ebook Ofiara
3.65 / 5.00 (liczba ocen: 1948)

Ofiara
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - polecana oferta: 20.44
26.90 złpremium: 16.14 zł Lub 16.14 zł
21.52 zł Lub 19.37 zł
26.90 zł
26.90 zł Lub 24.21 zł
18.02 zł
20.18 zł
20.44 zł
20.71 zł
21.90 zł
22.85 zł
22.87 zł
24.50 zł
Inne proponowane

Drugi tom serii kryminałów z Erykiem Deryło. Serię wstrząsających zabójstw dokonanych w Lublinie przed Bożym Narodzeniem przerwała policyjna obława. Niestety, nie na długo. W mieście prawdopodobnie pojawił się równie okrutny i przebiegły naśladowca. Nikt nie chce dopuścić do siebie myśli, że popełniono błąd i zabójca pozostał na wolności…

Porwana zostaje kolejna kobieta. Sprawca najwyraźniej chce wciągnąć do swojej upiornej rozgrywki Eryka Deryłę. Impulsywny komisarz nie waha się podjąć wyzwania. Jednocześnie musi zadbać o bezpieczeństwo własnej rodziny. I to bez względu na koszty. Uwikłany w makabryczną grę i zagrożony dyscyplinarną zsyłką, stara się uprzedzić seryjnego mordercę.
Co jest rzeczywistością, a co jedynie makabryczną scenerią?

Ofiara od Max Czornyj możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Z czasem zabliźniają się nawet najgorsze rany.
Marzycie czasem o wygranej w loterii? Nie wiem, czy istnieje ktokolwiek, komu choć raz nie przeszła przez głowę myśl, jakby cudownie było zobaczyć na swoim koncie parę baniek. Niektórzy pewnie sięgnęli wyobraźnią dalej i wydali te wszystkie pieniądze, planując wycieczki, domy, samochody i inne niezbędne do życia wydatki. Powiem Wam, że ja czasami zastanawiam się, co stało się z ludźmi, którym rzeczywiście się udało. Co zrobili z taką gotówką? Czy jeszcze ją mają, czy może skończyli na zupełnym dnie, nie potrafiąc poradzić sobie z nadmiarem szczęścia? Bo szczęście to takie dość ulotne bywa… Dzisiaj jest, a jutro go nie ma.

Snuję te rozważania w kontekście książki, którą skończyłam niedawno czytać. Zastanawiam się, czy odniesiony przez jej autora sukces jest łutem szczęścia, tak zwanym fuksem, czy pierwszym krokiem do kolejnego, większego triumfu. Właściwie to zastanawiałam się nad tym przez czterysta stron, teraz już znam odpowiedź. Nie jest ona jednoznaczna, dlatego przerodzi się w kilkusetznakową recenzję.

Ojcem sukcesu, o którym piszę, jest Max Czornyj – młody wiekiem i pisarskim stażem autor świetnego debiutu, jakim okazał się Grzech. Ni stąd ni zowąd Czornyj wkroczył do panteonu „kryminalistów” z przytupem, detronizując tego czy owego. W moim prywatnym rankingu zajął absolutnie jedno z czołowych miejsc. Miałam wrażenie, że pierwsza część przygód z komisarzem Deryło w tamtym czasie przyćmiła wiele innych naprawdę dobrych kryminałów. Sposób, w jaki zakończył swoją pierwszą książkę, nie pozostawiał wątpliwości co do tego, że kolejna część – Ofiara – będzie dla mnie lekturą obowiązkową. I tu właśnie pojawia się pytanie: czy w przypadku Maxa Czornyja sukces goni sukces, czy może coś, co jest świetne nie może być jeszcze lepsze?

Lublin po wydarzeniach z pierwszej części cyklu niedługo pozostawał bezpiecznym miejscem. Rychło po policyjnej obławie w mieście uaktywnia się zabójca – niezwykle sadystyczny psychopata, który ewidentnie ma prywatny zatarg z komisarzem Deryło. Tak zaczyna się pogoń za przebiegłym mordercą, który kolejne ofiary traktuje z coraz większym okrucieństwem. To okrucieństwo opisywane jest przez autora z niezwykłą pieczołowitością. Kolejne sceny z motywem znęcania się nad porywanymi każdorazowo wywoływały we mnie obrzydzenie i poczucie, że to jest tak brutalne, że aż niemożliwe. Czy to wada? Nie wydaje mi się. Zakładam, że o to autorowi chodziło. Cel osiągnięty.

Niewątpliwie do sukcesów należy zaliczyć również fakt, że Ofiarę czyta się na wdechu. Akcja pędzi na łeb na szyję, nie pozwalając oderwać się od lektury nawet na chwilę. Mimo wszystko zalecam chwilowy przystanek co jakiś czas, bowiem można się w tym wszystkim pogubić, a podczas śledztwa nie jest to wskazane.

Ucieszyło mnie również nieco mocniejsze rozwinięcie wątku Miłosza Tracza – profilera, który na chwilę pojawił się w Grzechu i wzbudził moje zainteresowanie. W najnowszej książce Czornyja mamy go nieco więcej, choć wciąż pozostaje wśród bohaterów trzecioplanowych (trochę zrekompensował mi to profesor Wilewicz).

Jednak wśród tych kilku niewątpliwych atutów powieści pojawiły się dwie rysy, o których muszę wspomnieć. Pierwsza z nich to nagromadzenie bohaterów, którzy niezbyt dużo wnoszą do samej akcji – jak choćby Bicki, który trochę bez sensu pojawia się na komisariacie i właściwie w żaden sposób nie wpływa na to, co się dzieje. Druga rysa to samo śledztwo. Odniosłam wrażenie, że ciężar całej historii został przeniesiony na rodzinę komisarza Deryły i jego wewnętrzne rozterki. Zdecydowanie zabrakło mi tutaj prawdziwego śledztwa.

Zatem, czy Max Czornyj odniósł kolejny sukces? Tak. Napisał bardzo dobrą drugą część serii, której zakończenie jest bardzo obiecujące. Choć w moim mniemaniu nie stworzył historii lepszej niż poprzednia, to jednak póki co jedynym powodem, dla którego czekam na jesień, jest przewidziana premiera kolejnej jego książki.

Ocena: 5/6
©Spadło mi z regała
Max Czornyj lubi wzbudzać strach i po raz kolejny zrobił to w doskonałym stylu. Przed Wami krwawa uczta, której właśnie padłam ofiarą!

Lublin znowu nie może zmrużyć oka. Tuż przed Sylwestrem po raz kolejny zaczynają ginąć ludzie – tym razem nie tylko kobiety, lecz także mężczyźni. Do akcji wkracza niezastąpiony komisarz Eryk Deryło, który jeszcze do końca nie otrząsnął się po niedawnym spotkaniu z wyjątkowo brutalnym Cztery Iksem. Śledztwo nabiera coraz większych rumieńców, gdy okazuje się, że policjant został wplątany w bezwzględną i krwawą grę, w której stawką jest życie nie tylko obcych mu ludzi, lecz także jego najbliższych. Gdy zegar nieubłaganie tyka, nie ma czasu na nieprzemyślane ruchy. Ofiarą może być każdy…

Gdy w sieci pojawiła się zapowiedź kolejnego kryminału Maxa Czornyja, cały blogersko-czytelniczy świat wstrzymał oddech. Jak to zwykle przy drugiej powieści bywa, pojawiły się lekkie obawy, czy aby na pewno autor dał radę, czy przypadkiem nie dopadł go tajemniczy syndrom, który pogrzebał już niejedną szumnie zapowiadającą się literacką karierę. I ja, przyznam szczerze, nieco uległam tej panice i z drżeniem serca zabierałam się za Ofiarę. Już po pierwszych rozdziałach wiedziałam jednak, że i tym razem wszystko poszło dobrze, a na końcu odetchnęłam z prawdziwą ulgą. Okazało się bowiem, że Czornyj nie tylko stanął na wysokości zadania, lecz także zrobił to zdecydowanie lepiej niż przy debiutanckim Grzechu.

Tak jak poprzednio, i tym razem mamy do czynienia z wyjątkowo brutalnym mordercą, który w ciągu zaledwie kilku dni dokonuje tak makabrycznych czynów, że włos się jeży na głowie. Bardzo obrazowe, przerażające i krwawe opisy, które wychodzą spod pióra Czornyja, po raz kolejny udowadniają, że autor ma doskonałą i bardzo bujną wyobraźnię, nad którą jednak po mistrzowsku panuje. Dzięki temu mamy wrażenie, że to, o czym czytamy, dzieje się tuż za rogiem i jest całkiem prawdopodobne, a nie tylko z przesadą wydumane. Z każdą kolejną stroną ogrania nas autentyczny strach, a im bliżej finału, tym napięcie intensywniej rośnie. Co więcej, wcale nie opada wraz z ostatnimi zdaniami… Nie będę się więcej rozpisywać w tej kwestii, bo mogłabym za dużo Wam zdradzić, bądźcie jednak pewni, że po Ofierze Wasz apetyt na prozę Czornyja jeszcze bardziej się zaostrzy.

Głównym bohaterem w obu tomach jest komisarz Eryk Deryło. Po Grzechu niewiele o nim wiedzieliśmy (ja nawet w tej materii czułam spory niedosyt), w Ofierze mamy okazję poznać go lepiej. Wydarzenia, w które wikła go morderca grasujący w Lublinie, pokazują Deryłę z trochę innej perspektywy i nadają mu zdecydowanie bardziej ludzką twarz. To już nie tylko stanowczy i trochę gburowaty policjant, lecz także oddany mąż i ojciec, choć nie zawsze na pierwszy rzut oka to widać, bo wciąż pochłonięty jest pracą i trudno go od niej oderwać. Na pewno jest człowiekiem, na którym można polegać i który jest w stanie poświęcić wiele, by pomieszać szyki bezwzględnemu psychopacie. Gra, którą podejmuje z mordercą, to gra na śmierć i życie, jeszcze bardziej brutalna i przerażająca niż w debiutanckim Grzechu, bo tym razem Deryło prawie namacalnie czuje na plecach oddech śmierci, a wokół obecność tego, który pozostaje nieuchwytny. Nieco więcej dowiadujemy się także o innym policjancie, który po raz kolejny wspólnie z Deryłą bierze udział w śledztwie – aspirancie Brzeskim. Wątek dotyczący jego życia prywatnego ciekawie się rozwija i być może w kolejnej części prawdziwie nas zaskoczy.

To, co sprawia, że powieści Czornyja dobrze i szybko się czyta, to przede wszystkim wciągająca i bardzo dynamiczna akcja, a także forma, w jaką została ubrana. Krótkie, acz treściwe rozdziały, podobnie krótkie, a jednocześnie wiele mówiące zdania oraz zgrabnie rozpisane dialogi nadają opowieści wartki rytm i nie pozwalają się nudzić. Kartki właściwie same się przewracają i ani się człowiek obejrzy, a już ma za sobą ponad czterysta stron. Całości dopełnia mroczna i intrygująca okładka, w pełni oddająca klimat powieści.

Jaki będzie kolejny kryminał Maxa Czornyja, dowiemy się już jesienią, bo w przygotowaniu jest trzeci tom perypetii Deryły zatytułowany Pokuta. Spodziewam się prawdziwych fajerwerków, bo widać, że autor z każdą powieścią coraz bardziej się rozwija oraz dostarcza czytelnikom niemałych i wciąż zaskakujących emocji.

Ocena: 6/6
©SieCzyta
Misterium Ofiary. 11 minut i 6 sekund.

Max Czornyj po Grzesznym debiucie ofiarował nam jeszcze mocniejszą dawkę zabójczego tempa. Autor już na samym początku wbija w fotel, wywołuje wrzenie emocji, które kipią od nadmiaru tortur, którym poddawana jest jedna z ofiar. Takie wprowadzenie czytelnika w fabułę powieści kryminalnej powoduje, że nie puszcza jej do ostatniej kartki – jest do niej przywiązany niczym ofiara do stalowych prętów.

W oczekiwaniu na Ofiarę, wiedząc już jak smakuje Grzech, sądziłem, że będzie ciężko autorowi przebić się jeszcze wyżej. Jednak niczym osikowym kołkiem pisarz przebija się na wyżyny ludzkiej wytrzymałości, imponując kreatywnością. Krótkie, treściwe rozdziały obleczone w skórę morderczego napięcia powodują, że serce najtwardszego i najwybredniejszego czytelnika będzie walić młotem „jak Zygmunt na Wawelu”. Rewelacyjny kryminał, skrojony na miarę mistrza, powodujący, że dłonie zaciskają się kurczowo, a grdyka drga zaciskając pętle strachu na naszej szyi. Muszę przyznać, że jako recenzent tego dzieła, czuję się jego Ofiarą, ponieważ jest to jedna z niewielu książek, której recenzję jest niezmiernie ciężko napisać, by w pełni oddać jej ducha. „A co jeśli dusza jest jedynie wiązką neuronów?”, wówczas wypustki moich neuronów szaleją niczym maklerzy na nowojorskiej giełdzie podczas Czarnego Czwartku w 1929 roku. Lektura Ofiary, powoduje, że przewodzenie impulsów naszych emocji wywołuje dreszcze na całym ciele, które wystawione jest na największą próbę wytrzymałości. Książka budzi w nas wiele emocji, pozwala zadać pytanie, gdzie leży granica bestialstwa człowieka wobec człowieka? Jak daleko oprawca może się posunąć, by zaspokoić swoje pożądanie maniaka władzy i mocy. Max Czornyj przytacza prawdziwą historię Richarda Ramireza – Nocnego Prześladowcy, który bestialsko zamordował czternaście osób, a niektóre z nich gwałcił. Wiek ofiar nie stanowił dla niego żadnej bariery, bowiem najmłodsza miała dziewięć a najstarsza siedemdziesiąt dziewięć lat.

Wracając do książki jak i samego autora, muszę przyznać, że Max Czornyj zaimponował kreatywnością oraz niebywałą perfekcją podkręcania emocji stawiając je na ostrzu noża. Brutalne opisy sadystycznego oprawcy pozwalają umieścić Maxa Czornyja na liście czołowych twórców gatunku. Należy autora pochwalić za styl, pomysłowość, podkręcanie napięcia na każdej stronie, prowadząc czytelnika w stronę mrocznej otchłani, gdzie czeka nas Pokuta, w której komisarz Deryło powróci tej jesieni. Dla miłośników twórczości Pana Maxa nie będzie ona karą za grzechy połączoną żalem i skruchą, lecz będzie ona zapewne dopełnieniem doskonałej twórczości autora.

Ocena: 6/6
©Czyt-NIK
Jeśli wpadnie Wam w ręce Ofiara (entuzjaści mrocznych historii na pewno zwrócą uwagę na okładkę, która przyciąga wzrok), a nie znacie jej autora, to odłóżcie ją na chwilę na bok i sięgnijcie najpierw po Grzech. Ofiara jest drugą z serii z Komisarzem Erykiem Deryło i bez znajomości wcześniejszej części nie wkręcicie się w meandry śledztwa, zwłaszcza na początku.

Po lekturze Grzechu miałam dwa zarzuty. Jeden dotyczył dosyć pobieżnie pokazanego miejsca, w którym toczy się akcja, czyli miasta. Miałam wrażenie, że niewiele ponad nazwę wiązało go z fabułą. Drugi dotyczył zbyt płytkiego potraktowania niekryminalnej otoczki. A co przyniosła Ofiara? Czy autor poprawił swoje notowania?
Tak! Lepiej poznałam Lublin i dokładnie wiedziałam gdzie się znajduję. Poza tym więcej dowiedziałam się o bohaterach. Czy było brutalnie? Było, ale nie aż tak i objętość okrucieństwa nie była jak piwo, a cała reszta jak pianka na dwa palce. Dostałam mocny drink, który solidnie „kopie”.

Ofiara, to pokrętna gra, w której jedna osoba rozdaje karty, a pozostali uczestnicy muszą się bardzo mocno napocić, żeby jej dorównać. Nic nie jest łatwe, nic nie jest oczywiste. Wszyscy zostali wciągnięci w ten makabryczny taniec. Zakończenie, to klasyczny opad szczęki. Po Grzechu chciałam poznać dalsze losy lubelskiego śledztwa, a po Ofierze wiem, że muszę przeczytać kontynuację.

Druga część serii jest naprawdę dobrze wyważonym kryminałem. Owszem jest mrocznie, strasznie, krwawo, ale otrzymujemy w pakiecie dużo więcej. Lubię, gdy bohaterowie, z którymi spędzam trochę czasu (w sumie niewiele, bo książkę czyta się bardzo szybko), dają się poznać nie tylko jako specjaliści w życiu zawodowym, ale również poza godzinami pracy, w ich życiu prywatnym. Nie zawsze kryminał jest równoznaczny z pędzącą akcją i trzymaniem czytelnika za gardło, ale … w Ofierze tak właśnie jest. Nie ma nudy, jest przykręcanie śrubki i przykucie do fotela grubym łańcuchem, a klucz do kłódki trzyma w garści Cztery Iks.

Żeby nie było tak rewelacyjnie, to mam jedno ale. Dwa „ale” z Grzechu zostały poprawione, to może w Pokucie również się uda. Gdybym miała narysować, a raczej opisać, bo rysować nie potrafię, komisarza Eryka Deryło, to powstałby szkic w bladych odcieniach szarości a chciałabym, żeby to była gruba, wyraźna kreska. Koniec czepiania. Polecam!

Ocena: 5/6
©Na czytniku
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć