ebook Laleczki skazańców. Życie z karą śmierci
3.63 / 5.00 (liczba ocen: 561)

Laleczki skazańców. Życie z karą śmierci
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - polecana oferta: 23.02
prv#Mozna sie spoznic
29.90 złpremium: 17.94 zł Lub 17.94 zł
23.02 zł Lub 20.72 zł
29.90 zł
29.90 zł Lub 25.42 zł
21.53 zł
22.27 zł
25.42 zł
26.91 zł
26.91 zł
26.91 zł
27.00 zł
29.90 zł
29.90 zł
29.90 zł
30.90 zł z kodem: 20.90 zł
Inne proponowane

Fascynująca i zarazem przerażająca opowieść o tym, jak działa amerykański system prawny i jak wiele emocji budzi kara śmierci w pozornie Zjednoczonych Stanach Ameryki. „…wciągająca książka, czasem dowcipna, niekiedy mrożąca krew w żyłach, a przede wszystkim doskonale napisana” – Jellie Brouwer, Radio Kunststof

Stany Zjednoczone, rok 1998. W planie dwadzieścia egzekucji, jedna co 18 dni. Rok 1999. Trzydzieści pięć egzekucji, jedna co 10 dni. Rok później jedna co 9 dni. Obecnie kara śmierci może być zasądzona w 31 z 50 stanów USA. Zastrzyk trucizny, krzesło elektryczne, komora gazowa, powieszenie, rozstrzelanie. Rodziny oglądające egzekucję przez szybę, relacje w prasie, opis ostatniego posiłku podany do wiadomości publicznej. Pod więzieniem ramię w ramię stoją przeciwnicy kary i jej zwolennicy. Ci drudzy, przy akompaniamencie zespołu country, w piknikowej atmosferze popijają piwo i wręczają dzieciom papierowe chorągiewki z hasłami popierającymi karę śmierci.
Holenderska reporterka Linda Polman opisuje skomplikowaną sytuację teksańskich skazańców na tle amerykańskiego systemu karnego. Rozmawia z kobietami, które zdecydowały się na małżeństwa z osadzonymi w celach śmierci, z lewicowymi aktywistami walczącymi z niehumanitarnym systemem sądowniczym, z pastorami przymykającymi oko na brutalne metody rozstrzygania prawa, z kolekcjonerami „murderabiliów” z całego świata, a przede wszystkim z samymi więźniami, dla których kara śmierci jest często wybawieniem od trudnej codzienności więzienia.

„Polman opisuje kobiety i ich partnerów kryminalistów z ogromną empatią i bez cienia sarkazmu. Z autentyczną troską i zrozumieniem kreśli poruszający portret zamkniętego świata pozbawionego nadziei” – „Elsevier”

„Polman łączy w swoim pisaniu solidne dziennikarstwo śledcze z niezwykłą umiejętnością przedstawiania intymnych portretów ludzi, których spotkała tragedia […]. Wspaniała książka” – „De Correspondent”

„Linda Polman zagląda w zakamarki dusz i serc kobiet wiążących się z więźniami skazanymi na śmierć. Od tej książki nie można się oderwać” – „De Telegraaf”

Laleczki skazańców. Życie z karą śmierci od Linda Polman możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Póki śmierć ich nie rozłączy

Piękna i Bestia była pierwszą książką, po którą sięgnęłam w bibliotece. Była to też pierwsza książka, którą przeczytałam z własnej nieprzymuszonej woli. Przeczytałam – warto dodać – w jeden dzień, tak mną zawładnęła. Oczywiście z lektury zapamiętałam niewiele, pamiętam natomiast towarzyszące jej uczucie euforii i wzniosłości. Kiedy jednak przestajemy być dziećmi i stajemy się dorosłymi, wiele rzeczy zmienia się razem z nami. Ulubiona guma do żucia traci smak, chipsy stają się niezdrowe, a „Piękna i bestia” przeistacza się w maniakalną opowieść, która prędzej mogłaby się stać koszmarem z najdziwniejszych snów, niż piękną opowieścią o miłości.

Przypomnijcie sobie tę bajkę: ojciec pięknej Belli zostaje uwięziony w strasznym zamczysku, zamieszkiwanym przez Bestię. Odważna dziewczyna wybiera się w te straszne strony z zamiarem uwolnienia taty. Stanie się tak, ale tylko pod jednym warunkiem – w zamku zamiast starego ojca, uwięziona zostanie ona. Choć najpierw przerażona z czasem Bella zakochuje się w swoim oprawcy, co dziś nazwalibyśmy „syndromem sztokholmskim”. To tylko ludowa baśń, ale jak wiemy z autopsji, historia lubi się powtarzać, a podobne sytuacje zdarzają się do dziś.

Czy wiecie kim są „laleczki skazańców”?

W 1998 roku planowano wykonać jedną egzekucję co osiemnaście dni. W 1999 roku – jedną co dziesięć dni. Zaledwie rok później – jedną co dziewięć dni.

Życie z karą śmierci ma smak utraconej wolności. Z czasem zapomina się wszystko – smak ulubionej potrawy, zapach kobiecych perfum czy śpiew ptaka o poranku. Życie przestaje istnieć i jest tylko oczekiwanie – na wyrok, na ostateczny koniec. Obecnie jedynie 19 z 50 stanów nie uznaje kary śmierci. Pozostałe ją uznają, ale nie zawsze wykonują. W niektórych z nich skazanie na śmierć tożsame jest z dożywociem. Najbardziej rygorystyczny pod tym względem, jak się domyślamy, jest oczywiście Teksas. Choć obecnie egzekucje nie są już tak spektakularne, jak w poprzednich stuleciach, wciąż jeszcze wzbudzają wiele emocji. W oczekiwaniu na wykonanie wyroku jedni protestują i skandują pacyfistyczne hasła, drudzy w otoczce zespołu country popijają piwo, wrzeszczą, że popierają karę śmierci i głośno komentują ostatni posiłek skazanego, opisywany w lokalnej gazecie. Kara śmierci – adorowana w religijnym kręgu, gdzie wciąż wierzy się w surowego, starotestamentowego Boga, który karze grzeszników i potępiana w opresyjnym społeczeństwie.

Nawet osoby z drugiego krańca ziemi są w stanie poświęcić część swojego życia, by zapewnić skazańcom nadzieję na lepsze jutro. Te osoby – najczęściej kobiety z Europy – silnie sprzeciwiające się „średniowiecznemu” prawu kary śmierci pragną wierzyć, że nie wszyscy skazańcy są winni. Wybierają jednego z nich i rozpoczynają z nim korespondencję listowną. Na początku nieśmiało wypełniają trochę czasu skazańca i starają się go pocieszyć, później co raz odważniej przesyłają mu pieniądze, szukają adwokatów, organizują zbiórki, piszą odwołania do sądów, aż w końcu wychodzą za całkiem obcego im człowieka, by przynieść mu pocieszenie. Choć uważa się, że to choroba, one nie widzą w swoim zachowaniu nic dziwnego. Jak tłumaczą, chcą poczuć się dla kogoś kimś najważniejszym na świecie – i tym kimś się stają właśnie dla więźniów, którym nie pozostała nawet nadzieja. Chcą też zbawić niewielki skrawek świata, uczynić go lepszym, ocalić jedną niewinną duszę. Jak wiemy, wielokrotnie powtarzane kłamstwo w końcu staje się prawdą. I one chcą w to wierzyć. Najczęściej już u schyłku życia skazańca odkrywają, że jednak zawinił.

Linda Polman spotyka się z kobietami, które chcą zostać laleczkami skazańców. Wśród nich poznaje przyjaciółkę i żony największych zwyrodnialców. Zbrodnie przez nich dokonane przerastają ludzkie wyobrażenie. Jeden z nich zabił swoich rodziców, a następnie podpalił dom, by zatrzeć ślady. Inny zabił i zgwałcił siedemdziesięcioletnią staruszkę. Była też kobieta skazana na śmierć, która w odurzeniu narkotykowym zadała koledze i jego dziewczynie kilkanaście ciosów siekierą.

Po co to robią? Czy Teksas ma naprawdę tak surowe prawo i do celi śmierci można trafić nawet za niewinność? Jak osądza się skazanych? Czy egzekucje są na pewno humanitarne? Na wiele z tych pytań można odpowiedzieć zarówno przecząco, jak i twierdząco. Amerykański więzień czekający w celi śmierci (w której może przebywać nawet lata) jest tylko kolejnym numerem, którego trzeba się pozbyć. Jednocześnie sposoby egzekucji pozostawiają wiele do życzenia. Niejednokrotnie doszło do pomyłki – krzesło elektryczne nie od razu zabiło skazanego a środek, mający zatrzymać akcję serca został wstrzyknięty w mięsień, zamiast w żyłę. Czy o sprawach takich, jak kara śmierci mamy prawo się wypowiadać i decydować o nich? Jak odnaleźć ten złoty środek, by nie dać się zepchnąć skrajnościom prawej i lewej strony?

Ameryka to kraj pełen kontrastów, a reportaż Laleczki skazańców doskonale te kontrasty punktuje. To przerażająca lektura, lecz jednocześnie bardzo ważna w kontekście życia w dzisiejszym świecie. Pozwala odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytania o życie i dobro drugiego człowieka. Kto dał nam prawo do decydowania o nim? A może faktycznie powinniśmy rozwiązywać sprawy na swój sposób? Jakie sekrety skrywają żony i korespondencyjne przyjaciółki skazańców? Jak żyje się ze skazanym na śmierć? O czym można z nim rozmawiać?

Ocena: 5/6
©Jej Wysokość Literatura
Karą śmierci, jako najwyższym wymiarem kary, określa się prawnie egzekwowaną drogę do pozbawienia życia na podstawie decyzji sądu. Według raportu Amnesty International w 2014 roku odnotowano wykonanie egzekucji w 22 krajach (dla porównania w 1995 roku egzekucje wykonywano w 41 krajach). Ze względu na brak moralności w tej praktyce coraz więcej krajów decyduje się na zniesienie kary śmierci.

W USA kara śmierci obowiązuje w 31 stanach z 50. Stosuje się kilka sposobów pozbawiania życia, a wśród nich jest wykorzystanie komory gazowej lub zastrzyk z trucizną. Pierwszej egzekucji za pomocą śmiertelnego zastrzyku dokonano w Ameryce w 1986 roku na Charlesie Brooksie Jr. Do niedawna najczęściej wykorzystywaną metodą uśmiercania było wykorzystanie krzesła elektrycznego, na którym pierwszy skazaniec usiadł w 1890 roku, a wcześniej powieszenie i rozstrzelanie. Na karę śmierci skazywane są osoby, które dopuściły się morderstwa.

William Kemmler był pierwszym skazańcem, który w 1890 roku usiadł na krześle elektrycznym. Z jego głowy unosiły się kłęby dymu. Urzędnik państwowy właśnie oświadczył, że świat obserwuje zwieńczenie dziesięcioletnich badań i wyraz wyższej cywilizacji, kiedy okazało się, że Kemmler jeszcze żyje. Zanim zakończono egzekucję, kilku świadków zemdlało, a inni uciekli.

W Europie jedynym państwem aktualnie wykonującym egzekucje jest Białoruś. Ostatnia egzekucja wykonana była w 2017 roku. W Polsce ostatnią egzekucję wykonano w 1988 roku w więzieniu przy Montelupich w Krakowie. Następnie wprowadzono zawieszenie orzekania i wykonywania kary śmierci, a 1 września 1998 oficjalnie zniesiona została kodeksem karnym z 1997 roku. Karę śmierci zastąpiono dożywotnim pozbawieniem wolności.
Linda Polman w tej książce opisuje trudną sytuację amerykańskich skazańców względem ciężkiego do zaakceptowania dla Europejczyków systemu kar. W brutalną i klaustrofobiczną opowieść o bezwzględnych, chociaż czasem też niewinnych mężczyznach wplata kobiety, będące dla nich często ostatnim promyczkiem nadziei i elementem łączącym ich z rzeczywistością poza murami więzienia w ostatnich latach czy dniach życia.
Czytelnik zostaje wrzucony na głęboką wodę już od pierwszej strony, od pierwszego zdania, i trochę mimowolnie wchodzi w życie tytułowych laleczek, czyli kobiet, które decydują się na nawiązywanie relacji z mężczyznami oczekującymi na karę śmierci. Wydawać by się mogło, że skoro reportaż dotyczy jednego z teksańskich więzień, to kobiety decydujące się na pogłębienie relacji z osadzonymi są z okolicy. Nic bardziej mylnego, kobiety pochodzą z całego świata, a większa część, którą wspomina w tekście autorka, to Europejki – Holenderki, Niemki, Norweżki. Część z nich decyduje się na nawiązanie bliższej znajomości, niektóre decydują się na zawarcie związku małżeńskiego i do końca dni skazanego czuwają przy nim, jednocześnie o niego dbając. Na tak radykalne kroki decydują się nawet kobiety mające mężczyzn u swego boku, posiadające dzieci. W takich sytuacjach często poświęcają swoją rodzinę, poddając przy okazji rodzinne relacje próbie wytrzymałości i akceptacji. Podróżowanie przez ocean na umówione wizyty, utrzymywanie i wpieranie skazanych nie stanowi dla nich większego wyzwania.

Obywatele Huntsville w Teksasie mogli w tym dniu wybierać: uroczyste otwarcie nowej filii supermarketu Brookshire Brothers i skorzystanie z przecen lub egzekucja dwukrotnej morderczyni (zabiła przy użyciu siekiery) Karli Faye Tucker w więzieniu Walls Unit, w centrum wsi dwa kilometry dalej.
Mieszkańcy Huntsville masowo wybrali egzekucję. Wszyscy oprócz Hester. Ona w tym samym dniu, w tym samym Hunstville, poślubiła człowieka skazanego na śmierć.

Długo można zastanawiać się nad motywami, które kierują tymi kobietami, które sprawiają, że są one w stanie porzucić ciepło domowego ogniska na korzyść życia na krawędzi, poddając się przy tym krytyce społeczeństwa i podejrzewam, że też pewnego rodzaju napiętnowaniu przez rodzinę i znajomych. Wydawałoby się też, że autorka nie powinna oceniać swoich rozmówców, tym bardziej, jeżeli próbuje stworzyć obiektywny reportaż nie narzucający czytelnikowi jej punktu widzenia, który w tym przypadku nie ujawnia się w bezpośredni sposób. Polman jest ostrożna w swoich słowach, ale w niektórych zwrotach czy nawet sposobie wypowiedzi da się wyczuć lekko negatywne podejście do tytułowych laleczek, do ich zachowań i tendencji. Ocenia też sam amerykański system karny porównując go do tego, obowiązującego w większości krajów Europy. Jednak bez względu na jej przekonania książka jest niesamowicie prawdziwa w odbiorze i wywołuje spore zamieszanie w głowie czytelnika bez względu na osobiste przekonania.

Jedni eksperci uważają, że kobiety realizują w ten sposób swoje fantazje ocalenia człowieka. Wierzą, że są w stanie zmienić kogoś tak okrutnego i chorego jak seryjny morderca. Inni mówią, że to syndrom matkowania. Kobiety widzą w mordercy dziecko i czują przemożną potrzebę pieszczenia go i chronienia. Nie, to syndrom Pięknej i Bestii, analizuje następna grupa: kobiety podnieca bliskość niebezpieczeństwa, które prawdopodobnie nie sprawi im bólu, ale do końca nie wiadomo. Niektórzy wyjaśnień szukają w psychoanalizie, w zjawisku przeniesienia: kobiety przesiąkają, nasycają się częścią brutalnych mężczyzn, dzięki czemu czują się silniejsze i ożywione. (…) Inne wyjaśnienie psychiatryczne mówi, że kobiety szukają statusu bohaterki: one przeciwko reszcie świata, w zapalczywej walce o życie ukochanego.

Życzę sobie więcej książek tak dobrych i mocnych, które przy okazji wywoływania skrajnych emocji prowokowały do myślenia. To pozycja obowiązkowa dla fanów reportaży i tych z zainteresowaniami kryminalnymi.

Ocena: 5/6
©Rude recenzuje
Linda Polman pisze o karze śmierci, ale przez pryzmat laleczek skazańców – kobiet, które w więźniach się zakochują, które im pomagają, które poświęcają czasami całe swoje życie, by nieść pomoc skazanym. Od pierwszych słów czytelnik zostaje wciągnięty w dany świat, tak obcy i dziwny, że nie mamy prawa poczuć się w nim swobodnie. Od pierwszej strony potrząsamy głową, jesteśmy zdziwieni, w szoku, pytania pojawiają się bez zapowiedzi i kłębią się w głowie. Co te kobiety mają w głowach? Skąd bierze się potrzeba kontaktu z kimś skazanym na śmierć? Czy ja bym tak zrobiła? Czy to miłość? Czy może jakieś inne uczucie? Linda Polman porusza bardzo ciekawy temat, ale dodatkowo robi to w fenomenalny sposób. Jej porównania (np. to, że więzień jest takim tamagotchi dla kobiet), metafory, spostrzeżenia i puenty wbijają w ziemię. Są proste, czyste i bardzo trafne – zostawiają czytelnika z wielkim bałaganem w myślach. Jestem pod olbrzymim wrażeniem, bo nie spodziewałam się tak magnetycznego tekstu.

Linda Polman pisze z jednej strony o karze śmierci, pokazuje jak wygląda to dzisiaj w Stanach, jakie są statystyki, jakie są argumenty zwolenników i przeciwników. O tym, że krzesło elektryczne jest używane już tylko w czterech stanach w Ameryce, nigdzie indziej na świecie (oprócz Filipin). Pisze o wymiarze sprawiedliwości, który sprawiedliwy bardzo często jest tylko z nazwy, i o tym wszystkim, co wpływa na to, że człowiek za kradzież czterech paczek papierosów może dostać dożywocie. To wszystko wystarczyłoby do napisania dobrego reportażu. Ale autorka poszła krok dalej i opisała zjawisko, które nas wszystkich zadziwia. Bo nie powiecie mi, że nie dziwi Was, kiedy dorosła kobieta mieszkająca w Europie, która ma wszystko to, co uznaje się za ułożone życie (męża, dzieci, dom, pracę) nagle wszystko podporządkowuje więźniowi w Teksasie, skazanemu na karę śmierci. Linda Polman rozmawia z tymi kobietami, pyta o to wszystko, o co my też chcielibyśmy zapytać. I o ile niektóre z nich brzmią nawet całkiem logicznie, bo za ich czynami idzie chęć niesienia pomocy, to w zdecydowanej większości ich motywacje są niepokojące (żeby nie napisać przerażające). Między słowami dowiadujemy się również bardzo dużo w ogóle o więziennictwie w Stanach – o warunkach, w jakich więźniowie mieszkają, o ich podejściu do własnej sytuacji, o przemycie w więzieniach, dostępie do Internetu, o tym, że zakochane w więźniach kobiety są większym problemem, niż moglibyśmy przypuszczać.

Jestem pod olbrzymim wrażeniem tego tekstu. Temat jest ważny, ale to jego ujęcie i potraktowanie go przez autorkę zasługują na wielkie uznanie.. Autorka nie ocenia, jedynie relacjonuje – ten pozorny dystans i chłód opisywania wytwarza jeszcze więcej emocji w czytelniku. Bo kiedy autor się oburza, my już nie musimy. Kiedy jednak autor nie robi tego za nas, tylko przedstawia nam fakty, musimy jakoś zareagować.

Ocena: 6/6
©Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć