Mgły Avalonu
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.11 / 5.00
liczba ocen: 1216
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
55.00 złpremium: 33.00 zł
42.35 zł
46.75 zł
46.76 zł
55.01 zł
Pozostałe księgarnie
45.79 zł
45.82 zł
46.48 zł
46.74 zł
46.75 zł
49.50 zł
49.50 zł
51.15 zł
55.00 zł
Opis:

Magiczna legenda Króla Artura, opowiedziana z perspektywy kobiet, które dzierżyły władzę zza tronu. Jedna z najwybitniejszych powieści fantasy w historii literatury. „Najlepsza wersja sagi arturiańskiej, jaką kiedykolwiek czytałem” – Isaac Asimov

„Albowiem, tak jak mówię, zmienił się sam świat. Był taki czas, kiedy wędrowiec, jeśli miał ochotę i znał choćby kilka tajemnic, mógł wypłynąć łodzią na Morze Lata i dotrzeć nie do Glastonbury pełnego mnichów, lecz do Świętej Wyspy Avalon. W tamtych czasach wrota łączące światy unosiły się we mgle i otwierały się wedle woli i myśli wędrowca…”

Morgiana, obdarzona darem Wzroku i związana z losem Artura Pendragona, swego brata – kochanka, opowiada historię krótkiej świetności Camelotu. Nie jest to jednak opowieść o rycerskich czynach, lecz widziana kobiecym okiem wizja społeczeństwa u progu dziejowych zmian.

Recenzje blogerów
Odchodząc w mgły

Mimo że Mgły Avalonu zostały napisane przez Marion Zimmer Bradley w 1979 roku, są ciągle uznawane za jedną z najistotniejszych powieści fantasy w historii tego gatunku, a także najoryginalniejszych interpretacji mitu arturiańskiego. To monumentalna, rozdzierająca serce i na wskroś kobieca fantastyka, napisana w starym stylu sag rodzinnych, wobec której nie sposób przejść obojętnie. Wyjątkowe jest w niej również to, że niemal na każdym kroku skłania do przemyśleń, szczególnie na temat miejsca płci pięknej w społeczeństwie, zarówno ze świeckiego jak i religijnego punktu widzenia. Muszę przyznać, że książka wywarła na mnie ogromne wrażenie i znalazła się bardzo wysoko w moich prywatnych notowaniach.

Opowieść zaczyna się od wizyty Taliesina, Merlina Brytanii oraz Viviany, Pani Jeziora u siostry tej ostatniej, czyli Igriany. Mówią jej o przepowiedni – że urodzi władcę, który zjednoczy pod swym berłem wszystkie ziemie, musi jednak w tym celu pojechać na wybory Najwyższego Króla i spodobać się Utherowi, choć jest już zamężna z kimś innym. Wizja mówi rzecz jasna o Arturze, czyli przyrodnim, młodszym bracie Morgiany. A centralną postacią historii jest właśnie ona, zwana czasem Czarodziejką, która odbywszy nauki na wyspie Avalon zostaje kapłanką Bogini. Losy obojga rodzeństwa opisane na przestrzeni kolejnych pięćdziesięciu lat znacznie komplikują się w obliczu m.in. najazdu Saksonów oraz konfliktów zdeterminowanych sług dwóch systemów wierzeń.

Fabuła opiera się w zasadzie na starciach pomiędzy poszczególnymi postaciami – obserwujemy, jak podejmują decyzje na podstawie swoich przekonań i konsekwentnie dążą do osiągnięcia swoich celów. To bardzo interesujące, że nie da się ich do końca ocenić w kategoriach dobro-zło, jak to zazwyczaj bywa w fantasy. Jak bowiem mówi nam główna bohaterka i od czasu do czasu też narratorka: nie istnieje jedna prawdziwa opowieść. Prawda ma wiele twarzy, prawda jest jak stara ścieżka do Avalonu, tylko od twej własnej woli i od twych własnych myśli zależy, dokąd droga cię zawiedzie. Autorka bardzo sprawnie wykorzystuje ten punkt widzenia tworząc bohaterów i poszczególne wątki, dzięki czemu świat przedstawiony pokazuje wiele odcieni szarości i zyskuje tym samym na wiarygodności.

Jednym z istotniejszych elementów książki są wątki religijne i porównanie systemów wartości starej i nowej wiary. I tak wyznawcy Wielkiej Matki żyją zgodnie z cyklami i prawami natury, wielbią Boginię w miejscach, które stworzyła przyroda, a kobiety i mężczyźni są sobie równi – wszyscy mogą się kształcić. Mają Dar Wzroku i Misteria, wierzą też w reinkarnację i to, że dusza ludzka powraca, by stawać się coraz doskonalsza w każdym kolejnym życiu, aż osiągnie oświecenie. W przeciwieństwie do tego chrześcijanie uważają, że człowiek rodzi się tylko raz, że kobieta jest źródłem grzechu i zła oraz powinna być poddana mężczyznom, kładą też nacisk na skromność i pokutę. I choć mieszkańcy i wychowankowie Avalonu wielokrotnie powtarzają, że wszyscy bogowie to jeden bóg, nie wygląda na to, by miało się to tym razem sprawdzić... Ten aspekt powieści jest bardzo udany – postaci będące przedstawicielami tych dwóch wiar prowadzą ze sobą wiele rozmów pełnych celnych argumentów, pokazując wady i zalety wyznania oponentów, a także nadinterpretacje, których dokonują dla uzyskania władzy nad innymi. Co ciekawe, są też takie postaci, które nie wierzą w nic, tylko we własne korzyści. I rzecz jasna pozycja, na każdym niemal kroku podważająca nauki kościoła, po prostu nie mogła powstać w Polsce.

Warto podkreślić, że jest to jedna z najbardziej kobiecych książek w nurcie fantastyki – po pierwsze ze względu na grające pierwsze skrzypce, a przy tym znakomicie scharakteryzowane, zupełnie od siebie różne żeńskie postaci, oraz to, jak wiarygodnie zmieniają się z czasem. Moim sercem czytelniczym zawładnęła Morgiana, kibicowałam jej w trudnych wyborach i razem z nią nie cierpiałam pobożnej do przesady Gwenifer. Po drugie autorka drobiazgowo i realistycznie opisuje relacje między nimi wszystkimi, a także uczucia, jakie do siebie żywią. Po trzecie, jednym z centralnych zagadnień jest rola i prawa kobiety w świecie – tym, który odchodzi w tytułowe mgły i tym nowym, pod sztandarem chrystusowym. I muszę przyznać, że jest tu co analizować! Po czwarte trudno wskazać inną książkę, w której mężczyźni, a nawet legendarny, kochany przez wszystkich król Artur, są w zasadzie tłem dla kolorowej żeńskiej plejady.

Sposób napisania trąci jednak myszką – poważny, czasem wręcz marsowy styl sagi rodzinnej, szereg dramatycznych wydarzeń, i świat, w którym właściwie nikt nie jest szczęśliwy, mogą być przytłaczające dla oczekującego lekkości i rozrywki współczesnego czytelnika. Do tego objętość tomu, czyli 1154 strony sprawiają, że jest to dobra lektura na długie, zimowe wieczory. Ponadto od czasu do czasu wydarzenia posuwają się naprzód w dość nietypowy sposób – zamiast z opisów konkretnych zdarzeń dowiadujemy się bowiem wszystkiego z rozmów bohaterów, którzy np. naradzają się w ważnych sprawach. Ale za to same ich konwersacje niejednokrotnie dostarczają tematów do głębszych rozważań – na temat różnic pomiędzy wiarą w Boginię a chrześcijańskiego Boga, pozycji kobiety w społeczeństwach opartych na tych religiach, czy też różnej oceny zachowania poszczególnych dramatis personae.

Reasumując, Mgły Avalonu to wielowymiarowa, pełna wyrazistych postaci homerycka opowieść, nieustannie skłaniająca do refleksji i pokazująca historię Kamelotu z unikalnego, kobiecego punktu widzenia. To lektura obowiązkowa nie tylko dla wszystkich wielbicielek i wielbicieli i mitów arturiańskich, czy też feministek, ale przede wszystkim dla mądrze napisanego, zaprawionego nutką melancholii poruszającego fantasy.

Ocena: 5+/6
©Głodna Wyobraźnia
Historię Artura Pendragona chyba każdy w jakiś sposób kojarzy. Chociaż być może jednak nie z nazwiska… Ale kiedy już napiszę to nieco inaczej: Król Artur, Excalibur, Merlin, Okrądły Stół… Wtedy zaczyna coś świtać, prawda? Mgły Avalonu to retelling, opowiedziana na nowo, historia Artura, opowieść od momentu jego narodzin, do momentu śmierci. To historia o tym, jak doprowadził Kamelot do czasów jego świetności, aczkolwiek to nie on prowadzi czytelnika przez swoje życie. Robi to jego siostra, Morgiana.

Choć to właśnie Morgiana wychodzi tutaj na prowadzenie, to jednak mimo wszystko nadal mamy do czynienia z narracją trzecioosobową. Momentami pojawiają się tylko fragmenty napisane faktycznie za pomocą narracji pierwszoosobowej w wykonaniu Morgiany, nie da się jednak zaprzeczyć temu, że to ona jest tutaj najbardziej wyrazista. Nie można napisać, że jest główną bohaterką, bowiem tak naprawdę wiele postaci ma tutaj sporo do zrobienia. Równie często pojawia się Artur, Lancelot, Gwenifer i inni, aczkolwiek wciąż można wyczuć perspektywę Morgiany. A może wynika to z tego, że wydała mi się być ona najbardziej barwną postacią ze wszystkich i dlatego wybrałam ją na swoją przewodniczkę po tym świecie?

Bardzo mocno można tutaj odczuć religijne intrygi. Morgiana, kapłanka wychowana w Avalonie, pragnie ocalić świat przed nadchodzącymi zmianami i inwazją chrześcijaństwa. Artur jej w tym wtóruje, ale jego małżonka – Gwenifer – jest zagorzałą chrześcijanką. Dosyć dziwny związek, ale każdy doskonale wie, jak w tamtych czasach wyglądało zawarcie małżeństwa – wszystko w imię sojuszu. Mgły Avalonu to rozległa opowieść, której akcja rozgrywa się na przestrzeni wielu lat – od momentu narodzin Artura, aż do jego śmierci. W tym czasie Kamelot przeżywał niesamowity rozkwit, ale oczywiście w całej historii nie mogło zabraknąć spisków, intryg, a nawet motywu wojennego. To opowieść o przemijaniu, o zmianach, o władzy. Świetnie widoczne są tutaj skutki podejmowanych przez bohaterów decyzji, od których momentami już nie ma odwrotu, a i łatwo się domyślić, że widać także zmiany, jakie zachodzą w Kamelot i wśród jego mieszkańców. Jedni poddają się tym zmianom, inni próbują się buntować i walczyć o swoje przekonania.

Początkowo byłam nieco przerażona objętością tej powieści – 1150 stron to coś, co robi wrażenie, ale też wzbudza pewne obawy. Moje dotyczyły głównie tego, że będzie to historia ciężka w odbiorze, napisana niezbyt przyjemnym językiem, męcząca, a chwilami nużąca. Pomyliłam się i to bardzo. Choć przyznaję, że dawkowałam sobie tę historię przez kilka dobrych wieczorów, czytając po około 100-150 stron, to okazało się, że jest napisana naprawdę genialnie. Marion Zimmer Bradley posiada niesamowitą lekkość pióra, ale mimo wszystko mamy tutaj do czynienia z bardzo dojrzałym i pełnym pasji stylem. Przez całą powieść można wyczuć to, co jest tutaj siłą napędową – dawna religia powoli przemija, kult Bogini odchodzi w zapomnienie, pora na zmiany i coś nowego. Pojawiają się przeciwnicy i zwolennicy nowego porządku, a Morgiana, jako kapłanka Boginii, knuje swoje własne intrygi, aby to, co dla niej najważniejsze, przetrwało.

Biorąc pod uwagę to, że akcja powieści rozgrywa się na przestrzeni wielu lat, to możemy się domyślić, że pojawia się idealna okazji do obserwowania zachowań bohaterów i zmian, które w nich zachodzą. Autorka doskonale poradziła sobie z ich kreacją, choć trzeba przyznać, że pojawia się ich tutaj sporo i żadnego z nich nie można zlekceważyć – każdy z nich jest dla tej historii istotny i ma swoją rolę do odegrania. Nie ukrywam, że najbardziej polubiłam Morgianę, bo mimo całego swojego spokoju i zachowania pokerowej twarzy, ta kobieta zawsze potrafiła osiągnąć swój cel. Choć chwilami wiązało się to z byciem bezwzględną, momentami bezduszną, to mimo wszystko kapłanka jest moją ulubienicą. Nikt z pozostałych bohaterów nie wzbudził we mnie aż takiej sympatii, ale trzeba przyznać, że są naprawdę świetnie nakreśleni.

Choć nie mamy tutaj scen, w których serce podchodzi do gardła, bądź też szybkiego tempa akcji, to jest to historia, która naprawdę wciąga i intryguje. To opowieść, która z pewnością ma wiele do zaoferowania, a niesamowity klimat towarzyszy czytelnikowi na każdym etapie lektury. Znużenie? Zapomnijcie o tym! Przez historię opowiadaną przez Morgianę po prostu się płynie. To naprawdę KAWAŁ dobrej lektury, którą jestem w stanie polecić każdemu – uniwersalna i ponadczasowa, w której łączy się wiele ciekawych elementów.

Ocena: 5+/6
©BookeaterReality
Wyznaję zasadę, że nawet jeśli autor popełnił straszne i niewybaczalne rzeczy, to należy oddzielać jego osobę od jego twórczości. Dlatego bez uprzedzeń sięgnąłem po powieść Marion Zimmer Bradley, pomimo że wiedziałem jakich czynów dopuściła się wobec swojej córki. Mgły Avalonu to kolejna książka, która opowiada o legendzie Króla Arturze, lecz w mniej klasyczny sposób. A mianowicie historia jest opowiedziana tylko i wyłącznie z perspektywy kobiet dzierżących władzę zza tronu.

Nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że Mgły Avalonu były jedną z najdłużej czytanych przeze mnie książek. Złożyło się na to kilka spraw - przede wszystkim brak czasu. Nie da się ukryć, że jest to ogromne tomiszcze - ponad tysiąc stron dużego formatu w twardej oprawie i bynajmniej nie jest to lektura na dwa wieczory, ani na trzy. Odniosłem wrażenie, że część wydarzeń i niektóre sceny spokojnie można byłoby skrócić i nie wyszłoby to na szkodę powieści. Niemniej jednak wciąż byłoby to opasłe tomiszcze, ale już nie tak bardzo.

Historia opowiedziana w książce rozpoczyna się od romansu zamężnej wówczas Igriany z Utherem Pendragonem, aż po śmierć Króla Artura. Powieść obejmuje zatem kilkadziesiąt lat burzliwej historii Anglii. Nie tylko przeczytamy jak po latach walk zostało zażegnane zagrożenie ze strony Saksonów, ale również jak chrześcijaństwo coraz silniej wkraczało na te tereny, wypierając rodzimą wiarę, co nie wszystkim się podobało i wiele innych. Bradley świetnie oddała tę przemianę, która dokonuje się na oczach bohaterów w trakcie tych kilkudziesięciu lat. Z początku zmiana może wydawać się być niezauważalna, ale z czasem dostrzegamy, jak świat, w którym żyją bohaterowie się zmienił, dla niektórych dość diametralnie. Ponadto, w książce zostały poruszone najważniejsze motywy związane z panowaniem Artura, takie jak jego miecz Excalibur, miłość Gwenifer i Lancelota, Morgiana jako czarodziejka, która chce zaszkodzić swojemu bratu, poszukiwania świętego Graala, historia Drustana i Isotty i wiele innych. Nie zawsze jednak te motywy były przedstawione tak jak pamiętałem ze znanych mi wersji legend, ale trudno cokolwiek zarzucić autorce w tej kwestii.

Przez znaczą część książki narratorką jest Morgiana. Jest ona kapłanką Avalonu, która początkowo bardzo wspiera swojego brata, a później usilnie stara się go z niego zrzucić. Przyczyną tego jest fakt, że Artur sprzeniewierzył się przysiędze, jaką złożył i odwrócił się od Avalonu na rzecz chrześcijaństwa za namową swojej pobożnej żony. Gwenifer dość szybko po ślubie staje się bardzo wierząca, można powiedzieć, że aż za bardzo i silnie wpływa na wszelkie decyzje swojego męża. Sam zaś Artur zdaje się być marionetką w jej rękach, pozwala jej sugerować co ma zrobić, a jednocześnie kilka razy daje jej przyzwolenie na miłość z Lancelotem, widząc jak oboje na siebie patrzą. Oprócz Morgiany, Gwenifer i Igriany, poznamy również kilkanaście innych kobiet, które niekiedy mają zdecydowanie odmienne punkty widzenia na dane wydarzenia, czy zachowanie. To jednak powoduje, że książkę, pomimo swojej objętości, czyta się bardzo przyjemnie i trudno tutaj o nudę i monotonność.

Trudno byłoby opisać wszystkich bohaterów, jacy są, jakie snuli plany i jak ich odebrałem. Przez ponad tysiąc stron z niektórymi postaciami się zżyłem i ogromnie je polubiłem, niektóre zdążyły w tym czasie zginąć, a jeszcze inne nie wzbudziły we mnie za grosz sympatii. Nie da się jednak ukryć, że bohaterowie książki, a w zasadzie bohaterki, zostały bardzo dobrze wykreowane i trudno tutaj o jakiekolwiek słowa krytyki. Przez całą książkę miałem okazję bardzo dobrze je poznać, każda z nich była inna, z własnymi ambicjami i planami. Nieco gorzej przedstawia się to z płcią męską. Artura, jego rycerzy i innych mężczyzn poznajemy tylko i wyłącznie z perspektywy kobiet. Ani razu autorka nie prowadzi narracji z ich punktu widzenia, co za tym idzie, zapomnijcie o wszelkich bitwach i wojnach. O nich dowiadujemy się z relacji kobiet, które czekają na swoich mężów, rodzą w tym czasie dzieci, doglądają domu bądź dworu i zajmują się kobiecymi sprawami. Z początku miałem mieszane uczucia, ale z czasem się do tego zdążyłem przyzwyczaić.

Marion Bradley stworzyła w Mgłach Avalonu bardzo ciekawą wersję legendy o królu Arturze, którą z pewnością zapamiętam na długo. Poprowadzenie narracji tylko i wyłącznie z punktu widzenia kobiet było interesującym zabiegiem i nie powiem, że taki sposób opowiedzenia tej historii też ma swój urok, choć trzeba się do niego przyzwyczaić. Polecam!

Ocena: 4+/6
©Świat fantasy
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć