ebook W cieniu Olbrzyma
3.39 / 5.00 (liczba ocen: 169) Ilość stron (szacowana): 176

W cieniu Olbrzyma
ebook: pdf, mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 14.26
wciąż za drogo?
18.51 złpremium: 11.94 zł Lub 11.94 zł
14.26 zł Lub 12.83 zł
19.90 zł
19.90 zł Lub 17.91 zł
14.76 zł
14.93 zł 20% rabatu
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (9)
Inne proponowane

Powieść sensacyjna z wątkiem miłosnym w tle.”W cieniu Olbrzyma” jest kolejną powieścią Jolanty Marii Kalety. W tym roku autorka wydała także powieść sensacyjną zatytułowaną „Kolekcja Hankego”.

Olbrzym (w języku niemieckim Riese) to kryptonim największego projektu górniczo–budowlanego realizowanego przez III Rzeszę w latach 1943 – 1945 w Górach Sowich na Dolnym Śląsku. Jednocześnie jedna z największych zagadek II wojny światowej. Naziści, zanim opuścili te tereny, wejścia do poziemnej budowli wysadzili w powietrze, co skutecznie uniemożliwiło dokładne ich zbadanie. Przeznaczenie kompleksu do dziś nie zostało jednoznacznie wyjaśnione, co rozpala wyobraźnię poszukiwaczy przygód i eksploratorów.

Powieść „W cieniu Olbrzyma” opowiada historię młodej kobiety, która w 1946 roku zamieszkała w Jedlinie Zdroju i wbrew swojej woli została wciągnięta w wir wydarzeń związanych z nazistowskim projektem. Jej życiu zagroziło śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy będzie potrafiła rozwiązać zagadkę, kto jest jej wrogiem? Czy znajdzie wyjście z pułapki, w której się znalazła?

„…Biegła bezszelestnie na bosych stopach, ile miała tchu w piersi i zobaczyła go w następnym korytarzu. Strzeliła, ale zdążył zrobić unik. Drugi strzał i pudło. Trzeci strzał. Rzuciło nim o ścianę, ale nie upadł. Chwycił się za ramię i pobiegł dalej. Wpadła zadyszana do głównej hali. Była pusta. Musiał się gdzieś schować. Zaskoczyło ją, że nie strzelał. Chyba nie miał przy sobie broni, bo inaczej już dawno by ją zastrzelił. Czuła jego obecność przez skórę. Ostrożnie i pomału obchodziła wokół całą halę. Przystanęła, bo miała wrażenie, że słyszy jakieś kroki. Nagle podłoga pod nią zaczęła się zapadać. Zjeżdżała na dół jak swego rodzaju windą. Kiedy zatrzymała się, usłyszała jego głos na górze, wprost nad sobą
- To już koniec Antonino! Za chwilę wylecisz w powietrze i spotkasz się ze swoim tatusiem – zaśmiał się szyderczo.
- Pokaż się , tchórzu! – krzyknęła…”

W cieniu Olbrzyma od Jolanta Maria Kaleta możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Polska tuż po wojnie, sama w sobie jest dla mnie zachętą do lektury. Gdy opowieść jest poprawna, nie mam powodów do narzekań. Mamy tu zatem tajemnicę Gór Sowich, rodzącą się miłość oraz nieufność międzynarodową. Wielu jest chętnych, by położyć łapę na osiągnięciach Trzeciej Rzeszy. Trwa wyścig z czasem i próba nerwów. Kto kogo powinien się bać? Komu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo? By dostać odpowiedź na te pytania, warto sięgnąć po książkę.



Ocena: 4/6
©Opowiedziane.pl
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    W ostatnim czasie, kiedy spodobała mi się powieść Jolanty Marii Kalety, zatytułowana „Złoto Wrocławia” postanowiłem przeczytać jeszcze inne książki tej autorki. Idąc za ciosem, po lekturze „Wrocławskiej Madonny” przyszedł czas na kolejną pozycję o tajemniczo brzmiącym tytule „W cieniu Olbrzyma”.
    Książka ta opowiada o losach młodej kobiety, Antoniny Poselt, która po zakończeni II wojny światowej trafia na tak zwane zachodnie ziemie odzyskane, do miejscowości Jedlina Zdrój. Po mimo zakończenia działań wojennych, na terenach Dolnego Śląska jest niespokojnie, operują tam bowiem grupy byłych esesmanów i Wherwolfu, których celem jest zabezpieczenie, przed odkryciem przez Rosjan tajemniczego kompleksu budowli i podziemi, noszącego nazwę Riese (Olbrzym).
    Powieść rozpoczyna się w styczniu 1945 roku mocnym akcentem, rozstrzelaniem przez SS więźniów obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, którzy brali udział przy pracach na terenie niemieckiego kompleksu, aby za chwilę przenieść się o kilka miesięcy do przodu, do 1946 roku , do Jedliny. Początek zatem jest całkiem obiecujący, powieść nie jest zbyt długa, więc mam nadzieję, że nic nie zdąży się zepsuć przez niecałe dwieście stron. Wiele razy wspominałem, że pasjonują mnie opowieści związane z drugą wojna światową, a wydarzenia, które miały miejsce na terenie Dolnego Śląska, mają dla mnie szczególne znaczenie. Zwiedzałem kompleks Riese i wiązałem z tą powieścią duże nadzieje, na dobrą zabawę i mocne oddziaływanie na moją wyobraźnię. Uważam jednak, że autorka zmarnowała potencjał tak doskonałego tematu jakimi są tajemnicze budowle w Górach Sowich. Sam kompleks Riese został przedstawiony jako sieć tuneli i pomieszczeń podziemnych, łączących się prawdopodobnie z zamkiem Książ. Autorka nie starała się zbyt dokładnie wyjaśnić czytelnikowi do czego miała służyć ta budowla. Pojawiała się w fabule informacja mówiąca, że kompleks miał być przeznaczony na kwaterę Naczelnego Wodza III Rzeszy. Pani Kaleta wspominała także o kopalnianych sztolniach a nawet o materiałach radioaktywnych, lecz nie pokusiła się o informację dotyczące ich wykorzystania przez Niemców.
    Nie bardzo rozumiem sens umieszczenia w powieści wątków okultystycznych i stworzenie w fabule tajemniczego stwora (wilkołaka?), który wybiegał czasami z podziemi i mordowała napotkane osoby. Zdaję sobie sprawę, że nawet w dzisiejszych czasach istnieje wiele zagadek dotyczących projektu Riese, opowiadających o wilkołakach – super żołnierzach wyhodowanych przez SS, czy nawet latających spodkach, startujących z wnętrza tuneli, jednak według mnie, elementy fabuły, o których wspomniałem nie dodały jej wcale aury tajemniczości. U mnie powodowały zdziwienie i uznaję je za psujące jedynie radość z odbioru powieści.
    Autorka, kreując postać Antoniny, przedstawiała ją na początku jako zwykłą dziewczynę, która dochodzi do siebie po ciężkich przejściach, jakie niosła za sobą wojna. Potem jednak okazało się, że jest to super bohaterka (oficer AK), której nie obca jest walka i posługiwanie się bronią. Zdecydowanie wolałem ją jednak jako Panią Pałacową, która organizuje dom dziecka w Jedlinie, niżeli żołnierza, który podejmuje walkę z byłymi SS-manami. Bliższa mojemu sercu była jako zwykła dziewczyna, poszukująca miłości i swojego miejsca, gdzie wreszcie będzie mogła rozpocząć normalne życie.
    Dodać należy także, że Pani Kaleta nie ustrzegła się tak zwanych „baboli” podczas pisania powieści. Zastanawiające jest, w jaki sposób Antonina na początku 1946 roku mogła wiedzieć o fakcie polowania przez Izraelczyków na nazistów, skoro organizacja Jewish Historical Documentation Center, zajmująca się tym procederem, została założona przez Szymona Wiesenthala w 1947 roku? Antonina wspominała także o procesach norymberskich, które faktycznie rozpoczęły się 20 listopada 1945 roku, dlatego zastanawiam się, czy na początku 1946 roku, w każdym zakątku powojennej Polski, wszyscy orientowali się już tak dokładnie w tych sądowych postępowaniach? Być może tak było, jednak wydało mi się to dziwne w okolicznościach, w których znajdował się Antonina. Czy w 1946 roku wszyscy posiadali wiedzę, że naziści uciekają do Argentyny, aby znaleźć tam schronieni i ukryć się przed sprawiedliwością? Nie jestem skłonny w to uwierzyć. Gdyby przyjrzeć się bardziej szczegółowo fabule, pewnie można by wyłowić kolejne irytujące szczegóły. Z drugiej jednak strony, zastanawiam się czy „szczegóły” te dyskredytują tę powieść w oczach czytelnika? Może nie do końca, ale „W cieniu Olbrzyma” nie jest przecież pierwszą powieścią tej autorki a sama ona nie jest już debiutantką. Myślę, więc, że do napisania tak króciutkiej powieści, mogła przygotować się trochę lepiej.
    Podsumowując, książkę tę uważam za przeciętną pozycję sensacyjną z wątkami historycznymi i romansowymi. Będę obserwował karierę pisarską Pani Kalety i przyznam, że jestem ciekaw na jak długo wystarczy jej pomysłów dotyczących „eksploatowania” tajemnic Dolnego Śląska?
    Na sam koniec taki mój mały apel do samej autorki bądź do Wydawcy:
    Ludzie miejcie litość i zwróćcie uwagę, na prawidłową odmianę liczebników osobowych. Jeśli kilku mężczyzn wykonuje jakąś czynność, to robią to na przykład we dwóch czy czterech a nie we dwójkę, czy we czworo. Miejcie szacunek dla tego polskiego języka!!
    Cytaty: ”… Franz i Helmut, we dwójkę ustawili dwie skrzynie na wózku i pytająco spojrzeli na majora…” , „…- Melduję, że jest nas czworo! – i wydobył z siebie dwa krótkie odgłosy przypominające szczekanie wilka. Po chwili trzech równie młodych i podobnie ubranych chłopaków zameldowało się przed majorem…”
    Oceńcie sami.
    Ocena: 3,5/6

Warto zerknąć