ebook Zło czai się na szczycie
3.5 / 5.00 (liczba ocen: 329)

Zło czai się na szczycie
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - polecana oferta: 18.66
wciąż za drogo?
22.25 złpremium: 14.35 zł Lub 14.35 zł
-21% 18.66 zł Lub 16.79 zł
22.01 zł Lub 19.81 zł
18.39 zł
19.61 zł 20% rabatu
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (5)
Inne proponowane

Detektyw Szymon Solański bawi się na weselu w Zdrojowicach. Na moment wymyka się z uroczystości i trafia na teren budowy kolejnego budynku hotelu. W świeżo wylanych fundamentach odkrywa ciało. Ktoś zamordował miejscowego aptekarza!

Właściciel hotelu, którego interes jest zagrożony, zleca Solańskiemu odnalezienie mordercy. W śledztwo włącza się Róża Kwiatkowska, a i kundelek Gucio tu i ówdzie wetknie swój nos. W tej malowniczej beskidzkiej wiosce każdy zna każdego, a mieszkańcy niechętnie zdradzają swoje tajemnice. Dla Szymona ta sprawa jest tym trudniejsza, że to właśnie w Zdrojowicach zginęła w pożarze jego żona..

Zło czai się na szczycie od Marta Matyszczak możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Marta Matyszczak to autorka, której książki biorę w ciemno. Nawet gdyby zdarzyło się jej popełnić instrukcję obsługi piły łańcuchowej, czytałabym ją z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Bo Marta ma wyjątkowy talent do opowiadania historii, niebanalne poczucie humoru i świetne wyczucie chwili. A tą powieścią, ze względu na miejsce akcji, zrobiła mi niebywałą przyjemność!

Prywatny detektyw Szymon Solański wraz z kundelkiem Guciem udaje się do urokliwych Zdrojowic w Beskidzie Żywieckim, gdzie pewna znajoma pani mecenas ma stanąć na ślubnym kobiercu. Pech jednak chce, że w tym samym miejscu i czasie ktoś brutalnie pozbawia życia lokalnego aptekarza. Sprawa śmierdzi na odległość, a mieszkańcy wioski milczą jak zaklęci, co więcej – knują po kątach. Na pomoc Solańskiemu rusza nieustraszona dziennikarka Róża Kwiatkowska – także zaproszona na wesele. Czy ten zgrany, choć ciągle dogryzający sobie duet i tym razem trafi na trop mordercy? Przed Szymonem niełatwa i bardzo bolesna rozgrywka, bo to właśnie w Zdrojowicach kilka lat wcześniej zginęła w pożarze jego ciężarna żona. Gdy przeszłość powraca jak bumerang, trudno zachować zdrowy rozsądek.

Nie mogłam sobie wymarzyć lepszej lektury na urlop w mojej ukochanej Rajczy koło Żywca. Wakacyjne słońce, widok na górskie szczyty i świadomość, że to wszystko wydarzyło się tuż obok… Choć Zdrojowic próżno szukać na beskidzkiej mapie, doskonale oddają tamtejszy małomiasteczkowy klimat, a niektóre szczegóły są nawet łudząco podobne do jednej (a może i dwóch!?) z rzeczywistych miejscowości. Jak ochłonę po lekturze, będę się musiała uważniej temu przyjrzeć. Do rzeczy jednak! Co tym razem zaserwowała nam najzabawniejsza śląska autorka kryminałów?

Myślałam, że nic już nie dorówna Strzałom nad jeziorem (tom 3, recenzja tutaj), które uznałam za najlepszą część serii Kryminał pod psem. Tymczasem dostałam powieść tak dopieszczoną, tak wyważoną i pełną pozytywnej energii, że mam ochotę przeczytać ją jeszcze raz! Jest tu wszystko to, czym Matyszczak raczyła nas do tej pory: ironia, czarny humor, przezabawne sytuacje i powiedzonka, od których gęba non stop się śmieje, świetnie nakreśleni bohaterowie, klimatyczne krajobrazy, przemawiający kudłatą paszczą Gucio, no i przede wszystkim intryga, którą wcale nie tak łatwo rozwiązać (ja na ten przykład dałam się zwieść jak totalny żółtodziób!).

Ale, ale, ale! Zło czai się na szczycie to również powieść o skomplikowanych stosunkach damsko-męskich, wielkiej miłości i tęsknocie, wyrzutach sumienia, które trawią od środka i nie pozwalają ruszyć dalej. Można zatem nie tylko pokwiczeć ze śmiechu, lecz także uronić łezkę i popaść w melancholię. Żal mi tego Solańskiego, bo chłopina ma naprawdę pod górę (w końcu jest Beskidach!), i w tym tomie widać to chyba najbardziej. Nie wiem, co Marta jeszcze dla niego szykuje, ale kibicuję mu z całego serca i mam nadzieję, że kiedyś wreszcie będzie mógł odetchnąć pełną piersią. Za to Różyczka jest w doskonałej formie! Jak na zdrową, pełnokrwistą kobietę przystało, po szałowej kuracji odchudzającej przybrała już tu i ówdzie (i chwała jej za to!), a pazurki i dowcip jeszcze bardziej jej się wyostrzyły. To kobieta o wyjątkowym harcie ducha, która wciąż pakuje się w zabawne sytuacje (opis jej wizyty w spa i u fryzjera to mistrzostwo świata!). Tym razem Matyszczak rzuca ją w ramiona pewnego brodatego przystojniaka, który jest nią zauroczony, nomen omen, do bólu i świata poza Kwiatkowską nie widzi. Jak się zakończy ten płomienny romans? Gwarantuję, że kapcie Wam spadną!

Jest i oczywiście Gucio, Gucisław, Gucieniek. Nie wiem, czy w polskiej literaturze występuje inny równie zabawny, przeuroczy i sprytny psi starszy pan. Mimo że ma już swoje lata i o jedną łapkę mniej, jego detektywistyczny nos wciąż pracuje na najwyższych obrotach. Bez niego Solański byłby jak bez ręki i tkwił w jeszcze większym bagnie. Do znudzenia będę gratulować autorce tej wyjątkowo trafnej i arcyprzekonującej kreacji. Bo myśleć jak prawdziwy pies to nie lada sztuka, a Matyszczak opanowała ją do perfekcji.

Jeśli szukacie wybornej, lekko napisanej, zabawnej, ale i skłaniającej do refleksji rozrywki, biegnijcie po Zło... czym prędzej. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich wielbicieli piesełów, hau!

Ocena: 6/6
©SieCzyta
Kiedy przeczytałam najnowszą część Kryminału pod psem, zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy urlop w Beskidach to taki dobry pomysł… Bowiem akcja powieści Zło czai się na szczycie rozgrywa się tym razem w Beskidach, w wymyślonym miasteczku Zdrojowice. Wiadomo także, że skoro kryminał, to i trup. Wydawałoby się, że beskidzkie małe miasteczka i wioski są oazą ciszy i spokoju, a tu proszę… U Matyszczak intryga goni intrygę, a małe Zdrojowice, w których wszyscy się znają, ukrywają niejeden sekret. Na układy nie ma rady – a jeśli nie wiadomo o chodzi to… chodzi o pieniądze. Ratunku, może jednak pojadę na Mazury?!

Detektyw Szymon Solański został zaproszony do Zdrojowic na wesele. Tak się składa, że jest tam i Róża Kwiatkowska, bowiem panna młoda to ich wspólna znajoma. Wesele, jak to wesele, o pewnej godzinie zwykle staje się nudne nie do zniesienia… Solański wyrywa się na zewnątrz, by odetchnąć i… trafia na świeżo wylany beton. A z betonu wystaje but – but przymocowany do kończyny, której właściciel jest gdzieś pod wylewką. Niestety nieszczęśnik, którego wydobywają zawezwane służby, nie żyje. Policja bierze się niemrawo do śledztwa, a tymczasem właściciel hotelu, na którego terenie doszło do tak niefortunnego PR-owo wypadku, prosi o prywatne śledztwo Szymona Solańskiego. Ten może nie przyjąłby propozycji, ale suma jest niebagatelna. Trochę wbrew sobie detektyw decyduje się zostać w Zdrojowicach, które wywołują w nim same bolesne wspomnienia.

Róża Kwiatkowska nie byłaby sobą, gdyby nie postanowiła również wziąć udziału w śledztwie, a i kundelek Gucio jak zwykle wkracza do akcji. Zgrana już trójka zaczyna węszyć: szybko okazuje się, że w małej beskidzkiej wiosce każdy zna każdego i wszyscy są jakoś powiązani, często w sposób, o którym nie chcą wspominać ludziom z zewnątrz. Szymon szybko się przekona, jak pogmatwane są relacje między zdrojowiczanami, gdzie rządzą miejscowy bogacz, ksiądz proboszcz i wójt. W dodatku detektywa nawiedzają koszmarne wspomnienia, bo to w Zdrojowicach zginęła w pożarze jego żona… Solański wciąż się obwinia o jej śmierć. A gdzie tu humor, zapytacie? Wszak to komedia kryminalna! Humor jest, ale mam wrażenie, że ta część jest z dotychczasowych najpoważniejsza.

Matyszczak uchyliła tym razem przed ciekawymi czytelnikami rąbka tajemnicy i w retrospekcjach pokazała im przeszłość Solańskiego. Możemy więc zobaczyć kawałek jego życia z żoną, aż do tragicznego pożaru. Nie będziecie chyba zdziwieni, że przywołany wątek z życia detektywa połączy się z aktualnym śledztwem, prawda? Tak właśnie się dzieje, a „Zło czai się na szczycie” wyjaśnia odbiorcom, co stało się przed laty i dlaczego Szymon Solański jest takim, a nie innym człowiekiem. Wzruszyło mnie odkrycie, czemu Gucio nazywa się Gucio, i było mi naprawdę żal Solańskiego. Jeśli do tej pory nie darzyliście go sympatią to teraz powinno się to zmienić. Ja akurat lubiłam detektywa od początku, teraz jednak lepiej go rozumiem.

Jak wspomniałam, humor tym razem zostaje lekko przygaszony przez tragiczne akcenty z przeszłości. Przy Złu nie chichotałam więc tyle, co przy wcześniejszych częściach, ale to akurat jeszcze nie problem: problemem były lekkie dłużyzny w tym tomie. W ogóle mam wrażenie, że Marta Matyszczak pozytywnie mnie zaskakuje co drugą powieść: tom pierwszy i trzeci to moje ulubione. Czekam w takim razie na rewelacyjną piątkę!

Mam wrażenie, że autorka eksperymentuje trochę ze stylem, patrząc, co spotka się z najżyczliwszym odbiorem czytelników. Nie zmienia się tylko jedno: humor sytuacyjny. Jak wspominałam, w tej części go mniej, ale jak już jest to pozwala na chwilę oderwać się od mrocznego śledztwa i ponurej przeszłości. Tytuły rozdziałów to tym razem zabawne nazwy szczytów i skał polskich (wiedzieliście, że istnieje coś takiego jak Fajna Ryba, Dupa Słonia czy Świński Ryj?).

No i zostaje nam jeszcze relacja Szymon-Róża. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale dzieje się, oj, dzieje! A jeśli już chodzi o zakończenie to widać, że Matyszczak nauczyła się budowania napięcia i denerwującego (ale każącego czekać niecierpliwie na kolejną część!) urywania książki w najciekawszym momencie! Jak można było przerwać w takiej chwili?! Cóż, w takim razie mam kolejny dobry powód, by czekać na następną część przygód detektywistycznego tria. Ciekawe, gdzie tym razem wybiorą się Solański, Kwiatkowska i kundelek Gucio?

Ocena: 4+/6
©tanayah czyta
Jeśli lubicie kryminały z dodatkiem humoru, a Waszym sercom bliskie są szczekające czworonogi, nie muszę przedstawiać Gucia i jego pana, detektywa Szymona Solańskiego. Zło czai się na szczycie to czwarty i na szczęście nie ostatni kryminał z serii Kryminał pod psem (świadczy o tym nie tylko otwarte zakończenie, ale i słowa Autorki podczas spotkania na Warszawskich Targach Książki). Co tym razem Marta Matyszczak przygotowała dla swoich czytelników? Sprawdźcie!

W tej części zło czai się na szczycie, a konkretnie w Zdrojowicach – jak zapewnia Autorka fikcyjnej miejscowości. Gucio – kundelek przystojny i nieprzeciętnie inteligentny, oraz jego nie tak idealny właściciel, Solański, goszczą na weselu starej znajomej (niech jej tożsamość pozostanie dla Was tajemnicą do momentu lektury). Na uroczystości pojawiają się w towarzystwie sierżant Kamieńskiej, którą czytelnicy poprzednich części mogą pamiętać (przyznaję – ja nie pamiętałam…). Do urokliwej i tylko pozornie spokojnej miejscowości przybywa Różyczka, ulubienica Gucia, w towarzystwie brodatego miłośnika rowerów o wdzięcznym nazwisku Ból. Wesele zostaje niespodziewanie przerwane, a pobyt w hotelu się przedłuża. W pobliżu lokalu bowiem zostają znalezione zwłoki miejscowego aptekarza. Właściciel kompleksu o pomoc w znalezieniu mordercy prosi Szymona. Detektyw może liczyć na wsparcie przyjaciół – dziennikarki i debiutującej pisarki(!) Róży Kwiatkowskiej i Gucia, który dosłownie lubi wtykać nos w nie swoje sprawy. Ich obecność jest niezwykle ważna tym bardziej, że sprawa okazuje się dotyczyć śmierci żony Solańskiego. Wszystko wskazuje na to, że Joanna nie zginęła w wypadku…

W tej części, mam wrażenie, czołową postacią jest nie Gucio, a Szymon. Myślę, że to ze względu na powrót do przeszłości i wyjaśnianie dwóch zagadek – morderstwa farmaceuty i śmierci ciężarnej żony. Trzeba przyznać, że prowadzone śledztwa nie są tak skomplikowane jak u mistrzów kryminału. Akcja prowadzona jest powoli, ale dokładnie. Szczegóły i mieszanka narracji czy wątków sprawiają, że powieść czyta się bardzo szybko i z ciekawością.

W powieści Marta Matyszczak porusza kilka ważnych tematów. Trochę z humorem, trochę z ironią obrazuje stereotypową polską wieś i jej mieszkańców – z księdzem i wójtem w rolach głównych. Ranczo? I tak, i nie. Wydaje się, że ze zbrodnią ma związek każdy mieszkaniec tej beskidzkiej wioski. Każdy ma bowiem swoje tajemnice, o których zmarły Julian doskonale wiedział.

Zgodnie z tradycją tej serii narracja jest prowadzona na dwa sposoby. Narratorem pierwszoosobowym jest mój ulubieniec Gucio. Ten rezolutny kundelek to doskonały obserwator rzeczywistości. Ma, dosłownie, nosa do ludzi. Z wrodzonym humorem i nieprzeciętną inteligencją jest niezastąpionym komentatorem postępów śledztwa oraz wydarzeń ze Zdrojowic. Wspiera swojego pana w rozwiązywaniu zagadek i… budowie domu. Tak, tak, moi Państwo – Szymon, do tej pory zamieszkujący obskurne lokum w chorzowskiej kamienicy, postanowił zainwestować w działkę i dom na lato. To nie przypadek, że na tę inwestycję wybrał właśnie Zdrojowice… Jak wspomniałam na początku, to właśnie w tej części serii poznajemy okoliczności śmierci jego żony. To niełatwe – i dla detektywa, i dla czytelnika. Łza kręci się w oku niejeden raz.

Narrator wszechwiedzący natomiast przybliża Czytelnikom przebieg śledztwa i zabiera w podróż do mrocznej przeszłości Solańskiego. Nie ma jednak mowie o chaosie – każdy fragment poprzedza data i miejsce akcji konkretnych fragmentów książki.

Szukacie powieści idealnej na letnie wieczory w ogrodzie? Zło czai się na szczycie to doskonały wybór. Autorka świetnie, z wyczuciem i niemal chirurgiczną precyzją miesza kilka gatunków – kryminał, komedię i dramat. Bawi i wzrusza do łez. Relaksuje i wywołuje gęsią skórkę. Porusza tematy istotne i niekiedy budzące oburzenie społeczeństwa. Daje popalić zarówno zwykłym „Kowalskim”, jak i duchownym czy władzy. Oddaje emocje – i ludzkie, i psie. Jako książkoholiczka i psiara mówię więc zdecydowane: „Trzy razy tak” dla tej historii!

Ocena: 5/6
©Recenzje Dropsa Książkowego
Zło czai się na szczycie jest czwartą książką z serii Kryminał pod psem i Marta Matyszczak pokazuje w niej szczytową formę. Dla mnie to zawsze ogromna przyjemność spotkać się z Solańskim, Różą i przecudownym Guciem. Tak też było i tym razem.

Miłość, miłość w… Zdrojowicach
Solański wybrał się na wesele do Zdrojowic, małej podgórskiej miejscowości w okolicach Żywca . Ślub bierze jego dawna znajoma pani mecenas Potomek-Chojarska (swoją drogą,jak ona do licha ma na imię?;)). Na ślub zaproszona została również Róża, która przygruchała sobie faceta – niezłego przystojniaka, lekko zwariowanego i przesympatycznego pracownika sklepu zoologicznego. Już na samym początku uroczystości kościelnej Róża pomyłkowo sądzi, że wybrankiem Potomek-Chojarskiej jest Szymon i robi awanturę. Ale oczywiście nic już do niego nie czuje i w ogóle nie jest zazdrosna ;). Solański owszem, nie przybył sam na wesele, ale towarzyszy mu dawna znajoma z pracy, sierżant Natalia Kamieńska. Dalej w trakcie wesela Solański spacerując po okolicy odkrywa zabetonowanego trupa! Właściciel hotelu, w którym odbywa się wesele i jednocześnie pan młody zleca Solańskiemu śledztwo. Solański przyjmuje zlecenie i postanawia przedłużyć pobyt w Zdrojowicach.

Ty wiesz, kto rządzi w mieście tu biskup z komisarzem…
Zdrojowice to miejscowość, w której każdy z każdym się albo zna albo jest jakoś spokrewniony. Wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, a głównym rządzącym są wójt i proboszcz. Tutaj władza świecka miesza się z władzą kościelną, a czasem można się zastanawiać kto siedzi na wyższym stołku… Dlatego też wszyscy wiedzą o pożarze, w którym zginęła Joanna Solańska i jej nienarodzone dziecko. Solański chce jakoś uporać się z przeszłością i nie dość, że postanawia w Zdrojowicach popracować, to również kupuje tam ziemie i zaczyna budować domek. Może to jedyny sposób na zamknięcie starych drzwi?

Solański, Gucio i oczywiście Róża rozpoczynają śledztwo – najpierw osobno, potem już działają wspólnie i odkrywają wiele ciekawostek z życia mieszkańców Zdrojowic. Okazuje się, że kryją oni mnóstwo sekretów. Jednocześnie Solański odkrywa co tak naprawdę stało się w czasie pożaru Pensjonatu pod Sosnami. Gucio jak zawsze jest niezawodny i podejrzewam, że gdyby nie on, to Szymon nie poradziłby sobie z rozwiązaniem zagadki morderstwa ;). Doskonale zaakcentowane są również relacje między Kwiatkowską i Solańskim. Z nimi to jak z tym żurawiem i czaplą – „Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”.

Czasem słońce, czasem deszcz
Marta Matyszczak tym razem jednak nie tylko zafundowała mi momenty śmiechu, ale przyznam szczerze, że uroniłam niejedną łzę. Bardzo mnie rozczuliły wspomnienia Solańskiego i to co przeżył. Facet został niesamowicie poszarpany przez los i dopiero w tej części widzimy jak bardzo. Żeby nie było, że to bardziej dramat niż komedia, to pocieszę Was, że jest mnóstwo chwil, w których uśmiechy nie zejdą z Waszych twarzy. Autorka doskonale wyłapuje ludzkie przywary, jest doskonałą obserwatorką rzeczywistości i potrafi przekuć to w fantastyczny tekst. Uwielbiam również jej sarkazm i błyskotliwe riposty. Postaci są bardzo wyraziste i świetnie wykreowane. Czytałam wszystkie cztery części Kryminału pod psem i tak sobie myślę, że ta chyba najbardziej mi się podobała. Już nie mogę doczekać się kolejnego tomu, bo zakończenie tego, to dopiero początek. Marta – proszę nie każ za długo czekać. Gorąco zachęcam do lektury!

Ocena: 6/6
©Czytanie na śniadanie
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć