Koszmary zasną ostatnie
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.74 / 5.00
liczba ocen: 110
Ilość stron (szacowana): 424
ebookpoint#Sonia Draga
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
29.90 złpremium: 17.94 zł
23.92 zł
25.02 zł
25.42 zł
28.31 zł
Pozostałe księgarnie
20.03 zł
20.63 zł
23.91 zł
24.22 zł
26.91 zł
29.90 zł
29.90 zł
29.90 zł
29.90 zł
Opis:

Trzecie spotkanie z dziennikarzem Markiem Benerem i kolejna kryminalna historia, którą czyta się z zapartym tchem. Poszukiwanie chorującego na depresję mężczyzny schodzi na dalszy plan, gdy Bener próbuje rozwikłać zagadkę zaginięcia swojej żony.

Mroźny luty 2017 roku. Podczas śnieżnej zawieruchy Marek Bener rozpoczyna poszukiwania ofiary mobbingu i chorującego na depresję Jana Stemperskiego. Mężczyzna zapewne targnął się na życie, dlatego dziennikarz zamierza szybko odnaleźć jego zwłoki i rozbroić własną, wciąż tykającą bombę problemów. Parę miesięcy wcześniej dostał zdjęcie, które zrujnowało go psychicznie, a teraz trzyma w rękach kolejne. Owładnięty strachem i sparaliżowany niemocą powinien stanąć do walki, której stawką będzie prawda o losie jego zaginionej żony. Ale Bener sam już nie wie, czy – w obliczu nowych faktów – woli poznać tę prawdę, czy śnić wciąż na nowo te same koszmary…

Recenzje blogerów
Luty 2017 roku… mija siedem lat odkąd słuch zaginął po Agacie Bener. Koszmar jej męża – toruńskiego dziennikarza Marka Benera trwa, oplatając go mackami lęku, tęsknoty i bezsilności. Gordyjski węzeł poszlak i tropów zaciska się wokół Benera, a kreator jego postaci – Robert Małecki – w charakterystyczny dla siebie mocny i mroczny sposób prowadzi czytelnika przez zaułki Torunia, aby krok po kroku doprowadzić go w ślad za głównym bohaterem do ostatecznego rozstrzygnięcia tajemnicy zniknięcia Agaty. Pytanie, co stanowi większy koszmar – dochodzenie do prawdy, czy też ona sama?!

Koszmary zasną ostatnie to finałowa część serii kryminalnej, porywającej niczym bystry nurt górskiego potoku od pierwszej do ostatniej strony i to nie tylko dzięki wartkiej akcji, ale przede wszystkim dzięki uwikłaniu głównej postaci w walkę z samym sobą. To swoiste studium człowieka przegranego, wręcz brzydzącego się sobą, wyżywającego się na swoich współpracownikach, który utracił sens życia wraz z zaginięciem ciężarnej małżonki. Nieocenionym wsparciem w najtrudniejszych momentach jest dla Benera ponownie komisarz Leon Brodzki, zapożyczony z cyklu kryminalnego autorstwa Marcela Woźniaka. Ten policyjny wyga jest na posterunku do ostatnich chwil, które okazują się druzgocące dla wielu…

Mylne tropy, potencjalne zdrady, ostateczne bolesne fakty – oto całe odium nieszczęść, z którymi musi zmierzyć się Bener. Nie będzie mu łatwo zmrużyć oka, podobnie jak czytelnikowi, który nie pójdzie spać dopóki nie doczyta tej powieści do końca.

Włącz, drogi czytelniku, płytę zespołu „Dżem”, zanurz się w lekturze kryminałów z Markiem Benerem w roli głównej, począwszy od Najgorsze dopiero nadejdzie, przez Porzuć swój strach aż po „Koszmary zasną ostatnie” i doceń to, jak wspaniałego polskiego autora powieści kryminalnych dają nam Kujawy.

Wierzę, że to nieostatnie spotkanie z doświadczonym przez los dziennikarzem, bo po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój…

Ocena: 6/6
©Domi Czyta
Robert Małecki nie ma ze mną łatwo, ponieważ już po przeczytaniu pierwszej jego książki postawiłam mu wysoko poprzeczkę. Co jednak miałam zrobić, skoro Najgorsze dopiero nadejdzie było naprawdę dobrym kryminalnym debiutem? Później na rynku pojawiła się powieść Porzuć swój strach, która jeszcze bardziej zaostrzyła mój apetyt. No i w końcu przyszedł czas na finał tej historii, czyli Koszmary zasną ostatnie. Tu zaintrygowany czytelnik wreszcie pozna odpowiedzi na wszystkie pytania, włącznie z najważniejszym, spędzającym głównemu bohaterowi, Markowi Benerowi, sen z powiek: gdzie jest Agata?

Żona toruńskiego dziennikarza zaginęła przed laty. Klasyczny przypadek: wyszła z domu i nie wróciła. Początkowo wydaje się, że sprawa jest beznadziejna i nikt nic nie widział ani nie słyszał, jednak prywatne śledztwo Benera przyniosło wreszcie efekty – w Porzuć swój strach samozwańczy detektyw odkrył pewne pozostające do tej pory w ukryciu powiązania, co pozwoliło mu zbliżyć się do prawdy o Agacie. Teraz, gdy ma już trop, będzie nim szedł do samego końca, nie zważając na niebezpieczeństwa. Zresztą Marek Bener od początku był zdeterminowany, wręcz zafiksowany na odnalezieniu ukochanej żony bez względu na konsekwencje. Mężczyzna nie przejmuje się tym, komu podpadnie i jakie brudy jeszcze będzie musiał wyciągnąć na światło dzienne, bo jego życie ma jeden cel, a ten cel to znaleźć Agatę. Żywą. Lub martwą, bo Bener coraz częściej dopuszcza do siebie myśl, że jego żona już nie żyje.

Równolegle do prywatnego śledztwa Marek Bener prowadzi sprawę Jana Stemperskiego. Początkowo rzecz wydaje mu się prosta: Stemperski był ofiarą mobbingu i cierpiał na depresję, dziennikarz uważa więc, że mężczyzna popełnił samobójstwo. Okazuje się jednak, że nie jest to wcale takie oczywiste, a tropy prowadzą do osób, które mogły być zamieszane również w zaginięcie Agaty. Im głębiej Bener grzebie, w tym większe bagno wpada – i sam już nie wie, czy chce się dowiedzieć co stało się z jego żoną, czy śnić wciąż te same koszmarne sny…

Po przeczytaniu całości widać wyraźnie, że Robert Małecki miał od początku pełen obraz powieści, a przynajmniej zaplanował skrupulatnie, jak poprowadzi wątek zaginięcia Agaty Bener. W pierwszym tomie wszystko było mocno niejasne i mogło sprawiać wrażenie nieprzemyślanego, ale po lekturze kolejnych części można prześledzić od tyłu, cofając się w głowie i analizując kolejne ogniwa łańcucha, cały twórczy proces pisarza. Wielkie gratulacje dla autora, ponieważ okazuje się, że wszystko było po coś i stworzyło zamkniętą, dopracowaną całość w finale. To bardzo ważne, a wcale nie tak częste w kryminałach ostatnich lat, gdzie pisarze lubią czasem zostawiać pewne wątki puszczone luźno, by czytelnik dopisał w głowie ich zakończenie. Nie jestem wielką fanką takiego rozwiązania, bo rzadko kiedy wygląda ono na celowe działanie, a często – na pisarskie lenistwo lub nieudolne przykrycie i „wytłumaczenie” powieściowych dziur. Małecki przeszedł mój nieformalny test na piątkę!

Kolejnym ogromnym atutem jest sam Bener. Jeszcze w pierwszym tomie można było mieć wątpliwości czy dziennikarz nie jest z typu tych niezniszczalnych, których to zabiją, a oni potem i tak uciekną, prezentując uśmiech numer 5. Jednak Porzuć swój strach, a później Koszmary zasną ostatnie dobitnie pokazały, że to człowiek zdeterminowany, a przez to gotowy na różne poświęcenia i głupstwa, ale też zbyt gwałtowny, czasem zbyt ostry dla otoczenia, tracący zimną krew i właściwy osąd sytuacji. W trzecim tomie Marek Bener orientuje się, że staje się człowiekiem, jakim nigdy nie chciał być, i próbuje z tym walczyć. Słowem: to bardzo dobrze wykreowana postać, co do której można na chwilę zapomnieć, że jest jedynie kreacją Małeckiego. Kibicowałam dziennikarzowi, bezgłośnie zagrzewałam go do dalszej walki, ale też nieraz miałam ochotę nim potrząsnąć i spytać co, u licha ciężkiego, robi, albo go przytulić. Czułam się po prostu, jakby był moim dobrym znajomym – i chciałam, żeby mu się powiodło.

A czy Robert Małecki przygotował swojemu bohaterowi happy end? Tego Wam nie zdradzę, ale mogę powiedzieć, że i zakończenie jest przemyślane. Z jednej strony żałuję, że to już koniec, z drugiej nie ma co nadmiernie przeciągać i rozmywać historii zaginięcia Agaty. Małecki przebąkuje, że Bener pojawi się jeszcze na kartach książki, więc liczę na to i trzymam za słowo! Mroczna odsłona Torunia bardzo przypadła mi do gustu i mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję do niej wrócić za sprawą Roberta Małeckiego. Śmiało mogę powiedzieć, że dla mnie ten autor to odkrycie ostatnich lat, a jego powieści stawiam na podium rodzimych kryminałów. Bez wahania: polecam!

Ocena: 5+/6
©tanayah czyta
Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Powieść Koszmary zasną ostatnie zamyka fenomenalną i megawciągającą trylogię o dziennikarzu Marku Benerze. Jeśli macie ją w planach, nie zastanawiajcie się dłużej. To książka, od której trudno się oderwać!

Życie Marka Benera – toruńskiego dziennikarza detektywa – do spokojnych na pewno nie należy. Ledwo udało mu się uporać z jedną zagadką, a tu los zsyła kolejną. Tym razem musi odnaleźć zaginionego Jana Stemperskiego, który przed laty padł ofiarą mobbingu. Z pozoru prosta sprawa zaczyna nabierać coraz ciemniejszych barw, a Bener sam już nie wie, komu może ufać, a komu wręcz przeciwnie. Dokąd zaprowadzi go śledztwo?

Oprócz zaginięcia Stemperskiego głowę Benera zaprząta jeszcze jedno bardzo ważne zdarzenie – przed siedmiu laty wyszła z domu i nie wróciła jego ciężarna żona Agata. Dziennikarz czuje, że jest o krok od rozwiązania zagadki i spełnienia danej sobie obietnicy, choć jednocześnie ma wątpliwości, czy faktycznie jest gotowy na poznanie prawdy. Tajemnicze zdjęcia, które ktoś mu przysyła, rujnują go psychicznie i ciągną na samo dno. Nie jest łatwo się pozbierać i znów stanąć do walki… Przed Benerem bezkompromisowa gra o najwyższą stawkę!

Już w dwóch poprzednich powieściach (Najgorsze dopiero nadejdzie oraz Porzuć swój strach) Małecki udowodnił, że zna się na rzeczy. W Koszmarach jednak przeszedł samego siebie i sprawił, że trylogia o Marku Benerze jeszcze długo będzie wywoływać u mnie dreszcze. Ta część jest po prostu doskonała! Idealnie wyważona, dopracowana i tak pochłaniająca myśli, że trudno się z nią rozstać choćby na chwilę. To bardzo ciekawe i niezwykle miłe obserwować, jak autor, którego od początku darzy się sympatią, nie spoczywa na laurach i nie odcina kuponów, tylko coraz bardziej się rozwija, coraz ciężej pracuje. Bo to oznacza, że szanuje i traktuje poważnie swoich czytelników. Dzięki temu możemy potem trzymać w rękach prawdziwy majstersztyk – dojrzały literacko i dopieszczony w każdym szczególe.

Sprawa, której Małecki poświęcił w Koszmarach większość fabuły, to zaginięcie Agaty Bener, której losy chyba wszyscy bez wyjątku śledzą z wypiekami na twarzy. Ponieważ – jak zapewniano – to ostatnia część cyklu z Benerem w roli głównej, wiadomo było, że wszystkie puzzle wskoczą na swoje miejsce. Powiem Wam szczerze, że bardzo się bałam rozwiązania tej zagadki. Wiem z doświadczenia, że jak na coś mocno się nakręcę, moje oczekiwania rosną do niewyobrażalnych rozmiarów i często zdarza się, że przeżywam potem ogromny zawód. W tym jednak przypadku odetchnęłam z ulgą, bo Małecki ani przez chwilę nie dał mi powodów do rozczarowania. Nie tylko wymyślił sensowne i zgrabne zakończenie tej tajemniczej historii, lecz jeszcze po drodze tak splątał wątki, tak się bawił z czytelnikiem w kotka i myszkę, że do końca trudno było przewidzieć, co się stanie. Ostatnie strony faktycznie przynoszą rozwiązanie, ale jednocześnie dają naszej wyobraźni pole do popisu. Czy to faktycznie koniec kryminalnych przygód Benera? Napięcie, jakie wokół Agaty i Marka zbudował Małecki, było dla mnie czasem aż bolesne, ale uwierzcie mi – gra warta jest świeczki!

Ogromną zaletą Koszmarów, obok bardzo wciągającej fabuły, jest ich warstwa psychologiczna. To powieść o samotności, dojmującej tęsknocie, o poszukiwaniu ukojenia, walce z własnymi demonami, o szacunku do drugiego człowieka, upokorzeniu i upodleniu. Z każdą kolejną stroną obserwujemy zmagania Benera z koszmarami, które nie dają o sobie zapomnieć, a wręcz rozbrzmiewają coraz głośniejszymi i mroczniejszymi nutami. Widzimy go w różnych sytuacjach, jesteśmy świadkami wzlotów i bardzo bolesnych upadków, kibicujemy mu, a jednocześnie mamy ochotę porządnie nim potrząsnąć. Przy okazji otwierają nam się oczy na wiele współczesnych problemów, które na co dzień często zamiatamy pod dywan, a które Małecki bezwzględnie nam wytyka, jak choćby sprawa mobbingu, którego ofiarą pada jeden z bohaterów. Ładunek emocjonalny tej powieści jest tak ogromny, że jeszcze długo po odłożeniu jej na półkę trudno się człowiekowi pozbierać.

Zachwyty nad Koszmarami można by jeszcze mnożyć i mnożyć, a i tak nie oddałyby one w pełni wartości tej doskonałej warsztatowo powieści. Najlepiej, jeśli poczujecie na własnej skórze, jak bardzo pociągający i mroczny świat powstał w głowie Roberta Małeckiego. Na okładce wydawca napisał, że to kryminalna pierwsza liga. Ja dodam nawet, że mistrzostwo świata.

Bierzcie i czytajcie! Nie będziecie żałować!

Ocena: 6/6
©SieCzyta
Dziś nie będzie felietonistycznych wstępów. Dzisiaj przeklinam i rwę włosy z głowy. Leczę ślady po paznokciach i usta przygryzane przez kilka godzin. Próbuję opanować złość. Nie, nie złość – wściekłość. Próbuję też opanować drżenie rąk, które suną po klawiaturze w zupełnie przeciwne strony niż bym chciała. Dobrze, że przynajmniej ta łza z oka zniknęła…

Przed chwilą skończyłam czytać Koszmary zasną ostatnie Roberta Małeckiego. Dosłownie kilka minut temu zamknęłam książkę. Ta recenzja powstaje w przypływie tak ogromnych emocji, że musicie wybaczyć każdy błąd, bo nie zamierzam tego tekstu poprawiać w nieskończoność. Dziś przeczytałam, dziś napiszę i dziś to opublikuję.

Na ostatnią część trylogii o Marku Benerze czekałam z niecierpliwością od momentu, w którym przeczytałam Porzuć swój strach. Już wtedy Małecki pokazał, że związanie życia z pisaniem nie było tylko wymysłem, a po prostu dobrym wyborem – szczególnie dla czytelników. Chwaliłam wówczas postać Benera oraz cudownie przemyślaną historię. Pisałam o mapowaniu myśli i sprytnej zabawie z czytelnikiem. Jednak to, co Małecki zaserwował tym razem, przeszło moje oczekiwania i czuję, że dzisiaj to ja zasnę ostatnia, bo to, co podziało się w mojej głowie podczas czytania tej książki, zostanie ze mną na długo.

Marek Bener, redaktor naczelny jednej z toruńskich gazet, po raz kolejny prowadzi śledztwo w sprawie zaginionego mieszkańca miasta. Tych, którzy nie mieli okazji przeczytać poprzednich części trylogii, uspokajam: Małecki tak je skonstruował, że nie musicie nadrabiać (choć ja polecam!). Jednak, jeśli to jest rzeczywiście Wasze pierwsze spotkanie z pisarzem, to musicie wiedzieć, że Bener już tak ma – do rozwiązywania kryminalnych zagadek nadaje się lepiej niż niejeden policjant. Wątkiem łączącym trzy książki jest zaginięcie jego żony i właśnie na nim skupia się autor w Koszmarach….

Żeby była jasność: uważam tę część za ewidentnie najlepszą ze wszystkich. Choć wydawało mi się, że poprzednia była bardzo dobra, to podczas lektury niezmiennie nachodziła mnie myśl, że Małecki dokonał wręcz niebywałego postępu. Tempo, którego nie brakowało wcześniej, teraz narzuciło szalony pęd. O ile w recenzji Porzuć swój strach (KLIK) pisałam o zakończeniu, które wywołuje tachykardię, o tyle tutaj mogę mówić o hiperwentylacji przez co najmniej sto ostatnich stron. Gdyby można było tracić kalorie i spalać tłuszcz poprzez szybkie oddychanie, to po upływie dwóch dni byłabym szczuplejsza o jakieś dziesięć kilogramów! Do tego dochodzi fakt, że dobrze skonstruowane postacie stały się jeszcze lepsze. Nie ukrywam, że kreacja głównego bohatera podobała mi się już wcześniej, jednak teraz miałam wrażenie szczególnie pogłębionego rysu psychologicznego tej postaci. Czułam się bardzo blisko jego tragedii, miotałam się razem z nim, cierpiałam i klęłam na cały świat. A klęłam sporo – nie tylko na losy bohaterów, ale i na samego Małeckiego. Dlaczego? Bo bardzo umiejętnie stosowane przez niego cliffhangery nie pozwalały ugotować obiadu, zająć się dziećmi czy choćby zaparzyć kawy. Zdradzę Wam nawet sekret (bo wierzę, że nikomu o tym nie powiecie): czytając tę książkę miałam w głowie gotowe zakończenie. Jedno, jedyne i absolutnie konieczne. I wiecie co? Autor udowodnił mi, że mieć to ja sobie mogę, ale rządzi tutaj on. Efektem jego rządzenia jest stan, o którym napisałam na początku tej recenzji. Właściwie to ja wszystko rozumiem. Akceptuję, że celem pisarza jest zadziwić, zainteresować, wciągnąć do zabawy, podsuwać tropy, zwodzić. Jest to dla mnie jasne. Ale żeby łza się zakręciła w oku w trakcie czytania kryminału? To chyba jakiś żart, Panie Małecki!

Na koniec powiem Wam jedno: żal mi. Tak strasznie mi żal, że to już koniec! Marek Bener osiągnął swój cel, trylogia to trylogia. Zawsze mówię: jak cykl, to tylko trzyczęściowy, bo potem robi się telenowela. Chyba pierwszy raz miałabym ochotę przeczytać tetralogię… Ale nic to! Małecki jest coraz lepszy, a ja jestem cierpliwa. Poczekam na kolejną jego książkę – nie mam wątpliwości, że mnie nie zawiedzie.

Ocena: 6/6
©Spadło mi z regała
W końcu otrzymaliśmy długo oczekiwane zwieńczenie trylogii Roberta Małeckiego! Myślę, że każdy, kto poznał poprzednie tomy, sięgnie i po ten, by poznać finał poszukiwań głównego bohatera i dowiedzieć się w końcu, gdzie jest Agata! Powieść trzyma w napięciu do samego końca i oferuje nam wszystko to, do czego Małecki zdążył nas przyczaić. Toruńska trylogia to zdecydowanie jedna z najlepszych polskich serii kryminalnych ostatnich lat, a Koszmary zasną ostatnie plasuje Roberta Małeckiego wśród czołówki polskich autorów kryminałów. Brawo!



Ocena: 5/6
©Kto czyta, żyje podwójnie
Recenzja całej trylogii kryminalnej Roberta Małeckiego.

Jej bohaterem jest dziennikarz Marek Brener. Tom pierwszy zaczyna się tak, jak wiele opowieści dziennikarskich. Marek Brener ma właśnie stracić pracę. Druga dekada XXI wieku to czas niezbyt dobry dla lokalnych gazet. Zmniejszają się nakłady, a za tym idą zwolnienia i redukcje. Paradoksalnie to najlepsi i najdrożsi mają kłopoty.
Jednym z ostatnich zadań Brenera ma być reportaż dotyczący spalonego domu. Okazuje się, że zginął tam jego dawny przyjaciel. Jego dziewczyna prosi Brenera o pomoc. I tak zaczyna się wątek kryminalny. A wkrótce dowiadujemy się też, że trzy lata wcześniej – w 2010 roku – zaginęła bez śladu ciężarna żona Brenera. To będzie motyw przewodni całej trylogii.

W drugim tomie powieści Marek Brener jest właścicielem własnej lokalnej gazety. Zdobył też sławę kogoś rozwiązującego zagadki zniknięć ludzi. Zostaje zatrudniony przez lokalnego biznesmena, którego córka zaginęła bez śladu. Z biegiem czasu okazuje się, że sprawa łączy się z zaginięciem jego żony. Brener dowiaduje się też, jaką rolę odegrał w tym jego nieżyjący teść. Zostawił mu wiadomości, które wiele wyjaśniają, ale też stawiają nowe pytania. Akcja wydarzeń drugiego tomu rozgrywa się w roku 2016. Czy Agata – żona Brenera – po tylu latach jeszcze żyje? Przekonana jest o tym jej matka.

Akcja ostatniego tomu rozgrywa się prawie współcześnie. Okazuje się jak wiele osób z otoczenia Brenera w jakiś sposób jest zamieszanych w zniknięcie jego żony. Podobnie jak poprzednio rośnie liczba tajemnic, które dziennikarz musi rozwikłać. Kto jest po jego stronie, a kto sprzyja lokalnej mafii? Co z żoną Brenera? Trzeba przyznać, że akcja poprowadzona jest po mistrzowsku i do samego końca trzyma w napięciu.

Łyżka dziegciu. Po wielu latach poszukiwań żony Marek Brener nie jest w najlepszej formie. Miewa koszmary w rozmaity sposób łączące się z jej zaginięciem i innymi kryminalnymi zagadkami. Chwilami można się zgubić, co jest rzeczywistością, a co nie? Na dodatek przejścia te oraz zmiany miejsc akcji nie są w żaden sposób zaznaczone. Nie wiem, czy taki był zamysł autora, czy to wina osoby pracującej nad składem do druku. Utrudnia to czytanie. Jeśli taki był właśnie zamiar autora, to błąd. Przecież to w końcu jest kryminał, a nie Gra w klasy Cortazara.

Ocena: 5/6
©Autorski przewodnik kulturalny
Koszmary zasną ostatnie, to trzecia, spinająca klamrą, część toruńskiej trylogii z dziennikarzem Markiem Benerem w roli głównej. Robercie Małecki, przesadziłeś! Co Ci Bener zrobił, że tak go przeczołgałeś, przeżułeś i wyplułeś? Mam nadzieję, że tak jak i ja, wybaczy, ponieważ te wszystkie złe rzeczy zrobiłeś w mistrzowski sposób!

Gdzie jest Agata? To pytanie towarzyszy nam od pierwszej części trylogii. Jest ono kluczowe, palące i koniecznie chcemy znać na nie odpowiedź. Jednak Bener ćwiczy naszą cierpliwość, bo w rankingu problemów, z którymi się mierzy, spadło ono z piedestału. Czyżby pogodził się ze stratą żony?

Za oknem ciepła wiosna, a my dostajemy w twarz mroźną, toruńską zimą. Zaginął Jan Stemperski, ofiara mobbingu. Sprawa wydaje się prosta, gdyż patrząc na to z czym się mężczyzna borykał, można przypuszczać, że targnął się na własne życie. Zakończenie poszukiwań z wynikiem pozytywnym podniosłoby morale Benera, który coraz bardziej pogrąża się we frustracji i nijakości. Dodatkowo wisi nad nim nierozwiązana sprawa sprzed lat – zaginięcie Michała Waltera. Tak, sukces bardzo pomógłby dziennikarzowi wskoczyć na właściwe tory.

A przeszłość nie śpi. Przeszłość upomina się o swoje. Koszmary nie dają spokojnie spać. Szarpią, zaczepiają, podburzają, krzyczą!

Z uporaniem się z duchami przeszłości oraz w wywiązywaniu się z obowiązków służbowych pomagają redaktorowi koledzy z pracy. Czy okażą się osobami zaufanymi? Komu w ogóle może Bener wierzyć? Komu ufać? Na kim może polegać? Kto okaże się przyjacielem, a kto wrogiem? Oj, nie ma on łatwego życia. Cały czas poddawany próbom, wciągnięty w niebezpieczną grę, mozolnie brnie do przodu, żeby znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie i móc w końcu spać spokojnie.
Koszmary zasną ostatnie, to książka mroczna, zagmatwana, grzebie w psychice i zmusza do wytężania szarych komórek. Nic nie jest podane jak na tacy. Czy ostatnia kropka postawiona w tej historii da wytchnienie?

Toruńska trylogia ewoluowała. Dobra Najgorsze dopiero nadejdzie zaciekawiła i niemal zmusiła do sięgnięcia po świetną Porzuć swój strach. Po tych dwóch częściach autor nie pozostawia wyboru, trzeba przeczytać Koszmary zasną ostatnie, które są doskonałym finałem toruńskiej trylogii. Zazdroszczę tym, którzy jeszcze nie czytali i „za jednym posiedzeniem” mogą towarzyszyć Benerowi w rozwikłaniu życiowej zagadki i „rozbrojeniu tykającej bomby problemów.” Polecam!

PS Czy tylko ja miałam przed oczami Roberta Małeckiego w roli Benera i Marcela Woźniaka w roli Brodzkiego? Gratuluję obu Panom tak ciekawego i przemyślanego wplecenia we własną historię bohatera występującego w powieściach kolegi po piórze.

Ocena: 5+/6
©Na czytniku
Marek Bener powraca!!! I to w iście mistrzowskim stylu. A to wszystko za sprawą genialnego pióra króla polskiego kryminału – Roberta Małeckiego. Panie Robercie kłaniam się nisko w podzięce, że w nasze ręce trafia kawał solidnej pisarskiej pracy. Trylogia to kryminalny majstersztyk, to perła w koronie, kryminalny klejnot, diament... mógłbym tak bez końca. Powiem jedno Koszmary zasną ostatnie to zwieńczenie dzieła idealnego, jedynego w swoim rodzaju brylantu, dzięki któremu Robert Małecki bryluje na salonach kryminalnych tuzów. Trzecia część trylogii to mieszanka kryminalnego napięcia napinającego żyły i gotującego krew, ale również to mocna dawka humoru. Teraz – tak na świeżo po przeczytaniu książki, pisząc jej recenzję, siedzę i kiwam głową z niedowierzaniem – Jak tak można?!

Tak, jak tak można na czterystu dwudziestu trzech stronach umieścić tak torpedujący ładunek przy którym najsilniejsza bomba termobaryczna to Mały Miki. Książka jest dopracowana do perfekcji, autor zadbał o każdy detal powodując, że ładunek emocjonalny porazi „każde włókno nerwowe” w naszym ciele. Kiedyś ludzie potrzebowali krzemieni do rozpalania ognia, dziś ludzie mają Roberta Małeckiego, którego twórczość rozpala do czerwoności. Kiedyś ludzie mówili, że prawdziwy mężczyzna musi posadzić drzewo, spłodzić syna i zbudować dom, dziś musi sięgnąć po trylogię Małeckiego. Jednak polecam ją również kobietom, które będą miały przyjemność niezapomnianego spotkania ze stu procentowym mężczyzną. Jedno jest pewne Koszmary zasną ostatnie stawia wszystko na ostrzu noża, powoduje, że puls nie będzie zwalniał, a my będziemy czuć „świst tłoczonej pod dużym ciśnieniem krwi”.

Autor pokazał nam swoją mistrzowską, pisarską klasę, dopracowaną do perfekcji, wzniósł się na wyżyny powodując, że Koszmary Małeckiego to jedyna zmora, w którą chcemy brnąć. Książka wciąga na tyle, że wchłonie nas w jedną noc, lecz warto ją sobie dawkować, by móc jak najdłużej cieszyć się jej bogactwem. Jest to zasługą mistrzowskiego talentu budowania i dawkowania napięcia, tworzenia fabuły pełnej nieoczekiwanych zwrotów akcji. Koszmary zasną ostatnie to jeszcze bardziej krwisty i soczysty język, czuć tu twardą rękę autora, którą chętnie bym uścisnął mówiąc: Witaj Mistrzu! Książka poraża napięciem, budowaną fabułą, porusza poczuciem humoru. Robert Małecki poświęca w niej wiele miejsca swojemu rodzinnemu miastu. Dzięki autorowi możemy odbyć niebywały spacer „Po Toruniu” na który wraz z Markiem Benerem zaprasza nas Michał Kadlec. Książka jest również ciekawą i bogatą antologią piosenek zespołu Dżem. Miłośnicy zespołu mogą razem z Benerem wczuć się w bluesowe rytmy Bena Otręby i Jurka Styczyńskiego. Robert Małecki w bardzo inteligentny i empatyczny sposób przekazał również psychologiczny aspekt dylematów ludzi czekających na zaginionych. Na czynniki pierwsze rozkłada wewnętrzne rozterki i kłębiące się w umysłach pytania - czy nadal czekamy, czy jednak jesteśmy już w żałobie? Koszmary zasną ostatnie, są odpowiedzią na te pytania. Jednak nie będę zdradzał Wam jaki jest finał – powiem tylko jedno, że Robert Małecki niczym huragan targał moimi emocjami, wywołując radość, śmiech, poczucie strachu kryminalnej trwogi, ale również płacz. Nie powiem czy były to łzy euforii szczęśliwego zakończenia, czy jednak łzy smutku po utracie bliskiej osoby. Powiem tylko jedno Robert Małecki wciąga i inspiruje na tyle, że w Toruniu powstał pokój zagadek Open The Door. Teraz tylko czekać, aż do drzwi domu Roberta Małeckiego zapuka Brian De Palma.


P.S. Jeśli ktoś z Was w piątek 13 kwietnia jechał autobusem linii 91 z Sosnowca do Bytomia i widział czytającego pasażera, którego facjata wyrażała poczucie kryminalnego lęku po czym parskała śmiechem, to przyznaje się. Tak to byłem ja. Ale to wszystko było zasługą dwieście czterdziestej pierwszej strony Koszmarów.

Ocena: 6/6
©Czyt-NIK
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Robert Małecki tak się starał aby zakończenie trylogii wyszło mu jak najlepiej, aż spieprzył wszystko po całości. Autor w trzecim tomie sprawiał wrażenie jakby nie do końca miał pomysły na zamknięcie rozpoczętych wątków. Rzucał Benerem z miejsca do miejsca, targał nim jak zbitym psem i w końcu bałem się czy rozpędu go przypadkiem nie uśmierci.

    Dobrze, że cykl się zakończył. Mam nadzieję, że autor nie wpadnie na pomysł odkluczenia jakiejś wątkowej furtki?
    Bez polotu, bez pomysłu i bez emocji, które cechowały wcześniejsze tomy benerowego cyklu. Czasem też absurdalnie, jeśli pomyśleć o wątkach związanych z wszechmocnym, prawie bogiem - Szamanem.

    Robercie Małecki, wróć do wcześniejszego poziomu.

    Ocena: 3+/6

Inne proponowane
Warto zerknąć