Napisz do mnie
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.54 / 5.00
liczba ocen: 206
najlepsza cena! w tym miesiącu
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
29.90 złpremium: 17.94 zł
-33% 19.90 zł
23.92 zł
25.42 zł
29.89 zł
Pozostałe księgarnie
23.17 zł
23.91 zł
23.92 zł
25.02 zł
25.41 zł
25.42 zł
26.91 zł
27.00 zł
29.90 zł
29.90 zł
29.90 zł
Opis:

Jeden list może zmienić wszystko… On – dziennikarz radiowy o zniewalającym głosie, którym uwodzi kobiety. Ona – romantyczna i zmysłowa malarka, która chce od życia czegoś więcej. Oboje mają po czterdzieści lat i zaczynają dostrzegać, że do ich dotychczasowych związków wdarły się rutyna i fałsz...

Znajomość zaczynają od słów. Gdy On znajduje w kawiarni list zgubiony przez Nią, zaintrygowany postanawia Jej odpowiedzieć. Na kartach papeterii powoli rodzi się uczucie. Choć nie są już beztroskimi nastolatkami, jeszcze zdążą zmienić w swoim życiu wszystko. 
Doskonała powieść iskrząca się ogniem namiętności i prawdziwymi emocjami. 
Takich listów jak On nie pisze nikt.

Napisz do mnie od Robert Kornacki, Lidia Liszewska możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
CYTATY:
Zaskakujące, jak wiele rzeczy dzieje się przypadkiem i jak wielką moc mają słowa. Pisane i wypowiadane, kreślone na papierze i rzucane w powietrze.
Recenzje blogerów
Kiedy książka ukazała się na rynku literackim robiła dość wielkie echo w sieci. Ochów i achów nie brakowało, dlatego też zdecydowałam się sięgnąć po tę pozycję. Czy zatem piękna okładka ma równie piękną treść? Czy dwójka autorów była w stanie stworzyć interesującą historię?

Kocham pisać listy od zawsze, zresztą do dzisiaj je piszę. Dlatego myślałam, że książka przeniesie mnie w piękne wspomnienia, chwile zapomnienia odkrywane na łamach zapisanych kartek. Niestety tak się nie stało.

Zdarzyło mi się już czytać książkę napisaną w duecie, jednak zawsze były to duety damskie. Pierwszy raz czytam damsko-męski. I jak w przypadku tych pierwszych ciężko było mi rozróżnić kto pisał w danym momencie, tak tutaj jest to widoczne gołym okiem. Lidia Liszewska pisze delikatnie i subtelnie, natomiast Robert Kornacki pisze w sposób prostacki, czasem wręcz chamski. Zdecydowanie mi to nie współgrało. A przez to męczyłam się z przeczytaniem tej książki.

Oboje jak na komendę spojrzeli w stronę stolika, przy którym dzięki zagubionemu listowi zaczęła się ich historia. Dziś był zajęty przez zapatrzonych w siebie nastolatków. Na pierwszy rzut oka widać było, że kwitnie tam wielka miłość.

Kosma to mężczyzna, który odpycha swoją osobą już na pierwszy rzut oka. Zwykły kobieciarz, który nie boi się chwalić swoimi zdobyczami. Wybaczcie, ale ja bym nie chciała takiego faceta, który bez skrupułów zdradza swoją żonę na prawo i lewo. Jak tutaj można się nim zachwycać? To, że mężczyzna jest przystojny nie oznacza jeszcze, że jego wnętrze jest doskonałe. Mnie on irytował i denerwował przez większość powieści.

Matylda to kobieta, która jest spokojna i bije od niej sympatia. Jest rozczarowana swoim mężem, który ją zdradza. Było mi jej żal i nawet ją polubiłam.

Pomysł na fabułę moim zdaniem średnio udany. Kiedy sięgałam po tę powieść liczyłam, że dostanę przepiękną historię miłości zawartą w listach. Owszem, listy były, ale tej historii zabrakło tego czegoś, żeby mogła porwać moje serce. Podchody bohaterów to trochę jak z życia nastolatków, tak to mi się jakoś skojarzyło. Nie odczuwałam tutaj emocji podczas czytania, natomiast okropnie się męczyłam. Cóż, nie każda książka jest dla każdego czytelnika. O gustach się nie dyskutuje.

Napisz do mnie to debiut, który nie zrobił na mnie jakiegoś większego wrażenia. Subtelność i delikatność autorki miesza się z prostactwem i chamstwem autora, dla mnie to się nie trzyma całości. Męczyłam się czytając tę powieść, w której zabrakło jakiegoś ognia, porywu mojego serca. Takie są moje odczucia, być może Twoje będą inne?

Ocena: 3/6
©Czytaninka
No właśnie... Kiedy piszecie recenzję przeczytanej książki, od razu macie w głowie, ile punktów jej dajecie? Czy Wasza ocena klaruje się w miarę analizowania powieści i pisania wspomnianej recenzji? Bo u mnie tym razem chyba przeważy ten drugi sposób. Zwyczajnie nie wiem, jak mam ocenić tę opowieść. Może uda mi się na coś zdecydować, zanim dojdę do ostatniego akapitu tego postu.

"Internety" aż huczą od ochów i achów na temat tego debiutu literackiego. Piękna, przyciągająca wzrok okładka (w moim ulubionym kolorze), rekomendacja znanego pisarza (nie zwracam na nie uwagi, ale w tym wypadku chyba powinnam była) i historia chwytająca za serce. Czego można chcieć więcej? Lektura zapowiadała się zatem interesująco, szczególnie dla amatorów romantycznych fabuł, gdzie króluje atmosfera prawdziwej miłości, takiej, wiecie, od pierwszego wejrzenia i na zabój. Dobra, wiem, że to nie do końca moja bajka. Za mało trupów i rozlewu krwi, za dużo eterycznych zapachów i powłóczystych spojrzeń... ale każdemu należy się szansa, nie?

Kosma jest dziennikarzem radiowym o magnetycznym głosie, pod wpływem którego kobiety tracą głowę. Matylda to artystka, która marzy, by jej życie stało się ciekawsze i bardziej kolorowe. Oboje po czterdziestce, w związkach i z dorosłymi już dziećmi, doszukują się w szarej codzienności czegoś wyjątkowego. Pewnego dnia Matylda, siedząc w przytulnej kawiarence, pisze list do męża. Taki tradycyjny, odręczny list, na świeżo zdobytej, dość starej lecz wciąż pięknej papeterii. List jest smutny, nostalgiczny, jakby autorka była rozczarowana tym, jak wygląda jej świat. Wkrótce kobieta wychodzi, ale nie zauważa, że list spada na podłogę i zostaje w "Żółtej Ciżemce", aby po pewnym czasie zostać odnalezionym przez... Kosmę. Mężczyzna sięga po kartki leżące pod stolikiem i zaczyna czytać. Słowa tajemniczej nieznajomej skierowane do równie nieznanego mu męża przyciągają dziennikarza i fascynują go. Zaczyna zastanawiać się nad tym, kim jest Pani z Żółtej Ciżemki. Efektem tych rozmyślań jest odpowiedź na znaleziony list, którą Kosma pisze i zostawia u kelnerki, Izy, na wypadek, gdyby tajemnicza kobieta wróciła po swoją zgubę. Na zasadzie "raz kozie śmierć, spróbować nie zawadzi". Rzecz jasna, Kosma ma ogromną nadzieję, że kobieta pojawi się i odpisze. Inaczej nie zadawałby sobie tyle trudu. Śledzimy więc jego oczekiwanie i niecierpliwość, a także towarzyszymy Matyldzie, kiedy po dłuższym czasie pojawia się znów w "Żółtej Ciżemce" i dostaje od kelnerki czekającą na nią odpowiedź od obcego mężczyzny. I dalej już wiadomo, listy się piszą, adresaci naprzemiennie przybywają do kawiarenki po kolejną porcję wieści od tajemniczego korespondenta, a kelnerka Iza robi za skrzynkę pocztową.

Nie będę owijać w bawełnę. Inaczej sobie tę powieść wyobrażałam. Możliwe jednak, że miałam zbyt duże oczekiwania względem niej. Faktem jest, że historia ta mnie nie zachwyciła, a główny bohater irytował mnie straszliwie, więc starałam się czytać tak szybko, jak to możliwe, żeby krócej się denerwować. Pewnie powiecie, że mogłam ją po prostu odłożyć. Owszem, mogłam, problem w tym, że wciąż miałam nadzieję na coś, co mnie w tej powieści urzeknie...

Może spróbuję napisać kolejno swoje odczucia według punktów.

1. Narracja
Nie mam na koncie czytelniczym zbyt wielu książek stworzonych przez duet damsko-męski. Może dlatego trudno mi mieć jakieś porównanie, ale w przypadku tej powieści narracje bardzo różnią się między sobą. Podejrzewam, że chodziło o uwypuklenie męskiego i żeńskiego spojrzenia na rozgrywające się wydarzenia. W wywiadzie z Lidią Liszewską przeczytałam, że powieść pisana była wspólnie przez oboje autorów i nie chcą wskazywać konkretnie, co kto napisał. Część tekstu jest delikatna i romantyczna, jak Matylda, a reszta momentami wręcz prostacka i niesmaczna, jak, niestety,... Kosma. Jeśli o to chodziło autorom, to cel został osiągnięty.

2. Bohaterowie
Pewnie zwolenniczki tej historii powieszą na mnie stado psów, ale nie jestem w stanie polubić tego faceta. No nie, nie i nie. Nikt mi nie wmówi, że to jest normalne, żeby mieć żonę (z którą ma już dorosłą córkę), a jak tylko nadarzy się okazja, iść ochoczo do łóżka z innymi kobietami i uważać to za naturalny stan rzeczy. Ile ich tam było? Zdaje się, że cztery: przyjaciółka ze studiów Anja, spotkana w parku Ewelina, policjantka Ewa i kelnerka Iza. Czytając kolejne rozdziały, kiedy tylko pojawiała się jakaś kobieta, zaczynałam odliczanie, ile czasu zajmie naszemu amantowi dotarcie do ostatniej bazy. Uwierzcie, że niewiele... Kiedy jednak przyłapuje swoją żonę in flagranti, robi jej karczemną awanturę. Wtedy już wskakiwanie komuś do łóżka nie jest ok. Typowe...
Matylda. Sympatyczna, delikatna i spokojna. Trochę chyba znudzona swoim obecnym życiem i rozczarowana zachowaniem męża, który (uwaga, będzie zaskoczenie fabularne!) zdradza ją bez skrupułów. Co zrobi kobieta w tej sytuacji? Jaką podejmie decyzję w obliczu upokorzenia, na które została narażona przez męża?
Kosma w pewnym momencie opowie Matyldzie o sobie i swoich podbojach. Nie wiem jak Wy, ale nie chciałabym faceta, który tak skacze z kwiatka na kwiatek. Zwyczajnie bałabym się, że nie jestem jedyna. Czy malarka uległa jego czarowi?
Nie potrafię sobie tych dwojga wyobrazić. I nie wiem, czy po prostu nie zwróciłam uwagi na opisy postaci w trakcie lektury czy ich tam nie było. Nie mam pojęcia, ale faktem jest, że nie pojawił mi się w głowie obraz żadnego z nich.

3. Fabuła
Spodziewałam się ciekawej opowieści z listami w tle, może z jakąś tajemnicą, zagadką z przeszłości. Listy, owszem, były, ale nie trafił do mnie pomysł na tę historię. Nudziły mnie te podchody, odwiedzanie kawiarenki, czekanie, odpisywanie, zostawianie kolejnych przesyłek u kelnerki w nieskończoność. Zabrakło jakiejś iskry, porywu emocji, czegokolwiek. Powiem szczerze, że z 544 stron poruszyły mnie w pewien sposób te 44 ostatnie, a przez 500 czekałam na cud.

Ocena: Wcale nie jestem mądrzejsza niż na początku. I ponieważ nadal nie wiem, jaką ocenę powinnam wystawić tej powieści, to dam neutrala, czyli 3/6. I tak, przeczytam kolejny tom, który już czeka na półce. Mam nadzieję, że bardziej do mnie przemówi.

©Bibliotecznie
W dzisiejszych czasach żyjemy w ciągłym biegu, nieustannie goniąc za zbliżającymi się wielkimi krokami terminami, ponaglającymi sprawami do załatwienia. Wlepieni w ekrany telefonów, tabletów, coraz mniej uwagi skupiamy na otoczeniu, na ludziach codziennie mijających nas na zatłoczonych ulicach. Nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, że czasami wystarczy jedna chwila, zwykły przypadek, by wywrócić nasz świat do góry nogami. A może to przeznaczenie, które w końcu dopada i nas? Gdy Kosma, czarujący swoim głosem dziennikarz radiowy, znajduje w jednej z kawiarni leżący na ziemi list, nie wie jeszcze wówczas, że ten zwykły papier zapisany niezwykłymi słowami tak bardzo wpłynie na jego przyszłe życie. Z kolei Matylda, artystka o duszy romantyczki, nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że ów list opuścił niepostrzeżenie jej torebkę. Wkrótce za pomocą słów przelanych na karty papieru dwójka obcych sobie ludzie nawiązuje znajomość. Znajomość szczerą, niewymuszoną, naturalną. Czy ostatecznie dane będzie im się spotkać? Czy ich dwa odmienne światy będą do siebie w ogóle pasować, gdy atrament zastąpi szara rzeczywistość?

Życie toczy się dalej, tylko ręce nam się brudzą codziennie od czegoś innego.

Przyznam szczerze, że kiedyś zupełnie nie byłam przekonana do literackich duetów i unikałam ich jak ognia. Ta pozycja jednak całkowicie zmieniła moje zdanie na ich temat i już teraz wiem, że w przyszłości nie będę się już tym kierować, a może wręcz przeciwnie, to właśnie je zacznę wybierać z półek księgarni. W książce tej prowadzona jest narracja w trzeciej osobie, i chociaż przeważnie preferuję poznawanie historii bezpośrednio z perspektywy głównych bohaterów, tak tutaj kompletnie mi to nie przeszkadzało.

A jeśli już o nich mowa... to po prostu bohaterowie z krwi i kości. To właśnie głównie w ich niezwykle barwnej kreacji wyraźnie widać, że duety jednak świetnie się sprawdzają, a autorzy w piękny sposób przekazali stworzonym przez nich postaciom małą cząstkę samych siebie. Cząstkę, która nadała bohaterom jeszcze większej autentyczności, którą sobie ogromnie cenię. Kosma jest z zawodu dziennikarzem radiowym mieszkającym w Łodzi, na co dzień czarującym słuchaczki swoim zmysłowym głosem, który nie omieszkał wykorzystywać go również poza radiem, pomimo tego, iż jest żonaty. Matylda z kolei jest artystyczną, romantyczną duszą, której stopniowo zaczyna doskwierać samotność. Samotność związana z coraz częstszymi wyjazdami jej męża na delegacje i dwójką synów, którzy niedawno zaczęli wkraczać w dorosłe, samodzielne życie. Oboje są już dojrzałymi ludźmi, którzy w pewnym momencie, żyjąc z dnia na dzień, najzwyczajniej pogubili się w tym, czego tak naprawdę chcą, czego skrycie pragną.

Sam styl przekonał mnie do siebie już niemal od pierwszych stron. Miejsca akcji nieustannie przeplatają się ze sobą, Łódź, Warszawa, Mazury, Włochy... Plastyczne, dopracowane w najmniejszym szczególe opisy otoczenia sprawiały, że bez problemu przenosiłam się do całkiem innego świata, niemal czułam zapach wiśniowej tarty i powiew świeżego, mazurskiego powietrza. Losy dwójki głównych bohaterów rozwijały się raczej niespiesznie, stopniowo budując narastające między nimi napięcie, a sama pozycja, mimo naprawdę sporego ładunku emocjonalnego, niesie za sobą niesamowity spokój, wręcz ukojenie, co jest naprawdę rzadko spotykane. Nie sposób nie wspomnieć też o genialnej, zdecydowanie trafiającej w mój gust muzyce, subtelnie wplątanej w tę historię.

Napisz do mnie najbardziej zaskakuje jednak swoją autentycznością. Zarówno w kreacji bohaterów, jak i w samej fabule. To piękna, szczera i przede wszystkim niebywale dojrzała historia, która skłania czytelnika do chwil refleksji, do zatrzymania się i zastanowienia, czego tak naprawdę oczekujemy od życia. Kartki papieru niepostrzeżenie przelatywały mi przez palce powodując, że nie jeden raz szczerze się do nich uśmiechałam, ale też uroniłam przy nich kilka (a może jednak więcej niż kilka) łez. Pozycja ta w wyjątkowy sposób ukazuje, jak wiele w naszym życiu może zmienić jedna, na pozór niewiele znacząca decyzja. I że trzeba się nim cieszyć, żyć, a nie jedynie je przeżywać.

Życie pisze najbardziej oryginalne, najbardziej komiczne, a jednocześnie najbardziej dramatyczne scenariusze. - Wisława Szymborska. Według mnie cytat ten idealnie odzwierciedla wydźwięk tej historii. Historii, której nieoczekiwane zakończenie sprawiło, że już teraz z utęsknieniem wyczekuję jesieni, kiedy to zakopana pod ciepłym kocem i z kubkiem gorącej herbaty będę mogła poznać dalsze losy Kosmy i Matyldy. A Was zachęcam do sięgnięcia po Napisz do mnie, dajcie jej szansę, a obiecuję, że się nie zawiedziecie.

Ocena: 5+/6
©Ver.reads
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć