ebook Imię Pani
3.32 / 5.00 (liczba ocen: 71)

Imię Pani
ebook: pdf, mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 18.68
Audiobook - najniższa cena: 20.71
wciąż za drogo?
23.16 złpremium: 14.94 zł Lub 14.94 zł
19.92 zł Lub 17.93 zł
24.90 zł
18.68 zł 20% rabatu
19.42 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (6)
Inne proponowane

Jest 18 grudnia 1934 roku. Komisarz kryminalny Gustav Dewart wypoczywa w Grüssau (Krzeszowie), korzystając z gościny opata benedyktynów. Urlop ma mu pomóc w odzyskaniu sił nadwątlonych rodzinnym dramatem, ale pobyt wśród mnichów zaczyna go męczyć.
Żeby nie robić przykrości opatowi, policjant bierze udział w Dniu Światła, corocznej mszy odprawianej na pamiątkę odnalezienia cudownej ikony Matki Bożej Łaskawej ukrytej przed husytami i odzyskanej w nadprzyrodzonych okolicznościach po 196 latach. Niemal zaraz po nabożeństwie jeden z mnichów zostaje znaleziony martwy w klasztornej toalecie. Kiedy opat prosi swego gościa o dyskretną pomoc, ten traktuje to jako uśmiech losu i odskocznię od monotonii.
Jednak wkrótce mury opactwa stają się świadkami kolejnych zagadkowych zgonów. Gdy miejscowa policja uznaje je za nieszczęśliwe wypadki, Dewart postanawia przeprowadzić własne śledztwo. Nie zdaje sobie przy tym sprawy, że wkrótce przyjdzie mu zmierzyć się nie tylko z tajemniczym sprawcą, ale i własnymi lękami, przed którymi stara się uciec.

Imię Pani od Krzysztof Koziołek możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
W czerwcu ubiegłego roku po raz pierwszy miałam okazję sięgnąć po twórczość Krzysztofa Koziołka. Góra Synaj, będąca kryminałem retro, zrobiła wówczas na mnie naprawdę dobre wrażenie, dlatego też z chęcią sięgnęłam po jego najnowszą powieść, Imię Pani. Czy i tym razem byłam pod wrażeniem talentu autora?

Jest rok 1934. Gustav Dewart, komisarz policji kryminalnej, przeżył niedawno osobistą tragedię. By dać odpocząć skołatanym nerwom, przyjmuje zaproszenie wuja do spędzenia czasu w benedyktyńskim opactwie w Grüssau (Krzeszowie). Po dwóch tygodniach spędzonych w towarzystwie zakonników i rozmodlonych wiernych Dewart zaczyna odczuwać zmęczenie. Irytują go zimno, które wdziera się w każdą szczelinę, brak zajęć i poczucie, że ludzie oceniają jego religijność. A raczej jej brak. Kiedy decyzja o jego wyjeździe jest prawie podjęta, w opactwie dochodzi do śmiertelnego wypadku. Gdy jednak w tajemniczych okolicznościach giną kolejni zakonnicy, Dewart postanawia zostać i rozwikłać tę sprawę. Jest zdeterminowany tym bardziej, że miejscowi żandarmi trzymają się wersji o nieszczęśliwych wypadkach. Wie, że tylko on może wykryć sprawcę zagadkowych morderstw.

Sięgając po Imię Pani, miałam pełną świadomość, że sięgam po kryminał retro, i że tło historyczne powieści będzie bardzo wyraźnie zarysowane i pełne szczegółów wiernych prawdzie. Wiedziałam, że sięgając po twórczość Krzysztofa Koziołka, mogę spodziewać się lekcji historii. Nie przypuszczałam jednak, że będzie to tak pokaźna lekcja. A przynajmniej na taką zanosiło się na początku.
Akcja powieści rozgrywa się w Krzeszowie, głównym zaś jego punktem jest opactwo i to właśnie dzieje tegoż opactwa autor postanowił przybliżyć czytelnikowi na kartach swojej najnowszej powieści. Dla kogoś, kto lubi wgryzać się w historię konkretnych miejsc, kto lubi opowieści i anegdoty historyczne, to z pewnością będzie prawdziwa gratka, bowiem ciekawostek tutaj nie brakuje, szczególnie na początku książki.

Zawsze jestem szczera w swoich recenzjach i nie inaczej będzie tym razem. Przyznam bez bicia, że pierwsze kilkadziesiąt stron mnie przeraziło. Przytłoczyła mnie ilość opowiastek z dziejów opactwa, które w moim odczuciu były hamulcem dla fabuły. Ilekroć robiło się ciekawie, miało miejsce jakieś interesujące zdarzenie, pojawiła się jakaś nowa informacja, zanim autor przeszedł do istoty danego wydarzenia, wtrącał po drodze jakąś ciekawostkę czy opowieść, a ja, wiedziona ciekawością i głodna nowych informacji, nie chciałam w tym momencie czytać o jakichś wydarzeniach sprzed trzystu lat, chciałam już teraz, zaraz dowiedzieć się więcej o sprawie prowadzonej przez komisarza Dewarta. Przyznam szczerze, że nieco mnie te wtrącenia denerwowały, bo nie mogłam wgryźć się porządnie we właściwą opowieść, gubiłam rytm, nie byłam w stanie dać się jej ponieść. Kiedy tak przebijałam się przez te początkowe ciekawostki, przez głowę przelatywały mi myśli „w co ja się wpakowałam, jak ja dotrwam do końca, kiedy początek idzie mi jak po grudzie?”. W końcu po prostu zaczęłam jedynie przelatywać wzrokiem niektóre z opowieści i dzięki temu wreszcie udało mi się odnaleźć w tej powieści odnaleźć. Bez obaw, nie oznacza to jednak, że żeby dać się porwać Imieniu Pani, trzeba rezygnować z części treści. Z czasem sama powieść stała się bardziej wyważona, a ilość ciekawostek historycznych przestała mnie przytłaczać. Co zaskakujące, w pewnym momencie książka wciągnęła mnie tak mocno, że nie byłam w stanie się od niej oderwać i nienajlepsze początkowe wrażenie kompletnie się zatarło.

Ogromną zasługę w tym, że Imię Pani mnie porwało, ma tutaj kreacja postaci komisarza Dewarta. To mężczyzna uparty, obdarzony bystrym i wnikliwym umysłem oraz sporą dozą sprytu. Wie, że w niewielkiej społeczności jest kimś obcym, a miejscowi mogą nie być zbyt chętni do udzielania informacji. Wykorzystując niemałe doświadczenie, umiejętnie dochodzi do prawdy. To rozsądny facet, który czasem jednak daje się ponieść emocjom, a tych kłębi się w nim sporo. Rodzinna tragedia i to, co przeżywa on w środku, czynią tę postać bardziej ludzką. Dewart jest przy tym wszystkim także obdarzony ciętym językiem, co tylko dodaje mu charakteru. Podobały mi się jego ociekające sarkazmem docinki, jakimi raczył komendanta okolicznej żandarmerii. Coś pięknego.

Jak się okazało, być może nie jestem aż taką fanką historii, a przynajmniej nie w każdym jej wydaniu, niemniej chylę czoła przed ogromem pracy, jaką autor musiał włożyć w napisanie tej książki. Czuć tutaj te godziny spędzone na przeszukiwaniu źródeł pisanych, by wiernie oddać tło historyczne, czuć te kilometry spędzone na wędrówkach, by poprzez słowa zabrać czytelnika do tych wszystkich opisywanych w książce miejsc. Krzysztof Koziołek, co, jak sądzę, jest cechą charakterystyczną jego stylu, pisze bardzo obrazowo i z dbałością o najdrobniejsze szczegóły.

Autor rewelacyjnie odmalował klimat powieści: atmosferę małego miasteczka, w którym każdy każdego zna, a plotki roznoszą trzydziestych ubiegłego wieku, kiedy to naziści zaczynali mocno zaznaczać swoje wpływy.

Imię Pani to powieść, w której trup ściele się gęsto. Nie brak w niej zaskakujących zwrotów akcji, a napięcie dawkowane jest w niej stopniowo. Sprawa tajemniczych zgonów zakonników wciągnęła mnie bez reszty i nawet w najmniejszym stopniu nie przypuszczałam, że autor zaserwuje takie jej rozwiązanie. Muszę przyznać, że mimo początkowych trudności, ogólnie bardzo dobrze bawiłam się podczas lektury tej powieści.

Komu poleciłabym Imię Pani? Przede wszystkim wielbicielom kryminałów retro. Jeśli jeszcze nie znacie się z twórczością Krzysztofa Koziołka, powinniście się z nią zapoznać. Ja mam na swoim koncie dwie jego książki z tego gatunku i w przyszłości chętnie sięgnę po kolejne.

Ocena: 4+/6
©Zaczytana Dolina
Ten gatunek z założenia powinien być intrygujący, charakterny i klimatyczny. Kryminał retro, bo o nim mowa, powinien też rzetelnie, merytorycznie i oczywiście wiarygodnie odzwierciedlać przypisany mu fragment historii. Chociaż fabularnie najczęściej dominuje w nim zagadka kryminalna, to właśnie epokowa otoczka sprawia, że czytelnik staje się niemal naocznym świadkiem opisywanej historii. Dokładnie takie wrażenie, do bólu przypominające żywy udział w wydarzeniach, przynosi lektura historycznego kryminału Imię Pani autorstwa Krzysztofa Koziołka.

Jest grudzień 1934 roku. Komisarz kryminalny Gustav Dewart wyrusza do opactwa benedyktynów w Grüssau (Krzeszów), aby w spokoju odreagować rodzinną tragedię. Towarzystwo mnichów wyraźnie nudzi policjanta, ale ten skrzętnie ukrywa własne myśli i razem z innymi bierze udział w corocznym nabożeństwie, odprawianym na pamiątkę odnalezienia odzyskanej po prawie dwustu latach ikony Matki Bożej Łaskawej. Po zakończonej mszy do uszu zebranych docierają przerażające wieści. Jeden z mnichów zostaje znaleziony martwy w klasztornej toalecie. Początkowo wszystko wskazuje na nieszczęśliwy wypadek, ale kolejne zagadkowe zgony nie pozostawiają złudzeń. Na terenie opactwa ewidentnie panoszy się morderca. Chociaż lokalna żandarmeria nie chce słuchać wywodów Dewarta, to wzmożona dociekliwość komisarza nakazuje mu drążyć kolejne skały. Mężczyzna inicjuje zatem prywatne dochodzenie, którym mimowolnie przywołuje demony własnej przeszłości.

Krzysztof Koziołek proponuje pełnowartościowy kryminał historyczny i nie ma ku temu najmniejszych wątpliwości. Autor aranżuje bowiem przedstawienie w taki sposób, aby czytelnik mógł uczestniczyć zarówno w prowadzonym incognito śledztwie, jak i w ówczesnych wydarzeniach społecznych, religijnych, czy nawet kulturalnych. Już sama intryga kryminalna, tak skrzętnie i drobiazgowo opracowana, okazuje się nie tylko składna i rzeczowa, ale też logicznie odziana w mylne poszlaki. Czytelnik widzi zatem, podobnie zresztą jak główny bohater, że tak mordercze pokłosie to nie żaden przypadek, a rzetelnie zaplanowane i przede wszystkim karygodne działanie. Niesamowite jest również umiejscowienie akcji, gdyż opactwo benedyktynów już samo w sobie zdaje się być osnute aurą tajemniczości. Krzysztof Koziołek sumiennie wykorzystuje mglisty charakter klasztornych korytarzy, co i rusz wtapia w ich mętne ściany szepty kolejnych ofiar, sprawiając tym samym, że powieść nabiera niemal enigmatycznego kształtu.

Imię Pani to jednak nie tylko zatęchłe cele mnichów i duszący zapach mszalnych kadzideł, ale też klimat niemieckiego Dolnego Śląska z grudnia 1934 roku. Autor odwzorował ówczesne realia z misterną wręcz precyzją, detalicznie traktując zarówno dawne zwyczaje społeczne, religijne i kulturowe, jak i swobodnie posługując się germańskimi nazwami topograficznymi. Dawne nazwy miast, wsi i ulic, a także jazda automobilami i damy poszukujące modnych kapeluszy, to tylko przykłady potwierdzające, jak wielką pracę wykonał Krzysztof Koziołek, aby jego książka wiernie oddała przedwojenną rzeczywistość. Co ważne, autor nie tylko osnuwa fabułę ówczesnym tłem obyczajowym, ale zajmuje też czytelnika licznymi ciekawostkami. Niech za przykład posłuży przytoczony w powieści pożar wieży północnej bazyliki w Krzeszowie z 22 października 1913 roku, w którego efekcie rozbił się, dokładnie na 33 części, dzwon Emanuel. To właśnie takie fragmenty, przywołujące autentyczne wydarzenia sprzed lat, sprawiają, że książka klasyfikowana jako kryminał retro, okazuje się dla odbiorcy tworem kompletnym.

Zawiła intryga kryminalna oraz świetnie odwzorowany klimat to jedno, ale autor brnie w doskonałość dalej i oddaje w ręce czytelnika wyjątkowo zaciętego towarzysza, jakim niewątpliwie jest główny bohater. Gustav Dewart okazuje się personą nadzwyczaj osobliwą, której minione życie owiane jest większą tajemnicą, niż cały splot morderczych wydarzeń. Komisarz kryminalny od początku myśli konstruktywnie, jest metodyczny, rzetelny i dociekliwy, ale potrafi też, bez najmniejszego wahania, skorzystać z zasobów własnej intuicji. Odbiorca z przyjemnością podpatruje jego działania, otwierając szerzej oczy jedynie wtedy, gdy zamiast trzeźwości umysłu, widzi w Dewarcie jego drugą twarz – impulsywną, burzliwą i nieprzewidywalną. Autor podkreśla to wielokrotnie, dając tym samym znać, że obecny wizerunek bohatera wyklarował się przez piętno jego brutalnej przeszłości. Krzysztof Koziołek prowadzi tę postać z niebywałą wręcz konsekwencją i zamiast wprost opisywać przeszłość mężczyzny, przemyca jedynie jego myśli, z których odbiorca musi sam ułożyć sobie pełen obraz. Równie subtelnym elementem zagadki okazuje się pewna kobieta, która niejako łączy obecną akcję z minionym życiem komisarza.

Powieść Imię Pani to bez dwóch zdań klasyczny kryminał retro, w którym odnajdzie się nawet najbardziej wytrawny miłośnik gatunku. Krzysztof Koziołek proponuje bowiem literacką podróż do przedwojennego Grüssau, które odwzorowane jego piórem, okazuje się niezwykle przekonujące. Osnuta wokół fabuły aura tajemniczości wciąż intensyfikuje ciekawość, a nieustannie serwowane ciekawostki, kuszą swoją autentyczną treścią. Do tego należy dodać zawiłą intrygę kryminalną, której bieg ewoluuje z każdą kolejną ofiarą, stale rozszerzając pole możliwych odpowiedzi. Lekturę szczerze polecam!

Ocena: 5/6
©Mozaika Literacka
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć