Miłość ma twoje imię
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.72 / 5.00
liczba ocen: 118
Ilość stron (szacowana): 512
cena: 15.95
KURSGA#Google Analytics
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
31.90 złpremium: 19.14 zł
19.90 zł
23.93 zł
27.12 zł
31.89 zł
Pozostałe księgarnie
15.95 zł
20.74 zł
23.60 zł
25.23 zł
26.68 zł
26.80 zł
28.71 zł
28.71 zł
29.00 zł
31.90 zł
31.90 zł
Opis:
Powieść bestsellerowej autorki. Utkana z emocji, wzruszająca i niezwykle prawdziwa. Opowiada o różnych odcieniach miłości. Czy serdeczne uczucie obroni się w starciu z siłą uzależnienia? Czy można uratować kogoś przed życiową katastrofą?
 

Potrzeba bycia kochanym określa nasze życia. Błądzimy, szukamy, wciąż mamy nadzieję, że obok nas pojawi się ten ktoś najważniejszy. Ale „serce nie sługa”, nie zawsze postępuje zgodnie z rozumem i potrafi pokochać człowieka, który niszczy siebie, bliskich i swoje życie.
Anna Janowska, kobieta z przeszłością, samotnie mierzy się z wyzwaniami, wciąż nie może znaleźć szczęścia. Prowadzi intensywne życie, by zapomnieć o tragicznym wypadku sprzed lat, który odebrał jej rodzinę i sprawił, że jako nastoletnia dziewczyna musiała szybko dorosnąć.
Michał Gebert, mężczyzna po przejściach, dawno wyczerpał limit życiowych błędów i upadków, z których nie może się podnieść. Stracił zaufanie do siebie samego, co jeszcze bardziej pcha go w stronę ryzykownych zachowań i życia i bez zasad. Mimo pomocy ze strony rodziny i przyjaciół zdaje się zbliżać do granicy życiowego dna.
Czy dwoje tak zupełnie różnych ludzi może stworzyć udany związek? Czy przeszłość nie upomni się o nich w najmniej oczekiwanym momencie?
Autorka udowadnia, że nigdy nie należy się poddawać, nawet jeśli odchodzą najbliższe osoby, życie nas nie rozpieszcza, a miłość omija szerokim łukiem. Czasem wystarczy jedno niespodziewane spotkanie, by wszystko zmieniło się nie do poznania.

CYTATY:
Żałoba i poczucie straty są jak tornado. Na jakiś czas cichną, a potem znowu się odzywają. Nie da się z nimi pogodzić. Zapomnienie tym bardziej jest niemożliwe. Są niczym cień, który nigdy nie opuszcza.
Recenzje blogerów
Trochę przypadkiem zetknęłam się z twórczością pisarki, kiedy spróbowałam pierwszego tomu Sagi o Starym Domu. Mile zaskoczona, chciałam więcej i dwa kolejne tomy zyskały równie wiele mojej sympatii. Tym razem jednak zmierzyłam się z historią zupełnie nową, a przez to budzącą obawę, czy będzie równie wciągająca i ciekawa. Dlatego też chwilę dłużej zajęła mi jej lektura, do której przymierzałam się już w wakacje. Teraz wiem już, co myśleć i z chęcią podzielę się swoimi wrażeniami.

Anna ma za sobą trudne wydarzenia, które w dużym stopniu ją ukształtowany i wpływają na jej obecne wybory. Kobieta szuka miłości i szczęścia w życiu, jednak nie wszystko jest w stanie poświęcić dla tych wartości. Michał od lat spada po równi pochyłej. Kolejne wybory coraz bardziej pogrążają go w ciemności i beznadziei. Spotkanie dwójki bohaterów zachwieje ich życiem w posadach, zmusi do ponownego przewartościowania życia i wyborów, które nie zawsze należą do łatwych. Czy dwójka tak różnych charakterów jest w stanie znaleźć wspólne zdanie?

Bohaterka tej powieści to dziewczyna dwudziestokilkuletnia, która została mocno dotknięta przez życie i bliskich. To w jakiś sposób dało jej siłę do właściwych wyborów i godnego życia, choć nadal ma w sercu wielką zadrę, która nie raz jeszcze będzie jej przypominać o przeszłości. Michał to jej przeciwieństwo. Przez dłuższy czas podczas lektury zastanawiałam się, co pchnęło go do takiego życia, co było zapalnikiem i jak inaczej mógłby pokierować swoim losem.

Powieść wzbudza wiele emocji, ale też powoduje, że człowiek myśli o życiu, trudnościach i wyborach, których dokonuje każdy z nas. Czasami jedno spotkanie może zmienić bieg historii, może właśnie tej małej, dotyczącej kilku osób. Autorka świetnie prowadzi wydarzenia, które wielokrotnie zmuszają bohaterów do przeanalizowania dalszego postępowania.

Świat powieści nie kręci się jedynie wokół Ani i Michała. Pojawia się wiele osób z bliskiego otoczenia bohaterów, rodziny, przyjaciół i tych, którzy chcieliby im zaszkodzić. Pewne wydarzenia i emocje, przenikają się z głównym wątkiem, tkając barwny dywan życia.

Autorka po raz kolejny na ważnym miejscu stawa dzieci. Tak samo jak w poprzedniej historii, są to istoty zazwyczaj poszkodowane przez życie, potrzebujące troski i opieki. Historia pokazuje, że każdy z nas może pomóc, czasem niewielkim nakładem sił.

Miłość ma twoje imię to wspaniała historia, która wzrusza, wzbudza złość, żal, ale też łzy radości, do końca trzymając w niepewności. Mimo, że Saga o Starym Domu bardzo mi się podobała, to właśnie ta powieść bardziej przypadła mi do gustu. Byłam w stanie w wielu wypadkach bardziej zbliżyć się do bohaterów i razem z nimi odczuwać wiele różnych wydarzeń. Autorka rozwija się z każdą kolejno wydaną książką, coraz bardziej zapadając w czytelniczą pamięć.

Ocena: 4+/6
©Książkowe Wyliczanki
Podobno Kartezjusz twierdził, że sny rodzą się w gruczole zwanym szyszynką, potem uznano, że ma to miejsce gdzieś w układzie limbicznym, a teraz głoszą, że powstają one raczej w tworze siatkowym. Niewiele z tego rozumiem, ale tak podpowiedział mi doktor Google. W każdym razie pewnej nocy przyśnił mi się sen. Nie wiem, gdzie się narodził, ale wystraszył mnie nie na żarty. To była taka klasyczna historyjka o młodej dziewczynie, której największym marzeniem było napisać książkę – taką, która poruszyłaby czytelników, wzbudziłaby emocje i zostałaby okrzyknięta najlepszą książką roku. Kiedy wreszcie udało jej się napisać coś, z czego była dumna i znalazła wydawcę, który dał jej kredyt zaufania, okazało się, że jej „dzieło” w ogóle się nie sprzedawało, a przez czytelników uznane zostało za totalny niewypał. Powiem Wam, że taka perspektywa skutecznie zniechęciła mnie do porywania się z motyką na słońce, dlatego książek nie piszę, a te przeczytane oceniam według moich własnych, prywatnych kryteriów, niejednokrotnie kierując się emocjami. Osobiście uważam, że opinie pisane pod ich wpływem wychodzą najlepiej, jednak jest jeden warunek – muszą być pozytywne. Podczas czytania książki Miłość ma twoje imię Ilony Gołębiewskiej zdałam sobie sprawę, że tym razem będę musiała podejść do tematu odwrotnie – poczekam, aż emocje opadną.

Zapowiadała się lekka i całkiem przyjemna lektura. Nie zakładałam, że okaże się hitem, jednak poddałam się zasłyszanym opiniom na temat autorki i z przekonaniem sięgnęłam po jej najnowszą książkę. Klasyczna historia: on i ona – oboje po przejściach. Los sprawia, że poznają się w najmniej oczekiwanym momencie i – jak to zwykle bywa – nie od razu pałają do siebie sympatią. A jednak coś między nimi zaczyna się dziać. Pozostaje pytanie, czy dadzą sobie radę ze swoją przeszłością. Historia, jakich wiele, ale ten fakt nigdy nie stanowi dla mnie wady – tyle książek już napisano, że trudno silić się na oryginalność, pisząc lekką obyczajówkę o miłości, dylematach i życiowych problemach. Jednak, gdybyśmy tak właśnie podchodzili do pisarzy, to czy ich praca miałaby sens? Moim zdaniem nie. Bo prawda jest taka, że nawet historia poruszająca kwestie wyświechtane, zużyte i wyciśnięte z każdej strony ma szansę się obronić. Czym? Warsztatem autora, kreacją bohaterów i – może Was to zdziwi – swego rodzaju oszczędnością w słowach. Osobiście nigdy nie potrafiłam uprawiać tak zwanego wodolejstwa. Zazdrościłam koleżankom i kolegom, którzy potrafili napisać dwie strony tekstu, podczas gdy ja wyczerpywałam temat w trzech zdaniach. W przypadku książek umiejętność tworzenia treści ma dla mnie sens dopóty, dopóki czytanie mnie nie męczy i dopóki ta treść cokolwiek wnosi.

Miłość ma twoje imię zmęczyła mnie niesamowicie – miałam poczucie, że czytam sztucznie pompowaną historię, która koniecznie musi posiadać określoną ilość znaków. W dodatku wszystko podane zostało w niemożliwy do strawienia dla mnie sposób – nie znoszę czytać książek, które proste kwestie sprzedają napuszonym i patetycznym tonem. Odnoszę wrażenie, że autor chce (mówiąc kolokwialnie) wcisnąć mi kit, pisząc o oczywistościach tak, jakby to były prawdy objawione przez niego. Wierzę, że są ludzie, do których to trafia – na mnie działa jak płachta na byka. Nie jestem głupia, trochę już przeżyłam, a w takich sytuacjach mam wrażenie, że ktoś próbuje odgrywać mentora i zazwyczaj średnio to wychodzi. Gwoździem do trumny tej powieści stał się pomysł na główną bohaterkę, która pokonała mnie swoją bylejakością. Ania Janowska jest uosobieniem „starej-maleńkiej”, która nie ma w sobie żadnej iskry. To dziewczyna, z którą przenigdy nie chciałabym spędzić nawet chwili. Nawet nie dlatego, że jej nie lubię, ale dlatego, że udusiłabym ją gołymi rękami za jej nijakość (w realnym życiu nazywam takie osoby „lelum-polelum”). I choćby nie wiem jak pomysłowa była fabuła, i choćby nawet nie była zepsuta przez pompatyczne dialogi, to jeśli bohaterowie są bez wyrazu – ja nie jestem w stanie pozytywnie odebrać takiej historii. Dla mnie było to nie do przeskoczenia i skutecznie wyleczyło mnie z eksperymentów związanych z lekkimi obyczajówkami. Może to i dobrze.

Ocena: 2/6
©Spadło mi z regała
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć