Ślepy archeolog
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.30 / 5.00
liczba ocen: 268
cena: 21.70
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
31.00 złpremium: 18.60 zł
24.80 zł
26.35 zł
31.00 zł
31.00 zł
Pozostałe księgarnie
21.70 zł
23.25 zł
24.78 zł
25.93 zł
26.35 zł
27.90 zł
27.90 zł
28.00 zł
31.00 zł
31.00 zł
31.00 zł
Opis:

By ocalić życie, ma do dyspozycji jedynie doskonały słuch, nieomylny węch, wrażliwy dotyk i pamięć absolutną… Kolejna znakomita powieść Marty Guzowskiej, autorki takich bestsellerowych kryminałów jak „Głowa Niobe” czy „Ofiara Polikseny”.

Tom Mara jest błyskotliwym, pewnym siebie i odnoszącym spore sukcesy archeologiem, szefem wykopalisk na Krecie. I od lat jest niewidomy. Stracił wzrok jako osiemnastolatek podczas trzęsienia ziemi. Ma jednak doskonały słuch, węch i niezwykle wrażliwy dotyk. Wykształcił pamięć niemal absolutną – pamięta dokładnie każdy kamień, a na podstawie zapachu powietrza i kąta padania promieni słonecznych na twarz jest w stanie podać dokładną lokalizację. I uważa, że ma rzeczywistość pod kontrolą. Ale na terenie wykopalisk ktoś znajduje ciała polskich turystów. Chwilę później ginie pies asystentki. Tom zaczyna dostawać esemesy z zagadkami – jeśli ich nie odgadnie, asystentka także zginie. Mara podejmuje niebezpieczną grę. Wie, że przeciwnik nie cofnie się przed niczym. 

Ślepy archeolog od Marta Guzowska możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Recenzje blogerów
Moi drodzy,

dziś przychodzę do Was z książką autorki, której nie znałam. Lubię poznawać nowe dla siebie typy literatury, czy autorów których nie znam. To tak jak z debiutami, nie wiadomo co się trafi. Może być nowa miłość, a może być rozczarowanie. Jak było tutaj? O czym jest Ślepy archeolog? Tak, tak o ślepym archeologu, ale nie tylko. Zapraszam na bloga!

Nie znam się na archeologii, więc nie mogę się wypowiedzieć merytorycznie na temat fabuły, ale nie przeszkadzał mi ten temat w książce, to było coś nowego i świeżego dla mnie. Natomiast znam się na ślepocie, nie takiej jak głównego bohatera, ale mam w swoim życiu epizod, kiedy miałam zaklejone oboje oczu po operacji i tak chodziłam przez miesiąc. To jakie wszystko jest trudne w takim momencie jest niewyobrażalne dla nas widzących. Wsiadanie do pociągu, zrobienie kanapki, chodzenie po schodach. Autorka skupiła się na tym jak radzi sobie nasz główny bohater Tom ze swoja niepełnosprawnością. Czytało mi się to ciekawie, bo wracały moje własne wspomnienia. Ale o czym jest ta książka?

Tom Mara to szef ekipy archeologów na Krecie. Chłopak gdy miał osiemnaście lat podczas trzęsienia ziemi stracił wzrok. Od tej pory radzi sobie świetnie, ma doskonałą pamięć, jest wyczulony na zapachy. Autorka w umiejętny sposób opisywała radzenie sobie Toma ze wszystkim, aż czułam powiew wiatru na twarzy, czy zapach perfum jego pracowników. Dzięki technice czytania SMS przez lektora, czy używaniu odpowiednich programów w komputerze Tom może normalnie pracować.

Pewnego dnia, który zaczął się tak jak wszystkie inne, archeolodzy natrafiają na dwa ciała polskich turystów. Tom wiążę tę śmierć z nielegalnym handlem antyków, które znalazł przy trupach. Potem następuje seria dziwnych zdarzeń, spadający pies z góry, który o mało go nie zabił czy zaginięcie jego osobistej asystentki. Na domiar złego Tom dostaje dziwne SMS z zagadkami. Próbuje sam odgadnąć kto stoi za tym wszystkim i przede wszystkim dlaczego. Ktoś mu grozi, że jak nie odgadnie zagadek, zginie jest asystentka.

Sama nie wiem do jakiej kategorii przyporządkować tą książkę, to trochę obyczajówka z elementami thriller napisana w ciekawy sposób. Cała akcja książki mieści się miedzy poniedziałkiem a piątkiem jednego tygodnia. Przesłuchanie Toma na dusznym komisariacie przeplatane jest z jego wspomnieniami z każdego dnia od poniedziałku. Akcja opisywana jest przez Toma, dzięki temu wiemy dokładnie co on myśli i co czuje w danym momencie. Ciekawy zabieg, bo niby znamy finał, a nie wiemy co się wydarzyło. Na dodatek cała akcja toczy się na Krecie, co sprawia, że czytelnik zachwycając się klimatem, krajobrazem i słońcem zaczyna tracić czujność. Nie wszystko wydaje się tym czym jest. Książka wymaga od nas skupienia, bo autorka wodzi nas za nos.

Polecam serdecznie lekturę tej książki.

Ocena: 4+/6
©Matka książkoholiczka
Co potrafi niewidomy facet? Biorąc pod uwagę, że przy trzydziestosześciostopniowej „gorączce” umiera z wycieńczenia, a drobne pokasływanie w jego wypadku na pewno zwiastuje gruźlicę, można by sądzić, że w momencie utraty wzroku zalega na zawsze w łóżku z cewnikiem przytwierdzonym na stałe do… wiadomo gdzie. A Ty służ wiernie i dzielnie. Podawaj, podcieraj, łataj dziury w dachu i koś trawnik. Nie użalaj się, nie płacz, nie „wynokwiaj”, jak mówią na Śląsku. Powiecie „hola hola, to nie powód do żartów”. Ano nie. Nie powód. To stereotyp. Jednak chcę spuścić trochę powietrza z powagi towarzyszącej temu tematowi, bo za chwilę opowiem o książce, w której głównym bohaterem jest właśnie niewidomy od dwudziestu lat facet. Facet, który uciera nosa wszystkim stereotypom, będąc szefem Kreteńskiego Centrum Badań Archeologicznych, archeologiem, niebywale inteligentnym, a jednocześnie dość irytującym przystojniakiem. Jest wytworem wyobraźni Marty Guzowskiej i tytułowym bohaterem jej najnowszej książki Ślepy archeolog.

Na terenie wykopalisk, którymi kieruje niewidomy Tom Mara, zostają znalezione zwłoki polskich turystów. To wydarzenie implikuje szereg niezwykle dziwnych wypadków, obok których nasz archeolog nie może przejść obojętnie. Zwłaszcza, że wydaje się, iż ktoś szczególnie zaangażowany w te wszystkie sprawy, postanawia zabawić się z nim w grę, czyniąc go niejako odpowiedzialnym za wszystkie wydarzenia.

Mamy tu do czynienia z facetem, który zna każdy zakamarek obszaru wykopalisk, swoją niedyspozycję traktuje w kategoriach normalności, postrzegając przestrzeń poprzez liczbę kroków, a wszystko co się wokół niego dzieje doskonale przyswaja dzięki niezwykle wyostrzonym pozostałym zmysłom. Otoczony gadżetami wspomagającymi codzienne funkcjonowanie, żyjący zgodnie z przyjętym schematem, gubi się tylko w jednej sytuacji: gdy wyczuwa choćby najmniejsze tąpnięcie ziemi. Wówczas ze „zmysłowego MacGyvera” staje się normalnym człowiekiem, z lękami i fobiami. Dla mnie w tych właśnie momentach Mara przepoczwarza się z wymyślonego bohatera książki w rzeczywistą postać. W tych krótkich momentach wierzę, że może istnieć naprawdę. Może właśnie dlatego tak trudno było mi „wejść” w akcję. Nie umiałam sobie wyobrazić, że niewidomy człowiek potrafi być tak spektakularnie dokładny. Miałam wrażenie, że stawiając pytanie „jak ślepy facet, który porusza się odmierzając kroki (opisów tych działań Guzowska nam nie oszczędziła), może ścigać zabójcę?”, otrzymałabym odpowiedź „Może. Pod warunkiem, że nazywa się Mara. Tom Mara”. Nie wiem, czy czujecie, co chcę przekazać. Po prostu było to dla mnie nieco zbyt nierzeczywiste jak na książkę, która jest mieszaniną kryminału i thrillera.

Często oceniam lekturę przez pryzmat miejsca akcji, klimatu, który potrafi (lub nie) przedrzeć się do mnie, niezależnie od tego, gdzie jestem. Lubię, gdy miejsce jest jednym z bohaterów książki i to Guzowskiej doskonale wyszło. Upalna Kreta przywoływała mnie do siebie na każdej niemal stronie. Czytałam tę książkę, gdy za oknem było szaro i deszczowo, a ja miałam wrażenie, że wisi nade mną słońce, czułam spiekotę i żar na twarzy. Wszechobecny kurz, lepiące się do twarzy włosy, pękająca od nadmiaru promieni słonecznych skóra – to doznania niemalże organoleptycznie.

Wreszcie tajemnica. Sam pomysł na kryminalną zagadkę uważam za trafiony, szczególnie, że Guzowska świetnie potrafi stopniować napięcie. Podczas lektury odnosiłam wrażenie, że wszystko tutaj zostało przemyślane i odpowiednio rozpisane, bowiem liczba drobiazgów, które okazują się mieć znaczenie, jest tutaj dość imponująca. Absolutnie wszystko jest ważne i znajduje swoje wytłumaczenie. Tak dobrze jest do momentu, w którym dochodzi do rozwiązania zagadki. Nie można powiedzieć, że pisarka nie zaskakuje w końcowych rozdziałach. Wręcz przeciwnie – wywiodła mnie daleko w pole. Nie mam jednak przekonania, czy dlatego, że tak doskonale pogmatwała samą historię, czy może dlatego, że ten finał wydał mi się kompletnie nierealny i odstający od naprawdę dobrze skonstruowanej zagadki. Odniosłam wrażenie, że gdzieś coś nie zagrało i pisarka musiała wybrnąć z problemu, psując nieco zakończenie. Szkoda, bo gdyby w tej kwestii zadziało się inaczej, to mielibyśmy naprawdę kawał bardzo dobrego thrillera.

To było moje pierwsze spotkanie z Guzowską. Co prawda Ślepym archeologiem nie przekonała mnie do siebie całkowicie, jednak uważam, że to całkiem przyjemna lektura, którą bardzo szybko się czyta, dlatego zwolennicy tego typu historii śmiało mogą po nią sięgnąć.

Ocena: 4/6
©Spadło mi z regała
Choć Ślepy archeolog jest dopiero drugą powieścią Marty Guzowskiej, jaką przeczytałam, to już czuję, że ma ona spore szanse zostać moją ulubioną, polską autorką. Głównie dlatego, że w swoich książkach nawiązuje do archeologii, a ja od dziecka marzyłam o tym, aby pracować w tym zawodzie. Oczywiście nie było to moje jedyne marzenie, bo chciałam też być egiptologiem, paleontologiem, kryminologiem, oceanologiem i ogólnie jakimś tam –ologiem, a zostałam genetykiem. Ale zamiłowanie do starożytnych kultur i grzebania w ziemi pozostało… Niby nic straconego, ale raczej nie planuję zmieniać branży. Dlatego zostają mi właśnie tego typu książki, dzięki którym choć na chwilę mogę zasmakować archeologicznego klimatu.

Głównym bohaterem jest Tom Mara, tytułowy ślepy archeolog. Bardzo nie lubi, gdy nazywa się go niewidomym, woli po prostu określenie „ślepy”. Stracił wzrok podczas trzęsienia ziemi, gdy miał 18 lat, ale nauczył się znakomicie funkcjonować bez tego zmysłu. Znacznie wyostrzył mu się słuch, a on sam wypracował sobie taki system, który pozwala mu pracować w zawodzie archeologa – aż dziw ogarnia człowieka! To niesamowity bohater, który zrobił naukową karierę – jest człowiekiem pewnym siebie, odnoszącym sukcesy i lekko aroganckim. Ma doskonałą pamięć, kontroluje otaczającą go rzeczywistość, zrobił doktorat i teraz kieruje grupą, która prowadzi wykopaliska na Krecie. I wszystko toczyłoby się swoim rytmem, gdyby nie to, że Tom zaczyna otrzymywać smsy z pogróżkami i tajemniczymi zagadkami. A to wszystko chwilę po tym, gdy na terenie wykopalisk zostają odnalezione zwłoki dwójki turystów.

Marta Guzowska po raz kolejny namieszała mi w głowie. Mam tutaj na myśli oczywiście intrygę powiązaną z pogróżkami i zagadkami, które ma rozwikłać Tom. W pewnym momencie byłam już tak zagubiona, że nie wiedziałam, kogo podejrzewać. Potem, gdy teoretycznie główny bohater odkrył, kto za tym stoi, poczułam lekkie zdezorientowanie – czy to naprawdę było takie oczywiste? Czy autorka naprawdę zrobiła coś tak przewidywalnego, co nasuwało się na myśl od początku? No tak to zaczęło wyglądać… Ale potem oczywiście wszystko się posypało i cała tajemnica nieco zmieniła swój sens. Być może jej rozwiązanie nie było innowacyjne, ale całe to plątanie się wokół tych pogróżek i zbrodniczej intrygi dało mi w kość. To takie w sumie lekkie znęcanie się nad czytelnikiem – zabieranie mu tej pewności. To tak, jakby zaczął nam szwankować GPS – jesteśmy rzucani po różnych miejscach, choć tak naprawdę wiemy, gdzie powinniśmy się znaleźć.

Główny bohater niesamowicie mi się spodobał! To naprawdę równy gość, który sam potrafi żartować ze swojego kalectwa. W większości przypadków nie sprawia mu ono najmniejszego problemu, choć gdy zostanie zbity z pantałyku, to niestety traci wypracowaną kontrolę. Mimo wszystko to bardzo sympatyczny bohater, który uwielbia sarkazm i ironię. Świetnie wykreowana postać. A co z pozostałymi? Jest równie dobrze: dziewczynka Toma, Ifigenia, to twarda, nawet bardzo twarda babka. Bardzo impulsywna, harda kobieta. Natomiast jego asystentka to jej totalne przeciwieństwo – Mona jest wrażliwa, subtelna i delikatna. Czy można się dziwić temu, że te kobiety od początku miały ze sobą konflikt?

Autorka tak świetnie poprowadziła fabułę oraz zaprezentowała relacje panujące pomiędzy bohaterami, że naprawdę ciężko było dojść do sedna sprawy. Dodatkowo w genialny sposób zaprezentowała pracę archeologów, co zapewne wynika z tego, że sama jest jednym z nich. Udało jej się stworzyć ten charakterystyczny klimat – możemy wręcz poczuć na własnej skórze pył, piach, przenieść się do obozu wykopaliskowego czy też do muzeum lub pomieszczeń konserwacji zabytków. Przepadam za książkami, które aż tak pobudzają wyobraźnię!

Ślepy archeolog to naprawdę znakomita pozycja. Po raz kolejny czytając powieść tej polskiej autorki miałam wrażenie, że czytam międzynarodowy bestseller na najwyższym poziomie. Z pozoru lekka powieść rozwija się z skomplikowaną i zagmatwaną intrygę, której tło stanowi to, co uwielbiam – archeologia. Jestem oczarowana i w pełni usatysfakcjonowana tą lekturą.

Ocena: 5+/6
©BookeaterReality
Tom Mara to błyskotliwy i odnoszący sukcesy archeolog. Od osiemnastego roku życia jest niewidomy. Mimo to jest szefem wykopalisk na Krecie. Wszystko dzięki świetnie wykształconemu słuchowi, węchowi oraz dotykowi. Mimo swojej niepełnosprawności, uważa, że ma rzeczywistość pod kontrolą. Do czasu gdy na terenie wykopalisk studenci odnajdują ciała dwójki polaków. Niedługo później ginie pies jego asystentki, a on sam zaczyna otrzymywać dziwne esemesy z zagadkami. Jeśli ich nie rozwiąże, asystentka zginie. Zaczyna się wyścig z czasem, a Mara gubi się w domysłach.

Poprzednia książka tej autorki wzbudziła we mnie ciekawość. Nie była idealna, ale nie była też najgorsza. Byłam bardzo ciekawa jak będzie z kolejną jej pozycją. Opis wydawał się całkiem ciekawy, więc co miałam do stracenia? Okazuję się, że dużo.

Lubię charakternych, momentami wręcz chamskich bohaterów. O ile są przy tym inteligentni albo chociaż błyskotliwi. Tom ma te cechy, a mimo to strasznie mnie irytował. Jego niepełnosprawność była dla mnie irracjonalna i wręcz niezrozumiała. Może i nie mam wyostrzonych zmysłów (bo sporą wadę wzroku jednak mam), ale wręcz niemożliwym wydaje mi się by niewidoma osoba poruszała się niemalże na równi z pełnosprawnymi. A w przypadku Toma odniosłam wrażenie zupełnie jakby jego niepełnosprawność uaktywniała się gdy w pobliżu znajdywały się osoby zdrowe. Gdy ich nie ma zachowywał się niczym Superman.

Sam pomysł na historię był całkiem ciekawy. Początkowo wszystko szło w naprawdę dobrym kierunku. Intryga kusiła, bohaterowie ciekawili, czuć było lekki dreszczyk. Jednak gdzieś w trakcie lektury wszystko to zniknęło. Irytujący główny bohater zabił całą przyjemność z lektury. Zamiast cieszyć się z rozwiązywania zagadki, wewnętrznie wręcz krzyczałam o koniec tej historii. I gdy już je dostałam, byłam zaskoczona. Okazało się prostym rozwiązaniem, a jednak tak zaskakującym. Podobał mi się także sam moment w którym książka została zakończona.

Konstrukcja Ślepego archeologa szybko przypadła mi do gustu. Bardzo lubię gdy przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Nawet jeśli wydarzenia te dzieli zaledwie kilka dni. Autorka stworzyła krótkie rozdziały, a dzięki temu lektura była o wiele łatwiejsza.

Zawsze ciężko mi pisać niezbyt pochlebne teksty. Zwłaszcza gdy tragedia nie była aż tak ogromna jakby się mogło wydawać. Gdyby Tom miał w sobie nieco pokory albo jego niepełnosprawność była bardziej realistyczna, mogłabym się z tą książką mocno polubić. Bez tego pozostał niesmak.

Ocena: 2/6
©Ciekawy cytat o książkach
Nie tylko miasta są doskonałym tłem i zarazem naturalnym środowiskiem dla zbrodniczych poczynań ludzi pozbawionych wszelkich hamulców i kręgosłupa moralnego. Również w małych miasteczkach, wsiach „kryminaliści” osadzają akcje swoich powieści. Marta Guzowska poszła jeszcze w innym kierunku. Napisała kryminał, który rozgrywa się na greckiej wyspie Krecie, wśród wykopalisk archeologicznych. Zadanie jakie sobie postawiła miała o tyle ułatwione, że arkana pracy archeologa i realiów panujących w trakcie codziennych obowiązków poznała na własnej skórze. Jednak, żeby nie było tak „lajtowo”, w roli głównego bohatera obsadziła niewidomego – wolącego określenie ślepy – archeologa.

Najgorsze w byciu ślepym jest to, że ja nie widzę innych, podczas gdy oni widzą mnie. (…) Drugą najgorszą rzeczą jest nieustanne pytanie, czy potrzebuję pomocy.

Już na samym początku powieści poznajemy szefa wykopalisk. Tom Mara od wielu lat jest niewidomy. Wzrok stracił mając osiemnaście lat. Dzięki determinacji i niezłomności piął się coraz wyżej po szczeblach kariery, aż osiągnął szacunek i podziw w środowisku naukowców i specjalistów w dziedzinie archeologii. Mara jawi się jako nadczłowiek, bo niemożność widzenia rekompensuje sobie doskonałym słuchem, węchem oraz bardzo wyczulonym i precyzyjnym dotykiem. Do tego jest arogancki, gburowaty i obcesowy. Nie polubiliśmy się z tym panem.

Na terenie wykopalisk zostają znalezione ciała dwóch turystów z Polski. Jednak nie jest to jedyne brzemienne w skutki wydarzenie, które dotknie osoby tam pracujące. Dodatkowo Mara dostaje na telefon tajemnicze wiadomości powodujące, że podejmuje niebezpieczną grę z szantażystą. Coś co do pewnego momentu wydawało się oczywiste i poukładane, po chwili wali się jak domek z kart. Domysły, błądzenie po omacku zaczynają grać pierwsze skrzypce. A my tańczymy tak jak one zagrają. Kilka nieoczekiwanych twistów sprawia, że kompletnie gubimy się w domysłach.

Ślepego archeologa stawiam na półkę - „dobry kryminał”, którą cechuje umiejętność przykucia uwagi, wciągnięcia w fabułę, trzymania i podkręcania zainteresowania i dostarczenia efektu zaskoczenia. Dodatkowo autorka zaserwowała taki klimat, że przez całą książkę odczuwałam upał, kurz wykopalisk, uczucie obcowania ze znaleziskami i całą dokumentacją z nimi związaną. Co więcej, czułam się jak ten niewidomy, potykający się o przeszkody, których w ogóle się nie spodziewa. Jedno co wzbudziło moją wątpliwość, to niesamowita łatwość poruszania się Mary w swoim otoczeniu. Moja wyobraźnia nie potrafiła sięgnąć aż tak daleko.

Ocena: 4+/6
©Na czytniku
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć