ebook Dziennik szalonego starca
3.53 / 5.00 (liczba ocen: 3)

Dziennik szalonego starca
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 19.90
wciąż za drogo?
23.82 złpremium: 15.37 zł Lub 15.37 zł
19.90 zł
-14% 21.77 zł Lub 19.59 zł
25.61 zł Lub 23.05 zł
22.79 zł
23.08 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (2)
Inne proponowane
Zabawna i jednocześnie wzruszająca powieść o zmaganiach starego człowieka ze swoim ciałem. Podejmuje temat walki ze starością i śmiercią – walki, która nadaje sens życiu, przepełnionemu miłosnym uczuciem do… własnej synowej.
 
„Szalony starzec” jest swoistym epikurejczykiem, który nawet w cierpieniu i zbliżaniu się do śmierci potrafi odnaleźć sferę doznań pozytywnych. Kimś takim był również autor powieści – Jun’ichirō Tanizaki jeden z najważniejszych japońskich XX-wiecznych pisarzy, w Polsce znany z powieści „Niektórzy wolą pokrzywy” i „Tajemna historia pana Musashiego” oraz traktatu estetycznego „Pochwała cienia”.
Dziennik szalonego starca od Tanizaki Jun’ichirō możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Chyba już dawno nie męczyłam się tak z przeczytaniem jakiejś książki. Pomimo niezbyt wielkich rozmiarów książki, przeprawa przez nią była dla mnie katorgą. Kiedy sięgałam po dziennik, pomyślałam sobie, że zapewne spotka mnie tutaj mnóstwo zabawnych przygód. A w zamian za to, otrzymałam codzienność głównego bohatera, opisy jego chorób i tego co robił danego dnia. Niestety opisy te były dla mnie bardzo nużące, a wręcz zniechęcały mnie do lektury.

Upały nie ustają nawet na jeden dzień – jest niezwykle gorąco jak na połowę września. Może to dlatego nogi mam tak ociężałe i opuchnięte. Stopy są bardziej obrzęknięte niż łydki, gdy naciskam ręką podbicie blisko nasady palców, ciało zapada się przerażająco głęboko i pozostaje wklęśnięte. Czwarty i piąty palec u lewej nogi są zupełnie sparaliżowane.

Dla mnie książka okazała się ciężka. Poznajemy starca, który w swojej książce opowiada o swojej rodzinie, starości, chorobie oraz seksualnych obsesjach. Te jego obsesje czasem mnie wprost brzydziły i zniechęcały do jego osoby. Rozumiem, że każdy człowiek ma prawo mieć swoje fantazje w tym temacie, ale wszystko powinno mieć swój umiar.

Ogrom postaci występujących w powieści wręcz przytłacza i ciężko jest się połapać kto jest kim i o co w tym wszystkim chodzi. Tokusuke z całą pewnością zna się na Japonii i jej tradycjach, tutaj nie można mu niczego zarzucić. Dla mnie osobiście Japonia nie jest interesująca.

Nasz bohater ukazuje w swojej powieści swoją osobę u schyłku życia. Pojawia się choroba, która z każdym dniem postępuje coraz bardziej. We względzie zażywanych leków, imponuje nam znawstwem ich nazw, z całą pewnością w dzisiejszym świecie mało kto mógłby mu dorównać pod tym względem. Tokusuke otwarcie mówi o swoich słabościach, lękach, zależności od osób trzecich czy też poczuciu własnej brzydoty.

Czy osoba w starszym wieku zasługuje na miłość? Czy może kochać tak samo jak nastolatkowie? Czy poczucie piękna i miłości w takim wieku ma rację bytu? W tej książce przekonacie się o tym na własne oczy.

Jeśli interesuje was codzienne życie osoby, której bliżej do końca niż początku to zdecydowanie powinniście sięgnąć po tę pozycję. Miłośnicy Japonii i jej kultury czy tradycji też mogą być zadowoleni. Mnie osobiście ta lektura zniechęciła, ale każdy ma swój gust. Być może, właśnie tobie się spodoba.

Dziennik szalonego starca to książka ciężkiego kalibru przez który nie było mi łatwo przebrnąć. Nużące opisy, ogrom postaci i chaos, to właśnie to, co zastałam w tej pozycji.

Ocena: 2+/6
©Czytaninka
Tym razem, zanim przejdę do właściwej recenzji, chciałabym zwrócić waszą uwagę na serię wydawniczą, w której opisywana książka została opublikowana. Nie wiem w sumie, czy mogę mówić o serii – wydawnictwo jej tak nie nazywa. Ale fakt pozostaje faktem, że od tego roku Państwowy Instytut Wydawniczy wziął się za wznawianie i wydawanie XX-wiecznej klasyki japońskiej w spójnej szacie graficznej. Na pierwszy ogień poszła Złota pagoda Yukio Mishimy (której jeszcze nie przeczytałam), potem pojawił się rzeczony Dziennik szalonego starca, a na listopad zapowiedziano premierowy zbiór opowiadań Jestem, tęsknię, mówię Yūko Tsushimy – córki Osamu Dazaia (autora genialnego Zatracenia, czyli jednej z tych książek, które z uporem maniaka polecam przy każdej okazji). Ale dosyć tego: dzisiaj zajmujemy się pozycją środkową – ostatnim dziełem jednego z najwybitniejszych japońskich pisarzy.

Dziennik szalonego starca to, jak wskazuje już sam tytuł, fikcyjne zapiski starszego mieszkańca Tokio. Dość zamożny mężczyzna znacząco niedomaga już na zdrowiu, potrzebuje całodobowej opieki pielęgniarki i co i rusz poddawany jest kolejnym zabiegom. Mieszka w jednym domu ze swoją żoną, synem, synową oraz wnukiem w wieku szkolnym. Centrum jego życia stanowi jednak synowa – piękna i samolubna Satsuko. Coraz większa obsesja starca na jej punkcie zaczyna budzić niepokój pozostałych członków rodziny.

Tanizaki w Dzienniku… połączył szczerość tej formy literackiej z niezwykle wysokiej jakości stylem, tworząc dzieło o efekcie oddziaływania podobnym do Lolity – bo mimo że działania bohatera oceniamy negatywnie, to budzi on w nas swego rodzaju współczucie, a nawet sympatię. Zwłaszcza że jego psychika skonstruowana jest w sposób niezwykle wiarygodny i ciekawy. Uczynienie protagonisty starszym mężczyzną daje również okazję do wielu ciekawych refleksji na temat zmian społecznych i kulturowych w Japonii. Chociażby dla skonfrontowania jej obrazu z młodości bohatera, czyli epoki Meiji, oraz z lat sześćdziesiątych XX wieku warto japoniofilom zapoznać się z tą książką.

Warto zwrócić uwagę na kontekst powstania dzieła: Tanizaki napisał je w wieku 76 lat, trzy lata przed śmiercią. Cierpiał wówczas od kilku lat na paraliż prawej ręki spowodowany wcześniejszym wylewem – z jej niedowładem zmaga się również jego bohater. Panteon chorób wieku starczego przedstawiony w książce brzmi autentycznie; chyba żaden twórca nie zdecydowałby się na tak nieprawdopodobną mieszankę. Opisy codziennych dolegliwości stanowią ważny element powieści, bo wokół nich kręci się życie uwięzionego w swoim coraz mocniej niedomagającym ciele bohatera. Równocześnie zdaje on sobie sprawę, że są one zjawiskiem czegoś większego: nieuchronnie zbliżającej się śmierci.

I to właśnie zmaganie się z myślą o niej stanowi główny acz niewypowiedziany temat Dziennika…. Jednak nie jest to sentymentalne „oswajanie się”, które ma nas „wzruszyć” czy „wywołać refleksje na temat życia i śmierci”. Bohater wyraźnie sobie z tym wszystkim nie radzi i stąd wypływa jego „szaleństwo”. Seksualna obsesja na punkcie Satsuko nie jest jego sednem, a tylko jednym z objawów. W tej relacji mężczyzna cofa się do pozycji beznadziejnie zakochanego nastolatka, tradycyjnie popełniającego największe głupstwa, aby tylko otrzymać fałszywy okruch uczucia od swej wybranki, mającej nad nim całkowitą władzę. Pragnienie dostrzeżenia w nim „prawdziwego mężczyzny” bohater łączy z uwielbieniem dla młodości Satsuko, tak bezpowrotnie dla niego minionej. Obsesja ta staje się erzacem posiadania celu i szczerej chęci życia.

Jednak to nie jedyny objaw. Bohater poddaje się kolejnym badaniom i zabiegom, ale cieszy się, gdy z różnych powodów nie dochodzą one do skutku. Chce żyć, ale nie potrafi zaakceptować wszystkich nieuniknionych elementów starości. Natomiast samą myśl o śmierci ukrywa za drobiazgowym planowaniem swojego pochówku.Starannie dobiera miejsce, obrządek oraz kształt nagrobka, choć wprost mówi o sobie jako o człowieku niewierzącym. Pusta forma pozwala skupić mu się na kwestiach czysto estetycznych, odsuwając kluczowe pytania.

Jedyna rzecz, która drażni mnie w Dzienniku…, to… postać Satsuko. Jest skonstruowana spójnie; problemu nie stanowi również moja osobista i dobrze uzasadniona niechęć do archetypu femme fatale. Uważam jednakże, że taki kształt nadany jej przez autora stanowczo zubaża całą treść, ograniczając jej wątek do dość podstawowego schematu. Satsuko to poniekąd osoba pełna sprzeczności: gdy poznał ją syn głównego bohatera, pracowała jako tancerka w klubie. Protagonista sam przyznaje, że za czasów jego matki włączenie takiej kobiety do rodziny byłoby nie do pomyślenia. Tymczasem okazuje się ona sprawną gospodynią, choć nie traci nic na swojej „nowoczesności”. Nie daje się ograniczać małżeństwu, ustanawia własne zasady. Wszystko dobrze, ale: obsesję teścia lekceważy, traktując przede wszystkim jako sposób na osiągnięcie osobistych korzyści: swoistego immunitetu w sporach z teściową i pretekstu do przyjmowania drogich podarunków… Okej, jednak łączenie „niezależności” z „zepsuciem” u najbardziej wyrazistej postaci kobiecej w utworze budzi mój spory sprzeciw. Ale przede wszystkim wydaje mi się, iż postawienie na jego miejscu kogoś innego dałoby dużo ciekawszy efekt. Chociażby „pokornej japońskiej żony”, której awanse teścia nie sprawiałaby satysfakcji, tylko stawiały w niezręcznym położeniu. Nie mogę pozbyć się myśli, że w tym przypadku autor uległ po prostu własnym uprzedzeniom (o jego relacjach z kobietami można pisać dużo, ale na pewno nie użyłabym sformułowań takich jak „partnerskie” czy „pełne szacunku”).

Dziennik szalonego starca to utwór o wysokiej jakości literackiej, ale z oczywistych powodów nie mógł zająć specjalnego miejsca w moim serduszku. Jest to jednak pozycja słusznie uznawana za klasyczną i warta poświęcanej jej uwagi. Polecam.

Ocena: 4/6
©Między sklejonymi kartkami
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć