Kredziarz
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.73 / 5.00
liczba ocen: 15606
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
-40% 17.90 zł
29.99 złpremium: 17.99 zł
23.09 zł
25.13 zł
25.49 zł
Pozostałe księgarnie
-32% 20.39 zł
25.12 zł
25.49 zł
26.99 zł
27.00 zł
27.89 zł
28.49 zł
29.99 zł
29.99 zł
29.99 zł
Opis:

W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej przerażające wizje i niezwykle fascynujące tajemnice... „Niesamowicie hipnotyzująca książka. «KREDZIARZ» jest senną powieścią, pełną koszmarów. Niespokojną, naznaczoną cieniem i światłem. Fabuła przyspieszy twoje tętno i zamrozi krew” – A. J. Finn, autor powieści „Kobieta w oknie”

Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu.
Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty.
„Kredziarz” to najlepszy rodzaj suspense’u, w którym teraźniejszość doskonale współgra z reminiscencją, każda postać jest wyraźnie zarysowana i interesująca, żadna z zagadek nie pozostawia w czytelniku niedosytu, a zwroty akcji zaskoczą nawet najbardziej wybrednego wielbiciela thrillerów.

CYTATY:
Ludzie mówią, że miłość jest najsilniejszą z emocji. Słusznie. Dlatego najgorsze okrucieństwa są zawsze popełniane w jej imieniu.
To, jakim jesteś człowiekiem, nie ma wpływu na to, co się z tobą stanie po śmierci. Ale ma ogromne znaczenie za życia. Dla innych ludzi. Dlatego zawsze trzeba być dobrym dla innych.
Recenzje blogerów
Niczego nie zakładaj. Poddawaj wszystko w wątpliwość. Odrzucaj to, co wydaje się oczywiste.

Co robiliście w wieku dwunastu lat? Przypominacie sobie? Ja pewnie byłam żałośnie zakochana w pewnym łobuzie z podstawówki, rywalizowałam z koleżanką o jego względy, zapewne przygotowywałam się do jakiegoś konkursu recytatorskiego lub ortograficznego, uczęszczałam na spotkania oazy (tak, mam taki epizod za sobą) i raz w tygodniu biegłam na zbiórkę harcerzy. Pisałam mnóstwo daremnych wierszy, moja kuzynka pewnie przypomni mi jakąś książkę zapisaną w szesnastokartkowym zeszycie (prawdziwe dzieło!). Nic nadzwyczajnego, dziewczę jak każde inne.

Eddie to właśnie taki przeciętny dwunastolatek. Może nie biega do salki katechetycznej i nie odśpiewuje chrześcijańskich pieśni, jednak jest podobny do mnie i do Ciebie. Jest normalny. Dni spędza w towarzystwie paczki znajomych, z których jedni są mu bliżsi, inni mniej. Jest tam również dziewczyna, w której po cichu się podkochuje. Klasyka. W takich okolicznościach zaczyna się historia opowiedziana przez C. J. Tudor w książce pod tytułem Kredziarz.

Powieść toczy się w dwóch przestrzeniach czasowych: w 1986 roku oraz w bliższym nam 2016, kiedy to Eddie, jako dorosły mężczyzna z wciąż niepoukładanym życiem, wskutek otrzymanego tajemniczego listu próbuje rozwiązać zagadkę śmierci sprzed lat, przywołując duchy przeszłości, które wkraczają na karty powieści niczym w klasycznych horrorach – dosłownie.
Wszystkie wydarzenia związane są z niewielką mieściną, w której mieszka chłopiec – najpierw wypadek w wesołym miasteczku, potem niepokoje społeczne wywołane planami otworzenia kliniki aborcyjnej, a następnie odnalezienie w lesie poćwiartkowanego ciała i samobójstwo nauczyciela. W każde z tych zdarzeń w jakiś sposób wmieszany jest Eddie.

Bardzo ciekawie pokazane zostały tutaj kontrowersje wokół aborcji i przedstawicieli Kościoła. Tudor bardzo dobrze opisała obłudę zaściankowych mieszkańców protestujących przeciwko klinice pod wodzą „pobożnego” i zakłamanego księdza, który prowadził owieczki według znanych tylko sobie zasad, korzystając ze swojej pozycji.

Biorąc pod uwagę impet, z jaką ta książka wkroczyła na polski rynek, byłam przygotowana na „książkowy szok”. Zdjęcia okładki Kredziarza (którą uważam za świetną) zalały Internet w jednym momencie. Pojawiło się całe mnóstwo pozytywnych recenzji i pewnie to jeszcze nie koniec. Nie dziwi mnie to o tyle, że to rzeczywiście powiew jakiejś świeżości: obyczaj, thriller i horror w jednym. Dla mnie za dużo o ostatnie, bo najzwyczajniej w świecie nie lubię duchów, straszydeł, zombie i wszystkich tego typu postaci. Moment, w których dom Eddiego odwiedził Kredziarz w stanie rozkładu lub wizyta topielca w postaci znienawidzonego prześladowcy z dzieciństwa to sceny, które najchętniej ominęłabym. Wydaje mi się, że nie dołożyły do fabuły szczególnie dużo. Właściwie – nie do końca rozumiem motyw tytułowego Kredziarza. Ludziki, których przedstawiciela widzimy na okładce, pojawiają się dość często w książce, ale czy wnoszą jakiś szczególny sens? Spodziewałam się więcej.

Jeśli chodzi o bohaterów, to rzeczywiście zostali dość skrupulatnie przedstawieni, a łącząca ich trauma (dla każdego inna) opisana została przez autorkę wystarczająco dobrze, by nie pomylić ich między sobą. Wszystko, co myślimy o tych dzieciakach w 1986 roku, w 2016 ulega pewnym zmianom, poznajemy ich na nowo w nieco odmiennych okolicznościach. I choć mogłoby wydawać się, że „śledztwo” toczy się wokół śmierci dziewczyny znalezionej w lesie trzydzieści lat wcześniej, to jednak po drodze na jaw wychodzą sprawy, które dopełniają obraz wydarzeń z dzieciństwa. Mimo tych interesujących wątków, bohaterowie zostali całkowicie pozbawieni jakiejkolwiek iskry. Książka utrzymana jest w szarych barwach i jej główne postacie są dokładnie takie same. Być może takie było założenie – w połączeniu z motywami rodem z horrorów wydaje się to nawet zasadne, jednak mnie brakowało choćby jednej sceny, która wywołałaby jakieś większe emocje. Żeby chociaż któryś mnie wkurzył, żeby choć wywołał grymas na mojej twarzy – nic. Zupełnie. Dlatego nie napiszę, że ta książka jest świetna i dla każdego. Nie napiszę również, że jest obowiązkową lekturą. Jednak zachęcę do poznania Kredziarza jako ciekawie skonstruowanej, wciągającej pozycji, która na pewno porządnie zajmie Was na jakiś czas.

Ocena: 4/6
©Spadło mi z regała
W dzieciństwie wszystko wydaje się proste, pozornie wolne od konsekwencji, beztroskie. Wyobraźnia dziecka nie zna granic – zwykła gałąź może być karabinem maszynowym, zakryty kocem stół – tajną bazą…

Rok 1986, Anderbury. Niczym nie wyróżniające się senne miasteczko. To tutaj dorasta dwunastoletni Eddie wraz z przyjaciółmi. Czas spędzają na placu zabaw lub jeździe na rowerach. Pewnego dnia wymyślają nową formę komunikacji: rysowane kredą ludziki. Zabawa wydaje się niewinna do czasu, gdy przeradza się w koszmar. Jeden z rysunków prowadzi do tragedii, która pozostawi ślad w ich życiu.

Trzydzieści lat po pamiętnych wydarzeniach Eddie i jego przyjaciele otrzymują listy z zagadkową wiadomością, napisaną dobrze znanym im kodem. Sprawę bagatelizują do czasu, gdy jeden z przyjaciół ginie. Eddie zaczyna rozumieć, że jedyną szansą na przetrwanie, i nie podzielenie losu kolegi, jest próba odpowiedzi na pytania sprzed lat.

(…) pewnymi tajemnicami nie powinno się dzielić nawet z najlepszymi przyjaciółmi.

Kredziarz wprowadza czytelnika w duszny, zepsuty klimat małomiasteczkowej społeczności. Mieszkańcy naznaczeni bolesnymi wspomnieniami starają się zapomnieć o demonach przeszłości. Jednak jak powszechnie wiadomo, prawda prędzej czy później ujrzy światło dzienne. Powieść C. J. Tudor jawi się jako interesujący kryminał z elementami thrillera. Eddie, będący narratorem powieści, snuje swoją opowieść bazując na dwóch płaszczyznach czasowych – roku 1986 i 2016. Przeszłość i teraźniejszość płynnie się przenikają, w powieści nie ma miejsca na niepotrzebne dywagacje. Pod fasadą mrocznej historii kryje się spojrzenie na problemy codzienności oraz konsekwencje podejmowania pochopnych, nieprzemyślanych decyzji.

Wydaje nam się, że chcemy poznać prawdę, ale w rzeczywistości interesuje nas tylko ta jej wersja, która nam pasuje. (…) Problem w tym, że prawdy nie można sobie wybrać. Prawda ma to do siebie, że po prostu jest. Można jedynie dokonać wyboru, czy w nią uwierzyć, czy nie.

Niespieszne wręcz leniwe tempo powieści spowalnia rozwój napięcia. Odwraca ono uwagę czytelnika prowokując do skupienia na czymś pozornie nieistotnym, aby zaraz zaskoczyć niespodziewanym fabularnym twistem. Niektóre fragmenty balansują na granicy dobrego smaku, nie wszystko jest czarne czy białe. Nie sposób jednak nie zauważyć, że autorka opiera się na dość powszechnym schemacie – pozornie wyjaśnione morderstwo, grupa dzieciaków, którzy znajdują się w (nie)odpowiednim miejscu o (nie)odpowiedniej porze. Choć obraz jest wiarygodny i dobrze skonstruowany, tak motyw może wydawać się sztampowy.

Nie można odmówić autorce sugestywnego operowania językiem, pełnego niedomówień, które potęgują ciekawość czytelnika. Przedstawieni w powieści bohaterowie są barwni, wielowymiarowi, ale niepokojący. Ich zachowanie determinują zatrważające doświadczenia. Tudor odkrywa przed czytelnikiem wszystkie mroczne strony człowieka; pokazuje, że każdy z nas, nawet dziecko, kryje jakiś sekret.

Kredziarz to nie tylko intrygująca historia, ale również dobre spojrzenie na dojrzewanie, otaczającą nas rzeczywistość. Autorka momentami wprowadza niepotrzebny chaos, nie wszystko jest precyzyjne i dopracowane. Schematyczność i doza przewidywalności nieuchronnie wisi na horyzoncie. Mimo wszystko książkę uważam za całkiem niezły debiut.

Ocena: 4/6
©Bookmoment
Wydawnictwo zadbało, aby wydanie debiutanckiej powieści C. J. Tudor stało się wydarzeniem jeszcze na długo przed oficjalną jej premierą. Pod względem marketingowym to prawdziwa bomba. Własny fanpage, duża ilość materiałów, reklamy i całkiem pokaźna liczba egzemplarzy recenzenckich sprawiła, że okładka z kredowym ludzikiem od dawna jest rozpoznawalna wśród potencjalnych czytelników.

W wielu recenzjach widać również porównania do To Stephena Kinga. Czy tak rzeczywiście jest?

Książka jest rzeczywiście ciekawa. Zaryzykuję stanowisko, że jak na debiut to jest więcej niż dobrze. Kredziarz to historia obyczajowo kryminalna o lekkim zabarwieniu grozowym. Paczka dzieciaków wiodących dość beztroskie życie w niewielkim miasteczku, posiadająca swoje zwyczaje, kody, powiedzonka i specyficzne relacje - niekoniecznie zrozumiałe dla osób spoza ich otoczenia - stara się jak najfajniej spędzić letnie wakacje. Jednym ze sposobów ich komunikacji staje się rysowanie znaków kredą. Każdemu z członków paczki przydzielony zostaje odpowiedni kolor, stąd wiadomo kto pozostawił daną wiadomość. Gdy pojawiają się znaki namalowane kolorem, który pozostał nieprzydzielony, a podążające nimi dzieci natrafiają na ciało bez głowy, beztroskie dzieciństwo trochę się komplikuje.

Śmierć dziewczyny w lesie jest wydarzeniem centralnym w tej książce, muszę jednak zaznaczyć, że jest wiele wydarzeń pobocznych, które również nadają książce dynamiki i pogłębiają wrażenie tajemniczości. Całość jest napisana przyzwoitym i rytmicznym językiem, więc książkę czyta się przyjemnie i szybko. Smaczku dodaje fakt, że narracja jest prowadzona z dwóch perspektyw czasowych: W trakcie wydarzeń oraz wiele lat później, kiedy to historia rykoszetem odbija się na dorosłym już życiu bohaterów.

A co z tym odniesieniem do Kinga? W mojej ocenie poza faktem, że główną rolę grają tutaj dzieciaki zasuwające na rowerach oraz tym że – tak samo jak w TO – zakończenie jest najsłabszym elementem książki, nic nie przemawia za tym aby te dwie historie ze sobą porównać. To jednak trochę tak jakby ktoś porównywał Turbacz do Mount Blanc. Niby to i to góra, ale… nie do końca. Co by nie myśleć o zakończeniu TO, historia Kinga jest jednak lata świetlne przed Kredziarzem. Mimo wszystko uważam, że autorka bardzo dobrze się spisała jak na debiut i wróżę jej świetlaną przyszłość, jeśli tylko będzie się pisarsko rozwijać.

Polecam przeczytać. Myślę, że nikt nie będzie się nudził, wręcz przeciwnie. Kredziarz to dobra historia z dreszczykiem z jednej strony i przypomnieniem młodzieńczych lat z drugiej. Pomimo kilku fabularnych niedociągnięć, mnie się podobało.

Ocena: 4+/6
©Blog PanCzyta.pl
Banda dzieciaków – grubasek, kujon, zarozumialec z wielgachnym aparatem na zęby, ruda chłopczyca i chłopak, którego mama jest sprzątaczką. W wieku dwunastu lat to właśnie kolor włosów, grubość szkieł w "pinglach" czy zawód wykonywany przez rodziców jest wyznacznikiem tego, czy na czole widnieje pieczątka "ASSHOL", po polskiemu – "FRAJER". Eddie, narrator, i jego banda w wolnym czasie najczęściej jeżdżą na rowerach i gadają, paplają, kłócą się, przekomarzają (coś niebywałego w kontekście "snapczatów, mesendżerów i czatów wszelakich" współczesności). Ale głównie – się nudzą. Wymyślają tajemny kod – rysowanie kredą, który ma ułatwić komunikację i przede wszystkim sprawić frajdę. Zabawa kończy się, kiedy znaki rysowane kredą prowadzą ich do trupa.

Mija trzydzieści lat od tragicznych wydarzeń i niewyjaśnionego zabójstwa pod znakiem kredowych ludzików i wskazówek. Prawda doprasza się o odkrycie. Bo w tej historii prawie każdy coś ukrywa, w myśl zasady:

Nie zawsze definiują nas nasze osiągnięcia, bywa, że ważniejsze są zaniedbania. Nie tyle kłamstwa, ile prawdy, które postanowiliśmy przemilczeć.

Nigdy nie mówiłam, że jestem uczciwa. Powiedziałam tylko, że nie wszystko było kłamstwem.

Dlatego czas najwyższy na podróż w przeszłość, odkrycie prawdy podążając "mroczną ścieżką, zarośniętą plątaniną kłamstw i tajemnic, pełną głębokich dołów przysypanych liśćmi. Drogą oznaczoną kredowymi rysunkami".

Autorka serwuje nam idealną kompozycję mrocznego thrillera, horroru i powieści psychologicznej. Mój zachwyt jest wypadkową uwarunkowaną pojawieniem się trzech kluczowych elementów: rewelacyjnej historii kryminalnej, ciężkiego, dusznego, wnikającego w nasze ciało i umysł klimatu oraz doskonałej kreacji psychologicznej bohaterów. Mało tego: zagadka jest bardzo ciekawa (to niemalże anomalia w zalewającej rynek czytelniczy fali bestsellerów-wydmuszek), rozwiązanie sensowne, bez wydumanych paranormalnych, pojawiających się znikąd faktów. Wszystko ma ręce i nogi... i wszystkie inne członki ciała.

Nie mam w zwyczaju czytać recenzji, blubrów, opisów i wszelakich charakterystyk PRZED przeczytaniem książki i PRZED napisaniem recenzji, ale czuję, podskórnie, że wiele osób wyrazi zdziwienie, że to debiut. Wyrażam je i ja. Świetny styl: prosty ale wzbogacony o dosadne epitety ("sekrety są jak odbyty"), rewelacyjna warstwa obyczajowa (podjęte zostały zagadnienia aborcji, braku tolerancji wobec szeroko pojmowanej inności, kleptomanii), różnorodność w kreacji bardzo wyrazistych postaci (odwrócenie symboli dobra i zła – zły kapłan, dobra kobieta, która dokonuje zabiegów aborcji). Wszystko to w akompaniamencie jakże prawdziwe złotych myśli:

Nikt nigdy nie znalazł odpowiedzi na dnie butelki. Ale przecież nie o to chodzi. Do dna butelki dociera się po to, żeby zapomnieć, jakie było pytanie.

Wydaje nam się, że chcemy poznać prawdę, ale w rzeczywistości interesuje nas tylko ta jej wersja, która nam pasuje. [...] Zadajemy pytania i mamy nadzieję, że usłyszymy odpowiedzi, które chcemy usłyszeć. Problem w tym, że prawdy nie można sobie wybrać. Prawda ma to do siebie, że po prostu jest. Można jedynie dokonać wyboru, czy w nią uwierzyć, czy nie.

Największym, w mojej ocenie, atutem książki jest podobieństwo do prozy Kinga. Nie chodzi tu tylko o bandę gówniarzy śmigających po małym miasteczku rowerami (taka konfiguracja automatycznie przywodzi wspomnienia o książce To), ale o ten niepokojący, smolisty i pełen niedopowiedzeń klimat. Nie do końca zdajesz sobie sprawę w jaką rzeczywistość zostajesz wessany, a przede wszystkim nie jesteś pewien w jakiej formie zostaniesz z tej fabularnej rzeczywistości wypluty do świata realnego. Subtelne powiewy grozy, małomiasteczkowość i wyrazistość postaci zasługują na wielkie brawa.
Dosadne, przewrotne i bardzo oryginalne zakończenie to nic innego jak literacki kop znokautowanego zawodnika-czytelnika. Owacja na stojąco z niekontrolowanymi spazmami euforii.

Ocena: 5+/6
©Tylko skończę rozdział
Zawsze dostając do ręki książkę, którą wychwala prawie cały świat, mam względem niej bardzo duże wymagania i zawsze zastanawiam się co w niej jest takiego, że wydawnictwo postanawia, aż tak zaszaleć z jej promocją. Właśnie taką pozycją jest Kredziarz C. J. Tudor, której reklamę spotykam na każdym kroku. Dostałam egzemplarz do recenzji dość wcześnie i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to okładka, która do złudzenia przypomina szkolną tablicę, wytartą suchą ścierką. Z początku myślałam, że oprawa książki jest przybrudzona, dłuższą chwilę zajęło mi zorientowanie się, że to efekt zamierzony.

Rzadko kiedy mam przyjemność czytania książki z punktu widzenia mężczyzny, więc z jeszcze większym zapałem wzięłam się do czytania. Czy książka pisana z perspektywy faceta może być ciekawa? Czy wielka akcja promocyjna była potrzebna?

Grupa przyjaciół podąża za tajemniczymi znakami narysowanymi kredą i znajduje poćwiartowane ciało dziewczyny, ale jest jeden mały szczegół. Mianowicie znaleziono wszystkie jej części ciała oprócz jednej najważniejszej – głowy.

Historia książki toczy się w dwóch ramach czasowych. Mamy zestawione z sobą wydarzenia z przeszłości i teraźniejszości bohatera. Główną postacią jak i narratorem całej opowieści jest Eddie Adams, natomiast dużą rolę odgrywają tutaj też inne postacie – rodzina, przyjaciele, sąsiedzi. Wszystko zaczyna się od wypadku w wesołym miasteczku, gdy awarii ulega jedna z przestarzałych karuzeli i rani poważnie Elisę. Jedno przypadkowe wydarzenie, a potrafi nieźle namieszać. Traumatyczne przeżycia z okresu gdy Edd miał dwanaście lata, prześladują go nawet gdy już jest dorosłym mężczyzną. Pewnego dnia dostaje list w którym jest rysunek ludzika i kawałek kredy. Co oznacza ten list? Czy ktoś stroi sobie z Eddiego żarty? A może jest to początek czegoś większego?

Nie chcę wam mówić za bardzo o fabule, ponieważ wydaje mi się, że i tak musiałabym wam zdradzić coś co jest istotne, by przekazać o co mi chodzi. A że ja nie lubię gdy ktoś spoileruje mi książkę, to ja też nie zamierzam tego robić. Pozycja ta zawiera zbyt wiele wydarzeń, które naprowadzają czytelnika na jakiś trop. Nie zawsze to jest jednak trop właściwy.

Akcja Kredziarza jest dla mnie płynna i wciągająca. Mimo że pisana jest na przemian – jeden rozdział z roku 1896, kolejny 2016, znowu 1896 itd. to jednak ma to sens. Wydarzenia wzajemnie się uzupełniają, więc wracanie do przeszłości ma tutaj uzasadnione zastosowanie. Budowanie napięcia zostało tutaj pokazane idealnie. Nie ma to jak uzyskać długo wyczekiwaną informację i ją w połowie urwać, na rzecz przeniesienia się w czasy dzieciństwa Eddiego. Lubię budowanie napięć, ale jednak w tej historii mi przeszkadzały, ponieważ byłam wciągnięta w oba czasy i gdy nagle w kluczowym momencie mi przerywano, to brnąc dalej zapominałam co takiego ważnego odkryłam. Jednym może to przeszkadzać, inni mogą to uwielbiać. Wszystko zależy od gustu.

Bohaterowie – jeden z kluczowych dla mnie elementów, ponieważ gdy postacie są bez wyrazu i są irytujący odechciewa mi się czytać. A tutaj znalazłam bohaterów, za którymi wręcz przepadałam, ale też takich, których chętnie bym zamordowała zaraz na początku. Ta druga grupa, mimo moich niechęci i myśli na ile sposobów można by było ich zabić, odgrywały dość istotną rolę w fabule, więc się nie czepiam, bo postacie miały indywidualne charaktery, były dobrze dopracowane i nie były stworzone na marne.

Język prosty i zrozumiały, nie ma problemów z zrozumieniem. Dodam jeszcze, że doświadczycie dużo zwrotów akcji. Zakończenie lekko namieszało mi w głowie, większość rozwiązań spraw nie przeszła mi nawet przez myśl, nawet nie pomyślałabym, że to te osoby mogą mieć coś wspólnego z całą akcją.

Podsumowując! Polecam książkę, bo jest to dobry kryminał z elementami thrillera. Z pewnością wielu z Was się spodoba i umili wieczory. Jeśli ktoś z was będzie miał możliwość przeczytania Kredziarza to bez obaw możecie się z niego zabrać. Gwarantuję udaną lekturę.

Ocena 5/6
©Czytam w pociągu
Głupcy biegną tam, gdzie aniołom strach nogi wiąże.

Umiejętność snucia opowieści to niezwykły dar, którego nie da się zdobyć wyłącznie poprzez szlifowanie warsztatu. Dobra historia, przedstawiona z pasją zawsze trafi do odbiorcy z siłą, której nie zapewni eleganckie składanie słów w wykwintne zdania. C. J. Tudor to autorka, którą mogłabym określić mianem dawnego bajarza, zaklinacza, a niewielu dotąd otrzymało ode mnie ten tytuł. Kredziarz to debiutancka powieść tej Autorki, ma swoje mankamenty, ale stanowi niesamowicie skrojoną opowieść, od której trudno się oderwać.

Pewne rzeczy w życiu można zmienić: wagę, wygląd, nawet nazwisko. Ale inne są odporne na najsilniejsze starania i mimo szczerych chęci nie jesteśmy w stanie na nie wpłynąć. To te drugie w największym stopniu nas określają. Jesteśmy nie tym, co da się w nas zmienić, lecz tym, na co nie możemy nic poradzić.

Duża moc tkwi w dwutorowości tej powieści, gdzie przeszłość dopełniana jest teraźniejszością i odwrotnie, teraźniejszość wyjaśniana poprzez przeszłość. Dodatkowo sam klimat jest dość frapujący, małe miasteczko, w pewnym sensie zamknięta społeczność. Wszyscy się znają, każdy o każdym wie dużo, ale jednocześnie każdy skrzętnie ukrywa jakieś swoje tajemnice, bardziej lub mniej mroczne. Całość wydarzeń rozgrywa się jakby we własnych kątach, co nie stanowi nowości w tego typu literaturze, ale z pewnością działa na plus powieści. Lata osiemdziesiąte również nadają specyficznej atmosfery.

Ludzie zawsze będą oszukiwać i kłamać. Właśnie dlatego ważne jest, żeby wszystko poddawać w wątpliwość.

Grupka dzieciaków, zaprzyjaźniona paczka, rozpoczyna zabawę z kredą. Odkrywają fascynujące zastosowanie kredowych obrazków w codziennych zabawach, spotkaniach. Jest w tym coś magicznego, tajemniczego, ponieważ posługują się tylko sobie znanym rysunkowym kodem. Radość z zabawy kończy się, gdy seria kredowych znaków doprowadza przyjaciół do makabrycznego odkrycia w pobliskim lesie. Poćwiartowana, starsza koleżanka, ledwie przykryta kupką liści. Nikt nie wie, kto sporządził drogę do miejsca zbrodni, ani kto jej dokonał.

Dzieciństwo to okres w życiu, który najmocniej naznacza człowieka. Wielokrotnie dopatrujemy się źródła problemów dorosłości właśnie w dzieciństwie. Dzieciaki z Kredziarza bardzo się od siebie różnią, jednak każde z nich ma swoje potwory, z którymi przychodzi im się zmierzyć. Bolesne doświadczenia codzienności, czy to bieda, czy autorytarni rodzice, czy przemoc, zostają spotęgowane przez kilka kolejnych tragedii w miasteczku, by apogeum osiągnąć przy odkryciu bestialskiego morderstwa. W gruncie rzeczy o każdej z tych postaci można napisać oddzielną książkę i jestem przekonana, że byłoby o czym pisać. I właśnie ta grupka dzieciaków najbardziej przypomina nam "Stranger Things".

Dorosłość jest zwykłą iluzją. Jeśli się nad tym zastanowić, to nikt z nas tak naprawdę nie dorasta. Po prostu robimy się wyżsi i bardziej włochaci. Czasem się dziwię, że moje państwo pozwoliło mi prowadzić samochód i że nikt mnie nie bije po rękach za picie alkoholu w pubie.

Poza tym mamy postać głównego bohatera, który jednocześnie jest narratorem całej historii. Opowieść prowadzona jest w dwóch liniach czasowych. Pierwsza z nich to lata osiemdziesiąte XX wieku, kiedy Ed ma dwanaście lat. Druga to teraźniejszość, 2016 rok, gdzie Ed jest już dorosłym, czterdziestodwuletnim człowiekiem. Obecnie jest raczej samotnikiem, nauczycielem w swojej dawnej szkole, osobą, która w jakiś sposób wciąż żyje przeszłością. To mocna i skomplikowana postać, chociaż nie należy do takich, z którymi można się polubić. Być może wynika to z jakiegoś depresyjnego charakteru, z pewnego poczucia beznadziejności jego życiowej sytuacji.

Jak już wspomniałam na początku, powieść ta ma swoje mankamenty, które można zrzucić na karb debiutanta. Pisarka stworzyła doprawdy niebanalną fabułę, intrygującą i budującą napięcie, ale chyba nie wycisnęła wszystkiego ze swojej historii. Dopracowana akcja to jednak nie wszystko. Zabrakło mi psychologii postaci, rozdmuchania nieco wątków obyczajowych i spojenia ich jakąś mniej skrytą refleksją. Bohaterowie nie są bardzo źle wykreowani, co więcej wcale nie są płascy, ale jednak zarysowanie konturów domaga się tutaj pokolorowania. Pozostają przez to w jakiś sposób nie dopowiedzeni i niemożliwi do poznania, a przez to trudni w ocenie. Ja miałam jeszcze problem z tym, by się z nimi poznać, bo wciąż odczuwałam mocny dystans, nie dopuszczali mnie do siebie.

-Bo to nie są twoi przyjaciele, tylko ludzie, których znasz całe życie.
-Czy to nie jest definicja przyjaciół?
-Nie, to definicja parafii. Ludzie, z którymi czujesz się w obowiązku utrzymywać kontakt, ale robisz to z przyzwyczajenia, nie z chęci spędzania czasu.

Skończyłam czytać już jakiś czas temu, ale wciąż mam wrażenie, jakbym nie doczytała końca. Wynika to z tego, że Autorka nie doprecyzowała wszystkich wątków powieści. Finalny twist zdradza dużo i pozwala na różnorakie domysły, ale niektóre ścieżki zostały przerwane i niedopowiedziane. Być może takie było zamierzenie Pisarki, jednak we mnie pozostawiło czytelniczy niedosyt, jakby w moim egzemplarzu brakowało stron. Dodatkowo rozdmuchana kampania marketingowa wskazywała na pewne tropy, które nie znajdują potwierdzenia w fabule, a przynajmniej nie takie, jakiego oczekuje przeciętny czytelnik. O pewnych podobieństwach do "Strager Things" można rzeczywiście mówić, aczkolwiek Kredziarz to historia zupełnie innego typu i jeżeli chcecie po nią sięgnąć w myśl tych nieco naciągniętych porównań, to otrzeźwijcie z nich głowę i dopiero zabierajcie się za czytanie.

Kredziarz ma w sobie to "coś", co nie pozwala się oderwać, co mąci w głowie i nurtuje. C. J. Tudor ma bardzo przyjemny styl, chociaż należy pamiętać, że w przypadku polskiej wersji językowej, niebotyczne zasługi ma w tym również tłumacz, Piotr Kaliński. Fabuła nie należy do tych pędzących, chociaż przez cały czas trzyma w napięciu. Mroczny, nieco duszny klimat tworzy aurę, która pochłania czytelnika. Autorka wielokrotnie wodzi nas za nos, trudno przewidzieć, jak ostatecznie zakończy się ta historia. To bogata i nurtująca powieść, działająca na emocje i zapewniająca satysfakcjonujące zaczytanie. Mimo pewnych minusów, uważam, że to bardzo dobra powieść i chociaż jeszcze do końca tego roku daleko, to może to być jeden z lepszych debiutów 2018.

Bycie dobrym człowiekiem nie polega na śpiewaniu hymnów czy modleniu się do jakiegoś mitycznego bóstwa. Nie chodzi o noszenie krzyżyka i chodzenie co niedziela do kościoła, ale o to, jak traktujesz innych ludzi. Dobry człowiek nie potrzebuje religii, bo wystarczy mu przekonanie, że postępuje właściwie.

Ocena: 4+/6
©Rosa czyta
Rok 1986. Czas, kiedy to dzieciaki nie przesiadują jeszcze przed telewizorami i komputerem, ale bawią się ze sobą. A im więcej czasu na zabawę, tym głupsze pomysły potrafią przychodzić do głowy - wiadomo. Grupa przyjaciół wymyśla tajny szyfr, który "ułatwi" im porozumiewanie się między sobą. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Każdy z chłopców ma swój własny kolor. Pozornie normalna dziecięca zabawa przybiera zły obrót, gdy pojawiają się ludziki narysowane białą kredą, a przecież żaden z chłopców nie używał kredy takiego koloru... Wszystko zmienia się w ich życiu. Są świadkami czegoś, czego dzieci pod żadnym pozorem nie powinny zobaczyć.

Trzydzieści lat później koszmar powraca, choć i tak przez lata nie dawał o sobie zapomnieć. Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Wszyscy uważają to za żart, dopóki nie ginie jeden z nich...

Jej głowa nigdy się nie znalazła i dziewczyny z lasu nikt nie poskładał w całość.

Kredziarza reklamowano jako książkę na miarę To Stephena Kinga, czyli powieść, przez którą do dziś dnia nie udało mi się przebrnąć. Cegła ogromna, wręcz monumentalna. Kredziarz na szczęście jest mniej obszerny. Wracając jednak do tematu, jedyną rzeczą, która łączy obie te historie to fakt, że fabuła rozłożona jest na dwie płaszczyzny - rok 1986 i czasy współczesne bohaterom, czyli +/- 2016 rok i bohaterami są dzieci sprzed i po zbrodni. Poza tym książki nic wspólnego ze sobą nie mają.

Warto zaznaczyć, że książka jest debiutem, a już osiągnęła taki sukces. Okrzyknięto ją mianem naprawdę bardzo dobrej historii, ale czy na pewno zasłużenie? W mojej ocenie tak. Choć, gdy czytałam opinie typu "nigdy się tak nie bałam" i tym podobne - to wiecie, śmiech na sali. W tej książce nie ma co straszyć. Kompletnie nic. To zgrabnie skonstruowana fabuła, która może nie zachwyca zawrotnym tempem, a raczej tajemniczością i dość charakterystycznym dla lepszych kryminałów klimatem.

Bardzo podobała mi się kreacja głównego bohatera, ale moim zdaniem autorka zbyt mało uwagi poświęciła tym drugoplanowym, którzy niby byli istotni, ale nie na tyle, by poświęcić kilka stron na dokładniejsze opisanie ich historii. Autorka potraktowała ich dość powierzchownie, zmieściła poważne wydarzenia w dosłownie kilku zdaniach. Za to spory minus!

A kim jest tytułowy Kredziarz? Nie bójcie się, nie zaspoileruję Wam tego - możecie czytać dalej. No cóż, domyślałam się kim jest, choć średnio realne to było. Więc... wyobraźcie sobie moje zaskoczenia, gdy moje pozornie głupawe przypuszczenia okazały się słuszne. Szok!

Reasumując, mimo małych niedociągnięć i lekko przewidywalnego (jak dla mnie) zakończenia, to książka wciągnęła mnie niesamowicie. Na tyle, że specjalnie wstałam z samego rana, by doczytać książkę przed wyjazdem. Styl autorki był lekki, nie tak ciężki i zagmatwany jak u Stephena Kinga, ale też nie tak prosty jak w większości książek młodzieżowych. Kredziarz ambitny nie był, ale nie to było jego zadaniem. Książka miała dostarczyć rozrywki i spełniła swoje zadanie. Moim zdaniem warto sięgnąć po tę książkę. Bardzo dobrze się ją czyta - nietypowy odmóżdżacz ze zbrodnią
w roli głównej. Czekam na kolejne powieści spod pióra C. J Tudor. Skoro debiutując zaserwowała swoim czytelnikom taką dawkę dobrej lektury - jestem ciekawa, co się wydarzy, gdy zacznie rozwijać swój pisarski talent.

Ocena: 4+/6
©Książkomaniacy Recenzje
Spotkałam się z kilkoma opiniami porównującymi powieść C. J. Tudor do serialu Stranger Things Matta Duffera i Rossa Duffera.

Poza podobieństwem wynikającym z postaci młodych bohaterów, więcej wspólnego nie widzę. Klimat może i jest lekko niepokojący, ale ten książkowy zupełnie nie przypomina mi tego serialowego. Za lekturę tej książki wzięłam się trochę na rympał, zachęcona pozytywnymi opiniami w sieci oraz przepięknym grzbietem egzemplarza, który bardzo wyróżnia się spośród pozostałych tomów. Nie podchodziłam do niej z jakimś wybitnie ogromnym zaangażowanie, ale liczyłam na to, że jednak Kredziarz zaangażuje mnie na tyle, że nie będę miała ochoty się z nim rozstawać. Trochę tak było, bo przez niemal czterysta stron przebrnęłam w dwa dni. Historia nie jest wybitna, ale sama konstrukcja fabuły, całkiem wiarygodni bohaterowie i zagadka nierozwiązana do samego końca, motywują do szybkiego doczytania książki do końca.

Wydarzenia z przeszłości zaczynają powracać do grupki dawnych przyjaciół, którzy aktualnie nie utrzymują już ze sobą żadnego kontaktu. Traumatyczne przeżycia z młodości zaczynają znów żyć swoim życiem, a żaden z bohaterów nie spodziewał się, że wydarzenia sprzed trzydziestu lat powrócą z takim przytupem i ponownie namieszają w ich życiach, doprowadzając do ponownych wspólnych spotkań. Eddie decyduje się na rozwiązanie na własną rękę tajemnicy z przeszłości mając nadzieję, że to jest sposób na ocalenie samego siebie.

Historia Kredziarza prowadzona jest dwutorowo i prezentuje aktualne wydarzenia oraz retrospekcje z roku 1986, który dla głównego bohatera i jego przyjaciół był dość traumatyczny. Autorka zadbała o to, żeby w ciągu przedstawionych lat w tym niewielkim angielskim miasteczku działo się dużo, co jednak trochę gryzło mi się z moim wyobrażeniem tego miejsca i wywoływało myśli, ze jednak trochę za dużo zbiegów okoliczności w jednym miejscu i w podobnym czasie. Mimo wszystko całkiem nieźle poradziła sobie z rozłożeniem tego na poszczególnych bohaterów i zbudowaniem urazu psychicznego, który na dobrą sprawę zaczyna się ujawniać dopiero po trzydziestu latach od tajemniczego morderstwa, co w moim odczuciu też było przemyślanym i świadomym zabiegiem.

Zestawienie nieodpowiedzialnych i nie myślących racjonalnie dzieciaków z ich wersjami po trzydziestu latach, w czasie których ich podejście do życia ewidentnie uległo zmianie, podziałało jeszcze bardziej obrazowo i czytelnik, porównując charaktery i zachowania kiedyś i dziś, jest w stanie określić bagaż emocjonalny i poczuć, jak dużym życiowym wyzwaniem było zmierzenie się z tamtymi wydarzeniami.

To thriller z elementami psychologicznymi, które odgrywają istotną rolę w całej fabule, jednak nie są zbyt przytłaczające, co często się zdarza przy powieściach w tym gatunku. Mimo wszystko odnosi się wrażenie, że w Kredziarzu dominuje akcja, która zgrabnie przeplatana jest myślami i odczuciami Eddiego, które wydawałoby się, że nie są istotne dla całości, ale jednak to właśnie one budują mroczny, ciężki i niepowtarzalny klimat powieści.

Czytając Kredziarza, miałam wrażenie, że jest to powieść dla niedoświadczonych z gatunkiem odbiorców, których przebieg wydarzeń rzeczywiście może porządnie zaskoczyć. Mnie lektura nie sprawiła żadnych większych problemów, ale też nie wprawiła mnie w osłupienie – dobrze się ją czytało, jednak myślę, że nie pozostanie na długo w mojej głowie. Polecam szukającym lżejszej, trochę infantylnej przygody z kilkoma trupami w tle.

Ocena: 4/6
©Rude recenzuje
Kochani dziś zapraszam Was na wycieczkę do małego, urokliwego miasteczka, które jest miejscem wydarzeń rozgrywających się w debiutanckiej powieści C. J. Tudor Kredziarz. Mieszkańcy owego miasteczka są swego rodzaju zamkniętą społecznością. Jak, to zazwyczaj w przypadku małych miejscowości bywa, każdy jej mieszkaniec wie o innym praktycznie wszystko. Ale czy na pewno wszystko? O tym przekonamy się już za chwile.

Głównym bohaterem, a jednocześnie narratorem całej historii jest Eddie. W chwili jej rozpoczęcia główny bohater, jest dwunastoletnim chłopcem, który wraz z trójką swoich przyjaciół wiedzie beztroskie dzieciństwo. Jak wiadomo, dzieci mają to, do siebie, że lubią bawić się w różne gry i zabawy. W przypadku naszej czwórki przyjaciół zabawa ta polega na porozumiewaniu się między sobą rysunkami kredą, które pełną swego rodzaju kod porozumiewawczy zrozumiały tylko dla wtajemniczonych. Wszystko pozostaje niewinną zabawą do momentu, kiedy owe znaki doprowadzają przyjaciół do lasu, w którym znajdują rozczłonkowane zwłoki swojej starszej koleżanki. Od tego momentu sielanka i spokój w miasteczku odchodzą w zapomnienie, a jego miejsce zajmują mroczne tajemnice. Kto zabił i dlaczego? Kto zostawił kredowe znaki, które doprowadziły do zwłok?
Trzydzieści lat później czterdziestodwuletni Eddie nadal mieszka w domu rodzinnym, gdzie pracując jako nauczyciel w swojej dawnej szkole, wiedzie spokojne, samotne życie. Wydaje się, że makabryczne przeżycia z lat dzieciństwa dawno już zostały zamknięte i nikt nie chce do nich wracać. Jednak jak się okazuje przeszłość pewnego dnia ponownie o sobie znać. Bowiem do Eddie'go dociera list, w którym otrzymuje kredowy rysunek człowieka z pętlą na szyi. Wszystko wskazuje na to, że gra podjęta przed laty, tak naprawdę nigdy się nie skończyła, a przed przeszłością nie da się uciec.

Na ciąg dalszy recenzji zapraszam na mojego bloga


Ocena: 5/6
©Kocie czytanie
Akcja powieści rozgrywa się w Anderbury, gdzie grupka przyjaciół spędza wspólnie wakacje. Niestety to lato jest momentem, gdy ich młodość raz na zawsze zostanie pozbawiona beztroski i stabilizacji. Główny bohater, Eddie, jest świadkiem drastycznego wypadku w wesołym miasteczku, podczas którego piękna dziewczyna zostaje bezpowrotnie oszpecona i okaleczona. To właśnie w tym momencie poznaje nowego nauczyciela, pana Hallorana. Pomagają nastolatce, dzięki czemu wytwarza się między nimi pewna szczególna nić porozumienia. Nauczyciel jest Albinosem, więc szybko zostaje określony przezwiskiem Kredziarz. Zdaje się, że otoczył Edda specjalną troską, pomaga mu i dba o bezpieczeństwo. Pewnego dnia namawia chłopca, by wraz z przyjaciółmi zaczęli się posługiwać tajnym kodem, kredowymi hasłami. Zapowiada się świetna, oryginalna zabawa, niestety wkrótce dochodzi do poważnej tragedii. Obrazki na asfalcie doprowadzają dzieci do zwłok dziewczyny, z którą nauczyciel miał prawdopodobnie niewinny romans.

Czy za tą potworną zbrodnią stoi sam Kredziarz?
Czy przerażające koszmary Eddiego to jeszcze sny, czy już jawa?
I gdzie znajduje się odrąbana głowa dziewczyny, znalezionej w lesie?

Rozwiązanie zagadki przyszło zbyt łatwo, a sprawa odeszła w zapomnienie. Jednak gdy po trzydziestu latach Eddie otrzymuje tajemniczy list, a dokładniej groźbę narysowaną kredą, wie, że łamigłówka nie została rozwikłana, a jemu i przyjaciołom z dzieciństwa może grozić poważne niebezpieczeństwo...

Gdy tylko przeczytałam zapowiedź książki, byłam przekonana, że to lektura idealna dla mnie. Nie myliłam się ani trochę, a liczne pozytywne opinie nie są wcale nadmierną, przesadzoną reklamą. Szczerze, tak jak poprzednicy muszę przyznać, iż niezwykle ciężko uwierzyć, że Kredziarz jest debiutem literackim C. J. Tudor. Autorka stworzyła coś niesamowitego, dopracowanego niemal w każdym szczególe i już z niecierpliwością czekam na jej kolejne dzieło.

Zacznijmy może od okładki, która w swej prostocie jest po prostu genialna i hipnotyzująca. Intryguje i gwarantuje, iż jej wnętrze jest równie tajemnicze i mroczne. W świetny sposób uświadamia, że pozornie błaha zabawa może stać się mrożącym krew w żyłach koszmarem. Rozbudza wyobraźnię, przykuwa wzrok i to z pewnością dzięki niej sporo osób sięgnie właśnie po Kredziarza.

Cała historia ukazana została w dwóch ramach czasowych, mamy możliwość towarzyszyć dorosłemu Eddowi, ale także powrócić do jego młodości. Umożliwia to dociekliwe poznanie sytuacji, jak i samych bohaterów. Kolejne elementy są ujawniane stopniowo, co jeszcze mocniej potęguje napięcie. Krok po kroku łączymy poszczególne fakty i razem z postaciami pragniemy odnaleźć rozwiązanie zagadki, ale nie jest to proste. Nic w zasadzie nie jest do końca takie, jakim się wydaje. Wygląda na to, że każdy ma jakieś sekrety, jest podejrzany, nie wiadomo, komu można zaufać, w końcu oskarżamy praktycznie wszystkich.

Wiedziałem, że robię coś złego, ale jak już mówiłem: każdy trzyma w tajemnicy coś, czego nie powinien był robić.

Doskonale nakreślone portrety psychologiczne postaci są ogromnym atutem książki. Każdy z bohaterów ma na swoim koncie trudne, przykre doświadczenia, które w jakimś stopniu ukształtowały charakter i sposób postępowania. Możemy zagłębić się w ich umysł, spróbować zrozumieć motywy ich postępowań, dostrzegamy też, iż życie ani trochę nie przypomina bajki, a dzieciństwo rzadko kiedy bywa beztroskie, mimo że takim je sobie wymarzyliśmy. Tu wszyscy ukrywają swoje prawdziwe oblicze, mimo silnych więzi pomiędzy przyjaciółmi, nie są do końca szczerzy, pewne kwestie zachowują wyłącznie dla siebie.

Język autorki jest niezwykle lekki i przystępny. Udało jej się w niesłychanie sugestywny sposób opisać wszelkie emocje bohaterów, dzięki czemu czytelnik wszystkie wydarzenia może przeżywać równie intensywnie jak oni, czuje się jakby przebywał tuż obok, to zarówno przeraża jak i urzeka. C. J. Tudor stworzyła naprawdę mroczny, pełen niepokoju i adrenaliny klimat, który pochłania czytającego i utrzymuje go w transie niemal do samego końca. Tracimy orientację, co jest prawdą, a co tylko złudzeniem, błędem naszej percepcji, nakręcanej niepokojem.

Akcja jest niesłychanie wartka i nieobliczalna, nie wiemy, czego możemy się spodziewać, jesteśmy zaskakiwani na każdym kroku.
Autorka umiejętnie zwodzi czytelnika, bawi się z nim "w kotka i myszkę", sprawia, że powoli traci on rozum i nie ma pojęcia, co jest grane, kto jest tym dobrym, a kto złym.
To moim zdaniem genialny zabieg, który po prostu uniemożliwia przerwanie lektury. W napięciu pochłaniamy kolejne strony i czekamy na rozwiązanie zagadki, które nie oszukujmy się, po prostu wbija w fotel.

Wydaje nam się, że chcemy poznać prawdę, ale w rzeczywistości interesuje nas tylko ta jej wersji, która nam pasuje. Taka już jest ludzka natura. Zadajemy pytania i mamy nadzieję, że usłyszymy odpowiedzi, które chcemy usłyszeć.

W fenomenalny sposób ukazane zostało też, jak straszne mogą być konsekwencje pewnych, niewiele znaczących decyzji, nieprzemyślanych postępowań. W ową, niezwykle absorbującą fabułę wpleciono również istotne problemy społeczne. Poruszony został temat aborcji, braku tolerancji, a nawet wykorzystywanie religii dla manipulacji. Powieść wywołuje więc wiele silnych emocji i głębokich refleksji. Uczy, iż nikogo nie można oceniać po pozorach. Nasze domysły bardzo często są fałszywe, błędnie postrzegamy i oceniamy sytuację, nie zawsze możemy zaufać swoim oczom.

Wszystko to były wymysły, ale plotki są jak zarazki. Roznoszą się i mnożą w mgnieniu oka i zanim się człowiek zorientuje, wszyscy są zarażeni.

Autorka doskonale przedstawiła również życie w małym miasteczku, gdzie każdy się zna a plotki w moment obiegają całą społeczność. Oczywiście panicznie boją się odmienności, dlatego wszystko co nowe, traktowane jest z ostrożnością, ale nawet i agresją. Dzieci, choć jeszcze nieskażone tym podążaniem za opinią tłumu, nie mają zbyt wiele do powiedzenia i nawet jeśli się nie zgadzają, swoje zdanie z czasem poddają w wątpliwość lub zachowują je wyłącznie dla siebie.

Jeśli robisz innym przykrość, prędzej czy później sam na tym ucierpisz. Ten chłopak też się doczeka swojej karmy. Możesz być tego pewny.

Kredziarz jest niezwykle porywającą, sugestywną historią, która przyprawia o dreszcze. Nieszablonowy pomysł na fabułę, jaka stale zaskakuje i trzyma w niemiłosiernym napięciu do samego końca, sprawia, że jesteśmy podejrzliwi wobec każdego bohatera i nie pozwala przerwać lektury, nim nie rozwiążemy zagadki. To książka, która powoduje niesamowitą gonitwę myśli, nie sposób się nie zatracić w tej przejmującej i przerażającej opowieści. Znajdziecie tu wszystkie cechy dobrego thrillera, fenomenalna, dopracowana w każdym szczególe intryga, niewiarygodna historia, makabryczne morderstwo, znakomite portrety psychologiczne, wartka, zaskakująca akcja, a także przerażające koszmary, które mącą w głowie zarówno postaciom, jak i czytelnikowi. To również nieprzeciętna powieść o dostosowywaniu prawdy do własnych oczekiwań, dlatego utrzymuje się w umyśle i niepokoi jeszcze długo po lekturze. Osobiście jestem zarówno zafascynowana, jak i przerażona, z pewnością książka na długo zostanie w mojej pamięci i jak wspomniałam wcześniej, niecierpliwie czekam na kolejne dzieło autorki. Polecam z całego serca! Dajcie się porwać tej pasjonującej opowieści, ale pamiętajcie, tu nic nie jest do końca tym, czym się zdaje!

Niczego nie zakładaj. Poddawaj wszystko w wątpliwość. Odrzucaj to, co wydaje się oczywiste.

Ocena: 5+/6
©Z fascynacją o książkach
Miło jest mieć zasady. O ile można sobie na nie pozwolić. Sam uważam się za człowieka z zasadami, ale pewnie większość ludzi by tak o sobie powiedziało. A prawda jest taka, że każdy z nas ma swoją cenę, jakiś pstryczek, który wystarczy przełączyć, żeby zmusić człowieka do zrobienia czegoś, co nie jest do końca chwalebne. Zasady nie opłacą raty kredytu hipotecznego, nie umorzą długu. W codziennym życiu są zupełnie bezużyteczną walutą. Człowiek z zasadami to ktoś, kto ma wszystko, albo taki, który nie ma absolutnie nic do stracenia.

Akcja Kredziarza toczy się dwutorowo w teraźniejszości i w przeszłości. Wypadki, które miały miejsce latem 1986 roku, znajdują kontynuację trzydzieści lat później. Losy dwunastoletniego Eddiego i jego przyjaciół, po latach znowu zostają splecione. Historia rozpoczyna się niewinnie: pewnego upalnego dnia do brytyjskiego miasteczka, w którym mieszkają główni bohaterowie przyjeżdża lunapark. Tam też dochodzi do pewnego wypadku, a wraz z nim w społeczności pojawia się nowy, albinoski, nauczyciel. Tytułowy Kredziarz zbliża się do Eddiego, podsuwając mu pomysł porozumiewania się z rówieśnikami za pomocą pisanych kredą symboli. Pewnego dnia znaki te doprowadzą dzieciaki do rozkawałkowanego ciała znanej im dziewczyny. Niewyjaśnione morderstwo i jego konsekwencje dają o sobie znać trzy dekady później, kiedy każdy z dawnych przyjaciół otrzymuje list z kawałkiem kredy i znajomym symbolem. Tajemnicą pozostaje adresat oraz jego intencje, a także szereg zdarzeń będących udziałem dorosłych, którzy w dzieciństwie niewinnie komunikowali się ze sobą za pomocą asfaltu i kawałka kredy.

Dzięki przenikającym się z teraźniejszością reminiscencjom, Tudor zręcznie buduje napięcie i, dokonując zaskakujących zwrotów akcji, posuwa akcję naprzód. Wraz z odsłanianiem kolejnych faktów, a czasem tylko hipotez, sprawa staje się coraz bardziej złożona, a jej rozwiązanie coraz odleglejsze. Blef łatwo pomylić ze szczerym wyznaniem, żarty – z przerażająco absurdalną rzeczywistością. Żadnego z bohaterów nie sposób rozpatrywać w binarnych kategoriach dobry – zły, winny – niewinny. To postacie skomplikowane psychologicznie, skrywające mroczne sekrety i, w konsekwencji, posiadające ukryte motywy swoich działań. Tudor świetnie pokazuje, że większość problemów i zaburzeń nastolatków jest wynikiem ich sytuacji w domu, która rzutuje na ich dorosłe życie. Biorąc pod uwagę ten aspekt książki, można uznać ją za powieść inicjacyjną; właśnie w portretach bohaterów upatruję największy atut Kredziarza.
Autorka prowadzi z czytelnikiem grę, co rusz podsuwając mu nowe tropy. Nasuwają się pytania: Kto zabił i po co? (to najpierw) oraz: Do czego zdolny jest upokorzony, przepełniony żądzą zemsty człowiek? (w szerszej perspektywie).

Kredziarz to zręcznie napisany thriller, który wciąga, o czym świadczy fakt, że jego lektura zajęła mi dwa popołudnia. Warto dodać, iż jest to literacki debiut autorki nazwiskiem Tudor. Dodatkowym atutem powieści jest powrót do klimatycznych lat osiemdziesiątych XX wieku. (choć porównanie z emitowanym przez Netflix serialem Stranger Things jest zdecydowanym marketingowym nadużyciem). Śmiało mogę przyznać, że jest to książka, nad którą warto stracić kilka godzin.

Ocena: 4/6
©do dzieła
Zawsze dostając do ręki książkę, którą wychwala prawie cały świat, mam względem niej bardzo duże wymagania i zawsze zastanawiam się co w niej jest takiego, że wydawnictwo postanawia aż tak zaszaleć z jej promocją. Właśnie taką pozycją jest Kredziarz C. J. Tudor, której reklamę spotykam na każdym kroku. Dostałam egzemplarz do recenzji dość wcześnie i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to okładka, która do złudzenia przypomina szkolną tablicę, którą ktoś wytarł suchą ścierką. Z początku myślałam, że oprawa książki jest przybrudzona, dłuższą chwilę zajęło mi zorientowanie się, że to efekt zamierzony.

Rzadko kiedy mam przyjemność czytania książki z punktu widzenia mężczyzny, więc z jeszcze większym zapałem wzięłam się do czytania. Czy książka pisana z perspektywy faceta może być ciekawa? Czy wielka akcja promocyjna była potrzebna?

Grupa przyjaciół podąża za tajemniczymi znakami narysowanymi kredą i znajduje poćwiartowane ciało dziewczyny, ale jest jeden mały szczegół. Mianowicie, znaleziono wszystkie jej części ciała oprócz jednej najważniejszej – głowy.

Historia książki toczy się w dwóch ramach czasowych. Mamy zestawione z sobą wydarzenia z przeszłości i teraźniejszości bohatera. Główną postacią jak i narratorem całej opowieści jest Eddie Adams, natomiast dużą rolę odgrywają tutaj też inne postacie – rodzina, przyjaciele, sąsiedzi. Wszystko zaczyna się od wypadku w wesołym miasteczku, gdy awarii ulega jedna z przestarzałych karuzeli i rani poważnie Elisę. Jedno przypadkowe wydarzenie, a potrafi nieźle namieszać. Traumatyczne przeżycia z okresu gdy Edd ma dwanaście lat, prześladują go nawet gdy już jest dorosłym mężczyzną. Pewnego dnia dostaje list, w którym jest rysunek ludzika i kawałek kredy. Co oznacza ten list? Czy ktoś stroi sobie z Eddiego żarty? A może jest to początek czegoś większego?

Nie chcę Wam zbyt wiele mówić o fabule, ponieważ boję się, że zdradzę Wam istotny szczegół, który zabierze przyjemność czytania. Sama nie lubię spoilerów, więc staram się ich unikać również w swoich recenzjach. Pozycja ta zawiera zbyt wiele wydarzeń, które naprowadzają czytelnika na jakiś trop. Nie zawsze to jest jednak trop właściwy.

Akcja Kredziarza jest dla mnie płynna i wciągająca. Mimo że pisana jest na przemian – jeden rozdział z roku 1896, kolejny 2016, znowu 1896 itd. to jednak ma to sens. Wydarzenia wzajemnie się uzupełniają, więc wracanie do przeszłości ma tutaj uzasadnione zastosowanie. Budowanie napięcia zostało tutaj pokazane idealnie. Nie ma to jak uzyskać długo wyczekiwaną informację i ją w połowie urwać, na rzecz przeniesienia się w czasy dzieciństwa Eddiego. Lubię budowanie napięć, ale jednak w tej historii mi przeszkadzały, ponieważ byłam wciągnięta w oba czasy i gdy nagle w kluczowym momencie mi przerywano, to brnąc dalej, zapominałam co takiego ważnego odkryłam. Jednym może to przeszkadzać, drudzy mogą to uwielbiać. Wszystko zależy od gustu.

Bohaterowie – jednen z kluczowych dla mnie elementów, ponieważ gdy postacie są bez wyrazu i są irytujący, odechciewa mi się czytać. A tutaj znalazłam bohaterów, za którymi wręcz przepadałam, ale też takich, których chętnie bym zamordowała zaraz na początku. Ta druga grupa, mimo moich niechęci i myśli na ile sposobów można by było ich zabić, odgrywały dość istotną rolę w fabule, więc się nie czepiam, bo postacie miały indywidualne charaktery, były dobrze dopracowane i nie były stworzone na marne.

Język w powieści jest prosty i zrozumiały. Dodam jeszcze, że doświadczycie dużo zwrotów akcji. Zakończenie mnie osobiście lekko namieszało w głowie, większość rozwiązań spraw nie przeszła mi nawet przez myśl, nie wpadłam nawet na pomysł, że to te osoby mogą mieć coś wspólnego z całą akcją.

Podsumowując! Polecam książkę, bo jest to dobry kryminał z elementami thrillera. Z pewnością wielu z Was się spodoba i umili jeszcze zimowe wieczory. Jeśli ktoś z was będzie miał możliwość przeczytania Kredziarza to bez obaw możecie się z niego zabrać. Gwarantuję udaną lekturę.

Ocena: 5/6
©Czytam w pociągu
Ostatnio zrobiło się dość głośno o Kredziarzu, więc zaciekawiła mnie ta książka. Udało mi się zdobyć egzemplarz do recenzji. Niedawno skończyłam czytać i tak siedzę i się zastanawiam, czym czytelnicy tak się zachwycają w tej powieści? Bo przykro mi to powiedzieć, ale na mnie szczególnego wrażenia ta powieść nie wywarła. Jest przeciętna jak dla mnie i niczym szczególnym się nie wyróżnia.

Książka jest z gatunku thrillera, jak dla mnie powinnam mieć więc przez większość książki ciarki na ciele, podwyższoną adrenalinę itd. A co otrzymałam? Zero jakichkolwiek reakcji, w ogóle nie czułam tej powieści. Przeczytałam i nic, co było dla mnie kompletnym zaskoczeniem.

Pomysł na fabułę ciekawy, to muszę przyznać. Akcja rozgrywa się w małym miasteczku, w wąskim gronie bohaterów. Zwykłe dzieci, które każdego dnia jeżdżą na rowerach i miło spędzają czas. Do czasu, aż w mieście znaleziono pierwsze zwłoki. Grupa przyjaciół porozumiewa się za pomocą kredy, każdy z nich ma swój kolor. Ale zaczynają się pojawiać rysunki, które nie są ich dziełem. O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego co jakiś czas ktoś ginie w niewyjaśnionych okolicznościach?

Wydaje nam się, że chcemy poznać prawdę, ale w rzeczywistości interesuje nas tylko ta jej wersja, która nam pasuje. Taka już jest ludzka natura. Zadajemy pytania i mamy nadzieję, że usłyszymy odpowiedzi, które chcemy usłyszeć. Problem w tym, że prawdy nie można sobie wybrać. Prawda ma to do siebie, że po porostu jest. Można jedynie dokonać wyboru, czy w nią uwierzyć, czy nie.

Akcja powieści toczy się dwutorowo, obejmuje teraźniejszość oraz czas sprzed trzydziestu lat, kiedy to rozpoczął się czas odnajdywania zwłok. Tutaj połączenie tych dwóch czasów ma sens, bo wszystko ładnie składa się w całość. Pomimo, iż mija już trzydzieści lat od tamtych wydarzeń, okazuje się, że gra toczy się dalej, a na horyzoncie zaczynają pojawiać się kolejne ofiary. Znów pojawiają się tajemnicze rysunki narysowane kredą.

Książka nie wciągnęła mnie jakoś specjalnie w swój świat. Nie czułam wzrastającego napięcia, śledząc losy bohaterów, muszę przyznać, że czasem wręcz mnie nudziła. Niektóre zwroty akcji nie były doprecyzowane. Moim zdaniem zbyt późno dowiadujemy się wielu istotnych cech, które mogłyby nas naprowadzić na trop mordercy.

Nie mówię, że książka jest zła. Tak jak wspominałam wcześniej dla mnie okazała się przeciętną. Jednak to dopiero debiut autorki, więc życzę jej powodzenia i coraz lepszych powieści.

Kredziarz to powieść, po której spodziewałam się czegoś więcej. Zabrakło istotnych elementów thrillera, przez co książka straciła dla mnie na wartości. Nie mówię, że nie macie przeczytać, bo każdy z nas ma inny gust. Być może to, co nie spodobało się mnie, spodoba się Wam.

Ocena: 3/6
©Czytaninka
Kredziarz, debiut C.J. Tudor, już kilka miesięcy przed oficjalną premierą stał się światową sensacją, a w sieci - podobno! - pojawiały się opinie setek zachwyconych nim osób. Mówiono, że to jedna z najbardziej oczekiwanych premier 2018 roku, że to wspaniałe studium ludzkiej psychiki i niebezpiecznie cienkiej granicy między katem a ofiarą.
Lektura miała więc być wyborna. Niestety nie była. Co gorsza, nie była nawet zjadliwa.

Jest rok 1986. Eddie ma dwanaście lat, paczkę przyjaciół i głowę wypełnioną pragnieniami wieku szczenięcego. Dni mijają mu bez większych zmartwień, a każdy kolejny jest nową przygodą. Do czasu. Bo nagle nie jest już ani beztrosko, ani wesoło, ani przyjemnie. Eddie wraz z kolegami staje się świadkiem krwawej masakry, a chwilę później odkrywa z nimi ukryte w lesie ludzkie zwłoki. Sprawa pozornie zostaje rozwiązana, ale...
Trzydzieści lat później Ed dostaje enigmatyczny list, który początkowo bierze za głupi żart. Żart przestaje być jednak śmieszny, kiedy jeden z jego kolegów ginie bez śladu, a zbrodnia sprzed lat i dawne grzeszki zaczynają coraz bardziej dręczyć sumienie. Pytanie tylko... Czyje?

Na Kredziarza zaczęłam czekać sekundę po tym, gdy dowiedziałam się o jego istnieniu. Okładka? Minimalistyczna, ale jakże klimatyczna. Trailer? Majstersztyk, dreszcze na plecach czułam jeszcze godzinę po jego obejrzeniu. Dodajcie sobie do tego ogrom entuzjastycznych mini-recenzji, na które nietrudno jest się natknąć, a przypuszczam, że Wasze pierwsze wrażenie o Kredziarzu będzie bardzo zbliżone do mojego. Sądzicie, że to genialna książka? Fenomenalny, odsłaniający brudy przeszłości thriller, debiut, który zawładnie Waszą głową, sercem i czasem? Coś Wam powiem. Sądziłam podobnie. O słodka naiwności.

Gdybyście poprosili o opisanie tej książki jednym tylko słowem, to bez chwili zastanowienia rzuciłabym "beznadzieją". Kredziarz jest nijaki. Jest nudny. I jest - jeśli mam być szczera - o niczym.
Zaczyna się całkiem nieźle. I niestety, tylko "zaczyna", bo później jest gorzej. I gorzej. I jeszcze gorzej.
Akcja toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, z czym nigdy nie miałam problemu (i co więcej, co bardzo lubię). Nie mam z tym problemu, pod warunkiem, że przeskoki w czasie są jakkolwiek uzasadnione. Gdy fabule nieobca jest logika, a przeszłość w uzasadniony sposób ingeruje w teraźniejszość. W Kredziarzu jednak nic nie trzyma się przysłowiowej kupy. Całość jest szalenie chaotyczna, wątki nie łączą się ze sobą w absolutnie żaden sposób, a jedyne, co oferuje nam autorka, to absurdalne sploty wydarzeń. Szczytem wszystkiego są "kredowe ludziki", które miały spełniać w powieści wyjątkową rolę - w końcu są na okładce i grzbiecie, prawda? W końcu to je niestrudzenie skrobał na każdej płaskiej powierzchni tytułowy Kredziarz i to one miały przybliżać nas do mordercy... Tymczasem "ludziki narysowane kredą" wnoszą do fabuły jedno wielkie NIC. Podobnie jest z samym Kredziarzem - nie mam bladego pojęcia, kim miał on być, wiem za to, czym się okazał - druzgoczącym niewypałem.
Thriller ma być dla nas zagadką. Intelektualnym wyzwaniem i historią, która powinna wodzić nas za nos. Powieść Tudor nie jest ani zagadką, a już na pewno nie jest wyzwaniem. Nie wywołuje żadnych emocji (ach, stop, stop, oprócz zniecierpliwienia) i jest najzwyczajniej w świecie mdła. Mdli są jej bohaterowie, jej fabuła, jej zakończenie. Zakończenie, które - miałam nadzieję - da mi odpowiedź na pytanie o sens istnienia tej książki i sens całej tej historii. Nie dało, oczywiście.
Wiecie, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Że w zasadzie średnio mnie to już obchodzi.

Zdarzało mi się czytać słabe książki, jak pewnie każdemu z Was. Zazwyczaj przechodzę nad nimi do porządku dziennego i po prostu staram się o nich jak najszybciej zapomnieć.
Tym razem jednak nie mogę. Nie mogę, bo czuję się oszukana i zwiedziona. Miałam otrzymać zaskakującą i zgrabnie napisaną powieść, niezapomniany thriller i "najlepszy rodzaj suspensu", a przeczytałam coś, co nawet nie stało kilometr od tych określeń.

Stąd też ta recenzja. Byście Wy nie musieli czuć się oszukani i zwiedzeni. I żebyście mądrze wybrali swoją kolejną lekturę. Zwłaszcza jeśli macie ochotę na krwisty thriller.

Ocena: 2/6
©Półka na książki
Wyobraź sobie, że w Twoje ręce wpada małe pudełko pełne kolorowych kred. Niby tak pozorna rzecz, która dla dziecka jest czymś, co sprawia mu głównie przyjemność, może okazać się tropem, jak i siłą napędzającą machinę brutalnych wydarzeń.
Gdy Kredziarz podsunął dwunastoletniemu Eddiemu pomysł na porozumiewanie się z przyjaciółmi za pomocą rysunków kredą, wszystko się zaczęło. Znaki rysowane przez dzieci doprowadziły do ciała dziewczynki. Trzydzieści lat po tamtym wydarzeniu Ed dostaje tajemniczą kopertę, w której znajduje się kawałek kredy oraz rysunek wisielca. Tajemnica z przeszłości wciąż nie daje o sobie zapomnieć. Nie zawsze definiują nas nasze osiągnięcia, bywa, że ważniejsze są zaniedbania. Nie tyle kłamstwa, ile prawdy, które postanowiliśmy przemilczeć. Powieść rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych: w roku 1986, kiedy to Ed i jego przyjaciele byli dziećmi, jak i we współczesności, w roku 2016. Choć zazwyczaj nie przepadam za tego typu zabiegiem pisarskim, tutaj on sprawdza się naprawdę dobrze i jest ściśle powiązany z fabułą. Nie ukrywam, iż na początku myślałam, że będzie to jedna z książek, które tylko skaczą po różnych latach, nie wnosząc tak naprawdę nic przydatnego. Niestety, pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy czytając tę historię, to fakt, iż język którym posługują się bądź co bądź dwunastoletnie dzieci, jest według mnie nienaturalny. Mam wrażenie, jakby autorka myśląc o bohaterach z czasów dzieciństwa, ukazała nie dwunastolatków, ale osoby minimum piętnastoletnie czy nawet szesnastoletnie. Być może nie znam się na dzieciach, jednak sądzę, iż w Kredziarzu różnice w mowie dziecka i dorosłego są po prostu nikłe. Dorosłość jest zwykłą iluzją. Jeśli się nad tym zastanowić, to nikt z nas tak naprawdę nie dorasta. Po prostu robimy się wyżsi i bardziej włochaci. Czasem się dziwię, że moje państwo pozwoliło mi prowadzić samochód i że nikt mnie nie bije po rękach za picie alkoholu w pubie. Kolejną rzeczą, która zwróciła moją uwagę, to wtórność motywów. Chodzi mi tutaj głównie o fabułę, która powiela znane nam schematy dotyczące kryminałów, ale i nie tylko. Owszem, mamy wątek Kredziarza, z którym jak dotąd nie spotkałam się w żadnej powieści, lecz sama zagadka oraz wątek obyczajowy jest dosyć przewidywalny. Autorka stara się wpleść za dużo wątków, które zdecydowanie mieszają czytelnikowi w głowie. Już pod sam koniec historii, gdy wszystkie sprawy powinny zostać wyjaśnione, mam nieodparte wrażenie, iż kilka wątków nadal zostało niedomkniętych. Postać mordercy została tak skonstruowana, iż ja, jako czytelnik oscylujący głównie wokół thrillerów, czy powieści kryminalnych, mogłam łatwo domyślić się tego kim jest. Ludzie zawsze będą oszukiwać i kłamać. Właśnie dlatego ważne jest, żeby wszystko poddawać w wątpliwość. Nie ukrywam jednak, iż Kredziarz jest według mnie naprawdę udanym debiutem pisarskim. Autorka pisze prostym językiem, unikając szczegółów, które mogłyby zwolnić tempo powieści. Na pewno nie można odmówić C. J. Tudor wyobraźni, ani pomysłowości w rozplanowaniu całej zagadki. Pisarka niejednokrotnie „wyprowadza czytelnika w pole”, czym potrafi zaskoczyć. Są to jednak elementy, które nie dominują, a jedynie zostawiają mały niedosyt podczas czytania. Książka ta obfituje w wątki bardziej psychologiczne, niż kryminalne. Odczułam również, jakoby autorka starała się wprowadzić tutaj elementy grozy, horroru, lecz ponownie – są to nikłe momenty. Pomimo tych wszystkich rzeczy, które wymieniłam uważam, iż książka jest naprawdę ciekawa. Choć są tutaj motywy wtórne, jak i przewidywalne, myślę, iż jest to historia, której czytanie będzie dla czytelnika przyjemnością. Kredziarza przeczytałam w dwa dni, ponieważ naprawdę mnie zainteresował. Są mankamenty, lecz nie ma na świecie powieści, która by ich nie posiadała. Mam nadzieję, że następne książki autorki będą coraz lepsze i bardziej zaskakujące.

Ocena: 5/6
©Marionetka Literacka
Palec pod budkę, bo za minutkę budka się zamyka...
Samemu jest nudno. Z koleżankami i kolegami z podwórka jest o wiele ciekawiej. W małych głowach zwykle rodzą się mniej lub bardziej szalone pomysły. Są sekrety, tajemnice, zabawy, które niekoniecznie spodobałyby się rodzicom, ale przede wszystkim zapuszczanie się w nieznane dotychczas rejony. Dziecięca wyobraźnia nie zna granic!

Chyba już czas na prawdziwą podróż w przeszłość. Ale tym razem nie do słonecznej krainy przyjemnych wspomnień. Tym razem powinienem się wybrać mroczną ścieżką, zarośniętą plątaniną kłamstw i tajemnic, pełną głębokich dołów przysypanych liśćmi. Drogą oznaczoną kredowymi rysunkami.

Ed dostaje kopertę, a w niej rysunek „wisielca” i kawałek ukruszonej kredy. Wspomnienia odżywają. Ed rozpoczyna podróż do przeszłości, do czasów beztroskich zabaw z grupą przyjaciół, ale też okresu wakacji i wydarzeń, które odcisnęły się na nich jak nieusuwalne piętno.

Lubiliście się bawić w podchody? Genialna zabawa. Wystarczy kawałek kredy, szybkie nogi, dobry pomysł i można się zaszyć w kryjówce, czekając na współtowarzyszy zabawy. Ale z punktu widzenia szukającego, to dopiero frajda. Wskazówki, strzałki, łamanie sobie głowy i w końcu … jest! Kumpel zostaje znaleziony.
Eddie, Gruby Gave, Mickey Metal, Hoppo i Nicky też wymyślili niezłą zabawę, czyli znany tylko im kod, dzięki któremu porozumiewali się rysując kolorowe rysunki za pomocą kredy. Super sprawa, jednak do czasu, gdy kredowe rysunki doprowadziły ich do zwłok dziewczynki...
A trzydzieści lat później ktoś wznowił zabawę...

Kredziarz to: niesamowity klimat, którego nie powstydziłby się mistrz grozy Stephen King, zagadka, która została skonstruowana z iście zegarmistrzowską precyzją (medal dla tego, który odkrył winnego jeszcze przed jego ujawnieniem) i język, który iskrzy wtedy, kiedy trzeba, przez co dodaje całości kapitalnego szlifu.

Życie, to jeden długi ciąg takich „powinienem był”, które rozbijają się o siebie i tworzą wielką miazgę niezaleczonych żalów.

A wiecie co zrobiło na mnie największe wrażenie i wgniotło mnie w fotel? Zakończenie. Cymesik.

Czy akcja marketingowa jest w stanie nadmuchać „balon” do momentu, kiedy wygląda pięknie, okazale, wszyscy go podziwiają i chcą go mieć? Jasne. Może też sprawić, że granica zostanie przekroczona, balon pęknie i zostaną strzępy, albo uleci z niego powietrze i będzie zwykłym, wątpliwej urody, obślinionym flaczkiem. Po raz pierwszy wzięłam udział w promocji książki i przeczytałam ją jeszcze przed oficjalną premierą. Och, jak ja się obawiałam co dostanę, co przeczytam a przede wszystkim czy mi się spodoba. Jeśli będzie kicha, to co ja napiszę? A pisać będę tylko i wyłącznie prawdę. I wiecie co? Kredziarz C. J. Tudor jest świetny! Nie żałuję ani minuty i cieszę się, że wpadł w moje ręce. Bardzo polecam go entuzjastom klimatycznych thrillerów – nie będziecie ziewać. A dodatkowo bardzo Wam zazdroszczę tego „opadu szczęki” w końcówce powieści!

Ocena: 5+/6
©Na czytniku
Kredziarz to debiutancka powieść C. J. Tudor. Już zaczynając ją czytać miałam pewne wyobrażenia na jej temat. Czy rzeczywiście spełniła moje oczekiwania?

W małym miasteczku w Anderbury w Anglii życie toczy się powoli. Jest rok 1986. Grupka przyjaciół wybiera się do wesołego miasteczka by, choć trochę się rozerwać. Niestety ich beztroskie zabawy przerywa wypadek. Cała mieścina zaczyna żyć tą historią. jednak nie jest to ostatnia tragedia, jaka nawiedziła to miasto. Pewnego dnia Eddie wraz z resztą bandy odkrywa w lesie zwłoki, jak się wkrótce okazuje, młodej dziewczyny. Wydarzenia mocno wpływają na dalsze losy głównych bohaterów. Trzydzieści lat później każde z nich otrzymuje tajemniczą przesyłkę – list i kredę. Czy odkryją tajemnicę tej przesyłki? Czy demony sprzed lat zaczną odżywać? Oczywiście najlepiej przekonać się samemu. Ja natomiast zdradzę Wam dlaczego warto.

Już pierwsza strona Kredziarza mówi wiele o klimacie tej książki.

Nieopodal spod liści wystawała dłoń, jakby szukała pomocy, jakiegoś znaku, że nie jest sama. Na próżno. Reszta ciała leżała poza jej zasięgiem, poszczególne fragmenty poukrywane w różnych zakamarkach lasu.

Jak przeczytać można również na lubimyczytac.pl:

C .J. Tudor niezwykle barwnie oddaje klimat lat 80., w których beztroskę dorastania przerywają wydarzenia z sennego koszmaru. Każdy ma mroczne sekrety, skrywa swoją drugą twarz, a dzieci okazują się postaciami niemniej skomplikowanymi i targanymi namiętnościami niż dorośli. Nie bez powodu Kredziarza porównuje się do takich fenomenów popkultury jak serial „Stranger Things”, czy To Stephena Kinga.

Autorka bardzo dobrze włada swoim warsztatem, umiejętnie buduje napięcie, które w książce tego typu jest jak najbardziej wskazane. Momentami opisy powodują u czytelnika gęsią skórkę i są jakby wyrwane z najstraszniejszych horrorów, przez co wręcz nie można się od niej oderwać. Sama fabuła to przeplatanka kłamstw, morderstwa, dziecięcych rozterek.

Ostatnimi czasy na rynku wydawniczym nie było chyba lub nie trafiła w moje ręce tak hipnotyzująca książka. Po lekturze, nie dziwi mnie również fakt, że stała się jedną z najbardziej oczekiwanych powieści 2018, a tym bardziej po zakończeniu, które pozostawia czytelnika w totalnym osłupieniu. Ja osobiście, gdyby to było możliwe, zbierałabym dolną szczękę z dębowej podłogi.

Choć wielu z Was może nie podzielać mojego poglądu, to uważam, że okładka książki również zasługuje na uznanie. Doskonale oddaje mrok i klimat. To wydanie jest znacznie lepsze od pomarańczowej wersji okładki, która według mnie nie ma tego czegoś co zachęcałoby do lektury. Z miłą chęcią obejrzałabym również ekranizację Kredziarza.

Powiem szczerze, że jest to czytelniczo fantastyczny początek roku.

Ocena: 5+/6
©Księgozbiór
Przyznaję się bez bicia: zainteresowałam się Kredziarzem tylko ze względu na okładkę. Grafik spisał się doskonale. Sprawił, że bez wahania sięgnęłam po kryminał, chociaż ostatnio unikam ich jak ognia. Przestałam czytać ten gatunek i dobrze mi z tym, więc sama się zdziwiłam, gdy zapragnęłam Kredziarza przeczytać. Dobrze, że thrillery i tym podobne bardzo szybko się wchłaniają i po kilku godzinach już jest po książce. Z nimi można ryzykować: nie zmarnuje się na nie zbyt wiele czasu. Tym razem jednak byłam pozytywnie zaskoczona. I przerażona. Bardzo.

W roku 1986, kiedy Eddie i jego przyjaciele mają po dwanaście lat, spędzają czas jak inne dzieci. Jeżdżą na rowerach, budują szałasy, bawią się w lesie. Mają jednak jeszcze inne sposoby, by spędzać czas. Porozumiewają się rysując różne ludziki kolorową kredą na chodnikach przed swoimi domami. Ich dzieciństwo kończy się nagle, kiedy jeden kredowy człowiek prowadzi ich prosto do zwłok.

Trzydzieści lat później Ed jest nauczycielem angielskiego w szkole i wciąż mieszka w tym samym domu, raz na jakiś czas spotykając się z dwoma przyjaciółmi z dzieciństwa. Kiedy każdy z nich otrzymuje list, napisany kredowym kodem sprzed wielu lat uznają to za żart. Do czasu.

Głupcy biegną tam, gdzie aniołom strach nogi wiąże.

Akcja Kredziarza rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Równocześnie towarzyszymy dwunastoletniemu Eddiemu w zabawach z przyjaciółmi i wszystkich tragicznych wydarzeniach, które miały miejsce w roku 1986, jak i obecnie, kiedy jako dorosły człowiek próbuje dojść prawdy i wyjaśnić, co właściwie się stało trzydzieści lat temu. Pasuje to do całej tej historii i sprawia, że czytelnik dowiaduje się wszystkiego w dobrej kolejności, prawie chronologicznie. Pobudza to tylko ciekawość i sprawia, że ciężko oderwać się od lektury, mimo dreszczyku, który wywołuje Kredziarz.

Ed, główny bohater, jest specyficznym i dzieckiem i dorosłym. Wydaje się być tak przeciętną osobą, jak tylko się da, a równocześnie jest w nim coś przerażającego, jakaś tajemnica, która wpływa na to, jak się go odbiera. Mimo wszystko nie zapałałam do niego ani ciepłymi uczuciami, ani zimnymi. Był mi tak obojętny, jak każdy inny bohater. Jedynie Halloran jest barwną osobą, a przecież - paradoksalnie - jest Albinosem. Tutaj jednak nie o postaci chodzi, a historię. Są czasami morderstwa niewyjaśnione, a Eddie postanowił wyjaśnić wszystko, co wydarzyło się w pamiętnym roku 1986, co jest częstym tematem thrillerów i kryminałów.

Dorosłość jest zwykłą iluzją. Jeśli się nad tym zastanowić, to nikt z nas tak naprawdę nie dorasta. Po prostu robimy się wyżsi i bardziej włochaci.

Z jednej strony nie czuć, że mamy tutaj styczność z debiutem. Z drugiej - według mnie - każdy kryminał czy thriller opiera się na tym samym - ludzkiej śmierci i zbrodni - więc napisać go nie jest aż tak trudno, jak na przykład fantasy. Sporo tutaj mamy zwrotów akcji, a jednak zakończenie mnie nie zaskoczyło. W przypadku takich lektur jestem po prostu gotowa na wszystko i każde wyjaśnienie przyjmuję na zimno, bez zbędnych spekulacji.

Autorce nie można odmówić talentu pisarskiego, gdyż Kredziarza czyta się doskonale. Szybko, płynnie. Stworzyła małomiasteczkowy klimat, zamkniętą społeczność z ograniczonymi horyzontami. Właśnie to sprawia, że jest to tak przerażająca książka. Chociaż krew nie leje się tutaj strumieniami z każdej strony i tak musiałam w nocy spać przy zapalonym świetle. Psychologiczny aspekt Kredziarza ma z tym sporo wspólnego. Być może nie jest najwyższych lotów, jednak to, jak spaczone mogą być ludzkie umysły jest straszniejsze, niż cała horda zombie.

Ocena: 4/6
©Papierowe Miasta
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć