ebook Sweet Cheeks: Zapach namiętności
4.12 / 5.00 (liczba ocen: 6268) Ilość stron (szacowana): 368

Sweet Cheeks: Zapach namiętności
ebook: pdf, mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 19.95
19.95 zł Lub 17.96 zł
39.90 zł
39.90 zł Lub 35.91 zł
19.95 zł
19.95 zł
36.00 zł
39.90 zł
Inne proponowane

Saylor nie przypuszczała, że jej niedawny narzeczony tak szybko o niej zapomni i nic nie robiąc sobie z jej uczuć, zaprosi na swój własny ślub. Przed totalną rozpaczą ocala ją własna cukiernia oraz niesamowicie przystojny partner weselny. Problem w tym, że oboje znają się od bardzo dawna, do tego Heyes Whitley jest gwiazdą Hollywood i niezłym ciachem...

A co jeśli wielka miłość jest bardziej niezwykła i zaskakująca niż hollywoodzki scenariusz? I do tego smakuje jak słodka babeczka?
Romans Saylor z Heyes Whitley’em jest jak jej wypieki: kuszący, słodki i pełen rozkoszy... Ich pożądanie rośnie i rozpala wszystkie zmysły, ale czy uda się im zaspokoić głód serca? Losy tej dwójki to zabawna, pełna namiętności oraz seksownej gry opowieść o tym, że życie jest bardziej niewiarygodne niż film, a miłość smakuje jak kremowy tort.
Ale czy jedna decyzja wystarczy, by z zakalca zrobić idealnie słodki tort? Zwłaszcza gdy nic wokół nie sprzyja uczuciom? Nieważne, jak długo czekasz na miłość. Gdy raz skosztujesz, nie będziesz w stanie się jej oprzeć... Bo z każdym kolejnym kęsem namiętność smakuje lepiej.
A jeśli pierwsza miłość jest ostatnią?

Sweet Cheeks: Zapach namiętności od K. Bromberg możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Słowa są tanie, liczą się czyny.
Zwycięstwo jest słodkie, lecz ci, którzy je odnoszą, muszą być gotowi za to zapłacić.
Tylko jedna miłość jest ważniejsza od tej pierwszej: ta ostatnia.
Domeną młodości jest często ślepota na oczywiste prawdy.
Przeszłość to przeszłość i nie ma się co w niej babrać.
Eks i reszta kłopotów

Gdzieś, pomiędzy bólem rozstania i rozczarowaniem drugim człowiekiem, czasem pozostaje więcej niż ślad dawnego uczucia. Przyczajony w dalekich zakamarkach serca wydaje się być jedynie wspomnieniem, nic nie znaczącym i przebrzmiałym, ale rzucającym cień na nowe uczucia, sprawiającym, że nieświadomie porównuje się przeszłość do teraźniejszości. Bywa też tak, iż dzięki temu unika zrobienia się błędu, bo namiastka rzadko kiedy daje prawdziwe szczęście, a częściej staje się bolesną iluzją.

Niekiedy wystarczy moment i wraca wszystko to, o czym chciało się zapomnieć, oczywiście przydarza się w najgorszej chwili. Na tym nie koniec, lecz na razie Saylor ma na głowie ślub byłego narzeczonego oraz własną cukiernię, której rozwój leży jej bardzo na sercu. Połączenie tych obu spraw wprowadza niezłe zamieszanie w życie dziewczyny, co zrobić więc by znowu zapanowała w nim harmonia? Pojawienie się Hayesa raczej jest dolaniem oliwy do ognia czyli zwiększeniem panującego chaosu, chociaż czy na pewno? Przyjęcie zaproszenia na ślub eksa to jedno, lecz wybranie jako towarzysza kogoś takiego jak gwiazdora Hollywood to już jest proszeniem się o kłopoty, dość osobliwe i bardzo apetyczne co prawda. Zagranie na nosie ludziom, jacy sprawili, że Saylor prawie przestała marzyć i wierzyć w siebie, jednak warte jest ryzyka, zwłaszcza jeśli ma się towarzysza przysłowiowe „ciacho”. Kto jak nie doskonała cukierniczka może pozwolić sobie na taką grę? Ale tym razem nie zna przepisu na to, by efekt końcowy okazał się smakowity, już kiedyś poznała gorzki smak życiowego zakalca. Jak będzie tym razem? Jedno jest pewne temperatura wzajemnych kontaktów na pewno będzie wysoka …

Lekka i pełna humoru historia Saylor i Hayesa ma w sobie świeżość, która sprawia, że czas podczas lektury bardzo szybko płynie, a dodatkowym bonusem jest atmosfera przypominająca wakacyjny relaks. K. Bromberg opowiada czytelniczkom o emocjach, często kontrastowych, barwnych i słodkich, ale nie lukrowanych. Zresztą autorka zadbała by słodycz zrównoważyć śmiechem oraz przyprawić pikantnymi wątkami. Zapach namiętności to wbrew tytułowi opowieść nie tylko o uczuciach, lecz także o przeszłości, popełnionych błędach, sile wspomnień oraz walce o realizację marzeń, nawet za cenę rozczarowań. Lżejsza warstwa połączona jest z nieco poważniejszą, lecz nie ma pomiędzy nimi dysonansu, widać dobrze poprowadzoną fabułę, w jakiej jest kilka niespodzianek i wiele trafnych obserwacji. Humorystyczne elementy zostały wplecione w całość w odpowiednich momentach, co dodatkowo jest plusem tej książki. K. Bromberg interesująco prowadzi czytelników poprzez perypetie bohaterów tak, by czytanie sprawiało przyjemność i nuda nie pojawiała się.

Ocena: 5/6
©Taki jest świat
K. Bromberg oczarowała mnie serią Driven. Opisane w dziewięciu książkach losy Rylee i Coltona oraz osób z ich otoczenia podbiły moje serce i sprawiły, że ich autorka zagrzała sobie miejsce w gronie moich ulubionych pisarzy. Kiedy dowiedziałam się, że ma być wydana kolejna jej powieść, ucieszyłam się, że wreszcie będę miała okazję przeczytać coś nowego. Liczyłam na coś, co zachwyci mnie podobnie jak wcześniejsze książki. Tym razem jednak takiego zachwytu nie było.

Saylor prowadzi niewielką firmę zajmującą się wypiekiem babeczek, która, co tu dużo mówić, nie przynosi jej kokosów. Właśnie dostała zaproszenie na ślub byłego narzeczonego, z którym zerwała pół roku temu. Nie to jest jednak najdziwniejsze. Wszystkie szczegóły ślubu i wesela – począwszy do miejsca, w którym będzie ono zorganizowane, a na wyglądzie zaproszenia skończywszy – są idealną kopią tego, co sama z nim planowała. To wszystko wygląda jak jakiś chory żart. Wkrótce Saylor dowiaduje się też, że za słabe zyski jej cukierni głównej mierze odpowiedzialna jest matka byłego narzeczonego, która rozsiewa paskudne plotki na jej temat. To przesądza sprawę. Saylor postanawia pojawić się na weselu i udowodnić, że jest ponad to wszystko. Jej partnerem ma być Heyes Whitley, sławny hollywoodzki aktor i jednocześnie... jej pierwsza miłość. Dziesięć lat temu świata poza nim nie widziała, ale pewnego dnia ich drogi się rozeszły. Wspólnie mają dać przedstawienie – ona chce pokazać, że nie ma nic przeciwko temu, że jej były narzeczony tak szybko ułożył sobie życie na nowo, on ma ją w tym wszystkim wspierać. Ale czy na pewno tylko na tym się skończy? Nie bez powodu mówi się, że stara miłość nie rdzewieje...

Każdą z dotychczas przeczytanych książek K. Bromberg oceniałam bardzo wysoko. Każdą z jej książek chwaliłam i raczej nie miałam powodu krytykować. Sweet Cheeks pewnej krytyki jednak nie uniknie. Nie zrozumcie mnie źle, to jest dobra powieść, ale niestety bez fajerwerków. Po jej przeczytaniu miałam wrażenie, że czegoś jej brakuje. Być może za bardzo porównuję tę książkę do serii Driven, ale tą serią Bromberg przyzwyczaiła mnie do pewnego poziomu. Poziomu, którego tym razem nie osiągnęła.

Sweet Cheeks wykorzystuje motyw „stara miłość nie rdzewieje” i to jest chyba pierwszy raz, kiedy spotykam się z tym motywem u K. Bromberg. Mam wrażenie, że przez pewne rozwiązania, które tutaj zostały zastosowane, autorka nie była w stanie wykorzystać w pełni potencjału tego motywu. O co chodzi? W głównej mierze chodzi o narrację. Powieść w przeważającej części napisana jest z puntu widzenia Saylor, ale i Hayes dostał prawo głosu. Zwykle bardzo lubię tak poprowadzoną narrację, bo daje pełniejszy obraz całej opowieści i pozwala obserwować, jak rodzi się uczucie u każdego z bohaterów. Tutaj jednak miałam wrażenie, że zepsuła ona pewien element zaskoczenia, który mógłby przynieść sporo wrażeń. Bardzo szybko dowiadujemy się, jakie emocje budzą w sobie po latach bohaterowie książki i pozostaje tylko czekać na finał. Gdyby uczucia Hayesa pozostały tajemnicą, jako czytelniczka byłabym nieświadoma tego, czy to, co odczuwa Saylor, jest tylko jednostronne, czy też nie, póki ten sam by tego nie wyjawił. To budowałoby napięcie. Zamiast tego wszystko szybko dostałam jak na tacy. Zero większych zaskoczeń.

Z zarzutów, jakie mam wobec książki, powyższy był największy. Z mniejszych, mogłabym dorzucić jeszcze do tego to, że przez połączenie babeczek, które przewijają się w tle opowieści, i słodyczy uczuć bohaterów miałam wrażenie, że robi się czasami ciut za słodko. Jeszcze innym zarzutem wobec tej książki może być to, że autorka nie wykorzystała samego potencjału tej historii. Serią Driven Bromberg przyzwyczaiła mnie do tego, że z jednej historii może wyciągnąć sporo – nie tylko kilkutomową serię, ale i parę powieści opowiadających losy postaci z otoczenia bohaterów pierwszoplanowych serii. Sweet Cheeks to powieść samodzielna. O ile rozumiem, że z historii Saylor i Hayesa trudno byłoby zrobić serię, o tyle zaskoczona jestem, że Bromberg nie pokusiła się nawet o napisanie powieści dotyczących chociażby brata Saylor czy jej współpracownicy, bo aż się o to prosi. Chyba właśnie też z tego powodu czułam po jej przeczytaniu niedosyt. To zamknięta opowieść i trochę szkoda, że nic więcej z niej się nie rozwinie.

Skoro już sobie ponarzekałam, to teraz mogę pochwalić, bo wbrew pozorom są tutaj rzeczy, za które mogę chwalić. Na pewno pochwalić mogę kreację postaci i chemię, jaka między nimi zachodzi. Saylor to silna dziewczyna, która potrafi dopiąć swego mimo pewnych nieprzyjemnych doświadczeń i przeciwności, jakie pojawiają się na jej drodze. Jest uparta i pełna pasji. Hayes z kolei to facet, który wie, czego chce i śmiało po to sięga. Potrafi przyznać się do błędu i naprawić go, a dla ukochanej zdolny jest do wszystkiego.
Opowiadając historię Saylor i Hayesa, autorka uchyla drzwi do ich wspólnej przeszłości, dzięki czemu możemy dowiedzieć się, jak bardzo bohaterowie zmienili się w ciągu dziesięciu lat, kiedy to nie mieli ze sobą kontaktu. Oboje dorośli i dojrzeli, ale mimo upływu czasu nadal mają wrażenie, że znają się od podszewki. Podobało mi się to, jak odkrywali w sobie nawzajem to, które rzeczy uległy zmianie, a które pozostały niezmienne. Jednocześnie znali się i poznawali na nowo. Podobało mi się również to, jak odnajdywali w sobie dawne uczucia. Pod tym względem autorce niczego zarzucić nie mogę.
Pochwalić mogę także niezmiennie styl autorki. Bromberg potrafi opowiadać, po prostu. Jej powieści bardzo szybko wciągają i czyta je się z przyjemnością. To, jak opisuje ona relacje między bohaterami, nawet te najbardziej intymne, potrafi zainteresować. Tutaj talentu odmówić jej nie można.

Sięgając po Sweet Cheeks oczekiwałam emocji, które poruszą mnie do głębi. Jakieś emocje lekturze tej książki na pewno towarzyszyły, nie powiem, że nie, ale nie były to takie emocje, jakich spodziewałabym się po K. Bromberg. Jakoś tak przykro stwierdzić, że nowa powieść ulubionego autora nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań. Ta książka, niestety, nie zapadnie mi w pamięć tak, jak te przeczytane dotąd. Była dobra. Nie rewelacyjna, nie zachwycająca, ale dobra. Tylko.

Czy mimo to polecałabym ją innym? Tak. Jeśli czytaliście serię Driven i Wam się ona spodobała, pewnie będziecie chcieli sami ocenić tę powieść. Może Wam spodoba się bardziej niż mnie. Ja jakoś tak nie potrafię spojrzeć na nią inaczej, jak przez pryzmat serii Driven. Jeśli zaś nie znacie jeszcze twórczości K. Bromberg, sięgnijcie po nią chociażby właśnie za sprawą Sweet Cheeks, bo styl tej autorki wart jest poznania.

Ocena: 3/6
©Zaczytana Dolina
Bo miłość jest jak magia. Możemy się zastanawiać nad tym, jak
i kiedy do niej dochodzi, dlaczego przewraca nasz świat do góry
nogami i jak mogliśmy bez niej żyć, gdy już nam się przytrafi.
Ale to nie oznacza, ze uzyskamy jakiekolwiek odpowiedzi.
Czasem po prostu trzeba uwierzyć w nią i w ścieżki,
którymi nas prowadzi.

Gdy po sześciu miesiącach od rozstania ze swym niedoszłym mężem – Mitchem, Saylor otrzymuje zaproszenie na jego ślub, jest zdruzgotana. Nie tyle informacją, iż narzeczony w pół roku znalazł „zastępczą pannę młodą”, co faktem, iż uroczystość ta została przygotowana przez nią samą. Miejsce, scenariusz wesela, nawet zaproszenia są wierną kopią tych, które wybrała sama.

Początkową złość, zastępuje jednak chęć konfrontacji z rodziną Mitcha, której pełne pomówień kampanie skutecznie osłabiają funkcjonowanie biznesu Saylor.
W uroczystości tej dziewczyna zaczyna upatrywać swej szansy na ukazanie prawdy i definitywne zamknięcie pewnego życiowego rozdziału.

Z partnerską odsieczą przychodzi Saylor przyjaciel z dzieciństwa. Człowiek, który pozostawił w jej sercu nadal niezagojone blizny…

Czy kobieta znajdzie w sobie dość siły, by stawić czoła nie tylko byłemu partnerowi i jego toksycznej rodzinie, ale przede wszystkim Hayesowi – mężczyźnie, który mimo licznych przysporzonych jej cierpień, bezustannie wywołuje w niej burzę emocji?

Sweet cheeks. Zapach namiętności choć sugeruje powieść kipiącą erotyką i seksem, tak do końca, wcale nią nie jest. Owszem, bohaterowie nie oszczędzają nam erotycznych scen. Nie wyzierają jednak one z każdej strony, a te o których możemy poczytać, są subtelne i opisane w sposób bardzo wysmakowany.

Ta powieść to przede wszystkim historia o kobiecie, która znalazła w sobie dość siły, by skonfrontować się z niezwykle trudną przeszłością. W tym trudnym okresie, towarzyszy jej wiele przemyśleń, rozterek wewnętrznych, emocjonalnej burzy.
Ma jednak w sobie dość hartu ducha, by uparcie sięgać po swe szczęście na niemal każdym życiowym froncie.

Sweet cheeks to także opowieść o potędze tej pierwszej, wielkiej miłości. Uczuciu, które mimo pozostawionych po sobie ran, pozostaje w sercu na całe życie.

Tylko jedna miłość jest ważniejsza od tej pierwszej: ta ostatnia.
Jak to możliwe, ze w moim przypadku dzielę ją z tą samą osobą?

To również powieść o przebaczeniu i jego ogromnej mocy. Akt ten, choć trudny i wymagający wyzbycia się dumy, przynosi ukojenie i nadzieję na lepsze jutro.

Całą historię poznajemy z puntu widzenia zarówno Saylor, jak i Hayesa, mężczyzny, nie potrafiącego wybaczyć samemu sobie krzywd, które wyrządził ukochanej w młodości.
Okazuje się, że hollywoodzki, pożądany przez mnóstwo kobiet aktor, nie musi być aroganckim snobem.

Domeną młodości jest często ślepota na oczywiste prawdy.

I to właśnie jego kreacja przypadła mi najbardziej do gustu. K. Bromberg postanowiła wyrwać bohatera z macek stereotypów i stworzyć postać, która mimo ogromnej popularności nie dała zabić w sobie wrażliwości i wiary w prawdziwe uczucie.

Hayes przedstawiony został tutaj w opozycji do Mitcha, który z kolei jest szablonowym przykładem bogatego, zapatrzonego w siebie egoisty.

Jeśli jesteście ciekawi, czy Saylor poradzi sobie z oczerniającą ją rodziną Mitcha, podupadającą cukiernią, i konfrontacją ze swą największą, pierwszą miłością – Hayes’em, koniecznie zanurzcie się pośród stron Sweet cheeks. Zapach namiętności! To nie jest typowy erotyk, ze sporym natężeniem, wyzierającego z każdej strony seksu. To opowieść o tym, jaką siłę niesie z sobą prawdziwe uczucie. Jak ogromną daje ono motywację do walki, zarówno o prawdę, jak i realizację marzeń.
I co najważniejsze, jak wiele trudności rzucanych nam przez los, człowiek może znieść mając wsparcie i miłość najbliższych. Polecam!

Ocena: 5/6
©Miłość do czytania …
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć