Testament
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.63 / 5.00
liczba ocen: 3310
Papwerwhite 4#amazon
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
17.55 zł
31.90 złpremium: 19.14 zł
20.73 zł
23.00 zł
26.68 zł
Pozostałe księgarnie
17.55 zł
19.14 zł
24.50 zł
25.52 zł
25.83 zł
26.76 zł
27.12 zł
28.71 zł
31.90 zł
Opis:

Ludzka wdzięczność czy perfidna zemsta zza grobu? Znany warszawski ginekolog zostaje uwikłany przez swoją byłą pacjentkę w kryminalną sprawę. Początkowo JOANNA CHYŁKA nie znajduje czasu na kolejne zlecenie, ale gdy okazuje się, że ustosunkowany lekarz może pomóc jej w rozwiązaniu mrocznej zagadki, zmienia zdanie...

 

Znany warszawski ginekolog niespodziewanie otrzymuje ogromny spadek od jednej ze swoich pacjentek, choć przyjął ją w gabinecie tylko raz. W skład masy spadkowej wchodzi zapuszczona nieruchomość, która lata temu po reprywatyzacji stała się własnością kobiety. Kiedy lekarz jedzie na miejsce, czeka go kolejne zaskoczenie – odnajduje zwłoki w stanie zaawansowanego rozkładu, a niedługo potem ginekologiem interesuje się policja, gotowa aresztować go za przestępstwo.
Lekarz chce, by reprezentowała go Joanna Chyłka, która jakiś czas temu była jego pacjentką. Pani mecenas waha się, jest bowiem zaabsorbowana obroną kogoś innego. Kiedy jednak okazuje się, że ginekolog może pomóc w wyciągnięciu tej osoby z więzienia, natychmiast się zgadza. Nie wie, jak wiele sekretów drzemie w rodzinnej przeszłości spadkodawczyni…

CYTATY:
Studia to tylko kara za to, że przetrwałeś liceum.
Możliwości każdego z nas są nieograniczone, dopóki jesteśmy w stanie zaakceptować konsekwencje swoich działań.
Recenzje blogerów
Zdobyłeś mnie nie swoimi oczami, tylko tym, że przezwyciężyliśmy odwieczny paradoks w relacjach damsko-męskich,
- Paradoks? - Wszyscy faceci chcą, żeby grzeczne kobiety były dla nich niegrzeczne. A wszystkie kobiety, żeby niegrzeczni faceci byli dla nich grzeczni.

Z premedytacją i pełną świadomością sięgnęłam dopiero teraz po Testament Remigiusza Mroza, bo od pierwszego tomu pokochałam Chyłkę i kurczę, zakończenia są zawsze takie, że ciekawość mnie zżera, co dalej. Wyszedł już nowy tom, więc doszłam do wniosku, że śmiało mogę przeczytać Testament. Czy było to spotkanie udane?

Joanna Chyłka tym razem podejmuje się obrony jednego z warszawskich ginekologów. Mężczyzna otrzymał ogromny spadek od jednej z pacjentek, którą podobno widział raz na oczy. I kiedy udał się na miejsce, oby obejrzeć odziedziczoną nieruchomość, na miejscu odkrył zwłoki, które sądząc po stanie rozkładu, musiały trochę poleżeć. Nasza bohaterka podejmuje się sprawy, ale tylko dlatego, że Kranz oferuje jej w zamian pomoc w wyciągnięciu z więzienia... Oryńskiego. Nie będę Wam opowiadać treści od A do Z, bo ten kto zna twórczość Pana Mroza to doskonale wie, że autor potrafi rewelacyjnie wpleść w treść bieżące wydarzenia. Tym razem sięgnął po reprywatyzację warszawskich nieruchomości, a więc temat, który jest ostatnio mocno medialny.

Ostatnio głośno jest o Panu Remigiuszu i o jego twórczości, nie wiem czy wynika to z zazdrości, z niechęci, a może są inne ukryte powody, o których nie mam pojęcia. Ja wiem jedno, że cykl o Chyłce i Zordonie uwielbiam i czytam każdy tom z zapartym tchem. I chociaż Testament jest już siódmym tomem, to mam nadzieję, że tych tomów będzie przynajmniej jeszcze raz tyle, bo Chyłkę mogę jeść łyżkami i to trzy razy dziennie. Uwielbiam ją za jej cięty język i bystrość, sarkazm i ironię, no i za te podchody z Zordonem

...adwokat ma obowiązek bronić klienta. Dla dobra nie tylko jego, ale całego, kurwa, systemu.

Chyłka w tym tomie trzyma się dzielnie i stawia czoła przeszkodom, które napotyka na swej drodze. Autor oczywiście zakończył tak, że ma się ochotę go zabić, ale... na szczęście mam w zanadrzu kolejny tom.
Mroza się albo kocha albo nienawidzi. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy i mam wrażenie, że to się nie zmieni. Testament to inteligentny kryminał, który mimo objętości czyta się z zapartym tchem. Akcja toczy się z prędkością strzałów z karabinu maszynowego i nie ma tu absolutnie czasu na nudę.
Remigiusz Mróz po raz kolejny udowodnił, że potrafi pisać i robi to w sposób tak naturalny i lekki, że sięgam po jego książki z przyjemnością.

Ocena: 5/6
©Biblioteczka u Rudej
Testament to już 7 tom o Joannie Chyłce. Zakładam, że jak ktoś sięga po tę książkę to zna poprzednie części. Jeśli już czytać to po kolei. Czy nadal podoba mi się seria o Chyłce? Zapraszam na mój nowy wpis na blogu.

Fabuła - jak w każdej części losy bohaterów dotyczą jakiejś konkretnej sprawy. Znany warszawski ginekolog (Chyłka też była jego pacjentką) zupełnie niespodziewanie otrzymuje ogromny spadek od jednej ze swoich pacjentek. Sytuacja dziwna tym bardziej, że lekarz twierdzi, że widział kobietę tylko raz jeden na wizycie kontrolnej. W skład spadku wchodzi opuszczona nieruchomość przy ulicy Grójeckiej w Warszawie, która lata temu po reprywatyzacji stała się własnością kobiety. Doktor jedzie na miejsce obejrzeć dom, a w środku odnajduje zwłoki w stanie zaawansowanego rozkładu. Oczywiście od razu zostaje oskarżony o zabójstwo, a na swojego obrońce wybiera właśnie Joannę.

Kto czytał ten pamięta, że Oryński ma kłopoty i to niemałe. Doktor obiecuje Chyłce, że pomoże w uwolnieniu Zordona, więc Joanna zgadza się zostać adwokatem lekarza.

Co na plus?

- zmiany akcji
- pomysł na fabułę
- lekki styl pisania (jak to u Mroza)
- cięty język Chyłki
- ciekawe jak zawsze zakończenie, dające nadzieję na ciąg dalszy
- fajne "iskrzenie" między Chyłką a Zordonem

Co na minus?

- może znudzenie już tą serią?
- momentami mocno przekombinowana fabuła, aż nierzeczywista
- raczej niedługo nie będę pamiętała o czym była ta książka, ale w sumie przy tylu częściach trudno to spamiętać

Zwolenników pana Mroza jest tak samo dużo jak i przeciwników. Pierwsi się zachwycają każdą książką, drudzy krytykują. Ja stoję pośrodku, nie wszystko czytałam, a z tego co znam nie wszystko mi się podobało. Akurat ta seria przypadła mi do gustu, nie zamierzam nikogo namawiać na jej przeczytanie, ale jeśli ktoś się skusi to warto zacząć czytać od początku. Nie jestem prawnikiem, więc jakieś niedociągnięcia w fabule są dla mnie niewidoczne.

Może nie czekam z utęsknieniem, ale na pewno jak wyjdzie kolejna cześć to ją kupię i przeczytam. Chyłka i Zordon to moi starzy znajomi i nie mam zamiaru z nich rezygnować, mimo, że czasami mam ochotę na przerwę w znajomości.

Ocena: 3+/6
©Matka książkoholiczka
Recenzja siódmego tomu serii zdaje się być przeznaczona głównie do miłośników jej poprzednich części. No bo tak: kto zraził się już na początku, raczej nie dotarł do tego momentu (chyba że jest książkowym masochistą), kto jeszcze nie zaczął przygody z Chyłką i Zordonem niech się nie waży sięgać od razu po Testament, bo zepsuje sobie całą zabawę i potężnie zaspojleruje poprzednie części – jedynie ten, który z satysfakcją poznaje kolejne odsłony prawniczego cyklu powinien wziąć do ręki najnowszy tom. Cóż mogę napisać? U bohaterów powieści bez zmian: wciąż coś się dzieje. Rollercoaster ciągle mknie po szynach.

Joanna Chyłka, jako się rzekło, nie jest już tą samą osobą, choć ciągle stara się żyć tak, jakby nic się nie zmieniło. W rezultacie jest – co wydawałoby się niemożliwe – jeszcze bardziej pyskata niż zazwyczaj i jeszcze bardziej bezwzględnie niszczy przeciwników na sali sądowej. Nie cofnie się też przed niczym (w szerokich granicach prawa), by pomóc swojemu aplikantowi, Kordianowi Oryńskiemu. Zordon jest naprawdę w nieciekawej sytuacji i prawniczka musi się nieźle nagimnastykować, by zapewnić mu bezpieczeństwo. Bo „państwo prawa to mit. Państwo prawników to fakt”. Niespodziewanie rozwiązanie nadchodzi ze strony, której nikt by się nie spodziewał. Do Chyłki zgłasza się jej były ginekolog: mężczyzna dostał spadek od pacjentki, którą, jak twierdzi, widział tylko raz w życiu. W dodatku gdy przybył na działkę, która wchodziła w skład masy spadkowej znalazł tam… mocno już rozłożonego trupa ofiarodawczyni. Jasnym jest, że podejrzenie pada na niego, ginekolog jednak twierdzi, że jest niewinny. A Chyłka lubi podejmować skomplikowane wyzwania, zgadza się więc bronić mężczyzny. Szczególnie, że ma on pewną kartę przetargową, którą trudno jej zignorować…

– Gdzie jesteś?
– Na życiowym rondzie. Ale kręcę się kółko jak elektron i nie mogę znaleźć zjazdu.

Powiedzmy sobie szczerze: w tej części nie mamy właściwie niczego, do czego przez sześć poprzednich nie przyzwyczaiłby nas autor. Ale pytanie brzmi: czy oczekujemy czegoś nowego? Ja zdecydowanie nastawiałam się na dobrą rozrywkę, skomplikowaną sprawę sądową, kolejne opisy prywatnych perypetii Chyłki i Zordona, masę ciętych dialogów i pędzącą akcję, która sprawia, że nie sposób odłożyć książki – i dokładnie to dostałam. Sprawa ginekologa była asumptem do wypowiedzenia się Remigiusza Mroza na temat reprywatyzacji, a że prawo to jego konik, wyszło to jak zwykle dobrze: opisane równocześnie rzetelnie, jak i na tyle łopatologicznie, by każdy czytelnik zrozumiał w czym rzecz. Jest to również oczywiście gorący temat ostatnich miesięcy, należy więc pochwalić pisarza, że jak zwykle trzyma rękę na pulsie.

Nie mogę zbyt wiele napisać na temat „życiowego ronda”, na którym jeżdżą obecnie Chyłka i Zordon, powiem więc tylko tyle, że w Testamencie autor rozwija konsekwentnie wątki, które miały miejsce w poprzednich tomach. Małym minusem jest moim zdaniem to, że Chyłka, stając się jeszcze bardziej pyskata i chamska niż początkowo, zaczyna sprawiać wrażenie karykatury samej siebie, nie dając obecnie dość do słowa nikomu i w żadnej sytuacji, choć Zordon wciąż dzielnie walczy. Co do niego zaś to chciałabym, żeby jego życie zawodowe ruszyło wreszcie do przodu, bo ileż może trwać ten impas…

Impas trwa także w ich życiu uczuciowym i mam nieodparte wrażenie, że Mróz naciągnął ten wątek już do granic możliwości, i że w kolejnym tomie coś wreszcie musi się wydarzyć, bowiem ani Oryński, ani czytelnicy dłużej nie zniosą napięcia.

Poza tym jednakże nie mam się do czego przyczepić: ta prawnicza machina jest już dobrze rozbujana i nie wygląda na to, by autor mógł ją teraz zatrzymać. Zresztą to dobrze, bo chociaż czasem zastanawiam się, ile jeszcze może spotkać jedną osobę, a namnożone wątki, zwroty akcji i nieszczęścia zaczynają przypominać w swej strukturze telewizyjny tasiemiec to jednak nie sposób ukryć, że czekam na dalsze losy Chyłki z takim samym napięciem jak na początku tej przygody. A to jest chyba jeden z większych komplementów w recenzji siódmego tomu cyklu.

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
Jeśli ktoś miał okazję zacząć znajomość z powieściami Remigiusza Mroza od reklamowanej mocno Nieodnalezionej lub wcześniejszego horroru Czarna Madonna, to może mieć nieco spaczony pogląd i niechętnie myśleć o powieści Testament. Trzeba więc zdać sobie sprawę, ze prawdziwe mistrzostwo autora objawia się wtedy, gdy bohaterką jego powieści jest Joanna Chyłka.

Joanna Chyłka to postać szczególna. Wybitnie inteligentna prawniczka, alkoholiczka, wielbicielka Iron Maiden oraz tequili i marki BMW. Dodajmy do tego jeszcze jej współpracownika i asystenta Kordiana Oryńskiego, całkiem przystojnego i niegłupiego prawnika bez aplikacji, który jeździ po Warszawie żółtym Daihatsu, nie obawiając się śmieszności. Zordon – jak go zwie Chyłka jest tym razem w areszcie – i stara się przeżyć – co wcale nie jest tak oczywiste, jeśli dowiemy się, że w tym samym areszcie znajduje się groźny bandyta, który nie kocha Chyłki i Oryńskiego. Widzimy więc, iż od pierwszych stron książki zaczyna się ostra jazda bez trzymanki. No a potem wszystko się komplikuje.

Kto ma kamienicę, ten ma kłopoty

Prawdziwe kłopoty ma znany warszawski ginekolog, który otrzymał niespodziewany spadek. Chyłka nie ma czasu go bronić, bo chce jakoś ocalić Zordona, ale potencjalny klient ma poważne argumenty. Co będzie dalej? Musicie to koniecznie przeczytać. Książka jest pasjonująca i pełna zwrotów akcji, które do samego końca trzymają czytelnika w napięciu. Już, już wydaje się nam, że wszystko rozgryźliśmy, a tymczasem pojawiają się nowe okoliczności i nowe komplikacje. Dobry stary Mróz powrócił!
Do słabszych stron powieści Remigiusza Mroza zawsze należą zakończenia. Mamy wrażenie, jakby narrator znudził się i chciał nam zakończenie opowiedzieć pobieżnie i skrótowo. W tej powieści jest nieco inaczej. Może dlatego, że jest w niej zakończenie i jednocześnie go nie ma. Ale ciii… nic więcej już nie zdradzę.

Ocena: 5/6

©Autorski przewodnik kulturalny
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Literatura typu "fast food", wygląda smakowicie i atrakcyjnie, jednak tak naprawdę nic nie wnosi, niczego nie uczy.

Inne proponowane
Warto zerknąć