ebook Wielki finał
3.51 / 5.00 (liczba ocen: 30)

Wielki finał
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - polecana oferta: 19.86
wciąż za drogo?
EMPIK#EMPIK WTK
EMPIK#EMPIK WTK
19.86 złpremium: 12.81 zł Lub 12.81 zł
20.01 zł Lub 18.01 zł
21.35 zł
25.01 zł
25.01 zł Lub 22.51 zł
-8% 17.71 zł
18.40 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (5)
Inne proponowane

Wizja niedalekiej przyszłości (2025 rok), w której legalna będzie śmierć na życzenie. Eutanazja zatwierdzona europejskim prawem, realizowana w luksusowych ośrodkach na całym świecie. Brzmi niewiarygodnie? Czy proroczo? A może na europejskich salonach już żywo się o tym dyskutuje?

Marek Migalski w „Wielkim finale” podaje nam gotowe rozwiązanie problemu starzejącej się w ekspresowym tempie Europy. W jego wizji decyzję o śmierci może podjąć każdy, bez względu na wiek. Marek, główny bohater postanawia zakończyć swoje barwne i wielkoświatowe życie w wieku zaledwie pięćdziesiąt lat. Na miejsce gdzie się to dokona wybiera ekskluzywny ośrodek w Gambii. Życie na samym jego końcu sprawi mu jednak niespodziankę. Wodzony na pokuszenie przez piękną kobietę poddany zostanie próbie. A może to tylko fantasmagoria i od raz podjętej decyzji nie ma powrotu? 

Wielki finał od Marek Migalski możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Wielki finał to futurystyczna wizja świata, a głównie Europy za kilka lat. Nasz kontynent się starzeje w zastraszającym tempie. Koszty utrzymania ludzi w podeszłym wieku i schorowanych rosną. Państwa nie dają sobie rady, więc zdecydowano się zalegalizować eutanazję. Zgodziły się na to rozwiązanie nawet takie kraje, jak Polska. Polska w tej powieści jest państwem opanowanym przez nacjonalistycznych i religijnych oszołomów i w zasadzie jest już dyktaturą. Niestety w innych krajach europejskich również dobrze się mają idee nacjonalistyczne podszyte sporą dawką rasizmu i religii.

Unia Europejska istnieje już tylko siłą biurokratycznego rozpędu. Bohater powieści jest swoistym alter ego autora książki. Na imię ma Marek. Ma pięćdziesiąt lat, jest byłym europosłem. Jest też wnikliwym komentatorem politycznym, autorem książek i rozczarowanym życiem człowiekiem. Uważa, że Unia Europejska dożywa swego kresu, zaś cały świat nieuchronnie zmierza ku cywilizacyjnemu upadkowi. Sam zaś jest człowiekiem, który nie widzi dalszego sensu życia, więc chce je zakończyć.

Czytelnikowi szybko udziela się pesymizm bohatera powieści, który w oczywisty sposób jest również pesymizmem autora. Nie sposób zaprzeczyć, że Wielki finał przedstawia wydarzenia, które faktycznie mogą mieć miejsce. Może nie w dwudziestym piątym roku, ale w jakiejś przewidywalnej i nieodległej przyszłości. Wiedząc, że autor jest politologiem, który bacznie obserwuje scenę polityczną, a sam również był niegdyś europosłem z listy Prawa i Sprawiedliwości, nie mamy podstaw negować jego przewidywań.

Zasadniczy jednak wątek, który rozgrywa się w tej politycznej scenerii, dotyczy spraw osobistych. Wraz z bohaterem zastanawiamy się, jaki jest sens życia i czy w ogóle nasza egzystencja ma jakiś sens. Pięćdziesięcioletni zaledwie bohater ma zwyczajnie dość swej egzystencji. Jest zamożny, nie trapią go problemy materialne. W jakimś sensie jest spełniony zawodowo i publicznie. Dlaczego zatem postanawia zakończyć swe życie wykupując pobyt w luksusowym ośrodku oferującym eutanazję? To jest największa zagadka tej powieści. Jakie są filozoficzne podstawy decyzji bohatera dowiecie się z książki.

Ocena: 4/6
©Autorski przewodnik kulturalny
Już dawno żadna książka nie wywołała we mnie tylu emocji. Wielokrotnie miałam ochotę rzucić nią o ścianę, zdeptać, nawrzeszczeć na nią (a raczej na autora), ale tego nie zrobiłam, bo pomimo tego, że w wielu momentach tezy wrzucane przez Migalskiego jak pojemniki z gazem łzawiącym powodowały natychmiastową reakcję i wstrząs, to historia niesamowicie mnie wciągnęła. Myślę, że dobrym obrazem fabuły byłby odczyt pracy serca podczas próby wysiłkowej. A na końcu...

Mamy 2025 rok. Sześć lat po tym jak w całej Unii Europejskiej został zniesiony zakaz przeprowadzania eutanazji na życzenie. Pięćdziesięcioletni Marek, były polityk, celebryta, pisarz i popularny bloger, zdecydował, że zakończy żywot w ekskluzywnym ośrodku w Gambii - „Great Final”, gdzie dostaje dosłownie wszystko na co ma ochotę, o czym sobie zamarzył w ostatnich dniach życia. Kupił „one way ticket”, jednak ostatnie dni na ziemi przynoszą niespodzianki.

Marka nie da się lubić. Jest frustratem, który wszystko neguje, dla którego wszystko jest „be”. Ma swoje zdanie, poglądy, które drażnią, prowokują, zmuszają do umysłowej szermierki. Jest niewygodny, bo burzy nasz wewnętrzny ład i porządek. Czy ma rację? Czy zgodzimy się z jego poglądami?
W ośrodku spotyka ciekawych ludzi, którzy tak jak on „podziękowali za życie”. Każdy ma inny powód, żeby odejść, a to kolejny przyczynek do dyskusji i próba zrozumienia ludzi.

Ta książka, kolokwialnie pisząc, ryje mózg, daje po pysku i o dziwo jest to bardzo pożądany efekt, bo przecież o emocje w czytaniu chodzi, a tej książce naprawdę ich nie brakuje. Nie sądzę, żeby można było przejść koło niej obojętnie. Kąsa na każdym kroku. Prowokuje. Jedni będą przyklaskiwać autorowi i śpiewać z nim jednym głosem, inni negować i kłócić się z rzucanymi lekka ręką zdaniami i twierdzeniami. Wciągnięci w podstępną grę, „przeczołgani” jak zawodnicy runmageddonu, dochodzimy do wielkiego finału.
W książce nie brakuje scen seksu, wielu scen seksu. Te wtręty potęgują mocny wydźwięk tej powieści i scalają fabułę.

Książka doskonale gra na emocjach, jest kontrowersyjna i pokazuje ostry pazur. Pomimo tego, że mam świadomość, że dla wielu czytelników może być niewygodna – przyznaję, sama wielokrotnie boksowałam się z tezami głównego bohatera – to jest warta przeczytania. Bardzo! Polecam!

Ocena: 5+/6
©Na czytniku
Od kilku miesięcy na moją półkę trafiło całkiem sporo literackich zaskoczeń. Trend ten zapoczątkowała chyba Lisa McInerney i jej Herezje chwalebne. Następnie pojawił się szokujący i naturalistyczny Vann z Legendą o samobójstwie, a kompletnym odjazdem okazał się Pierwszy bandzior Mirandy July. Mam jeszcze w zanadrzu dość zaskakującą książkę pod tytułem Może pora z tym skończyć Iaina Reida, o której opowiem Wam już niebawem. Dziś jednak na tapetę pójdzie prawdziwy moim zdaniem – jak to teraz młodzi mówią – sztos. I o ile poprzedni autorzy byli mi kompletnie nieznani, o tyle autora książki Wielki finał kojarzę całkiem dobrze. Pamiętam go jeszcze jako polityka, ale czytam i słucham regularnie dopiero jako politologa. Lubię jego komentarze, bo mimo jego politycznej przeszłości są jednymi z najbardziej obiektywnych, jakie można usłyszeć w telewizji. A ostatnio wpadł w moje ręce jego beletrystyczny debiut i to o nim będzie dziś mowa.

Struktura książki zasadniczo jest prosta. W niedalekiej przyszłości, w czasach zalegalizowanej eutanazji na żądanie, funkcjonują specjalne ośrodki w których można spokojnie odejść z tego świata. Bohater trafia właśnie do jednego z nich. To wyjątkowo ekskluzywne miejsce, gdzie może liczyć na All Inclusive, aż po kres swoich dni. Takie prawdziwe All Inclusive. Takie NAPRAWDĘ prawdziwe All Inclusive. Alkohole świata, dziwki, koks, wszystko co może umilić ostatnią drogę.
Tak się ciekawie składa, że jedną z “dziewczynek” jest Polka i to z nią, naszego bohatera zaczyna łączyć dość ciekawa relacja. Brzmi jak scenariusz z opery mydlanej? Trochę tak, ale to – jak podejrzewam – celowy zabieg, by w oparach przewidywalnej miłostki umieścić wiele, wiele prawdy. A prawda zazwyczaj bywa dość szorstka i bolesna. Szczególnie my, Polacy mamy generyczny problem z krytycznym spojrzeniem na siebie właśnie.

Książka obfituje w filozoficzne wręcz przemyślenia, jest pełna komentarzy pod adresem obecnej formy społeczeństwa, jego sposobu zachowania wobec narodów i ich rządów, ale także odwrotnie. Jest mnóstwo ciekawych spostrzeżeń dotyczących jednostki jako bytu autonomicznego, ale również jako części społeczeństwa od rodziny zaczynając, poprzez społeczność lokalną, narodową, europejską, na światowej kończąc. To nie są fakty wygodne, ale zaskakująco prawdziwe.

Jeśli mam być szczery, to zgadzam się z 99% słów w tej książce. W żadnej innej nie mam aż tylu zakładek do ulubionych fragmentów i do żadnej aż tak gorliwie nie zaglądam, aby je sobie przypomnieć. Koncepcje Pana Marka z pewnością można uznać za kontrowersyjne. Podejrzewam, że znajdą się ludzie którzy będą chcieli tę książkę wywalić do kosza. Moim zdaniem jednak obnaży to tylko ich brak dystansu do siebie i typowo polską alergię na prawdę.

W Wielkim finale znalazłem wszystko to, o czym od dawna myślę, ale głośno powiedzieć odważam się tylko najbliższym. I tak! Pan Marek wzbudził we mnie nadzieję, że być może ja też będę kiedyś mógł wybrać taki godny i beztroski finał. Takie mam wewnętrzne przekonanie. Komu się to nie podoba, to trudno.

Świetna książka, warto ją przeczytać. Pan Marek Migalski pokazał pazur, nieznany mi z jego ugładzonego wizerunku telewizyjnego. Mam nadzieję, że nie poprzestanie na tej jednej publikacji.

Ocena: 5+/6
©PanCzyta.pl
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć