Outsider
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.16 / 5.00
liczba ocen: 11656
Ilość stron (szacowana): 640
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
36.00 złpremium: 21.60 zł
23.90 zł
24.12 zł
25.23 zł
27.72 zł
Pozostałe księgarnie
-24% 20.28 zł
22.20 zł
28.48 zł
30.24 zł
30.47 zł
30.59 zł
30.60 zł
32.40 zł
36.00 zł
Opis:

Bestialska zbrodnia. Śledztwo pełne znaków zapytania. Stephen King, znajdujący się w szczególnie owocnym okresie twórczości, przedstawia jedną ze swoich najbardziej niepokojących i wciągających opowieści.

W parku miejskim znalezione zostaje zmasakrowane ciało jedenastoletniego chłopca. Naoczni świadkowie i odciski palców nie pozostawiają wątpliwości: sprawcą zbrodni jest jeden z najbardziej lubianych obywateli Flint City. To Terry Maitland, trener drużyn młodzieżowych, nauczyciel angielskiego, mąż i ojciec dwóch córek. Detektyw Ralph Anderson, którego syna Maitland kiedyś trenował, nakazuje przeprowadzić natychmiastowe aresztowanie w świetle jupiterów. Maitland ma wprawdzie alibi, ale Anderson i prokurator okręgowy wkrótce zdobywają kolejny niezbity dowód: ślady DNA. Sprawa wydaje się oczywista.

Kiedy w toku śledztwa zaczynają wychodzić na jaw przerażające szczegóły, porywająca opowieść Kinga wchodzi na wyższe obroty, napięcie narasta, aż staje się niemal nie do zniesienia. Terry Maitland na pozór jest miłym człowiekiem, ale czy ma drugie oblicze? Odpowiedź szokuje – tak jak szokować potrafi tylko Stephen King.

CYTATY:
Pieniądze nie są lekarstwem na smutek, ale pozwalają przeżywać żałobę we względnym komforcie.
Jeśli nie zostawisz przeszłości za sobą, błędy, które popełniłeś, zeżrą cię żywcem.
Recenzje blogerów
Stephen King nie zwalnia tempa. Przeciwnie, mam wrażenie, że w ostatnich latach jakby przyspieszył – a wielbiciele jego twórczości znów często dostają kolejne tytuły mistrza horroru. Tym razem pisarz powraca do thrillera z elementami nadprzyrodzonymi, które to połączenie wypróbował już przy trylogii z Billem Hodgesem. W Outsiderze otrzymamy zresztą zgrabne nawiązanie do tamtych historii, bowiem w pewnym momencie na scenę wkracza jeden z bohaterów tamtego cyklu. Który i co tam robi? Tego już nie zdradzę.

W mieście Flint City doszło do makabrycznej zbrodni. Ktoś zamordował jedenastoletniego chłopca, a przed śmiercią zgwałcił go gałęzią i rozszarpał jego ciało. Szybko okazuje się, że sprawcą jest Terry Maitland, trener drużyn młodzieżowych, nauczyciel angielskiego, mąż i ojciec dwóch córek. Ale czy na pewno winny jest Terry? Wszystkie dowody na to wskazują: był widziany przez kilka osób niedaleko miejsca przestępstwa, na jego twarzy i koszuli była krew, a na ciele chłopca znaleziono jego DNA. W świetle niezbitych faktów detektyw Ralph Anderson, którego syna Maitland kiedyś trenował, nakazuje przeprowadzić natychmiastowe aresztowanie w świetle jupiterów, podczas meczu bejsbolu. Mieszkańcy Flint City są w szoku: Terry, trener ich dzieci, nauczyciel, lubiany i szanowany, okrutnym psychopatą? Kariera Maitlanda jest zniszczona, a co gorsza, zniszczone zostaje także życie jego i jego rodziny… Ich przyjaciele i sąsiedzi odwracają się od nich, a dotychczasowa sympatia przeradza się w nienawiść. Do Terry’ego, co oczywiste, ale też do jego żony. Jak to, nic nie widziała? Żyła z potworem tyle lat… A może jest współwinna zbrodni? Zaczyna się lincz, na który władze przymykają oko.

Wiesz, jak to się mówi, nie ma większego ślepca od tego, co nie chce widzieć.

Terry Maitland mówi, że jest niewinny, ale oni wszyscy tak mówią, prawda? Co jednak, kiedy… są niezbite dowody, że w czasie, gdy popełniano zbrodnię, trener był na spotkaniu autorskim z Harlanem Cobenem? Widziało go tam mnóstwo osób, w tym nauczyciele z jego szkoły, w dodatku na filmie uwieczniono szczęśliwego Terry’ego, kiedy zadawał pytanie pisarzowi. Policja ma teraz naprawdę twardy orzech do zgryzienia: czy aresztowanie podejrzanego w świetle jupiterów było błędem? Niektórzy z policjantów już zaczynają tego żałować… W końcu znają Terry’ego od lat, prawda? Czy mógł popełnić tak straszną zbrodnię?

Był jeden fakt twardy jak głaz i niepodważalny jak prawo grawitacji: człowiek nie może przebywać w dwóch miejscach jednocześnie.

Outsider zaczyna się jak powieść detektywistyczna, ale tu nic nie jest tym, czym się wydaje – również gatunek książki. Wychodząc od zbrodni i śledztwa, Stephen King przechodzi do odwiecznego problemu winy i kary: kto ma prawo ją wymierzać? Jak szybko możemy wymazać całe czyjeś dobre, uczciwe życie i skazać go na potępienie? Pisarz pokazuje, jak łatwo przyjazne oblicza sąsiadów i kolegów zmieniają się w nienawistne twarze krzyczące o śmierci i życzące wszystkiego najgorszego. Nawet, gdy pojawiają się kontrdowody i policja zaczyna się zastanawiać nad tym, czy na pewno schwytali i oskarżyli właściwego człowieka, nic się nie zmienia: machina już ruszyła. I choćby uniewinniono Maitlanda, zostałby po tej sprawie smród. Ludzie już zawsze będą wytykać go palcami i szeptać sobie coś do ucha widząc jego i jego rodzinę.

Co więc dostaje czytelnik, sięgając po Outsidera? Powieść psychologiczną z wątkiem detektywistycznym oraz horrorowo-nadprzyrodzonym, czyli to, w czym King jest mistrzem. I muszę szczerze powiedzieć, że to jedna z lepszych książek tego autora ostatnich lat. Na pewno lepsza od Śpiących królewien czy niezłego, ale zbyt krótkiego Pudełka z guzikami Gwendy. Outsider nie jest ani za krótki, ani przegadany – bardzo się cieszę, że King (sam lub idąc za radą życzliwego redaktora) nie rozciągnął tej historii do tysięcznej stron i jej nie rozmył. W rezultacie skupił się w niej na tym, co wychodzi mu najlepiej: pokazał, jak rodzi się zło. Zło codzienne, czające się w ludzkich duszach, ale i zło większe, to wieczne, uosabiające się u Króla w postaci typowego dla niego czarnego charakteru. To taki twór, którego imię jest Legion: może być Randallem Flaggiem, Richardem Farrisem albo przybrać jeszcze inne miano, zawsze jednak dąży do powolnego zniszczenia świata.

Przyznam szczerze, że trochę zaskoczył mnie kierunek, w którym poszedł Outsider, może jednak nie powinien? Ta powieść jest bowiem naturalnym następstwem po Końcu warty, czyli ostatnim tomie trylogii z Billem Hodgesem. I wiem, że są czytelnicy, którzy narzekali na ten cykl, ja jednak byłam jego lekturą usatysfakcjonowana, i tak też mam po przeczytaniu Outsidera. To King na naprawdę dobrym poziomie.

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
Jak przetrwać dzień, kiedy gardło odmawia współpracy; na dworze parno i nieznośnie, a ty musisz leżeć w łóżku? Odpowiedzią na wszystko jest książka. A jeśli to najnowsza powieść Stephena Kinga, to jeszcze lepiej!

Zdradzę Wam sekret - już od bardzo dawna nie czytam opisów powieści mistrza grozy. Po prostu za każdym razem, kiedy pojawia się coś nowego, sięgam po to w ciemno, gotowa na niespodziankę. Outsider zaskoczył mnie zaś niepomiernie, bo - szczerze mówiąc - oczekiwałam po nim raczej horroru na styl Śpiących królewien niż kryminału zmieszanego z nutką powieści detektywistycznej i thrillera, czyli czegoś podobnego do trylogii Pana Mercedesa. Kolejna niespodzianka czekała mnie już po kilku pierwszych rozdziałach, przez które przeleciałam z szybkością błyskawicy, nawet nie zauważając, że zbliżam się do połowy powieści. Jeszcze nigdy, ale to nigdy!, nie przydarzyło mi się nic takiego, czytając książkę Stephena Kinga. Choć uwielbiam twórczość tego bestsellerowego autora, to zawsze przez pierwsze sto, a nawet dwieście stron (zależy od grubości samej książki) przedzieram się jak przez chaszcze, szukam punktu zaczepienia, żeby nie zaginąć przy tym powolnym i odrobinę nudnym początku. Outsider już od pierwszych stron zaczyna z przytupem, a później robi się tylko ciekawiej i ciekawiej...

Tym razem Stephen King serwuje swoim czytelnikom bestialską zbrodnię, mnóstwo wskazówek, które wskazują na najbardziej lubianego obywatela miasta oraz mroczną, nie dającą się odpędzić myśl z tyłu głowy, że być może wszystkie fragmenty układanki pasują do siebie znakomicie, ale co jeżeli przedstawiany obraz powinien być większy niż to, co już mamy?

Będąc świeżo po pierwszym sezonie American Crime Story, przedstawiającym proces O.J. Simpsona, trudno mi było opędzić się od porównań. Tym bardziej, że King w Outsiderze niejednokrotnie przykład tych wydarzeń przywołuje w dialogach swoich postaci, zastanawiających się czy Terry'emu Mitlandowi, ulubieńcowi całego miasteczka, jednak zbrodnia może ujść na sucho. Pisarz w posłowiu do powieści przyznaje, że chciał zobaczyć co się stanie, jeśli podejrzanym zostanie najbardziej popularna osoba w sąsiedztwie. Jak zareagują ludzie? Czy uwierzą w rzucane na niego podejrzenia? Jak szybko dobra passa zniknie, a na jej miejscu pojawi się ostracyzm i samosąd? Horror, kryminał czy thiller, żadna z powieści Stephena Kinga nie rozczarowuje, kiedy idzie o przedstawienie natury ludzkiej oraz prawdziwych z krwi i kości bohaterów, a Outsider nie jest wyjątkiem od tej reguły. Pisarzowi bardzo celnie udaje się złapać i opisać rozterki detektywa Ralpha Andersona, który - dostając wszystkie możliwe dowody jak na tacy - nie przestaje szukać odpowiedzi na niezadane pytania, nie wie, komu powinien uwierzyć czy zaufać, a w końcu popełnia błędy, jakie będą jeszcze później długo nawiedzać go w koszmarach.

Pierwsza połowa powieści to dobrze napisany kryminał, który pomału, lecz z każdym rozdziałem coraz bardziej, zaczyna przeobrażać się w mrożący krew żyłach thiller oraz horror. I chociaż niektóre rozwiązania proponowane przez autora są bardzo łatwe do przewidzenia, a samo zakończenie historii nie stanowi takiej niespodzianki, jakiej można by było się spodziewać, to duży plus dla Kinga za pewną postać, znaną czytelnikowi z innych jego książek, której się tutaj wcale nie spodziewałam. Jeżeli bowiem jeszcze nie czytaliście trylogii Pana Mercedesa, a bardzo chcielibyście to w przyszłości zrobić, polecam Wam poczekać z lekturą Outsidera, aż to nadrobicie. W najnowszej książce Kinga pojawia się bowiem Holly - jedna z trzech najważniejszych dla trylogii Pana Mercedesa postaci. A wraz z nią niestety pojawiają się również spoilery do tej detektywistycznej historii.

Niesamowicie podoba mi się rola, którą Holly dostaje tutaj do odegrania. Jeszcze bardziej podobają mi się zmiany, jakie w niej zaszły od Pana Mercedesa. Holly jest bohaterką bardzo dynamiczną. Przechodzi długą drogę od zahukanej, znerwicowanej i cierpiącej na depresję kobiety. Niezwykle przyjemnie było mi ją obserwować w duecie z twardo stąpającym po ziemi Ralphem, dla którego wszystko miało jakieś logiczne wytłumaczenie.

Z jednej strony Outsider bawi się wieloma znanymi czytelnikowi rozwiązaniami, od których Stephen King nie stroni, a z drugiej naprawdę szybko i przyjemnie się go czyta - jak nie Kinga. Książka szczególnie powinna spodobać się osobom, które polubiły trylogię Pana Mercedesa, ponieważ gatunkowo właśnie tutaj bym tę najnowszą powieść przypisała. I trzymam kciuki, żeby na Outsiderze niespodzianki od pisarza się nie skończyły... a Holly jeszcze dostała szansę na pojawienie się w jakiejś historii. Może swojej własnej?

Ocena: 5/6
©Nocny Cień
Kupuję tę historię. Kupuję i zostawiam gigantyczny napiwek.

W krzakach miejskiego parku we Flint City odnaleziono zmasakrowane zwłoki jedenastoletniego chłopca. Na miejscu brutalnej zbrodni połączonej z napaścią seksualną odnaleziono odciski palców i ślady biologiczne. W połączeniu z zeznaniem naocznych świadków nie ma wątpliwości, że sprawcą tej mmakabry jest Terry Maitland. Wzorowy obywatel, trener dziecięcej drużyny bejsbolowej, nauczyciel języka angielskiego, przykładny mąż i ojciec. Lubiany, szanowany, podziwiany. Sprawa wydaje się oczywista – trener T skrywa nabrzmiałe od agresji i wyuzdanych żądz oblicze. W toku śledztwa dochodzi jednak to spektakularnych zwrotów akcji, które sprawiają, że nic nie będzie ani pewne, ani logiczne, ani normalne...

Na świecie są potwory, a ich największa siłą jest niechęć racjonalnie myślących ludzi do tego, żeby w nie uwierzyć.

W Outsiderze dostajemy wszystko to, co u Kinga najlepsze, czyli: babranie się w ludzkiej psychice, małomiasteczkowość – zbliżenie na nastroje i reakcje niewielkiej społeczności, rosnące napięcie smagane batem grozy i niepewności. Nie mogło zabraknąć także ględzenia made by King (uwielbiam nudę w wykonaniu Stefanka) oraz tradycyjnego nie do końca udanego zakończenia, które nie przypomina głośnego "buuum", tylko powolne i monotonne "pffffffy". Ale w przypadku tej powieści – it doesn't really matter. Serio, serio.

O ile pierwsza część powieści do złudzenia przypomina pełnokrwisty kryminał z potworną, makabryczną zbrodnią, to druga część zabiera nas na meandry racjonalnego pojmowania rzeczywistości.

Wierzę, że za każdą myślą, która jest świadoma, kryje się tuzin innych.

Historia utkana na tuzinie tuzinów takich podświadomych myśli, przeczucia, intuicyjnych manewrów i nieoczywistych wniosków. Podsycana dodatkowo pokaźną porcją grozy oraz irracjonalności. Czyli stary, dobry Stefanek, który z żywopłotu, sztucznej szczęki czy czerwonego, swobodnie lewitującego po niebie balonika potrafi zrobić kwintesencję strachu.

Nie zazna satysfakcji z lektury ten, kto zaklasyfikuje Outsidera do kryminału. Nie ma wyraźnej krechy oddzielającej fabułę opartą na kryminalnych filarach od tej fantastycznej, funkcjonującej bez żadnych wytycznych. King sprawnie lawiruje między materialnymi dowodami a niewytłumaczalnymi wydarzeniami. Perfekcyjnie przelewa na strony powieści postać outsidera, gościa o niedokończonej twarzy, ze słomkami zamiast oczu oraz częstuje czytelnika scenami i wątkami, których długo się nie zapomni. No bo jak wymazać z pamięci wizualizację faceta siedzącego na kiblu i robiącego to, co siedzący facet na kiblu robić może oraz zasłonę prysznicową zza której słuchawka prysznicowa łudząco przypomina szponiaste łapsko... Albo kantalupę pełną wijącego się, obślizgłego robactwa.

Od zawsze powtarzam, że groza jest u Kinga tylko dodatkiem, bo gość wie, co w ludzkiej psychice siedzi. Wydobywa na światło dzienne nasze słabości, pragnienia i egoizm, kopiąc bardzo głęboko odkrywa także pokłady brutalności i chorych żądz. A że wychodzi z tego groza, to już chyba powód do zastanowienia dla nas – czytelników, prawda?

Mimo słabego (ale nie mega-tragicznego, jak to u Kinga niekiedy bywa) zakończenia oraz niepotrzebnego, w mojej opinii, mieszania w sprawę Holly, Outsidera z dumą stawiam na półce i polecać będę. O!

Ocena: 6/6
©Tylko skończę rozdział
Po lekturze Outsidera, jak bumerang powraca pytanie, czy Stephen King nie powinien udać się na zasłużoną emeryturę. Jak wiele kreatywnych pomysłów można wykrzesać z jednej głowy? Jak wiele porywających historii może wyjść spod jednej ręki? W końcu czy mając kilkadziesiąt powieści i wiele opowiadań można ustrzec się autoplagiatu?

Te same pytania, kolejna książka i… te same odpowiedzi: Jak widać na przykładzie Kinga, można nie mieć dna w głowie, można pomysły materializować w taki sposób, że kilkaset stron mija jak oka mgnienie. Można też, zamiast męczyć się i pilnować, żeby w którymś momencie się nie powielić, zwyczajnie zawiązać do swoich poprzednich historii. Podejrzewam, że King jest z tych, którzy pracują mądrze – dla niego to ułatwienie, a dla czytelnika przyjemnie znów odwiedzić miejsca lub ludzi z książek przeczytanych “kiedyśtam”.

Outsider to nadspodziewanie dynamiczny kryminał. W całej historii nie znalazłem tak charakterystycznych dla Kinga obyczajowych przystanków. Czytając książkę nie ma się jednak wrażenia, że Autor gdziekolwiek się spieszył. Przeciwnie. King stawia nas na średnio stromym, ale jednolicie nachylonym stoku, kopie nas w dupę na początku, a potem patrzy jak równiutko, aż na sam dół lecimy w towarzystwie odrywających się kawałków skał.

Tradycyjnie, jak w każdej (prawie) historii Kinga pojawia się wątek nadnaturalny, tradycyjnie mamy ludzi, którzy w to wierzą i takich, których niewiara podsyca emocje czytelnika jeszcze bardziej. Tym razem Autor oparł się na legendach o potworze, który porywał dzieci, aby… noo sami poczytajcie, to będziecie wiedzieć ????

Książka w mojej opinii jest bardzo zrównoważona. Jest kilka znanych fanom Kinga zabiegów, ale tez kilku charakterystycznych dla Króla nie znajdziemy. Akcja jest wartka, logiczna i spójna. Kompletnie nie mam się do czego przyczepić. Nawet zakończenie mu się wyjątkowo udało bez zarzutu. I zdania w tym temacie nie zmienię. Outsider jest moim zdaniem lepszy niż Śpiące Królewny, bardziej oryginalny, mniej powielający pomysły i widocznie dopracowany. Nieśmiało wysunę wniosek, że King to jednak egoista i praca w pojedynkę służy mu najbardziej. HOWK, niech tak będzie ????

Na siłę, bardzo na siłę, ale się przyczepię do jednej rzeczy. Każdy z mających o sobie wielkie mniemanie ma jakiś wyraźny cel. Jedni chcą zagłady ludzkości (Szatan), inni jej zbawienia (Bóg), jeszcze ktoś ma jakiś cel mniej lub bardziej polityczny (Brevik), jeden psychopata tylko podczas zabójstwa się spełnia seksualnie, a inny jest fanem ludzkiego mięsa, lub z wydaje mu się, że z kości otrzyma eliksir młodości. Kuba Rozpruwacz też miał ponoć za cel oczyszczania świata z brudnych dziewczynek, ale to akurat nigdy nie zostało udowodnione. Strachu z Outsidera być może miał jakiś cel, ale dla mnie zupełnie niewidoczny. Nie udało mi się uchwycić czemu ta istota w ogóle funkcjonuje i w imię czego. To trochę tak, jakby jedynym celem człowieka było zjedzenie jajecznicy rano i nic więcej. A gdzie cel nadrzędny: przedłużenie gatunku, czy postęp ludzkości? Niemniej jednak w żadnym stopniu nie ujmuje to całej historii.

Polecam książkę szerokiemu gronu czytelników. Większości powinno się spodobać. Jako wstęp proponuję przeczytać trylogię kryminalną Kinga (będzie w sumie jakieś 1600 stron) – jest trochę spojlerów w Outsiderze.

Ekstra punkt dodaję za nawiązania do Mrocznej Wieży.

Ocena: 5+/6
©Blog PanCzyta.pl
Nie należę do grona najwierniejszych zwolenników i fanów twórczości Stephena Kinga, którzy mogliby pochwalić się bardzo dobrą znajomością jego książek. Mam za sobą kilka jego powieści i żadna z nich mnie nie rozczarowała, a kilka zachwyciło. King pisze bardzo dużo. Gdybyśmy chcieli ustawić na jednej półce wszystkie jego dzieła, to na pewno musiałaby być ona bardzo długa i solidna, żeby nie załamała się pod ciężarem woluminów. Wiem jedno, na pewno bliżej mi do powieści w stylu Dolores Claiborne i Dallas '63, które były rewelacyjne, niż do powieści grozy, których mistrzem niewątpliwie jest.

W ręce wpadła mi najnowsza powieść Króla Outsider. Mogłam się spodziewać wszystkiego. Chociaż nie. U Kinga tych słabszych historii jest zdecydowanie mniej niż dobrych, bardzo dobrych i rewelacyjnych (w ocenie znawców twórczości). Dlatego nastawiałam się na co najmniej dobrą rozrywkę. I? Taką właśnie dostałam. Bez zachwytu i słów „ależ to było dobre!”. Dlaczego? Ponieważ Outsider to ta bardzo dobra odsłona Kinga z dreszczykiem, z niewytłumaczalnymi zjawiskami, z garścią grozy i możliwymi nocnymi koszmarami u czytelnika. Na mnie to nie działa, ale doceniam kunszt i trwam w podziwie, bo napisać tyle książek na wysokim poziomie, to nie lada sztuka.

Spójrzcie na okładkę. Od razu możemy przypuszczać do jakiego świata zaprosi nas King. Niepokojąco, mrocznie, strasznie! Sam początek bardzo wciągający. Mamy brutalne morderstwo i poszukiwania sprawcy. Sukcesywnie, metodycznie, krok po kroku detektyw Ralph Anderson bada poszlaki, zbiera ślady, analizuje i wychodzi na to, że wskazanie winnego nie nastręczy większych problemów. Jak wielkim zaskoczeniem jest fakt, że zbrodni mógł dokonać szanowany i lubiany trener sportowy młodzików, nauczyciel, mąż i ojciec? Spektakularne, w światłach jupiterów aresztowanie jest jedynie początkiem kolejnych, niepokojących i przyprawiających o szybsze bicie serca zdarzeń. Bo ta sprawa ma drugie dno, bardzo głębokie i mroczne. Wszyscy biją się z myślami kim jest outsider?

King rozpoczął od wysokiego C. Byłam podekscytowana, że dostałam rewelacyjną powieść, że będę trwała w zachwycie. Niestety z każdym kolejnym rozdziałem mój entuzjazm przygasał, ale też i nie zgasł. Outsidera oceniam bardzo dobrze, ale wiem, że czytałam lepsze książki autora. Kto uwielbia Kinga, ten w tym uczuciu pozostanie. Ba! Spotkałam się ze stwierdzeniami „Król powrócił!”, „Mistrz powrócił!”. Jak jest naprawdę, przekonajcie się sami. Ja jednak czekam na moją ulubioną odsłonę autora. Wtedy będę wniebowzięta.

Ocena: 5/6
©Na czytniku
Mówi się, że zbrodnia doskonała nie istnieje. Postęp nauki i technologii pozwala na pozyskanie niezbitych dowodów, które często są niewykrywalne gołym okiem – kropla krwi na włóknie materiału, pojedynczy włos. Specjaliści dwoją się i troją, aby przywrócić skasowane lub zniszczone dane, mogące przyczynić się do schwytania sprawcy. Są jednak zbrodnie, które po dziś dzień pozostają niewyjaśnione…

Nikt nie przypuszczał, że do sennego miasteczka zawita śmierć. W parku zostaje odnalezione ciało jedenastoletniego chłopca. Bestialska zbrodnia wstrząsa mieszkańcami. Równie przerażający staje się fakt, że wszystkie zebrane dowody, oraz zeznania naocznych świadków, prowadzą do jednego z najbardziej lubianych i poważanych obywateli – męża, ojca, trenera drużyn młodzieżowych Terry’ego Maitlanda. Mężczyzna jednak nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Twierdzi, że w czasie morderstwa przebywał w innym mieście.

Sprawę prowadzi detektyw Ralph Anderson, który działając pod wpływem silnego wzburzenia, nakazuje aresztowanie Maitlanda podczas rozgrywki baseballu – na oczach wszystkich. Z czasem do głosu dochodzą nowe poszlaki, a niewiadome wciąż się mnożą. Czy na pozór oczywiste śledztwo skrywa w sobie drugie dno?

Chciałabym wierzyć w Boga, bo nie chcę się pogodzić z tym, że tak po prostu znikamy, mimo że to niejako przywraca stan równowagi: skoro z ciemności przyszliśmy, logika każe przyjąć, że w ciemność wrócimy. Wierzę jednak w gwiazdy i nieskończoność wszechświata. To jest owo wielkie Nieznane. Wierzę, że tu, na Ziemi, całe wszechświaty istnieją w każdej garści piasku, bo nieskończoność działa w obie strony. Wierzę, że za każdą myślą, której jestem świadoma, kryje się tuzin innych. Wierzę w moją świadomość i podświadomość, choć nie wiem, co to takiego. I wierzę w Arthura Conana Doyle’a, który ustami Sherlocka Holmesa powiedział: „Kiedy wyeliminujesz niemożliwe, cała reszta, jakkolwiek nieprawdopodobna, musi być prawdą.

Stephen King słynie z wiernego oddania atmosfery małomiasteczkowych społeczności, gdzie mieszkańcy wiodą normalne, wręcz lapidarne życie. W swojej najnowszej książce przenosi czytelnika do miejsca zwanego Flint City, którego spokój przerywa brutalna zbrodnia, przez którą bohaterowie – jak i czytający – długo nie zmrużą oka. Historia zaczyna się bezlitosnym akcentem, mrożącym krew w żyłach. Pisarz już od samego początku zrzuca na odbiorcę płachtę niepokoju, trzymając go pod nią niemal do końca. Pajęczyna pozorów z każdą chwilą zaczyna się rozrastać, wychodzące na światło dzienne fakty, wprawiają w konsternację i umysłową plątaninę. Czy możliwe jest przebywanie w dwóch miejscach jednocześnie? Co zrobić gdy wszystkie dowody wskazują na podejrzanego, ale ma on niepodważalne alibi?

Pod płaszczykiem opowieści oscylującej na gatunkowej granicy powieści detektywistycznej i kryminału, kryje się historia której nie brak wydźwięku grozy. Misternie utkana intryga angażuje odbiorcę, głównie za sprawą rzetelnego budowania napięcia i gęstego nastroju, wywołującego dreszcz przerażenia. Autor skrupulatnie manewruje tempem lektury – pomiędzy bezwzględnymi fragmentami pojawia się chwila na złapanie oddechu.

(…) nie ma większego ślepca od tego, co nie chce widzieć.

Snuta opowieść pokazuje, że nikt nie jest krystalicznie dobry czy zły, a granica pomiędzy tymi wartościami niekiedy staje się naprawdę cienka. Pokazuje, że każdy z nas popełnia błędy, podejmuje nie do końca trafne decyzje, z którymi przyjdzie mu żyć do końca swoich dni. Powieściopisarz dużą uwagę przykuwa do rysu postaci, dzięki czemu czytelnik „od kuchni” poznaje całą plejadę bohaterów. Fenomenalne ukazanie rozterek, dylematy, balansowanie na granicy moralności, rodzące się relacje nie pozostawiają złudzeń – King jest mistrzem w swoim fachu. Precyzyjnie konstruuje warstwę psychologiczną protagonistów, żongluje emocjami, niemal bawi się nimi. Nawet na pozór prozaiczne dialogi mają swoją osobliwą aurę.

Outsider przesiąknięty jest napięciem, dusznym klimatem, pisarskim zacięciem, jednak nie obyło się bez potknięć. Po pierwsze, autor włączył do fabuły postać znaną z trylogii Pan Mercedes. I o ile pomysł jest dobry, tak pisarz (nie)świadomie zdradza zakończenie wyżej wspomnianej serii, narażając czytelnika (który nie miał do tej pory styczności z trylogią) na wiele spoilerów. Po drugie, przewidywalność nie jest domeną Kinga, jednakże w przypadku Outsidera jest nieunikniona – wprawiony odbiorca z łatwością domyśli się niemalże banalnego zakończenia, które notabene nieco rozczarowuje.

Stephen King po raz kolejny udowodnił, że stać go na napisanie mrocznej, wgryzającej się pod skórę, opowieści. Odstawiając na bok kilka mankamentów, jak choćby fabularna oczywistość czy mało satysfakcjonujące zakończenie, czytelnik otrzymuje dobrze skrojoną lekturę, której nie brak pełnokrwistych postaci, nienagannej akcji czy charakterystycznego dla autora zacięcia. Outsider jest dziełem intrygującym, zapewniającym czytelnikowi przeniesienie do innego, jakże realistycznego wymiaru, w którym czyhający za rogiem niepokój w każdej chwili może obezwładnić.

Ocena: 5/6
©Bookmoment
King jest jednym z tych autorów, którego wszyscy znają, mimo że nie każdy czytał jego książki. Ja do jego twórczości podchodziłam jak pies do jeża, ale po pierwszym spotkaniu przy Czterech porach roku i fenomenalnej minipowieści Skazani na Shawshank, która wydaje mi się jeszcze lepsza niż ekranizacja, zakochałam się totalnie. Drugie podejście było skuchą, bo trafiłam na To, którego ostatecznie nawet nie skończyłam. Mówi się, że do trzech razy sztuka…

Dokładniejsze opisanie fabuły tej książki bez zabierania frajdy z jej czytania, na moje oko jest niemożliwe. King od pierwszych stron stawia ogromne wyzwanie przed czytelnikiem i przedstawia bestialską zbrodnię, od której włosy na ciele stają dęba. Detektyw Ralph Anderson bierze sprawę w swoje ręce, licząc na szybkie jej rozwiązanie, które wydaje się całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę ilość dowodów odnalezionych na miejscu zbrodni. Sprawy nabierają rozpędu, a kolejne ślady doprowadzą do ślepego zaułku. Odnalezienie wyjścia z tej patowej sytuacji będzie wymagało od bohaterów przekraczania granic.

Pod koniec ubiegłego roku zabrałam się za To, które najpierw powaliło mnie swoją objętością, a później przy każdym kolejnym przeczytanym rozdziale dokładałam cegiełkę nienawiści do Kinga, bo ta powieść była dla mnie udręką przez ciągnące się w nieskończoność opisy wszystkiego, co można było tylko opisać. Do dnia dzisiejszego wspominam półtorastronicowy opis zawartości apteczki jednego z bohaterów i nadal nie przekonałam się, czy miał on jakieś znaczenie w dalszej części powieści. Nie zadziałało to na korzyść książki, dlatego do Outsidera podchodziłam z dystansem, żeby znów się nie sparzyć.

Outsider okazał się bardzo dobrą powieścią, której przeczytanie – mimo że pojawiły się w niej wątki, które w pierwszej chwili nie wydawały mi się dobrym połączeniem – nie stanowiło dla mnie większego problemu. Objętość początkowo napawała niepokojem, a ostatecznie okazała się najmniejszym problemem. Jestem pod ogromnym wrażeniem, jak King połączył ze sobą wątki kryminalne, dla których sięgnęłam po tę powieść, z horrorem i odrobiną, tak bardzo znienawidzonej przeze mnie, fantastyki. Opisy bohaterów, sytuacji i przede wszystkim morderstwa były zdecydowanie największą zaletą tej książki, bo nie dość, że kompozycyjnie wszystko ze sobą współgrało, to dodatkowo bardzo rzadko pojawiły się momenty przedobrzone i przegadane, przez które i tak w tym przypadku czytelnik automatycznie przechodzi ze względu na napięcie zbudowane w tej fabule. Zresztą, co tu dużo pisać – moim zdaniem wszystkie elementy tej powieści są idealnie wyważone, wszystkiego jest tyle, ile chciałabym, żeby było.

Zarys tła społecznego, które nie raz okazywało się moją zmorą w powieściach, tu zagrało idealnie – autor umożliwia poznanie otoczenia jedynie na tyle, aby w wyobraźni zarysować sobie wizję tego małego miasteczka, w którym dokonano zbrodni. Wyrywkowo i po trochu poznajemy mieszkańców, a bliżej przyglądamy się jedynie tym, którzy w dalszej części powieści będą się jeszcze pojawiać. Poznajemy ich z tej dobrej i uprzejmej strony, ale King wplata w fabułę momenty, dzięki którym widzimy jak zachowują się w sytuacjach, przy których towarzyszą im skrajnie negatywne emocje. Tragedie i rodzinne dramaty są niesamowicie spontaniczne, a przy pędzącej intrydze kryminalnej i czystej czytelniczej ciekawości, nie sposób ich przewidzieć. Wisienką na torcie są hiszpańskie legendy, jeszcze bardziej podkręcające mroczny klimat powieści i odwołania do powieści Edgara Allana Poe i wplatanie żyjących i istniejących w naszym świecie osobistości, które sprawiają, że powieść wydaje się być jeszcze bardziej rzeczywista.

Outsider to powieść łącząca w sobie kryminał, horror i fantastykę, gdzie wszystkie elementy idealnie ze sobą współgrają. Fabuła wciąga, intryguje i oburza. Zdecydowanie polecam.

Ocena: 5+/6
©Rude recenzuje
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Sprawnie, ale bez dreszczyka. Liczyłam na więcej emocji.

  • Awatar

    Outsider jest już kolejną książką Stephena Kinga, podczas lektury której stwierdzam, że doskonale mi się ją czyta, do chwili kiedy autor rozpoczyna wątek nadprzyrodzony. Dopóki King snuje wątek obyczajowy czy jak w przypadku tej powieści kryminalny, jestem nadzwyczaj zadowolony. Stron ubywa w zastraszającym tempie. jednak, gdy tylko mistrz zaczyna "straszyć", moje zainteresowanie historią znacie się obniża.
    Outsider okazał się być dla mnie lekturą dość interesującą, jednak nie na tyle, aby pomyśleć kiedykolwiek o powrocie do niej. Choćby tak, jak rozmyślam dość często o mojej kingowej perełce "Dallas'63.

    Ocena: 4/6

  • Awatar

    Jak to zwykle bywa z Kingiem - zaczyna się bardzo dobrze, a kończy najwyższej przeciętnie. Fabuła przewidywalna, zwłaszcza jeśli czytało się już coś Kinga (rzucają się w oczy szczególnie podobieństwa do "To"). Niezła letnia lektura, ale mogło być znacznie lepiej. Wygląda to tak jakby King miał ciekawy pomysł, ale nie bardzo wiedział jak go zamienić w opowieść. No i brakuje tego co zawsze u Mistrza Grozy było najlepsze - różnorodnych, ciekawych postaci i autentycznego wątku obyczajowego

  • Awatar

    Zapowiadał się fascynujący kryminał. a wyszedł przeciętny horror. Jak na Kinga słabiutko.

  • Awatar

    Mimo iż zaczynamy od typowego kryminału, to jednak już od początku czuć niemal nieuchwytną nutkę czegoś innego. Czegoś złowrogiego i nie na miejscu. W miarę jak na jaw wychodzą kolejne szczegóły bestialskiej zbrodni, a dowody przeczą jeden drugiemu, opowieść zamienia się w pełnokrwisty horror. Pan King jak zwykle stopniowo wprowadza czytelników w historię, dawkuje napięcie (choć nie brak go od początku!) i zapoznaje nas ze świetnie wykreowanymi postaciami. Dla mnie jest to jedna z najlepszych książek Króla ostatnich lat, fani na pewno się nie zawiodą. Co tu dużo pisać, jest strasznie, jest upiornie, więc jest świetnie. Gorąco polecam.

Inne proponowane
Warto zerknąć