ebook Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta
4.03 / 5.00 (liczba ocen: 2709)

Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
E-book - najniższa cena: 23.38
Audiobook - najniższa cena: 27.02
wciąż za drogo?
VIRTUALO#VIRTUALO Urodziny
VIRTUALO#VIRTUALO Urodziny
32.46 złpremium: 20.94 zł Lub 20.94 zł
23.38 zł Lub 21.04 zł
34.90 zł
34.90 zł Lub 31.41 zł
23.42 zł
27.22 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (8)
Inne proponowane

Josh Michaels z oburzeniem odkrywa, że sąsiad podrzucił mu pod drzwi ciężarną suczkę. Nie może jednak oprzeć się spojrzeniu brązowych ślepi i chociaż nigdy nie miał zwierzęcia domowego, postanawia przygarnąć bezdomnego czworonoga... Powieść autora słynnego bestsellera „Był sobie pies”. Historia, która wzruszy i rozbawi do łez!

Kiedy na świat przychodzi pięć niesfornych szczeniaczków, Josh zgłasza się po pomoc do lokalnego schroniska. Tam poznaje uroczą i kochającą zwierzęta Kerri, która z zapałem uczy go, jak dbać o psią rodzinkę. Wspólnie przygotowują szczeniaki do adopcji w ramach świątecznego programu szukania nowych domów psiakom ze schroniska.
Wraz z upływem czasu Josh zaczyna darzyć dziewczynę coraz cieplejszym uczuciem. Im bardziej zakochuje się w Kerri, tym bardziej przywiązuje się do futrzaków, które wniosły w jego życie mnóstwo miłości. Kiedy zbliżają się święta i nieuchronny termin oddania szczeniaków, Josh zastanawia się, czy będzie w stanie żyć bez nich.

„Ta książka pokazuje, że bezwarunkowa miłość, którą dostajemy od naszych pupilów może naprawdę wiele zmienić w życiu. Powieść dla miłośników czworonogów napisana przez autora, która doskonale rozumie psie dusze” – „Kirkus Reviews”

„Opowieść napisana z humorem i głębokim zrozumieniem wartości psiej miłości. To uczucie zmienia wszystko. Idealna na Święta!” – Greg Kincaid, bestsellerowy autor według „New York Timesa”

„Pokrzepiająca i wesoła niczym świąteczny poranek. Jeśli jeszcze nie masz psa, to po lekturze tej książki pobiegniesz do schroniska, żeby znaleźć własną futrzaną kuleczkę miłości” – Iris R. Dart, bestsellerowy autor według „The New York Times”

Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta od W. Bruce Cameron możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Pielęgnuj wspomnienie o chwilach, które razem spędziliśmy, zamiast żałować, że minęły.
Psiego najlepszego reklamowane było jako najbardziej urocza książka. Czy faktycznie tak jest? Zdecydowanie! Od pierwszej strony książka wprowadza czytelnika w dobry nastrój. Chociaż początek nie jest zbyt optymistyczny. Kto oddaje swojego psa (właściwie to psa byłej dziewczyny), obcemu mężczyźnie? Do tego suczkę, która w każdej chwili może zacząć rodzić? Optymistycznie nie jest. Chociaż humor i widok bohatera, który próbuje sobie poradzić z nowym wyzwaniem, nastraja pozytywnie. Do tego psiaki. Przecież każdy wie, że szczeniaki są najwspanialsze.

Josh Michaels (tak na imię ma nasz bohater) stara się nie zakochać w ufnych oczach Lucy (ciężarna suczka). Gdy psia bohaterka rodzi radosne stadko, trzeba się ponownie zastanowić "Co dalej?" Josh postanawia zwrócić się o pomoc do profesjonalisty. Udaję się do schroniska (spokojnie nie chce tam oddać psiaków!). Owo schronisko prowadzi program, który przygotowuje szczeniaki do adopcji. Właśnie tam poznaję Kerri. Nie trudno się domyślić co będzie dalej.

Psiego najlepszego to na prawdę urocza opowieść. Lekka, przyjemna, zabawna. Do tego pełna szczekania, miłości i ufnych oczu. Jakby tego było mało, to cała akcja dzieje się w najbardziej magicznym okresie roku. Czy można chcieć więcej? A no tak! Można. Miłości. Jej też tutaj nie brakuje. Miłości do czworonogów. Od czworonogów. Damsko-męska też jest.

Książkę czyta się niezwykle szybko. Ze mną fragmenty czytała siedmiolatka i była oczarowana. Myślę, że to książka dla każdego. Nie jest wymagająca. Nie zmieni waszego życia. Zapewni dozę zabawy, przyjemności. Spędzicie miło i przyjemnie czas.

Ocena: 5/6
©Lotta w świecie książek
Chyba pierwszy raz w mojej książkowo-blogowej karierze trafiła mi się pozycja, która wywołała u mnie wyrzuty sumienia. Długo się zastanawiałam czy w ogóle powinnam o niej pisać i dzielić się z Wami moimi przemyśleniami, ale doszłam do wniosku, że nie ma po co chować głowy w piasek.

Okazuje się, że jeden dzień, a właściwie jedno istnienie pojawiające się w życiu człowieka, może odwrócić dotychczasowy bieg wydarzeń o 180 stopni. Josh Michaels przekonuje się o tym na własnej skórze, kiedy jego sąsiad zwraca się do niego z prośbą o opiekę nad psiakiem przez kilka najbliższych dni i zostawia mu, jak się później okazuje ciężarną sunię, pod drzwiami, stawiając go tym samym przed faktem dokonanym.

Nie dość, że nie jestem typem gustującym w książkach, w których miłość odgrywa główną rolę, to jeszcze fabuła Psiego najlepszego była tak płytka, banalna i przewidywalna, że już kilka pierwszych stron ścięło mnie z nóg. Jedynym motywem, który przytrzymał mnie do końca, i przez który straciłam kilka cennych godzin swojego życia były te psiaki. Kocham psy, więc chciałam wreszcie sprawdzić na swojej skórze, o co chodzi z zachwytami wokół tego autora. Znowu mi nie wyszło, a teraz już wiem, że nigdy więcej nie sięgnę po żadną typowo świąteczną książkę, chociaż te z psami też mogą mi się źle kojarzyć.

Mam wrażenie, że W. Bruce Cameron zaplątał się w pomyśle na swoją książkę, przez co przypomina ona bardziej historię spisywaną na kolanie przez uwielbiającego psy gimnazjalistę. Pierwsza połowa książki skupia się wyłącznie na psach, w drugiej części spadają one na drugi plan, a najważniejsze staje się uczucie kiełkujące między Joshem a jego nową wybranką. Żyję z psami od zawsze, więc bardzo dobrze wiem jak one się zachowują – jestem świadoma tego, że miewają swoje humorki i że potrafią na swój sposób komunikować się z właścicielem, ale też bardzo dobrze wiem w jaki sposób się załatwiają. Myślę, że nie tylko ci, którzy z psami mieli więcej wspólnego coś o tym wiedzą, ale na dobrą sprawę już nawet dzieci, w rodzinach bez zwierząt, wiedzą co i jak. Mówię o tym nie bez powodu, a właściwie tylko dlatego, że Psiego najlepszego jest chyba jedyną książką nie będącą pozycją typowo naukową, w której autor tak dużą uwagę zwraca na wypróżnianie się, a co więcej – uznaje je za tak istotne, aby podzielić się psimi potrzebami z czytelnikiem. Tak jakby książka miała stracić na wiarygodności, że pies nie spełnia swoich potrzeb natury fizjologicznej.
Fabuła poprowadzona jest w taki sposób, że książkę czyta się błyskawicznie. W moim odczuciu autor nie wykazał się w niej zupełnie niczym, bo ani nie stworzył akcji, która potrafiłaby mnie urzec, ani ta historia w żaden sposób nie zaskakuje, a już nie wspomnę o płytkich bohaterach, którzy zyskują odrobinę na atrakcyjności jedynie dzięki psom, które ostatecznie na dobrą sprawę też nie pełnią żadnej konkretnej funkcji w tej książce.

Niestety, Psiego najlepszego to jedna z gorszych książek, z którymi w tym roku miałam styczność. Nie dość, że jest zupełnie niewiarygodna, to dodatkowo autor dodał kilka smaczków, aby wykreować ją na bardziej irytującą. Może spodoba się osobom, których wymagania są znacznie niższe niż moje, albo tym, którzy rzeczywiście gustują w takich książkach. Ja osobiście wolę już o niej zapomnieć.

A na koniec moje wyrzuty sumienia – Wydawnictwo Kobiece zrobiło coś pięknego, ale tym samym przyczyniło się do tego, że straciłam ochotę na odradzanie Wam tej książki. Część dochodu uzyskanego ze sprzedaży Psiego najlepszego przeznaczona zostanie na pomoc samotnym psiakom ze Schronisko w Korabiewicach Viva.

Ocena: 1/6
©Rude recenzuje
Kiedy tylko zobaczyłam, iż W. Bruce Cameron wydaje kolejną powieść o psie, wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Jako wielka miłośniczka zwierząt, nie mogłam przegapić takiej okazji. Czy zatem autorowi po raz drugi udało się mnie zachwycić?

Josh to mężczyzna, który na co dzień nie ma styczności ze zwierzętami, od kiedy porzuciła go dziewczyna żyje w samotności. Jednak pewnego dnia sąsiad podrzuca mu ciężarną suczkę Lucy i zostawia pod jego opieką, pomimo sprzeciwów. Wystarczy jedno spojrzenie w oczy suczki, a on przepada.

Ci z Was, którzy posiadają psa doskonale wiedzą jak wiele radości potrafi wnieść w życie człowieka, ale również zdają sobie sprawę z tego, jak wielką odpowiedzialnością jest posiadanie zwierzęcia. Zwierzę to nie zabawka, którą można odłożyć w kąt, gdy się znudzi. Nienawidzę ludzi, którzy najpierw biorą psiaka, a później go porzucają, wyrzucają z domu jak zużytą baterię. Zwłaszcza czas zbliżających się świąt jest doskonałą okazją do nabycia psa. Ale proszę Was o rozważne podejmowanie decyzji, jeśli chcecie wziąć psa, weźcie również odpowiedzialność za niego. Natomiast jeśli nie jesteście pewni czy podołacie temu wyzwaniu, lepiej odpuśćcie sobie i nie fundujcie niepotrzebnego stresu zwierzakowi.

Nasz bohater Josh, to człowiek, który zgrywa twardziela, a w głębi duszy to niezwykle wrażliwy człowiek. Doskonale to widać, kiedy pod jego dach przybywa Lucy. Nie ma kompletnego pojęcia jak zajmować się suczką, w dodatku ciężarną, która lada dzień się oszczeni. Szuka pomocy u weterynarza oraz w schronisku. Tak poznaje Kerri, niezwykle sympatyczną, kochającą zwierzaki kobietę, pracującą w schronisku.

Jakie przygody przydarzą się naszemu bohaterowi? Co zrobi, gdy na świecie pojawią się szczeniaki? Czy zdoła zapanować nad niesfornymi pupilami? Czy Kerri stanie się dla niego kimś więcej?
O tym wszystkim dowiecie się, sięgając po powieść.

Kiedy przygarniasz zwierzaka, musisz mieć świadomość, że kiedyś jego strata złamie ci serce. […] Ale posłuchaj, naprawdę wierzę, że jedna z lekcji płynących z ich głębokiej miłości, gdy są przy nas, jest taka, żeby cieszyć się życiem, póki trwa, i że wszystko kiedyś się skończy, a my musimy wtedy rozpoczynać nowy rozdział.

Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta to przepiękna opowieść o rodzącej się z dnia na dzień, miłości człowieka do suczki i szczeniąt. To historia potwierdzająca, iż pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Miłośnicy psów będą zachwyceni. Ta powieść chwyta za serce, ale daje nadzieję na lepszą przyszłość dla porzuconych czworonogów. Polecam.

Ocena: 4/6
©Czytaninka
Zwierzęta od zawsze są częścią naszych rodzin, dodając ciepła i radości. Nie każdy jednak jest skłonny do przygarnięcia zwierzęcia, niektórzy (o zgrozo) nigdy nie mieli okazji na posiadanie psa czy kota. Czy w takim przypadku może się okazać, że psia ferajna pozwoli na zmianę? Da nadzieję na lepszą przyszłość i rodzinne święta?

Josh żyje w pewnym letargu, stracił radość z codziennego życia, rozpamiętując rozstanie. Pewnego dnia zostaje nagle postawiony przed faktem opieki nad psem sąsiada. Jest to o tyle trudne, że mężczyzna nigdy nie miał do czynienia z psem, a dodatkowo okazuje się, że suczka jest w ciąży. Odpowiedzialność bierze górę i mężczyzna szuka pomocy u weterynarza i w schronisku. Lucy początkowo niechciana, z każdym kolejnym dniem zyskuje sympatię i miłość Josha. Czy będzie w stanie rozstać się z nią i małą ferajną szczeniaków?

Świąteczna powieść autora Był sobie pies jest zdecydowanie prostsza, nastawiona na jednego bohatera i gromadkę psów. Mężczyzna żyje samotnie, nigdy nie posiadał zwierzęcia, a dodatkowo jest dość nieśmiały i nieporadny w kontaktach z kobietami. Nowa znajoma ze schroniska może stać się mu bliższa, ale czy mężczyzna poradzi sobie z okazaniem uczuć? Całe szczęście psiaki pomogą, bo John potrzebuje pomocy w ich wychowaniu.

Psiego najlepszego to ciepła opowieść o więzi, jaka zawiązuje się między człowiekiem i psem. Początkowo niechętny nowym obowiązkom bohater, przerażony niewiedzą na temat zwierzęcia, z każdym kolejnym dniem coraz bardziej zbliża się do Lucy i do psiaków. W pewnym momencie stają się one nieodłączną częścią jego życia, a jednak nie wszystko okaże się takie łatwe i pewne wybory będą wiele Johna kosztowały.

Drugim ważnym elementem jest Kerry, wolontariuszka w schronisku, która początkowo niechętnie nastawiona do bohatera, z czasem się do niego przekonuje. Jednak czy ta znajomość ma szansę na rozwój, dopiero z czasem się okaże.

W tle pojawiają się problemy, wspomnienia z dzieciństwa, rozpad rodziny, odejście byłej dziewczyny, nie ze wszystkim bohater jest w stanie sobie poradzić, niektóre kwestie wracają do niego.

Najważniejsze w tej książce są jednak psy. Lucy, to opoka, zarówno dla Johna jak i dla szczeniaków. A młode, początkowo kilkudniowe pieski wraz z rozwojem historii powoli dorastają i uczą się nowych rzeczy. To pięknie doświadczenie czytać o nich, poznawać indywidualność każdego, odkrywać ich problemy. Podczas lektury przypomniał mi się program telewizyjny "Słodkie dzieciństwo" i to było niezwykle miłe.

Psiego najlepszego to pozytywna historia pokazująca nić łączącą człowieka z psem, niezwykłe relacje, jakie te zwierzęta potrafią nawiązać, a jednocześnie historia przedstawia rozwój psa od szczeniaka. Tym razem wydarzenia nie są prezentowane z psiej perspektywy, co niektórych może zasmucić. Myślę jednak, że warto przyjrzeć się bliżej tej historii, z którą można spędzić świetny czas.

Ocena: 5/6
©Książkowe Wyliczanki
Dzisiejsza niedziela postanowiła udowodnić mi, że jest najbardziej smętnym, pozbawionym słońca i energii dniem listopada. Szara, bura i ponura, taka że najlepiej schować się w kąciku i przeczekać wszystkie smutki. Mogłabym tak zrobić, ale znalazłam dużo lepszy i ciekawszy sposób. Zdecydowałam się na lekturę książki autorstwa W. Bruce'a Camerona Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta. Kto zna poprzednią powieść autora, czyli Był sobie pies już wie, że nie mogłam dokonać lepszego wyboru w zmaganiach z ponurą, jesienną aurą. Ja nie wiedziałam, ale zerkając na uroczego psiaka, spoglądającego na mnie z okładki powieści, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to będą najlepiej spędzone godziny kończącego się powoli weekendu.

Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta to bardzo przyjemna opowiastka, pełna uroku i optymizmu, idealnie wpisująca się w czas przedświątecznych przygotowań. Opowiada o Joshu, który pewnego dnia zostaje postawiony w sytuacji bez wyjścia. Sąsiad podrzuca mu psa i odjeżdża. Mimo że nic nie wie o opiece nad psami, nigdy nie miał okazji zajmować się żadnym z nich, Josh przygarnia pod swój dach Lucy, która okazuje się być także ciężarna. Od tego momentu rozpoczyna się niezwykła przygoda, w której człowiek i pies zostają połączeni niezwykłą więzią. Oczywiście nie brakuje trudnych momentów, chwil zwątpienia, gdyż Josh sam zmaga się z problemami sercowymi, rodzinnymi czy sprawami zawodowymi. Opieka nad ciężarną psiną o pięknych brązowych oczach, a zaraz potem nad gromadką wesołych szczeniaków, przyczyniła się do zmiany priorytetów w jego życiu. Pozwoliła również na spotkanie kogoś, z kim miał nadzieję zbudować swoje nowe życie.

Fabuła powieści nie jest skomplikowana, większość wydarzeń opisywanych w książce możemy przewidzieć, co jednak w przypadku Psiego najlepszego nie jest wadą. Przede wszystkim książka skupia naszą uwagę na relacjach między człowiekiem i psem. Autor opisuje je wiarygodnie i z dużym zrozumieniem. Ponadto ważną częścią powieści jest kwestia wychowania małych psiaków. W książce można znaleźć sporą dawkę przydatnych informacji, które bohater powieści czerpie od pracowników schroniska dla zwierząt, ale także nabywa wraz z nowymi doświadczeniami.

Jak na człowieka, który nigdy nie miał psa, z dnia na dzień radzi sobie coraz lepiej, a co najważniejsze, z biegiem czasu utwierdza się w przekonaniu, że nie wyobraża sobie dalszego życia bez psiej rodzinki. Ponadto angażuje się w specjalny świąteczny program adopcyjny, dzięki któremu nawiązuje wiele nowych znajomości i przyjaźni, jak również coraz lepiej rozumie psią naturę.

Książkę Psiego najlepszego przeczytałam w kilka godzin. Były to godziny spędzone bardzo przyjemnie, z uśmiechem i emocjami, które nie pozwalały odejść od lektury przed jej końcem.
Ta książka jest dla wszystkich, zarówno dla tych, którzy o psach wiedzą już wszystko, jak i dla tych, którzy jeszcze nigdy nie mieli okazji opiekować się nimi. Jeśli jesteście w drugiej grupie, William Bruce Cameron skutecznie zachęci Was do przyjęcia czworonożnego przyjaciela pod swój dach. Jeśli jeszcze nie jesteście gotowi na taką decyzję, zapoznajcie się z perypetiami Josha Michaelsa, który nigdy nie miał psa, a znalazł bezwarunkową miłość, która odmieniła jego życie.

Psiego najlepszego to najlepsza propozycja dla każdego, kto tylko chce spędzić kilka dobrych chwil wśród zabawnych szczeniaków. Zakochacie się w tej książce, jak jej bohater zakochał się w psach. Polecam wszystkim. Sama zaś cieszę się, że udało mi się pokonać jesienną aurę sięgając po kolejną powieść autora, który jest wielkim miłośnikiem psów.

Ocena: 5+/6
©Wasilka - Słowa jak marzenia
W. Bruce Cameron podbił serca psiarzy i nie tylko dzięki niezwykłej opowieści o Baileyu, wydanej w Polsce pod tytułami Misja na czterech łapach oraz Był sobie pies. Teraz wraca z historią bożonarodzeniową, w której psy także odgrywają jedne z kluczowych ról.

Głównym bohaterem Psiego najlepszego jest Josh Michaels. Wrażliwy i ciepły, ale też zupełnie pozbawiony asertywności i nieporadny w kontaktach z kobietami. Pewnego październikowego dnia znajomy podrzuca mu do domu psa i znika. Nie odbiera telefonów, więc w życie Josha, który nie potrafi zdobyć się na oddanie Lucy do schroniska, po raz pierwszy w życiu wkracza pies. I to nie jeden, ponieważ okazuje się, że suczka będzie mieć wkrótce szczeniaki.

Dlaczego nikt nigdy mu o tym nie powiedział? Dlaczego nikt nie powiedział mu, jak to jest mieć psa? Że dzięki temu każda chwila staję się ważniejsza, że w jakiś tajemniczy sposób można czerpać z każdego dnia to co najlepsze?

Psiego najlepszego to ciepła opowieść o tym, jak bardzo obecność psa może zmienić nasze życie i uczynić je pełniejszym. Jak wiele radości wnosi ze sobą zwierzak, który kocha bezwarunkowo i który po prostu jest. Jednocześnie Cameron pokazuje, że opieka nad czworonogiem to nie tylko radość, ale i duża odpowiedzialność, a czasem też ograniczenie. Pies jest niczym dziecko, które zawsze będzie wymagało obecności, opieki i miłości. Niby to sprawy oczywiste, a jednak nie dla wszystkich, o czym można się przekonać zarówno czytając tę historię, jak i patrząc na to, co dzieje się dookoła nas.

Na drugim planie pojawia się wątek uczuciowy. Josh, który nie do końca wyszedł emocjonalnie z poprzedniego związku, poznaje piękną i uroczą Kerri. Czy jednak będzie w stanie zbudować zdrowy nowy związek, jeśli gdzieś w tle ciągle majaczy postać Amandy, która zostawiła go kilka miesięcy wcześniej i której zdjęcia nadal wiszą na ścianach jego domu? W przypadku tego elementu powieści mam mieszane uczucia. Owszem, mamy do czynienia z opowieścią, która z założenia jest dosyć prosta i ma na celu przede wszystkim spełniać rolę emocjonalnej przytulanki, a jednak czegoś mi tu zabrakło. Bohaterowie są w końcu dorosłymi ludźmi, a patrząc na ich zachowanie, można odnieść wrażenia, że żadne z nich nie ma więcej niż piętnaście lat.

Mimo że powieść całkiem przypadła mi do gustu, czuję pewien niedosyt. Spodziewałam się historii równie dobrze napisanej co Misja na czterech łapach, natomiast otrzymałam opowieść znacznie prostszą i to pod każdym względem. Nie sposób jednak odmówić jej pewnego uroku, który zapewnia zwłaszcza obecność rozbrykanych szczeniąt. Dlatego sądzę, że miłośnikom psów Psiego najlepszego może się spodobać, szczególnie w okresie przedświątecznym, który także wyraźnie tu czuć.

Ocena: 4/5
©Kącik z Książką
Psiego najlepszego, czyli Był sobie pies na święta – W. Bruce Cameron

Był sobie pies podbił serca czytelników i widzów na całym świecie, także w Polsce. I ja zachwyciłam się tą powieścią, czemu dałam wyraz Tutaj . Cieszę się, że autor zdecydował się na napisanie kolejnej, tym razem świątecznej psiej historii. Jeśli szukacie książki na mroźny grudniowy wieczór o bezgranicznej miłości i prawdziwej przyjaźni ze szczekaniem i merdającym ogonem na pierwszym planie, Psiego najlepszego to propozycja idealna dla Was.

Dlaczego nikt nie powiedział mu, jak to jest mieć psa? Że dzięki temu każda chwila staje się ważniejsza, że w jakiś tajemniczy sposób można czerpać z każdego dnia to, co najlepsze?

Josh nigdy nie miał psa. Nie wiedział, jak to jest. Aż do pewnego telefonu, aż do pewnej wizyty. Sąsiad, tłumacząc się pilnym wyjazdem w sprawach rodzinnych, podrzuca mu ciężarną suczkę Lucy. Choć początkowo Josh protestuje, ostatecznie nie potrafi oprzeć się głębokiemu spojrzeniu brązowych oczu. Przygarnia ją pod swój dach. Robi wszystko by i jej, i piątce niesfornych szczeniąt stworzyć prawdziwy dom. Nie czuje się pewnie w nowej sytuacji, dlatego pomocy szuka w pobliskim schronisku dla zwierząt. Tam poznaje Kerri – piękną i pełną ciepła opiekunkę psów. Dzięki jej wsparciu coraz lepiej radzi sobie w opiece nad psami i nie tylko. Gdy zbliża się czas oddania szczeniąt do adopcji, do Josha dociera, że nie wyobraża sobie życia i bez nich, i bez Kerri.

Szczęście niejedno ma imię

Dla Josha szczęście ma sześć imion: Lucy, Lola, Sophie, Olivier, Cody i Rufus. Suczka i gromadka słodkich szczeniąt odmienią życie zamkniętego w sobie i nieco wycofanego towarzysko mężczyzny. Ktoś mógłby brzydko powiedzieć, że Josh to dupa wołowa. Dla mnie nie. Ja widzę w nim wartościowego faceta, który wbrew trendom współczesnego świata tęskni za rodzinnym ciepłem. Josh dojrzewał w rozbitej rodzinie. Mimo upływu lat nie potrafi pogodzić się z przeszłością i postawą rodziców. Psy budzą w nim uśpione uczucia i instynkty. Stworzenie im prawdziwego domu, pełnego miłości i dającego poczucie bezpieczeństwa staje się jego celem. Gromadka słodkich czworonogów odmienia życie Josha pod każdym względem.

Psiego najlepszego – dlaczego polecam?

Psiego najlepszego przeczytałam w dwa wieczory. To historia o psach, a od najmłodszych lat wzruszają mnie takie powieści. To książka o bezgranicznej oraz wiernej przyjaźni i miłości, jakie łączą człowieka z psem i odwrotnie. Bardzo polubiłam „głównego bohatera bez sierści i ogona” – Josha. Z uwagą obserwowałam jego przemianę i walkę z demonami przeszłości. Kibicowałam mu z całych sił. Efekt? Przekonajcie się sami. Na tempo czytania wpływ miał również styl. Historia opowiadana jest w trzeciej osobie, lekkim, prostym, ale nie prostackim językiem. Dynamiczne dialogi, nie za długie opisy i humor – uwierzcie, że tej książki naprawdę nie dało się czytać powoli. Należy podkreślić, że W. Bruce Cameron w powieści o czworonogach przemycił kilka cennych życiowych wskazówek i przemyśleń dla ludzi. Kilka cytatów zasługuje na zanotowanie.

Historia urocza niczym kosz niesfornych szczeniąt

Święta zbliżają się wielkimi krokami, a w przypadku tej książki łapami. Psiego najlepszego to idealna propozycja na prezent dla książkoholiczki i psiary. Lektura na jeden lub dwa świąteczne wieczory. Z chusteczkami pod ręką i koniecznie futrzanym przyjacielem na kolanach. Nie masz psa? Po tej książce zaczniesz o nim marzyć! Czytając tę powieść w akademiku, bardzo tęskniłam za moim Dropsikiem. To powieść świąteczna, ale myślę, że spokojnie można po nią sięgać przez cały rok. W końcu nie tylko w bożonarodzeniowe wieczory ma się ochotę na książki o miłości i prawdziwej przyjaźni, prawda?

Ocena: 6/6
©Recenzje Dropsa Książkowego
Blisko rok temu ukazało się wznowienie książki W. Bruce'a Camerona, na punkcie której oszaleli psiarze i miłośnicy zwierząt. Nieco później pojawił się nakręcony na jej podstawie film, a o Bailey'u i o jego kilku(nastu) życiach mówił niemal każdy. Dziś Cameron powraca z nową historią, jeszcze cieplejszą i bardzo, BARDZO świąteczną. Czy powtórzy sukces Baileya...? Cóż, a czy można oprzeć się sforze słodszych niż kubek gorącej czekolady szczeniaczkom?

Josh nigdy nie miał psa. Mało tego - nigdy go nie planował. Kiedy jednak pod jego drzwiami pojawia się sąsiad, na gwałt szukający domu tymczasowego dla psiaka swojej dziewczyny, Josh nie ma wyboru. Przygarnia psa, który okazuje się być suczką. Co więcej - w zaawansowanej ciąży. Czy nigdy nie mający do czynienia ze zwierzętami człowiek poradzi sobie ze sforą rozbrykanych szczeniaków?
Mówią, że w święta zdarzyć może się wszystko. Zwłaszcza gdy do pomocy ma się uroczą pracowniczkę schroniska i dzielną psią mamę.

Psiego najlepszego to niesamowicie ciepła, zabawna i przeurocza historia ze słodkimi szczeniakami w tle. Określenie "w tle" ma zasadnicze znaczenie, bo o ile w Był sobie pies narratorem i głównym bohaterem był merdający ogonkiem stworek, tak tu najważniejszy jest sam Josh. Josh, który - nie ma co ukrywać - jest troszkę zbyt mocno wyidealizowany; ma gołębie serce, momentami jest nieporadny niczym dziecko, a do tego ma w sobie tyle uroku, że bez problemu podbija serce każdej niewiasty (choć, oczywiście, nie zdaje sobie sprawy ze swojej mocy). Przechodzi - prawie że na wzór Scrooge'a - metamorfozę. Może nie tak drastyczną jak Ebenezer (wszak nigdy nie był złym człowiekiem), uczy się jednak odpowiedzialności i empatii, i tego, że w dwójkę (a może i w siódemkę) żyje się zdecydowanie przyjemniej niż w pojedynkę.
Tak jak i poprzednio, Cameron nie operuje górnolotnym słownictwem; jego historia jest prosta, nieskomplikowana, może czasem odrobinkę banalna. Przede wszystkim jednak przepełniona jest ciepłem, które sprawia, że opowieść ta idealnie nadaje się na zimowe wieczory i rozgrzeje serce dosłownie każdego - nawet tego, który twierdzi, że psy i mokre noski to niekoniecznie jego działka.

Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta to pełna niezwykłego, świąteczno - zimowego klimatu lektura, która zachwyci każdego fana uroczych (ale nie ckliwych!) historii i każdego, kto docenia pisane z przymrużeniem oka dialogi.
Jeśli więc wciąż zastanawiasz się, co położyć pod świątecznym drzewkiem mieszkającemu z Tobą psiarzowi, to...
Teraz już wiesz, prawda?

Ocena: 4+/6
©Półka na książki
Okres świąteczny nadchodzi dużymi krokami, a ja już namiętnie wyglądam śniegu i objadam się mandarynkami. Bo po co czekać na grudzień? Do Bożego Narodzenia jeszcze miesiąc i rok w rok ten czas spędzałam na odliczaniu i wielką radością z powodu tego faktu. Jak się okazało tym razem ten okres nie będzie zbyt szczęśliwym czasem dla mnie, przez co całe szczęście się ulotniło, jednak lektura książki W. Bruce'a Camerona była dla mnie punktem obowiązkowym. Był sobie pies do tej pory tkwi mi w pamięci i uwielbiam zarówno książkę jak i ekranizację. Psiego najlepszego pozwoliło mi zapomnieć o tym wszystkim i żałuję, że ta historia jest tak krótka. Z chęcią zatonęłabym w niej jeszcze na miesiąc.

Josh Michaels jest samotnikiem. Mieszka sam, pracuje przez komputer i nie spędza zbyt dużo czasu z przyjaciółmi. Kiedy pewnego dnia sąsiad podrzuca mu pod drzwi ciężarną suczkę swojej byłej dziewczyny, jest przerażony. Nigdy wcześniej nie miał psa i nie zajmował się żadnym zwierzęciem, a co dopiero takim w stanie zaawansowanej ciąży. Jednak porzucenie Lucy na pastwę losu nie przychodzi mu do głowy. Postanawia zaopiekować się nią do momentu powrotu Ryana. Poród zaczyna się jednak szybciej niż się tego spodziewał, a konsekwencje tego zaskakują Josha. Kiedy pracownica lokalnego schroniska postanawia pomóc mu oswoić się z całą sytuacją odkrywa, że być może wcale nie musi już sam radzić sobie z życiem.

Josh jest bohaterem bardzo niestandardowym i oryginalnym. Nie da się go nie lubić - moją sympatię zdobył już od pierwszych stron Psiego najlepszego i po zakończeniu lektury dalej bardzo go lubię. Zapewne będzie już nieodwołalnie kojarzył mi się ze świątecznym okresem. Nie przeszkadza mi to jednak - z chęcią jeszcze kiedyś powrócę do tej historii, gdyż jest to coś, co pozwala oderwać się od wszystkich czarnych myśli i chociaż na chwilę poprawia humor. Pochłonęłam ją na raz i żałuję, że autor nie rozpisał się dużo bardziej. Mimo to nie brakuje tutaj nic. Mamy wszystko, czego czytelnik mógłby oczekiwać w świątecznej opowieści ze szczeniakami w roli głównej.

Początkowo spodziewałam się czegoś bardziej w klimacie Był sobie pies. Tamta powieść Camerona jest wyjątkowa z powodu tego, że głównym bohaterem naprawdę jest pies, a tutaj skupiamy się na Joshu i jego uczuciach i jego życiu. Rozczarowało mnie to trochę, jednak szybko udało mi się po tym pozbierać. Zaakceptowałam fakt, że autor postanowił skupić się teraz dużo bardziej na romantycznym aspekcie i chciał stworzyć coś, co wpływa na czytelnika, porusza, ale równocześnie jest lżejszą, świąteczną historią. Psiego najlepszego uczy też tego, jak należy traktować psa i porusza ważny temat, jakim jest dawanie szczeniąt pod choinkę i porzucanie ich chwilę później. Ta książka wręcz krzyczy o odpowiedzialności, jakim jest adopcja czworonoga.

Mimo faktu, że historia jest przewidywalna udało się Cameronowi zaskoczyć mnie kilkukrotnie i cieszę się, że postanowiłam kontynuować swoją przygodę z tym autorem. Może nie dorównał geniuszowi wspominanej ciągle swojej poprzedniej książce, jednak dał mi dużo radości i uważam, że każdy fan psów - i nie tylko fan - powinien za Psiego najlepszego chwycić.

Ocena: 4+/6
©Papierowe Miasta
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    Piękna książka, naprawdę warta przeczytania. Bardzo ciepło, serdecznie omówiony problem relacji człowiek - pies, w tym konieczności pogodzenia się z tym jak szybko one odchodzą.

Warto zerknąć