Miejsce i imię
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.06 / 5.00
liczba ocen: 434
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
34.90 złpremium: 20.94 zł
26.18 zł
29.67 zł
34.90 zł
34.90 zł
Pozostałe księgarnie
17.45 zł
24.43 zł
26.18 zł
27.61 zł
29.19 zł
29.67 zł
31.06 zł
31.41 zł
31.50 zł
34.90 zł
34.90 zł
34.90 zł
Opis:

Mrożące krew w żyłach przestępstwo z czasów II wojny światowej. Jakub Kania, były prokurator IPN, otrzymuje od Instytutu Jad Waszem zlecenie odnalezienia miejsca pochówku holenderskich Żydów zamordowanych w obozie koncentracyjnym na Górze św. Anny. Sprawa ta jednak ma drugie, a może i trzecie dno. A przede wszystkim może zaważyć na życiu wielu ludzi wcale z nią niezwiązanych...

Jakub Kania, były prokurator IPN, otrzymuje od Instytutu Pamięci Jad Waszem w Jerozolimie zlecenie odnalezienia miejsca pochówku holenderskich Żydów zamordowanych w niewielkim obozie koncentracyjnym na Górze św. Anny. Szybko odkrywa, że zwierzchnik obozu, generał SS Albrecht Schmelt uruchomił tam własny, głęboko utajniony biznes: szlifiernię diamentów, która przerabiała materiał przewożony przez holenderskich Żydów wyciąganych z transportu do Oświęcimia.
Zarówno Kania jak i Instytut nie mają pojęcia, że za zleceniem poszukiwania grobów stoi czyjaś żądza zapanowania nad światowym rynkiem diamentów, a gra toczy się o „miejsce i imię” (po hebrajsku Jad Waszem) nie tylko więźniów z obozu, ale też ciągle aktywnych wyznawców faszyzmu i zwykłych ludzi, którzy stanęli na drodze diamentowego szlaku.

Recenzje blogerów
Jakub Kania, były (kto czytał 444 pamięta, że to ten, o dziwo sympatyczny!) prokurator IPN, obecnie konsultant Jad Waszem, otrzymuje zlecenie odnalezienia grobów zamordowanych w czasie wojny Żydów, więźniów tajemniczego obozu na Górze Świętej Anny. Zlecenie jak dla niego, bo i historia, i śledztwo. Obóz był niewielki, bardzo tajemniczy i niewiele o nim można znaleźć w dostępnej dokumentacji. Cel zlecenia, jak najbardziej chlubny, żydowscy potomkowie chcą upamiętnić miejsce kaźni swoich pobratymców.

Ale jak się okazuje, nic nie jest jednowymiarowe w tej historii. Zleceniodawcy, wielu pośredników, współpracownicy a nawet konkurencyjni poszukiwacze. Każdy jej bohater ma swoje motywy. Mniej lub bardziej przyziemne bądź wzniosłe. Idee, nieakceptowalne ale wciąż żywe, prosta ludzka zemsta, skrucha i chęć zadośćuczynienia, ale i zwykła chciwość. Cały katalog uczuć napędzających postaci przewijające się przez strony tej książki nie pozwala się od niej oderwać. I tajemnice diamentów, amsterdamskich jubilerów, hitlerowskich zbrodniarzy.

Opowieść poprowadzona jest wielowątkowo, więc niby od razu poznajemy rozmaite zdarzenia z lat dwudziestych i okresu wojny, które Jakub musi mozolnie odkryć i powiązać, ale nie sądzę, żeby ktokolwiek sam wpadł na trop rozwiązania. Wątki się splatają, ślady rozbiegają, bohaterowie znikają i odnajdują. A Jakub śledzi. I czytelnik na bezdechu z nim.

Tym razem Kasia nie bardzo może pomóc, ponieważ odrobinę jest zajęta czym innym. Za to pojawia się ponownie i pomaga w trafieniu na kolejną nitkę śladu, mrukliwy, ale budzący sympatię bosman Kania, niesłychanie domyślny, sprytny i młody duchem. Pojawiają się także nowe postaci, które wzbudziły moją ogromną sympatię: Dawid, którego już raczej nie spotkamy (przynależy ściśle do tej historii) i Unra, który mam nadzieję, jeszcze będzie miał szanse wspierać Kubę w kolejnych książkach! No bo przecież będą chyba? Tyle tajemnic do odkrycia…

Miejsce i imię jest zupełnie inne niż 444. Krótszy horyzont czasowy, zatem również mniej płaszczyzn akcji, brak mistycznego przekazu w tle, brak również fantastycznego wybiegu w przyszłość. Ale jest mnóstwo informacji, które mnie skłaniają do poszukiwania wiedzy powiązanej. Godzinę oglądałam rodzaje szlifów kamieni szlachetnych! Poza tym czytając mam ochotę pojechać i na wybrzeże, i w okolice Góry Św. Anny, i do Amsterdamu. Uwielbiam książki, które takie chęci wywołują!

Gorąco polecam!

Ocena: 6/6
©CzytAśka
W 444 Maciej Siembieda zdradził początek fabuły kolejnej swojej książki mającej tytuł Miejsce i imię. Chyba nie wątpicie, że po nią sięgnę?

Tak brzmiało przedostatnie zdanie mojej opinii o pierwszej książce Macieja Siembiedy. Nie rzucam słów na wiatr. Dlatego w chwili kiedy przyszła chęć i odpowiedni moment, sięgnęłam po drugą część serii z Jakubem Kanią pod tytułem Miejsce i imię.

Ukryte skarby jakiegoś esesmana i babcie próbujące wskrzesić Hitlera, to dobre dla autorów powieści sensacyjnych, a nie dla poważnej agencji bezpieczeństwa państwa.

Z lekką drwiną, puszczając oko do czytelnika, pisze autor o skrawku fabuły w swojej książce. W Miejscu i imieniu nie tylko cofniemy się w przeszłość do czasu wojny, hitlerowców i obozów koncentracyjnych. Poobracamy się również w świecie pięknej biżuterii i kamieni szlachetnych. A skoro w grę wchodzą bardzo duże pieniądze i fortuny to, jak to w życiu bywa, towarzyszyć im będą ciemne interesy i ukryte, niecne zamiary.

Jakub Kania skończył z IPN-em, ale nie z rozwiązywaniem historycznych zagadek. Tym razem zleceniodawca, jakim jest Instytut Pamięci Jad Waszem, zlecił mu odnalezienie miejsca pochówku żydowskich Holendrów. W toku śledztwa okazuje się, że na Górze Świętej Anny, gdzie zginęli mężczyźni i znajdował się niewielki obóz koncentracyjny, założono nielegalną szlifiernię diamentów. Kamienie do obróbki pochodziły od więźniów wyciąganych z transportu do Oświęcimia. Wielu w przeszłości chciało i chce nadal „położyć łapę” na tym jednym z najpiękniejszych i najcenniejszych kamieni szlachetnych.

Zarówno w 444, jak i w Miejscu i imieniu Maciej Siembieda serwuje czytelnikom kapitalną rozrywkę w postaci złożonej i wielowątkowej zagadki. Aby ją rozwiązać trzeba niemałego sprytu i detektywistycznej smykałki – a wiemy, że obie te zalety posiada Jakub Kania. Po raz kolejny również autor wrzuca czytelnika w wir akcji, która szaleje i wciąga coraz głębiej w swoje odmęty. Mnogość postaci oraz wątków przyprawia o zawrót głowy, niedokuczliwy, a wręcz przyjemny i pozytywny. Oczywistym jest, że w momencie kiedy zagadka jest skomplikowana, to owoc w postaci właściwego jej rozwiązania smakuje wybornie!

Bardzo polubiliśmy się z prozą Macieja Siembiedy. Po dwóch odsłonach thrillera historycznego z domieszką sensacji wiem, że książki jego autorstwa są rozrywką pełną przemyślanych historii, które są przedstawione bardzo ciekawie i w nieoczywisty sposób. Co więcej, wplata humor, który doskonale wpasowuje się w mój gust. Co tu więcej pisać – jestem w „czytelniczym siódmym niebie„. Reasumując. Miejsce i imię w duecie z 444 (może być również solo, ale po co ograniczać sobie przyjemność) są znakomitą rozrywką z półki pod tytułem „thriller/sensacja z historią w tle”. Polecam i zacieram ręce na Gambit!

Ocena: 5+/6
©Na czytniku
Na moim serdecznym palcu mieni się brylant. Niewielki. Powiedziałabym nawet – subtelny. Wtopiony w złotą obręcz przypominającą koronę stanowi symbol czegoś wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju. Szlif brylantowy. Jedyna biżuteria, z którą się nie rozstaję.

Dla mnie to mały symbol wielkiego uczucia, dla niektórych oznaka luksusu, gwarantowanego szczęścia, dobrobytu. A czym był skrywany brylant dla Dawida Schwartzmana, który całkiem przypadkiem z kuglarza stał się genialnym szlifierzem diamentów, twórcą tak zwanego „czarnego szlifu”? Przepustką do wolności, gwarancją bogactwa czy może po prostu symbolem miłości i oddania? Czymkolwiek był dla niego, na pewno stał się idée fixe dla wielu ludzi związanych z „diamentową branżą”. Historia tego młodego chłopaka, jego niepowtarzalne umiejętności i wrodzony spryt stały się kanwą najnowszej powieści Macieja Siembiedy Miejsce i imię. Powieści nadzwyczajnej, jedynej w swoim rodzaju, sensacji w najlepszym wydaniu. Powieści, którą poczułam tak, jak nigdy wcześniej nie udało mi się poczuć przygody, w której fizycznie nie brałam udziału.

Dawid Schwartzman vel Johan Pinto został osadzony w obozie pracy przymusowej dla Żydów na Górze Świętej Anny na Opolszczyźnie. Miał szczęście w tym nieszczęściu, bowiem od razu został mianowany kapo oddziału robotniczego, odpowiedzialnego za pracę dla generała SS, Albrechta Schmelta. Mimo że teoretycznie odpowiadali oni za budowę drogi (dziś popularna autostrada A4), praktycznie pracowali na rzecz kieszeni pana Schmelta i jego przedstawiciela na miejscu, Rudolfa Vogela.

Błędem byłoby jednak zostawienie tej historii w takim momencie, bowiem to, czego dokonuje Siembieda, to prawdziwa podróż w czasie i przestrzeni, wzbogacona mnóstwem faktów historycznych i prowadzona w towarzystwie wielu bohaterów. Jak przystało na bardzo dobrą sensację, spora ilość wątków i postaci pojawiających się podczas lektury Miejsca i imienia nie pozwala na chwilę nieuwagi – sprawdziłam: minimalne rozproszenie nie daje szansy w pełni cieszyć się pomysłami autora. A uwierzcie mi, ma on ich całe mnóstwo. Mocno dyskutowana (szczególnie ostatnio) w mediach sprawa obozów „polskich”, „niemieckich”, „żydowskich” to jedno, ale dołączenie do tego Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Instytutu Pamięci Narodowej, izraelskiego Instytutu Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu (Jad Waszem), rosyjskiej mafii i amsterdamskich znawców diamentów to już prawdziwy rollercoaster. Wszystko to okraszone osobą Jakuba Kani, niezłomnego byłego prokuratora IPN, który teraz pracuje dla Jad Waszem. Okraszone subtelnie, bez przesady, z delikatnym niedosytem, za który wyjątkowo dziękuję autorowi. Przecież to nie jest książka o Jakubie Kani, ale z Jakubem Kanią, a to subtelna różnica.

Na uwagę zasługuje fakt, że pisarz, opracowując tę powieść, skorzystał z historii, na którą trafił w latach osiemdziesiątych podczas swoich reporterskich ekspedycji. Traf chciał, że miało to miejsce na Opolszczyźnie, a sprawa dotyczyła tajemniczych fundamentów znajdujących się naprzeciwko Muzeum Czynu Powstańczego na Górze Świętej Anny. Niczym Jakub Kania skrupulatnie dochodził prawdy, przeszukując archiwa i rozmawiając ze świadkami zdarzeń, które wplótł w swoją powieść. To niebywałe z jakim smakiem czyta się o tym wszystkim! Historia Dawida Schwartzmana, który jest postacią fikcyjną, rezonuje z prawdziwymi wydarzeniami tak, że nie sposób się domyślić, co jest fikcją literacką, a co faktami historycznymi. W dodatku – na co zwróciłam szczególną uwagę podczas czytania poprzedniej powieści Pana Macieja 444 – całe prawie pięćset stron jest napisane pięknym językiem człowieka, który najzwyczajniej w świecie dba o słowa. Czepiam się tego jak rzep, ale taka dbałość o język nie jest immanentną cechą wszystkich pisarzy. Siembieda ma to w sobie – tak po prostu.

Miejsce i imię pobudziło moją wyobraźnię do tego stopnia, że w pewien zimowy (a jednak wyglądający jak wiosenny) dzień udałam się na wycieczkę na Górę Świętej Anny. Na własnym ciele poczułam chłód murów Muzeum Czynu Powstańczego, osobiście stanęłam obok zachowanych fundamentów dawnej szlifierni diamentów, przez chwilę nawet poczułam się jak bohaterka książki. O tej podróży możecie poczytać tutaj.

Czy druga książka Siembiedy dorównuje pierwszej? Gdybym miała je ze sobą porównać, musiałabym określić to tak: Czwórki były świetne – wciągające, smakowite, dobre. Miejsce i imię jest doskonałe – pochłaniające, wyborne i genialne. Mam ochotę zapytać: Quo vadis, Macieju? Bo – że to nie koniec przygód Jakuba Kani – jestem pewna.

Ocena: 6/6
©Spadło mi z regała
Po raz drugi Maciej Siembieda wciąga nas w wir fantastycznej opowieści! Pokazuje też niezwykły dar łączenia prawdy historycznej z fikcyjną fabułą tworząc barwną i wiarygodną historię, którą czyta się szybko i z niekłamaną przyjemnością. Tym razem cofamy się do czasów drugiej wojny światowej i poznajemy losy amsterdamskich Żydów, szlifierzy diamentów. Każdemu, kto lubi trzymające w napięciu powieści historyczne, polecam serdecznie sięgnąć po powieści Siembiedy.



Ocena: 5/6
©Kto czyta, żyje podwójnie
O Macieju Siembiedzie usłyszałam, gdy na rynku pojawiła się jego poprzednia książka, 444. Mieszanka historii, sztuki i przygody sprawdziła się znakomicie, jak miałam okazję przekonać się na własnej skórze. Tajemnicze dzieje obrazu Jana Matejki „Chrzest Warneńczyka” posłużyły za kanwę powieści, której nie sposób było odłożyć. Z radością przyjęłam więc fakt, że autor wydaje kolejny tytuł, luźno powiązany z 444, mianowicie Miejsce i imię. Jakub Kania, wcześniej prokurator IPN-u, obecnie pracujący w Instytucie Pamięci Jad Waszem, ponownie musi rozwiązać zagadkę z przeszłości. A tym razem jest to tajemnica skrywana w miejscu, w którym za czasów II Wojny Światowej mieścił się obóz koncentracyjny. Mowa o Annabergu, czyli Górze św. Anny.
Kania ma tam szukać miejsc pochówku holenderskich Żydów, jednak grzebiąc w archiwach szybko odkrywa, że Annaberg skrywał jeszcze jedną tajemnicę – zwierzchnik obozu, generał SS Albrecht Schmelt uruchomił tam własny, głęboko utajniony biznes: szlifiernię diamentów, która przerabiała materiał przewożony przez holenderskich Żydów wyciąganych z transportu do Oświęcimia. Historia obozu koncentracyjnego bynajmniej nie jest „martwa”, żyje bowiem w pamięci wielu ludzi i wciąż, co zrozumiałe, budzi gorące emocje. Są to nie tylko słuszne głosy oburzenia, ale również przychylne myśli ciągle aktywnych wyznawców faszyzmu, którzy pochwalali działania Adolfa Hitlera. Do tego w grę wchodzą jeszcze pieniądze – wielkie pieniądze, które można by zarobić, gdyby na terenie Góry świętej Anny odnaleźć obrosły legendą diament obrobiony tak zwanym czarnym szlifem, który zapewniał kamieniowi niezwykły blask. Jakub Kania stopniowo odkrywa, że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niż to się początkowo wydawało, a czytelnik zdobywa tę wiedzę razem z nim.

Maciej Siembieda ma wcale nie tak częsty dar fascynującego opisywania historii. Prawdą jest, że akurat lata II Wojny Światowej to bardzo „wdzięczny” dla powieści okres, bowiem to, co miało wtedy miejsce do dziś rozpala umysły i oburza serca, jednak napisanie powieści na temat tak trudnych czasów z poszanowaniem ludzi, którzy wtedy żyli to już pewien wyczyn. Siembiedzie udało się to bez pudła, bo mimo że Miejsce i imię ma liczne elementy powieści przygodowej i sensacyjnej to ani razu nic nie zgrzytało mi w trakcie lektury i nie miałam poczucia, że autor wykorzystuje historię do stworzenia taniej sensacji.

Aż chciałoby się rzec, że książka przywraca miejsce i imię ludziom, którzy zginęli w obozie w Annabergu. Maciej Siembieda splata historyczne fakty z wymyśloną opowieścią, robi to jednak tak sprytnie, że prawie nie widać szwów. Poza głównym wątkiem są różne poboczne nitki, część sięga jeszcze bardziej wstecz, do czasów sprzed wojny, część oczywiście ma miejsce współcześnie, pokazując życie Jakuba Kani. Muszę przyznać, że choć darzę prokuratora sympatią to jednak wątki historyczne mnie kupiły: są najbardziej barwne i wyraziste, i to one dźwigają fabułę. Mam dla autora propozycję: a może odważy się Pan niebawem napisać powieść typowo historyczną, bez rusztowania w postaci współczesności? Myślę, że dałoby to jeszcze lepszy efekt.

Miejsce i imię ma jeden poważny minus: tę powieść czyta się za szybko! Tak to już jest z dobrymi powieściami przygodowymi – i mimo że temat jest poważny to jednak forma bardzo lekka. Nie mogę tu nie wspomnieć o języku, bo Siembieda ma niesamowitą wyobraźnię i skojarzenia, które nie raz uwidaczniały się w opisach, bawiąc mnie lub zaskakując swoją oryginalnością i trafnością. I mogłabym się pewnie przyczepić, że niektórzy bohaterowie byli ciut jednowymiarowi (szczególnie pewien rosyjski gangster), ale… Przymykam na to oko. Za te trzy wieczory, podczas których wspaniale spędziłam czas to się autorowi należy.

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć