Jak zawsze
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.54 / 5.00
liczba ocen: 3339
dołącz do programu UpolujEbooka.pl
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
31.99 złpremium: 19.19 zł
-37% 19.90 zł
23.51 zł
27.19 zł
27.19 zł
Pozostałe księgarnie
27.19 zł
27.19 zł
27.59 zł
28.79 zł
29.00 zł
30.39 zł
30.39 zł
31.99 zł
Opis:

Zygmunt Miłoszewski uwielbia suspens! Po trzech latach milczenia zamiast kryminalnej zagadki przedstawia komedię lekko ironiczną o parze, która dostała szansę przeżycia jeszcze raz swojej miłości, i o narodzie, który dostał szansę przeżycia jeszcze raz swojej historii. I oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie zrobił tego po mistrzowsku.

Najbardziej oczekiwana powieść 2017 roku!
Bywają małżeństwa zbudowane na przyjaźni, na czułości, na porozumieniu dusz. Związek Grażyny i Ludwika zawsze napędzała namiętność. Dlatego co roku uroczyście świętują rocznicę wieczoru 1963 roku, kiedy pierwszy raz rzucili się na siebie, aby uprawiać seks. To zawsze dzień podsumowań, planów i – coraz bardziej – pożegnań. W dniu, kiedy celebrują okrągłą 50. rocznicę, on jest po 80., ona tuż przed. Czy coś jeszcze ich czeka?
Smutek jak zawsze zwalczają namiętnością, aby rano ku swojemu zdumieniu obudzić się w swoich młodych ciałach, z powrotem w roku 1963. W Polsce, w której zamiast Pałacu Kultury i Nauki jest wieża przyjaźni polsko-francuskiej, Warszawa jest w ścisłym sojuszu z Paryżem, a Edward Gierek to porywający tłumy opozycyjny polityk.
Czy bohaterowie powtórzą swoją miłość? Czy pójdą innymi drogami? Jak wykorzystają swoją wiedzę ludzi z XXI wieku? I jakie ciemne strony kryje w sobie ten świat, pozornie tak lepszy od naszej historii Polski?
„Jak zawsze” to pełna humoru powieść, zabawa w historię alternatywną i ćwiczenie praktyczne z powiedzenia „gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła”. To opowieść o tym, czy potrafimy wykorzystać drugą szansę i oszukać los. Czy może jesteśmy skazani na „jak zawsze”?
Zygmunt Miłoszewski po mistrzowsku eksploruje nowy gatunek literacki, pokazując, że niezależnie od tego, czy bierze na warsztat horror, kryminał, czy osadzony w historii alternatywnej romans, zawsze pisze o tym jak osobiste dzieje jego bohaterów plotą się z dziejami Polski.

CYTATY:
Piękno może się trafia, albo nie, a mądrość to jest coś, nad czym trzeba pracować, pielęgnować codziennie, inaczej zardzewieje i zniknie.
Nawet we śnie każdy facet idzie spać po seksie.
Recenzje blogerów
Człowiek nagminnie narusza zapasy własnych wspomnień. Niektóre z nich – te przyjemne – pozwalają spojrzeć na minione życie z pewnym rozrzewnieniem, nierzadko też błogością, ale inne – te zabłąkane, chaotyczne i niespokojne – nierzadko stanowią pretekst do najbardziej gorzkich monologów. Tyle błędnie podjętych decyzji i jeszcze więcej niewykorzystanych możliwości... Życie niejednemu już przeciekło przez palce, ale inaczej rzecz ma się w przypadku pewnej starszej pary, która za pomocą sprawnie poprowadzonego pióra, otrzymała właśnie szansę na załatanie egzystencjalnych dziur. Właśnie taką podróż w czasie – satyryczną i refleksyjną zarazem – funduje swoim bohaterom Zygmunt Miłoszewski w powieści Jak zawsze.

Historia ta jest osobliwa nie tylko ze względu na swój nieprawdopodobny scenariusz, ale również ze względu na sposób, w jaki zostaje zaprezentowana odbiorcy. Autor wyraźnie przeplata ze sobą dwie różne narracje, z jednej strony trzyma w ryzach męskiego bohatera, Ludwika – wydarzenia z jego udziałem przedstawione są przez tradycyjnego narratora, z drugiej natomiast oddaje głos jego małżonce Grażynie, która bez większego skrępowania, samodzielnie relacjonuje swoją część historii. Zabieg ten sprawia, że czytelnik nie tyle porusza się po zaproponowanej linii fabularnej, co mierzy się z coraz śmielszymi myślami na temat ludzkiej egzystencji. Spektakl ten celowo wyreżyserowany jest tak, aby odbiorcę wstępnie ogarnął autentyczny zachwyt nad niecodzienną sytuacją bohaterów, a dopiero z czasem wpędzał go w sidła życiowych przemyśleń i wątpliwości. Rzeczywistość, jaką zastają bohaterowie, tylko fragmentarycznie przypomina bowiem tę, jaką uchwyciły ich własne wspomnienia. Ktoś ewidentnie namieszał w ich realnych życiorysach, przez co ich fabularna przygoda okazuje się podróżą nie tylko w czasie, ale też wycieczką w zupełnie nieznane. Warto w tym miejscu wspomnieć, że autor regularnie ironizuje na temat polskiego społeczeństwa, nie waha się też angażować w fabułę dobrze znanych, choć jeszcze młodych działaczy politycznych. To właśnie ta mieszanka autentycznych postaci z dobrze dograną fikcją literacką sprawia, że czytelnik z tak dużym zainteresowaniem śledzi kolejne wydarzenia.

Zygmunt Miłoszewski świadomie przekręca niektóre fakty, niby pozwala ponownie przemierzyć lata młodości, a jednak ni w ząb nie ułatwia bohaterom tego eksperymentu. Chociaż Grażyna i Ludwik mają ogromną wiedzę – kształtowaną sukcesywnie przez długie lata – to przekręcone okoliczności ich dawnego życia, stają się dla nich nie tyle drugą szansą czy niesamowitą przygodą, co raczej ogromnym wyzwaniem. Czytelnik z żywym zainteresowaniem obserwuje zatem ich początkowe niedowierzanie oraz czającą się w ich sercach fascynację, ale z czasem nabiera dystansu i zaczyna rozważać, czy w tak odmienionym życiorysie jest jeszcze przestrzeń na dobrze znane, dawne emocje. Czy warto podjąć te same decyzje, a może lepiej przemierzyć świat bez zabierania bagażu własnych wspomnień? Ta historia bez dwóch zdań jest jedyna w swoim rodzaju, nieszablonowa i świadomie potraktowana okiem zmyślnej iluzji – nie ma najmniejszych wątpliwości, jak bardzo niesamowity obraz próbuje utrwalić w niej polski autor. Miłoszewski to fachowy reżyser, który na łamach całej linii fabularnej celowo otwiera oczy i pozwala z dystansem spojrzeć na minione lata własnych doświadczeń.

Jakże osobliwą wycieczkę funduje czytelnikom Zygmunt Miłoszewski! Nie jest to żaden wakacyjny wypad, nie o zwiedzanie się tu rozchodzi, ale prawdziwa, choć w gruncie rzeczy nieprawdopodobna podróż w czasie, która solidnie potraktowana ironią, obszernie wpływa na ludzkie myśli. Ze swojej strony szczerze polecam.

Ocena: 5/6
©Mozaika Literacka
Łatwo jest odcinać kupony od sukcesu. Sztuką jest powiedzieć „Dość”, gdy właśnie spływa na nas chwała. Trzeba być odważnym, trzeba być ryzykantem. Ja lubię ryzyko. Wyznaję wszystkie zasady, o których mówi się tak pięknie: „Kto nie ryzykuje, ten nie ma” albo „Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana”. Jedno jest pewne – kto nie ryzykuje,ten siedzi na tyłku i myśli tylko o tym, co by było gdyby. I w zasadzie to nie jest wcale takie złe myślenie, bo fajnie jest sobie pomarzyć. Ale o ile fajniej jest zrobić? I w tym właśnie punkcie musiał być Zygmunt Miłoszewski, decydując się na napisanie Jak zawsze i ostateczne, pozbawione wzruszających łez pożegnanie z uwielbianym przez czytelników Szackim.

Kiedy pisarz zapowiedział, że trylogia to trylogia i kolejnej części popularnych kryminałów nie będzie, wprawił swoich fanów w konsternację. Bo jak to? Książki wyprzedają się na pniu, ekranizacje przyciągają mnóstwo widzów, a on ni stąd ni zowąd mówi „Dość”? Część się obraziła, część postawiła na nim krzyżyk, a część cierpliwie czekała na to, co znowu wymyśli. I wymyślił coś, czego jeszcze nie było – komediową powieść społeczno-polityczno-romantyczną. Kombinacja alpejska? Dla mnie to nawet podchodzi pod thriller – w wieku prawie osiemdziesięciu lat uprawiać z mężem seks w pięćdziesiątą rocznicę „pierwszego razu”, skończyć sprawę jako tako przy pomocy odpowiedniej bielizny i niebieskiej tabletki, zasnąć i obudzić się pięćdziesiąt lat wcześniej w swoim (odpowiednio jędrnym) ciele… No naprawdę thriller! Taka historia przydarza się Grażynie i Ludwikowi.

Polska roku 1963, w której budzą się tuż po „upojnej” nocy, absolutnie nie jest tą, którą zapamiętali. Miłoszewski przypisał ich do całkowicie alternatywnej historii, w której nasza ojczyzna brata się z Francją, a na czele państwa stoi Eugeniusz Kwiatkowski, zwany Inżynierem. Scena polityczna jest pełna sprzeczności, są protesty, wiece… Wątek polityczny, choć abstrakcyjny, wcale nie odbiega aż tak bardzo od rzeczywistości, w której żyjemy teraz. Nie będę zdradzać szczegółów, sami przeczytajcie i znajdźcie aluzje.

Mogłoby się zdarzyć, że takie eksperymentowanie z pisaniem nie przypadłoby mi do gustu, gdyby nie fakt, że skrząca się ironią niemal każda strona doprowadzała mnie do łez. Zaśmiewałam się szczególnie ze spostrzeżeń Grażyny na temat siebie, swojego męża, przyjaciół i wszystkiego co wokół. „Futurystyka, futurologia, cybernetyka, robotyka, a gówno jak wylatywało na tory, tak nadal wylatuje – tak mogłabym podsumować świetlane perspektywy rozwoju cywilizacji”. Niezależnie, czy była niemalże osiemdziesięcio- czy dwudziestoparolatką, z każdym rozdziałem stawała się jedną z moich ulubionych postaci. Genialne dialogi, świetnie wykreowane postacie i Warszawa, która staje się również bohaterką książki. Pierwszy raz żałowałam, że nie znam wystarczająco stolicy. Wyobrażam sobie frajdę, jaką musi czuć warszawiak czytający Jak zawsze (ja – żeby rozumieć i porównać – musiałam korzystać z Google Street View).

Czego jeszcze możecie się dowiedzieć z książki? Jak w podeszłym wieku kupić seksowną bieliznę w sex shopie (a może się przydać), jak rozmawiać z wydawcą o swojej książce, jak żyć ze swoją przyszłą byłą żoną mając obok obecną. Pokręcone? Tak, ta książka jest pokręcona – wszystko wydaje się na opak. Ale to „wszystko” składa się na bardzo ważne pytanie: „A co ty byś zrobił, gdybyś mógł swoje życie przeżyć raz jeszcze?”

Zarzuty? Mogłabym napisać, że Jak zawsze jest lekko przegadana, bo w pewnym momencie rzeczywiście ta historia trochę mi się dłużyła. Mój argument został jednak obalony stwierdzeniem jednej z „bookstagramowych koleżanek”: „Może rzeczywiście ta książka mogłaby być krótsza o sto stron. Ale wiesz, to zawsze byłoby o sto stron mniej Miłoszewskiego.” I tyle w temacie.

Ocena: 4+/6
©Spadło mi z regała
Ta książka miała świetną kampanię reklamową. Była wszędzie. Dlatego na przekór, jak zawsze, postanowiłam przeczekać burzę, ale czy dobrze zrobiłam?

Gdy emocje już opadły, uległam promocji na virtualo.pl i ebook stał się moją własnością za grosze. Takie promocje, to ja lubię. Skoro już miałam książkę na moim czytniku, poszła na pierwszy ogień.

Historia zaczyna się prosto. Małżeństwo z długim stażem przygotowuje się do rocznicy, pięćdziesiątej (!) rocznicy pierwszego seksu. Osobliwa rocznica, ale też temat, który będzie przewijał się do końca powieści. Grażyna i Ludwik po wymagającej fizycznie nocy budzą się w łóżku, obok siebie, lecz pięćdziesiąt lat wcześniej..., a dokładnie w roku 1963. Czy ktoś pamięta jak wtedy wyglądał świat? Jak wyglądała Warszawa? Z opowiadań, filmów i książek wiem, że było szaro. I beznadziejnie. Ludwik i Grażyna budzą się w pięknym, dwupoziomowym mieszaniu, w bloku, który jest bardziej dziwny niż ładny. I w tym momencie wiedziałam już, że mogę spodziewać się wyjątkowego efektu. Efektu w postaci majstersztyku. Alternatywna rzeczywistość, Polska bratająca się z Paryżem, a nie z Moskwą to świat stworzony na nowo w każdym calu, łącznie z językiem, którym posługują się bohaterowie. Francuskie naleciałości zostały sprytnie przemycone.

Przed przeniesieniem się do roku 1963 Ludwik i Grażyna byli sobą mocno zmęczeni. I każde z nich miało tajemnicę. Tymczasem okoliczności dają im szansę, drugą, albo nową - jak kto woli. Jak postąpią bohaterowie, jakie znaczenie będzie miała otaczającą ich rzeczywistość i czy jest szansa na powrót do roku 2013?

Ta książka porusza ważną kwestię. Jak postąpilibyśmy, gdyby jutro okazało się, że możemy przeżyć życie jeszcze raz, a w dodatku bogatsi o dotychczasowe doświadczenia? Czy żylibyśmy tak samo? Czy dokonywalibyśmy takich samych wyborów? Czy kochalibyśmy te same osoby?

Tak wiele pytań i myśli krążyło po mojej głowie podczas lektury, że żałowałam, że się skończyła.

A ty? Jak przeżyłbyś/przeżyłabyś swoje życie za drugim razem?

Ocena: 5/6
©Idę czytać
Zauważyłam, ze opowiadając o wrażeniach z lektury Jak zawsze czytelnicy bardzo często porównują je z tymi dotyczącymi poprzednich powieści autora - kryminałów czy historii sensacyjnych; a nierzadko stawiają także swego rodzaju tezę, w którym gatunku Zygmunt Miłoszewski sprawdza się lepiej. Pod pewnymi względami jest to oczywiście zrozumiałe: twórczość autora posiadała już grono zwolenników, a nagła zmiana gatunku podzieliła niejako ów wielbicieli na tych, którzy poczuli się rozczarowani lekturą i tych, dla których Jak zawsze okazało się sprostać oczekiwaniom. Nie oczekujcie natomiast, że i ja opowiem się po którejś ze stron. A to z tej prostej przyczyny, że nowa powieść Zygmunta Miłoszewskiego to równocześnie moje pierwsze spotkanie z jego twórczością.

Grażyna i Ludwik są ze sobą dokładnie od pięćdziesięciu lat. Ona ma 79, on - 84 lata i właśnie świętują rocznicę dnia, kiedy po raz pierwszy poszli ze sobą do łóżka. Świętowanie zabarwione jest jednak nutą goryczy - oboje dostrzegają, że grono ich przyjaciół coraz bardziej się przerzedza i że 2013 może być ostatnim rokiem, w którym dane jest im wspólnie przeżywać jubileusz. I oto dzieje się rzecz niezwykła. Małżeństwo budzi się w swoich młodych ciałach. Jest rok 1963, a oni spędzili właśnie ze sobą swoją "pierwszą" noc. Świat, który ich otacza tylko częściowo przypomina ten, który zapamiętali, a Grażyna i Ludwik muszą zdecydować jak na nowo przeżyć swoje życie; i czy na pewno chcą tego dokonać u swego boku.

Muszę przyznać, że na wstępie miałam pewne problemy z tym, żeby wbić się w fabułę Jak zawsze. Zygmunt Miłoszewski pod pewnymi względami opowiada historię miłosną i nie unika także jej cielesnych aspektów. Zwłaszcza na pierwszych kilkunastu/kilkudziesięciu stronach przewija się sporo fragmentów związanych z seksem, erotyzmem i cielesnością. Nie chciałabym zostać źle zrozumiana, mój problem nie polega na tym, że niniejsza tematyka zostaje poruszona w kontekście siedemdziesięcio-/osiemdziesięciolatków (akurat fakt, że Zygmunt Miłoszewski podkreśla pewne potrzeby bohaterów pomimo ich wieku uważam za atut całej historii). Przeszkadzała mi natomiast proporcja pewnych wątków.

Wraz z kolejnymi stronami, przekonywałam się jednak do lektury Jak zawsze coraz bardziej. Już w samym koncepcie na fabularnym tkwiło sporo potencjału, a Zygmuntowi Miłoszewskiemu udało się go wykorzystać. Autor dał mi się poznać jako niesamowicie wnikliwy obserwator - byłam wręcz zaskoczona tym jak często jego słowa pokrywały się ze sposobem w jaki postrzegam świat i mam tu na myśli zwłaszcza fragmenty, w których przedstawiona zostaje perspektywa społeczeństwa na osoby starsze. Tym co ujęło mnie jednak najbardziej w trakcie lektury, było przedstawienie relacji Ludwika i Grażyny - z jednej strony pewnego znużenia swoim towarzystwem i pewnej ekscytacji na nowe możliwości, z drugiej - tęsknoty za drugą osobą.

Wątek relacji pomiędzy małżeństwem jest jednym z kluczowych dla całej historii, ale równocześnie w trakcie lektury dowiadujemy się także sporo na temat "alternatywnej przeszłości" do której trafiają ludwik i Grażyna. Mimochodem występują porównania pomiędzy tamtą wersją Polski a naszą rzeczywistością i gdzieś między wierszami autor wplata komentarze na temat naszego narodu i jego mentalności. Jeśli mam być szczera, nieco przeszkadzał mi sposób w jaki poznawaliśmy większość informacji czyli poprzez dialogi. Rozumiem zamysł, ale nadawało to rozmowom pewnej sztuczności - bo i rzadko porusza się w codziennych pogawędkach tak patetyczne tematy jak choćby sytuacja Polski na arenie międzynarodowej.

Nie zasiadałam do lektury Jak zawsze z wyraźnie określonymi oczekiwaniami i nie mam porównania jak wypada ona na tle innych powieści autora. Ale muszę przyznać, że pomimo pewnych zastrzeżeń, zamknęłam tę historię zadowolona. Zygmunt Miłoszewski wykorzystał potencjał swojego pomysłu, przedstawiając czytelnikom ciekawą a miejscami także zabawną opowieść o miłości z potężnym bagażem doświadczeń. Czuję się zaintrygowana tym co jeszcze pokarze nam autor - i co już pokazał w swoich poprzednich powieściach.

Ocena: 4+/6
©Złodziejka książek
Powieść Miłoszewskiego nosi tytuł Jak zawsze, choć nic w tej opowieści nie jest jak zawsze. Ta powieść jest jak gorąca, chrupiąca bułeczka. Smakowita, ale parzy. Ludwik, który ma ponad osiemdziesiąt lat i jego młodsza o kilka lat żona Grażyna postanawiają uczcić rocznicę swego ślubu seksem. On łyka viagrę, ona kupuje seksowną bieliznę. Wydawałoby się, że jest to idealny początek na komedię – trochę romantyczną z wieloma wspomnieniami, a trochę ironiczną z wieloma ciekawymi obserwacjami obyczajowymi.

Jednak uwaga, by komuś ta bułeczka nie stanęła w gardle, jeśli się spodziewa lekkiej powieści do poduszki. Małżonkowie budzą się o kilkadziesiąt lat młodsi i radośnie oddają się igraszkom łóżkowym, aż nagle w szokujący sposób dowiadują się, że obudzili się w całkiem innej rzeczywistości. Przebudzenie jest więc przynajmniej niepokojące. W Warszawie, w której się budzą nie ma Pałacu Kultury i wiele rzeczy wygląda całkiem inaczej niż w latach sześćdziesiątych, które pamiętają. Ludwik i Grażyna będą musieli się zmierzyć z nową dla nich rzeczywistością, co nie będzie proste. Pamiętają poprzedni świat, ale nie pamiętają przeszłości w tym świecie. Będą się więc musieli wiele nauczyć.

Jaka jest ta alternatywna Polska, w której zdołaliśmy się po wojnie uwolnić spod dominacji Związku Radzieckiego i zawrzeć strategiczny sojusz z zachodem, a dokładniej z Francją? Czy wersja historii bez socjalizmu realnego jest lepsza? A jaką rolę do spełnienia mają znane nam z naszej historii postacie? Kim może być Gierek, a kim Jaruzelski? Jaki ustrój panuje w Polsce? Książka odpowiada na te pytania i nie da się uchylić rąbka tajemnicy, by nie zdradzić fabuły, która jest intrygująca. Jednak brak w opowiedzianej przez Miłoszewskiego historii optymizmu.

Co jest przyczyną polskich problemów? Czy to nieszczęsne położenie geopolityczne. Czy może nasz charakter narodowy? Co powoduje, że tłumy gotowe są słuchać politycznych szarlatanów i spychać kraj w przepaść? Gdy czytamy opowieść o tak innej od naszej, a jednak tak podobnej historii, wciąż kołacze się pytanie: Co z nami jest nie tak?

Ocena: 6/6
©Autorski przewodnik kulturalny
A gdyby tak dostać od losu drugą szansę? Przeżyć swoje życie raz jeszcze, ale tym razem z bagażem doświadczeń i wiedzą, o jakieś wcześniej nie mogliśmy nawet marzyć? Czy dokonalibyśmy innych wyborów? Czy też wszystko potoczyłoby się tak samo?

Grażyna i Ludwik są razem już od pół wieku. W pięćdziesiątą rocznicę nie spotkania, nie ślubu, a pierwszego ognistego seksu, wyznają sobie z pewnym niedowierzaniem, ale i ulgą, że owszem nadal się kochają, ale mają też już siebie serdecznie dość. Nuda, niespełnione obietnice sprzed lat i zawiedzione nadzieje nie przeszkadzają im jednak, by – przy niewielkiej, lecz istotnej pomocy niebieskiej tabletki - świętowaniu rocznicy stało się zadość.

Gdy budzą się następnego dnia rano, okazuje się, że ponownie są młodzi i że cofnęli się do roku 1963. Tylko otaczająca ich Warszawa wygląda zupełnie inaczej. Dobrze znany, szary PRL został zastąpiony współpracą polsko-francuską. Pałac Kultury i Nauki nigdy nie powstał, w zamian za to władze zastanawiają się, czy nie obwołać francuskiego drugim językiem narodowym. Świat wydaje się piękny i kolorowy, i dopiero po pewnym czasie okazuje się, że za tą cudowną fasadą kryje się rzeczywistość nie mniej trudna, choć problemy są nieco inne.

Zygmunt Miłoszewski jest jednym z najbardziej zaskakujących autorów, którzy doskonale odnajdują się w różnorodności gatunkowej. Mimo że jest najbardziej znany dzięki trylogii kryminalnej o Szackim, mnie bardziej podobają się powieści Domofon i Bezcenny, czyli horror i zabawa thrillerem z elementami powieści sensacyjnej. Kolejna książka autora jest raczej trudna do jednoznacznego sklasyfikowania. Jest to mieszanka powieści obyczajowej, komedii i historii alternatywnej z dość dużą domieszką erotyzmu. Początkowo jest bardzo lekka, wraz z rozwojem akcji odczuwa się jednak drzemiący gdzieś na drugim planie niepokój i nadciągające „coś”, co nie pozwala traktować jej do końca z przymrużeniem oka.

Autor udowadnia, że jest bardzo wnikliwym i błyskotliwym obserwatorem. Z jednej strony dotyczy to samych bohaterów, którzy są wykreowani interesująco i pełnowymiarowo. W głównej mierze odnosi się to do Grażyny i Zygmunta, ale w tle pojawia się też kilka innych postaci. Trudno nazwać ich nieskazitelnymi, są momenty, że oboje irytują równie mocno, są też chwile, gdy współodczuwamy z nimi maksymalnie, jak jest to możliwe. Są zwyczajnie ludzcy i normalni, jak my sami, ulegają pokusom, unoszą się dumą, popełniają błędy.

Z drugiej strony, mamy do czynienia ze świetnie przedstawionym i zanalizowanym obrazem społeczeństwa. Mechanizmów, jakie kierują ludźmi i procesów, jakie zachodzą w określonych okolicznościach. Miłoszewski pokazuje wprawdzie inną wersję znanej nam historii, ale czy to sprawia, że ludzie są inni? Że staną się lepsi bądź gorsi? Że mogą uniknąć tego, co nieuniknione?

Lektura pierwszych rozdziałów wprawiła mnie w lekką konsternację, spodziewałam się czegoś innego, a jednak gdy zagłębiłam się w tę historię, dałam się jej porwać. Patrząc na nią jak na całość, wypada naprawdę świetnie i niebanalnie. To piękna, choć nieoczywista historia miłosna, a jednocześnie powieść - przestroga pokazująca, że utopii nie ma, a ludzie jako ogół to najczęściej stado zwykłych baranów. Warto sięgnąć, polecam!

Ocena: 5/6
©Kącik z Książką
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Spodziewałam się innego rozłożenia akcentów. Bardziej w kierunku anegdot społeczno-kulturowych. Niestety dość szybko fabuła zaczęła ciążyć ku fatalizmowi politycznemu. Jak zawsze, chciałoby się powiedzieć.

  • Awatar

    Początek może rozczarować, ale trzeba przebrnąć dalej, bo warto. Książka o alternatywnym życiu i alternatywnej Polsce. Na pewno daje dużo do myślenia na temat ludzkich decyzji i tendencyjnych zachowań naszego narodu. Słodko gorzka opowieść o tym co by było gdyby...
    Autor dogrzebał się do ciekawych szczegółów z przeszłości i fajnie połączył fakty.

  • Awatar

    Jeśli ktoś widział "Ile waży koń trojański" Machulskiego, odnajdzie tu pewne podobieństwa, choć historia nosi też znamiona grozy. Alternatywna wersja Polski jest ciekawa, ale przede wszystkim książka pozostawia wielką prawdę: życie jest ogromną wartością.

  • Awatar

    Dziwnie mi się tę książkę czytało. Z jednej strony zabawna i wciągająca, z drugiej przerażająca. I każdy powrót był z niejakim ociąganiem. Ale jak już miałam w ręku - trudno się oderwać! Dla jednych będzie to czysto rozrywkowa wizja alternatywnej rzeczywistości, opakowana w świetne obyczajowe tło. Dla mnie to im dalej, tym bardziej przerażająca wizja nieodległej przyszłości.

    Nie lubię polityki, political fiction a teraz nawet tego gatunku, który reprezentuje „Jak zawsze” historyczne political fiction? polityczna fikcja historyczna? Jak zwał tak zwał...
    Co byś zrobił/zrobiła gdybyś mógł przeżyć swoje życie jeszcze raz ale w zupełnie innej rzeczywistości?
    Jakich wyborów należy dokonać, jaki wpływ na otoczenie może mieć jednostka? Czy w ogóle? Świetnie, porywająco i przekonująco opisana koszmarna wizja. Koszmarna bo taka prawdziwa. Warszawa mogłaby tak wyglądać, powojenne życie również. Taka historia mogła się wydarzyć a niestety jej współczesny odpowiednik stoi za progiem.
    Przecież większość naszych rodaków jest jak sąsiadka Grażyny: „Ze wsi pochodzę, z normalnego domu, normalnej rodziny i ja widzę, że z Europy to tylko durne nowinki, obce firmy i śmierć...”
    i jak z jej przemyśleń: „Że cenzura? A my i tak książek nie czytamy, bezeceństwa same pedalskie i kłamstwa. Zamknięte granice? A po co dobry Polak ma jeździć za granicę, jak tu i rodzina, i kościół, i pierogi. Jeszcze nam się nazjeżdża jakichś brudasów.”

    Dlatego ta książka mimo niewątpliwych walorów rozrywkowych, bogatej warstwy opisów fikcyjnej Warszawy, ludzi, jedzenia, seksu, życia, przede wszystkim dla mnie jest przerażająca.

    I dlatego nie wiem jak ją ocenić. Jest genialna bo wizjonerska i zarazem okropna bo w rzeczywistości stoimy na progu spełnienia tej wizji! Ciary przerażenia na plecach starannie zabiły uśmiech wywoływany początkowo sytuacjami i zdarzeniami!
    I jeszcze jeden cytat, niby o historii a przerażająco aktualny...
    „Komuna to były wieśniaki, podróżowanie nie mieściło im się w głowie, chyba że po instrukcje do Moskwy. A obywatel miał się grzecznie przemieszczać między osiedlem a zakładem pracy i wypoczywać w ogródkach działkowych. Podróżowanie uważali za podejrzane, zresztą słusznie, jak obywatel w świecie obyty i wypoczęty, to mu głupie pomysły zaraz przychodzą do głowy. Wolność, równość, takie tam brednie. Zwróć uwagę, że wszyscy zamordyści mają politykę zagraniczną do bani, boją się świata poza własnym podwórkiem i nie rozumieją go.”

    Brrrr....

Inne proponowane
Warto zerknąć