Tatuażysta z Auschwitz
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.37 / 5.00
liczba ocen: 11124
cena polecana: 16.74
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
27.90 złpremium: 16.74 zł
16.74 zł
18.20 zł
18.90 zł
22.89 zł
Pozostałe księgarnie
-31% 15.35 zł
20.93 zł
22.88 zł
23.34 zł
23.36 zł
23.72 zł
24.27 zł
24.83 zł
25.11 zł
25.50 zł
27.90 zł
27.90 zł
Opis:

Książka oparta na faktach. Prawdziwa historia Lalego Sokołowa, który tatuował numery na przedramionach więźniów osadzonych w obozie koncentracyjnym. Milczał przez ponad pół wieku, tuż przed śmiercią zdecydował się zrelacjonować swoje losy. „Tatuażysta z Auschwitz” to opowieść Sokołowa, którą usłyszała i spisała autorka.

Lale Sokołow trafił do obozu w Auschwitz w 1942 roku. Miał wówczas 26 lat, znał kilka języków. Miał tatuować numery na przedramionach przybywających do obozu więźniów. Zadawać im ból i cierpienie, naznaczać na całe życie. Dzięki swoim obowiązkom cieszył się w obozie wyjątkową wolnością, mógł się po nim przemieszczać z większą swobodą niż reszta osadzonych. Wykorzystał to, by pomagać innym. 
O Auschwitz powstało już setki książek. Wspomnienia Lalego wyróżnia niezwykła odwaga i hart ducha głównego bohatera oraz miłość. W kolejce do tatuażysty stanęła pewnego dnia młoda, przerażona dziewczyna – Gita – a Lale zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. To właśnie w obozie po raz pierwszy rozmawiali, flirtowali, wymienili pocałunki. Ich uczucie przetrwało nazistowskie piekło, pobrali się i spędzili razem resztę życia. 
Lale Sokołow zdecydował się opowiedzieć swoją historię dopiero po śmierci Gity. To łamiąca serce, a jednocześnie dodająca otuchy opowieść.

„To literacki dokument o piekle Auschwitz, napisany językiem najszlachetniej powściągliwym, i historia najpiękniejszej miłości, która przezwyciężyła to piekło. Książka, którą warto... Którą trzeba przeczytać” – Janusz Majewski

Recenzje blogerów
Świadectw ogromu bestialstwa, których ofiarami stały się tysiące niewinnych ludzi w niemieckich obozach zagłady, nigdy zbyt dużo. Każda z historii przekazanych następnym pokoleniom przez ocalałych jest dramatyczna, bolesna i heroiczna. Bo nie lada heroizmem jest przetrwać w nieludzkich warunkach, których jedynym wyznacznikiem jest śmierć i cierpienie.

Tytułowy tatuażysta – Lale – trafia do Oświęcimia wraz z setkami innych oszołomionych transportem w bydlęcych wagonach słowackich Żydów. Już przekraczając bramę ze złowieszczym napisem „Arbeit macht frei” podskórnie czuje, że czeka go bardzo trudny czas. Nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, jak trudny… Kiedy kolejny raz obrywa obozową rzeczywistością w twarz (z początku mentalnym ciosem, pozostawiającym rany w psychice, a nie na ciele), postanawia przetrwać to piekło; przeżyć mimo wszystko i wszystkim. Pomaga mu w realizacji tego postanowienia nieopisane szczęście do ludzi oraz znajomość aż pięciu języków obcych, w tym języka niemieckiego, którym włada tak biegle, że naziści z wrodzonym sobie racjonalizmem skwapliwie tę umiejętność wykorzystują. Lale otrzymuje funkcję obozowego tatuażysty, który na każdym jednym przedramieniu nowego więźnia lub więźniarki zostawia ślad na całe życie. Robi to najdelikatniej jak się da, zachowując stabilność ręki nawet wtedy, kiedy „doktor śmierć” Josef Mengele weryfikuje jego pracę z bardzo bliska, a esesmańscy strażnicy dokonują egzekucji na nowo przybyłych.

Lalego ratuje jeszcze jedno – miłość, która od pierwszego wejrzenia uderza w niego, kiedy tatuuje obozowy numer na ręce pięknej, czarnookiej dziewczyny. Mężczyzna postanawia sobie, że dowie się kim ona jest i razem przetrwają piekło, jakie człowiekowi zgotował drugi człowiek. Nie będzie to misja łatwa, niejeden raz będzie nosiła ślady misji samobójczej, ponieważ Lale korzystając z przywilejów przypisanych do jego funkcji i większej swobody poruszania się po terenie obozu, przynosi innym więźniom życiodajne jedzenie i lekarstwa, zdobyte dzięki pomocy polskich budowlańców, pracujących przy rozbudowie obozu. Lale, niczym kot o wielu życiach, ląduje zawsze na czterech łapach i nawet z owianego mrożącą krew sławą bloku 11 wychodzi żywy. Mocno pobity, ale żywy… Cud? Nie. Wyłącznie wdzięczność człowieka, który miał być oprawcą Lalego, a uratował mu życie tak, jak Lale kiedyś jemu.

Tatuażysta z Auschwitz to książka, która przemawia do czytelnika obrazami, niczym najbardziej poruszający film wojenny. To książka, która z reporterskim, a jednocześnie fabularyzowanym zacięciem przedstawia okrucieństwo czasów II Wojny Światowej i swoiste piekło na ziemi, zderzając je z czystymi aktami heroicznego człowieczeństwa.

To w końcu historia o miłości, o uczuciu gorącym i oślepiającym, które nie miało prawa się zdarzyć i które nie miało prawa przetrwać za drutami pod napięciem, jeśli wziąć pod uwagę założenia hitlerowskich katów. A jednak miłość Lalego i Gity nie tylko rozkwitła, ale i wyniosła ich poza bramy obozu, dając im szansę na wspólne życie do ostatnich dni. To historia tak nieprawdopodobna, że kolejne strony pochłaniałam z prędkością światła, nie mogąc uwierzyć, że zdarzyła się w rzeczywistości.

Polecam tę książkę każdemu, bez względu na wiek, poziom znajomości historii czy przekonania. To lektura obowiązkowa dla każdego człowieka, którego groza tamtych czasów utwierdza w przekonaniu, że to co działo się w obozach śmierci nie może już nigdy mieć miejsca. Że nadrzędnym dobrem jest szacunek do różnorodności, a o wartości człowieka nie decyduje to, kim i gdzie się urodził, ale co robi i jaką jest osobą w stosunku do innych.

Bo kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat!

Jestem ogromnie wdzięczna Wydawnictwu Marginesy za to, że wydało tę niesamowitą opowieść, umożliwiając polskim czytelnikom zapoznanie się z kolejną perspektywą uczestnika tragicznych obozowych wydarzeń.

Ocena: 5/6
©Domi Czyta
Tatuażysta z Auschwitz to kolejna cegiełka do ogromnej ilości wspomnień i relacji z piekła obozów koncentracyjnych. Spisana po śmierci Lale’a Sokołowa historia opowiada o jego życiu w obozie, gdzie pracował, tatuujących przybywających w transportach więźniów. Ale Tatuażysta… to też opowieść nieco odmienna, bo pokazuje, że po obozie było życie, i to życie szczęśliwe, w przypadku głównych bohaterów tej powieści. Osoby, które interesują się tematyką obozową i czytają dużo na ten temat, powinny sięgnąć również po powieść Morris – myślę, że się nie zawiedziecie!



Ocena: 5/6
©Kto czyta, żyje podwójnie
Rzadko sięgam po literaturę obozową, ale fakt, że Tatuażysta z Auschwitz jest prozą opartą na faktach, opisującą przeżycia byłego więźnia, za którą stoi wielu zachwyconych czytelników, zachęcił mnie do sięgnięcia po tę powieść.

Po śmierci swojej żony Gity, Lale Sokołow zdecydował się opowiedzieć o swoich przeżyciach w nazistowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau pochodzącej z Nowej Zelandii scenarzystce Heather Morris. Dla Lalego i współwięźniów było to piekło na ziemi, a dla większości ostatni przystanek na ścieżce życia. Wydaje się, że w takim miejscu miłość nie ma szans, przygnieciona panoszącym się wszechogarniającym, dojmującym poczuciem pustki. Pojawiła się Gita Furman. Lale się zakochał. Lale chciał żyć, chciał przeżyć, chciał zestarzeć się z Gitą na wolności. Tatuował więźniów. Tysiące kobiet i mężczyzn.

Przyznam, że wiele myśli kołatało mi się po głowie po przeczytaniu Tatuażysty z Auschwitz. Najbardziej natrętną wcale nie była ta, czy jest to „niesamowita historia miłosna niezwykłego człowieka i apoteoza człowieczeństwa”, ale co sprawiło, że ja tej książki nie przeżyłam tak jak większość czytelników?
Historia człowieka, który przeżył zagładę, cieszył się z każdego kolejnego dnia na ziemi, zgrabnie ubrana w słowa przez Morris, była dla mnie jedynie „letnim” przeżyciem. Nie poczułam trwogi jaka towarzyszyła więźniom, tragizmu ich sytuacji, okrucieństwa katów, za murami więzienia Auschwitz-Birkenau. Nie targały mną emocje jakie powinny zostać wyzwolone. Nie poczułam, że ta historia wydarzyła się naprawdę.

Autorka z pewnością spędziła niesamowity czas w towarzystwie Lalego, podczas wielogodzinnych spotkań, kiedy to przeżywał przeszłość kolejny raz. Ponowne sięgnięcie w głąb pamięci, odgrzebanie wspomnień o traumatycznych przeżyciach, o których zapewne chciałby na zawsze zapomnieć, kosztowało byłego więźnia mnóstwo sił i wymagało wielkiego poświęcenia. Niestety, w moim odczuciu, nie udało się autorce tak sfabularyzować usłyszanych historii, aby były one elektryzujące i ściskające za serce. Nastawiłam się, że ta powieść emocjonalnie mnie przeczołga, zagnieździ się w pamięci i nie da o sobie zapomnieć przez długi czas . Nic z tego...

Ocena:4/6
©Na czytniku
Jeśli budzisz się rano, to znaczy, że jest dobry dzień.

Okładka Tatuażysty z Auschwitz natychmiast przyciągnęła mój wzrok i wiedziałam, że muszę przeczytać tę książkę. Mam za sobą wiele historii obozowych, a także opowieści o tym, jak żyło się w getcie czy jak walczyli powstańcy. Uważam, że choć nie jest to łatwa lektura, należy wiedzieć, jak wyglądał wojenny świat i jacy wtedy byli ludzie. Jakie podejmowali decyzje, co było dla nich ważne, a co bez znaczenia i jak radzili sobie w strasznej rzeczywistości, w której przyszło im żyć. To dla nas lekcja pokory i przypomnienie, do czego zdolni bywają ludzie.

Lale, czyli Ludwik Eisenberg, Żyd ze Słowacji, trafia do Auschwitz w 1942 roku. Wychodzi z domu elegancko ubrany, z walizką troskliwie zapakowaną przez matkę, nie wiedząc, co czeka go w drodze ani na miejscu, do którego zostaje zabrany. Podróż w bydlęcych, przepełnionych wagonach, w smrodzie i o głodzie, nie pozostawia mu złudzeń. Zmierza w kierunku, z którego może nie ujść z życiem.
W obozie trafia mu się niecodzienna "okazja". Zostaje wybrany przez obecnego tatuażystę i przyuczony do wykonywania specjalną maszynką numerów na przedramionach przybyłych do Auschwitz i Birkenau ludzi. Początkowo nie może się pogodzić z tym, co musi robić, ale z czasem dochodzi do wniosku, że jeśli nie on, to będzie to robił ktoś inny. A bycie tatuażystą niesie za sobą pewne przywileje. Dodatkowa porcja jedzenia, osobne lokum, słabsza kontrola nad tym gdzie chodzi i co robi... Wszystko to sprawia, że Lale powoli zaczyna wykorzystywać nowe możliwości. Najpierw dzieli się z kolegami z dawnego bloku dodatkowymi racjami, później nawiązuje kontakt z przychodzącymi do pracy ludźmi zza murów, którzy za zdobywane w "Kanadzie" kosztowności szmuglują dla Lalego jedzenie, które ten sprawiedliwie dzieli między przyjaciół. Jego pokój staje się składzikiem pełnym towarów, za które mógłby w jednej chwili dostać kulkę. Ryzykuje jednak, żeby pomóc przeżyć innym.

Pewnego dnia w jednym z transportów przyjeżdża do obozu Gita, również Słowaczka i Żydówka. Lale nie może oderwać od dziewczyny wzroku. Zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Odnajduje ją później, chcąc poznać i wziąć ją pod swoją opiekę. Obiecuje dziewczynie, że przeżyją to piekło i spędzą razem resztę życia w szczęściu. Takie obietnice jednak należy traktować w obozie ostrożnie. Przecież w każdej chwili może paść strzał, który zakończy życie więźnia. Jednak Gita w końcu poddaje się wizjom Lalego i razem z nim walczy o każdy kolejny dzień. Obserwujemy ostrożne zaloty mężczyzny, flirt i pogłębiające się uczucie. To niesamowite, że wśród tych wszystkich okrucieństw mieli jeszcze siłę, by kochać, tęsknić i marzyć o tym, jak będzie wyglądało ich życie, kiedy w końcu wyjdą z obozu.
Czy Lale będzie mógł szmuglować towary bezpiecznie? Jakie kłopoty spadną na głowy zakochanych? Komu jeszcze zdoła pomóc Lale i kto pomoże jemu, kiedy przyjdzie na niego pora? Jak to się stało, że przedwojenny Ludwik Eisenberg po wojnie został Lalem Sokołowem?
Pytania można mnożyć, bo wspomnień w tej książce jest wiele. I ktoś mógłby zarzucać Lalemu, że kombinował, by ratować własną skórę, ale któż tego wtedy nie robił? On natomiast, oprócz pilnowania siebie samego, robił co mógł, by wspierać innych.

Ocena: 6/6
©Bibliotecznie
To mogłaby być jedna z wielu zwykłych historii miłosnych: poznają się w momencie, kiedy oboje znajdują się w fatalnej sytuacji, mając na głowie masę problemów. On jej mówi, że jest najpiękniejszą dziewczyną na świecie, a ona mu wierzy, chociaż zdaje sobie sprawę, że bynajmniej nie teraz, kiedy wyglądem nie przypomina człowieka, tylko wesz. No właśnie, wesz. Taką, co to musi zginąć pod butami prześladowców, zdeptaną bez godności.
To mogłaby być jedna z wielu miłosnych opowieści, bo przecież dawał jej czekoladki, a nawet udało mu się zerwać dla niej jednego kwiatka. Gdyby chciał, to i diamenty by jej dał.
Mogłaby. Ale nie jest. Bo miejsce, w którym znajdują się Lale i Gita naznaczy nie tylko ich do końca życia, ale odciśnie się piętnem na całej ludzkości. Bowiem historia Lalego i Gity rozpoczyna się w Auschwitz.

Lale jest szczęściarzem, bo zawsze spada na cztery łapy – jak kot. Gita w szczęście nie wierzy, ale zrywa czterolistne koniczynki i daje je esesmanom, żeby uniknąć kary albo dostać dodatkową porcję chleba. Poznają się, kiedy on zbliża igłę do jej skóry, zamierzając naznaczyć ją do końca. Jest Tatowiererem, tatuażystą z Auschwitz.
Początkowo się opierał, bo o ile mężczyzn mógł tatuować, tak nie chciał ranić tych nieskalanych kobiecych ciał. Szybko jednak zrozumiał, że żeby żyć, musi robić wszystko, aby uniknąć śmierci. Słuchać rozkazów, nie patrzeć w oczy, przytakiwać, nie opierać się. Jako dwudziestosześciolatek ma głowę wypełnioną planami i marzeniami. Często myśli o kobietach, które przychodziły do sklepu ojca – o ich zapachu, dotyku, delikatności i ulotności polnych kwiatów. Wszystkie z nich kochał, ale żadna nie zdobyła serca. Udało się to uczynić tylko jednej – łysej Gicie w pasiastym ubraniu.
Kiedy ją poznał, obiecał sobie jedno – że zrobi wszystko, aby ją uratować. A później będą się mogli kochać kiedy i gdzie będą chcieli.

Jako Tatowierer Lale miał uprzywilejowaną pozycję – był chroniony, dostawał dodatkowe racje, jeśli chciał, mógł nawet poprosić o przysługę, licząc się oczywiście z konsekwencjami. Z czasem zaczął robić pożytek z funkcji, jaką obejmował – szmuglował jedzenie dla kolegów z baraku nr 7, obdarowywał Lizę czekoladą i przekupywał innych. Ale jak długo kot może spadać na cztery łapy? Z czasem sprawy zaczęły się komplikować, a Lale przestał być ważny…

Heather Morris została wybrana przez Lalego Sokołowa, by opowiedzieć tą historię i podzielić się nią z całym światem. Bohater – Lale Sokołow – zdecydował się na wydanie książki dopiero po śmierci swojej małżonki, Gity.

Chociaż Tatuażysta z Auschwitz to historia niezwykłej miłości, zrodzonej w miejscu beznadziejnym, brakuje jej nieco na autentyczności. W posłowiu autorka tłumaczy, że głównym wątkiem, na którym się skupiła, była miłość pomiędzy Lalem, a Gitą, bowiem nie chciała dawać czytelnikom kolejnej lekcji historii. Przez to potencjał fantastycznej opowieści nie jest do końca wykorzystany – obrazy obozowych tragedii tylko wzmocniłyby prawidłowy wydźwięk opowieści. Choć przeczytałam jednym tchem, brakowało mi tych elementów, które potwierdzałyby, jak strasznym miejscem było Auschwitz. Niestety te ciężkie dla odbiorcy momenty – egzekucje i kremacje – można policzyć na palcach jednej ręki. Autorka z lekkością opisuje przebieg meczu pomiędzy więźniami a essesmanami, lecz stroni od przekazania odbiorcy traumy głównego bohatera. Tak mała ilość prawdziwych obozowych obrazów sprawia, że miejsce to wydaje się nie być aż takim piekłem, jakim w rzeczywistości jest – Lale z łatwością szmugluje żywność, karmi dziewczyny czekoladą, mężczyznom rozdaje kiełbasę, gra w piłkę, dostaje dokładkę, prosi esesmanów o przysługi, w wolnym czasie uprawia z Gitą seks, a nawet sypie poradami na prawo i lewo, zwracając się do Baretzkiego, z którym nie stroni od żartów i pogawędek. Tak błahe opisanie sytuacji wpływa zdecydowanie na inny odbiór książki. Baretzki, który „zasłynął” niechlubnie jako jeden z najgorszych członków SS w Auschwitz jest tu opisany z dystansem, a nawet pomimo jego gróźb i oddanych z pistoletu strzałów, zdaje się, że postać można polubić. Morris z lekkością pokazuje, że obóz można przetrwać, o ile tylko ma się spryt i szczęście Lalego. Niestety rzeczywistość kształtowała się zgoła inaczej.

Historia Ludwika Eisenberga (tudzież późniejszego Sokołowa) i Gity Furman zapiera dech w piersiach. To niesamowite świadectwo, że miłość można przetrwać nawet w najgorszych warunkach, bo to ona daje nadzieję i oparcie. Bohaterowie tacy jak Lale i Gita pokazują, że ciężko osądzać więźniów, którzy robili wszystko, by przetrwać. Nie sposób dziś postawić się w ich sytuacji i jednoznacznie ocenić ich postępowania. Sama jednak powieści, „Tatuażysta z Auschwitz”, jest według mnie nie do końca wykorzystanym potencjałem. Morris, podobnie jak dowódcy SS, dostała od Lalego diament – wystarczyło go oszlifować, by błyszczał i zachwycał, tymczasem ona przeczyściła go ścierką i pokazała innym. Zachwyca, ale to zależy z której strony się na niego spojrzy. Jest piękny, ale jednak nie w całości.

Ocena: 3/6
©Niebieska Papużka
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć