Wyspa
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.43 / 5.00
liczba ocen: 547
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
26.90 złpremium: 16.14 zł
-22% 20.98 zł
22.87 zł
24.21 zł
25.04 zł
Pozostałe księgarnie
22.51 zł
22.86 zł
22.87 zł
24.21 zł
24.50 zł
25.02 zł
25.56 zł
26.90 zł
26.90 zł
26.90 zł
26.90 zł
Opis:

Świat, w którym żyjesz, z nieznanych przyczyn chyli się ku upadkowi. Co zrobisz, by uratować siebie i swoich bliskich? Do jakich kompromisów się posuniesz? Świetne połączenie thrillera, political fiction i dystopii. Jedna z najważniejszych islandzkich książek ostatnich lat. Bestsellerowy debiut nominowany do prestiżowych nagród!

Błyskotliwa powieść o miłości, władzy i manipulacji. Prawdopodobna i przez to przerażająca wizja naszej przyszłości.
Świat jaki znamy, przestaje istnieć. Z dnia na dzień Islandia, uznawana za jeden z najlepiej zorganizowanych krajów, traci kontakt z pozostałymi państwami i przeistacza się w krainę chaosu. Mieszkańcy nie wiedzą, co jest źródłem kryzysu, ale mimo to starają się normalnie funkcjonować. Tymczasem nowo powstały rząd manipuluje informacjami, wie bowiem, że wkrótce zabraknie żywności i wszyscy Islandczycy zmierzą się z widmem śmierci głodowej. Państwo, a wraz z nim prawo i społeczeństwo zaczynają ulegać korozji.
Hjalti do momentu zmiany był wziętym dziennikarzem. Czy odnajdzie się w nowej rzeczywistości? Jakich wyborów dokona, aby ocalić w sobie człowieczeństwo?
Maria za wszelką cenę chce uratować swoje dzieci, tymczasem władze ogarniętej szaleństwem wyspy chcą ich deportować i wysłać statkiem w nieznane...
„Wyspa” to świetnie skonstruowana diagnoza współczesnego rozchwianego świata. Wizja wykreowana przez Sigríður Hagalín Björnsdóttir wstrząsnęła Islandią i wywołała ożywioną dyskusję na temat trwałości fundamentów państwa i społeczeństwa.
Książkę ogłoszono najlepszym debiutem literackim ostatnich lat, a także nominowano do DV Cultural Prize for Literature 2016 i The Icelandic Women’s Literature Prize 2017.

Recenzje blogerów
Chociaż od pewnego czasu nie publikuję już na blogu zestawienia z najciekawszymi premierami miesiąca, nie wyzbyłam się nawyku przeszukiwania portali książkowych czy też księgarń internetowych pod kątem intrygujących tytułów, z którymi chciałabym się zapoznać. A Wyspa autorstwa Sigríður Hagalín Björnsdóttir od razu zwróciła moją uwagę. I nie zniechęciły mnie nawet ostrożne jeśli chodzi o optymizm opinie pierwszych recenzentów. Teraz, już po skończonej lekturze, muszę przyznać, że rozumiem mieszane uczucia względem debiutu islandzkiej autorki, co zmienia jednak tego, że jest to tytuł, którym warto się zainteresować.

Początek katastrofy jest niepozorny - Islandia traci kontakt z resztą świata. Nie działa internet ani połączenia komórkowe z zagranicznymi numerami; samoloty nie lądują, a statki nie wracają do portów. Coś co traktowane jest jako chwilowa awaria lub atak hakerów, staje się stanem permanentnym - nową rzeczywistością dla osób przebywających na wyspie. Hjalti, dojrzały dziennikarz, przez wzgląd na swoje znajomości, trafia w samo centrum rządowych działań. Maria, rdzenna Hiszpanka i była partnerka Hjaltiego, znajduje się w dużo trudniejszej sytuacji. Oboje zostają zmuszeni do podejmowania niemożliwych decyzji i zupełnego przewartościowania dotychczasowego życia.

Za sukcesem Wyspy stoi przede wszystkim niesamowity koncept. Odseparowanie Islandii od reszty świata jest nie tylko doskonałym pretekstem do podjęcia wielu istotnych i aktualnych tematów o naturze społeczno-politycznym, ale też przerażająco prawdopodobną wizją, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę tempo akcji. Sigríður Hagalín Björnsdóttir nie przedstawia na siłę szybkich i drastycznych zmian wizji rzeczywistości; a z drugiej strony różnica pomiędzy obrazem świata na początku i końcu książki jest na tyle znacząca by nie pozostać niezauważoną i by w pewnym sensie wzmocnić emocje czytelnika.

Autorka skupia się przede wszystkim na przedstawieniu sytuacji z dwóch perspektyw - Hjaltiego i Marii, co jest o tyle słusznym wyborem, że odmienność statusu bohaterów pozwala Sigríður Hagalín Björnsdóttir na szerokie spektrum poruszanej problematyki. Czytamy o roli mediów, działaniach rzątu, buntach społeczeństwa, rosnącej agresji i sytuacji turystów i imigrantów, którzy pod pewnymi względami stają się metaforą dla tematu uchodźców. Przewijają się sceny drastyczne, brutalne, a momemntami niesmaczne i zdecydowanie nie jest to lektura, którą nazwałabym przyjemną. Zwłaszcza, że islandzka autorka stara się bardzo uwiarygodnić swoją opowieść m.in. zamieszczając fragmenty stylizowane na gazetę.

Jest jednak pewna sztuczność w stylu autorki; coś co sprawiło, że jako czytelnik czułam się emocjonalnie odseparowana od opowiadanej historii. Zresztą, pewna fragmentaryczność scen z życia bohaterów również nie ułatwia uczuciowego zaangażowania w lekturę. A chociaż wiem, że nie jest to coś co przeszkadza każdemu czytelnikowi, dla mnie stanowi spory mankament. Nie do końca podoba mi się też finał Wyspy. Rozumiem zamysł autorki - to że nie zawsze możliwe jest uzyskanie odpowiedzi na nurtujące nas pytania - ale pozostawienie tylu otwartych kwestii, zwłaszcza to co stało się z resztą świata, było dla mnie rozczarowujące.

Powieść islandzkiej autorki zdecydowanie ma swoje mocne punkty, zwłaszcza jeśli chodzi o aktualność poruszanych tematów, ale nie jest to historia wolna od wad. Nieco żałuję niewykorzystanego w pełni potencjału. Mimo to jestem ciekawa czym jeszcze zaskoczy nas Sigríður Hagalín Björnsdóttir, a Was zachęcam zarówno do lektury Wyspy, jak i chwili refleksji nad zagadnieniami, o których pisze autorka.

Ocena: 3+/6
©Złodziejka książek
Tak się zabawnie złożyło, że w przeciągu ostatniego miesiąca przeczytałam dwie książki traktujące w pewien sposób o apokalipsie. Każda opowiedziała o zagładzie cywilizacji w inny sposób. Stephen King w Śpiących królewnach skupił się oczywiście na Ameryce i pokazał małe miasteczko Dooling, do którego dotarł tajemniczy wirus aurory, czyli śpiączki dotykającej jedynie kobiety, zaś Sigríður Hagalín Björnsdóttir w swojej debiutanckiej powieści Wyspa postawiła na mieszankę thrillera, political fiction i dystopii, dzięki czemu pokazała upadek społeczeństwa w jednym z najlepiej zorganizowanych krajów XXI wieku, czyli na Islandii. Poza tematyką niewiele jednak łączy Kinga i Björnsdóttir.

Na początku nikt nie przewiduje co ze sobą przyniesie brak łączności ze stałym lądem. Islandczycy sądzą, że kłopoty są jedynie przejściowe, więc choć zdarzenie paraliżuje życie na wyspie, ludzie są przekonani, że niebawem zacznie ono płynąć stałym rytmem. W końcu Islandia jest uzależniona od dostaw pewnych produktów, które są nie do zdobycia na wyspie, korzysta także, jak niemal każdy kraj, z telewizji satelitarnej, z bezprzewodowych łączy internetowych czy sieci komórkowych. Wszystko to z dnia na dzień przestaje funkcjonować, a w kraju zaczyna panować chaos, który bezskutecznie próbują opanować lokalni politycy. Zdani na siebie mogą mieć pokusę, by nadużyć władzy – i rzeczywiście, tłumacząc się dobrem narodu, nowo wybrany rząd (jako że część czołowych polityków przebywa poza granicami kraju i nie ma z nimi kontaktu) zaczyna manipulować opinią publiczną, by społeczeństwo nie wiedziało jak poważna staje się sytuacja. Na Islandii wkrótce zaczyna brakować pożywienia, a ludzie pozbawieni informacji ze świata i kontaktu z bliskimi mieszkającymi poza wyspą są coraz bardziej skorzy do zamieszek. Na ulicach zaczyna królować przemoc, a w rządzie wybucha bitwa o przywileje.
W tym trudnym momencie obserwujemy losy dwojga bohaterów, Hjaltiego i Marii. Ten pierwszy przed kryzysem był wziętym dziennikarzem, ta druga – skrzypaczką w miejscowej orkiestrze. Obecnie liczy się tylko to, że Hjatli ma znajomości w nowopowstałym rządzie, a Maria jako osoba obcego pochodzenia zaczyna być niemile widziana na wyspie, gdzie rośnie w siłę nacjonalizm. W momencie, gdy politycy są świadomi, że pożywienia nie starczy na długo, każdy obcy, nieważne czy turysta, który został z powodu kryzysu uwięziony na Islandii, czy wieloletni mieszkaniec obcego pochodzenia, jest niemile widziany. Maria i jej dzieci mają więc nie lada problem: czy Hjatli, mający swoje „wtyki” w nowym rządzie, zechce jej pomóc?

Bandyci są niegroźni, dopóki pozostają osamotnieni. Niebezpieczni robią się dopiero wtedy, kiedy normalni, inteligentni i wykształceni ludzie stają z nimi w jednym szeregu i biorą udział w tych okropnościach.

Sigríður Hagalín Björnsdóttir w Wyspie pokazuje jak niewiele trzeba, by normalne, trzeźwo myślące społeczeństwo cofnęło się lata wstecz, walcząc o przetrwanie. W trakcie kryzysu, gdy kraj jest odcięty od reszty świata, szerzy się ksenofobia i strach, a pierwotne instynkty każą walczyć o jedzenie i dostęp do wszelkich dóbr. Tu politycy bezwzględnie przywłaszczają sobie luksusy, podczas gdy zwykli obywatele muszą wynosić z domu ostatnie sprzęty, by wymienić je na resztki puszkowanego jedzenia. Po mieście snują się bandy wyrostków, gotowe zabić za najbłahszą rzecz, a każdy, kto nie ma islandzkiego pochodzenia, choćby mieszkał na wyspie od dwudziestu lat, jest podejrzany.

Jako że kryzys pogłębia się stopniowo, a zmiany są wprowadzane po kolei, nie w jednym momencie, społeczeństwo początkowo nie zauważa do czego zmierza sytuacja. Powoli, podstępnie, za pomocą politycznej nowomowy i sprytnych sztuczek rząd ogranicza swobody obywateli, którzy w większości dają się prowadzić jak marionetki. Gdy Hjatli przejrzy na oczy jest już za późno. Trudno oczekiwać szczęśliwego rozwiązania całej tej historii.

Björnsdóttir właściwie nie daje nam odpowiedzi, i to jest mój główny zarzut do Wyspy. Do końca nie wiemy co spowodowało zerwanie łączności ze światem, a co więcej – czy świat poza Islandią w ogóle istnieje. Nie wyjaśnia się, czy ludność na wyspie kiedykolwiek nawiąże jeszcze łączność z resztą świata, choć rozwinięcie fabuły pozwala się domyślać rozwiązania. Mam też problem, który akurat nie wynika z uchybień autorki: mianowicie po przeczytaniu wielu antyutopijnych czy dystopijnych dzieł na czele z klasycznym Rokiem 1984 Orwella czy Nowym wspaniałym światem Huxleya trzeba się naprawdę postarać, by zrobić na mnie piorunujące wrażenie. Dlatego też nie mogę powiedzieć, by Wyspa była złą książką, ale na pewno nie zwaliła mnie z nóg.

Nie odmawiam powieści Björnsdóttir ważności i obstawiam, że dała sporo do myślenia, zwłaszcza Islandczykom, natomiast w mojej opinii nie wyróżniała się zbytnio wśród innych dystopii dostępnych na rynku. Jej przerażającą siłą na pewno jest fakt, że opisane zdarzenia mogą stać się rzeczywistością – i jako takie ostrzeżenie Wyspa jest ważną powieścią. Do przemyślenia i dla przestrogi zachęcam do lektury.

Ocena: 4/6
©tanayah czyta
Od dawna niesamowicie intrygowały mnie kraje nordyckie.

Po zeszłorocznej, krótkiej wyprawie do Norwegii totalnie zakochałam się w tym kraju – w krajobrazach, ludziach i norweskiej mentalności, a przez to pozostała część Skandynawii (wliczając w to już Finlandię i Islandię) stała się moim jeszcze większym marzeniem, które póki co będzie musiało poczekać. Jestem na takim etapie miłości, że mam ochotę czytać wszystkie skandynawskie książki, wszystkie reportaże dotyczące tych krajów, ale także po kolei poznawać tych bardziej znanych na arenie międzynarodowej autorów. Do tego, że przeszła mi przez myśl nauka norweskiego, nie będę się przyznawać.

Sigríður Hagalín Björnsdóttir, islandzka dziennikarka, zdecydowała się na napisanie książki dystopijnej, bezpośrednio uderzającej w jej rodzinny kraj – Islandię. Z początku jest całkiem przyjemnie, może nie radośnie, ale zdecydowanie nic nie zapowiada czającej się za rogiem katastrofy. Czytelnik zostaje wprowadzony w świat wykreowanych bohaterów – pojawiają się w pewnej kolejności i sami o sobie opowiadają. Przedstawiona zostaje ich sytuacja zawodowa, ukazane są relacje nawiązane między nimi, a bezpośrednio przez ich zachowania poznajemy też ich charaktery. Jednak z sielskiego klimatu szybko zostajemy przerzuceni do tragedii, która początkowo jest wielką niewiadomą, na którą nie ma ratunku. Islandia zostaje całkowicie odcięta od reszty świata, a w ciągu roku jej sytuacja diametralnie się zmienia, czego jesteśmy naocznymi świadkami. Z kraju kojarzącego się ze spokojem i ogólną uprzejmością wkraczamy w piekło, gdzie każdy może liczyć jedynie na siebie. Kompletnie zmienia się sytuacja obywateli, pojawiają się momenty zakrawające o absurd, mamy do czynienia z propagandą głoszoną przez sfrustrowaną opozycję i nieodpowiedzialne media i co najważniejsze – kończy się bezpieczeństwo żywieniowe i samowystarczalność.

Sigrídur Hagalín Björnsdóttir bezpośrednio uderzyła w strefę polityki i ukazała jak ogromny wpływ na społeczeństwo ma umiejętne zarządzanie państwem. W bardzo prosty sposób pozbyła się ważniejszych osobistości z politycznego światka, co w społeczeństwie zamieszkującym wyspę, turystach, ale również u czytelników już wywołuje lekki niepokój. Początkowo buduje klimat melancholii przez pozostawianie tajemnic i niedopowiedzeń, ale z upływem czasu i przyzwyczajeniem obywateli do obecnej sytuacji rodzi się brutalność, a ludzie niemal zamieniają się w zwierzęta.

Autorka stworzyła islandzkie, odseparowane od reszty świata, piekło. Magia tej powieści z całą pewnością tkwi w jej rzeczywistości, a to głównie za sprawą odpowiedniego i umiarkowanego dozowania negatywnych efektów. Mimo wszystko najgorsza jest uniwersalność Wyspy, bo to ona wywiera największy wpływ na podświadomość czytelnika i rodzi niepokój.

Ocena: 4+/6
©Rude recenzuje
Wyspa to przerażająca dystopia, choć nie znajdziemy w tej powieści jakichś specjalnie krwawych i okrutnych scen lub wydarzeń opowiedzianych w naturalistycznym stylu. Autorka jest znaną islandzką dziennikarką radiową. Wyspa jest jej debiutem literackim. Jak sama stwierdziła, pomysł powieści powstał już dawno, ale była przekonana, że ktoś już go wcześniej wykorzystał.

Gdy Islandia pewnego dnia traci kontakt z resztą świata, przestaje działać internet, telewizyjne łącza satelitarne, a nawet stare analogowe łącza radiowe, życie na wyspie zmienia się w sposób diametralny. Odtąd niewielka islandzka społeczność musi sobie radzić bez kontaktu ze światem, bez importu ważnych towarów przemysłowych, a co ważniejsze bez importu żywności. Tak zaczyna się akcja powieści, którą uznano za jeden z najciekawszych debiutów w roku 2016. Polskie tłumaczenie powieści ukazało się dopiero obecnie.

KTO PRZEŻYJE, KTO UMRZE

W obliczu klęski głodu okazuje się, że są równi i równiejsi. Budzą się demony rasizmu i ksenofobii. A wydawałoby się, że Islandia jest tak nowoczesnym i cywilizowanym krajem. Obecny świat jest globalną wioską komunikacyjną. To powoduje, że rządy muszą się liczyć z opinią świata. Nawet wtedy, gdy im się to nie podoba, co widać doskonale w dzisiejszej polskiej polityce. A co może się stać, gdy jakikolwiek rząd będzie funkcjonował poza wszelką kontrolą? Nawet w małej i przecież cywilizowanej Islandii?

Autorka pokazuje jak przerażająco szybko społeczeństwo może utracić nie tylko humanizm, ale wręcz resztki cywilizowanych praw, gdy zagrożone są podstawy bytu. Jak łatwo wzbudzić nienawiść do obcych, jak łatwo usprawiedliwić najbardziej nieludzkie zachowania. Ta książka w dzisiejszej Polsce powinna być lekturą obowiązkową.

Ocena: 6/6
©Autorski przewodnik kulturalny
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć