Elegia dla bidoków
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.38 / 5.00
liczba ocen: 401
dołącz do programu UpolujEbooka.pl
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
31.90 złpremium: 19.14 zł
-23% 20.74 zł
24.80 zł
26.68 zł
27.12 zł
Pozostałe księgarnie
18.18 zł
23.25 zł
24.78 zł
24.80 zł
26.76 zł
27.90 zł
27.90 zł
28.00 zł
31.90 zł
31.90 zł
Opis:

Bezpretensjonalna opowieść Vance’a o dorastaniu w zapyziałym prowincjonalnym miasteczku w „pasie rdzy”. Najważniejsza książka o Ameryce ostatnich lat. Zdaniem recenzentów i czytelników odpowiada na pytanie: dlaczego Trump wygrał wybory. 2 mln sprzedanych egzemplarzy! Przez ponad 70 tygodni bestseller NYT. W produkcji film w reżyserii Rona Howarda.

Opowieść Vance’a o dorastaniu w zapadłym amerykańskim miasteczku, to przede wszystkim niezwykle aktualna analiza kultury pogrążonej w kryzysie – kultury białych Amerykanów z klasy robotniczej. O zmierzchu tej grupy społecznej, od 40 lat ulegającej powolnej degradacji, powiedziano już niejedno. Nigdy dotąd jednak nie opisano jej z takim żarem, a zwłaszcza – od środka.
Znaczna część Stanów Zjednoczonych straciła wiarę w amerykański sen, co znalazło odzwierciedlenie w wyniku ostatnich wyborów prezydenckich. „Elegia dla bidoków” pokazała Amerykanom z dużych miast, jak mało wiedzą o swoich rodakach, jak mylne mają o nich wyobrażenie. A ciepła, wyrozumiała narracja Vance’a stała się ważnym głosem w dyskusji o rozwarstwieniu społecznym. O tej książce mówi cała Ameryka.

„Podziwiam odwagę J.D. Vance’a” – Bill Gates

Recenzje blogerów
Szeroka droga przecinana pasami, po których śpieszą ludzie zapatrzeni w najnowsze telefony komórkowe, spoglądający co chwilę na zegarek z miną cierpiętnika spóźniającego się na bardzo ważne spotkanie biznesowe. Pełen luz w kwestii ubioru – od szytego na miarę garnituru po kolorowe „nie wiadomo co” luźno narzucone na ciało. Taksówki sunące jedna za drugą z kierowcami, którzy nie muszą się martwić o kurs. Wieżowce, apartamentowce, oszklone drapacze chmur, które wcale nie przytłaczają mieszkańców miasta, a jedynie robią ogromne wrażenie na turystach. Ciągły ruch, zapach ogromnego miasta, tłum, a wszystko to „przystrojone” kakofonią, która nikomu nie przeszkadza – co najwyżej onieśmiela turystów. Tak kojarzy mi się Nowy Jork wraz z jego mieszkańcami. Widzę ich spełniające się marzenia o lepszej pracy, ich możliwości i – wydawałoby się – brak problemów. Są uosobieniem słynnego „american dream”, który jeszcze kilkadziesiąt lat temu był dla nas czymś nieosiągalnym. Jak jest teraz? Co myślą o tym Amerykanie? Czy rzeczywiście jest im tak dobrze w kraju, który dla wielu z nas przez lata stanowił ideał demokracji?

J. D. Vance zmierzył się z utartym przekonaniem o cudowności Ameryki i opowiedział o tym, jak wygląda życie poza metropoliami nasyconymi bogactwem i perspektywami. Nie wymyślił żadnej historii, nie stworzył wartkiej akcji pełnej cudownych bohaterów, nie opisał alternatywnego świata. Vance postanowił powspominać swoje życie z czasów, gdy był chłopcem wychowującym się w tzw. “pasie rdzy”, w rejonie Appalachów – w tej części Stanów Zjednoczonych, o której nie mówi się chętnie i którą nikt się nie chwali. Jego książka, Elegia dla bidoków, to bardzo sprawnie opowiedziana historia o tym, jak dojrzewał wśród ludzi, którzy nie mają nic wspólnego ze spieszącymi wzdłuż arterii Nowego Jorku czy też przesiadującymi w Starbucks’ie mieszkańcami dużego miasta. To opowieść o domu, który stanowili niewiarygodni ludzie, absolutni indywidualiści, posiadający własny kodeks moralny i broniący go w sposób wręcz irracjonalny. Ten dom stanowiła babcia Mamaw i dziadek Papaw, najbliżsi autorowi ludzie. Dom, którego nie potrafiła stworzyć jego zniszczona nałogami matka i nieobecny ojciec. Nie podołali również dorywczy tatusiowie. Stawiając w centrum uwagi swoich najbliższych, Vance wspomina, jak wyglądało życie mieszkańców Middletown w stanie Ohio, gdy zaczął upadać przemysł, a wraz z nim nadzieje na lepsze jutro. Przemoc (fizyczna i słowna), alkoholizm, narkotyki, próby samobójcze, niestabilność emocjonalna – nic nadzwyczajnego, chleb powszedni. Najważniejsze były zasady, którymi kierowała się Mamaw i które od małego wpajała wnukowi, co zresztą mocno odcisnęło piętno na jego późniejszym życiu.

Wydaje się, jakby Elegia dla bidoków była swoistym studium przypadku – autor analizuje z każdej strony środowisko, w którym dorastał, pokazując nam nierówności i brak perspektyw panujące w Ameryce. Reprezentując nurt republikański, unaocznia (a przynajmniej próbuje), co należy zmienić, żeby dać szansę wszystkim młodym ludziom na to, by – za jego przykładem – mogli studiować prawo na Yale bez obawy, że ich na to nie stać lub że są to za wysokie progi.

Pięknie mówiąc o rodzinie, Vance obnaża pewną zaściankowość klasy robotniczej, która za wszystkie niepowodzenia wini innych, nie robiąc absolutnie nic, by cokolwiek zmienić. Nie krytykuje. W całym tym rozliczaniu się z przeszłością czuć absolutne oddanie i zrozumienie dla ludzi, którzy go wychowali. Vance’owi się udało. Wybił się. Zapewne niebawem wkroczy w szeregi partii republikańskiej. Będzie przykładem tego, jak bidok dotarł tak daleko bez koneksji i układów. Już samo to czyni go „innym od reszty”. Daje też nadzieję, że mamy wpływ na to, kim będziemy, niezależnie od tego, w jakim środowisku się wychowamy.

Elegia dla bidoków została nam sprzedana jako psychologiczno-socjologiczne studium na temat tego, co takiego stało się w Ameryce, że rządzi nią Trump. Uważam jednak, że jej największym atutem jest fakt, że po prostu bardzo dobrze się ją czyta. Nie jest naszpikowana danymi statystycznymi, nie uderza nas mnóstwem cytatów z mądrych książek, nie pokonuje nas informacjami. To po prostu książka, którą może przeczytać każdy, nie tylko żywo zainteresowany polityką Stanów Zjednoczonych.

Ameryka to nie tylko zapachy metropolii, biznes i kasa. To również smród śmieci wywalonych na obrzeżach miast, bieda i patologia. „American dream”? Nie trzeba mi mówić o amerykańskim śnie. Miałam swój, całkowicie polski, z którego brutalnie mnie obudzono. Może podczas kolejnych wyborów uda się jeszcze pomarzyć.

Ocena: 5/6
©Spadło mi z regała
O tym, co dzieje się w życiu prawdziwych ludzi, kiedy gospodarka przemysłowa idzie do piachu; (…) o reagowaniu na niekorzystne okoliczności w najgorszy możliwy sposób; (…) o kulturze, która coraz silniej napędza rozpad społeczeństwa, zamiast mu przeciwdziałać.

Tymi słowami J. D. Vance zapowiada treść książki „Elegia dla bidoków. Wspomnienia o rodzinie i kulturze w stanie krytycznym”. Debiut został okrzyknięty najważniejszą pozycją o Ameryce ostatnich lat; sprzedany w ponad 2 milionach egzemplarzy od półtora roku utrzymuje się na liście bestsellerów New York Timesa. Dzięki wydawnictwu Marginesy i świetnemu przekładowi Tomasza S. Gałązki książka ukazała się w Polsce.

Elegia dla bidoków to swoisty pamiętnik z Pasa Rdzy – obszaru, w którym w ostatnim czasie niemal całkowicie wymarł przemysł. W potoczystej, pierwszoosobowej narracji Vance rozprawia o życiu swoim, krewnych i sąsiadów – tytułowych bidoków (hillbillies). Snując opowieść o codzienności klasy robotniczej dowodzi, że nie wszystkim rodakom dane jest śnić americam dream. Pisze o irracjonalnym wydawaniu pieniędzy ponad stan (Kupujemy zbyt duże domy, zaciągamy kolejne kredyty pod ich zastaw, żeby mieć na bieżące wydatki, po czym ogłaszamy niewypłacalność i wynosimy się gdzieś indziej, często zostawiając zadłużony dom pełen śmieci). W domach bidoków trwa ciągły stan wojny każdego z każdym (Nasze rodziny to piekielny chaos. Wrzeszczymy, wydzieramy się na siebie niczym kibice na meczu. Co najmniej jeden członek rodziny używa narkotyków (…) w skrajnie stresujących chwilach bijemy się i kopiemy, oczywiście na oczach pozostałych). Edukacja nie jest ważna, a o wartości ciężkiej pracy zwykło się tylko gadać (Czasem znajdziemy jakąś robotę, ale nie na długo. Wywalą nas za wieczne spóźnianie się, za kradzieże towaru i sprzedawanie go na eBayu czy dlatego, że klient poskarży się, że zieje nam z ust alkoholem, albo za to, że w ciągu jednej zmiany robimy sobie pięć półgodzinnych sesji w toalecie).
Vance wytyka także fatalne nawyki żywieniowe i niechęć do aktywnego wypoczynku czyniące białą klasę robotniczą jedyną amerykańską grupą etniczną, której przewidywalna długość życia spada.

Bidoki z Appalachów klepią nie tylko biedę ekonomiczną, ale i emocjonalną. Kto wie, jak skończyłby J. D., dziecko z rozbitej rodziny, opuszczony przez ojca, z matką uzależnioną od alkoholu i narkotyków, gdyby nie jego dziadkowie (czule nazywani Mamaw i Papaw, którym Vance dedykuje książkę). Dzięki nim życie chłopca wraca na właściwe tory – ustają przeprowadzki do kolejnych tatusiów, napady szału matki i doświadczanie domowej przemocy. Troskliwi opiekunowie, którzy w młodości sami popełniali typowe dla bidoków błędy, robią wszystko, by wnuk zaznał bezpieczeństwa i spokoju, dobrze się uczył i zdobył pracę. Z powodzeniem. J. D. Vance jako pierwszy w rodzinie kończy studia (Prawo na uniwersytecie w Yale!), a w chwili postawienia ostatniej kropki „Elegii” jest żonatym, dobrze zarabiającym trzydziestojednolatkiem z trójką dzieci.

Wbrew marketingowym deklaracjom nie postrzegam tej książki jako klucza do zrozumienia współczesnej Ameryki. Vance opisuje bolączki amerykańskiej klasy robotniczej powstrzymując się od ocen, nie poddaje ich głębszej analizie. O ile jego wspomnienia znalazły pełne zrozumienie wśród rodaków, o tyle zagranicznemu czytelnikowi brakuje wyjaśnienia mechanizmów, które doprowadziły do takiej sytuacji. To raczej autobiografia (miejscami nieznośnie ego- i amerykocentryczna) niż reportaż. Największy walor tej książki upatruję jednak w innym jej aspekcie. Elegię można czytać szerzej, jako opowieść o tym, jak dom i otoczenie dziecka rzutują na jego tożsamość. O rzeczach, których nie powinno doświadczać; o dziedziczeniu nałogów, lęków, wstydu; o konieczności szybkiego dorastania; o narastającej frustracji i bezsilności. Dorosły Vance, który osiągnął sukces ma świadomość, że na zawsze pozostanie bidokiem. Nie trzeba jechać w Appalachy, żeby spotkać tak skrzywdzone dzieci i zwłaszcza z tego powodu warto sięgnąć po tę książkę.

Ocena: 3/6
©do dzieła
Amerykanie mówią na nich: hillbillies (bidoki), rednecks (buraki), białe śmiecie. Bidoki, czyli miliony białych Amerykanów, mieszkających w tzw. "pasie rdzy", w rejonie Appalachów, nisko wykwalifikowani robotnicy, bez wyższego wykształcenia, bez stabilności finansowej, bez perspektyw. Właśnie tej grupie społecznej, poświęcona jest Elegia dla bidoków. Wspomnienia o rodzinie i kulturze w stanie krytycznym J. D. Vance'a. Autor, który sam zalicza się do hillbillies stworzył bardzo osobistą powieść o dorastaniu w biednym miasteczku w "pasie rdzy", dokonując przy tym analizy kultury białych Amerykanów klasy robotniczej, która ulega rozpadowi. Opowiada o tym jak to jest, kiedy człowiek rodzi się z problemem wiszącym mu u szyi, bez nadziei na lepsze jutro.

J. D. Vance wychował się w Middletown, w stanie Ohio, w miasteczku w którym wraz z upadkiem przemysłu upadł również amerykański sen. Środowisko z którego wywodzi się autor, najlepiej określa jedno słowo, patologia. Niestabilna emocjonalnie, uzależniona od leków, później od heroiny, co chwilę zmieniająca partnerów i adresy zamieszkania matka. Gdyby nie dziadkowie, którzy stali się nieoficjalnymi opiekunami dla J. D. i jego siostry na zawsze utknąłby w upadającym mieście bez pieniędzy i bez perspektyw. W mieście w którym większość dzieci nie udaje się ukończyć liceum, Mamaw i Papaw wychowali wnuka tak, że udało mu się skończyć Uniwersytet Stanowy w Ohio oraz wydział prawa na Uniwersytecie w Yale Law. Vance'a miał szansę ziścić swój amerykański sen, jednak wiara w to, że z pucybuta można stać się milionerem wśród amerykańskiej klasy robotniczej dawno umarła.

Amerykańskie rodziny z klasy robotniczej doświadczają niestabilności na skalę niespotykaną nigdzie indziej pod słońcem pisze Vance'a i podaje dane, które poddają w wątpliwość mit o wielkości Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Przemoc, w tym przemoc słowna, rozbite rodziny, alkoholizm, narkotyki, próby samobójcze, niekorzystne doświadczenia dziecięce (ACE), ponad czterdzieści procent przedstawicieli amerykańskiej klasy robotniczej doświadczyło co najmniej jednego z tych działań.
Ekonomiczna niepewność stanowi zaledwie niewielką część problemów tej społeczności, znacznie większym jest sama kultura bidoków. Choć autor jest dumny z kultury hillbilies, jest również przekonany, że coraz silniej napędza rozpad społeczeństwa, zamiast mu przeciwdziałać. Według autora to świat irracjonalnych posunięć. Kultura pracy, w której rodzice nie podejmują żadnego zarobkowego zajęcia, doprowadzając do uzależnienia od opieki społecznej. Nadmierne zadłużanie, życie na kredyt, powszechna finansowa lekkomyślność, która prowadzi całe rodziny do ruiny, skazując ich na nędzę. Oszczędność jest sprzeczna z naszą naturą.
Skupienie na konsumpcji, odosobnienie, nieufność gniew, to kodeks obyczajowy, który reprezentuje biała klasa robotnicza. W opinii Vance'a za taki stan rzeczy nie można obwiniać gospodarki, wielkich korporacji, nawet jeśli prowadzą do nierówności społecznych, jego zdaniem, każdy ponosi osobistą odpowiedzialność za swoją sytuację. Nikt nie jest w stanie zapobiec ludzkiej bezmyślności i naprawić zepsutej kultury.

Nie tylko lenistwo, odporność na pracę, problem z samooceną niszczą kulturę bidoków, winna jest również zdefiniowana przez psychologa Martin Seligmana wyuczona bezradność, fatalistyczne przekonanie, zrodzone ze zbyt wielu przeciwności, że nic nie można zrobić, aby zmienić swój los. I właśnie tutaj można spróbować odnaleźć odpowiedź na pytanie o tajemnicę sukcesu Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w 2016 roku, choć w samej książce ani razu nie pada nazwisko prezydenta. Republikanin idealnie wykorzystał w swojej kampanii prezydenckiej powszechne wśród bidoków poczucie bycia ofiarą, skłonność do obwiniania innych, a nie siebie, gniew, frustrację, brak zaufania do mediów, rządu, którzy w ich opinii kłamią i oszukują.

O ile osobiste wspomnienia Vance'a są przekonujące, o tyle szersza analiza socjologiczna społeczności bidoków dokonana przez autora, wydaje się być jawnie polityczna i intencjonalna. Bezkrytyczny patriotyzm pisarza, widoczne zaangażowanie w politykę osobistej odpowiedzialności mogą okazać się wielkim atutem w partii republikańskiej, kiedy Vance rozpocznie swoją karierę polityczną, a jestem przekonana, że tak właśnie się stanie.

Elegia dla bidoków. Wspomnienia o rodzinie i kulturze w stanie krytycznym to przejmujący portret amerykańskiej klasy robotniczej, opowieść o wielkiej miłości do swojego kraju i swoich korzeni, złości i nienawiści dla własnej społeczności, która sama siebie doprowadziła do upadku. Historia o poczuciu bezradności, gdzie trudno wskazać jasne działania i rozwiązania problemów nękających hillbillies.
J. D. Vance opowiadając historię swojego dzieciństwa, odkrywając wady mieszkańców pasa rdzy rzuca światło na rozmiary dręczących tę społeczność problemów, zabiera ważny głos w dyskusji o nierównościach społecznych, o amerykańskim systemie społeczno- gospodarczym, który wcale nie jest tak idealny.

Ocena: 4/6
©Cuddle up with a good book
Elegia dla bidoków to prawda i fakty, ubrane w słowa przez człowieka, który urodzony i wychowany w społecznych nizinach, z tej biedy się wyrwał, zawalczył o swoje i zdobył bardzo dobre wykształcenie, otwierające mnóstwo drzwi i dające ogromne możliwości. J. D. Vance nie odciął się od korzeni. Cała droga, którą przeszedł i to co przeżył w nim rezonuje. Dzięki temu, że o swoich przeżyciach zdecydował się napisać, możemy poznać inną twarz kraju, który dla wielu był wymarzonym kierunkiem emigracji, zrewidować swoje wyobrażenia albo się w nich utwierdzić.
Czy J. D. Vance spełnił swój „american dream”?

Północno-wschodnia część Stanów Zjednoczonych, mocno uprzemysłowiona, zdominowana przez przemysł ciężki. Popularnie określana jest jako pas rdzy, gdyż rdza symbolizuje rozpad, coś co się kończy, psuje, ulega zniszczeniu, bo nikt o to nie dba. W przeciągu lat zmniejszyła się tu produkcja, a co za tym idzie zatrudnienie i liczba ludności. W tym właśnie rejonie urodził się J. D. Vance. W małej miejscowości, zamieszkiwanej przez bidoków, dla których bieda to rodzinna tradycja. Dla Autora to byli jego przyjaciele, sąsiedzi i rodzina.

Ta książka jest amerykańska, bo pokazuje Amerykę i to bez koloryzowania, pompatyczności, za to szczerze i prawdziwie. A z drugiej strony, ma tak wiele punktów stycznych z tym, co możemy zaobserwować w naszym kraju, że równie dobrze tę historię mógłby opowiedzieć Polak.

Elegia dla bidoków to opowieść wielowarstwowa. Z jednej strony obnaża wyobrażenia o bogatym, wielkim kraju, który ma rejony bardzo ubogie, pełne biedoty, zmagające się z narkomanią, pijaństwem, przemocą. Z drugiej pokazuje, że można z takich nizin społecznych wspiąć się na wyżyny i zdobyć niebywały awans społeczny. Po części działa jak poradnik pozytywnego myślenia, bo na przykładzie Vance'a widać, że można coś w życiu osiągnąć, dźwigając na barkach dojmujący kapitał społeczny. To również źródło wiedzy o systemach opieki społecznej i oświaty w Stanach Zjednoczonych. Ta książka, to jednak przede wszystkim obraz tego, że najważniejsze w życiu jest to, co my sami pragniemy, do czego dążymy, jakie cele sobie stawiamy. A w tej realizacji naszych marzeń niebywałe znaczenie odgrywają otaczający nas ludzie, te pomocne dłonie, aniołowie stróżowie, którzy nad nami czuwają, dają komfort i stabilizację i non stop popychają nas do przodu. Jeśli mamy takie osoby w naszym otoczeniu, to tak jakbyśmy wygrali los na loterii. Trzeba wziąć życie w swoje ręce i nie zrzucać winy na wszystko, co nas otacza, na kulawą politykę, odrealnione przepisy, czy też rozbuchaną biurokrację.

Z Middletown w Ohio na uniwersytet z Ivy League? Da się? Yes, you can! Tym jest dla mnie Elegia dla bidoków. A cała reszta, czyli obraz współczesnej Ameryki z jej ułomnościami i wadami, to dodatkowa, nieoceniona wartość poznawcza. Książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem, bo historia Vance'a jest ciekawa i wiarygodnie opowiedziana. Polecam!

Ocena: 5+/6
©Na czytniku
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć