Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.64 / 5.00
liczba ocen: 156
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
Pozostałe księgarnie
31.99 zł
Opis:

Życiem rządzą prawdopodobieństwo, logika i udowadnialne twierdzenia. Przynajmniej jemu, naukowcowi, tak się wydawało, dopóki nie spędził wielu miesięcy w klinice w Amsterdamie i nie otarł się o śmierć, co całkowicie zburzyło konstrukcję jego świata.

Były przy nim w chwili największej tragedii, mimo że je zawiódł, skrzywdził, zdradzał, upokorzył. Dlaczego? Wszystkie jego kobiety.

Milena, niesforna, uderzająco piękna i wyuzdana femme fatale. Daria, jego była studentka, „kruche, naiwne dziewczę w wieku jego córki”, o oczach jak niezapominajki. Tajemnicza Ludmiła, z którą rzekomo łączył go tylko seks. Natalia, fascynująca, bezpruderyjna artystka, niezastąpiona partnerka do filozoficznych dysput. Justyna - miała być jedynie lekiem na jego depresję po rozstaniu z żoną. Ewa, tak samo charyzmatyczna, jak eteryczna, zachwycająco mądra nauczycielka, która na nowo buduje jego świat...

Kim był dla nich? Kim one były dla niego? Której był coś winien, której kiedyś podarował za mało, a która była mu wdzięczna?

***

Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie to najbardziej przejmująca i osobista powieść Janusza L. Wiśniewskiego. Hołd złożony kobiecości i hymn pochwalny ku czci miłości, która bywa potężna jak śmierć. Dlatego warto dla niej żyć.

CYTATY:
Bo dom jest tam, gdzie miłość, a nie gdzie cement fundamentów.
Trudno żyć z niewyrażoną wdzięcznością. Trudniej niż z niewyspowiadanym grzechem.
Samotność wcale nie zaczyna się od tego, że nagle nikt nie czeka na ciebie w domu.
Samotność zaczyna się wówczas, kiedy pierwszy raz odczujesz pragnienie, aby czekał tam na ciebie ktoś zupełnie inny...
Recenzje blogerów
Kim jesteśmy, a kim możemy się stać w obliczu tragedii jaka nas spotyka? Pędzimy przez życie, nie zastanawiamy się właściwie nad tym jak postępujemy, aż tu pewnego dnia dowiadujemy się, że przespaliśmy pół roku naszego życia. Co wtedy? Przychodzi czas na refleksję i chwilę zadumy nad tym co było, co jest, a co może być. Tak właśnie dzieje się z naszym głównym bohaterem, wybitnym matematykiem, dla którego kobiety odgrywały znaczącą rolę w życiu. Szkoda tylko, że zmieniał je niczym rękawiczki.

Wystarczyło, iż otarł się o śmierć, dostał drugą szansę, a zaczął wspominać i zastanawiać się nad swoim postępowaniem. W jego życiu nie było jednej kobiety, było ich pięć. Zawiódł je, wszystkie razem i każdą z osobna. Zdradzał, czyli dopuszczał się niewybaczalnego czynu. A mimo wszystko, one w obliczu jego tragedii, były przy nim. Dlaczego? Może dlatego, że było im go żal? Może dlatego, że mimo wyrządzonych krzywd, one wciąż go kochały? Przekonajcie się sami.

To moja pierwsza styczność z tym autorem. Muszę przyznać, że ma swój niepowtarzalny styl, który chwyta za serce. Z całą pewnością nie da się go podrobić. Nie miałam chyba jeszcze okazji czytać tak pięknie przedstawionych scen erotycznych. To, co mi się również spodobało, to przepiękne oddanie emocji i uczuć w powieści, o których autor pisze w sposób idealny. Charakterystyka każdej z kobiet również zasługuje na uwagę. Każda z nich ma w sobie to coś, co ją charakteryzuje i czyni inną od całej reszty. Nie mogę zapomnieć wspomnieć o głównym bohaterze, z którym niemal się zżyłam, czytając powieść. Poznajemy go i jego postępowanie z każdą kolejną przeczytaną kartą powieści.

Samotność wcale nie zaczyna się od tego, że nagle nikt nie czeka na ciebie w domu. Samotność zaczyna się wówczas, kiedy pierwszy raz odczujesz pragnienie, aby czekał tam na ciebie ktoś zupełnie inny...

Fabuła powieści intryguje, zaskakuje, ale przede wszystkim pozwala na wiele refleksji. Nie toczy się w zastraszająco szybkim tempie, jednak nie pozwala też się nudzić. Wiśniewski przedstawia w swojej powieści, niby proste, a jednak skomplikowane relacje międzyludzkie. Miłość nie zawsze jest zrozumiała, u każdego pojawiają się problemy, rozterki i wątpliwości. My, nie mamy tutaj nic ubarwionego, wymyślonego, lecz naszym oczom ukazuje się życie takie, jakim jest. Problemy sercowe pojawiają się w każdym związku, grunt to umieć je rozwiązywać.

W dzisiejszym świecie ludzie są wciąż zabiegani. Brną do przodu, często nie zastanawiając się nad swoim postępowaniem. Nie widzą, że wyrządzają krzywdę innym, gdyż są zapatrzeni sami w siebie. Ale nie o to chodzi w życiu, by wciąż biegnąć i biegnąć. Powinniśmy umieć cieszyć się każdą chwilą, każdą drobnostką. Powinniśmy umieć dostrzegać to, czego gołym okiem nie widzimy. Bo życie może przelecieć nam przez palce, i nawet nie zorientujemy się kiedy. A wtedy najdą nas myśli: czy właściwie wykorzystaliśmy nasze życie? Czy nasze wybory były trafne? Czy mogliśmy postąpić inaczej?

Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie to niezwykle osobista powieść autora. To słodko-gorzka historia relacji międzyludzkich i prawdziwym życiu, w którym każdy z nas popełnia błędy. Potykamy się, upadamy, a później wstajemy i idziemy dalej. Miłości i jej rozterek tutaj nie brak. Zachęcam do przeczytania.

Ocena: 4/6
©Czytaninka
Kolejna powieść tego poczytnego polskiego autora, który kradnie i łamie czytelnicze serca od lat. Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie różnią się jednak od Samotności w sieci, Bikini czy Granda choćby fragmentarycznością opowieści, dosadnością wrażeń i mieszanym uczuciom, które powieść może po sobie pozostawić... Niby ten sam Wiśniewski, poruszający na wskroś historią sprowadzającą się nawet do kilku zdań, a jednak inny, zdystansowany (z racji jednostronnych retrospekcji?) i niepohamowany (przekraczający granice?). Do głosu dochodzi mózg, dusza i ciało, w różnych proporcjach, nie zawsze znośnych. Raz chce się przerwać lekturę, bo ciąży, kiedy indziej nie sposób się nie zagłębić, żeby zrozumieć, dlaczego? Nietypowe przeżycie.

Bezimienny bohater - wykształcony, obyty w świecie, będący panem samego siebie - budzi się po półrocznej śpiączce w klinice w Amsterdamie, w której przez ostatnie miesiące pojawiały się kobiety jego życia. Każda z sobie tylko znanych powodów chciała zobaczyć go jeszcze raz, po latach, krzywdach, urazach i innych niedopowiedzeniach... A do niego, wspominającego cząstki ich wspólnych historii, dopiero zaczyna docierać, jaki był i jakie piętno na nich odcisnął. Awersja bohatera do własnej postawy nie pomaga jednak czytelnikowi (czytelniczce?) go zrozumieć. Raczej wzbudza oczekiwanie - tego, co zrobi, czy i jak się zmieni. I tak krąży się między człowiekiem, który dostał szansę od losu, a facetem, którego kolejne kobiety potrafiły zafascynować jedynie chwilowo - zdolny realizować coraz to nowe zawodowe projekty, nie był w stanie przeprowadzić rachunku sumienia. Do teraz.

Poszczególne wspomnienia mamią na początku, lecz po chwili dystansują przesyceniem najintymniejszymi szczegółami, które poza dany związek wyjść nie powinny. Momentami można poczuć się niekomfortowo, dowiedzieć za dużo. Na szczęście przynajmniej na jednym polu bohater Wiśniewskiego nie zawiódł - jego ojcowskie oddanie przewija się przez całą powieść i trwa niezłomnie, wręcz go ratuje i otwiera oczy. Czy wiarygodnie? Każdy powinien ocenić według własnej miarki. Czytając, trudno jednak sobie nie wyobrazić siebie podobnej sytuacji... Kto z przeszłości niespodziewanie pojawiłby się przy naszym łóżku? Do kogo my byśmy się udali? Ale to już inne, zupełnie osobiste historie...

Ocena: 5/6
©paratexterka
Wszystko da się wyjaśnić. Zapisać w liczbach i równaniach. Życiem rządzą prawdopodobieństwo, logika i udowadnialne twierdzenia. Przynajmniej jemu, naukowcowi, tak się wydawało, dopóki nie spędził wielu miesięcy w klinice w Amsterdamie i nie otarł się o śmierć, co całkowicie zburzyło konstrukcję jego świata.
Były przy nim w chwili największej tragedii, mimo że je zawiódł, skrzywdził, zdradzał, upokorzył. Dlaczego? Wszystkie jego kobiety.
Milena, niesforna, uderzająco piękna i wyuzdana femme fatale. Daria, jego była studentka, „kruche, naiwne dziewczę w wieku jego córki”, o oczach jak niezapominajki. Tajemnicza Ludmiła, z którą rzekomo łączył go tylko seks. Natalia, fascynująca, bezpruderyjna artystka, niezastąpiona partnerka do filozoficznych dysput. Justyna - miała być jedynie lekiem na jego depresję po rozstaniu z żoną. Ewa, tak samo charyzmatyczna, jak eteryczna, zachwycająco mądra nauczycielka, która na nowo buduje jego świat...
Kim był dla nich? Kim one były dla niego? Której był coś winien, której kiedyś podarował za mało, a która była mu wdzięczna?

Musze przyznać, że okładka zwróciła moja uwagę. Widzimy odwróconą do nas tyłem, prawdopodobnie kobietę. Splecione dłonie, oparte na prawym ramieniu mogą wyrażać naprawdę wiele. Jako, że tak jakby moją obsesją są dłonie - zawsze zwracam na nie szczególną uwagę. Skąd? Dlaczego akurat dłonie? Nie wiem. Tak sobie ubzdurałam i tak zostało i trwa od dawna.
Matowa oprawa, wytłoczone nazwisko pisarza sprawia, że okładka jest świetnie dopracowana i jakoś to ze sobą odpowiednio gra. Posiada skrzydełka, które są na wagę złota, ponieważ pełnią one rolę dodatkowej ochrony dla powieści. Na jednym z nich przeczytamy kilka słów o autorze, a na drugim dwie inne książki autora.
Co do wydania, muszę przyznać, że moje czujne oko nie dojrzało najmniejszego błędu, literówki. Wszystko idealnie wydane po dobrej korekcie. Plusem jest też dość duża czcionka, która ułatwia czytanie tego grubaska, a marginesy i odstępy między wierszami również pozwalają nam na lepsze i wygodniejsze czytanie. Wydanie i szatę graficzną oceniam na piątkę z plusem.
Dominika, jedna z blogerek wyszła do nas z inicjatywa zrecenzowania tej książki. Trzeba było tylko napisać dlaczego chcemy poznać jej treść. Jak brzmiała moja odpowiedź? Otóż przez tak długi czas, odkąd zaczęłam czytać, moje drogi z piórem Wiśniewskiego się nie skrzyżowały. Owszem, fragmenty Samotności w sieci spotkałam na języku polskim, nawet nie dawno, bo przed maturą były one idealnym argumentem i przykładem do gramatycznych zadań. A więc stwierdziłam, że jak o kobietach, to może nie będzie tak tragicznie i po jakimś czasie przyszła do mnie pocztą ta książka.
Więc?

Czekałam i czekałam. W końcu, zmęczona po dyżurze dwunastogodzinnym wróciłam do domu. Wchodzę do domu, a mama mnie informuje, że było dwóch kurierów. Wyobraźcie sobie zwolnione tempo, szok na mojej twarzy, torebka w powietrzu i biegiem ruszam do miejsca, gdzie z reguły kładzie mi przesyłki. - No dobrze, żartuję. Nie było tak. Po prostu odpakowałam te dwie paczki i nie mogłam się nacieszyć. W końcu się zabrałam za Wszystkie moje kobiety.
Moje pierwsze spotkanie z autorem muszę przyznać, było udane. Co więcej już czuję, że będzie mi brakować tego specyficznego pióra i od czasu do czasu będę sięgać po powieści Pana Janusza. Specyficzny styl - nie boi się używać słów, dlatego jeżeli nie lubicie wulgaryzmów w książce, drażnią Was, to lepiej się za nią po prostu nie bierzcie - szkoda nerwów. Nie tylko wulgaryzmy, ale też sceny 18+ się pojawiają, więc jeżeli nie czujesz się na siłach czytać o przygodach erotycznych - to teę się za lekturę nie zabieraj.
Pełne ironii pióro pozostawia po sobie ślad w naszej pamięci. Łatwo jest się przyzwyczaić do lekkiego stylu, niekoniecznie zawsze piszącym o przyjemnych sprawach. Widzimy dystans samego autora do siebie, widzimy jego myśli z przed lat i z teraz. Powiem Wam, że nie tylko on tak się zmienił. Bo zmieniamy się wszyscy, ale często tego nie zauważamy, albo też po prostu nie od razu.
Cieszę się, że zaryzykowałam i zdecydowałam się na przeczytanie powieści tegoż autora. Było to dla mnie dość ważne spotkanie. Już tutaj chciałabym Wam polecić najnowszą powieść Pana Wiśniewskiego. Sam styl, jakim się posługuje jest warty Waszej uwagi.
Przechodząc z kolei do bohaterów, jakich tutaj mamy... No cóż. Jest ich pełna paleta. Każdy jest inny, czym innym się charakteryzuje. Gdzieś znajdują się elementy, które łączą wszystkich ze sobą. Jest coś, co jest spoiwem. Ale tego Wam nie zdradzę, o nie.
Nasz główny bohater, naukowiec i rozwodnik w jednym - budzi się po sześciu miesiącach bycia w śpiączce. Jest w ciężkim szoku, że minęło mu tyle czasu, a jeszcze bardziej dziwi go fakt, że było u niego wiele kobiet. Że każda chociaż przez chwilę czuwała przy nim podczas tych sześciu miesięcy. Sama nie wiem, jak ja bym zareagowała na wieść, że przespałam pół roku. Nie wyobrażam sobie tego po prostu. A on został postawiony przed faktem dokonanym. Stracił cenne sześć miesięcy życia... Uważam, że jest to bohater o kilku twarzach. Najważniejsze jest, że był w stanie zauważyć swoje postępowanie, wyciągnąć z niego wnioski i co najważniejsze potrafił zwymyślać samego siebie za swoje postępki. Dlatego też napisałam wyżej, że potrafi posługiwać się wulgaryzmami, nie boi się ich, tak samo ma do siebie dystans. Jednak mimo jego przeszłości, za która po prostu ja bym go skrzyczała i to dość porządnie - polubiłam go. Napisane jest, że to najbardziej osobista książka Wiśniewskiego, dlatego też wyraziłam się o niej jako "spowiedź". Uważam, że każdy ma prawo do popełniania pomyłek, ale tylko pod warunkiem, że w końcu się kiedyś obudzi i postara nie robić tego ponownie.
Z jego opowiadań, a raczej wspomnień poznajemy wiele kobiet. Patrycję, Cecylię, Ewę, Justynę, Darię, Milenę, Ludmiłę, Natalię... Każda z nich jest połączona z naszym głównym bohaterem na pewien sposób. Każda ma swoje zalety, wady, charakteryzuje się czymś innym. Mimo wszystko niemal każdej było mi szkoda. Nie przywiązałam się do żadnej z nich, jedynie do pielęgniarki, Laurencji, która towarzyszyła naszemu pacjentowi niemal od samego początku do końca w tej historii.
Uważam, że autor wykonał kawał dobrej roboty kreując takie postacie, niewątpliwie mogą one odzwierciedlać prawdziwych ludzi z jego otoczenia. Mimo wszystko postarał się, by były one żywe, prawdziwe i za to wielkie oklaski, ponieważ przy takiej palecie osobowości można by było się po prostu pogubić.
Co powinno być dla mnie minusem, a tym razem mi nie przeszkadzało? Fakt, że nie ma rozdziałów. Dzieli się tak jakby na trzy części: Afazja, Przebudzenia i Sześć miesięcy później. Z reguły zawsze takie lektury bez rozdziałów mnie męczyły, bo ciężko było dobrnąć do wyraźnego rozdzielenia tekstu, momentami było tak, że nie było widać końca. W tym przypadku tylko na początku, przez chwilę mi to przeszkadzało, bo nie mogłam się przestawić. Z reguły czytam książki, które maja ten podział więc było mi ciężko się przestawić. Ale udało mi się i już po kilkunastu stronach spokojnie mogłam chłonąć powieść.
Właśnie, chłonąć. Tę książkę się dosłownie połyka. Mimo dość sporej objętości, czyta się i czyta... I czytać mogłoby jeszcze bardzo długo. Owszem, jest sporo opisów, monologów, które też z reguły zawsze mnie drażniły. Uświadomiłam sobie, że one mnie nie drażnią. Tylko dana osoba czy osoba robiąca korektę nie potrafi sklecić tekstu tak, by mnie nie nudził. A to zasadnicza różnica. Tutaj po prostu łykałam każde kolejne zdanie. Chciałam poznać kolejną historię i niestety byłam zbyt ciekawa tego, jak to się skończy. Nie, nie zajrzałam na ostatnie strony, dzielnie doczytałam po kolei do ostatniej strony, jestem z siebie dumna.

Uważam, że młodsze grono czytelników, może nie odnaleźć się w tej książce. Może nie do końca ją zrozumieć, zinterpretować. Głównie skupia się na stosunkach damsko-męskich. Sama nie mam jakiegoś dużego doświadczenia w tym temacie, ale każdy z nas doświadczył przyjaźni, przy nawet zwykłej znajomości z płcią przeciwną. W zależności od wieku i człowieka jest to naprawdę różne, więc uważam, im człowiek starszy, ma więcej doświadczenia, więcej refleksji na ten temat. Mimo moich dwudziestu wiosen potrafiłam odnaleźć się w tej książce. Potrafiłam spojrzeć oczami tych kobiet, ale i głównego bohatera. Chłonęłam jak już wiecie każde słowo napisane przez autora, a co za tym szło, nasuwały mi się refleksje. Chwilami musiałam robić sobie przerwę, by móc odpocząć od nawału informacji, myśli, które wciąż się pojawiały, czasami nie dając spokojnie przeczytać lektury. Oczywiście związane z egzemplarzem przedpremierowym, jakże by inaczej. Czułam te skrawki emocji, ból, złość, żal oraz wszystkie pozostałe uczucia, jakie pojawiły się na kartach tego tomiska.
Uprzedzam Was, że to nie będzie lekka i przyjemna wędrówka przez życie naszego głównego bohatera. Momentami będzie przykra - ale prawdziwa.

Janusz Leon Wiśniewski nie boi się ukazywać nagiej prawdy o owych relacjach międzyludzkich. O myślach, jakie mogą towarzyszyć w przeróżnych momentach naszego życia. Warto przypomnieć sobie, że czasami warto jest się zatrzymać. Przestać biec za pieniędzmi, sławą, nauką i innymi dobrami, które tak naprawdę są z nami tylko na chwilę. Warto poświęcić czas na drobne gesty, na małe rzeczy, które cieszą najbardziej. Obecność drugiego człowieka - możecie powiedzieć, że w każdej chwili możecie liczyć na dana osobę... A co jeśli ta osoba będzie miała dość czekania na Waszą uwagę? Tego nie da się przewidzieć. Zawsze można przystopować z czymś, co można zdobyć, bo niestety chwile nam nie powrócą, ludzie ponownie mogą nie zaufać, a my stracimy ich bezpowrotnie. Zdarza się tak, nie ukrywajmy tego. Reasumując chciałabym podziękować Dominice, dzięki której mogłam poznać pióro autora i w efekcie tego stać się nabywca tej wspaniałej powieści. Powieści o życiu, trudnych wyborach, o konsekwencjach naszych wyborów nie zawsze podejmowanych dobrze... Jest to słodko-gorzka historia o życiu, stosunkach międzyludzkich, które były, są i będą zawsze. Na które trzeba zwracać uwagę, które trzeba szanować. Pozycja ta ma ponad pięćset stron, ale warto jest poświęcić chwile naszego czasu na tę właśnie lekturę. Na pewno podrzuci Wam wiele spraw do przemyślenia, zrobi Wam burze mózgu i zmusi wręcz do potwierdzenia, że tak jest naprawdę. Autor nie zmyśla i pisze nagą prawdę o ludziach dwudziestego pierwszego wieku. Mam nadzieję, że znajdzie się większe grono osób, którym się ta historia spodoba i tak jak mi, nasunie Wam się wiele refleksji. Nie żałuję i z całą pewnością jeszcze sięgnę po inne lektury tego autora bo jest wart czasu, jaki na niego poświęcę.

Ocena: 6/6
©Tylko magia słowa
Podobno niekiedy trzeba otrzeć się o śmierć, by zrozumieć co w życiu jest naprawdę ważne. Tak brutalna i wstrząsająca sytuacja skłania nie tylko do głębokich przemyśleń, ale przede wszystkim do zrobienia starannego rachunku sumienia. Tak właśnie było w przypadku naszego głównego bohatera, który niespodziewanie budzi się w klinice a w Amsterdamie oraz dowiaduje się, iż przez pól roku leżał w śpiączce.

Dla zapracowanego, cenionego matematyka sześć miesięcy bezczynności jest czymś niewyobrażalnym, a wygląda na to, że jeszcze sporo czasu będzie przywiązany do łóżka. To jednak dopiero początek szokujących wiadomości. Okazuje się, że gdy leżał w szpitalu, oderwany od rzeczywistości, odwiedzały go różne kobiety, z którymi był związany w przeszłości. Przyjechały do niego nie bacząc na odległość czy krzywdy, jakie dawniej im wyczynił. Bez względu na wszystko pragnęły go jeszcze raz zobaczyć, czuwały przy jego łóżku, modliły się za niego, poświęciły mu swój czas.

Każdej z nich wyrządził krzywdę, każdą z pewnością rozczarował, na swój sposób poniżył, każdej mniej lub bardziej poharatał życie i sprawił wiele bólu, każda miała powód, aby czuć do niego żal i chcieć go wymazać ze swojej pamięci. A jednak tego nie uczyniły. Inaczej przecież nie byłoby ich tutaj.

Okazuje się, że mężczyzna miał naprawdę bogate życie miłosne i nie zawsze postępował słusznie. Poznajemy wszystkie wspomnienia dotyczące jego dawnych sympatii, dowiadujemy się, jak je poznał, co w nich kochał, jaki był wobec nich, a także jak potem wyglądały rozstania oraz co było ich przyczyną.

Dopiero teraz, po wielu latach dostrzega, jakim był egoistą i jak bardzo je skrzywdził. Wiele do myślenia daje mu również zachowanie personelu szpitala, w którym przebywa. Wszyscy są jak wielka rodzina, pełni ciepła i dobroci. Bezinteresownie dbają o niego, pomagają znacznie więcej, niż wymagają tego ustalone odgórnie obowiązki. Ta cała sytuacja jest zupełnym przeciwieństwem jego dotychczasowego zachowania, przez co pozwala mu zupełnie inaczej spojrzeć na własne życie. Troska tych ludzi, a także pamięć i dobro okazane przez byłe kochanki, uświadamiają mu, jak podłym był człowiekiem. Dociera do niego również to, iż praca czy wolność nie są największą wartością.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Janusza Leona Wiśniewskiego, ale jestem bardzo mile zaskoczona. Bezsprzecznie styl autora jest bogaty, wyjątkowy i niezwykle barwny. Dodatkowym atutem są liczne ciekawostki z zakresu psychologii czy seksuologii, które zostały subtelnie wplecione w fabułę. Nadaje to powieści niepowtarzalny klimat, a także skłania czytelnika do refleksji, praktycznie po każdej kolejnej przeczytanej stronie. Nie jest to banalna, lekka historia na jeden wieczór. Książka wręcz poraża swoją głębią i mądrością oraz sprawia, że chcemy się nią rozkoszować jak najdłużej, w spokoju i pełnym skupieniu.

Niewątpliwie na plus zasługują liczne, doskonale wykreowane postacie. Są one różnorodne i bardzo interesujące, każda nas czegoś uczy, każda wnosi coś nowego do naszego życia. Bohaterów jest naprawdę sporo, tak więc mamy możliwość ujrzenia zarówno męskiego, jak i damskiego punktu widzenia. Przede wszystkim poznajemy jednak dawne sympatie pacjenta obudzonego ze śpiączki. Genialne ukazane zostały różne oblicza miłości, a także skomplikowane, niepowtarzalne stosunki damsko-męskie.

Z każdą z nich był przez dłuższy lub krótszy czas szczęśliwy. I każda była dla niego ważna. Każdej darował swoją uwagę, czułość, każdą otaczał opieką. Chciał, aby i one były z nim szczęśliwe. Ale tylko wtedy, kiedy znajdowali się blisko siebie.

Autor w wspaniały, ale autentyczny sposób udowadnia nam również, iż nic nie dzieje się bez przyczyny, a każdą osobę w naszym życiu spotykamy w jakimś ważnym celu. Ludzka egzystencja jest pozbawiona zbiegów okoliczności.

Przypadkowe spotkania nie są wcale przypadkowe. Ale to się wie dopiero po latach...

Powieść Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie uświadamia, iż życie w ciągłym biegu i całkowite poświęcenie się karierze zawodowej, nie tylko nie zapewni nam szczęścia, ale również skrzywdzi naszych bliskich. Te zaniedbanie możemy dostrzec dopiero po latach, niestety już będzie za późno. Intensywnie przeżywamy cierpienie bohatera, gdy uzmysławia sobie, że nie był idealnym ojcem. Moim zdaniem, powinniśmy wyciągnąć wnioski z jego postępowania i zatrzymać się choć na chwilę, zacząć w pełni żyć, a nie tylko podążać za zawodowymi sukcesami.

Jeśli natomiast chodzi o temat przewodni, czyli romanse, to ukazane niektóre egoistyczne relacje z kobietami, raczej nie spodobają się czytelniczkom, ale nie jest on człowiekiem, którego można znienawidzić. Jego spowiedź rozczula, porusza do łez oraz upewnia nas w fakcie, iż nie jest do końca złą osobą.

Najbardziej chyba z tej książki zapamiętam jednak fantastyczna klinikę, a dokładniej przecudowny personel, który zajmował się naszym bohaterem. Ciężko opisać, jak wiele ciepła, dobroduszności i bezinteresownej pomocy otrzymał od tych wspaniałych ludzi. W tę nostalgiczną fabułę wnieśli tak wiele humoru i optymizmu, że całkowicie skradli moje serce. Mam nadzieję, iż w szpitalach naprawdę można spotkać tak pozytywnych i serdecznych pracowników.

Podsumowując Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie jest słodko-gorzką historią o prawdziwym życiu, pełnym trudnych wyborów, których każdy z nas stale musi doświadczać. To opowieść nie tylko o miłości, ale również o samotności, której początkowo możemy nawet nie być do końca świadomi. Zdecydowanie przypadnie do gustu dojrzałym czytelnikom, gdyż przez młodszych może nie zostać w pełni zrozumiana. To książka, która poraża swą autentycznością i skłania do głębokich przemyśleń na temat własnego życia. Nie można pozostać wobec niej obojętnym. Gwarantuję, iż ta wyborna uczta literacka zafunduje wam kilka niezwykłych wieczorów, przepełnionych silnymi emocjami i własnymi wspomnieniami, przez co na długo pozostanie w waszym sercu. Gorąco polecam!

Samotność wcale nie zaczyna się od tego, że nagle nikt nie czeka na ciebie w domu. Samotność zaczyna się wówczas, kiedy pierwszy raz odczujesz pragnienie, aby czekał tam na ciebie ktoś zupełnie inny...

Ocena: 5/6
©Z fascynacją o książkach
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć