ebook Ostatni list od kochanka
3.75 / 5.00 (liczba ocen: 1864)

Ostatni list od kochanka
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 19.19
wciąż za drogo?
28.79 zł Lub 25.91 zł
31.99 zł
19.19 zł
20.99 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (1)
Inne proponowane

NOWE FILMOWE WYDANIE BESTSELLEROWEJ POWIEŚCI JOJO MOYES

Jeśli naprawdę kochasz, to kochaj odważnie

Ellie, początkująca dziennikarka, natrafia na ślad wielkiej, zakazanej miłości sprzed lat. Pozostały po niej tylko sekretne listy, przejmujące i pełne emocji. Nie dają Ellie spokoju tak bardzo, że dziewczyna postanawia poznać wszystkie tajemnice Jennifer i Anthony’ego. Zwłaszcza te, które nigdy nie powinny wyjść na jaw…

Czy przejmująca historia z przeszłości może odmienić życie Ellie? Ile odwagi trzeba mieć, by naprawdę kochać?

Jedna z najpiękniejszych powieści Jojo Moyes. Ekranizacja w reżyserii Augustine Frizzell (Euforia) z gwiazdorską obsadą – w rolach głównych Felicity Jones, Shailene Woodley, Callum Turner i Joe Alwyn!

  

Jojo Moyes to ulubiona autorka milionów czytelników, a jej pisarstwo jest światowym fenomenem wydawniczym. Udało jej się wyrównać rekord należący do Harlana Cobena i Stephena Kinga – trzy jej książki znalazły się równocześnie na listach bestsellerów „New York Timesa”. Jedna z nielicznych autorek powieści obyczajowych, których twórczość komentowana jest na łamach opiniotwórczej prasy. Ekranizacja jej bestsellerowej powieści Zanim się pojawiłeś stała się światowym hitem!

 

„Przepięknie napisana ponadczasowa historia serca uporczywie trzymającego się miłości, której nie da się zdusić, okiełznać ani zastąpić czymś innym”. Leila Meacham

 

„Porusza i zaskakuje. Doskonale zbudowany nastrój, mistrzowska fabuła, olśniewający bohaterowie”. Penny Vincenzi

Ostatni list od kochanka od Jojo Moyes możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Jak można zmienić swoje nieciekawe życie w coś niezwykłego? Z pewnością warto mieć dość odwagi, by kochać?
Gdyby nie to, że książka rzuciła mi się w oczy w bibliotece w nowościach pewnie jeszcze długo bym nie poznała twórczości pani Moyes. Czytałam na temat tej autorki wiele dobrych opinii, mam kilka jej książek na półce, ale jakoś nie było nam po drodze. Obawiałam się chyba ckliwego romansu, czego nie znoszę... a co dostałam?

Jojo Moyes znana jest z wielu książek literatury typowo kobiecej. Potrafię wymienić tytuły jej książek mimo iż ich nie czytałam. Jeszcze. Zdecydowanie chcę to nadrobić.

Młodsze pokolenie pewnie nie pamięta, ale te moje średnie pewnie tak. Listy papierowe, to zaglądanie do skrzynki pocztowej, oglądanie i wąchanie koperty i to czytanie w kółko listów od ukochanej osoby. Miałam to szczęście, że wtedy nie było jeszcze szybkich SMS i maili, ale dostawałam od chłopaków listy papierowe, zachowałam je do dzisiaj, nie dla sentymentu do tych osób, ale dla sentymentów do tamtych czasów. Wtedy każdy pisząc list zastanawiał się dokładnie nad każdym zdaniem, musiał włożyć wysiłek w ładną kaligrafię, miało to swój urok, prawda? Tym bardziej zaciekawiła mnie fabuła książki pani Moyes.

Powieść rozpoczyna się w momencie kiedy Ellie, młoda dziennikarka, przez przypadek trafia w stercie papierów z archiwum na list miłosny sprzed czterdziestu lat. Taki list chciałaby pewnie dostać każda z nas, z każdego zdania przenika wielka miłość i tęsknota za tą jedyną kobietą. Ellie bardzo podoba się ten list, tym bardziej, że sama tkwi w związku z żonatym mężczyzną jako ta "trzecia" i przez te listy zaczyna dostrzegać różnicę w jaki sposób można traktować kobietę, którą się kocha. Porównując miłosne listy a SMS od swojego kochanka jest mocno zawiedziona. Postanawia się dowiedzieć, jak potoczyły się losy kochanków. I właśnie o tym jest tak książka. Autorka przenosi nas w lata sześćdziesiąte XX wieku, do domu Jennifer i jej męża. Kobieta budzi się w szpitalu po wypadku samochodowym, którego nie pamięta. Nie pamięta z kim jechała, dokąd jechała, po co, nie pamięta nawet jak wygląda jej dom. W czasie krzątania się po domu natrafia w swoich rzeczach na miłosne listy i orientuje się, że są adresowane do niej, ale nie ma pojęcia kto jest nadawcą. Nie zna swojego kochanka, a czując że nie jest szczęśliwa w swoim małżeństwie, chce go odnaleźć. Więcej nie napiszę, żeby wam nie psuć niespodzianki.

Książka jest napisana w bardzo ciekawy sposób, raz poznajemy losy Jennifer, a raz Ellie, czyli tak jak lubię najbardziej.

Niepotrzebnie obawiałam się romansu, nudy, przewidywalności, Jest to taka powieść dla pokrzepienia serc, dająca do myślenia, że każdy ma prawo do prawdziwej miłości i szczęścia, niezależnie od wieku i statusu społecznego.

Przez całą książkę kibicowałam dzielnie Ellie i Jennifer, każdej z osobna, w ich walce o miłość i szczęście. Jest to powieść, przy której można się wzruszyć, zapłakać. Śmiało możecie ją kupić w prezencie dla czytającej mamy czy babci. Wydaje mi się, że będą zachwycone. Ja jestem, tym bardziej, że książka ma ponad pięćset stron, więc jest co czytać.

Ocena: 5+/6
©Matka książkoholiczka
Moje relacje z Moyes są dość burzliwe - o ile historia opisana w Zanim się pojawiłeś podbiła moje serce, o tyle uważam, że Kiedy odszedłeś jest mocno naciąganą jej kontynuacją, zupełnie niepotrzebną i odnoszę wrażenie, że autorka usilnie i nieudolnie chciała odpowiedzieć czytelniczkom na pytanie - co dalej? Obawiam się, że szumnie zapowiadana trzecia część będzie podobną klapą (choć wiem, że druga ma swoje zwolenniczki) i nie mam zamiaru po nią sięgać, jednak nie mogłam przejść obojętnie obok opisu Ostatniego listu do kochanka. I mimo że książka ta jest naprawdę pokaźnych rozmiarów, przeczytałam ją w zasadzie w półtora dnia... Tak, moi drodzy - ta pozycja jest warta tego, by po nią sięgnąć, a opisana w niej historia po prostu chwyta za serce... Uważajcie, bo mogę poniżej nieco zbyt wiele zdradzić z fabuły, także uprzedzam!

Mamy rok 2003 - Ellie jest młodą dziennikarką w "Nation". Pozostaje w dość nieciekawej sytuacji, bo choć ma satysfakcjonującą pracę i przyjaciół, to jej życie uczuciowe jest uzależnione od żony jej kochanka... Ellie tkwi w tej toksycznej relacji i - choć czuje, że związek nie tak powinien wyglądać - nie umie się z niej wyswobodzić. Wierzy, że kocha Johna i że on jedyny może zapewnić jej szczęście. Poznajemy Ellie, gdy gazeta, w której pracuje, przenosi swoją siedzibę. Podczas szukania inspiracji do kolejnego artykułu, Ellie, pośród materiałów, które nie wskazywałyby na możliwość natrafienia na takie znalezisko - znajduje list. List, wyrażający całą paletę uczuć i który przenosi nas do roku 1960 i do historii tak przejmującej, że nasza bohaterka przyjmuje za cel, by odnaleźć jego adresata i nadawcę...

Przenieśmy się teraz do wspomnianego roku 1960 - Jennifer budzi się w szpitalu. Nie wie, gdzie jest i co jej się wydarzyło. Ani jej mąż, którego w ogóle nie pamięta, ani matka nie chcą rozmawiać o szczegółach wypadku, któremu uległa Jennifer. Kobieta dostrzega, że coś jest nie tak - przecież gdyby kochała męża, niezależnie od tego, czy utraciła pamięć, powinna do niego czuć cokolwiek... Jennifer powoli wraca do "swojego" życia - okazuje się, że jest osobą bardzo majętną, zajętą właściwie tym, by jej mąż był zadowolony - ma ładnie wyglądać, nie wypowiadać się bez potrzeby, nie interesować się wydarzeniami na świecie, wyprawiać przyjęcia i na nie uczęszczać. Nasza bohaterka dowiaduje się, że przed wypadkiem była duszą towarzystwa, także i teraz próbuje robić wszystko, by nie wypaść z roli, by wszyscy dookoła myśleli, że wróciła do siebie. Poczucie wyobcowania Jennifer wzmaga się, gdy znajduje w starym harlequinie pełen emocji list miłosny, który ewidentnie jest adresowany do niej, lecz nadawcą na pewno nie jest jej mąż. Wyobraźcie sobie - tracicie pamięć, okazuje się, że w Waszym życiu było coś zakazanego, a zarazem pięknego i namiętnego, ale Wasza pamięć nie chce się naprawić... Jennifer błądzi po omacku, próbuje się dowiedzieć czegokolwiek na temat jej relacji z tajemniczym mężczyzną, a znalezione listy (tak, jest ich więcej) ukazują to, czego po wypadku Jennifer nie mogła określić i czego jej brakowało...

Jaki związek mają ze sobą Ellie i Jennifer? Czy historia miłosna sprzed czterdziestu lat jest wpłynąć na postawę Ellie? I najważniejsze - jak ona się zakończyła?

Czytelniku - musisz się tego dowiedzieć!

Historia Jennifer i tajemniczego B. po prostu chwyta za serce. Dla mnie losy Ellie są właściwie jedynie tłem dla wydarzeń z 1960 roku, choć chronologicznie nastąpiły później. Autorka buduje napięcie i genialnie maluje emocje i nie da się nie czuć tej chemii pomiędzy głównymi bohaterami. Jojo Moyes świetnie przedstawia także świat sprzed pięćdziesięciu lat, te animozje, pozycje kobiet i mężczyzn, wartości i priorytety. Lata sześćdziesiąte w Londynie poznajemy także z perspektywy B... Co daje nam już całościowy pogląd na całą historię.

Postaci zostały ukształtowane adekwatnie do czasów, w jakim przyszło im żyć - są realne, z krwi i kości, a Ellie mogłaby być po prostu naszą sąsiadką. Autorka prowadzi jej losy oraz Jennifer tak, że nie sposób wziąć głębszego oddechu pomiędzy rozdziałami - ciągle pojawiają się nowe przeszkody do pokonania, nowe wątki, nowe refleksje... Jojo Moyes wprost genialnie posługuje się językiem i w sposób bardzo elektryzujący opisuje nie tylko emocje, ale również przystępnie pisze o sprawach po prostu trudnych. Nie sposób odmówić autorce, że ma po prostu talent do poruszania tematów o cięższym kalibrze, a wydawałoby się, że tak powszechnych, że nie wymagają już komentarza.

Zakończenie - dla mnie zupełne, wystarczające, rozrywające... Tego właśnie oczekiwałam, na to miałam nadzieję i nie zawiodłam się! Świetne ukoronowanie historii Ellie, Jennifer i B. Wprawdzie domyślałam się pewnych jego elementów, ale autorka - według mnie - specjalnie naprowadzała czytelnika na pewne tory... W każdym razie - ja jestem tą książką zachwycona i jestem pewna, że długo pozostanie w mojej pamięci.

Ocena: 5/6
©Zakątek czytelniczy
Czy szczęśliwa małżonka z kilkunastoletnim stażem i trójką dzieci może być autorką dobrych romansów? To pytanie oczywiście retoryczne, gdyż Jojo Moyes od lat tworzy powieści miłosne na bardzo przyzwoitym, a nawet najwyższym poziomie. Tak przynajmniej „piszą” i „mówią” o niej, bo dla mnie – stroniącego od tego rodzaju literackich uniesień – Ostatni list do kochanka był pierwszym razem…

Historia, rozgrywająca się w Londynie i na francuskiej Riwierze w latach sześćdziesiątych XX wieku, jest z pozoru dość sztampowa – młoda Angielka, Jennifer, żona nieprzyzwoicie bogatego magnata w branży wydobywczej, nie jest w swoim związku szczęśliwa. Więcej – nie była do tragicznego wypadku samochodowego i też nic nie zmieniło się po nim. Może oprócz istotnego faktu – praktycznie zupełnie straciła w jego wyniku pamięć. „Jeju, amnezja, kolejny ograny motyw” – pomyślicie. W tym wypadku jest to jednak ciekawy zabieg literacki, bowiem po kolizji i rehabilitacji, odkrywa w zakamarkach swojej ogromnej garderoby… listy od kochanka, tajemniczego B.

I w tym momencie najważniejszy trik zastosowany przez Moyes – autorka zrywa z chronologią zdarzeń, rzucając czytelnika raz w zdarzenia sprzed wypadku i płomienny romans z Anthonym „Bootem” O’Harem, zgorzkniałym alkoholikiem, dziennikarzem i rozwodnikiem, a raz w historię Jennifer, po tragedii i jej próby odnalezienia kochanka. Do tego dochodzi mąż głównej bohaterki (Laurence), który – jak się okazuje – wie o wszystkim.

Ale to nie koniec… Jojo Moyes spina historię postacią współczesnej nam dziennikarki – Ellie, która, szukając materiałów do artykułu, odkrywa w archiwum swojej gazety płomienne, miłosne listy Boota do Jennifer. Znalezisko ma, koniec końców, wpływ na życie Ellie, która sama ma romans z żonatym mężczyzną.

Pomysł z takim poszatkowaniem historii i zastosowaniem „współczesnej” klamry bez wątpienia jest ciekawym chwytem literackim. Moyes wyraźnie też stosuje trochę inny styl w opisach i dialogach. Fragmenty współczesne nie posiadają lekkości i widocznego zapału, a dialogi brzmią tak, jakby były z trudnością ciosane z potężnej, kamiennej bryły. Co innego rozdziały przenoszące nas w lata sześćdzisiąte – płynność, namiętność, pasja. Jest to bez wątpienia celowy zabieg, pokazujący czytelnikowi w jak „topornych” – pod względem komunikacji, pisania o emocjach, a wręcz okazywania miłości – czasach żyjemy.

Siłą tej książki jest też zestawienie obu angielskich społeczeństw – tego sprzed pół wieku, ze współczesnym nam. Inne podejście do roli kobiety, seksu, życia w małżeństwie, rozwodów… Tego w romansie nie spodziewałem się i za to duży plus dla autorki.

Polecam powieść Moyes, zarówno do samotnego sączenia kolejnych kartek, na przemian z dobrym winem, jak i czytania… w małżeńskim łóżku (podobno i tak Netflix rozbija związki). A poza tym – to romans – nie ma nic przyjemniejszego niż oderwanie się od szarej rzeczywistości…


Spróbuj! Wybór masz duży; miłość to loteria –wyciągasz los: - noc ciemna lub świetlna feeria.

(źródło: Faust J. W. Goethe)

Ocena: 4/6

©Księgozbiór
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć