ebook Dziesięć poniżej zera
4.23 / 5.00 (liczba ocen: 4506)

Dziesięć poniżej zera
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
E-book - najniższa cena: 21.59
wciąż za drogo?
VIRTUALO#VIRTUALO Urodziny
VIRTUALO#VIRTUALO Urodziny
27.89 złpremium: 17.99 zł Lub 17.99 zł
-15% 25.49 zł Lub 22.94 zł
29.99 zł
29.99 zł Lub 26.99 zł
21.59 zł 20% rabatu
25.49 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (7)

„– Tutaj – powiedział, naciskając nieco powyżej mojego serca – tutaj masz dziesięć poniżej zera. I jesteś bliższa śmierci niż ja”.
Nazywam się Parker. Moje ciało jest oszpecone bliznami, pamiątkami ataku, którego nie pamiętam. I nie chcę pamiętać. Wolę obserwować życie, niż go doświadczać.
Ludzie dookoła śmieją się, całują, rozmawiają – a ja jestem sama, w kącie, obserwując, jak żyją. Nie zależy mi na nikim i niczym. Czuję tylko jedną emocję. To irytacja. I czuję ją bardzo często.

Jeden SMS wysłany pod niewłaściwy numer okazał się moją zgubą.
Ma na imię Everett i jest wrednym, natrętnym, aroganckim facetem, który narusza moją osobistą przestrzeń. A co najgorsze: sprawia, że znów coś czuję.
Zawsze jest ubrany na czarno, jak gdyby wybierał się na pogrzeb. Pewnie dlatego, że tak jest. Everett umiera. Z tego powodu chce spędzić ostatnie chwile swojego życia żyjąc, naprawdę żyjąc. I zmusza mnie do tego samego. Abym zmierzyła się z demonami, które zdusiłam głęboko w sobie. Rani mnie, pomaga mi, uzupełnia mnie. Umiera.

Dziesięć poniżej zera od Whitney Barbetti możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Uczucia są jak kawałek ciasta; na początku super, ale jak zjesz za dużo, to cię zemdli.
Dziewięć słów. Dwa zdania. I początek mojego nowego życia. Ale tego jeszcze wtedy nie wiedziałam.

Parker nie jest typową dziewczyną. Izoluje się od wszystkich, nie interesuje się imprezami, woli obserwować ludzi, niż przebywać pośród nich. Żyje w całkowitym odrętwieniu, bo przecież uczucia i nadzieje przynoszą zawsze ból oraz rozczarowanie. Jedyną emocją obecną na co dzień jest irytacja, jednak kobieta nie zawsze taka była. Jej młodzieńczą beztroskę, spontaniczność i radość zniszczyło pewne traumatyczne wydarzenie, po którym ślad może ujrzeć każdy. O tyle, o ile bliznę na ręku można zakryć długim rękawem, zeszpeconego policzka nie zamaskuje nic. Jako osoba stale wędrująca w dziecięcych latach po kolejnych rodzinach zastępczych, nigdy nie zaznała miłości ani akceptacji. Ktoś, kogo nie nauczono okazywania uczuć, nie jest w stanie prawidłowo funkcjonować w społeczeństwie. Dołóżmy do tego traumę, brzydką szramę na twarzy, która wzbudza zainteresowanie obcych, a nawet obrzydzenie i nagle rozumiemy doskonale, dlaczego Parker całkowicie wycofała się z życia towarzyskiego.

Od zawsze unikałam potencjalnie niebezpiecznych sytuacji. Jeśli istniała choć szansa na to, że coś mi się nie spodoba, wolałam nie podejmować ryzyka. I uwielbiałam to odrętwienie, naprawdę. Miałam wszytko gdzieś. Nic do mnie nie dochodziło. Nie musiało.

Kobieta mieszka z dwiema lokatorkami, które są jedynymi osobami, od jakich otrzymuje wiadomości telefoniczne. Wykorzystują ją, traktują jak szofera, który odbiera je z kolejnych imprez. Tym większe jest zdziwienie Parker, gdy otrzymuje SMSa od nieznanego z propozycją spotkania. Wbrew sobie postanawia umówić się z tajemniczym mężczyzną. Na miejscu szybko dochodzi do wniosku, że to był poważny błąd. Everett jest irytujący, bezczelny i arogancki, na dodatek wysłane zaproszenie nie było wcale przeznaczone dla niej. Chłopak jednak nie ma zamiaru dać jej spokoju, wręcz wymusza kolejne spotkania. Co ciekawsze, ona mu ulega, mimo iż nikt nie jest w stanie zdenerwować jej jak ubrany na czarno pochmurny kolega, jakaś niewidzialna siła skutecznie przyciąga ją do niego. W momencie, gdy odkrywa jego sekret i dostrzega, że duszę ma zranioną równie mocno jak ona sama, wbrew wszelkim zaprzeczeniom, zaczyna się między nimi rodzić nieszablonowa przyjaźń.

Czy upór, bezczelność i wścibstwo Everetta będą w stanie rozbudzić jakieś emocje w zamrożonym sercu Parker?
Czy zacznie w końcu naprawdę żyć?


Jesteś zimna jak lód. Nie pozwalasz sobie czuć. Nie dbasz o nikogo. Nawet o siebie. (...) Tutaj masz dziesięć poniżej zera. I jesteś bliższa śmierci niż ja.

Obojętność, brak emocji są opcją najłatwiejszą, bezpieczniejszą, uczucia ranią, łamią serce, rozczarowanie obniża samoocenę, odbiera chęć walki.
Czy jednak w takim wypadku człowiek jeszcze żyje?
Jaki sens ma egzystencja pozbawiona wszystkich smutków i radości?
I jak bardzo musiał zostać ktoś zraniony, skoro zrezygnował z tych wszystkich najpiękniejszych przywilejów, jakim są ludzkie przeżycia?

Są takie książki, które zostają w naszym sercu już na zawsze, odmieniają nas, konstruują zupełnie nowy stosunek do siebie i otoczenia. Nie tylko wywołują masę głębokich przemyśleń, ale też skłaniają do natychmiastowego wprowadzenia zmian. Uczą nas doceniać drobnostki, dostrzegać sens istnienia, a przede wszystkim uświadamiają o naszej ulotności, słabości. Dziesięć poniżej zera zdecydowanie do takich pozycji należy.

Autorka niemal od pierwszych stron bombarduje nas intensywną dawką bólu, cierpienia, goryczy, która powala na kolana, miażdży nawet te najbardziej twarde serca. Stopiono poznajemy smutną historię bohaterki, jaka rozrywa duszę na strzępy. Nie sposób się z nią nie utożsamiać, jej oschłość początkowo przeraża, ale gdy odkrywamy przyczynę, doskonale rozumiemy takie podejście. Smutek miesza się z współczuciem po to, by w momencie pojawienia się Everetta, ustąpić miejsca nadziei, że jeszcze nie wszystko stracone.

Niestety dusza chłopaka jest równie mocno pokiereszowana. Pragnie żyć każdą chwilą, czuć jak najwięcej, być bombardowanym emocjami i wrażeniami, ale przyczyna tej zachłanności jest dramatyczna. W momencie, gdy ujawnia całą prawdę o sobie, lekko tląca się iskierka nadziei rozbudzona w naszych sercach, zaczyna powoli gasnąć. Niemal każda strona tej wyjątkowej powieści nasycona jest cierpieniem, które nas przerasta, wypełnia każdy skrawek naszego ciała. To zdecydowanie pozycja, która angażuje niezwykle silnie, przeżywa się ją całym sobą.

Znasz ten moment, gdy chcesz zatrzymać czas, tuż przed tym, zanim wszystko się rozpadnie? Straszną rzeczą jest to, że nigdy nie wiesz, kiedy ten moment nastąpi. Patrzysz na to wstecz i chciałbyś zapamiętać więcej. Ale nie wiesz, że twój świat właśnie ma się przechylić na swojej osi.

W czasie lektury wielokrotnie zastanawiam się, jakbym postąpiła na miejscu bohaterów, czy byłabym w stanie podjąć słuszną decyzję. Są jednak sytuacje, w których po prostu nie ma jedynych prawidłowych wyborów, wszystko niesie ryzyko, jakie może nas przerosnąć.

Ogromną zaletą tej powieści są genialnie nakreślone postacie. Autorka naszkicowała szczegółowe prawdziwe, wręcz brutalne portrety dwójki niesamowicie, niesprawiedliwie poranionych ludzi. Blizny, które szpecą ich ciała są jedynie wierzchołkiem góry lodowej, bo dusze są poturbowane tak bardzo, że zwykły człowiek nie jest w stanie tego pojąć. Oboje radzą sobie jak mogą z demonami przeszłości, które zdominowały ich życie i wcale nie zamierzają odejść w niepamięć. Dziesięć poniżej zera to poruszająca historia o bezsilności, a dokładniej o stopniowej utracie sił po naprawdę długiej, ciężkiej walce, człowiek bowiem nie jest maszyną. Nikt nie jest w stanie ciągle toczyć swoich bitew, z czasem po prostu się poddajemy.

Nie potrzebuję, by tysiące ludzi wiedziało, że istniałem. Chcę tylko, aby ktoś wiedział, że żyłem.

Język autorki jest przystępny i przyjemny, powieść przepełniają wyjątkowe, pasjonujące dialogi, które nadają jej wyjątkowego klimatu. Perfekcyjnie, sugestywnie opisała wszystkie emocje, namiętne, skrajne, obezwładniające, co ważne namacalne, dosłownie przeszywają nas na wskroś. Czyta się ją z zapartym tchem, kartki przepływają przez ręce, a my nie nadarzamy wycierać kolejnych łez.

Ten świat ma tylko jeden słodki moment, przeznaczony dla nas.

Dziesięć poniżej zera jest przepiękną, głęboką, wyjątkową opowieścią o skrajnych uczuciach, ludzkich lękach, słabościach, demonach przeszłości, bólu, stracie, przemijaniu, ale również o miłości, walce i sensie istnienia. To intensywny emocjonujący koktajl, który zmiażdży wasze serca i dusze, wywoła potok łez, ale także skłoni do głębokich przemyśleń i przypomni, jak cenna jest każda sekunda ludzkiego życia. Trudna tematyka w pełni angażująca czytelnika, postacie które pokochacie, dialogi, jakich długo nie zapomnicie i uczucia, z których nie otrząśniecie się jeszcze długo po lekturze, to wszystko zapewni wam Whitney Barbetti w swojej poruszającej, niesamowitej książce, po którą porostu musicie czym prędzej sięgnąć. Wierzę, że przepadniecie w tej historii równie silnie, jak ja!
Gorąco polecam!

Ocena: 6/6
©Z fascynacją o książkach
Nie cierpię rozczarowań.
Nie lubię sytuacji, gdy w zapowiedziach wydawniczych znajduję książki, na których przeczytanie mam ochotę większą niż na tabliczkę czekolady podczas diety, a które ostatecznie okazują się niczym więcej jak tylko mocno przeciętnym czytadłem.
Nie znoszę się mylić i kończyć z nudną, obarczoną całym stosem wad powieścią.
A ostatnio - niestety! - tak właśnie się stało.

Można być złamanym na wiele sposobów.
Można być martwym i wciąż mieć wyczuwalny puls.
Można umierać, a przy tym próbować odnaleźć w życiu jakiś sens.

Parker przeżyła niczym nieuzasadniony atak. Jej ciało pokryły blizny, a serce skuł lód. Nie chce pamiętać o przeszłości, ale nie chce też angażować się w przyszłość. Życie przecieka jej między palcami, a ona sama nie widzi w tym problemu.
Widzi go za to Everett, który powoli żegna się już ze swoim. Za cel obiera sobie pokaleczoną duszę Parker i ze wszystkich sił próbuje tchnąć w nią choć iskierkę radości. Sprawić, by zechciała żyć; tak naprawdę; pełnią życia.

Ale jego zegar wciąż tyka.
Tik
Tok

Czytam dużo książek. Czasem myślę, że aż za dużo i że właśnie przez to niektóre powieści, które zdobywają rzesze fanów, mnie osobiście nudzą, a czasem nawet i przyprawiają o mdłości do przesady powtarzanymi schematami. Tak też stało się z Dziesięć poniżej zera Whitney Barbetti.
4.3 na Goodreads, 8.52 na Lubimy czytać, a ja nieustannie zastanawiam się "w zasadzie dlaczego?"

Zaczęło się nienajgorzej. Przypadkowy SMS, spotkanie w barze, a gdzieś w tle traumatyczne doświadczenia i śmiertelna choroba. A potem... Potem było niestety coraz gorzej. Nie mogę przyczepić się do stylu pani Barbetti, bo ten w sumie typowy jest dla powieści New Adult (czyli ani nic drażniącego, ani nic wybitnego), ale za to Parker, główna bohaterka... Ach, jakie to nielogiczne i pozbawione rozumu dziewczę! Najpierw nawiązuje znajomość z człowiekiem, który omyłkowo wysyła do niej wiadomość tekstową i niemal w podskokach biegnie na spotkanie z nim w barze (a ponoć ma problemy z zaufaniem!), a później ni z gruszki, ni z pietruszki ląduje z nim w samochodzie (spokojnie, w łóżku też) i odbywa dziwną podróż przez kraj. Niby go nie cierpi (dlaczego? Oto jest pytanie!), ale w żadnym wypadku nie powstrzymuje jej to przed uprawianiem z nim dzikiego seksu przez całą niemal powieść (serio, sceny erotyczne stanowią w zasadzie oś tej historii). Everett jest nieco bardziej, hm, konsekwentny i na pewno o stokroć sympatyczniejszy. Potrafi żartować, przyznać się do błędu i zawsze mówi prawdę. Sceptycznie patrzę na jego misję naprawienia przypadkowo poznanej dziewczyny, ale cóż... To w końcu tylko książka, a gro autorów ma tendencję do fantazjowania. Mogłabym przymknąć na to oko, ale na olbrzymie podobieństwo tej historii do innych, wcześniej poznanych i napisanych, już nie mogę. Przez całą niemal lekturę miałam przedziwne wrażenie, że czytam słabszą i trochę grzeczniejszą wersję Na krawędzi nigdy J. R. Redmerski. Co jakiś czas pojawiały się też wstawki w stylu Wszystkich jasnych miejsc Jennifer Niven, a obietnica żywcem ściągnięta z Jesiennej miłości Nicholasa Sparksa wywołała u mnie pełen niedowierzania atak absurdalnego śmiechu. Czytuję mnóstwo opartych na podobnym temacie (i przez to niezbyt oryginalnych) książek, ale mało co razi mnie tak jak zlepek motywów z kilku innych powieści. Pisanie w mojej ocenie ma być czymś twórczym, a nie - jak to jest w przypadku Whitney Barbetti - odtwórczym.
Tak jak lubię książki wydawane przez Wydawnictwo NieZwykłe, tak tym razem - wyjątkowo - jestem na nie.
Czy więc uważam Dziesięć poniżej zera za dobrą książkę?
Nie.
Zdecydowanie nie.

Dziesięć poniżej zera Whitney Barbetti nie jest książkowym gniotem i istnieje szansa, że spodoba się tym z Was, którzy nie przeczytali jeszcze setek new adultowych powieści i tym, którzy nie poznali większości wykorzystywanych w nich motywów. Jeżeli jednak - tak jak ja - na wyrywki znacie najpopularniejsze schematy i zagrania pisarzy, to lepiej odpuśćcie sobie tę książkę. Może i Was nie znudzi, i nie zirytuje, ale z pewnością niczym też nie zaskoczy.

Ocena: 2+/6
©Półka na książki
Autorka tej książki wykonała kawał dobrej roboty. Muszę przyznać, że potrafi oczarować czytelnika słowem i sprawić, że osoba czytająca powieść po prostu się zatraci, przepadnie jak kamień w wodę w swojej rzeczywistości. Whitney ma tak świetne pióro, że nie da się go nie polubić. Lekkie, przyjemne, wciągające i dopracowane pióro. Nie jest to pierwsza powieść autorki, co zresztą widać po dokładności, dopracowaniu pod każdym względem.
Cieszę się, że pomimo mnóstwa egzemplarzy recenzenckich, zdecydowałam się i na tę lekturę. Jest to opowieść, która na długo pozostanie w moim sercu i kto wie, może jeszcze kiedyś do niej wrócę? A już z pewnością będę ją polecać, bo jest tego warta.
Uważam, że i Wy możecie sięgnąć po tę lekturę ponieważ jest napisana rewelacyjnie, szybko się czyta i zawiera przesłanie, które trzeba odczytać między wierszami. Było to moje pierwsze, cudowne spotkanie z Whitney Barbetti. Wiem również, że nie ostatnie.

Bohaterowie w tej lekturze zostali wykreowani bardzo dobrze, tak jakby były to osoby z naszego otoczenia. Zdaje sobie sprawę z tego, że każdy z ludzi jest na swój sposób okaleczony, ale Parker i Everett wiedzą o tym aż za dobrze. Każde z nich ukrywa swą przeszłość, nie pamięta jej, ale co ważne potrafią w mniejszym lub większym stopniu korzystać z życia. Polubiłam bardzo tę dwójkę i już za nimi tęsknie, bardzo!
Na początek może Everett. To imię jest dla mnie skomplikowane na tyle, że gdy po zamknięciu książki chciałam odtworzyć to imię - miałam z tym problem. Jak dla mnie jest dziwne i skomplikowane. Ale co do jego charakteru, muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Okaleczony nie tylko na ciele, ale i na duszy. Ma swoją tajemnicę, o której wie bardzo mała grupka osób, najbliższych. Wie, że umiera i chce doczekać śmierci korzystając z życia na maksa. Totalnie nie myśląc o szansie ratunku, nie chce powtórki z rozrywki, która miała tragiczne efekty ostatnim razem. Polubiłam tego chłopaka na tyle, że dzień po lekturze odczuwam ból w sercu, ponieważ mi go brakuje.
Co do Parker... Również spotkało ją w życiu wiele nieprzyjemności. Z czego... w ogóle tego nie pamięta, ale ma po tym pamiątkę. Bliznę na ręce i policzku, która szpeci ją do tego stopnia, że zaszywa się w swoim pokoju, rzadko z niego wychodzi i unika życia towarzyskiego. Odsuwa się od życia typowej, młodej kobiety. Ma dwadzieścia jeden lat, całe życie przed nią, a ona jest bez wyrazu. Cieszę się, że trafiła na Everetta, który zaczął ją kształtować i budzić do życia.
Uwielbiam tych bohaterów... I Wy również ich pokochacie!

Relacja tej dwójki jest bardzo specyficzna. Dogryzają sobie, odpychają się, ale i jednocześnie przyciągają. Może powiecie, że to jest chore, ale... bardzo życiowe. Wystarczy spojrzeć na relacje innych ludzi, na pewno znajdziecie kogoś, kto niekoniecznie jest w identycznej sytuacji, ale relacja jest tak bardzo podobna. Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają... A ja uważam, że ta dwójka pasuje do siebie, tylko nie potrafią tego dostrzec. Wiele ich łączy, nieco dzieli, ale nie ma związków idealnych.
Oczywiście w tej książce nie zabraknie scen łóżkowych, ale przyznam, że zostały przedstawione w sposób... dobry? Nie obrzydzają, nie są na siłę. Czuć chemię między bohaterami, mimo, iż sami jej nie chcą zauważyć. Jestem zafascynowana tak trudną relacją, jaką połączyła tych dwoje Whitney, ale składam wielkie gratulacje - bo wyszło to po mistrzowsku.

Przechodząc do fabuły, przyznam, że autorka pokusiła się o trudną tematykę. Jest to temat nie tylko społecznego odrzucenia przez wygląd, ale i śmierci, choroby, przeszłości i wielu innych, które są tak bardzo ważne w naszym życiu, a my często o nich zapominamy. Żyjemy w pośpiechu nie celebrując wolnych chwil. Nie chodzi mi tez o to, by w każdej wolnej chwili upajać się ze szczęścia, że mamy wolne chwile, tylko je doceniać. Doceniać krótkie chwile, drobne gesty, które są naprawdę ważnym aspektem naszego ziemskiego życia. Książka jest na tyle rewelacyjna, że zwraca uwagę na to, jak żyjemy - a jak powinniśmy żyć. Daje nam lekcję nie tylko o życiu, śmierci, ale i miłości, która może zmienić wiele. Naprawdę jest to pozycja godna polecenia i poświęcenia jej czasu, zdecydowanie.
Jest to jedna z niewielu pozycji, w której zaznaczyłam sobie dużo cytatów. Mam nadzieję, że nie zezłościcie się, że jest ich tutaj trochę, chociaż starałam się to ograniczyć, naprawdę.
Książka ta wzbudziła we mnie ogromne zainteresowanie. Gdy już zaczęłam czytać, z trudem się oderwałam. Nie mogłam ot tak odłożyć jej na bok i zacząć robić coś innego... Jednak gdy już musiałam ją odłożyć na wieczór, to cały czas myślałam o bohaterach. Myślałam o tym, jak będą wyglądać ich dalsze losy. Bałam się o nich. Nie chciałam, by spotkało ich coś złego. Traktowałam ich jak dwójkę najlepszych przyjaciół. Niemniej jednak było kilka chwil, gdy moje serce prawie się zatrzymało. Nie chciałam wierzyć w to, co czytam. Pękało mi serce, ale nie dopuściłam do tego, by łzy potoczyły się po moich rozpalonych policzkach. Bo muszę się przyznać, podczas tej lektury moje policzki nie traciły rumieńców. Ciągle było mi gorąco, bo akcja pędziła na łeb na szyję, ciągle pojawiało się coś nowego, zaskakującego nie zawsze w pozytywnym słowa znaczeniu.

Zakończenie powieści sprawiło, że coś we mnie pękło. Coś pyknęło i poczułam ulgę. Wtedy dopiero poczułam wszystkie emocje ze zdwojoną siłą i ledwo powstrzymałam się, by nie zacząć ryczeć jak bóbr. Jednak w ostatniej chwili się powstrzymałam i czułam te wszystkie uczucia. To było jak przeciążenie, bałam się, że tego nie zniosę. Jednak parę krótkich wdechów pozwoliło mi się uspokoić. Pokochałam tą okładkę, a zawartość obdarzyłam szczerą sympatią. Jestem przekonana, że z wielu Was się waha, czy sięgnąć po Dziesięć poniżej zera - czy też nie. Ja zdecydowanie polecam, bo warto. Polecam wszystkim zainteresowanym, tym, którzy są niepewni. Ja wiem, że i Wy pokochacie tę powieść miłością prawdziwą.

Ocena: 6/6
©Tylko magia słowa
Długo zbierałam się, aby napisać tę recenzję. Gdy po przeczytaniu zamknęłam książkę nie wiedziałam, co o niej myśleć. Moje serce zostało zdruzgotane.

Sięgając po Dziesięć poniżej zera nie spodziewajcie się niczego po tej książce, a wtedy najbardziej do Was trafi. Nawet teraz siedząc przed notatnikiem i próbując coś napisać na temat tej powieści jest mi bardzo trudno. Ta opowieść to wachlarz emocji. Smutku i radości, szczecia, złości, rozpaczy, miłości oraz nadziei. To też obraz dwójki bohaterów, którzy spotykają się przypadkiem, a to tak jakby czekali na siebie całe życie.

Parker nie miała w życiu lekko, a o pewnych wydarzeniach trudno jest jej zapomnieć, ponieważ blizny, które oszpecają jej ciało przypominają jej o ataku. Przez te właśnie wydarzenia z przeszłości jej życie straciło sens. Dziewczyna zamiast korzystać z życia i brać je całymi garściami, zdecydowała, że będzie uczestniczyła w nim tylko biernie - poprzez obserwację. Przez tę właśnie decyzję Parker jest samotna, ale nie chce wychodzić ze swojej strefy komfortu. Pewnego dnia pod wpływem chwili i ciekawości odpowiada na SMS od nieznajomego numeru. I idąc na spotkanie tak naprawdę Parker jeszcze nie wie, jak bardzo Everett zmieni jej życie. Ten facet może kojarzyć się z wszystkim, co najgorsze. Można powiedzieć, że jego nie da się lubić! Bo jak polubić wrednego, nadętego i aroganckiego faceta, który robi to, co mu się podoba. Jednak i on skrywa pewne tajemnice, które są powodem jego tak pewnego zachowania i śmiałości.

Już od pierwszej strony Dziesięć poniżej zera mnie zaintrygowało. Dlaczego? To wszystko za sprawą kreacji głównej bohaterki, której postawa do życia mówiła jedno, że ma ona je gdzieś. Oczywiście miała ona swoje powody, by być obojętną, bez życia kobietą, którą nic nie wzrusza. Uważam, że wszystko trwa do czasu i to też właśnie stało się w przypadku Parker. SMS, który jak na początku twierdziła był jej zgubą okazał się czymś więcej. Poznanie tego powierzchownie jakby się wydawało dupka, pomogło jej zacząć ponownie czuć i żyć. Niestety i Everett ma swoje sprawy, których nie chce odkładać na później, bo to jego ostatnie chwile. I to właśnie jego zachowanie popycha nie tylko jego, ale przede wszystkim Parker do tego, aby zaczęła ponownie żyć i doceniać to, co dostała od losu. Czy polubiłam Everetta? Oczywiście. Współczułam mu choroby i walki z własnym sobą, ale też podziwiałam za siłę woli i to, w jaki sposób wpływał na Parker.

Co jeszcze mi się podobało? Dialogi i emocje, jakie towarzyszą podczas czytania tej powieści. Musicie przygotować się na tykającą bombę emocjonalną. Myślę, że każdego w jakiś sposób ona wzruszy i da trochę do myślenia. Dziesięć poniżej zera to też kreacja bohaterów, którzy mają swoją ciemną stronę, sprawy, których się boją. Te demony, których obawiają się najbardziej. To też pokazanie niesamowitej walki i chęci o lepsze jutro i zrozumienie samych siebie, gdy znajdują się oni w najgorszym momencie swojego życia.

Styl, jakim została napisana ta książka jest bardzo dobry. Autorka dopracowała fabułę w każdym szczególe. Nie tylko stworzyła bohaterów wyjętych z życia codziennego, ale i opisała dość dokładnie świat, w którym przyszło im żyć. Warto sięgnąć po tę powieść, by dowiedzieć się jak może wyglądać czyjeś życie, gdy pragnąc zapomnieć o przeszłości, zapomina się o sobie. To też akceptacja wad i nadzieja na lepsze jutro. Polecam!

Ocena: 5/6
©Zaczytana Majka
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć