Twarz Grety di Biase
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.82 / 5.00
liczba ocen: 75
dołącz do programu UpolujEbooka.pl
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
-20% 22.39 zł
22.95 zł
23.42 zł
23.80 zł
28.00 zł
Pozostałe księgarnie
23.79 zł
24.15 zł
25.20 zł
26.60 zł
28.00 zł
28.00 zł
Opis:
Opowieść o miłości, pasji i sztuce. I o zagadce zaszyfrowanej w kilku obrazach. Znakomicie napisana historia, obok której nie można przejść obojętnie.
 

Adam Dancer, właściciel niewielkiej galerii na wrocławskim Rynku, kupuje od tajemniczej włoskiej malarki dwa portrety. Twarz na nich ukazana wydaje się nie tylko piękna, ale przede wszystkim zagadkowa. Obrazy przedstawiają tę samą osobę, ale w skrajnie odmienny sposób. Dlaczego?
Zagadki nie rozwiązuje coraz bardziej intymna korespondencja, jaka zawiązuje się między Adamem a Gretą di Biase – autorką obydwu portretów. Wreszcie Adam, zdeterminowany, by poznać prawdę, i coraz bardziej zaangażowany w relację z Gretą, wyrusza do Włoch, aby ją odnaleźć. Podróż ta zmusi go do stawienia czoła własnym ograniczeniom – silnej nerwicy i stanom lękowym, których doświadcza od lat. Czy mimo licznych przeciwności uda mu się odnaleźć Gretę? I czy będzie to Greta, którą zna z listów?

„Ta książka sprawiła, że wstrzymałam oddech i na tym jednym wdechu przeczytałam całość. Autorka posiada niezwykłą umiejętność przedstawienia trudnych tematów w sposób wzruszający, a jednocześnie tak normalny, że człowiekowi wydaje się, że wszystko dzieje się tuż obok. Książka na światowym poziomie, obok której nie można przejść obojętnie” – Marta Kraszewska, rudymspojrzeniem.pl.

„«Twarz Grety di Biase» to jedna z tych powieści, przy których pragnie się znać zakończenie i jednocześnie nie chce się ujrzeć ostatniego zdania. Historia, której treść nie tyle wciąga, co potrząsa ludzką duszą i każe burzliwie przeżywać każdą ze scen. Książka jedyna w swoim rodzaju, sensoryczna, hipnotyzująca i niezapomniana. Prawdopodobnie najlepsza w dorobku polskiej pisarki” – Miłka Kołakowska, www.mozaikaliteracka.pl.

CYTATY:
Czasem, pomagając innym, tak naprawdę próbujemy pomóc sobie.
Recenzje blogerów
Obrazy nie zawsze odczytywane są właściwie i zgodnie z zamysłem ich twórcy. Czasem są one zagadką, której rozwiązanie dane jest poznać nielicznym. Tajemnica w niej ukryta może stać się nieoczekiwanym impulsem, pociągającym za sobą łańcuch wydarzeń zmieniający wszystkich i wszystko, co staniu mu na drodze.

Skromność nie zawsze jest cechą spotykaną u artystów. Dlaczego ktoś mający niewątpliwy talent umniejsza go? Adam Dancer jest zafascynowany pracami włoskiej malarki Greti di Biase, tworzącej obrazy zapadające w pamięć i serce. Właściciel galerii sztuki dostrzega w nich coś co nie pozwala mu na traktowanie ich w kategorii kolejnych płócien – towarów. Autorka pozostaje w cieniu i niechętnie dzieli się informacjami o sobie i tym co inspiruje ją. Jednak Adam wciąż pyta i czeka na odpowiedź, korespondencyjna znajomość pozwala mu poznać tajemniczą malarkę, lecz wciąż pozostaje w nim niedosyt i pewność, że to co najważniejsze wciąż nie zostało powiedziane. Ale czy wolno mu naruszać granice nakreślone przez Gretę? Z jakiegoś powodu dzieli się z nim jedynie wybranymi informacjami, skądinąd Adam także ma swoje sekrety, ale również nie jest gotowy na podzielenie się nimi. Tych dwoje wiele skrywa przed światem i nie tak łatwo im odsłonić się przed kimkolwiek, nawet przed sobą samym. Jednak obrazy nie pozwalają zapomnieć o Grecie, wciąż jest w myślach Dancera i nie pozwala mu skupić się na niczym innym. Czy podróż do Włoch ukoi jego umysł? A może przyniesie coś czego nikt nie spodziewał się, burzącego dotychczasowe status quo?

Niezwykle poruszająca, grająca na emocjach jak najlepszy wirtuoz, pełna tajemnic i niejednoznaczna. Taka jest Twarz Grety di Biase, ale i mająca w zanadrzu jeszcze więcej niespodzianek. Każdy rozdział odkrywa fragment historii i skłania do refleksji nad tym, co już Magdalena Knedler powiedziała ustami swoich bohaterów oraz nad tym, co stanowi źródło ich słów. Fabuła po części oparta jest o wiadomości mailowe, które jednak nie są krótkimi notkami, lecz prawdziwymi rozmowami listownymi, pełnymi przemyśleń i poznawania siebie nawzajem. Twarz Grety di Biase jest swoistym studium znajomości dwojga ludzi, poranionych przez świat, nie gotowych na to nowy związek, ale powoli odsłaniających swoją duszę i umysł. Książka ta zasługuje na uwagę z wielu powodów, jednym z nich jest plastyczność opisów oraz symbolika ukryta w obrazach idealnie współgrających z akcją. Zresztą stanowią one osobny wątek zdający się spajać wszystkie inne, od nich tak naprawdę wszystko się zaczyna i na nich kończy, postacie za ich pomocą, mniej lub bardziej świadomie, komunikują się nie tylko z sobą, lecz i z czytelnikami. Pisarka subtelnie opowiada historię swoich bohaterów, niczego nie przyśpiesza, nie ponagla nikogo, kolejne wydarzenia raz następują szybciej, a raz wolniej, nic nie jest podane „ na siłę”, zamiast tego jest szansa dla czytających na ich własną interpretację i skonfrontowanie jej z wizją pisarki. Historia Twarzy Grety di Biase to jednocześnie opowieść skomplikowana i prosta, łącząca słowa i obrazy w wysmakowaną opowieść o kobiecie i mężczyźnie, przeszłości i teraźniejszości oraz nadziei, która pozwala stawić czoła lękom

Ocena: 6/6
©Taki jest świat
Na okładce książki Magdaleny Knedler, zatytułowanej Twarz Grety di Biase znajduje się krótki opis: Opowieść o miłości, pasji i sztuce. I o zagadce zaszyfrowanej w kilku obrazach. W pełni się z nim zgadzam, ale dodałabym jeszcze jedno określenie: niewiarygodnie smutna historia. Takie uczucie towarzyszyło mi podczas lektury powieści, napisanej pięknie, z wyczuciem i znajomością ludzkiej psychiki. Tę powieść czytałam dość długo, ponieważ poruszyła we mnie różne osobiste wspomnienia. W tym ujęciu Autorce należy się też uznanie, ponieważ jej książka stała się dobrym remedium na moje własne sprawy, o których tu nie napiszę, lecz zawsze będę pamiętać, że przyniosła prawdziwe ukojenie.

Twarz Grety di Biase to powieść obyczajowa, która rozgrywa się na kilku płaszczyznach. Opowiada o relacjach międzyludzkich, o sztuce, która może dawać radość, ale także może być powodem udręki. I wreszcie, jest to historia dwojga ludzi, których życie nie rozpieszczało, zaś los zetknął ich zupełnie niespodziewanie. Intymna i pełna wzruszeń korespondencja, którą udało im się nawiązać, sprawiła, że oboje poczuli, że mogą odmienić swoje życie.

Jednym z głównych bohaterów jest Adam Dancer, właściciel niedużej galerii we Wrocławiu, która prezentuje dzieła malarskie oraz asortyment znajdujący uznanie u typowych turystów. Adam prowadzi życie wypełnione rutyną, która pozwala mu poradzić sobie z wieloma ograniczeniami jakie narzuca mu introwertyczna osobowość. Pewnego razu Adam kupuje dwa portrety autorstwa nieznanej i bardzo tajemniczej włoskiej malarki. Z czasem postać z obrazów staje się prawdziwą obsesją Adama, a autorka dzieł osobą, którą chce poznać za wszelką cenę. Greta di Biase - tajemnicza i nieuchwytna malarka - w pięknie prowadzonej korespondencji mailowej wprowadza Adama do swojego świata. Oboje piszą do siebie, początkowo niewiele zdradzając, ale z czasem ujawniając coraz więcej emocji, które nimi targają. Nie jest to korespondencja typowych kochanków, choć nie jest pozbawiona intymności. Listy, które wymieniają bohaterowie, stanowią przykład sztuki epistolarnej w doskonałym wydaniu. To osobiste rozważania bohaterów na temat literatury, filozofii, sztuki, muzyki (tu moje podziękowanie za przypomnienie piosenki "It's All Coming Back To Me Now", także tej w wykonaniu Céline Dion), ich interpretacje obrazów, rzeźb i przykładów architektury, przemyślenia związane z samotnością, miłością i oddaniem drugiemu człowiekowi. Wszystko to sprawia, że Adam decyduje się na podróż do Włoch, żeby odnaleźć kobietę z obrazów i listów, i ostatecznie rozwiązać zagadkę Grety di Biase.

Powieść Magdaleny Knedler pokazuje, że Autorka jest wszechstronną i utalentowaną pisarką, która potrafi tworzyć wyjątkowo wysmakowaną i niekonwencjonalną prozę. Jest wrażliwa i delikatna, ujmuje znajomością ludzkich dramatów. Pisze o szczęściu, o smutku rozrywającym duszę, o miłości i ludzkich namiętnościach. Czyni to bardzo intensywnie, przez co obcowanie z jej książką staje się naprawdę ważnym doznaniem. Czytając Twarz Grety di Biase skupiłam się na kwestiach relacji i życiowych zawirowań towarzyszącym bohaterom. Warto jednak podkreślić, że to sztuka stanowi w powieści najważniejsze spoiwo, pozwalające nam celebrować emocje i ukryte znaczenia w poszczególnych dziełach wielkich artystów, jak i w słowach, które kierują do siebie Greta i Adam.

Magdalena Knedler to Autorka wielkiego formatu, nie boi się trudnych tematów, pozwala swym Czytelnikom przeżyć coś niezwykle cennego - wywołuje burzę emocji i pokazuje, że zawsze można odnaleźć w sobie siłę, by zmienić swoje życie. Niezależnie od tego jak bardzo górnolotnie brzmią te słowa uważam, że Magdalena Knedler jeszcze wielokrotnie uwiedzie nas swą twórczością, której nie brakuje świeżości spojrzenia i merytorycznego przygotowania. Polecam wyjątkowo!

Ocena: 5+/6
©Wasilka - Słowa jak marzenia
Dość długo, bo ponad rok, odczekałam zanim sięgnęłam po kolejną książkę Magdaleny Knedler. Właściwie nie wiedzieć czemu, bo start znajomości miałyśmy udany: cykl kryminalno-obyczajowy o komisarz Annie Lindholm, mimo małych zgrzytów na końcu, bardzo mi się podobał. Może było to wynikiem lekkiej obawy, jak autorka sprawdzi się w pozbawionej morderstw i całej tej policyjnej otoczki stylistyce. W końcu jednak sięgnęłam po Twarz Grety di Biase – i okazało się, że nie było się czego bać. Mogę wręcz powiedzieć, że w tej, jak mówi tekst na okładce, „opowieści o miłości, pasji i sztuce” Knedler dopiero pokazała na co ją stać.

Nie jest to zresztą powieść całkiem pozbawiona zagadek, choć tym razem nie kryminalnych, a tkwiących korzeniami w samym życiu… i malarstwie. Adam Dancer, właściciel niewielkiej galerii na wrocławskim Rynku, kupuje od tajemniczej włoskiej malarki dwa portrety. Obrazy te mocno do niego przemawiają i powodują, że mężczyzna zaczyna się zastanawiać, kim jest przedstawiona na nich kobieta i dlaczego na jednym z nich wydaje się szczęśliwa, a na drugim smutna. Niezmienne jest za to jedno: twarz modelki jest piękna i zagadkowa. Jaką tajemnicę kryją w sobie te portrety? Czy jest na nich autorka, enigmatyczna Greta di Biase? Adam, wbrew sobie i zdrowemu rozsądkowi, postanawia o to zapytać pośrednika, dzięki któremu nabył obrazy, ale odpowiada mu sama malarka. Ich korespondencja mailowa staje się z czasem coraz bardziej intymna, jednak Greta nie chce zbyt łatwo odsłonić swoich kart…

W końcu Adam decyduje się na szalony krok: postanawia udać się do Włoch i odnaleźć malarkę. Jest zdeterminowany, by poznać prawdę o obrazach i o di Biase. To pierwsza w miarę spontaniczna decyzja podjęta przez niego od lat. Dancer dawno temu zamknął się w bezpiecznym kokonie powtarzalnych zajęć, miejsc i osób, gdzie każda czynność i słowo są przemyślane. Codziennie budził się o tej samej porze, w tej samej kolejności szykował się do pracy i jadł zawsze taką samą bułkę z twarożkiem. Jak poradzi sobie bez swojej chorobliwie pilnowanej rutyny? Czy przezwycięży nerwicę i stany lękowe, których doświadcza od lat? Oraz przede wszystkim: czy odnajdzie Gretę i czy będzie to Greta, którą zna z listów?

Napisać, że to historia o miłości to napisać za mało i spłycić tę powieść. Że o życiu? Cóż banalniejszego! A jednak Magdalena Knedler bierze te dwa tematy na warsztat i robi z nich literacką perełkę. Duża w tym zasługa wplecenia w fabułę sztuki, która jest wielką pasją autorki – i to widać! Pasja, którą ona sama czuje i którą przelała na swoje postaci, Adama i Gretę, promieniuje na czytelnika i powoduje, że z zapartym tchem czyta historie o kolejnych malowidłach czy rzeźbach, choćby w ogóle nie interesował się tym tematem. Knedler powiedziała, że musiała napisać jedną powieść na taki temat: uważam, że wyszło jej to na dobre. Czuć w Twarzy Grety di Biase ogromną radość tworzenia tej historii, a to uczucie przelewa się na czytelnika.

Jednak obrazy, choć bardzo ważne, są jednak jedynie częścią tej opowieści: jest przecież Adam i jest Greta. Oboje poranieni przez życie, uciekający przed światem, zamknięci na niego, a jednak odnajdujący się nawzajem, budujący więź list po liście. Uważam, że to ogromny sukces, opisać rodzące się uczucie, szczególnie takie pokrzywdzonych dusz, w sposób unikający łatwych wzruszeń, taniego romansu i nieznośnego patosu. Magdalenie Knedler się to udało, za co chapeau bas. Ja, która wzdragam się na słowo „romans”, która trzymam się z daleka od powieści z łatką „obyczajowa” przekonałam się, że Magdzie po prostu mogę zaufać. Dałam się oczarować Twarzy Grety di Biase: i nieprzypadkowo używam tego słowa, bo czuję, że zaszła tu jakaś magia. Nie byłam w stanie odłożyć książki, tak mocno wciągnęłam się w historię Dancera i di Biase.

Podobają mi się różne smaczki: to, jak Knedler odmalowuje postaci drugoplanowe, na przykład Nitę czy Zygmunta, jak autorka wspomina, że ten drugi wymawia jego nazwisko z angielska, jak „tancerz” (a Dancera nieodmiennie to irytuje), jak z wyczuciem splątuje nitki kolejnych postaci, prowadząc nas aż do końca… Końca, jakiego się nie spodziewałam, ale bardzo dobrze pasującego do reszty powieści. Musicie przeczytać to sami i sprawdzić, czy nie przesadzam.

Lubię kryminalne wydanie autorki, ale wydaje mi się, że dopiero w powieści obyczajowej pokazuje dobitnie na co ją stać. Gdyby wszystkie obyczajówki były na tym poziomie to chyba zmieniłabym o tym gatunku zdanie. Póki co pozostaje mi czytać kolejne książki Magdaleny Knedler.

Ocena: 5+/6
©tanayah czyta
Najnowszą propozycję jednej z moich ulubionych polskich pisarek literatury wysokich lotów Magdaleny Knedler zatytułowaną Twarz Grety di Biase określiłam mianem książki o miłości do sztuki i sztuce miłości. To dopracowany w każdym calu, bogaty w artystyczne detale dramat psychologiczny o ogromnej wartości literackiej, jak również bardzo intymnym charakterze. Bo to dzięki tej powieści w pełnej krasie możemy poznać fascynacje autorki i jej pasję, jaką jest sztuka. Studenci Akademii Sztuk Pięknych z powodzeniem mogliby wpisać Twarz Grety na listę swoich zawodowych lektur!

Jeśli chodzi o mój osobisty odbiór tej powieści, to jedna z bohaterek bez żadnego skrępowania mówi o sobie, że nie ekscytuje się sztuką, nie czuje jej, co doskonale oddaje moje podejście do dzieł malarstwa i obcowanie z dziełami sztuki jakimi są obrazy. Bo o ile mam swoich ulubionych malarzy – bardzo współczesnego i nowatorskiego Danny’ego O’Connora czy Wojciecha Siudmaka, w którego prace mogłabym wpatrywać się godzinami, to bynajmniej nie odczuwam potrzeby przechadzania się do muzeów po to, by kontemplować ich dzieła i analizować wytwory ich artystycznej pracy z wypiekami na twarzy. Po prostu, wolę obcować z literaturą czy muzyką. I jeśliby tylko analizować walory książki rodem z historii sztuki, którymi naszpikowana jest Twarz Grety di Biase, to miałabym problem z zaakceptowaniem mnogości odniesień do malarskich stylów, warsztatu pracy malarza czy biografii znanych artystów.

Jednak Magda postawiła na chwytającą za serce podróż drogą wewnętrznej przemiany człowieka o artystycznej duszy – Adam Dancera – właściciela niewielkiej galerii na wrocławskim rynku, pałającego miłością do twarzy z obrazów włoskiej malarki Grety di Biase. I to właśnie losy Adama – mężczyzny owładniętego nerwicą natręctw oraz strachem przed jakimikolwiek zmianami – są absolutnym majstersztykiem, przykuwającym czytelnika do lektury na kilka fascynujących godzin. To swoista powieść drogi i to nie tylko przez kolejne karty historii sztuki, ale przede wszystkim poprzez zakamarki ludzkiej duszy, która może otworzyć się na drugiego człowieka pod iście magicznym wpływem pasji i uczuć wyższych. To również opowieść o tym, jak osoby, które towarzyszą nam na kolejnych przystankach życiowej podróży, odciskają swój ślad na osobowości człowieka. Autorka powołała bowiem do życia plejadę barwnych postaci, które znajdują się obok Adama, stawiając go często w bardzo niekomfortowych sytuacjach i będąc jednocześnie nieszablonowymi drogowskazami, dokąd powinien on zmierzać dalej.

Co ciekawe, za pośrednictwem swojej najnowszej powieści, Knedler zarysowała niekonwencjonalną mapę wycieczki po Lombardii i Ligurii – przepięknych włoskich regionach, którym trudno odmówić nietuzinkowości. Z Twarzą Grety di Biase pod pachą mogłabym zatem śmiało przemierzać uliczki Genui i rozkoszować się włoskim stylem bycia – otwartym, głośnym i pozytywnym, który jest mi tak bliski, a jednocześnie jakże odmienny od tego, czym nasiąkł Adam, będąc ofiarą nieprzepracowanej traumy z przeszłości.

Muszę przyznać, że zakończenie Twarzy Grety miażdży emocjonalnie, ale jednocześnie wlewa w czytelnika nadzieję, że nie ma takiej sytuacji w życiu, z której nie można się wykaraskać i pójść dalej, pomimo szram i blizn na sercu.

Ocena: 5/6
©Domi Czyta
W tym roku dane mi było przeczytać aż dwie książki, które uznałam za jedne z najlepszych w moim życiu (Trzy godziny ciszy Patrycji Gryciuk oraz Ona i dom, który tańczy Małgorzaty Oliwii Sobczak). Dziś dumnie dołącza do nich Twarz Grety di Biase. To historia tak piękna i jednocześnie tak bardzo szarpiąca duszę, że trudno się po niej pozbierać…

Adam Dancer to typ dziwaka samotnika. Na co dzień zmaga się z natręctwami i stanami lękowymi, a także przeszłością, która uwiera go jak niewygodne buty. Tylko dzięki niewielkiej galerii, którą prowadzi na wrocławskim Rynku, udaje mu się przetrwać w szarej rzeczywistości. Pewnego dnia w jego ręce wpadają dzieła tajemniczej włoskiej malarki Grety di Biase. Szczególne wrażenie robią na nim dwa portrety przedstawiające piękną kobietę w dwóch skrajnie różnych sytuacjach. Emocje, które biją z obrazów, są tak silne i intrygujące, że nie pozwalają o sobie zapomnieć. Kim jest tajemnicza di Biase? Czy to ona jest na portretach? A jeśli ona, to co takiego przeżyła, że na każdym z nich wygląda zupełnie inaczej? Dancer za wszelką cenę próbuje się tego dowiedzieć, dlatego zaczyna z Gretą wymieniać maile – na początku dość oficjalne, z biegiem czasu coraz bardziej intymne. W końcu, kierowany uczuciami, których sam do końca nie rozumie, postanawia stawić czoło własnych ograniczeniom i wyjechać do Włoch, by odnaleźć malarkę. Jak bardzo ta podróż zmieni jego uporządkowane i pełne bezpiecznych rytuałów życie?

Niewiele jest książek, które potrafią mnie do tego stopnia poruszyć, że chodzę potem przez tydzień ze ściśniętym gardłem i o niczym innym nie jestem w stanie myśleć. To, co zrobiła ze mną Greta, nadal nie mieści mi się w głowie, co więcej – zaczynam się zastanawiać, czy Magda Knedler nie jest przypadkiem czarownicą i czy nie rzuciła na mnie uroku!

Ta powieść jest utkana z miliarda emocji. Czuje się je w każdym słowie, zdaniu, znaku przestankowym, nawet światło między akapitami aż od nich pulsuje. Szczególnie dużo ich w listach Grety i Adama, które przywodzą na myśl najpiękniejszą literaturę epistolarną. Od podziwu, determinacji i dzikiej fascynacji poprzez nadzieję, czułość, delikatność aż po krzyk rozpaczy, a potem katharsis… Od pierwszej do ostatniej strony na oczach czytelnika rozgrywa się niezwykły spektakl. W rolach głównych występuje dwoje ludzi, których łączy przede wszystkim żarliwa miłość do sztuki i niezwykła wrażliwość. Każde z nich ma poranione skrzydła i związane z tym tajemnice, które autorka stopniowo przed nami odkrywa, po drodze budując tak ogromne napięcie, że momentami trudno sobie z nim poradzić. Mam wrażenie, że Knedler nie tyle opowiada wymyśloną przez siebie historię, ile zagląda w głąb ludzkiej duszy i zadaje niełatwe, choć istotne pytania: Jak bardzo jest w stanie zmienić nas bliska relacja z drugim człowiekiem? Czy mamy na tyle siły, by pokonać własne ograniczenia? Czy w sztuce faktycznie można się zatracić i odnaleźć sens życia?

Przemiana, jaka stopniowo dokonuje się w Adamie, jest z jednej strony fascynująca, z drugiej zaś przerażająca, jeśli uświadomimy sobie, jak wiele wysiłku i samozaparcia go kosztuje i dokąd może go zaprowadzić, jeśli nie wszystko potoczy się zgodnie z planem. Czy sami bylibyśmy w stanie zmienić swoje życie dla czegoś, co być może jest tylko naszym wyobrażeniem, pobożnym życzeniem, ułudą? Czy warto aż tak się poświęcać? Jednocześnie mocno kibicujemy Dancerowi i podświadomie nie dopuszczamy do siebie myśli, że może mu się nie udać. Tajemnicza Greta z kolei od początku mocno intryguje, ale i budzi niepokój. Czy z jej strony to tylko gra? Dobra zabawa kosztem drugiej osoby? Czy to wyrachowana artystka, czy jednak – jak twierdzi w listach – wrażliwa, poraniona dusza, która w samotni postanowiła spędzić resztę życia? Dlaczego tak bardzo boi się spotkania z Adamem? Dlaczego sprawia wrażenie, jakby nie do końca była szczera? Zakończenie, jakie dostajemy od autorki, jest zaskakujące i niesie wiele sprzecznych emocji. Pewnie każdy z Was będzie je przeżywał inaczej, gwarantuję jednak, że jeszcze długo po lekturze będziecie tę historię rozkładać na czynniki pierwsze i zadawać pytania, na które być może nigdy nie znajdziecie odpowiedzi.

Bardzo ważną bohaterką tej niezwykłej opowieści (jeśli nie najważniejszą!) jest także sztuka. Towarzyszy ona Adamowi i Grecie w każdej sekundzie ich życia i to od niej wszystko się zaczyna. Pojawia się tu nieprzypadkowo – jest wyrazem wielkiej miłości autorki do malarstwa i Włoch. Dzięki Knedler przemierzamy klimatyczne miejsca na mapie Italii, mamy okazję spojrzeć na niektóre płótna z zupełnie innej perspektywy, odkryć zaszyfrowane w nich tajemnice, a momentami poczuć się jak prawdziwy koneser. I nawet jeśli do tej pory obrazy raczej nie robiły na Was większego wrażenia, gwarantuję, że dacie się ponieść fascynującym opisom dzieł sztuki i ciekawostkom, których w powieści nie brakuje. Ze szczególną uwagą polecam przeczytanie posłowia, w którym Knedler uchyla rąbka tajemnicy i wyjaśnia, co tu jest prawdą, a co fikcją oraz w jaki sposób pracowała nad książką. Mam ogromny szacunek do autorów, którzy właśnie w ten sposób przygotowują się do pisania, bo potem czuć to w każdym słowie. Dzięki tytanicznej pracy, ogromnej pasji i sercu, jakie Magda Knedler włożyła w tę historię, Greta sama stała się sztuką i obcowanie z nią to czysta przyjemność.

Ocena: 6/6
©SieCzyta
Czy można zakochać się w kobiecie z obrazu? W jej profilu, kształcie nosa, warg czy oczu? Czy można tak bardzo przejąć się jej losem, żeby zmienić całe swoje życie? Czy da się żyć życiem samotnika? Czy to normalne, by świadomie pozbawiać się miłości? I wreszcie – czy trwanie to życie?

Te pytania gwałtownie wdarły się do mojej głowy i natrętnie buszowały po jej zakamarkach podczas czytania najnowszej książki Magdaleny Knedler – Twarz Grety di Biase. Od pierwszych stron we mnie wrzało. Z różnych powodów, o czym za chwilę Wam powiem. I choć nie lubię używać górnolotnych słów, to tutaj pokuszę się o stwierdzenie, że twórczość Magdy jest dla mnie pewnego rodzaju fenomenem, na który składają się dwa określenia: nieszablonowa i trudna do zaklasyfikowania. Nie wiem, z czego to wynika. Sama Magda wydaje się nieco wycofana – nie posiada grupy na Facebooku, mimo polubienia jej autorskiego profilu, nie widzę ciągle jej twarzy na mojej tzw. „ścianie”, nie zarzuca Instagrama zdjęciami. Dla jasności: nie uważam, że robienie tego jest złe – sama przecież udostępniam prywatne (czytaj: osobiste) treści i zdjęcia. Wspominam o tym w kontekście akurat tej autorki, która wydaje się jakby nieco obok całego „biznesu”. Jej zamiłowanie do filmu, muzyki, sztuki i Włoch, tak widoczne już w Historii Adeli, w Twarzy Grety di Biase objawia nam się ze zdwojoną siłą. Pisarka ma bardzo dużo do powiedzenia w tych kwestiach, za każdym razem onieśmielając mnie swoją wiedzą. W dodatku jej sposób pisania – dojrzały, przemyślany i rzetelny – jest jej piękną wizytówką. Niewielu autorów potrafi oddać w książce swoje pasje z taką intensywnością, z jaką robi to Knedler. A najnowsza książka wprost nimi kipi.

Adam Dancer, właściciel niewielkiej wrocławskiej galerii, pozyskuje do swoich zbiorów autoportrety tajemniczej Grety di Biase. Samotny, opętany nerwicą natręctw mężczyzna zakochuje się w kobiecie z obrazów i postanawia nawiązać kontakt z ich autorką. Dotychczasowa rutyna, dająca iluzję bezpieczeństwa i będąca jego prywatnym sposobem na zaklinanie rzeczywistości, zostaje zdominowana przez uczucia, których Dancer dotychczas świadomie do siebie nie dopuszczał. Tym razem okazuje się, że sztuka może wpłynąć na życie bardziej niż nam się wydaje. Mimowolnie stajemy się świadkami niezwykle głębokich rozmów o sztuce, które przekształcają się w swego rodzaju spowiedź. Przyznam, że momentami czułam się jak intruz, wyrzuty sumienia z powodu wejścia z butami w bardzo intymną relację dwojga ludzi targały mną na lewo i prawo. Kiedy już przełknęłam ten mój brak wyczucia, oddałam się Adamowi i Grecie całkowicie, choć po drodze jeszcze kilka razy mną zatrzęsło.

Brawa należą się Magdalenie Knedler za wiele rzeczy, ale na pierwszy plan wysuwają się kreacja bohaterów i wiedza autorki. Bardzo doceniam, gdy pisarze wychodzą poza schematy i dają czytelnikom postaci charakterystyczne, wyjątkowe, takie, które nie znikają z pamięci wraz z ostatnim rozdziałem. Postaci, które nigdy nie pozwolą zapomnieć, o czym jest książka. Bo gdzie spotkam drugiego Adama Dancera? Owszem, odrobinę przypomina detektywa Monka, ale to tylko dlatego, że podobnie jak on cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Tajemnicza Greta również jest postacią niezwykle oryginalną, choćby przez sam fakt historii swojego życia.

Twarz Grety di Biase to przede wszystkim korespondencja. Początkowo e-maile maja charakter rozprawek o sztuce. Tutaj Knedler błyszczy swoją wiedzą i potwierdza, jak ważne jest przygotowanie i świadomość wszystkiego, o czym się pisze. Z kart powieści czuć, że nic nie jest tu wyuczone na potrzeby książki. Wręcz przeciwnie – tu wszystko aż pulsuje miłością do malarstwa. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych czytelników początkowy etap znajomości naszych bohaterów może być nieco abstrakcyjny. Dokładne opisy rzemiosła, tytuły kolejnych obrazów oraz specjalistyczna terminologia mogą początkowo odpychać. Mam również świadomość, że połączenie sztuki, pięknej Italii i korespondencji samotnego mężczyzny z tajemniczą kobietą może implikować w głowie oczekiwanie na feerię uczuć, a mówiąc dosadniej: gorący romans. Tego tutaj nie ma. Sama wpadłam w tę pułapkę. Jednak z perspektywy całej książki uważam to za swoją własną, prywatną głupotę. Dotarło do mnie, że pisarka po prostu bardzo ostrożnie podeszła do tej miłości. Stopniowo, niczego nie narzucając, zwiększając z każdym kolejnym listem napięcie i podniecenie, pozwoliła Grecie opowiedzieć o swojej przeszłości, a Adamowi zrzucić kajdany, które sam sobie założył. Zrobienie z tej powieści romansu byłoby zbrodnią.

Knedler poprowadziła tę historię mistrzowsko, sprawiając, że Twarz Grety di Biase stała się dla mnie nie tylko fascynującą lekturą, ale swego rodzaju zjawiskiem. Mam nadzieję, że zechcecie potowarzyszyć Adamowi w jego podróży z Wrocławia do Włoch i zachłyśniecie się klimatem tej powieści.

Ocena: 6.6
©Spadło mi z regała
Pisaliście kiedyś listy? Takie prawdziwe, papierowe, do kogoś bliskiego, będącego daleko? Ja pisałam jako dziecko, do kolegi, którego poznałam przez rubrykę "Poznajmy się" w wydawanej kiedyś gazecie. Korespondowaliśmy kilka lat i wciąż pamiętam ten dreszczyk emocji, kiedy wyjmowałam ze skrzynki charakterystyczną kopertę zaadresowaną do mnie, i ciekawość, o czym tym razem pisał do mnie mój przyjaciel. To były wyjątkowe chwile, które zostaną w mojej pamięci na zawsze. Polecam, jeśli jeszcze nie mieliście okazji pokorespondować z kimś, porozmawiać na odległość. Warto.

Magdalena Knedler stworzyła kolejną piękną historię. Pełną emocji i tajemniczą. W swoim niepowtarzalnym stylu. Zaznaczyłam wiele ciekawych fragmentów podczas lektury. Teraz przyszedł czas, by skorzystać z nich i napisać o tym, co sądzę o tej książce.

Adam Dancer to właściciel niewielkiej galerii sztuki "Chiara" we Wrocławiu. Nie stać go na kupowanie drogich obrazów, ale wystarcza mu to, czym dysponuje. Trochę landszaftów, kilka "lepszych" dzieł, hafty, pocztówki, kalendarze, mapy. Ze sprzedaży takiego asortymentu żyje. Jest to człowiek z bagażem doświadczeń, z traumą, z której nigdy się nie podźwignął. Znerwicowany i wycofany, z mnóstwem natręctw i fobii. Codzienna rutyna pozwala mu jako tako funkcjonować, ale jest więźniem swoich ograniczeń. Przed szaleństwem chroni go jedyny przyjaciel, Zygmunt. Dość obcesowy człowiek, ale może to i dobrze w tej sytuacji. Sam siebie uważa za kogoś, kto utrzymuje Adama we względnej normie. Pewnego dnia Dancer kupuje dwa obrazy przedstawiające tę samą kobietę. Jest w nich ukryta jakaś tajemnica, zagadka, która zaczyna fascynować Adama. Rozpoczyna się równie tajemnicza korespondencja między autorką portretów a mężczyzną. Wymieniają e-maile pełne intymności i niedopowiedzeń. Powoli poznają się poprzez opisywanie sobie historii z przeszłości. Nie jest to jednak zwykła korespondencja dwojga znajomych. A już na pewno nie relacja malarz - kupujący. Adam czyta w obrazach Grety jak w książce, analizuje wnikliwie jej listy. Odkrywa powoli jej tajemnice i coraz bardziej zakochuje się w kobiecie, której nigdy nie widział. Z czasem okazuje się jednak, że ona nie chce być przez niego odnaleziona... I co teraz?

Co takiego stało się w życiu Grety, że wycofała się do swojej samotni i nie chce stać się sławna, choć jej prace są rewelacyjne? Dlaczego ukrywa przed Adamem to, jak wygląda i nie chce, by do niej przyjechał? Jaki cel ma w dawaniu mu w listach drobnych podpowiedzi, które prowadzą go powoli do odkrycia prawdy o kobiecie, która stała się jego obsesją?

Chwila, w której Adam zobaczył obrazy Grety stała się przełomem w jego wbitym w utarty schemat życiu. Nagle zaczął odczuwać emocje, o których od dawna nie myślał. Zapragnął coś zmienić, ruszyć w podróż życia, a u celu chciał spotkać kobietę, która zajęła najważniejsze miejsce w jego sercu. Czy uda mu się tego dokonać? Czy pisanie do Grety i czytanie jej listów będzie wystarczającym impulsem do zerwania z bezpieczną rutyną?
Kim są w tej historii Nita i Valentina? W czyim życiu odgrywają swoje role?

Twarz Grety di Biase to książka, która daje do myślenia. Pozwala zastanowić się nad tym, co dla nas jest zaklinaniem rzeczywistości. Czy mamy swoje rytuały, które uskuteczniamy, by świat stał się przyjazny, bezpieczniejszy, bardziej znośny? Co dla nas staje się impulsem do działania? Czy podejmujemy wyzwania? Pozwalamy, by coś się zmieniło czy raczej trzymamy się sztywno ustalonych zasad? I czy warto odważyć się, by naprawdę żyć?

Przyznam się, że nie mam zielonego pojęcia o malarstwie. Oglądam obrazy, ale nie potrafię w nich czytać. Nie rozumiem tego sposobu wyrażania emocji, choć chciałabym umieć malować. Tego talentu jednak nie posiadam. Nie przeszkadzało mi to wcale podczas lektury, choć sporo tam odnośników do świata sztuki, malarzy i ich dzieł. Widać, że dla autorki nie jest to jedynie pomysł na fabułę, do którego musiała się przygotować, by opisać tę historię wiarygodnie. Malarstwo to jej pasja i widać to w sposobie, jak o nim pisze, jak analizuje poszczególne dzieła i dzieli się swoimi spostrzeżeniami z czytelnikiem. O tym, jak bardzo kocha sztukę pisze na ostatnich stronach książki, w rozdziale Od Autorki. Znajdują się tam także informacje dotyczące prawdy i fikcji w powieści. Każdy chyba zastanawia się czytając, co jest prawdziwe, a co powstało w wyobraźni pisarza. Tutaj mamy ten luksus, że autorka zdradza tę tajemnicę.

Mam nadzieję, że i Was ta historia uwiedzie. Magdalena Knedler udowodniła po raz kolejny, że potrafi oczarować czytelnika całym wachlarzem emocji.

Ocena: 6/6
©Bibliotecznie
Wychodzi coraz więcej książek polskich pisarzy. Oczywiście, jedne są lepsze, inne gorsze, ale to może czytelnik ocenić sam. Jak przez wiele lat stroniłam od polskiej literatury współczesnej, tak od ponad roku coraz chętniej po nią sięgam, a książki, takie jak Twarz Grety Di Biase Magdaleny Knedler sprawiają tylko, że chce się ich więcej.

[...]

Twarz Grety Di Biase Magdaleny Knedler sprawiła, że wstrzymałam oddech i na tym jednym wdechu przeczytałam całość. Autorka posiada niezwykłą umiejętność przedstawienia trudnych tematów w sposób wzruszający, a jednocześnie tak normalny, że człowiekowi wydaje się, ze wszystko dzieje się tuż obok. Książka na światowym poziomie, obok której nie można przejść obojętnie.

Na pełną recenzję zapraszam na mojego bloga KLIK

Ocena: 6/6
©Rudym Spojrzeniem
Nawet najbardziej konwencjonalne obrazy mogą pozostać nieodgadnione. Pasjonaci potrafią być naprawdę zawzięci, wielokrotnie dokonują bowiem szerokich interpretacji, doszukując się bliskich prawdy i przy okazji grząskich w treści ideologii, lecz faktyczne znaczenie danego dzieła najczęściej pozostaje odwieczną tajemnicą samego autora. Każdy malarz wkłada w swoją wizję szczere emocje, nie ma ku temu najmniejszych wątpliwości, ale tylko bardzo dobry twórca potrafi ukryć ich właściwe meritum na tyle szczelnie, aby nawet prawdziwy pasjonat do końca czuł jego zagadkowy charakter. Jedynie najbardziej dociekliwy umysł może dojrzeć w takim obrazie duszę samego artysty i właśnie takim mężczyzną okazuje się Adam, zachłannie czytający w dziełach tajemniczej malarki, której niezwykłą historię, Magdalena Knedler zamyka w wymownej powieści Twarz Grety di Biase.

Adam Dancer, historyk sztuki i właściciel kameralnej galerii na wrocławskim Rynku, dokonuje zakupu dwóch portretów od tajemniczej włoskiej malarki. Obrazy ewidentnie przedstawiają tę samą kobietę, a jednak jej wizerunek na każdym z nich zdaje się być zupełnie inny. Mężczyzna zaczyna wyraźnie fascynować się zagadkowymi dziełami, ale nawet swoista i coraz bardziej intymna korespondencja z autorką portretów, nie przynosi mu odpowiedzi na najważniejsze pytania. Niecodzienna konwersacja z tytułową Gretą di Biase sprawia, że bohater opuszcza usystematyzowaną przez siebie codzienność i niczym zahipnotyzowany wyrusza do Włoch, aby odnaleźć tajemniczą artystkę. Przesycona emocjami podróż zmusza bohatera do stawienia czoła własnym ograniczeniom, w tym przede wszystkim do zwalczenia plądrującej jego wnętrze nerwicy natręctw... Czy zdeterminowany mężczyzna odnajdzie tajemniczą Gretę?

Twarz Grety di Biase to świetnie wyreżyserowane przedstawienie, które nawet dla zdystansowanego odbiorcy może okazać się niezwykle sensorycznym doświadczeniem. Polska pisarka z jawną śmiałością, zauważalnie twórczo i sprężyście, definiuje bowiem tajniki ludzkiej duszy, nieustannie eksploruje jej wrażliwość i wciąż dostrzega niewidzialne, a przy tym intensywnie rozkoszuje się pięknem sztuki – tak niejednoznacznym w samodzielnej interpretacji. Nie ma wątpliwości, że to właśnie sztuka odgrywa w spektaklu Magdaleny Knedler jedną z najważniejszych ról. Zachłyśnięty jej przenikliwą głębią czytelnik już w trakcie lektury wkracza w przestworza internetu w poszukiwaniu takich haseł, jak chociażby „Majtkarz”. To niesamowite, ale ta niebywale artystyczna zależność sprawia, że odbiorca zaczyna świadomie patrzeć na kształtowane przez własne myśli dzieła, staje się w ich obliczu bardziej czujny i z pewnością nie zauważa w nich już zwykłych obrazów – w zamian dostrzega autentyczne historie i skażone niełatwym życiem emocje.

Najważniejsza historia bez wątpienia zaszyta jest w portretach włoskiej malarki – tajemniczej Grety di Biase, której mocno dyskretny wizerunek, staje się zalążkiem obsesyjnych działań głównego bohatera. Adam Dancer to mężczyzna uzależniony od codziennych nawyków, sam siebie otwarcie nazywa dziwakiem, cierpi bowiem na nerwicę natręctw i jest tego schodzenia w pełni świadomy. Jego życie zmanierowane jest przez codzienne standardy, które szlifowane przez długie lata, składają się na jego dzienny harmonogram. Dla Adama nawet prostytutka okazuje się być tylko napędzonym przez fizyczne zapotrzebowanie rytuałem. Mężczyzna ewidentnie żyje we własnym świecie i wyraźnie nie lubi opuszczać strefy komfortu, gdyż jest to dla niego skaza na horyzoncie utrwalonych przyzwyczajeń. Jednym z jego natręctw okazuje się także nieprzeciętna miłość do sztuki, która pozwala mu dostrzec znacznie więcej, niż umożliwia to tradycyjna interpretacja. Adam nieustannie podejmuje się analizy różnych dzieł i to nie tylko tych osławionych, ale też tych znanych jedynie pasjonatom, czego przykładem może być chociażby swoisty portret Fridy Kahlo, namalowany pędzlem wrocławskiej malarki, Pauliny Korbaczyńskiej.

Tak głębokie spojrzenie na sztukę sprawia, że czytelnik mimowolnie ucieka w żarliwe myśli głównego bohatera, zaczyna towarzyszyć mu w jego chorej obsesji i podobnie jak on, pragnie zerwać maskę z twarzy tajemniczej Grety di Biase. Zaproponowana fabuła – tak sensoryczna i niecodzienna w treści –okazuje się dopracowana w każdym najdrobniejszym calu, a jej wyjątkowość definiuje nie tylko zagadkowa aura, ale też osobliwa korespondencja mailowa, jaką Adam sukcesywnie wymienia z włoską malarką. Główni bohaterowie fizycznie się nie znają, a jednak w przesyłanych do siebie wiadomościach – początkowo rozważnych, harmonijnych i wyrafinowanych, z czasem coraz bardziej impulsywnych, emocjonalnych i szczerych – zaskakująco trafnie interpretują własne myśli, wyraźnie otwierają się zarówno na siebie, jak i na własną zmysłowość, choć ta wyrażana jest przez nich jedynie słowami.

Wzajemna relacja tych dwojga przeszyta jest nutą swoistego niedopowiedzenia i staje się z każdą wypowiedzią coraz bardziej intymna, odważna i uzależniająca. To właśnie niecodzienna rozmowa Adama i Grety staje się dla Magdaleny Knedler podłożem do refleksyjnego utrwalenia najważniejszych wydarzeń z ich życia. Wydarzeń, które swoim dramatycznym przebiegiem, ukształtowały ich obecne wizerunki. Każdy bohater niesie bowiem swoją historię i chociaż nie wszystko wynika z korespondencji wprost, to wyobraźnia pozwala odbiorcy rysować całkiem czytelne obrazy. Czym dalej w głąb fabuły, tym obrazy te stają się bardziej dosadne, wyraźnie naznaczone są bolesnymi przeżyciami oraz zatrważającą niesprawiedliwością, która jeszcze długo po zakończeniu lektury, nie daje o sobie zapomnieć. Twarz Grety di Biase to powieść mocno ocierająca się o ludzkie dramaty, ale autorka poświęca jej karty także innym ważnym wartościom, w tym przede wszystkim szczerej miłości, prawdziwej przyjaźni, zamiłowaniu do własnej pasji, a także walce z ograniczającymi człowieka przeciwnościami losu.

Powieść Magdaleny Knedler transferuje ogromne emocje, przemyca też najważniejsze wartości, ale ma do zaoferowania jeszcze więcej – zawiera bowiem duszę miejsc, które autorka wybrała do stworzenia fabularnej scenerii. Chociaż Genua nie jest jedynym tłem dla tej opowieści, to jednak właśnie to włoskie miasto – widziane naprzemiennie oczami Adama i Grety – okazuje się miejscem skalanym ludzką historią, trochę przybrudzonym i nieco brzydko pachnącym, a jednak niezwykle klimatycznym, fascynującym i jedynym w swoim rodzaju. Bogate posłowie pozwala odbiorcy dostrzec, jak wiele wspomnianych przez autorkę artystów, dzieł sztuki, galerii, włoskich uliczek, hoteli oraz domów aukcyjnych istnieje naprawdę – powieść może dzięki temu posłużyć za niepowtarzalny przewodnik, który wskaże nie tylko suche fakty, ale także nasączone emocjami historie. Co ważne, pisarka merytorycznie mocno przygotowała się do napisania tej pozycji, przeprowadziła wiele rozmów, przeczytała też niejedną książkę, a przede wszystkim fizycznie przemierzyła większość z opisanych szlaków – tak naturalnie tworzących tę poruszającą historię. Naprawdę trudno o bardziej kompletną powieść.

Twarz Grety di Biase to jedna z tych powieści, przy których pragnie się znać zakończenie i jednocześnie nie chce się ujrzeć ostatniego zdania. Historia, której treść nie tyle wciąga, co potrząsa ludzką duszą i każe burzliwie przeżywać każdą ze scen. Książka jedyna w swoim rodzaju, sensoryczna, hipnotyzująca i niezapomniana. Prawdopodobnie najlepsza w dorobku polskiej pisarki.

Ocena: 6/6
©Mozaika Literacka
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć