Artemis
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.67 / 5.00
liczba ocen: 64231
Ilość stron (szacowana): 340
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
-25% 23.93 zł
26.15 zł
26.68 zł
27.12 zł
31.90 złpremium: 19.14 zł
Pozostałe księgarnie
20.74 zł
23.93 zł
26.13 zł
26.76 zł
28.71 zł
28.71 zł
29.00 zł
31.90 zł
31.90 zł
31.90 zł
Opis:

Powieść autora słynnego MARSJANINA! Prawa filmowe kupione przez producentów hitu z Mattem Damonem. Jazz nie chce klepać prowincjonalnej biedy, ale jej księżycowe życie z marzeniami nie ma nic wspólnego. Gdy pojawia się okazja polepszenia bytu, nie waha się ani chwili. Szkopuł w tym, że wpada w sam środek afery o potencjalnie katastrofalnych skutkach.

Dwudziestokilkuletnia Jazz marzy o życiu pełnym przygód i dostatków, ale musi pogodzić się z rzeczywistością małego prowincjonalnego miasteczka. Nawet bardzo prowincjonalnego, bo na Księżycu. Dobrze żyje się tam właściwie tylko turystom i ekscentrycznym miliarderom, a tak się składa, że Jazz nie należy do żadnej z tych kategorii. Ma nudną, nisko płatną pracę i sporo długów do spłacenia, nic więc dziwnego, że dorabia drobnym przemytem. Kiedy pojawia się okazja zarobienia naprawdę wielkich pieniędzy, nie waha się ani chwili. Tym, że misterny plan oznacza konieczność wejścia na ścieżkę przestępstwa, nie przejmuje się ani trochę. Prawdziwe problemy pojawiają się wtedy, kiedy okazuje się, że plan ma drugie i trzecie dno oraz że Jazz dała się wplątać w gigantyczną aferę o potencjalnie katastrofalnych konsekwencjach.

Recenzje blogerów
A MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIE, A WYSZŁO BYLE JAK...!

Tym razem nie mamy już do czynienia z wyprawą na Marsa, ale motyw jest równie kosmiczny! Małe prowincjonalne miasteczko. Niby wszystko normalnie, wszystko okej, ale... to miasteczko znajduje się na Księżycu! Roi się tu od turystów, ale wcale nie oznacza to, że zwyczajna ludność może się na nich wzbogacić. Dwudziestokilkuletnia Jazz nie ma łatwo. Łapie się wszystkiego, czego się da, by podnieść niewysoki standard swojego życia. Pragnie od niego czegoś więcej, choć nie wymaga luksusu, a jedynie godnych warunków do życia. Dorabia drobnym przemytem, gdyż jej nisko dochodowa praca na pewno nie zapewni jej tego o czym marzy. Gdy pojawia się okazja do zarobienia łatwych pieniędzy, dziewczyna nie zwleka ani chwili. Chęć zmian przewyższa nad rozsądkiem. Nie waha się ani chwili i wkracza na ścieżkę przestępstwa, z którego będzie ciężko się wyplątać i wyjść na prostą. To jednak nic. Prawdziwe problemy zaczną się wtedy, gdy Jazz dowie się, że na pozór drobne kłamstewko okaże się być gigantyczną aferą, która może przynieść katastrofalne konsekwencje i zmienić jej życie, ale nie tak, jak tego oczekiwała...

Zgadzam się, że Marsjanin ustawił poprzeczkę bardzo wysoko. Niestety, dla Andy'ego Weira ta poprzeczka okazała się nie do przeskoczenia. Książka miała być rewelacyjna, pomysł miał być nowatorski, rewelacyjny, miał powstać drugi fenomen, ale... w życiu nie wszystko jest takie proste i ten plan spalił na panewce. Boże, jaka szkoda! Naprawdę nastawiłam się na lekturę nie z tej ziemi, więc jest mi niesamowicie przykro, że spotkał mnie tak wielki zawód. Do końca starałam się nie wierzyć w pojawiające się w internecie negatywne opinie i recenzje. Po przeczytaniu książki Artemis, z wielkim smutkiem muszę zgodzić się z każdą z nich.

Przede wszystkim główna bohaterka, która jest tak płytka, że aż boli mnie wszystko. Choć nie ma w życiu łatwo, to jakoś nie zaobserwowałam u siebie żadnych emocji, współczucia, czegokolwiek. Jej los był mi obojętny, a nie tego od książki oczekuję. Oczekuję tego, że będę mogła zaangażować się całą sobą w historię, losy bohaterów, współczuć im, płakać i śmiać się razem z nimi. Właśnie, humor Artemisa jest żartem. I to wcale nie w śmiesznym znaczeniu tego słowa. To nawet nie humor z tych idiotycznych kabaretów, to nawet nie humor gimbazy, czarny humor też nie. Po prostu tak głupi, że momentami zastanawiałam się, czy jestem tak zgryźliwą jędzą, że nie potrafię uśmiechnąć się do "zabawnej" książki.

Wybaczyłabym autorowi to, że bohaterowie są nijacy. Często muszę to wybaczać, ale robię to tylko i wyłącznie wtedy, gdy książkę ratuje tempo akcji, adrenalina, emocje. Tutaj, choć działo się wiele, to nie był odczuwalny power, napięcie, niepokój. Wielka szkoda. Po Marsjaninie miałam nadzieję, że tym będzie cechować się kolejna książka Weira. No nic...

Muszę jednak przyznać, że sam pomysł jest naprawdę dobry i ta wizja z pewnością się kiedyś spełni. Mam tylko nadzieję, że nie do końca. Koncepcja była naprawdę dobra, gorzej z wykonaniem. Historia mimo wszystko była mało barwna i zbyt mało ekscytująca. A przecież tego oczekuje się od takiej tematyki, mam rację? Ja oczekiwałam wypieków na twarzy, opowieści, która wbije mnie w fotel, a tak naprawdę spędziłam przy tej książce czas na porządne 3, mimo że wymieniłam więcej wad niż zalet. Ale to tylko i wyłącznie dlatego, że jestem strasznie zawiedziona, że to nie było to, czego oczekiwałam. Owszem, nie chciałam drugiego Marsjanina, a coś świeżego, bardzo dobrego. Raz jeszcze powtórzę: pomysł - miazga, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

Reasumując, pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że Andy Weir jeszcze zaskoczy swoich czytelników, ale tym razem dużo pozytywniej. Mam nadzieję, że grono fanów Andy'ego Weira po przeczytaniu książki Artemis nie zmniejszy się, bo "gość naprawdę ma łeb"! Wiem, że jeszcze mi pokaże, że się myliłam co do jego twórczości. Udowodni, że potrafi napisać jeszcze więcej powieści, które osiągną sukces Marsjanina, że zostanie mistrzem swojego gatunku. Dajcie książce Artemis szansę - mimo wszystko warto, naprawdę. Wiem, że to dziwne, gdyż wymieniłam więcej negatywów niż pozytywów, ale serio, warto. Dla samego pomysłu.

Ocena: 3/6
©Książkomaniacy Recenzje
Andy Weir zabłysnął w świecie literackim dzięki bestsellerowej książce, jaką był Marsjanin. Genialny debiut, który szybko doczekał się swojej filmowej adaptacji, zdobył naprawdę wielkie uznanie. Można by nawet uznać, że Weir sam sobie postawił wysoko poprzeczkę, jeśli chodzi o pisanie kolejnych powieści. Jednak czy naprawdę zawsze trzeba się odnosić do innych dzieł tego samego autora? W sumie nie trzeba, ale prędzej czy później staje się to nieuniknione. Jak zatem wypada jego nowa powieść, Artemis?

Niestety, chwilę zwlekałam z zapoznaniem się z tą powieścią, choć przyznaję, że miałam na nią wielką ochotę, ale o dziwo nie miałam zbyt wielkich oczekiwań. Chciałam po prostu sięgnąć po kolejne dzieło faceta, którego pierwsza książka chwyciła mnie za serce. Jednak pierwsze negatywne opinie, jakie przeczytałam, zasiały w moim sercu pewną dozę niepewności. Nie mówię, że mój zapał jakoś specjalnie ostygł, ale gdzieś tam w głowie pojawiła się myśl, że trzeba do tej książki podejść ostrożnie. Jednakże w momencie, w którym zaczęłam lekturę, dałam się całkowicie porwać i wylądowałam na Artemis.

-Zatrzymaj swoje dziesięć tysięcy – powiedział z uśmiechem na twarzy. – Wolałbym coś innego. Chcę być znowu twoim przyjacielem.
-Sto pięćdziesiąt tysięcy – odparłam.

Główną bohaterką tej powieści tym razem jest kobieta, w niczym nieprzypominająca Marka Watneya. Jednakże pomińmy temat Marsjanina, bowiem chciałabym początkowo ocenić Artemis jako Artemis, a nie „kolejną powieść tego autora”. Zapominając zatem o bestsellerze, muszę przyznać, że przygoda na księżycu mi się spodobała. Owszem, pojawiło się w niej kilka elementów, które wydały się być wymuszone i infantylne, niektóre teksty czy wspomnienia głównej bohaterki wydają się być po prostu żałosne, ale w ogólnym rozrachunku, książkę czytało mi się naprawdę przyjemnie. Te elementy, które pobudzały lekko moją irytację, nie zdominowały w całości tego, co dawało mi dobrą rozrywkę.

Powróćmy jednak do głównej bohaterki… Dwudziestosześcioletnia Jazz jest postacią lekko komiczną, momentami pozbawioną zdrowego rozsądku, ale mimo wszystko sprytną i przebiegłą. Czy mogłoby być inaczej, skoro zajmuje się przemytem? Oczywiście nieoficjalnie! W całej tej historii ma swoje wzloty i upadki, ale zdecydowanie jest mistrzynią pakowania się w tarapaty. Z jednych kłopotów wpada w drugie, choć momentami można mieć nadzieję, że jednak wszystko potoczy się inaczej. Jednak Andy Weir cały czas rzuca swojej bohaterce kłody pod nogi. A właściwie to ona sama do tego doprowadza. A jednak polubiłam tę zakręconą dziewczynę. Naprawdę. Weir dobrze wykreował tę postać, niezależnie od tego, jaka by ona była. Świetnie poradził sobie również z bohaterami drugoplanowymi.

-Wiem, że to nie ty ich zabiłaś – odezwał się.
Błyskawicznie wróciłam do rzeczywistości.
-Oj, założę się, że mówisz to wszystkim dziewczynom.

Doskonałą rzeczą jest sam pomysł na księżycowe miasto, jakim jest Artemis. Świetnie zaprezentowany podział społeczeństwa, cała hierarchia, gospodarka i turystyka. Z łatwością można sobie wyobrazić księżyc jako miejsce akcji, w którym rozgrywa się aż tyle wydarzeń. Aż chciałoby się więcej! Nie brakuje też tutaj tego kosmicznego klimatu, który jasno daje nam do zrozumienia o tym, gdzie się znajdujemy. I niestety teraz nie uniknę nawiązania do Marsjanina, bowiem tam mieliśmy do czynienia z dosyć sporą dawką naukowych czy technologicznych terminów, przynajmniej w porównaniu do Artemis. Owszem, tutaj też się tego trochę pojawia, ale nie w takiej ilości i zdecydowanie nie jest to aż tak skomplikowane.

Dla mnie ogromną zaletą tej powieści jest mocna i szybka akcja. Idealnie mi ona pasuje do fabuły i głównej bohaterki, choć niektórzy mogą to odebrać jako nadmiar. Dla mnie jest naprawdę dobrze, bo nie ma czasu na nudę, choć znajdą się i tacy, którzy zapragną mieć chwilę wytchnienia. W przypadku Marsjanina było bardziej statecznie, tutaj jest bardziej dynamicznie. Dodatkowo ta książka podchodzi nie tylko pod science-fiction, co jest oczywiste, ale pojawia się tutaj również nutka kryminału i gangsterki. Wbrew pozorom takie połączenie wypadło naprawdę dobrze. Fabuła jest wciągająca, a cała otoczka idealnie współgra z wydarzeniami.

Choć mam wrażenie, że Andy Weir skierował się nieco ku takim powszechnie obowiązującym normom i umieścił w swojej nowej powieści to, co zostanie dobrze odebrane przez ogół, to mimo wszystko Artemis wypada całkiem w porządku. Owszem, różni się od Marsjanina, ale dlaczego miałoby być inaczej? W końcu to inna powieść, nowa historia. Osobiście dobrze się bawiłam w trakcie lektury i przymknęłam oko na to, co było drażniące. Jeżeli faktycznie miałabym porównać obie powieści autora to fakt, Marsjanin wypada znacznie lepiej, ale Artemis wbrew pozorom nie jest takie złe.

Himmelen er ikke grensen. Niebo nie jest granicą.

Ocerna: 4+/6
©BookeaterReality
Eksploracja kosmosu to coś, co silnie działa na naszą wyobraźnię. W momencie, gdy powierzchnia Ziemi nie ma dla nas już prawie żadnych tajemnic, patrzymy w niebo i marzymy o stawianiu naszych kroków na nowych planetach. Pierwszym obiektem, na którym stanął człowiek był Księżyc – nasz naturalny satelita. Jako że jest najbliżej Ziemi i stosunkowo łatwo do niego dolecieć, naukowcy wciąż zastanawiają się, czy można by założyć na nim kolonie. Andy Weir, autor bestsellerowego Marsjanina, przekuł tę ciekawość w powieść science-fiction, a jeśli chcecie zapoznać się z autorską wizją księżycowego życia, możecie sięgnąć po jego najnowszą książkę, Artemis.

Tytułowe Artemis to małe miasteczko na Księżycu, a dokładniej – to jedyne miasteczko na Księżycu. Pod specjalną, zapewniającą bezpieczeństwo kopułą żyją stali mieszkańcy, prosperują hotele i centra rozrywki, w których zabawiają się turyści, bogacze wiodą wystawne życie w swoich kosmicznych mieszkaniach, a przeciętni mieszkańcy, cóż… Muszą sobie jakoś radzić. Życie w Artemis nie jest ani lepsze, ani łatwiejsze niż to na Ziemi: wie o tym dobrze Jazz Bashara, wyszczekana dziewczyna, która stara się polepszyć swój byt. Jazz pracuje jako kurier, co przynosi jej bardzo małe zyski, dorabia sobie więc drobnym przemytem. Nieudany egzamin na członka Gildii Eksploratorów grzebie jej szanse na lepszą przyszłość i powoduje, że dziewczyna szuka innych, niekoniecznie legalnych, możliwości zarobku. Kiedy więc dostaje intratną, choć niebezpieczną propozycję udziału w przestępstwie od jednego z kosmicznych tuzów, nie waha się długo. Jedna akcja, a będzie ustawiona do końca życia! Jazz nie zdaje sobie sprawy, że wplątała się w polityczną grę o wpływy, a nawet o istnienie Artemis i życie jej mieszkańców.

Jaki mam problem z tą książką? Taki, że jest głęboka jak pięciomilimetrowa warstwa pyłu na księżycowych skałach i zabawna mniej więcej tak jak zepsuty kosmiczny skafander. To, co Andy Weir zrobił w Artemisie to pisarskie pójście na łatwiznę. Każdy fan sci-fi wzdrygnie się na realizację tego skądinąd ciekawego, choć na pewno nie nowatorskiego pomysłu na fabułę, jaką jest przedstawienie kolonizacji Księżyca. Po początkowych opisach trudów, z jakimi muszą mierzyć się mieszkańcy, po scenie, w której Jazz ledwo uchodzi z życiem z powodu nieszczelnego skafandra, po akcji z łazikami (nie wdając się w szczegóły, żeby nie zdradzić zbyt wiele) okazuje się, że w książce ważniejsza staje się polityczna zagrywka i walka o wpływy. Okej, umówmy się, ta cała księżycowa otoczka w ogóle nie była potrzebna autorowi do opowiedzenia tej historii. Ona, pominąwszy parę szczegółów, mogła równie dobrze dziać się gdziekolwiek na Ziemi.

Dlaczego więc to zrobił? Może dlatego, że czuł się bezpiecznie w znanym już sobie gatunku, jaki na potrzeby tej recenzji nazwę „przygodowym science-fiction”. Marsjanin został przyjęty bardzo entuzjastycznie (i ja również dołączyłam do tych głosów), bowiem sprawdzał się jako lekkie sci-fi, gdzie niecodzienna sytuacja i błyskotliwy główny bohater pozwalali przymknąć oko na pewne mało prawdopodobne elementy fabuły. Co więc robi teraz Andy Weir? Odcina kupony. Tam był kosmos, no to tu też. Tam była przygoda, wrzućmy ją i tutaj. Tam były wielkie trudności do pokonania, dajmy je i w nowej książce. No, rozumiecie ten mechanizm. Ale co zawiodło, skoro zdawałoby się, że pisarz znalazł sposób na sukces?

Pierwszy problem to główna bohaterka. Jazz, której ponoć „nie da się nie polubić” (hasło z materiałów promocyjnych) działała mi na nerwy przez całą powieść. Cwaniacka drobna przemytniczka, która dla pieniędzy jest w stanie zrobić wszystko i nie ma przy tym na tyle oleju w głowie, by choć przez chwilę zastanowić się, czy jej działania nie stanowią zagrożenia dla innych, nie jest takim typem postaci, z którą chciałabym się zaprzyjaźnić. Nie wspominając już, że jej kreacja jest ciut niekonsekwentna, bo z tokiem akcji niczym nieprzejmująca się bad girl nagle… zaczyna się przejmować. I ratować Ziemię… to znaczy Księżyc.

Po drugie, humor. Podobno jest tego typu, że na próżno szukać go w innych książkach. Może to i lepiej, bo nie pamiętam, bym podczas lektury Artemis zbyt często się śmiała. Może gdybym miała piętnaście lat to bawiłaby mnie riposta „pie*dol się”, powtarzana namiętnie przez Jazz. Serio, nie liczyłam, ile razy bohaterka użyła tego sformułowania, ale ona chyba naprawdę sądzi, że to świetna odpowiedź na wszystko.

Po trzecie, hollywoodzkość. Nie wiem, czy Weir podpisał już kontrakt na film, ale ta powieść wręcz ocieka amerykańskim, biało-czerwono-granatowym lukrem. Wszystko jest takie ostentacyjnie widowiskowe: opisy księżycowego miasta, wycieczki turystyczne poza zamieszkaną strefę, transakcje handlowe, lokalni gangsterzy, pościgi, wybuchy i Bardzo Tajemne Knowania Tych Złych. Naprawdę, czekałam tylko aż zabrzmi nagle „Gwieździsty Sztandar”, ale może na Księżycu obowiązuje inny hymn, szczególnie biorąc pod uwagę, że przywódcą całego tego grajdołu jest kobieta kenijskiego pochodzenia.

Spodziewałam się naprawdę fajnej literatury rozrywkowej i niestety mocno się zawiodłam. Fakt, książkę czyta się szybko, dzieje się dużo i widowiskowo, ale to jeszcze nie sprawia, że powieść jest dobra. To mocno przeciętny tytuł, który nie zostanie na długo w mojej głowie. Kiedy wyjąć ją z papierka z napisem kolejny tytuł autora bestsellerowego Marsjanina to okaże się, że w środku niewiele zostaje. Ot, przygodówka ubrana w kosmiczne łaszki, które zdają się wyjęte z powieściowego odpowiednika odzieży używanej. Jeśli szukacie rozrywki na niespecjalnie wysokim poziomie, możecie spróbować, jeśli jednak oczekujecie czegoś więcej, raczej sobie odpuśćcie.

Ocena: 3-/6
©tanayah czyta
Artemis – kryminał na Księżycu

Bohaterka powieści Andy Weira mieszka w małym miasteczku. Miasteczko jest na Księżycu. Zatem można powiedzieć że Artemis to kryminał, którego akcja rozgrywa się na Księżycu. I w przeciwieństwie do Marsjanina postaci tu nie brakuje. Jazz jest zdolną dziewczyną, ale buntowniczą, a to nie ułatwiło jej życia. Ma nudną pracę. Dorabia sobie przemytem przedmiotów, które nęcą zarówno miejscowych, jak i turystów, a które są zabronione. Wspólnie z – poznanym w latach szkolnych – rówieśnikiem z Ziemi zaopatruje księżycowe miasteczko np. w cygara. Choć to zaledwie ułamek jej niezbyt legalnych działań.
Podstawką przemysłową istnienia miasteczka jest fabryka aluminium, która dostarcza też ludziom tlen. Pojawia się ktoś, kto ma ochotę na znacznie większy interes i w tym celu chciałby przejąć fabrykę. Jazz postanawia mu pomóc. Jednak nie za darmo. Jeśli się jej uda dokonać sabotażu w fabryce, będzie milionerką, która nie będzie się już musiała martwić o przyszłość. Z drugiej strony zdaje sobie też sprawę, że tym razem zdecydowanie już wkracza na przestępczą ścieżkę. A jeśli jej się nie uda, to jej los może być straszny. Władze mogą ją odesłać na Ziemię, do sześciokrotnie większego ciążenia, a tam jej życie byłoby dosłownie bardzo ciężkie.
Rzecz jasna wszystko idzie niezgodnie z planem, a bohaterka przekonuje się, że wokół niej zaciska się pętla. Ginie jej zleceniodawca, a jej samej też grozi niebezpieczeństwo. Sytuacji nie ułatwia to, że na Księżycu nie ma dokąd uciec. To w końcu tylko kilka połączonych ze sobą hermetycznych kopuł, poza którymi jest kosmiczna pustka.

– Więc co, do cholery, mam teraz robić?
– Nie mam pojęcia – odparła Ngugi i wskazała na drzwi. – Ale najlepiej już zacznij.

Wielką zaletą książki Andy Weira są dialogi. Zawsze żywe i jędrne, często pełne sarkazmu i ciekawych spostrzeżeń na temat otaczającego bohaterów świata. Choć rzecz dzieje się w przyszłości na Księżycu, to ludzkie namiętności i skłonności są wciąż podobne do naszych. Akcja jest wartka i pełna niespodziewanych zwrotów, więc do samego końca nie wiemy, jaki będzie finał.


Ocena: 6/6
©Autorski przewodnik kulturalny
Wciąż pamiętam chwile, gdy cały internet żył książką Andy'ego Weira. Marsjanin zdobył popularność niesamowicie szybko i wcale mnie to nie dziwi. Premiera kolejnej powieści tego autora przeszła jakoś bez echa, jednak ja dostrzegłam szybko jego nazwisko na okładce i do Artemis się dorwałam. Czytałam już wcześniej recenzje i nie były one zbyt pozytywne. Nigdy nie nastawiam się w żaden sposób przed lekturą, jednak jakieś obawy ukryły się z tyłu mojej głowy i były przy mnie przez całą książkę. Okazało się, że większość osób miało rację. Zawiodłam się. Marsjanin to arcydzieło, przy którym Artemis to marna podróbka.

Jazz żyje w mieście na Księżycu. Spędziła tam większą część swojego życia, a jedyne, o czym marzy, to życie w dostatku. W Artemis żyje się dobrze jedynie turystom i miliarderom. Dziewczyna mieszka sama, pracuje jako dostawca, za co dostaje minimalną płacę. Ma ogromną ilość długów, a nawet dorabianie jako przemytnik nie zbliża jej za mocno do spełnienia marzeń. Kiedy pojawia się możliwość zarobienia ogromnych pieniędzy, Jazz nie waha się ani przez chwilę. Plan jest ryzykowny i praktycznie nie może się powieść. Może się jednak okazać, że będzie musiała zaryzykować własne życie i wszystko to, co jest dla niej cenne.

Poddawanie się żałosnej słabości to jedno, ale obnoszenie się z tym przed innymi to już zupełnie co innego.

Chociaż Artemis - podobnie jak Marsjanina - bardzo lekko się czyta, to bardzo dużo czasu zajęła mi lektura. Jazz jest postacią z ciekawym podejściem do życia, chociaż jej pragnienia są zwyczajnie płytkie, podobnie jak jej charakter. Mogłoby się wydawać, że dysponując tak dużymi zdolnościami i inteligencją będzie miała bardziej ambitne plany na przyszłość. Jej zdecydowaną zaletą jest poczucie humoru. Spokojnie można nazwać ją Markiem Watneyem w spódnicy. Jest ona tak mocno na nim wzorowana, że to aż boli i sugeruje, że cała kreatywność Weira skończyła się na Marsie.

Fabuła jest przesycona ogromną dawką technicznych szczegółów i bardzo humanistyczne umysły może to nudzić, dlatego uważam, że autor trochę przesadził z ich dawką. Mimo to, ja chętnie przyswajałam informacje na temat tego, jak to wszystko zbudowano i jak to funkcjonuje. Brzmiało to naprawdę prawdopodobnie. Nie zdziwię się, jeśli w dalekiej przyszłości takie miasto na Księżycu naprawdę powstanie i zostaną wprowadzone w życie pomysły Weira. Niejednokrotnie byłam też zaskoczona przebiegiem wydarzeń i chociaż wiele o Artemis powiedzieć można to nie to, że jest przewidywalna.

Jeśli nie mieliście jeszcze styczności z tym autorem to spokojnie możecie za Artemis złapać. Jest to doskonała powieść na początek przygody z nim. Jednak jeśli macie już za sobą Marsjanina to nie ma sensu niszczyć sobie opinii o twórczości Andy'ego Weira. Jest to niesamowicie inteligentny człowiek, co widać w jego książkach, lecz obawiam się, że będzie to kolejny z wielu autorów, którym w życiu wyszła tylko jedna książka.

Ocena: 3/6
©Papierowe Miasta
Pierwsze co rzuca się w oczy po lekturze pierwszych kilkudziesięciu stron jest fakt, że autor wziął wiele schematów i wypracowanych rozwiązań z Marsjanina i zwyczajnie przeniósł je do nowej książki. Bardzo dobrze widać to na przykładzie głównej bohaterki Jazz. Jest to niezwykle inteligenta młoda kobieta, która wszystko bardzo szybko pojmuje, wymyślając zupełnie od niechcenia rozwiązania trudnych problemów. Co chwila raczy czytelnika jak funkcjonują różne rzeczy w Artemis - począwszy od składu powietrza, po wielkość mieszkań, obieg wody itp. Jest ona również bardzo zadziorna, ma swój pomysł na życie, nie słucha rad, a przy tym nie brakuje jej poczucia humoru. Czy po takim opisie, Jazz nie przypomina Wam kogoś? Oczywiście, mowa o Marku, który był bohaterem Marsjanina. Choć pomiędzy tą dwójką występują drobne różnice, jak chociażby różnica płci, to nie da się ukryć, że autor w zasadzie stworzył damską wersję Marka, dopasowaną do nieco innej fabuły i okoliczności. Watney był bardzo dobrze wykreowaną postacią pod wieloma względami, tymczasem u Jazz niestety tak nie jest. Humor jakim raczy czytelnika, jak również jej czasami dziecinne zachowanie spowodowało, że trudno mi było przejąć się jej losami i z uwagą obserwować jej poczynania.

Natomiast jeśli chodzi o historię przedstawioną w Artemisie, to wydała mi się ona po prostu zwyczajna i niczym nie wyróżniająca się. W zasadzie gdyby przenieść miasteczko na Księżycu na Ziemię, to dałoby się stworzyć niemal identyczną historię, tylko z niewielkimi modyfikacjami. I to nie jest wcale przesada... Pomimo, że w książce całkiem dużo się dzieje, to trudno mi było wczuć się w tę historię w takim stopniu jak w przypadku Marsjanina. Być może dlatego, że w Artemisie miałem niemal stu procentową pewność, że Jazz nic się nie stanie i wyjdzie cało ze wszystkich opresji, a w Marsjaninie do końca nie było wiadomo co się stanie z Markiem. Oczywiście dużym plusem jest tutaj przedstawienie miasteczka na Księżycu - jak ono funkcjonuje, na czym zarabia i jaka jest jego struktura społeczna. To wszystko było interesujące, dlatego sądziłem, że Weir pokusi się o coś bardziej złożonego, aniżeli zwykłe rozgrywki milionerów w kosmosie, o których możemy przeczytać dziesiątki książek.

Zabierając się do czytania Artemisu sądziłem, że powstrzymam się od porównywania jej z Marsjaninem. Jednak autor bardzo dużo rozwiązań, wziął niemal żywcem ze swojego debiutu. Co więcej, obie te książki wykorzystują bardzo podobną technologię, przez co nie poczułem takiego zachwytu nad wszystkim co autor opisuje. Dlatego po lekturze Artemisu odniosłem wręcz wrażenie, że autor postanowił stworzyć kolejną książkę, korzystając z wiedzy, jak i popularności zdobytej przy Marsjaninie, niekoniecznie dużo czasu poświęcając samej fabule. Szkoda, ponieważ miałem nadzieję, że Weir znów mnie czymś zaskoczy.

Artemis zdecydowanie nie dorównuje Marsjaninowi i wypada na jego tle dość kiepsko. W zasadzie Weir wykorzystał w swojej najnowszej książce wcześniej stworzone schematy i dopasował je tylko do nowej fabuły. Nie znaczy to, że Artemis jest złą powieścią, lecz jeśli oczekujecie czegoś na miarę Marsjanina, to możecie się mocno zawieźć

Ocena: 3/6
©Świat fantasy
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Komiksowa literatura, 100% fantastyki, ile w treści nauki pozostawiam zorientowanym w fizyce i chemii.

Inne proponowane
Warto zerknąć