści są też Kroniki portowe. Gdy wydaje Ci się, że gorzej już być nie może, to warto przeczytać tę książkę. Quoyle jest przykładem bohatera, który posiada w sobie mnóstwo ludzkich cech – strach, słabość, niezaradność. Jednak z biegiem czasu uczy się przezwyciężać swoje gorsze strony i pokazuje nam, że życie nie zawsze jest takie, jak sobie je wymarzymy. To jednocześnie książka przesiąknięta legendami i duchami, które wychodzą z przeszłości. Kroniki portowe

Ocena: 5/6
©Jej Wysokość Literatura
Nie potrafiłam nie porównywać podczas czytania Kronik portowych do Drwali Annie Proulx, którą to powieść czytałam wcześniej. Są więc Kroniki mniej rozbuchane: nie tylko ilością stron (400 versus prawie 900), ale także ilością wątków czy liczbą bohaterów. Wszystkiego jest tu mniej i całość sprawia bardziej kameralne wrażenie. Jedno na pewno się nie zmienia: ostre, chłodne spojrzenie autorki i jej odwaga do opisywania ludzi takich, jacy są. A są to ludzie do bólu zwyczajni, raczej nieudacznicy niż odnoszący sukces szczęściarze. Kroniki portowe nagrodzono Pulitzerem i National Book Award. Jakie ta powieść zrobiła na mnie wrażenie?

Quoylem nie jest po prostu tak, że on żyje, nie: on przedziera się przez życie jak przez słone morze pełne nieprzyjaznych fal kierujących go to tu, to tam, ale nigdy bliżej celu. Brzydki już od dziecka, „obsypany pokrzywką, z wiatrami i skurczami w brzuszku”, nie zmienił się nagle w pięknego łabędzia. Dorosły Quoyle wciąż jest duży, niezgrabny, milczący, a gdy już mówi, zasłania dłonią podbródek, którego się wstydzi. Ima się różnych prac, z marnym skutkiem, kobiety się nim raczej nie interesują, no bo co w tej raczej żałosnej postaci miałoby je przyciągnąć? Do czasu aż mężczyzna poznaje Petal i bierze z nią ślub. Myli się ten, kto uznaje, że teraz nastaje szczęśliwe życie, bo Annie Proulx jako pisarki najwyraźniej nie interesują takie rozwiązania. Petal jest seksoholiczką, nie szanuje Quoyle’a i notorycznie go zdradza. W końcu, gdy ma odejść i zacząć nowe życie, bez ich dwóch córek, za to z nowym mężczyzną u boku, ginie w wypadku samochodowym. I tu właściwie dopiero zaczyna się akcja Kronik portowych.

Quoyle bierze dziewczynki i razem z ciotką przeprowadza się na wybrzeże Nowej Fundlandii, skąd pochodziła jego rodzina. Na wyspie czas jakby się zatrzymał, i choć stary dom ich rodziny jest nieomal ruiną, ciotka zarządza, by po małym remoncie się do niego wprowadzili. Mieszkańcy utrzymują się głównie z rybołówstwa, jednak Quoyle, który nie ma zielonego pojęcia o rybach, sieciach i wędkach, dostaje pracę w jedynej lokalnej gazecie o cudownej nazwie „Ględźba codzienna”. Szybko okazuje się, że o pisaniu artykułów ten wielki mężczyzna również nic nie wie, ale koledzy z zespołu redakcyjnego tak długo nad nim pracują, szlifując jego toporny styl i ucząc go dziennikarskiego fachu, że w końcu Quoyle jakoś odnajduje się w swoim nowym zajęciu. I choć myślał, że życie bez Petal nie jest możliwe, to jak zwykle okazuje się, że człowiek jest w stanie znieść bardzo wiele, a czas, choć powoli, leczy rany. I tak się niespiesznie toczą – i życie Quyole’a, i fabuła Kronik portowych.

A rybołówstwo tonęło, tonęło i tonęło, przez czterdzieści lat opadało na dno, a cholerny rząd Kanady przyznaje prawa do połowów każdemu krajowi na tej ziemi, a nam wyznacza kwoty, przez które bankrutujemy! Cholerne zagraniczne traulery! Zabrały wszystkie ryby.

Kroniki portowe to niewątpliwie wielka proza, z którą mam podobny problem jak z Drwalami: nie ma tam bohaterów, których da się polubić. Wszyscy są nijacy, miałcy i przeciętni. Jest to na szczęście mały problem, gdy weźmie się pod uwagę fakt, jak świetnym językiem pisze Annie Proulx. Mogę szczerze powiedzieć, że z takim stylem jak jej, skojarzeniami, sposobem budowania zdań nie spotkałam się jeszcze nigdy wcześniej. Myślę, że gdybym dostała jakiś nieznany mi fragment tekstu i miałabym zgadnąć, czyjego jest autorstwa to nie miałabym z tym większego problemu. Przez ten specyficzny język w powieści Proulx nie wchodzi się łatwo, ale jak już się w nie zanurzy to szybko się o nich nie zapomni.

Kroniki portowe to jednak nie tylko bohaterowie, ale też otoczenie, w którym żyją, czyli Nowa Fundlandia. Surowa, zimna, mało przyjazna ziemia otoczona przez słone, kapryśne morze to kraina, którą dobrze znają czytelnicy książek Michaela Crummeya. Annie Proulx ponownie zabiera mnie do miejsca, w którym królują sztormy, przeszywające wichry i zalewające ląd potężne fale, a powietrze jest gęste od smrodu surowych ryb. Podczas czytania ma się wrażenie wskoczenia prosto w ten niegościnny świat, a to wszystko dzięki sile opisów Proulx i jej niezwykłemu pisarskiemu talentowi.

Proza tej amerykańskiej pisarki jest nieoswojona, trzyma czytelnika na dystans. Warto jednak próbować ją oswoić, bo odwdzięczy Wam się z nawiązką. Kroniki portowe to opowieść o długiej drodze Quoyle’a do akceptacji siebie i swojego życia takiego, jakie jest. To nie jest prosta opowiastka o szukaniu szczęścia i spełnienia, ale surowa i prawdziwa w tej surowości historia człowieka, który, jak wielu z nas, upadł wiele razy, zagubił się, a potem próbował poukładać siebie na nowo. Kiedy lepiej ją przeczytać niż teraz, gdy nastająca powoli słotna jesień pozwoli Wam najlepiej się wczuć w klimat Nowej Fundlandii? Zaprawdę nie ma lepszej pory! Czytajcie.

Ocena: 5-/6
©tanayah czyta
Po wielu latach od wydania ta powieść z pewnością uzyskała już status kultowej – i całkowicie zasłużenie! Kroniki portowe to bodaj najbardziej znana powieść Proulx, a teraz otrzymujemy ją w nowym, znakomitym tłumaczeniu Jędrzeja Polaka. Historia Quoyle’a i jego rodziny ukazana na tle fascynującego życia rybackiej wioski u wybrzeży Nowej Fundlandii to przepiękny obraz dojrzewania do roli ojca, walki o siebie i swoją rodzinę, a także mierzenia się z cieniami z przeszłości. Gdybym miał polecić tylko jedną książkę, w której morze jest głównym bohaterem, to byłaby to właśnie ta!



Ocena: 6/6
©Kto czyta, żyje podwójnie
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć