Dawca Przysięgi. Tom 2
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.63 / 5.00
liczba ocen: 27481
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
41.00 złpremium: 24.60 zł
-39% 24.90 zł
34.29 zł
34.64 zł
34.85 zł
Pozostałe księgarnie
32.48 zł
34.84 zł
34.85 zł
37.00 zł
41.00 zł
Opis:

Dopełnienie trzeciej księgi bestsellerowego cyklu „Archiwum Burzowego Światła”. Na Rosharze trwa wojna. Przebudzeni parshendi – pieśniarze – pod wodzą służących Odium Stopionych wydają się niepowstrzymani. Wieczna Burza nieubłaganie powraca, za każdym razem sprowadzając śmierć i zniszczenie na ludzkie osady…

Dalinar Kholin, udręczony powracającymi wspomnieniami przeszłości i nieżyjącej żony, nie szczędzi wysiłków, by zbudować koalicję ludzkich królestw, odkrywając przy tym swoje moce Kowala Więzi. Jednakże Odium ma wiele sług i wygląda na to, że jest przygotowany na każdą możliwość, a Świetlistym Rycerzom zagraża również tajemnica, która wcześniej doprowadziła do Odstępstwa ich starożytnych poprzedników. 
Elhokar, Adolin, Shallan i Kaladin docierają do Kholinaru. Odkrywają tam, że choć miasto jeszcze nie upadło, ich misja może się okazać o wiele trudniejsza, niż się spodziewali. Ludzie szepczą o mrocznej sile, która opanowała pałac i królową Aesudan, po ulicach zaś wędrują wyznawcy dziwacznego Kultu Chwil. Miasto chroni przed upadkiem jedynie Straż Muru i jej tajemniczy dowódca, marszałek Lazur. 
Tymczasem ostatnia z Parshendich, Venli, zaczyna pojmować, jakie skutki przyniosła jej decyzja, by odnaleźć starożytnych bogów pieśniarzy, i jaki los czeka pieśniarzy pod władzą Odium…

CYTATY:
Czasem hipokryta to po prostu ktoś, kto jest w trakcie przemiany.
Ktoś musi upaść, by inni mogli stać.
Recenzje blogerów
Ponieważ polski wydawca podzielił Dawcę przysięgi Brandona Sandersona na dwie części, musieliśmy czekać aż pięć miesięcy, by poznać całą historię zawartą w tej niezwykłej powieści fantasy. A zatem czy było warto wypatrywać kontynuacji Archiwum Burzowego Światła?

W tym woluminie Dalinar i Navani zdwajają wysiłki, by zbudować silną koalicję władców mającą na celu wspólną obronę przed coraz groźniejszymi parshmenami. Dlatego też próbują przekonać królową Fen, by zgodziła się na otwarcie Bramy w Thaylen, a Kowal Więzi wyposażony w odpowiednie listy i traktaty wyprawia się do Aziru, mając nadzieję na kolejnego sojusznika. Niestety, w tym samym czasie Alethyjczycy tracą kontrolę nad swoją stolicą – Kholinarem, w związku z czym udaje się do niego wyselekcjonowana grupa, która ma rozpoznać sytuację i podjąć odpowiednie działania. Jednak gdy Elhokar, Shallan, Kaladin i Adolin przybywają na miejsce, nie poznają miasta – po ulicach chodzą ludzie należący do świeżo założonego Kultu Chwil przebrani za spreny, pałac z królową i synem króla jest bardzo ściśle pilnowany przez zachowujących się dziwnie strażników, dzielnice są rządzone przez lordów, a jedyna działająca instytucja to Straż Muru z tajemniczym marszałkiem o imieniu Lazur na czele. Brakuje jedzenia, a do miasta są wpuszczani coraz to nowi uciekinierzy z okolicy. Od czasu do czasu zdarzają się ataki latających Stopionych, a wkrótce wszyscy spodziewają się ich całej armii. Czy bohaterom uda się odzyskać kontrolę nad Kholinarem i otworzyć Bramę Przysięgi na czas?

Również parshmeni dostają swój wątek – na pierwszym planie ich opowieści znajduje się Venli, najpierw wykorzystywana jako mówca mający przekonać własnych pobratymców do współpracy z Odium, potem jako ktoś znacznie więcej... Dzięki temu mamy okazję bezpośrednio obserwować poczynania i postępy wojowniczego boga. Dowiadujemy się także, co porabia Szeth – otóż obarczony bardzo gadatliwym i agresywnym mieczem trafia do Zakonu Niebiańskich, gdzie może wreszcie podejmować samodzielne decyzje. Zastanawiałam się, po co ta postać w ogóle wróciła na karty powieści, ale przekonałam się, że autor ma na niego całkiem satysfakcjonujący i przy tym nieco zaskakujący pomysł.

W tym tomie Sanderson udowadnia, że doskonale zdaje sobie sprawę, jak napisać pełnokrwiste heroic fantasy. Każda z pierwszoplanowych postaci odgrywa tu bardzo istotną rolę i napotyka na swojej drodze skomplikowane przeszkody, których pokonanie wymaga nadludzkiego wręcz wysiłku. Widać, jak bardzo od czasów młodości zmienił się Dalinar i że musi zacząć myśleć w zupełnie nowy sposób, krok po kroku odkrywając niezwykłe moce Kowala Więzi. Moim zdaniem od samego początku serii jest on najlepiej prowadzoną postacią, przy okazji też moją ulubioną, a jego działania dostarczyły mi tu ogromnej satysfakcji czytelniczej. Shallan zaś zaczyna gubić własne ja w zbyt wielu wcieleniach, wahając się przy tym pomiędzy Adolinem i Kaladinem, docierając na skraj załamania nerwowego. Krótko mówiąc, widać wyraźnie, że autor starannie zaplanował losy każdej postaci i realizuje swoje pomysły z solidnym przytupem. Zaś finał tej części po prostu zapiera dech w piersi i zawiera kilka iście zadziwiających zwrotów akcji.

Oprócz bohaterów drugim najistotniejszym elementem tej części Archiwum Burzowego Światła są nowe informacje o świecie przedstawionym – poznajemy szczegółowo pięć ideałów Świetlistych Rycerzy, zaczynamy rozumieć, jak funkcjonują Krainy Ducha, Umysłu i Materii, zyskujemy wiedzę o Niestworzonych, Heroldach i bogach, na co czekało zapewne wielu fanów serii. W retrospekcjach Dalinar przypomina sobie, co się stało z jego żoną i ta wiedza odciska na nim ogromne piętno, do tego ciągle słyszy głos „zjednocz ich”. Ja w pewnym momencie zaczęłam po prostu robić sobie notatki, by o niczym nie zapomnieć i w pełni zrozumieć, jak działa to uniwersum. (No i przypomnieć sobie fabułę w 2020 roku, w którym jest planowane wydanie kolejnego tomu tej serii.) Z drugiej strony ten aspekt może przytłoczyć odbiorców, którzy nie mają ochoty dokonywać analizy i syntezy ciekawostek na temat Cosmere. Miałam też wrażenie, że książka spokojnie obyłaby się bez niektórych scen i retrospekcji, szczególnie tych związanych z Kaladinem. I jeżeli miałabym szukać dziury w całym, to zabrakło mi tylko jednego elementu: gry z czytelnikiem w domyślanie się, podobnej do tej z Bohatera Wieków, gdzie poprzez pamiętnik tytułowego herosa można było próbować zgadnąć, kim on jest. Tu zaś cytaty z różnych dzieł przedstawionych na początku każdego rozdziału oraz działania postaci po prostu ujawniają nam krok po kroku kolejne nowinki.

Dawcą Przysięgi II Sanderson udowadnia, że jest mistrzem heroic fantasy, zarówno w zakresie tworzenia wyrazistych, dających się lubić bohaterów, jak i niepowtarzalnych światów przedstawionych z rozwiniętym systemem magii, bezustannie dostarczając czytelnikowi sporych emocji i przełomowych wydarzeń. Stawia konkurencji poprzeczkę tak wysoko, że mało kto będzie w stanie ją przeskoczyć. Jeśli zatem macie ochotę zatopić się w znakomitej, najwyższej próby fantastyce i chcecie poznać odpowiedź na pytanie, jaki jest najważniejszy krok, który może zrobić człowiek, bierzcie się niezwłocznie za lekturę!

Ocena: 5+/6
©Głodna Wyobraźnia
Kiedy skończyłam czytać pierwszą połowę Dawcy przysięgi uznałam, że wydawnictwo podjęło bardzo dobrą decyzję z podzieleniem tej opowieści na dwa tomy. Początkowo byłam do tego sceptycznie nastawiona - dlaczego większa część świata ma poznać zakończenie tej części szybciej ode mnie? - jednak kiedy zakończyłam tom pierwszy nie ciągnęło, mnie od razu do kontynuacji. Ta seria Brandona Sandersona ma to w sobie, że potrzebuję czasu, by przetrawić wszystkie wydarzenia, zmiany postaci i co chwilę dodawane elementy świata. Ten autor ma to do siebie, że jego historie są pełne szczegółów i jestem pewna, że powinnam jeszcze ze dwa razy przeczytać Drogę królów oraz Słowa światłości, by chociaż w jednej trzeciej zrozumieć wszystkie zależności.

Mimo objętości nigdy nie miałam problemów z szybkim przeczytaniem żadnej z części Archiwum burzowego światła. Zajmowało mi to kilka dni, z powodu obowiązków, jednak nie mogłam oderwać się od wszystkich wydarzeń i chciałam wiedzieć, co będzie dalej. I dlaczego. W przypadku drugiego tomu Dawcy przysięgi szybko odkryłam, że podział na połowy miał pewien minus. Osoby, czytające jeden tom po drugiej będą wciąż kontynuowały tę przygodę z impetem. Ja, po kilku miesiącach przerwy od lektury, miałam pewien problem z powrotem do tego świata, z połączeniem rozgrzebanych wątków, przypomnieniem sobie, kim dana postać jest i skąd się wzięła. Pamięć do książek mam naprawdę dobrą, więc złapałam się za głowę z pewną dozą rozpaczy.

Nie ma jednoznacznych zwycięstw. Jedynie takie, w których twoich przyjaciół zginęło mniej niż tamtych.

To, jak Sanderson rozwija wszystkie postaci wciąż mnie szokuje. Zawsze zastanawiało mnie, jak można stworzyć osobę, ot tak, od podstaw. Cały jej życiorys, charakter, wygląd i przy okazji nie gubić się w tym jej życiu. Ten autor robi to wielokrotnie, mając równocześnie zarys całej historii do samego końca. I to niesamowite, jednak widać ten plan w każdym zdaniu. Nauczyłam się już, że nic tutaj nie jest wypowiedziane przypadkiem. Wciąż jestem ogromną fanką Kaladina. Jego osoba jest chyba największym symbolem tego cyklu, podobnie jak Most Czwarty. To, jak zachowuje się w tym tomie Dawcy przysięgi przypomina mi tego Kala, którego pokochałam w Drodze królów i za którym podążałam przez następne tomy. Bo to on jest światłem, uosobieniem dobra. A przynajmniej w moim odczuciu. W mojej pamięci nie zatarł się ani jeden wątek z jego przeszłości. Znam jego losy tak dobrze, jakbym przeżyła to wszystko z nim.

Kolejnym moim faworytem, co nikogo nie zdziwi, jest Dalinar. I on tutaj jest postacią najzwyczajniej w świecie tragiczną. Mógłby razem z Werterem przeżywać cierpienia i czułby się tam niespodziewanie dobrze. A podobno Kaladin jest tym ponurym. Nie przyszłoby mi na myśl, że Sanderson ma aż takie plany w stosunku do niego, chociaż można powiedzieć było to widać od samego początku. Cieszę się, że wyjaśniły się wszelkie kwestie dotyczące jego przeszłości i muszę przyznać, że to naprawdę coś, co mogło człowieka zniszczyć wewnętrznie, chociaż i tak kiedy próbowałam się w Dawcę II wciągnąć często wracałam do tych chwil, gdy Kholin poznał Kaladina i porównywałam go z człowiekiem, którym był kilka lat wcześniej i którym jest obecnie.

Moralność i prawo buduje się na ciałach zabitych.

Nie można też pominąć tutaj Shallan oraz Adolina, gdyż oni również wbili się bardzo mocno we wnętrze mojej głowy. Dziewczyna rozwinęła się tutaj chyba najmocniej, ze wszystkich bohaterów i naprawdę - na burzę - lubię czytać z jej perspektywy. Zwraca ona uwagę na takie szczegóły, których nie zauważyłby Dalinar ani Kaladin. Sanderson doskonale wpasowuje się w każdą z postaci, która obecnie wiedzie prym i ani na chwilę nie wychodzi z roli. Shallan ma bardzo skomplikowane życie wewnętrzne, co uwypukla się jeszcze bardziej i sprawia, że trudno zrozumieć jej wybory i podejście do życia. Mimo to zmierza w dobrym kierunku i nie mogę doczekać się, co wydarzy się w tomie czwartym, na który pewnie kilka lat przyjdzie nam poczekać. Zastanawiałam się, czy w ogóle warto wspominać o Adolinie - ignorując przy tym jego młodszego brata - jednak zyskał w drugim tomie Dawcy przysięgi tak dużo mojej sympatii, że nie mogę sobie tego darować. Zwykle wydawał mi się być po prostu typowym księciem z bajki rodem z opowieści Disneya. Wszystkie wydarzenia, w których brał tutaj udział, zmieniły moje zdanie o nim i uznałam, że to najbardziej honorowy człowiek na kartach tej historii, lepszy nawet od swojego ojca.

Kusi mnie, by wspomnieć o jeszcze jednej postaci, którą bardzo polubiłam. Nie mogę jednak zdradzić ani jej imienia, ani pochodzenia, więc tajemniczo tylko powiem, że podbiła moje serce swoim bardzo specyficznym charakterem, a osoby, które mają już za sobą Rozjemcę będą mogły ją rozpoznać po tym, że posiada bardzo specyficzny przedmiot. Jak już zrozumiecie, o kim mówię to wiedzcie, że uwielbiam i ten duet, jak i każdego z nich z osobna. Sanderson potrafi tworzyć postaci, które są bardzo bliskie temu, co wielbię ponad wszystko.

Czyste ubrania były potrzebne niezależnie od katastrof. Mógł nadejść koniec świata, ale to oznaczało jedynie więcej plam krwi do sprania.

Fabularnie - jak zawsze - Sanderson trzyma poziom. Chociaż miałam problem ze wciągnięciem się w historię, to łatwo jest docenić każdy szczegół tutaj zawarty. Szczególnie podziwiam autora za sceny bitwy, które naprawdę ciężko napisać tak, by równocześnie były spójne i miały sens, ale też przedstawiały chaos, który panuje na polu walki. Nie można zaprzeczyć, że udało się to Sandersonowi co do joty - czułam się tak zagubiona, jakby ktoś rzucił mnie w centrum tych wydarzeń i każdy ruch mógł zagrozić mojemu życiu. Nie obyło się też bez wielu zaskoczeń, co również wpłynęło na długość czytania: przez kilka godzin musiałam sobie w kółko powtarzać co, żeby uwierzyć i przyswoić te zaskakujące informacje.

Nie czuję jednak potrzeby chwytania od razu za kolejną część i dzięki niech będą Wszechmocnemu, że muszę trochę odpocząć i przemyśleć to wszystko, bo te lata czekania na kontynuację by mnie prawdopodobnie zabiły. Może za jakieś trzy zimy będziemy mogli cieszyć się ciągiem dalszym i mam tylko nadzieję, że Sanderson uprzyjemni nam czekanie nowymi opowieściami z Cosmere.

Ocena: 6/6
©Papierowe Miasta
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć