ebook Śmierć w Château Bremont
3.42 / 5.00 (liczba ocen: 1392)

Śmierć w Château Bremont
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 17.09
wciąż za drogo?
27.89 złpremium: 17.99 zł Lub 17.99 zł
23.09 zł Lub 20.78 zł
25.66 zł Lub 23.09 zł
29.99 zł
17.09 zł
23.08 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (4)
Inne proponowane

Pierwszy tom kryminalnej serii! Nieszczęśliwy wypadek czy morderstwo? Co naprawdę wydarzyło się w tytułowym Château Bremont? Kiedy duet Varlaque i Bonnet rozwiązuje zagadkę niespodziewanego zgonu właściciela uroczej posiadłości w południowej Francji, miasto aż huczy od plotek…

Akcja powieści kryminalnej „Śmierć w Château Bremont” rozgrywa się w uroczej, zabytkowej miejscowości Aix-en-Provence we Francji. Czytelnicy poznają Antoine’a Verlaque’a, przystojnego i uwodzicielskiego głównego sędziego w Aix, oraz profesor prawa, Marine Bonnet, jego dawną miłość. Kiedy miejscowy szlachcic Étienne de Bremont wypada z okna rodzinnego zamku i ginie na miejscu, całe miasto aż huczy od plotek. Verlaque podejrzewa, że śmierć nie była przypadkowa. Dowiedziawszy się, że Marine jest bliską przyjaciółką Bremontów, prosi ją o pomoc.
„Śmierć w Château Bremont” to wartki kryminał, zanurzony w romantycznej atmosferze południowej Francji. Tom pierwszy z serii „Varlaque i Bonnet na Tropie”.

„Głos Longworth jest jak wykwintny rocznik musującej Dorothy Sayers i dojrzałej Donny Leon” – Booklist.

„Obiecujący debiut Longworth, która pokazuje, że Francja to więcej niż Paryż i że są ciekawsze tajemnice niż te w serii z Maigretem” – Kirkus Reviews.

„Longworth ma dobre oko i ostry dowcip, a pierwsze przygody Verlaque’a i Bonnet zapowiadają naprawdę przerażającą serię” – Margaret Cannon, Globe and Mail.

Śmierć w Château Bremont od M. L. Longworth możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Jeśli nie macie co robić, to zapraszam was na wycieczkę po Aix-en-Provence we Francji. Południe tego kraju i romantyczna atmosfera powieści sprzyja wypoczynkowi i nawet leżąc nad zalewem możemy poczuć się jak w prowansalskim ogródku.

Pewnej nocy Etienne de Bremont- miejscowy szlachcic- wypada z okna swojego zamku i ginie na miejscu. Prawdopodobnie jego śmierć nie była przypadkiem a wynikiem działania osób trzecich. Trzeba mieć jednak dowody, żeby móc tak twierdzić. Do gry wchodzą Antoine Verlaque, przystojnego i uwodzicielskiego sędziego w Aix oraz profesor prawa, Marine Bonnet, jego dawna miłość.

Warto powiedzieć o tym, że autorka mieszka w Aix. Nie zdziwi was więc fakt, że opisy miejsc są tak prawdziwe, jakby narrator faktycznie tam był a sama książka staje się wtedy sprawozdaniem z tych wydarzeń. Piękne opisy miejsc sprawiają, że jeszcze bardziej czujemy się obecni w tej mieścinie.

Śmierć w Chateau Bremont to nie jest rasowy, prawdziwy kryminał, który obrazuje się przed waszymi oczami na dźwięk tego słowa. Bardziej powiedziałbym o niej jak o powieści detektywistycznej pokroju Agathy Christie umiejscowiona w akcji rodem z Sherlocka Holmesa.

Mamy tu dużo odniesień do przeszłości czy emocji bohaterów, co sprawia, że akcja zwalnia, mimo że i tak była wolna. Plusem jest to, że ten stan nie trwa długo. Spotykamy się tu z ostrym, wyszukanym dowcipem i intrygującym pytaniem „Kim tak naprawdę był Bremont?”

Jeśli liczycie na książkę pełną napięcia, taką, która zahacza już prawie pod horror, to się zawiedziecie. Bardziej bym powiedział, że Śmierć w Chareau Bremont jest dla osób, które interesują się Francją, lubią bardziej „umysłowe” kryminały, w których mniej się dzieje, ale trzeba pogłówkować, żeby poznać prawdę.

Okładka książki to prawdziwe cudo. Naprawdę bardzo mi się podoba w swojej prostocie. Pozycja nie jest gruba, więc na spokojnie można ją przeczytać w jeden lipcowy wieczór, taki jak dziś.

Śmierć w Chareau Bremont to interesujący kryminał, który rozwiązujemy razem z bohaterami. Są książki, w których do samego końca nie da się przewidzieć, kto? Co? I jak? Ale są też książki, w których autorzy poukrywali wskazówki mogące pomóc czytelnikowi odgadnąć prawdę o morderstwie.

Ocena: 4+/6
©Zatraceni w kartkach
Ostatnio cały czas mam problemy z książkami. Choćbym chciała nie jestem w stanie się w nie wciągnąć. Męczy mnie to okropnie, gdyż długo zajmuje mi przeczytanie każdej z nich, a moje wyniki czytelnicze z kwietnia są strasznie słabe. Szukałam czegoś, co wyrwie mnie z tego letargu i pozwoli znowu cieszyć się z każdej przeczytanej strony. Chwytając za Śmierć w Chateau Bremont nie spodziewałam się po niej niczego specjalnego. Zdecydowałam się na nią bardzo spontanicznie, gdyż to był pierwszy, leżący na wierzchu kryminał, a właśnie na ten gatunek miałam obecnie ochotę. Początkowo bardzo irytowały mnie wszędzie wstawiane francuskie zwroty i nazwy, jednak kiedy już przywykłam... Śmierć w Chateau Bremont to to, czego potrzebowałam.

Kiedy pewnej nocy Etienne de Bremont wypada z okna w starej, rodzinnej, posiadłości wszyscy są zdania, iż to zwykły wypadek i chcą jak najszybciej zamknąć sprawę, by nie przysparzać rodzinie bólu i złej sławy. Śledztwo prowadzi sędzia Antoine Verlaque, który jest innego zdania. Podczas przeszukania dostrzega on na jednym z rodzinnych zdjęć znajomą postać i postanawia zaprosić Marine Bonnet - wykładowczynię prawa - do pomocy. Nie jest to łatwe ani dla niego, ani dla niej. Rozstali się oni pół roku temu, a ich związek był jednym z tych burzliwych. Sędzia próbuje dojść do tego, czy wtedy nocą na strychu był ktoś jeszcze. W końcu jak zwinny mężczyzna może wypaść z okna w miejscu, które znał jak żadne inne?

Główni bohaterowie są bardzo barwni, jednak czasami wydawali mi się płascy. Ich emocje nie były wyczuwalne, co trochę mnie denerwowało. Ich charaktery są jednak bardzo dobrze skonstruowane i dzięki temu przyjemnie się spędzało z nimi czas. Antoine Verlaque jest kimś specyficznym. Jego się albo uwielbia, albo go nienawidzi. Nie ma nic pomiędzy. Mężczyzna ma swoje ścisłe zasady, lubi, kiedy wszystko idzie po jego myśli. Irytowały go niektóre skłonności Marine, które mnie osobiście nie wydawały się niczym nagannym. Przewrażliwienie Verlaque'a naprawdę bawi. Moment, kiedy próbuje utrzymać neutralny wyraz twarzy, gdy jego była kobieta pochłania jedną oliwkę za drugą... Życie z nim musiało bym naprawdę nie do wytrzymania.

Miłe dzieci wyrastają na miłych dorosłych.

Marine udało mi się polubić, nawet bardzo. Jej charakter kojarzył mi się z inną francuską bohaterką, którą uwielbiam. Mam tutaj na myśli Catherine, z serii książek Isabelle Lafleche. Przypomniał mi się tamten klimat i zatęskniłam za tamtymi historiami. Mam nadzieję, że może niedługo pojawi się kolejny tom z cyklu, gdyż już trochę na niego czekam. Zapewne dlatego zapałałam sympatią do głównej bohaterki Śmierci w Chateau Bremont. Kusi mnie chwycić za kolejną część, która ma pojawić się już w czerwcu tylko dla niej. Morderstwo przy rue Dumas zapewne dalej będzie miało w sobie to coś, co sprawiło, że przypomniały mi się letnie chwile spędzone przy tych książkach, które tak mocno zapadły mi w pamięć. Słońce, truskawki i książki M. L. Longworth. Brzmi dobrze.

Autorka zamieściła w swojej książce bardzo dużo szczegółów dotyczących miejscowości, w której rozgrywa się cała akcja oraz sporo informacji na temat zwyczajów Francji, które mogą być nieznane komuś, kto tam nie mieszka. Czuć tutaj klimat tego kraju bardzo wyraźnie, jednak zbyt dużo tutaj rozmów o winie, cygarach, jedzeniu. Dodaje to sporo wątków obyczajowych i dlatego nie da się nazwać Śmierci w Chateau Bremont pełnokrwistym kryminałem. Z jednej strony to powód, dla którego za tę książkę naprawdę warto chwycić w wakacje - ah, ta Francja i małe, romantyczne miasteczka! - z drugiej... Krew się tutaj nie leje strumieniami, a domyślić się niektórych kwestii można bardzo szybko.

Nie przewidziałam jednak zakończenia. Nie do końca. Nie uważam jednak, żeby to był minus tej historii. Jeśli jakieś szczegóły wskazują na rozwiązanie sprawy to wtedy przynajmniej nie wzięło się ono z niczego i ma naprawdę sens. Chociaż kryminały Mroza sprawiają, że człowiek zostaje w samych majtkach na mrozie, to nie da się rozwiązać tych spraw, przed którymi stają jego bohaterowie. Kiedyś podobało mi się to, teraz jednak doceniam bardziej tych pisarzy, którzy potrafią przemycić wskazówki w swoich książkach, nie podając przy tym wyjaśnienia na tacy. Właśnie taka jest Śmierć w Chateau Bremont i zdecydowanie warto spędzić z nią trochę czasu. A czyta się ją wyjątkowo szybko.

Ocena: 4+/6
©Papierowe Miasta
Z okna starego zamku należącego od wieków do rodziny Bremont wypada jego dziedzic Étienne de Bremont. Początkowo jego śmierć uważana jest za samobójstwo, ale Antoine Verlaque, przypisany do sprawy sędzia szybko dochodzi do wniosku, że mężczyzna został celowo wypchnięty. Dodatkowo, na półce w salonie widzi zdjęcie osoby, której się nie spodziewał. Okazuje się, że to Marine Bonnet, profesor prawa. Ona i Antoine mają za sobą wspólny, odrobinę nieudany związek, jednak teraz będą musieli odłożyć na bok przeszłość i razem postarać się rozwiązać sprawę morderstwa Étienne. Na jaw powoli wychodzą rodzinne tajemnice i dawne zatargi, a nawet powiązania mafijne. Komu najbardziej zależało na śmierci dziedzica?

Akcja powieści rozgrywa się w małym, urokliwym miasteczku w Prowansji. Autorka postarała się oddać malowniczy klimat i niespieszne życie jego mieszkańców, serwując nam sporą porcję ciekawostek i opisów. Jak wiadomo, Francuzi uwielbiają dobre jedzenie popite jeszcze lepszym winem, więc oprócz rozgryzania kolejnych elementów układanki możemy się dowiedzieć co nieco o zwyczajach mieszkańców Prowansji, ulubionych szczepach win czy nawet odpowiednim przyrządzaniu mięsa. Zdecydowanie można odczuć klimat powieści. Warto wspomnieć, że Śmierć w Chateau Bremont to debiut. Pani Longworth, na co dzień dziennikarka stworzyła naprawdę ciekawą i wielowątkową powieść. Trzeba napisać, że tempo akcji nie jest zbyt pospieszne, więc nie spodziewajcie się nagłej lawiny w postaci strzelanin, pościgów czy niekonwencjonalnych metod śledczych. Akcja rozwija się powoli, co może niektórym nie przypaść do gustu ale z czasem fabuła zaczyna się rozkręcać. W każdym razie przy lekturze powieści na pewno nie będziecie się nudzić. Jest intryga, zwroty akcji i dobry klimat.

Siwa kobieta siedziała sama przy sąsiednim stoliku i z apetytem jadła ostrygi. Uśmiechnęła się do Marine, a ona odpowiedziała jej tym samym. Uwielbiała patrzeć na ludzi, którzy jedli samotnie, nie okazując przy tym zakłopotania czy wstydu.

Antoine jest dość charakterystyczną postacią. Dokładny, wręcz irytująco przewrażliwiony na punkcie etykiety i przestrzeganiu zasad przy jedzeniu, czy też doborze wina do dań. Jeździ drogim ale starym samochodem i absolutnie kocha swój przestronny apartament. Nie robi to z niego kiepskiego sędziego. Wręcz przeciwnie. Potrafi logicznie myśleć i wyciągać odpowiednie wnioski. Towarzyszy mu Marie Bonnet, jego dawna miłość, która w przeszłości przyjaźniła się z rodziną Bremont. Z początku wydała mi się dość płaską postacią, która nie do końca potrafiła zapanować nad emocjami ale wraz z rozwojem fabuły pokazała na co ją stać. W pewnych momentach sama przejęła inicjatywę co popchnęło śledztwo do przodu. Jestem wdzięczna autorce, że wątek miłosny między Antoine, a Marie nie przesłonił zagadki morderstwa. Wątek obyczajowy i tak jest dość mocno rozwinięty, a infantylne westchnienia i spojrzenia pomiędzy bohaterami mogłyby być już lekką przesadą.

- Gdyby Monica Belluci usiadła obok mnie w jakimś ciemnym barze w Paryżu i zaczęła ze mną flirtować, a potem by mi powiedziała, że tak naprawdę jedzenie jej nie interesuje i że nie pija wina, natychmiast przeszłaby mi na nią ochota.

Gdybym miała jednym słowem podsumować Śmierć w Chateau Bremont napisałabym: uroczy. Ten lekki i sympatyczny kryminał z pewnością spodoba się miłośnikom tego gatunku. Jest w nim odrobinę z niespiesznej prozy Agathy Christie. Z niecierpliwością czekam na kolejną część przygód charyzmatycznej pary ‘detektywów’, a kontynuacja już w czerwcu.
Bises!

Ocena: 4/6
©Projekt: Książka
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć