Serce w skowronkach
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.74 / 5.00
liczba ocen: 140
dołącz do programu UpolujEbooka.pl
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
Pozostałe księgarnie
29.99 zł
Opis:

Klementyna boi się marzeń o własnej cukierence, choć w wyobraźni widzi już miejsce, w którym każdy będzie mógł się poczuć jak w domu. Tymczasem niespodziewany splot wydarzeń sprawia, że jeszcze raz będzie musiała zastanowić się, czego tak naprawdę pragnie. Na szczęście mała Dobrochna coraz częściej zadaje jej przenikliwe pytania, a najlepsza przyjaciółka Imka pomaga patrzeć na życie przez różowe okulary.

Tylko babka Agata tęsknie wygląda przez okno i spogląda na drzwi. Ale pewnego dnia i do niej zapuka los.

W swojej nowej powieści Magdalena Kordel przypomina nam, że nigdy nie jest za późno na cuda, a życie potrafi zaskakiwać nawet tych, którzy stracili nadzieję.

 

Magdalena Kordel – ulubiona pisarka Polek, autorka Anioła do wynajęcia i Serca z piernika, a także serii Malownicze, Uroczysko i Wilczy dwór. Jej powieści sprzedały się w nakładzie ćwierć miliona egzemplarzy.

CYTATY:
Serca biją dopóty, dopóki mieszka w nich pamięć i tęsknota. Gdy one odchodzą serca kamienieją.
Recenzje blogerów
Magdalena Kordel – bestsellerowa pisarka, autorka książki, którą pragnę Wam dziś polecić, podczas spotkania na tegorocznych Warszawskich Targach Książki życzyła mi serca w skowronkach. Jej słowa spełniły się – serce Dropsa jest w skowronkach za sprawą ciepłej, pełnej cudów powieści.

Klementyna […] Pomyślała, że rozumie, co mają na myśli ludzie, mówiąc, że są cali w skowronkach. Po prostu serce wtedy dostaje skrzydeł.

Serce w skowronkach to druga część serii Miasteczko. Przyznaję, że pierwszej – Serce z piernika – jeszcze nie czytałam. Na wspomnianych już Targach kupiłam egzemplarz i podarowałam Mamie. Myślę, że mi pożyczy... Ale do rzeczy! Pierwszej części nie czytałam, ale, mam wrażenie, zrozumiałam przekaz tej drugiej. Podczas lektury niemal nie pojawiały się znaki zapytania czy chwile, gdy nie rozumiałam rozmów bohaterów. Serce w skowronkach to zatem doskonały tytuł, by poznać twórczość Magdaleny Kordel. Naprawdę warto to zrobić! Co mnie tak urzekło w tej powieści?

Przede wszystkim fabuła i główna bohaterka. Klementyna samotnie wychowuje córkę Dobrochnę. Kilkuletnia dziewczynka zadaje sto pytań na minutę, nieustannie ciekawią ją świat i ludzie. To trafna obserwatorka dorosłych, nie boi się wyrazić swojego zdania. Nawet Jasia i Małgosi nie potrafi oszczędzić, poddając bajkę wnikliwej, pełnej humoru oraz dziecięcej naiwności analizie (trzeba przyznać, że bardzo trafnej!). Klementyna ma u boku nie tylko córkę. W kamienicy w urokliwym Miasteczku, do którego, jak zrozumiałam, trafiła z Rzeszowa, mieszka z Babcią Agatą. Pogubioną Babcią, która czeka. Ciągle czeka na swój mały cud. Tęskni i nie traci nadziei. Do końca, przynajmniej dla mnie, pozostało zagadką, kogo każdego dnia wyglądała w oknie. Spotkanie, którego opis znajduje się na ostatnich kartach, powieści wzrusza i porusza. Daje nadzieję. Dowodzi, że marzenia się spełniają, a cuda się zdarzają i nigdy nie wolno w to zwątpić.

Wróćmy do Klementyny! Pasją kobiety jest cukiernictwo. To mistrzyni słodkich wypieków znana w okolicy. Fragmenty, w których główna bohaterka gra pierwsze kuchenne skrzypce, pobudzają każdy zmysł – przede wszystkim zapachu i smaku. Ach, jak ja marzyłam o tym, by siąść przy stole w kuchni Klementyny i sięgnąć po opisywane smakołyki. Powieść Magdaleny Kordel może być torturą dla wszystkich poddających się diecie odchudzającej – ostrzegam!) Dzięki wsparciu przyjaciół i ukochanego bohaterka postanawia otworzyć własną cukiernię. Niestety, albo stety, przekorny los wspierany ma wobec niej inne plany. Złamany nadgarstek staje się początkiem zdarzeń zwiastujących cud.

Dobro to nie jest wiedza, lecz czyn.

Cuda w życiu Klementyny i pozostałych postaci (członków rodziny, przyjaciół i mieszkańców Miasteczka) wydają się wydarzać na każdym kroku. Cuda małe i wielkie. Dla jednych nic nie znaczące, dla innych, dosłownie i w przenośni, ratujących życie. Klementyna, mimo że sama ma wiele własnych problemów, nie przechodzi obojętnie obok cudzych kłopotów. Pomaga bezbronnej kobiecie z dziećmi, z opresji ratuje dwa niewinne konie. Bezinteresownie pomaga, ucząc przy okazji tego innych.

Choć główną bohaterką historii jest pasjonatka cukiernictwa, Magdalena Kordel nie tworzy słodkiego, mdłego świata. Do każdego wątku dorzuca szczyptę pieprzu, soli, dodaje kilka łyżek octu. Autorka nie omija trudnych tematów. Z ogromnym wyczuciem, ale realistycznie, pisze o przemocy domowej, poszukiwaniu własnej tożsamości, o II wojnie światowej i jej konsekwencjach dla zwykłych ludzi w XXI wieku, wreszcie o tęsknocie i chęci ucieczki, która drzemie w każdym z nas. Ucieczki przed odpowiedzialnością, miłością, stałością, która dyktowana jest strachem. Strachem przed zranieniem i cierpieniem. Czy Klementyna będzie pierwszą kobietą w rodzinie, która się przełamie? Która zaufa mężczyźni i stworzy dom pachnący nie tylko drożdżowym ciastem, ale i miłością oraz namiętnością? Droga do tego nie będzie łatwa. Prowadzi przez stajnię, cmentarz i wieś Średnie Wielkie.

Magdalena Kordel przypomina swoim czytelnikom o tym, że nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń i na doświadczenie cudu. Życie potrafi zaskakiwać – i tych młodych, i tych starych, którym wydaje się, że wszystko przeżyli i widzieli. Człowiek bywa bezradny wobec planów losu lub Boskiego działania. Święty Antoni, który zajmuje ważne miejsce w mieszkaniu bohaterek, tylko pozornie z obojętnością przygląda się ich perypetiom. Działa, przygotowując Panie (i kilku Panów) na zaskakujący finał.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na język. Moje serce – serce filologa, było całe w skowronkach, gdy przekręcałam kolejne strony. Opisy i dialogi radowały moje oczy. Magdalena Kordel dba bowiem o nie tylko o niebanalną fabułę i kreację bohaterów. Wielką wagę przywiązuje także do języka powieści. Każde zdaje wydaje się oszlifowanym diamentem. Żaden fragment nie jest zbędny. Żadne słowo nie pada bez przyczyny. Opisy, zarówno Miasteczka, okolic, jak i uczuć oraz emocji bohaterów poruszyły moją wyobraźnię. Rozmowy bohaterów raz bawiły, raz wzruszały do łez.

Czytając Serce w skowronkach, miałam wrażenie, że dobrze znam te postaci. Postaci, którzy są ludźmi takimi jak ja czy Wy – z krwi i kości, marzących i wyglądających małych lub wielkich cudów. Ludzi, którzy mimo własnych problemów, angażują się w życie innych. Ludzi, którzy mieszkają w miasteczkach, takich jak my. Ludzi, którzy nigdy nie tracą nadziei. Bo tylko z nadzieją wiara i miłość mogą stworzyć trio doskonałe.

Ocena: 6/6
©Recenzje Dropsa Książkowego
Nigdy z góry nie zakładam, że dany tytuł mi się spodoba, bez względu na to, czy sięgam po znanego sobie autora czy nie. Tym razem również w ten sposób podeszłam do lektury. Może nie z ostrożnością, ale z pewnością neutralnie, bo wiadomo, że lubiany autor również nagle może przestać się podobać. Z różnych przyczyn. Dlatego stwierdziłam, że dziś przeczytam kilka stron, zobaczę czy wciągnę się w klimat i jak tam znani mi już bohaterowie się czują... i przepadłam. Dosłownie nie potrafiłam oderwać się na dłużej niż kilka minut od akcji, która powodowała u mnie, jak zawsze zresztą, całą gamę odczuć: od śmiechu, po łzy.

Klementyna, Dobrochna i Pogubiona Agata zostały w Miasteczku, do którego przywędrowały zimą. Kilka dobrych dusz sprawiło, że w starej kamienicy czują się na miejscu. Jednak Klementyna boi się zapuszczać korzenie, przez całe życie doświadczająca nagłych zniknięć i przeprowadzek. A los zmusza ją do decyzji, które są jednocześnie łatwe i trudne. Pojawiają się też znaki wskazujące, że plany jej najbliższych przyjaciół są zwrotem w dobrym kierunku.

Wystarczyło kilka kartek, żebym miała pewność, że zarówno styl autorki - to lekkie, plastyczne pióro, jak i bohaterowie od razu mnie do siebie przyciągną. Mimo tylu książek Magdy, które mam na swoim koncie, nadal nie potrafię rozgryźć, co tak naprawdę sprawia, że jej język jest tak dobry, z tym chyba trzeba się urodzić, bo wiele różnych książek czytam, ale to własnie te najszybciej i najpłynniej połykam. Ciąg dalszy przygód bohaterów poznanych w Sercu z piernika jest naturalnym przedłużeniem wydarzeń z zimy. Pojawiają się również nowi bohaterowie, niektórzy tylko na krótką chwilę, ale również tacy, którzy prawdopodobnie zostaną na dłużej.

Różową kamieniczkę w Miasteczku zaczął spowijać wiosenny zmierzch. Miał w sobie o wiele więcej delikatności niż ten zimowy. Nadchodził później, lubił włóczyć się po sennych uliczkach i zaglądać do wąskich zaułków. Zaciemniał obraz, przekomarzał się z drobinami odchodzącego dnia. Trącał kocie wąsy i ogony. Lubił wszelkie odcienie szarości, które z gracją przekształcał w granat. Owijał się miękko wokół sprzętów w pokojach, w których nie zapalano świateł, i wydłużał cienie, z ciekawością wściubiał nos w najmniejsze zakamarki.

Ten tytuł czytałabym z przyjemnością ze względu na kwestie, o których pisałam powyżej, ale tym razem autorka dodała akcenty, które dodatkowo sprawiły mi przyjemność. Bo czy nie miło czyta się o miejscach, których nie trzeba sobie wyobrażać, bo bywało się w nich i zna się je dość dobrze? To zdecydowanie dodatkowy plusik tej lektury. Drugim są konie. Uwielbiam te zwierzęta i marzy mi się kiedyś na stare lata jeden, czy dwa. Miejsce nawet jest, tylko chwilowo sytuacja nie pozwala. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się również nad smutnym wierszem, który pojawia się na kartach powieści. Wiem, że go znam, czytałam dość dawno w innej książce, ale nadal nie potrafię sobie przypomnieć gdzie. Może u Krzysztofa Czarnoty?

Bohaterowie książki są tak wspaniałymi postaciami, oczywiście z całą dozą człowieczeństwa, drobnych pomyłek i chwilowych problemów, ale jednak są osobami, które chciałoby się poznać, zaprzyjaźnić się z nimi, spędzać razem czas. Oczywiście jak zawsze nie tylko te pozytywne postaci się tam pojawiają, są takie, które wzbudzają wiele innych emocji, a nawet bardzo negatywne, którymi chciałoby się porządnie potrząsnąć, czy nawet walnąć. Wiadomo, że świat różowy nie jest, a jednak po lekturze chciałabym odwiedzić Miasteczko, jak kiedyś chciałam odwiedzić Malownicze. Poznać tych ludzi osobiście, spróbować wspaniałych wypieków Klementyny i Kuby. Swoją drogą w tej książce jest tak dużo wspaniałych wypieków, że chciałoby się cały czas coś podgryzać. Kiedyś czytając Anię na Uniwersytecie nie rozumiałam wypowiedzi bohaterki w podobnym tonie, a teraz zupełnie się z nią zgadzam: jak nie babeczki to eklerki, jak nie to pączki, jak nie to precle... ech, silna wola tutaj nie wystarczy.

Wbrew pozorom dużo się tutaj dzieje i to nie tylko w stosunku do samej Klementyny, którą można w sumie nazwać chyba główną bohaterką, ale również u Pogubionej Agaty i Dobrochny, a także znajomych bohaterek. Niektóre wydarzenia wywołują uśmiech czy nawet śmiech, niektóre sprawiają, że skóra cierpnie ze strachu, czasami czułam bezsilność, ale były też momenty bardzo wzruszające, które wspomnieniami cofały się w czasie.

Serce w skowronkach to książka, która jest wspaniała na poprawę humoru, sprawia przyjemność przy lekturze, a mimo że pozornie wydaje się lekka i przyjemna, wywołuje różnorodne emocje. Jak wszystkie wcześniejsze książki Magdy, czyta się szybko i z przyjemnością, ale również z chęcią się do nich wraca. Nadal nie potrafię stwierdzić, jak autorka to robi, ale jestem za każdym razem zachwycona i czekam na więcej.

Jeśli jesteście fanami twórczości Magdaleny Kordel, na pewno nie trzeba Was zachęcać. Ten tytuł trzeba przeczytać! Jeśli nie jesteście fanami autorki, to najwyższy czas to zmienić!

Ocena: 5/6
©Książkowe Wyliczanki
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć