Wiedźma duszona w winie
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.44 / 5.00
liczba ocen: 62
Ilość stron (szacowana): 430
cena: 19.43
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
29.90 złpremium: 17.94 zł
23.54 zł
23.92 zł
25.42 zł
28.40 zł
Pozostałe księgarnie
19.43 zł
23.92 zł
24.52 zł
25.06 zł
26.61 zł
26.91 zł
27.00 zł
29.90 zł
29.90 zł
29.90 zł
Opis:

Bożena – stateczna pani menadżer jednego z banków – prowadzi uporządkowane, choć dość przewidywalne życie, w którym nie ma miejsca na szaleństwa. Nieoczekiwanie dziedziczy po wuju nieruchomość w małym miasteczku i odtąd już nic nie będzie takie samo…

Okazuje się, że nieruchomość jest dość nietypowa i ma swoje tajemnice. Zawsze elegancka Bożena stawia się na miejscu. Musi zmienić pantofelki na gumiaki. I nie tylko. Zmiany w jej życiu zajdą na znacznie głębszych płaszczyznach i będą dotyczyć serca, które – dotychczas zimne i nieporuszone – zaczyna bić mocniej. A są ku temu… dwa dorodne powody.
Bożena musi mądrze wybrać, choć ma coraz mniej czasu. W odziedziczonym budynku działa małe bistro, w którym może sprawdzić się jako kucharka – podejmuje więc wyzwanie. Okazuje się również, że miasteczko tylko pozornie jest oazą spokoju: dojdzie w nim do szeregu zdarzeń, które wstrząsną mieszkańcami. Bożena ma z tym ścisły związek…

Recenzje blogerów
Jestem z siebie dumna. Sukcesywnie podążam wyznaczonym przez siebie szlakiem. Nie ukrywam – łatwo nie jest. Droga jest kręta, wyboista, mam wrażenie, że zbyt często obsypana kamieniami, które umykają spod nóg podczas wspinaczki. Tak zwane podejścia niestety pojawiają się często. Nazwałam ten szlak otwarciem na nowości. Postanowiłam wyjść poza kanon literatury, która zdominowała moje regały. Chcę przyjrzeć się twórczości pisarzy/pisarek, których nie znałam, a którzy są powszechnie zachwalani. Z tego właśnie względu sięgnęłam po Wiedźmę duszoną w winie Marty Obuch. Przyznam, że komedie kryminalne nie są mi szczególnie bliskie, zwłaszcza, jeśli chodzi o bardzo współczesnych autorów (bo w Chmielewskiej zaczytywałam się jako nastolatka, więc uznaję, że to było wieki temu). Obuch to zupełnie nieznana mi pisarka, która zawojowała literacki świat (w swoim gatunku) i zyskała sporą rzeszę fanów, o czym przekonałam się, zapowiadając recenzję tej książki. „Zarwałam dla niej nockę”, „Marta pisze bardzo fajnie” – grzmiały koleżanki, komentując zdjęcie na Instagramie. Pomyślałam wówczas, że to będzie coś dla mnie – lekkie, zabawne, odprężające.

Bożena to kobieta niezależna, menadżerka jednego z banków, nosząca wszelkie znamiona tak zwanego „korposzczura”. Kiedy dowiaduje się, że została spadkobierczynią majątku swojego wuja, w postaci nieruchomości położonej pośrodku niczego, postanawia przyjrzeć się posiadłości i ocenić, ile dodatkowych zer może wpaść na jej konto. Tymczasem okazuje się, że wujek miał spore poczucie humoru, a przede wszystkim pasję, którą zaraził pewnego młodego przyjaciela. Odkrycie tego faktu przez bohaterkę staje się początkiem całej serii zdarzeń, która zdaje się nie mieć końca.

Właśnie. Z tymi zabawnymi zdarzeniami jest różnie. To, co dla jednych jest szczególnie śmieszne, dla innych może być jedynie powodem do niewyraźnego grymasu. To tak jak z kobiecą urodą – jedni zostaną powaleni na kolana, a inni co najwyżej zawieszą oko o sekundę dłużej i… pójdą dalej, zapominając o tym fakcie. Wiecie do czego zmierzam? Liczę na to, że chwytacie, o co mi chodzi. „Rozliczając” Martę Obuch z jej najnowszej książki (bo innych nie znam), muszę przyznać, że ma talent do pisania w sposób lekki i przystępny dla większości czytelników. Nieskomplikowany język, dający się wyczuć tak zwany „flow”, umiejętność tworzenia charakterystycznych postaci – to zdecydowanie atuty tej autorki. Nie dziwi mnie fakt jej popularności, szczególnie, że książki, które relaksują i najzwyczajniej w świecie poprawiają humor, są potrzebne. Powiedziałabym nawet, że niektórzy cierpią na deficyt takiej „odmóżdżającej” literatury. Obuch zdaje się zadawać kłam przekonaniu, że czytanie jest męczące i wymaga absolutnego skupienia.

Jednak mimo tych wszystkich zalet, między mną a Martą Obuch zabrakło chemii. Przede wszystkim zmęczyłam się tą historią. Gdyby skończyła się jakieś sto stron wcześniej, to w mojej głowie nie odezwałby się szept (przechodzący z każdą kolejną stroną w krzyk): „kiedy wreszcie będzie finał?!” Niby nie było tam niepotrzebnych scen i wątków, a jednak lektura dłużyła mi się straszliwie. Drugą rzeczą, która niekoniecznie wpasowała się w moje oczekiwania, są dialogi. Zdaję sobie sprawę z faktu, że w komedii kryminalnej nie chodzi o opisy przyrody, a jednak miałam poczucie, że wymiana zdań zdominowała całą treść, co dla mnie jest mało satysfakcjonujące. To wcale nie znaczy, że Wiedźma duszona w winie jest złą książką – ona po prostu nie jest dla mnie. Za to z pewnością jest dla tych, którzy szukają chwili oddechu, chcą skończyć wieczór z niezobowiązującą lekturą i mają ochotę na wartką akcję z kryminalnym akcentem. I jeszcze dla tych, którzy czują potrzebę pochwalenia się kolejną przeczytaną książką, bo – jeśli akcja Wiedźmy… Was wciągnie – śmiało będziecie mogli powiedzieć, że w ciągu dwóch dni przeczytaliście ponad czterystustronicową knigę.

Ocena: 4/6
©Spadło mi z regała
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć