ebook Biuro M
3.4 / 5.00 (liczba ocen: 1112)

Biuro M
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
E-book - polecana oferta: 20.44
26.90 złpremium: 16.14 zł Lub 16.14 zł
21.52 zł Lub 19.37 zł
26.90 zł
26.90 zł Lub 24.21 zł
20.18 zł
20.44 zł
20.71 zł
22.87 zł
23.69 zł
23.94 zł
24.50 zł
26.90 zł
26.90 zł
Inne proponowane

Ona i on po przejściach, ze szczęściem raczej na bakier. Oboje wpadają na ten sam pomysł – będą szukać zapomnienia jako pracownicy biura matrymonialnego. Szybko jednak zmienią swe poglądy, bo trafią pod skrzydła szefowej z piekła rodem, a kojarzenie par okaże horrorem. No i jak tu wierzyć w kojącą moc miłości?!

On – życiowy pechowiec. Czego się nie tknie, zamienia w katastrofę. Na szczęście, zawsze może liczyć na pocieszenie w kobiecych ramionach. Ona – kiedyś całkiem ładna dziewczyna, dziś ukryta pod kilkoma warstwami szaroburych swetrów i strasząca wiecznie naburmuszonym wyrazem twarzy. Nie wierzy w miłość i związki. Jedynym mężczyzną w jej życiu jest pozbawiony męskości kot.
Oboje zaczynają pracę w biurze matrymonialnym, prowadzonym przez szefową z piekła rodem. I choć wydaje im się, że ich zajęcie będzie miłe, proste, a nawet nieco nudne, to szybko przekonują się, że kojarzenie par to wyjątkowo trudne zadanie. I że można przy nim nie tylko przeżyć przygody jak z filmu grozy, to jeszcze nabrać wątpliwości, czy w dzisiejszych czasach romantyzm to coś więcej niż tylko hasło w słowniku...

Biuro M od Alek Rogoziński, Magdalena Witkiewicz możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
W końcu miłości nie da się zmierzyć, zważyć, zaprogramować i przeliczyć w żadnym systemie liczbowym. Albo kochasz, albo nie. Komputer cię do tego nie zmusi. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.
Kiedy słyszę, że Alek Rogoziński pisze kolejną powieść, wiem, że ta wkrótce zagości u mnie na półce. 23 maja 2018 roku swoją premierę miało Biuro M, napisane do spółki z Magdaleną Witkiewicz. Po Pudełku z marzeniami jest to ich druga książka.

Biuro M to znakomita odskocznia od "cięższych" gatunków, idealna na czytelnicze zastoje. Mimo, że fabuła nie jest zbyt skomplikowana, historia dwójki życiowych nieudaczników wciąga i bawi. Czytając ją nie da się odczuć, że jest ona stworzona przez dwa różne osobniki - zwłaszcza odmienne płciowo ;) Narracja jest tu bowiem jednolita, prowadzona w formie trzecioosobowej.

Dialogi, stworzone przez Witkiewicz i Rogozińskiego, to zdecydowanie jeden z największych atutów tej książki (pomijając wszechobecne poczucie humoru). Napisana jest ona w lekki i przyjemny sposób, co przekłada się na sposób czytania. Pochłania się ją dosłownie w trymiga. Nie jest ona obszerna, czcionka natomiast jest przyjemna dla oka. Nie dajcie się zwieść - mimo, że to obyczajówka z miłosnym wątkiem, autorzy przemycają tu troszkę intrygi.

Nie znam twórczości Magdaleny Witkiewicz, ale widzę, że w duecie z Alkiem Rogozińskim potrafią czynić cuda. Wiem, że muszę nadrobić braki i wziąć w obroty ich poprzednią powieść, o której wspominałam na wstępie. Tymczasem czekam na ich kolejne "dziecko", a tę pozycję (jako wierna fanka Alka) szczerze Wam polecam.

Ocena: 5/6
©Kasia i Książki
Och jak się ucieszyłam z tej przesyłki z wydawnictwa, tym bardziej, że się jej nie spodziewałam. Książka była zapakowana w przepiękne czerwone pudełko, z krótkim listem w środku. Ponieważ uwielbiam tych dwóch autorów Biuro M wskoczyło na pierwszą następną książkę do przeczytania.

Najlepsza komedia o miłości! Czyżby? Zapraszam na moją recenzję.

Przyznaję się bez bicia, że nie znam poprzedniej książki napisanej przez tę parę. Ale jest to do nadrobienia. To chyba jedyna rzecz, która mi została do przeczytania i będę na bieżąco.

O czym jest BIURO M?

Ona, on, zblazowany kot i biuro matrymonialne z szefową z piekła rodem...

Jeśli:

- znasz książki Alka i je lubisz
- znasz książki Pani Magdy i pasuje Ci jej styl pisania
- szukasz czegoś wesołego na odmóżdżenie
- nie przeszkadza Ci humor w książkach
- książka nie musi dla Ciebie być poważną literaturą z jakimś przesłaniem
- potrzebujesz relaksu
- lubisz polską literaturę

to czytaj dalej.

Mamy tu dwóch głównych bohaterów, którzy z różnych powodów zaczynają pracować z biurze matrymonialnym Minerwa, w skrócie w Biurze M. Akcja dzieje się w Miasteczku, które pani Magda opisywała w swojej książce Pracownia dobrych myśli. Kilka scen opisanych jest w restauracji o jak cudownej nazwie " Nad świętym Ekspedytem".

Barbara - dziewczyna porzucona przez 3 narzeczonych, każdego o imieniu Michał (nie dziwne, że to imię działa na nią jak płachta na byka) i żeby było ciekawiej - każdy z nich odszedł do tej samej kobiety, niejakiej Elwiry, koleżanki Basi od lat przedszkolnych. Po swoich przeżyciach Baśka ma dosyć facetów, ubiera się w wielkie szerokie ciuchy, żeby przepadkiem żaden się nią nie zainteresował.

Basia dostaje w spadku...(nie, nie dom!) ale kota i wyprowadza się do opuszczonego mieszkania znajomej w Miasteczku, żeby opiekować się jej kwiatkami. Z braku środków do życia (kotek lubi dużo jeść) zaczyna szukać pracy i po sąsiedzku zauważa Biuro M.

Jacek - chłopak, który nie może się utrzymać w żadnej pracy, nie dlatego, że jest leniwy, ale z powodu pecha jakiego przynosi. Ciągle ma jakieś przygody, przez co traci kolejne miejsca zatrudnienia. Pracownica biura pracy z braku pomysłu wysyła Jacka do pracy do biura matrymonialnego. Jacek jest czarującym facetem w stosunku do kobiet, ale też nie ma tej jedynej.

Basia i Jacek spotykają się w miejscu pracy, gdzie obok swój pokój ma wróżka i zielarz, który wprowadza ciekawy sposób na odstresowanie pracowników. Co wyniknie z ich znajomości? Czy praca w biurze matrymonialnym jest stresująca czy nudna? Czy Basia spotka jeszcze kiedyś swoich eksnarzeczonych?

Wspomnę tylko, że szefowa biura jest jedyną w swoim rodzaju kobietą, z tekstami takimi, że momentami śmiałam się w głos.

Oczywiście kot też gra ważną role w całej opowieści, co mnie bardzo ujęło, bo jestem kociara (jak widać na moich filmikach). Podobał mi się fragment, kiedy Basia wieczorem czyta sobie książkę o Róży Krull z kotem na kolanach: Lektura nie była jednak główną przyczyną tego, że nie udała się do łóżka, a fakt, znany doskonale wszystkim kociarzom na świecie. Kiedy kot siedzi na kolanach, nie wypada wstać. Ot tak, po prostu.

Czy jest to komedia o miłości? Tak, nie obawiajcie się romansu, miłość jest pokazana z przymrożeniem oka i w wesoły sposób.

Spędziłam z książką przemiłe chwile, tym bardziej, że dopadło mnie choróbsko i czegoś takiego potrzebowałam. Relaksu z książką i dobrej zabawy. Polecam gorąco fanom powieści komediowych i obyczajowych. Jak dla mnie książki tych autorów można kupować w ciemno, bo jeszcze nigdy się nie zawiodłam.

Do trzech razy sztuka! Mam nadzieję, że nie tym razem i ten duet napisze więcej niż trzy książki.

Czego sobie i Wam, drodzy książkoholicy, życzę.

Ocena: 5/6
©Matka książkoholiczka
Czasem, gdy jest mi źle, gdy nastrój, wbrew aurze za oknem, jest ponury, gdy akurat nic się nie układa, pora na nią: na książkę typu „czasoumilacz”. A jacy pisarze sprawdzą się w tej sytuacji lepiej od Księcia Komedii Kryminalnej i Specjalistki od Szczęśliwych Zakończeń? Widać od razu, że to połączenie idealne na gorszy dzień. Ale, ale! Moim zdaniem sprawdzi się także w ten lepszy, leniwy, letni wieczór czy w pewne rozmarzone popołudnie… I to niezależnie od tego czy wierzy się w tę prawdziwą, romantyczną miłość, czy, tak jak Basia, główna bohaterka Biura M Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego – po trzech nieudanych związkach uznaje się, że to uczucie jest przereklamowane.

Basia przyjeżdża do Miasteczka, by dopilnować mieszkania swojej cioci, a w dalszej perspektywie odpocząć, poukładać sobie życie i znaleźć satysfakcjonującą pracę. Tylko czy to ostatnie jest możliwe w małej miejscowości? Gdy kobieta chlapnie martwiącym się o nią rodzicom, że znalazła pracę w biurze, los szybko o ten wymyślony przez nią etat zadba. I tak Barbara, informatyk, trafia do biura… matrymonialnego. Nie jest jej to w smak, bowiem po trzech nieudanych związkach z trzema Michałami, którzy – jak jeden mąż – rzucali ją dla upiornej Elwirki, ma alergię na różowe serduszka i marsze Mendelssohna, a jedynym mężczyzną jej życia ma pozostać kot Puszysław. Do tego wszystkiego trafia jej się okropna szefowa i gamoniowaty współpracownik, również świeżo przyjęty Jacek. Czy w dobie randkowania przez Internet biuro matrymonialne i „analogowe” łączenie par mają jeszcze w ogóle sens?

Okazuje się, że Biuro M ma całkiem sporo zleceń! Cóż jednak, kiedy na początek trafiają się sami trudni klienci, życiowi nieudacznicy, których dopasować do kogoś można chyba jedynie za karę… Barbara się jednak nie poddaje: wymyśla program komputerowy, który ma badać zgodność par w bazie, wprowadza różne unowocześnienia oraz… stara się nie zwariować w doprawdy dziwacznym towarzystwie: za drzwiami rezydują bowiem ekscentryczny zielarz i lekko zakręcona wróżka.

Prywatnie przyjaciele, zawodowo – pisarze. Choć kiedyś zarzekali się, że nigdy w życiu nie napiszą wspólnej książki, Biuro M to już druga (po Pudełku z marzeniami) powieść, którą napisali w duecie. Natknęłam się na opinię, że czytając efekty ich pisarskiej kolaboracji nie sposób dostrzec, które fragmenty pisał Alek, a które Magda. Ja się z tym nie zgadzam, bowiem dość dobrze rozpoznaję, który fragment jest czyj – ten bardziej humorystyczny to z pewnością Alek, a romantyczny jest dziełem Magdy. Nie uważam tego jednak za minus, a za widoczny znak, że oboje pisarzy wyrobiło sobie już swój rozpoznawalny styl.

Biuro M to lekka, zabawna książka na jedno, góra dwa posiedzenia. Najlepiej czytać ją na balkonie, na plaży lub podczas relaksu na leżaku. To druga wspólna książka Alka i Magdy, którą czytałam i upewniłam się, że bliżej mi do zabawnych scen spod pióra tego pierwszego niż do romantycznych fabuł tej drugiej. Choć proza Witkiewicz to bynajmniej nie płytkie książki to jednak nie jestem wielką fanką tych wszystkich historii o układaniu sobie życia, odzyskiwaniu wiary we własny potencjał i tak dalej. Lubię też podczas czytania czuć dreszczyk niepokoju związany z tym jak wszystko się skończy, a tutaj… No cóż, tytuł Specjalistki od Szczęśliwych Zakończeń zobowiązuje, prawda?

Mam wrażenie, że w Pudełku z marzeniami mocniej swą obecność zaznaczył Alek, a w Biurze M zdecydowanie była to Magda. Już sam pomysł na osadzenie akcji w biurze matrymonialnym sugerował, że do fabuły musi wkraść się nieco romantycznych chwil. Tak też było, a uczucie zapukało także do drzwi z wystającym zza nich różowym balonikiem, szukając i Basi, wielkiej przeciwniczki miłości, która na wszelki wypadek ukrywa się przed światem pod kilkoma warstwami szaroburych swetrów i straszy potencjalnych absztyfikantów wiecznie naburmuszonym wyrazem twarzy. A czy Jacek, życiowy pechowiec szukający pocieszenia w kobiecych ramionach (najlepiej co chwilę innych) również się wreszcie zakocha?

Magda Witkiewicz i Alek Rogoziński po raz kolejny stworzyli ciepłą, miłą opowieść, przy której można i się wzruszyć, i pośmiać. To dobra, lekka pozycja na lato – nie tylko dla niepoprawnych romantyczek.

Ocena: 4/6
©tanayah czyta
Barbara, porzucona kolejno przez trzech narzeczonych - i to dla tej samej kobiety - przestaje wierzyć w miłość. Postanawia, że nigdy więcej nie wpuści do swojego życia żadnego mężczyzny, z małym futrzanym wyjątkiem w postaci kota Puszysława. Woli schować się za szarymi, bezkształtnymi ubraniami, niż po raz kolejny narazić się na zranienie. Wydawałoby się, że biuro matrymonialne to ostatnie miejsce, w którym Barbara powinna pracować, a jednak dziwnym zrządzeniem losu właśnie tam znajduje zatrudnienie. Wkrótce po niej diaboliczna szefowa zatrudnia także Jacka - życiowego nieudacznika, wylatującego z kolejnych posad szybciej, niż urząd pracy jest w stanie znajdować mu kolejne oferty. Chociaż ani Jacek, ani Barbara nie mają pojęcia o pracy w biurze matrymonialnym, o dziwo całkiem nieźle odnajdują się w nowym miejscu, a ich zajęcie dostarcza im więcej emocji, niż mogli się początkowo spodziewać. Czy jednak zawodowe łączenie ludzi w pary wystarczy, aby przywrócić Barbarze wiarę w miłość? I jak długo Jacek jest w stanie utrzymać się w jednej pracy, nie powodując przy tym katastrofy?

Biuro M to druga po Pudełku z marzeniami powieść duetu Witkiewicz & Rogoziński. Mam nadzieję, że nie ostatnia, bo pod względem stylu, humoru i pozytywnej energii, tych dwoje autorów pasuje do siebie niczym ciastko i dobra herbata, dostarczając przy tym równie przyjemnych wrażeń.

Akcja książki po raz kolejny rozgrywa się w Miasteczku - niewielkiej miejscowości, w której jednak sporo się dzieje. Nie mogło zabraknąć epizodów z udziałem tak lubianych przez czytelników postaci jak pani Wiesia (z jej słynnymi nalewkami ku zdrowotności, ma się rozumieć!) czy rezolutna Kalinka, której żaden dorosły nie jest w stanie przegadać. Ale to tylko małe wzmianki, a prym w Biurze M wiedzie grono całkiem nowych, świetnych postaci, które rozbawią was do łez.

Jacek, chociaż katastrofy trzymają się go jak rzep psiego ogona, obdarzony jest chłopięco-cielęcym urokiem i nawet, kiedy zachowuje się głupio (zwłaszcza w obecności płci przeciwnej), to trudno jest go nie lubić. Barbara jest bystrą, fajną babką, schowaną za maską zgorzkniałej starej panny, ale wraz z rozwojem akcji stopniowo ją zrzuca, dając się poznać od jaśniejszej strony. Krystyna, wiecznie otoczona chmurą papierosowego dymu właścicielka biura, ze swoim ciepłem i wrażliwością pasowałaby raczej na poganiacza niewolników w kamieniołomach albo managera w korporacji, niż na szefową jakiegokolwiek biznesu związanego z miłością i romantyzmem. Mieszankę wybuchową dopełniają wróżka Nasiha i zielarz Waldemar, prowadzący swoje zakłady w bezpośrednim sąsiedztwie biura Minerwa. Każdy bohater wnosi do powieści elementy komizmu, ale chyba najbardziej ubawiły mnie właśnie słowne przepychanki tych dwojga. Generalnie za najmocniejszy punkt Biura M uważam świetnie skonstruowane dialogi, naszpikowane humorem i mówiące o charakterze bohaterów o wiele więcej, niż najbardziej szczegółowe opisy.

Żadnemu z autorów nie można odmówić lekkości pióra, wspólnie stworzyli więc książkę, którą czyta się błyskawicznie i z ogromną przyjemnością. Zakończenie pozytywnie mnie zaskoczyło, bo chociaż fabuła zdawała się toczyć utartym od początku torem, to jednak pozostało w niej miejsce na odrobinę nieprzewidywalności. Państwo autorstwo miało ciekawy pomysł na powieść i myślę, że w pełni go wykorzystali, uzupełniając go o przejawiającą ich poczucie humoru narrację, wspomniane już dialogi, wartko płynącą akcję, różnorodnych bohaterów i, nieodzowny w tego typu literaturze, happy end. Żywię szczerą nadzieję, że nie było to ostatnie spotkanie z mieszkańcami Miasteczka, bo umieram z ciekawości, jakie jeszcze perypetie mogą spotkać tę niewielką, ale tak zróżnicowaną pod każdym względem społeczność.

Ocena: 5/6
©Z herbatą wśród książek
W połowie kwietnia gruchnęła wieść, że 9 maja światło dzienne ujrzy kolejna książka duetu Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego. Mnie, jako fankę twórczości Alka (i samego Alka notabene) niezmiernie ucieszyła ta wiadomość, jednak miałam pewne obawy, gdyż lektura poprzedniej książki tego duetu nieco mnie rozczarowała... Jak było tym razem? - zapytacie.

A ja Wam odpowiem, że o niebo lepiej, niż przy Pudełku.

Przede wszystkim odniosłam wrażenie, że autorzy zgrali się jako duet. Narracja została poprowadzona konsekwentnie i jednolicie. O ile przy Pudełku nie miałam problemu, by odróżnić, które partie należą do którego autora, tak tutaj miałam autentycznie wątpliwości. A skoro już przy narracji jesteśmy - fabuła została przedstawiona z punktu widzenia Basi - kobiety, której życie zostało naznaczone Michałami (pierwszym, drugim i trzecim) oraz Elwirką (zołzą, z którą tańcowały wszystkie trzy Michały) oraz Jacka, miłującego wszelkie istoty płci pięknej i pechowca, niemogącego zagrzać dłużej miejsca w jednej pracy. Pewnym splotem wydarzeń zaczynają pracę w Miasteczku i biurze matrymonialnym o wdzięcznej i jakże pokrzepiającej nazwie Minerwa, którego szefowa jest... dość specyficzną osobą. Obok swoje gabinety mają pewien zielarz i wróżka (tak tak - wróżka), którzy wprowadzają wiele kolorytu w życie bezpłciowej i workowatej Basi (pochowała się pod wieloma warstwami ubrań po tym, jak Michał trzeci poszedł w tango z Elwirką). Uwierzcie mi, że każda z przedstawionych tutaj przeze mnie postaci jest niezwykle barwna, a w kupie (że się tak wyrażę) mogą wywołać (i wywołują!) uśmiech na twarzy czytelnika. Dialogi, jakie między sobą prowadzą, ich zachowanie oraz reakcje są po prostu zabawne i skonstruowane w bardzo błyskotliwy sposób. Nie raz to już pisałam, ale poczucie humoru, z jakim spotykałam się dotychczas w książkach Alka, bardzo mi odpowiada. Po prostu. Uważam, że autor ma niesamowity dar obserwacji i skrzętnie wykorzystuje to w swoich książkach, bawiąc się słowem i humorem. Sam autor mówił, że ta książka go bawi i muszę przyznać, że faktycznie Biuro M jest zabawniejsze od Pudełka

Tak, jak pisałam wyżej - nie jestem w stanie odróżnić, które partie należą do którego autora, ale cała książka trzyma poziom, jeżeli chodzi właśnie o to poczucie humoru, co bardzo mnie - jako czytelnika - cieszy. Spowodowało to, że Biuro M przeczytałam właściwie na jedno posiedzenie (ku mojej rozpaczy) - tę książkę czyta się za szybko!

Autorzy, jak zwykle, nie zawodzą czytelnika i serwują wartką akcję, z nieoczekiwanymi (i zabawnymi) zwrotami (tudzież nie) akcji. Fakt - w książce dużo się dzieje, jednak nie można stwierdzić, by panował w niej chaos - historia została poprowadzona konsekwentnie i nie znalazłam w niej żadnych kwiatków i zagięć czasoprzestrzeni, jak w Pudełku.

To, co jeszcze poczytuję za plus - epizodycznie pojawiają się bohaterowie znani z Pudełka - bardzo cenię sobie takie zabiegi, gdyż lubię wiedzieć, co się dzieje dalej z postaciami, z którymi zdążyłam się polubić, a których historie zostały zakończone wraz z ostatnią przewróconą kartką książki, w której występują. I uwaga - zakończenie Biura M wcale nie jest takie oczywiste, jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka, po przeczytaniu opisu z okładki ;)

Podsumowując - Biuro M to kompletna i pełna humoru historia duetu, który ewidentnie osiągnął level wyżej we wspólnym pisaniu książki. Podobało mi się w niej wszystko i jeżeli lubicie inteligentny i błyskotliwy humor słowny oraz sytuacyjny - ta książka jest dla Was.

I nie wiem, czyja to sprężyna, ale "lambadziara" bardzo na propsie.

Ocena: 6/6
©Zakątek czytelniczy
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć