Toń
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.75 / 5.00
liczba ocen: 603
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
31.99 złpremium: 19.19 zł
20.80 zł
27.19 zł
27.19 zł
29.70 zł
Pozostałe księgarnie
-29% 19.19 zł
25.59 zł
27.17 zł
28.79 zł
29.00 zł
30.39 zł
31.99 zł
31.99 zł
Opis:

Toń to opowieść o tym, jak łatwo zniszczyć relacje międzyludzkie i jak trudno je odbudować, i najmocniejszych więziach, które rodzą się nie z podobieństw, lecz z różnic. Oraz o tym, że czasami trzeba odbyć podróż w czasie, aby się przekonać, kto przedkłada złoto i dzieła sztuki nad przyjaźń i lojalność.

Kiedy Dżusi Stern decyduje się wyświadczyć ciotce przysługę, jeszcze nie wie, że otwierając drzwi niewłaściwej osobie, uruchomi lawinę wydarzeń, których nie da się już cofnąć. Trzpiotowata dziewczyna, jej poukładana starsza siostra oraz kąśliwa ciotka nieoczekiwanie wplątują się w morderstwo - a to dopiero początek niebezpieczeństw, jakie na nie czyhają. Wszystkie tropy zdają się prowadzić prosto do tajemniczego mężczyzny imieniem Ramzes, o którym w środowisku antykwariuszy mówi się wyłącznie szeptem...

Przesiąknięta krwią i chciwością historia Wrocławia i Dolnego Śląska, rodzinne tajemnice i groza nie z tego świata.

"Jeśli szukacie powieści o wartkiej akcji oraz intrygujących bohaterach, pełnej dobrego humoru i ironii, to koniecznie sięgnijcie po „Toń” Marty Kisiel. Świetnie bawiłam się podczas lektury i już nie mogę się doczekać kontynuacji."
Katarzyna Berenika Miszczuk

"„Toń” wciąga. To jedna z tych książek, które próbujesz opisywać przyjaciołom, a potem kładziesz przed nimi i mówisz, że po prostu muszą przeczytać sami. Rezerwujcie sobie wolny wieczór, bo Marta Kisiel nie ma dla was litości - ja poszłam na dno już po pierwszym rozdziale."
Aneta Jadowska

 

Recenzje blogerów
Przez moment zastanawiałam się, czy w ogóle o Toń pisać (mam straszny odruch traktowania tego tytułu jako rzeczownika i odmieniania go i każdorazowe jego użycie kończy się backspace’em). Potem jednak pomyślałam sobie, że ostatnio rzadko czytam pozycje, które przede wszystkim mają sprawić mi radochę, a jeszcze rzadziej o nich piszę (pewnie dlatego, że wówczas nie mogę się pochwalić swoją elokwencją). No chyba, że okażą się kompletną stratą czasu, wtedy odbijam sobie to przy pomocy kąśliwej recenzji. Tymczasem Marta Kisiel trafiła już na mój blog dwa razy, a dodatkowo w ramach zeszłorocznych polecajek lekkich książek na wakacje. Nieobecność Toń byłaby więc wyjątkowo przykrym niedopatrzeniem – zarówno ze względu na moją długą i dobrą czytelniczą relację z autorką, jak i bardzo miłe wrażenia z tej konkretnej lektury. Zapraszam.

(Blurby do książek Ałtorki są zbyt doskonałe, bym wklejała tu moje wypociny, więc chwytajcie opis ze skrzydełka): Kiedy Dżusi Stern decyduje się wyświadczyć ciotce przysługę, jeszcze nie wie, że otwierając drzwi niewłaściwej osobie, uruchomi lawinę wydarzeń, których nie da się już cofnąć. Trzpiotowata dziewczyna, jej poukładana starsza siostra oraz kąśliwa ciotka nieoczekiwanie wplątują się w morderstwo – a to dopiero początek niebezpieczeństw, jakie na nie czyhają. Wszystkie tropy zdają się prowadzić prosto do tajemniczego mężczyzny imieniem Ramzes, o którym w środowisku wrocławskich antykwariuszy mówi się wyłącznie szeptem…

Najpierw mały kontekst historyczny. Moja przygodą z twórczością Marty Kisiel zaczęła się od Nomen Omen. Ubawiłam się po pachy, by potem przeczytać, że Dożywocie lepsze. I faktycznie okazało się lepsze, a jego kontynuacja, Siła niższa, wciąż trzymała poziom. Tylko z opowiadaniem Szaławiła jakoś mi dotąd nie było po drodze, co postaram się nadrobić.

Toń rozgrywa się w tym samym wrocławskim uniwersum, co Nomen Omen. Nie wiem, na ile to faktyczny stan rzeczy, a na ile moje prywatne wrażenie będące wyłącznie skutkiem długiego odstępu czasu między lekturą obu książek, ale mimo związków wydają się mieć zupełnie inny klimat. Przede wszystkim pod względem stylistyczno-językowym Nomen Omen niewiele różniło się od Dożywocia. Gry słowne, humor słowny, słowa, słowa i słowa! Najlepiej w postaci przymiotników i przysłówków. Szeleszczących dla lokalnego kolorytu. Toń od samego początku okazała się dużo bardziej stonowana pod tym względem i, prawdę mówiąc, ciężko mi było się do tego przez pierwsze kilkadziesiąt stron przyzwyczaić. To było takie normalne! To znaczy byłoby. Gdyby nie (nie)typowi Kiślowi bohaterowie. Każdy z pierwszego i większość z drugiego planu jest dziwna, trochę przejaskrawiona i budzi u czytelników wielką sympatię. Nie sposób nie kibicować tej bandzie. Tyle że różnice między Toń a Nomen Omen nie kończą się wcale na języku.

Otóż Toń okazuje się zaskakująco poważną i ponurą książką. O ile w Nomen Omen historia stanowiła przede wszystkim przeciwwagę dla w istocie dość komicznych perypetii bohaterów, tak tutaj nie dość, że odgrywa dużo większą rolę, to jeszcze same Sternówny muszą borykać się z rozlicznymi traumami, konsekwencjami toksycznych relacji i ponurym dzieciństwem, które nie pozwala im prawidłowo funkcjonować w dorosłym już życiu. To, co z początku wydaje się dosyć śmieszne, wkrótce pokazuje swoje prawdziwe, mroczniejsze oblicze. I Toń w ten sposób naprawdę chwyta za serce. Do pewnego momentu ślizgałam się po tej opowieści bez większego „przeżywania”, ale w miarę odkrywania sekretów bohaterów przekonywałam się do nich coraz bardziej, by skończyć książkę maksymalnie zaangażowana w fabułę. Plus odkryłam najlepszą od dłuższego relację romantyczną, której mogłam z rozrzewnieniem kibicować. (Ktoś zgadnie?).

Co tu dużo pisać: Toń to świetnie napisana powieść urban fantasy. Inna od tego, do czego przyzwyczaiła czytelników Ałtorka, ale przez to dużo ciekawsza. Ale. Mimo całej satysfakcji z lektury nie zaspokoiłam mojej żądzy słodyczy. Dlatego już zamówiłam Małe Licho i Tajemnicę Niebożątka, które teraz wędruje do mnie po polskich dróżkach.

Ocena: 5/6
©Między sklejonymi kartkami
Po Toń sięgnęłam jedynie z uwagi na nazwisko Marty Kisiel. Ominęła mnie akcja promocyjna przed premierą książki, ominęły mnie również przeróżne informacje na temat znanych już czytelnikom postaci, które miałyby się w najnowszej powieści Kisiel nieoczekiwanie pojawić. Jedyną rzeczą, jaką znałam, była nazwa. Nazwa i w sumie okładka (bo tak pięknej grafiki się w Internecie przegapić nie dało). Kiedy więc mój brat zauważył, że czytam coś nowego i zapytał, co to jest, nie do końca potrafiłam mu odpowiedzieć – byłam dopiero na trzecim rozdziale. Mimo to mogłam oznajmić mu już jedno – wiedziałam, że dobre.

Najnowsza książka Kisiel od pierwszych stron wciąga tak, że nawet po przekręceniu ostatniej strony nie można się od niej odkleić. Mija trzeci tydzień, odkąd zapoznałam się z przygodami sióstr Stern, a wciąż nie potrafię przestać myśleć o opisanych w powieści wydarzeniach, możliwych ich konsekwencjach i całym tym galimatiasie, jakim jest życie Eleonory, Dżusi i ich ciotki, Klary. Zdradzanie Wam fabuły w momencie, kiedy sama tak dobrze się bawiłam podczas lektury, nic o niej nie wiedząc, uważam za jawną niesprawiedliwość. I chociaż wiem, że w Internecie pojawiło się już mnóstwo recenzji i informacji na temat Toni, to wciąż postaram się nie zdradzać Wam za wiele. Uwierzcie, że najprawdziwszą frajdę będziecie mieć wtedy, kiedy zaczniecie odgadywać wszystkie fragmenty układanki samodzielnie.

Starając się więc nie opisywać fabuły, napiszę o dwóch aspektach Toni, które najbardziej chwyciły mnie za serce. Pierwszą z nich jest historia Dolnego Śląska – to tutaj się urodziłam i wychowałam, więc mogło by się zdawać, że jest to wybór bardzo subiektywny. A wcale nie! Marta Kisiel opisuje moje województwo tak, że zastanawiam się, ile tak naprawdę wcześniej na jego temat wiedziałam; sprawia, że nachodzi mnie ochota wparowania do biblioteki i odnalezienia wszystkich książek na temat dolnośląskiej historii i wszelkich jego zagadek. Nie inaczej ma się sprawa Wrocławia, w którym bym pewnie kilka lat temu zamieszkała, gdyby sprawy potoczyły się inaczej.

Tak jak swego czasu spojrzałam na Toruń oczami Anety Jadowskiej czy na Kraków oczami Magdaleny Kubasiewicz, tak teraz bardzo trudno będzie mi myśleć o Wrocławiu i nie łączyć go automatycznie z Martą Kisiel. Na Pyrkonowym spotkaniu autorka przyznała, że Toń wymagała od niej mnóstwo reaserchu, a żeby napisać jedno ze zdań, które pojawiło się w powieści, przeczytała około tysiąc pięćset stronicową książkę. I chociaż mam trochę inne spojrzenie na tę sytuację niż pisarka (Marta Kisiel reaserch bardzo lubi; dla mnie ta perspektywa jest odrobinę przerażająca), to trudno mi się nie zgodzić, że to przygotowanie w Toni naprawdę widać. Miasto zdaje się dostawać tutaj własną rolę do odegrania; ma duszę i jest tętniącym sercem całej powieści.

Niemniej ważna i równie ogromnie przeze mnie uwielbiana jest relacja sióstr Stern wraz z ich ciotką, Klarą. Już na wstępie napiszę, że przez Toń przewija się mnóstwo zjawiskowo wykreowanych i wspaniale poprowadzonych postaci, ale do żadnej z nich nie wyhodowałam sobie takiej słabości, jak do kobiet Stern. Marta Kisiel nigdy nie miała problemu ze stworzeniem barwnych, ciekawych bohaterów, ale myślę, że to w Toni przekroczyła pewien Rubikon. Nie brakuje tutaj znanego czytelnikom, uwielbianego Kiślowego humoru, ale nie jest on też wepchnięty w każde możliwe zdanie. Atmosfera szybko się zagęszcza, jest poważniej, odrobinę mroczniej – i to objawia się też w charakterystyce postaci oraz relacji pomiędzy nimi.

Toń bowiem to przede wszystkim książka o rodzinie. O tym, ile zła potrafimy sobie nawzajem wyrządzić, lecz też o tym, że w najczarniejszej godzinie umiemy wyciągnąć do siebie rękę. To powieść o toksycznych relacjach, wieloletnich, nawarstwiających się urazach i czynionych sobie nawzajem wyrzutach. Nie brak też jednak tutaj tematu wybaczania, lojalności czy wydobywania z siebie tego, co w nas najlepsze.

Ile razy nie wstrzymywałabym oddechu podczas czytania Nomen omen – zachwycając się wartką akcją i wciągającą fabułą; i ile razy nie wybuchłabym śmiechem na każdej kolejnej stronie Dożywocia – uwielbiając ten oryginalny humor i niezliczone zdania złożone – to ani trochę nie umywa się to do radości, jaką czerpałam z lektury najnowszej powieści Marty Kisiel. Toń to początek czegoś nowego – szczerze wierzę, że to zarazem też początek czegoś wielkiego i wyjątkowego. Jeśli ma być kontynuacja, to mam nadzieję, że już niedługo. Jeżeli zaś nawet seria (za co trzymam kciuki!), to kolejnych części chcę przynajmniej pięć.

Ocena: 6/6
©Nocny Cień
Zaskakująca niespodzianka z krajowego rynku wydawniczego. Podchodzę do literatury lżejszego kalibru z dużym sceptycyzmem. Trudno się wyróżnić przy tak dużej podaży tytułów. Dodatkowo dotychczasowe książki Marty Kisiel raczej znajdowały się poza spektrum moich tematycznych zainteresowań. Tak więc nie spodziewałem się po Toni niczego wielkiego. Zaczęło się też nie najlepiej, ponieważ akcja rozkręcała się nieco zbyt wolno. To jednak chyba jedyny zarzut, jaki mam do tej książki. Kiedy już bowiem historia nabrała rozpędu, okazało się, że mam do czynienia z oryginalną i pomysłowo skonstruowaną opowieścią. Książką udanie miksującą wątki sensacyjne z pozazmysłowymi. Nawiązującą przy tym do „gorących” tematów współczesności.

Miarą jakości książki, jest dla mnie między innymi to, czy potrafi mnie przy sobie zatrzymać. Czy prowokuje mnie do tego, żeby przeczytać jeszcze jeden rozdział i zobaczyć, co zdarzy się dalej. Toń przytrzymała mnie do samego końca. Otwarte zakończenie i okładkowe opinie sugerują kontynuację. Jeżeli to prawda, już ustawiam się w kolejce po kolejne części.

Ocena: 5/6
©donos kulturalny
Toń Marty Kisiel to jedna z nielicznych książek, którą zaczęłam czytać, bez uprzedniego zapoznania się z opisem. Wiedziałam tylko, że jest to pozycja o rodzinnych sekretach, ukrytych skarbach i historii Dolnego Śląska. Niby niewiele, ale właśnie to skusiło mnie, aby po nią sięgnąć. Czy warto było? A może to nie było mądre posunięcie?

Dżusi Stern na życzenie swojej ciotki wraca do Wrocławia, aby oddać jej przysługę, która polega na tym, że dziewczyna ma pomóc starszej siostrze w opiece nad kotem i przypilnować mieszkania, aż ciotka nie wróci. Proste? Tak się tylko wydaje. Już od pierwszego dnia nic nie idzie po myśli Dżusi, a gdy zostaje wplątana w morderstwo, całe jej dotychczasowe życie wywraca się do góry nogami. A to jeszcze nie koniec problemów. Jak potoczą się jej dalsze losy? Czy ma jeszcze szansę na normalne życie?

Gdy zaczynałam czytać, nie miałam żadnych oczekiwań co do lektury, chciałam tylko miło spędzić wieczór i dobrze się bawić. I wiecie co? Właśnie tak było. Nawet nie podejrzewałam, że tak się wciągnę i ani na moment nie oderwę się od książki. Czytałam ją nawet przy obiedzie, a nigdy tego nie robię, bo boję się, że mogę poplamić strony i będzie to brzydko wyglądać - ale mniejsza o to. Powieść jest bardzo dobrze napisana i dopracowana, nie ma się wrażenia, że czegoś brakuje, to niestety często mi się zdarza, ale na szczęście nie tutaj. Akcja ciągle brnie do przodu, cały czas coś się dzieje, że nie sposób się nudzić, a to już wielki plus, bo kto nie lubi wartkiej akcji?

Autorka zachwyca czytelnika wyrazistymi postaciami, które albo się kocha albo nienawidzi, nie ma nic pomiędzy. Każdy z nich ma swoje wady i zalety, są tak dobrze wykreowani, że aż namacalni. Czasami może się jednak wydawać, że niektórzy są leciutko przerysowani, zbyt idealni, ale nie dajcie się zwieść, bo to tylko pozory. Pani Marta nadała niektórym bohaterom cechę idealnego kamuflażu, który nie tylko zwodzi osoby znajdujące się na kartach powieści, ale także samego czytelnika. A to tylko dodaje tajemniczości całej historii.

Czy polecam tę pozycję? Jak najbardziej. Sięgając po Toń Marty Kisiel jestem przekonana, że się nie zawiedziecie i będziecie chcieli jeszcze. Jeśli kolejne pozycje tej pani, będą tak samo dobre i wciągające to zostaję jej wierną fanką i z pewnością nie raz jeszcze zagości na mojej półce. Myślę, że każdy kto szuka dobrej książki z dawką dobrego humoru, powinien wziąć ją pod uwagę i rozpatrzyć jej kandydaturę.

Ocena: 5/6
©Czytam w pociągu
Całkiem niedawno po raz pierwszy spotkałam się z twórczością Marty Kisiel. Z racji tego, że było to naprawdę udane spotkanie, kiedy zobaczyłam zapowiedź powieści Toń wahałam się tylko przez chwilę. Patrząc na piękną - swoją drogą - okładkę uznałam, że tym razem autorka uderzyła w poważniejsze struny i jak nic mamy tu opowieść o narkotykach czy innych problemach, z którymi muszą zmierzyć się dzisiejsze nastolatki. Nic nie wskazywało na to, że będzie to historia całkiem inna, ze sporą dawką wątków fantastycznych, a o używkach zapomina się już po pierwszej stronie.

Zaczynając czytać Toń nie miałam zielonego pojęcia, o czym ta książka jest. Uznałam, że skoro wydawnictwo na egzemplarzu przedpremierowym nie zamieściło ani słowa na temat fabuły to coś musi być na rzeczy i nie wgłębiałam się w to. Nie wiem, czy tak samo jest w przypadku egzemplarzy finalnych, więc osobiście nie zdradzę Wam zbyt wiele o tym, co znajdziecie w środku. Musicie wiedzieć, że Marta Kisiel tym razem zdecydowała się na bardzo trudny do napisania temat, jakim są podróże w czasie. Wielokrotnie już spotykałam się z tym, że pisarze gubili się w tym, co właściwie chcą przekazać i przez to lektura w pewnym momencie okazywała się męczarnią. Toń jednak ma w sobie tak dobrze przedstawiony ten aspekt, że szybko przestałam się martwić tą kwestią.

Nie każdy, kto dostaje nóż do ręki, bez wahania wbije go komuś w serce, panno Stern.

Autorka znana jest przede wszystkim z tworzenia specyficznych postaci, które zostają w pamięci na długo. Tak było i tym razem. Na początku poznajemy pełną energii Dżusi, która od razu zdobywa sympatię czytelnika. Jest osobą bardzo spontaniczną, nieprzewidywalną i z ogromnym poczuciem humoru. Biorąc pod uwagę bogate kształty, niski wzrost i fakt, że potrafi podbić serce każdego mężczyzny tylko wzmacnia to, jak ją polubiłam. Jej siostra, Eleonora, to jej całkowite przeciwieństwo. Pracująca w bibliotece, chodząca cały czas tymi samymi śladami, wykonująca polecenia niewiele starszej ciotki. Kiedy dowiadujemy się już wszystkiego doceniłam Martę Kisiel za to, jak doskonale dobrała charaktery postaci do fabuły Toń.

Serce podbił mi też tajemniczy Ramzes, który wraz z przebiegiem lektury znaczył dla mnie jeszcze więcej. Kusi mnie powiedzieć, że on - i pani Matylda - to moje ulubione postaci z tych, które tutaj poznaliśmy. Losy obojga można uznać w pewien sposób za tragiczne i byłam ciekawa tego, jak toczyło się ich życie przed akcją Toń i wciąż chciałabym wiedzieć więcej o ich przeszłości i przyszłości. To ta dwójka według mnie zasługuje na najwięcej uwagi, chociaż ciotka dziewczyn, Klara, również swoje przeżyła.

Culpam poena premit comes, Matyldo.

Fabuła również jest niesamowita. Pierwsze pół pochłonęłam dosłownie na raz. Domyśliłam się wtedy, kto stoi za większością zbrodni, jednak wyjaśnienie tego, co stało się z rodzicami Dżusi oraz Eleonory, zaskoczyło mnie. Cały wątek fantastyczny jest niesamowicie oryginalny i jeszcze nigdy wcześniej się z takim nie spotkałam. Nie powinno mnie to dziwić, biorąc pod uwagę to, co autorka stworzyła w Dożywociu i Sile niższej. Marta Kisiel ma ogromną wyobraźnię i poczucie humoru, dzięki czemu jej książki mają w sobie coś takiego, co nie pozwala o nich zapomnieć. Chociaż druga część Toń wydała mi się mniej wciągająca niż pierwsza, kiedy to próbowaliśmy dowiedzieć się, o co chodzi z Ramzesem i tajemniczym zegarkiem, to i tak bardzo dobrze czytało się tę opowieść i coś czuję, że pojawi się kontynuacja.

Nie wiem, czy Toń jest najlepszą książką Marty Kisiel, jednak na pewno wciąga i warta jest uwagi. Cieszę się, że miałam możliwość ją przeczytać jeszcze przed premierą i mogę z czystym sercem Wam powiedzieć, że można od niej rozpocząć swoją przygodę z tą autorką.

Ocena: 4+/6
©Papierowe Miasta
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć