A ja żem jej powiedziała ...
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.61 / 5.00
liczba ocen: 1969
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
32.90 złpremium: 19.74 zł
-30% 22.94 zł
26.90 zł
26.99 zł
27.53 zł
Pozostałe księgarnie
-17% 24.68 zł
26.32 zł
26.32 zł
27.61 zł
27.97 zł
28.38 zł
29.28 zł
32.90 zł
Opis:
Książka – petarda! Wydawało się, że nic już nas nie zaskoczy w internecie. I wtedy pojawiła się ona – Katarzyna Nosowska. Śmieszna gęba, która mówi mądrze o życiu. Prosto, zwięźle, szczerze, bez owijania w bawełnę. Ze zrozumieniem, bez pouczania. O show-biznesie, celebrytach, współczesnych snobizmach, fobiach i modach. Ciepło i serdecznie. Tylko kilka zdań, a Kaśka zabije cię miłością!
 

Kaśka mówi o show-biznesie, celebrytach, współczesnych snobizmach, fobiach i modach. O druzgocącym wpływie portali społecznościowych na nasze życie, o dylematach partnerstwa, problemach w okiełznaniu nastolatków, o miłości do jedzenia i terrorze rynku reklamowego. O tym jak kochać i nie kochać. O tym że czarny nie wyszczupla, a seks tantryczny nie polega tylko na faszerowaniu, faszerowaniu, faszerowaniu.
Nosowska jest szczerą, dojrzałą i oryginalną obserwatorką rzeczywistości. I ma to, czego brakuje teraz wszystkim – dystans do samej siebie.
Nieoczywiste, głębokie, błyskotliwe, świetnie napisane i bawiące do łez.
Kaśka zabije cię miłością!

CYTATY:
Nie wolno się na książki obrażać za to, że ich nie rozumiemy.
Zazdrość czyni z nas gończe psy.
Wiedza przychodzi do człowieka dokładnie wtedy, kiedy jest gotów ją przyjąć.
Recenzje blogerów
Katarzyna Nosowska to polska piosenkarka, autorka tekstów, wokalistka zespołu Hey. Jest to również kobieta charyzmatyczna, z poczuciem humoru oraz przede wszystkim realnie patrząca na otaczający nas świat. Dlatego też, chciałam poznać jej punkt widzenia na wszelkie sprawy dotyczące każdego z nas. Tylko czy spotkanie z jej książką było udane? A ja żem powiem tak…

Już ze wstępu wynika, o czym opowiada A ja żem jej powiedziała Katarzyny Nosowskiej. Jest to książka, w której autorka dzieli się z czytelnikiem swoimi przemyśleniami, spojrzeniem na otaczający nas świat oraz ukazuje w zabawny, lekki i przyjemny sposób momenty ze swojej przeszłości. Dwukrotnie zakupiłam karnet na siłownię. Raz roczny w ramach motywacji. Pary wystarczyło mi na trzy miesiące, aż przyszedł ten jeden poranek, kiedy mały wewnętrzny podpierdalacz wysyczał mi w głowie: „Zimno jest, dokąd będziesz lazła w tę słotę i smog:. No to nie poszłam. Wiele rzeczy, które porusza w swojej książce Katarzyna Nosowska, dotyczy zwykłej szarej rzeczywistości, lecz napisane jest całkiem humorystycznie, przez co całość czyta się szybko. Bardzo szybko. Jest to właściwie czytadło na jeden wieczór, tak by się odstresować oraz zrelaksować. Sięgając po A ja żem jej powiedziała nie wiedziałam czego się spodziewać. Z jednej strony miałam w głowie ogólny zarys tego, z czym się mogę spotkać, wiedziałam, że całość będzie jak najbardziej przyjemna w odbiorze, ale i tego, iż jest sporo rzeczy poruszonych tutaj, z którymi ja sama się utożsamiam. Nie sądziłam jednak, iż na tak wiele tematów, mamy te same poglądy. Być może dlatego też, książkę czytało mi się łatwiej. Żyłam dość długo w przekonaniu, że nadmiary nikną w zestawieniu z czarnym. Instynktownie wyłapuję czarne egzemplarze ze sklepowych wieszaków. Moja szafa wygląda jak wypożyczalnia strojów dla żałobników. Oczywiście muszę się również odnieść do całej oprawy graficznej, która jest cudna. Z jednej strony książka wewnątrz przypomina mi kolorowy poradnik, choć nim stanowczo nie jest. Praktycznie każda strona opatrzona jest jakąś grafiką odnoszącą się do danego wątku poruszanego w każdym rozdziale. Całość ma nieco ponad dwieście stron, więc nie jest zbyt ciężkim tomiszczem i z pewnością zmieści się do torby czy plecaka, nie powodując przy tym bólu kręgosłupa. Innymi słowy, jest to książka, którą możesz zabrać wszędzie i nie będzie Ci ona przeszkadzać. Nie umiesz kochać, bo nie umie kochać ten, kto tak bardzo nie lubi siebie. Jesteś nienasyconą kolekcjonerką spojrzeń, lajków, podbojów, ale nie istnieje ich wystarczająco dużo, by wypełnić ten ciemny, zimny loch, który w sobie masz. Prawdziwa ty mieszka w nim na dnie. Podsumowując, piosenkarka odsłania przed czytelnikami siebie. Mówi o rzeczach lekkich, lecz porusza też tematy trudne. Opowiada o swoich przeżyciach, pokazuje swój sposób bycia i silną osobowość. Całą moją recenzję zakończę cytatem Pani Kasi: Nie zdziadzieję. Nie pozwolę młodym wypchnąć się na margines życia, moje spojrzenie nie zmatowieje, nie przestanę marzyć. Elo! Elo, wasza mać!

Ocena: 5/6
©Marionetka Literacka
Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Zabrałam Kaśkę na urlop z myślą, że powinna mi dostarczyć niewymuszonej rozrywki, „miłej, łatwej i przyjemnej”. Zawiodłam się? Absolutnie nie! To czego oczekiwałam, to na co liczyłam, dostałam.

Potraktowałam ją jako sympatyczny dodatek do wakacyjnego relaksu i daleka jestem od dywagowania, czy ta książka była potrzebna? Czy coś wniosła? Czy fani „tekściary” i piosenkarki mogli się poczuć złapanymi na marketingowy haczyk?

O tej książce niewiele można napisać, ale nie dlatego, że nie ma o czym. Jest prawdziwa, szczera, pełna przemyśleń, wrażeń z obserwacji otaczającej nas rzeczywistości i tego czym karmi nas telewizja i o czym trąbią media. Kaśka mówi co myśli. Czasami całkiem serio, bez wchodzenia w rolę „zabawiacza” i poprawiacza humoru z Instagrama, a innym razem z pazurem, prześmiewczo, drwiąc z na przykład wystudiowanych i wystylizowanych celebrytów. Podobają mi się te obie twarze, a dodam, że tych pośrednich jest o wiele więcej.

Podczas lektury wielokrotnie przytakiwałam autorce i w duchu krzyczałam – tak! Masz rację! Tak jest! Lepiej bym tego nie ujęła! Zawsze ceniłam i cenię nadal artystkę za całokształt pracy twórczej i scenicznej, a po lekturze książki dodatkowo szanuję za mądrość życiową i wielce zdystansowane podejście do bycia osobą rozpoznawalną.

A ja żem jej powiedziała... nie jest książką, która pozostanie z czytelnikiem na długo. Jest jak uroczy towarzysz kilkugodzinnej podróży, który nienachalnym zachowaniem i rozmową na poziomie umili jej trudy. Na docelowej stacji rozstaniemy się i każdy z nas pójdzie w inną stronę, napompowany endorfinami i z uśmieszkiem błąkającym się po twarzy.

PS. Książka jest dostępna również w formie audiobooka, który czyta autorka. Słyszałam, że warto posłuchać.

Ocena: 5/6
©Na czytniku
Katarzyna Nosowska kojarzy mi się przede wszystkim z zespołem Hey, ale i naprawdę dobrymi tekstami, które od zawsze do mnie trafiały. Nawet jeśli sama piosenka nie wpadała mi w ucho, to podziwiałam umiejętność doskonałego zestawiania ze sobą słów tak, aby trafiały w sedno.

[...]

Książka A ja żem jej powiedziała to bardzo dobra lektura na jeden wieczór. Świetnie napisana. Dostałam to, co lubię u Katarzyny Nosowskiej najbardziej – błyskotliwe, świetnie skrojone trafiające w sedno teksty dotyczące życia. Smutne i humorystyczne, nostalgiczne i melancholijne, rzeczowe. Różnorodne. A czy poznałam autorkę dzięki temu lepiej? Tylko tyle, ile sama mi o osobie opowiedziała.

Ocena: 5/6
©Rudym Spojrzeniem
Katarzyna Nosowska kojarzy mi się zawsze z okresem, kiedy jako nastolatka przeżywałam swoje pierwsze życiowe wzloty i upadki. Katowałam kawałki z jej solowej płyty, przeplatane z niektórymi kawałkami Hey, na zmianę z piosenkami Bartosiewicz, ale nie wszystkie, a tylko te, które udało mi się z radia ponagrywać na kasety.

Mimo miłości do jej twórczości nie chciałam czytać tej książki – o której zresztą często gęsto słyszałam i której bardzo charakterystyczna, i wręcz pstrokata, okładka rzucała mi się w oczy. W tych czasach niestety wszyscy stawiają na pisanie książek, nawet jeśli nie mają na nie żadnego pomysłu, najmniejszego warsztatu, ani nic ciekawego do powiedzenia. Nie chciałam, żeby moje wspomnienia i ten sentyment do Nosowskiej zostały zaburzone przez książkę, która przecież mogła okazać się totalnym niewypałem.
A ja żem jej powiedziała... to książka, która jest rozbudowaniem serii kilkunastosekundowych filmów, które Nosowska raz na jakiś czas umieszcza na swoim Instagramie. Jej zadaniem jest opowiedzenie historii do krótkiej esencji zaczynającej się zawsze tymi samymi słowami – A ja żem jej powiedziała.... Jest zabawnie, a nawet przezabawnie, ale bywa, że pojawia się też nuta goryczy, bo teksty mocno ocierają się o rzeczywistość, a ich prawdziwość może czasem nawet delikatnie zaboleć.

Prawda jest taka, że to właśnie „zwykli ludzie”, częstując uwagą gwiazdę, symbolicznie wynoszą ją ponad czarnoziem zwyczajności i zupełnie dosłownie mogą roztrzaskać kruche, acz wielkiej objętości, ego tejże, uwagę odbierając.

W życiu bym nie powiedziała, że ta książka może okazać się tak genialna, tak fenomenalna. Przy okazji wprawiła mnie w spore zakłopotanie, bo po jej przeczytaniu mam wrażenie, że moja miłość i sentyment do Nosowskiej jeszcze bardziej urosły. Autorka, co można było stwierdzić już po obejrzeniu kilku jej instagramowych publikacji, ma ogromny dystans do siebie i do sytuacji, które ją spotykają. To właśnie on w połączeniu z dojrzałością, poczuciem humoru i umiejętną obserwacją rzeczywistości tworzy niepowtarzalny klimat książki i poszczególnych historii. W opowiadaniach ujawnia też siebie – pokazuje czytelnikowi swoje słabe strony, swoją niedoskonałość – dzięki czemu zamiast budowania relacji na zasadzie życie gwiazdy kontra życie zwykłego śmiertelnika, pojawia się relacja człowiek – człowiek.
Nosowska jak nikt inny potrafi zwykłą sytuację z szarej codzienności ubrać w takie słowa, że aż trudno czasami uwierzyć, że porusza tak banalne tematy. Mówiąc, że brzmi to jak poezja, pewnie bym trochę przesadziła, ale osobiście jestem pod wielkim wrażeniem umiejętności łączenia słów i tworzenia niesamowicie zabawnych i mądrych historii praktycznie z niczego.

"Była jedyną znaną mi osobą, która z nienadużywania ruchu uczyniła sens życia”. Lubię siedzieć, polegiwać, wysiadywać jajo rozczarowania światem w gnieździe uwitym z kołdry.

Książkę zdecydowanie polecam – bardziej kobietom niż mężczyznom, ale i jedna, i druga grupa będzie się świetnie przy niej bawić. Nie spodziewajcie się, że ta książka to jakieś dzieło sztuki i znajdziecie w niej przepis na idealne życie. Prawdopodobnie otworzy Wam oczy na pewne sytuacje, przyniesie Wam kilka chwil radości, ale nic więcej.

Ocena: 4/6
©Rude recenzuje
Bardzo cenię ludzi, którzy mają do siebie dystans. Takich, którzy potrafią spojrzeć na siebie i swoje zachowanie z boku i skrytykować je wtedy, kiedy trzeba. Nie znoszę naburmuszonych, wiecznie niezadowolonych z życia ludzi, którzy swoim negatywnym podejściem do życia zatruwają mój spokój i wprowadzają nerwową atmosferę gdziekolwiek się pojawią. Przeprowadziłam na tę okoliczność wiwisekcję samej siebie i doszłam do wniosku, że jestem klasycznym przykładem podejścia, w którym dystans do innych to i owszem, posiadam, ale z dystansem do siebie to już trochę gorzej. Niby go mam, niby potrafię się z siebie śmiać, ale wszystko jest dobrze dopóki robię to ja. Jeśli zacznie ktoś inny – pokazuję zęby.

Katarzyna Nosowska, którą mało komu trzeba przedstawiać, wywołana do odpowiedzi na temat postrzegania świata, udzieliła jej w sposób obszerny, dosłowny i ironiczny w książce A ja żem jej powiedziała. Stworzona na zbiór zapisków (niby przypadkowych i luźno dobranych) książka pełna jest obserwacji i wniosków na temat współczesnego społeczeństwa, z wszelkimi jego dobrodziejstwami i plagami. Nosowska próbuje odebrać trochę masy show-biznesowi, postrzeganemu jako coś wspaniałego i godnego naśladowania. Jednak – co ważne – wcale z niego nie kpi. Chodzi bardziej o upuszczenie powietrza i nabranie dystansu – zarówno przez tych, którzy w show-biznesie „siedzą”, jak i tych, którzy obserwują go na ekranie telewizora.

To, czym mnie ta książka ujęła, to fakt, że pod powłoką humorystycznych krótkich tekstów, możemy dostrzec kobietę, która próbuje znaleźć sposób na poradzenie sobie z niekoniecznie łatwą rzeczywistością. To nie jest wspominkowy album o tym, jak fajnie było szaleć na scenie podczas koncertów, a potem zamykać się w pokoju hotelowym i kończyć dzień, nie pamiętając, jak się zaczął. Pomimo tego, że wielokrotnie zaśmiewałam się do łez podczas lektury, nie uważam jej za śmieszną. Można o niej powiedzieć – z humorem. Można zaznaczyć, że jest napisana z dystansem do siebie. Ale nie można jej nazwać śmieszną. Przecież Nosowska obnaża w niej również samą siebie, pisząc o tremie przed koncertami, o ogarniającej ją nieśmiałości, gdy stoi przed tłumem ludzi widzących w niej bożyszcze, którym ona nigdy nie pragnęła być. Między słowami opowiada o niełatwym dzieciństwie i lękach zaszczepionych w niej już na początku drogi życiowej. Wokalistka, znana z telewizji, płyt i koncertów, staje się dla nas po prostu Kaśką, sąsiadką z drugiego piętra, znajomą z placu zabaw. Nosi zawsze za duże ciuchy w czarnym kolorze, żeby wydawało się jej mniej. Urody godnej „piosenkarki” nabiera dopiero po przesiedzeniu kilku godzin u wizażystki. Nie jest idealna. Może dlatego tak bliska.

Myślę, że pochwała należy się również w odniesieniu do wydania A ja żem jej powiedziała. Kolorowe, pełne różnego rodzaju grafik, z wyszczególnionymi cytatami – to wszystko jest świetnym dopełnieniem treści.

Na pytanie, czy to rzeczywiście książka godna przeczytania, odpowiem, że tak. Nosowska nie odkrywa lądów, nie porusza tematów, o których nikt wcześniej nie odważył się napisać. Po prostu najzwyczajniej w świecie dobrze się to czyta i czasem nawet przez chwilę człowiek zastanowi się nad tym i tamtym. To już naprawdę wiele.

Ocena: 5/6
©Spadło mi z regała
– Anka?
– Co Kaśka?
– Krzywo żeś se tę brew namalowała.
– Mówisz? Dobra, to lecę pogrubić kreskę. Ale dzióbek zostawiam, bo jest meeeega.


A ja żem jej powiedziała można potraktować albo bardzo na serio i rozwodzić się nad tym, że Autorka przecież Ameryki nie odkryła, że sili się na dowcip, że zarzeka, że ścianek nie lubi, a już staje na mecie w wyścigu po sławę (bo że książka to dodatkowy bonusik do rozpoznawalności i popularności – to pewne i wyraźne jak moja brew). Ale można odebrać tę niepozorną książeczkę na luzaczku. Przeczytać, uśmiać się, niekiedy popaść w zadumę, może wzruszyć?

To trochę jak z tym zdjęciem. Ma być przejaskrawione i może zabawne, ale kto chce nadal będzie uważał, że lubię dzióbaski, słitfocie i brwi tymi rencyma malowane, po ówczesnym wyskubaniu własnych (nielicznych i do tego, psia mać, jasnych). A mój Synek jest taki piękny.

Książka pretendentem do Literackiej Nagrody Nobla nie jest, ale nie musi być aby poruszyć treścią bardziej niż niejeden laureat tejże nagrody... Teksty bawią, niekiedy do łez. Wzruszają – też do łez (co rozumie się samo przez się) i zmuszają do lekkiej zadumy pt.: "W jakim ja kurde świecie żyję?". Bo tekst o rodzinie Kardashian to prawdziwa truskaweczka (wolę ją od wisienki) na torcie. Norht jest taka piękna, ale mój Synek jest piękniejszy.

Naprawdę warto czytać. Jest krótko, intensywnie i w bardzo dobrym stylu. Łyżka dziegciu we współczesnym, słodkim świecie. Obraz nas wszystkich bez instagramowego filtra.


A ja żem jej powiedziała dostaje ode mnie lajka. Ba! Serducho nawet.

Ocena: 6/6
©Tylko skończę rozdział
Gdy chodziłam do ósmej klasy podstawówki koleżanki nosiły sekretniki, a w nich zdjęcie długowłosego młodzieńca. Wszystkie jednego i tego samego. Nazywał się Piotr Banach. Razem z miłością do Piotra kiełkowała miłość do Hey (sorry Kaśka, że najpierw do niego, ale wiesz taki life. One słuchały, a ja z nimi. Z czasem sekretniki ze zdjęciem gdzieś się zapodziały, a miłość do zespołu została. Potem przyszła fascynacja solowymi poczynaniami wokalistki grupy - Katarzyny Nosowskiej. No i tak jakoś ta Kaśka mi towarzyszy od tych młodzieńczych lat, aż do dziś. Ja ją obserwuję na Ig ona mnie nie, ale to nic. Zatem gdy Nosowska napisała książkę, oczywistym było, że trafi ona w moje ręce.

Książka A ja żem jej powiedziała... to pokłosie serii filmików, które Kaśka zaczęła umieszczać na swoim profilu, na Instagramie, w zeszłym roku. Jest to zbiór przemyśleń i spostrzeżeń autorki na różne tematy, od związków przez showbiznes na miłości do jedzenia i dietach skończywszy. A okazuje się, że Nosowska świetnym obserwatorem jest. Niełatwe relacje z rodzicami, nierówna walka z kompleksami, których autorka mimo, iż uwielbiana przez rzesze fanów, nadal się nie potrafi pozbyć. Wszystko to takie osobiste, prosto z serca, bez koloryzowania. Czasem gorzko czasem przezabawnie. Ale czy nie takie właśnie jest życie? Czasem daje do myślenia, a czasem pozwala się śmiać do łez. Kaśka kupiła mnie właściwie już od pierwszej strony.

Jako dwuipółlatka dorwałam się do apteczki i rozdzieliłam miedzy siebie i kuzyna tabletki sprawiedliwie, w systemie „jedna dla mnie, jedna dla ciebie”. Dla mnie duża tabletka wapna, bo byłam duża, dla niego małe relanium, bo był mały. Odratowano.

Do tego wszystkiego jeszcze fajna oprawa graficzna, świetnie obrazująca poszczególne teksty. Zasiadłam, przeczytałam i jestem zachwycona. Liczę na więcej.

Ocena: 5+/6
©Księgozbiór
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć