ebook Zrób mi jakąś krzywdę
3.2 / 5.00 (liczba ocen: 5673)

Zrób mi jakąś krzywdę
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

najlepsza cena! w ostatnich dwóch tygodniach
E-book - najniższa cena: 19.90
Audiobook - najniższa cena: 27.90
wciąż za drogo?
Virtualo#Black Friday
Virtualo#Black Friday
27.81 złpremium: 17.94 zł Lub 17.94 zł
-33% 19.90 zł
21.83 zł
25.42 zł Lub 22.88 zł
29.90 zł Lub 26.91 zł
-22% 20.93 zł
24.22 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (3)
Inne proponowane

Bestsellerowy debiut literacki autora słynnych powieści: „Radio Armageddon”, „Instytut”, „Ślepnąc od świateł” i „Wzgórze psów”. Książka kultowa – czytana, przeżywana i cytowana. Jej nieskrępowany romantyzm i punkrockowy język niezmiennie olśniewają czytelników.

„Zrób mi jakąś krzywdę” to przede wszystkim romans – historia 25-letniego Dawida i 15-letniej Kaśki, którzy pewnego letniego dnia wyruszają w szaloną podróż po Polsce. Na swojej drodze spotkają zarówno dresiarzy, jak i bogate emerytki, świadków Jehowy, a także aktorów porno oraz pewnego chorego psychicznie prywatnego detektywa. Podczas tej dziwacznej wyprawy oboje zostaną skonfrontowani z podstawowymi pytaniami o miłość, przyjaźń i dorosłość. 
Obecnie trwają prace nad adaptacją filmową powieści.

O Autorze:
JAKUB ŻULCZYK (ur. 1983 r.) – pisarz, felietonista, scenarzysta. Pochodzi z Mazur, studiował w Olsztynie i Krakowie, mieszka i pracuje w Warszawie. Autor powieści: „Radio Armageddon”, „Instytut”, „Ślepnąc od świateł” i „Wzgórze psów” oraz współtwórca serialu „Belfer”. Publikował m.in. w „Polityce”, „Dzienniku” i „Playboyu”.

Zrób mi jakąś krzywdę od Jakub Żulczyk możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Napisanie powieści o miłości, która nie zachodzi o bycie sztampową oraz przewidywalną to sztuka. Rozpisanie relacji między bohaterami tak, by nie zniesmaczyć potencjalnego czytelnika to godna podziwu umiejętność. Z kolei ukazanie romantycznego uczucia między dwójką osób, niepełnoletnią dziewczyną a dorosłym mężczyzną to już kontrowersja. A gdy mam do czynienia z taką właśnie historią, czuję się w pewnym stopniu zaintrygowana książką, jak i nią zniesmaczona.

Kocham cię. Przestań istnieć. Dawid jest dwudziestopięcioletnim mężczyzną. Ona, Kaśka, jest piętnastoletnią dziewczyną. Pewnego dnia pod napływem impulsu wyruszają w podróż po Polsce, gdzie na swojej drodze napotykają różnych ludzi z zupełnie obcych im światów. Spotykają dresiarzy, bogate emerytki, aktorów porno czy też świadków Jehowy. Wspólna wyprawa konfrontuje ich z rzeczywistością, dorosłością oraz z miłością, które każde z nich odczuwa w zupełnie inny sposób. Proszę, i tak wykrwawię się zaraz na śmierć, więc po co, ty chudy, mały, blady morderco, Charlesie Mansonie z gimnazjum, po co, skoro mam już dwadzieścia ran kłutych, dostaję jeszcze jedną? Jest to moje drugie spotkanie z prozą Jakuba Żulczyka, jednak pierwsze zakończone sukcesem. W międzyczasie sięgnęłam po „Czarne słońce” tegoż autora, lecz tę akurat lekturę odkładam sobie zdecydowanie na później. Zrób mi jakąś krzywdę to debiut literacki pisarza i choć spotkałam się ze skrajnymi opiniami na jej temat, nie będę dokładać swoich trzech groszy do zmieszania książki z błotem. Powód jest dość prozaiczny. Mianowicie jestem nią zarówno zaintrygowana, jak i zniesmaczona tym, co w niej wyczytałam. Zanim jednak przejdę do wyjaśnienia, na czym to dokładnie polega, zacznę od tego, iż bardzo odpowiada mi styl, jakim powieść została napisana. Wulgarny język, bezpośredniość oraz mnogość nawiązań do popkultury sprawia, że całość odbiera się dosyć prosto i zarazem z pewną rezerwą. Z jednej strony autor opisuje nam uczucia Dawida względem Kaśki w sposób, powiedziałabym niemal poetycki, ukazując nam dziewczynę jak lalkę, posąg służący jedynie do podziwiania z daleka, by chwilę później wyklinać ją i jej zachowanie bezceremonialnie. Czytelnik momentami ma wrażenie, że nie nadąża za głównym bohaterem, z drugiej jednak strony po części rozumie motywy jego działania. Z kolei opis zachowania dziewczyny bardzo przypomina mi ten, jakim charakteryzują się właśnie nastolatki w podobnym wieku. To trudne do odtworzenia w powieści, biorąc pod uwagę to, że całość została napisana przez dorosłego mężczyznę, a sama narracja również prowadzona jest przez dziesięć lat starszego od bohaterki faceta. Siadam na ziemi i zapalam papierosa, który smakuje jak czyjeś prochy prosto z urny. Jak pierwszy papieros po przebudzeniu. I choć sama kreacja zarówno postaci, jak i styl, sposób prowadzenia narracji oraz nawiązania do kultury popularnej są naprawdę dobre i będę się tego trzymać, tak nie omieszkam nawiązać do tej najważniejszej tutaj relacji międzyludzkiej, relacji między dwudziestopięciolatkiem a piętnastoletnią dziewczyną. Nie da się ukryć, że pierwsze co może nam przyjść na myśl to „Lolita” Nabokova, choć to błędne zakładać, że pod względem romantyzmu są one do siebie podobne. W Zrób mi jakąś krzywdę nie ma tej stricte erotyki, która ukazana jest w powieści Rosjanina. Niemniej jednak samo to, że została tu opisana relacja romantyczna, nielegalna, zakazana, lecz zarazem niewinna budzi we mnie niesmak, który pewnie na długo ze mną pozostanie. Podsumowując, nie uważam, żeby to była dobra lektura dla każdego. Choć czyta się ją dosyć szybko, co zadziwia ze względu na sam sposób narracji, to podjęty tutaj temat może mocno zniechęcić niektóre osoby. W takim przypadku uczulam, by po nią nie sięgać. Spotkałam się z opiniami, że ten debiut jest najgorszą książką Jakuba Żulczyka. Być może tak jest. Skoro jednak mnie zachęciła do czytania pozostałych pozycji pisarza, wyobrażam sobie, że przy następnym spotkaniu będzie jeszcze lepiej i będę śmiało mogła dołączyć autora do mojej prywatnej listy najlepszych rodzimych pisarzy.

Ocena: 4+/6
©Marionetka Literacka
O Jakubie Żulczyku słyszałam już wiele wcześniej wiele dobrego, na tyle dobrego, że uległam namowom znajomej i wzięłam się za czytanie. Co z tego wynikło?

SKRZYWDŹ MNIE KOCHANY

Dawid to student prestiżowego kierunku, jakim jest prawo. Niemal u progu swojej kariery, z zaplanowaną przyszłością, zaplanowaną dziewczyną i zaplanowanym kredytem. Jego sytuacja zmienia się jednak o całe 90 stopni, gdy na pewnej imprezie poznaje młodziutką fanatyczkę gier komputerowych, którą porywa. Tak, dobrze przeczytaliście. Porywa, uprowadza. I całkiem przypadkowo zmienia przy okazji scenariusz swojej przyszłości.

Zrób mi jakąś krzywdę to książka, którą ciężko opisać w kilku słowach. W kilkunastu czy kilkudziesięciu w sumie też. Chyba przede wszystkim wynika to z faktu, że sama niekoniecznie wiem, co sądzę o tej powieści i mam w stosunku do niej bardzo mieszane uczucia.

Było miło. Jak sobie tak pomyślę, to rzeczywiście było miło. Przez kilka głupich, przezroczystych, podartych już teraz na kawałeczki jak nieważne dokumenty, momentów. Chwil-paragonów. Przez chwilę rzeczywiście było miło.

Zacznę może od tego, że fabuła jest specyficzna. Oryginalna, dość niespotykana. A styl pisarski jeszcze bardziej niespotykany, jeśli to w ogóle możliwe. Agresywny, mocny, pełny ironii i cynizmu. Wypełniony skojarzeniami, porównaniami wraz z całkiem dużą dozą wulgaryzmów. Z mnóstwem językowych smaczków, neologizmów i najogólniej mówiąc – dowodów zabawy językiem. I choć z jednej strony bardzo mi się to podobało, to z drugiej – zdecydowanie utrudniało mi czytanie. Fabuła ze względu na swoją specyfikę wymagała dużej ilości skupienia, dużej ilości zrozumienia. Ja się w niej chwilami nieco gubiłam – brakowało mi psychologicznej części, którą tak bardzo cenię w książkach. Motywów i przyczyn zachowania, jakiegoś wyjaśnienia, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Bohaterów również niekoniecznie polubiłam. Wydawali mi się dziwni, inni. I przede wszystkim – zagubieni. Zagubieni w rzeczywistości, zagubieni w sobie, zagubieni w tym, kim naprawdę są, a kim chcieliby być, a kim w ogóle powinni być. Nie wiadomo, które z nich bardziej – czy młodociana fanatyczka gier czy on – starszy i nieco bardziej doświadczony życiem przyszły prawnik. Pomimo małej objętości, ciężko było mi dokończyć książkę. I tak doszliśmy razem z Kubą do jednego wniosku – chyba nie jesteśmy dla siebie stworzeni. Tak, Żulczyk nie jest dla mnie i nie wiem, czy kiedyś będzie, może w innym momencie, może w innych okolicznościach.

Zrób mi jakąś krzywdę to niebanalna opowieść o dwójce całkiem młodych i całkiem mocno zagubionych ludzi. Na pewno nieschematyczna, na pewno nie przewidywalna, na pewno nieprzeciętna.

Ocena: 3+/6
©Caroline Livre
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć